Logotyp magazynu Mały Format

"Nie ma się co obrażać. Nowa polska ilustracja"

rozm. Patryk Mogilnicki, Karakter, Kraków 2017, s. 320.

"Ten łokieć źle się zgina. Rozmowy o ilustracji"
rozm. Sebastian Frąckiewicz, Czarne, Wołowiec 2017, s. 376.

Wydawnicza jesień stoi ilustracjami! Krakowska oficyna Karakter ogłosiła właśnie antologię „Nie ma się co obrażać”, zbierającą wywiady Patryka Mogilnickiego z polskimi ilustratorami i ilustratorkami młodego pokolenia, a w wydawnictwie Czarne na dniach ma się ukazać książka pt. „Ten łokieć źle się zgina” – tom rozmów Sebastiana Frąckiewicza z klasykami polskiej ilustracji oraz bardzo młodymi, obiecującymi twórcami i twórczyniami.

Polscy ilustratorzy i ilustratorki – dowiadujemy się z lektury wymienionych książek – to ludzie bardzo różni, nie tylko na poziomie idiomu, czy artystycznej sygnatury. Jedni kończyli zagraniczne szkoły artystyczne, ucząc się rzemiosła w pracowniach utytułowanych mistrzów, inni na swój warsztat pracowali samotnie, podejmując w tym samym czasie inne profesje (Maciej Sieńczyk wypowiadający się w antologii „Nie ma się co obrażać”, na pytanie o szkoły odpowiada: „Niestety, nie skończyłem. Jest to powód nieustannej troski mojej rodziny. Ale mam nadzieję, że kiedyś dostanę honorowy doktorat którejś z renomowanych uczelni i to nieco złagodzi ból, jaki im sprawiłem”). Jedni pracują w domu, inni wynajmują własne pracownie albo dzielą ze swoimi kolegami i koleżankami wspólny work space. Jedni są u progu kariery, inni obrośli w piórka i przyjmują przede wszystkim zlecenia zagraniczne. W antologii Karakteru znajdziemy zdania: „Testuję różne modele w biznesie”, „Jestem art directorem w agencji reklamowej”, „najciekawsze zlecenia dostaję ze Stanów Zjednoczonych”, których na próżno szukać w rozmowach z Bohdanem Butenką, czy Józefem Wilkoniem, reprezentantami starszego pokolenia polskich ilustratorów.

Obydwa tytuły („Nie ma się co obrażać” i „Ten łokieć źle się zgina”) odnoszą nas do tematu negocjacji między zleceniodawcą a twórcą, kwestii różnicy oczekiwań i priorytetów. W rozmowach powraca refleksja, jak na ilustrację wpływa rynek, jak zmieniać się musi to, co prywatne (latami wypracowywany styl) w konfrontacji z publicznym (potocznymi wyobrażeniami redaktorów popularnych magazynów o estetycznych gustach ich czytelników). Na wagę złota okazuje się być w tym zawodzie – zgodni są tu niemal wszyscy – rozsądny kompromis.

Tak jak w wypadku antologii poezji współczesnej (vide: „Zebrało się śliny”), ważką kwestią jest towarzyszący antologistom zamysł projektujący, czy też – jego nieuchronna chwiejność. Czy z tego rodzaju publikacji ma się wyłaniać spójna wizja polskiej ilustracji współczesnej? Czy mają one ambicję mapującą, doszukującą się fenomenu, szkoły, czy może ich celem jest tylko (aż!) udzielenie głosu pewnej subiektywnie wybranej grupie osób, które łączy przede wszystkim wykonywany zawód?

Obydwa tytuły odnoszą nas do tematu negocjacji między zleceniodawcą a twórcą, kwestii różnicy oczekiwań i priorytetów

***

Przed wypuszczeniem pierwszego numeru „Małego Formatu”, kiedy odbywały się wstępne rozmowy redakcyjne, nie mieliśmy jeszcze pojęcia jak ważną częścią tego przedsięwzięcia staną się ilustracje. Rozwieszaliśmy plakaty i rozsyłaliśmy maile adresowane do grafików, myśląc: „fajnie by było, gdyby od czasu do czasu, zamiast zdjęcia pisarza albo okładki książki, w piśmie literackim pojawił się jakiś obraz, rysunek, kolaż”. Odzew przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania. Jako pismo literackie wkroczyliśmy na grunt mało znany tym siedzącym przede wszystkim w literaturze – trzeba było wypracować z ilustratorami specjalny sposób działania. Musieliśmy, a czasem i wciąż musimy, uczyć się swoich języków, by stworzyć dialog – by słowo rozumiało obraz i nawzajem.

Na ponad tydzień przed wypuszczeniem numeru wysyłamy do grupy grafików i graficzek listę z tzw. „szortami” – krótkimi zajawkami pozwalającymi zorientować się w gatunku i tematyce każdego tekstu. Ilustrator może wybrać sobie to, co najbardziej mu/jej odpowiada. Staramy się nie narzucać tematu, ani stylu w jakim powstaje praca.

Kilka dni później ilustratorzy wysyłają szkice. To okazja do rozmów, w których  sporo się o sobie nawzajem dowiadujemy. Krytyk i ilustrator interpretują utwór literacki korzystając z różnych narzędzi i środków wyrazu, ale na równych prawach. Wierzymy, że dzięki temu tradycyjnie pojęta „krytyka tekstu” staje się bardziej urozmaicona i wielopoziomowa.

Ostatnio coraz więcej i coraz głośniej mówi się o polskiej ilustracji. Mając tak aktywnie działającą grupę świetnych grafików i graficzek obok, którzy wspierają nas i kontynuują z nami współpracę, chętnie zgłaszając się do tekstów (lista „szortów” dla ilustratorów potrafi zamknąć się w kilka minut), trudno było nie pomyśleć o nich czytając te dwie pozycje. I trudno było nie pomyśleć – jak oni to widzą? Jak widzą naszą współpracę, ale i szerzej – jak widzą zawód ilustratora, artysty? A potem poszło już łatwo – skoro prowadzimy internetowy miesięcznik oraz mamy z nimi stały kontakt, czemu nie połączyć tych dwóch i nie wypuścić naszej własnej rozmowy.

Oto nasz głos w rozpoczętej przez Czarne i Karakter dyskusji o polskiej ilustracji współczesnej.

„Sam proces jest chaosem” – rozmowa z ilustrator(k)ami „Małego Formatu”

 

 

"Nie ma się co obrażać. Nowa polska ilustracja"

rozm. Patryk Mogilnicki, Karakter, Kraków 2017, s. 320.

"Ten łokieć źle się zgina. Rozmowy o ilustracji"
rozm. Sebastian Frąckiewicz, Czarne, Wołowiec 2017, s. 376.

Natalia Przybysz
ur. 1995, studiuje na wydziale Sztuki Nowych Mediów Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych. Współtworzy Fundację Zwrotnica, swoje prace prezentowała m.in. na wystawie w Cafe Fenomenalna. Mieszka w Warszawie. Naczelna rysowniczka „Małego Formatu”, koordynuje Sekcję Ilustratorów.
Jakub Nowacki
ur. 1994, student Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Publikował teksty o literaturze w "Twórczości", "Tygodniku Powszechnym", "Ha!arcie", "ArtPapierze", "Popmodernie", kwartalniku "KONTENT" i "Niewinnych Czarodziejach". Mieszka w Pruszkowie. W "Małym Formacie" pisze i redaguje.
POPRZEDNI

rozmowa  

Sam proces jest chaosem

— Jakub Nowacki, Natalia Przybysz

NASTĘPNY

szkic  

Czary mary kapitalizm. Niewidzialna praca w „Harrym Potterze”

— Adam Klewenhagen