Logotyp magazynu Mały Format

Na mniejszych i większych facebookowych grupach literackich zdarza się, że niektórzy z członków publikują swoje teksty w plikach graficznych – jako screen z edytora tekstu, albo zrzut ekranu telefonu. Kawiarniani strażnicy etosu poety zarzucają w takich sytuacjach brak szacunku do własnej twórczości i zalecają porządne przepisanie wiersza na papier.

Marceli Szpak (tłumacz, dziennikarz, poeta, statusiarz) stanowi przykład na to, że przepisywanie wierszy szkodzi, a nieprzepisywanie może być właśnie wyrazem szacunku do własnej poetyckiej roboty. Marceli Szpak jest osobą pracującą na co dzień przed komputerem. Domyślam się, że tłumaczenia tak samo jak i większość poważnej artystycznej, naukowej, czy zawodowej pracy za pieniądze robi się w innych edytorach tekstu niż notatnik. Z wierszy Szpaka dowiadujemy się, że za pieniądze pisze się w Wordzie, na Fejsie publikuje się dla lajków, udostępnia z myślą, żeby nie dostać bana, a w notatniku, pomiędzy tym wszystkim pisze się wiersze.

Z wierszy Szpaka dowiadujemy się, że za pieniądze pisze się w Wordzie, na Fejsie publikuje się dla lajków

Mam wrażenie, że w przypadku Szpaka tekst sam się układa, a w lekturze sam wybrzmiewa. Kontrastuje to z tak marginalnym umiejscowieniem wiersza, ściśniętym w notatce gdzieś na skraju ekranu. Tego rodzaju wizualna prezentacja poetyckiej wypowiedzi może nie pasować, dziwić w zderzeniu z  płynną melodyjnością tekstów. Wiersze Szpaka przypominają czasami dziecięce rymowanki, skropione idealnie wysłuchaną codzienną mową. Wyobrażam sobie to tak, że Szpak siedzi przed kompem, pracuje albo odpoczywa (a najpewniej coś pomiędzy) i w czasie przerwy, na marginesie, w notatce zapisuje sobie wiersz na później, żeby nie zapomnieć. Zapisuje gotowe do puszczenia w świat, ironiczne i przewrotne, wyważone teksty-anegdotki, elegancko zakończone zgrabną puentą. Nie wiem czy tak faktycznie jest, ale sposób prezentacji wiersza każe mi wierzyć w ten natchniony obraz.

Wiersze Szpaka to poetyckie page-turnery, rytmiczne, dobrze skonstruowane, z ciekawymi zwrotami akcji, życiowe, lajkogenne. Zwarte, nieprzegadane, przy bliższym przyjrzeniu okazuje się, że wyciągają z języka mówionego poetyckość, nie w lingwistycznej nachalności i złożeniu, lecz w anegdotycznej lekkości. W wierszu „Przypadkowe rozmowy o miłości w zimowy poniedziałek” wers „A informatyk, który to umiał” rozwidla znaczenia. Nasuwa się pytanie – co umiał? Umiał naprawić <3, czyli błąd w programie, czy minioną, nieszczęśliwą relację z kimś bliskim. Wychodzi na to, że trochę głupio prosić informatyka ze złamanym sercem o to, żeby naprawił <3.

Cyfrowość, internetowość tych wierszy to nie tylko sposób ich prezentacji, ale także jedne z głównych pól wykorzystanych do budowania metafor. Daleko im od fetyszyzacji sieci społecznościowych, bliżej do burzenia mitów i utopii. Szpak pisze o tym, że przestrzeń cyfrowa chociaż niematerialna, bardzo angażuje i niespodziewanie wywołuje skrajne emocje. „Widziałem flejmy” to sprawozdanie z pola bitwy. To co miało być równą, demokratyczną, otwartą dla wszystkich dyskusją jest zdarzeniem militarnym, w którym przy kilku, kilkunastu komentarzach na minutę każdy dyskutuje w próżni. Równolegle prowadzone rozmowy to tylko podbijanie punktów dla swojego awatara. W internecie z wierszy Szpaka jest się samym dla siebie, pracuje się na siebie, na swoje statystyki, na kreację swojej postaci. Nie dziwi więc, że przestrzeń tych wierszy to najczęściej przestrzeń domowa, schowana (dwa wiersze dilerskie), ukryta i nocna („Zobaczyłem ciastko”). W końcu „Błogosławiony ten, który dowiezie ci materiał na chatę”, albo przynajmniej umówi się „gdzieś w ciepłym”. Bohater wierszy Szpaka jest osamotniony, siedzi w ciemnym, chce się najeść, naćpać, ciągle mu do czegoś brakuje. Szkoda, że screenshot zamroził możliwość działania, bo bohaterom wierszy Szpaka „pomoc”, którą oferuje interfejs notatnika wydaje się szczególnie potrzebna.

W internecie z wierszy Szpaka jest się samym dla siebie, pracuje się na siebie, na swoje statystyki, na kreację swojej postaci

Czytelniczko, czytasz te słowa na ekranie, bardzo możliwe, że czytasz ten tekst wybiórczo, nagłówkowo. Jeśli więc zatrzymałaś się akurat na ostatnim akapicie – przeczytaj ze mną chociaż jeden wiersz Marcelego Szpaka i niech to będzie „Lament poety nad listami Ginsberga”. Zgrzytam zębami nad incipitem, ale chyba właśnie o to chodzi, żeby wyśmiać trochę uświęcony obraz poety, jednego z tych, który lamentuje i przepisuje na papier. Dalej ironiczna prosta rymowanka, mogłaby równie dobrze zostać zanotowana na marginesie czytanej książki. Wiersze Szpaka to komentarze gdzieś z boku, notatki, podsumowania sytuacji, sytuują się na marginesie lektury albo na marginesie ekranu. Okazuje się, że tradycyjny, rymowany wierszyk dobrze sprawdza się w funkcji notatki na marginesie, co nie znaczy wcale, że notatka, nawet zupełnie zepchnięta na bok, dotyczy małych spraw. W końcu notuje się po to, żeby zapamiętać coś ważnego.

Paulina Chorzewska
ur. 1996, studiuje polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Publikowała w „Niewinnych Czarodziejach”. Woli wiersze, w które można poklikać.
POPRZEDNI

varia wiersz  

Zła poezja

— Marceli Szpak