Ładowanie strony
Logotyp magazynu Mały Format

Piotr Marecki

"Wiersze za sto dolarów", Ha!art, Kraków 2017, s. 56.

Wiersze za sto dolarów” Piotra Mareckiego można kupić w cenie okładkowej za 17 złotych polskich. W internecie do znalezienia nawet za 11 złotych. Opłaca się. Chociaż autor programowo namawia do nieczytania swojej książki, ja przeczytałam i zapewniam, że też się opłaca.

Piotr Marecki wykorzystał swój pobyt w Stanach Zjednoczonych, czas i tytułowe sto dolarów, aby zrealizować konceptualny projekt. Wcielił się w rolę requestera na platformie crowdsourcingowej Amazon Mechanical Turk i zamawiał u pracujących tam ludzi oraz botów wiersze współczesne pisane po polsku. Pracownikom AMT płacił od 0,22 $ do 10 $. Odrzucał teksty, które były publikowane wcześniej w internecie i takie, które były czystym efektem przemielenia obcojęzycznego wiersza przez Google Translate. Tom zawiera 32 anonimowe wiersze, każdy wyceniony, wszystkie uszeregowane według zapłaconej za nie kwoty.

Marecki wcielił się w rolę requestera na platformie crowdsourcingowej Amazon Mechanical Turk i zamawiał u pracujących tam ludzi oraz botów wiersze współczesne pisane po polsku

Książka wydana przez Ha!art to projekt szeroko zakrojony, co pokazuje sproblematyzowana lista dziesięciu zdań twierdzących, które znajdują się na okładce oraz stronie internetowej wydawnictwa. O sprawach do przemyślenia dużo (jak na rzecz konceptualną) powiedział autor w posłowiu, a także w rozmowie radiowej, która nie bez powodu kończy się poleceniem czytania – nie wierszy, ale właśnie komentarza.

Przeczytanie wierszy w kilku miejscach rozłamuje koncept. Na przykład w pojęciach kreatywności i niekreatywności. Prezentowane przez Ha!art pisarstwo konceptualne jest silnie związane z Kennethem Goldsmithem i jego strategią uncreative writing. Natomiast Marecki przy okazji „Wierszy za sto dolarów” zwraca się do pracowników AMT i chce od nich rozwiązań kreatywnych – niekopiowanych i niepublikowanych (przynajmniej w internecie, bo internet to jedyna baza, którą zamawiający jest w stanie pobieżnie sprawdzić). Requester wymaga tekstów, które dają mu złudzenie, że dostaje oryginalny kontent. „Wiersze za sto dolarów” pokazują, że nie płaci się za przepisywanie. Marecki zapłacił za wszystkie wiersze, także te, które nie znalazły się w publikacji, tytułowe 100 dolarów. Nabywcy książki płacą za niekreatywny gest 17 złotych. Kreatywność wygrywa, szczególnie dla tych kilku pracowników, którzy zgarnęli zlecenia za 10 dolców.

Marecki mówi, że zrobił projekt naukowy, eksperyment społeczny i niekoniecznie o treść tutaj chodzi. Jednocześnie w książce zgromadził teksty wyjątkowo intymne, tradycyjnie liryczne, niepasujące jako wypełnienie do nieekspresywnej, skierowanej na myślenie ramy konceptu. Wszystkie 32 teksty wdrukowane do tomu odpowiadają na zlecenie „napisz tekst w języku polskim, który może zostać uznany za wiersz współczesny”. Można je czytać jako autorskie definicje. Jest w nich miejsce na prozę poetycką (trzy wiersze, w tym dwa z motywem patrzenia w gwiazdy). Jest dużo miejsca na wiersze miłosne, wyznaniowe, dialogowe, autotematyczne. Dominującym żywiołem jest powietrze, stąd częste obrazy ptaków, lotu, spadania. Jedenastu autorów operuje w swoich wierszach pytaniem. Pojawia się remiks „Niepewności” Mickiewicza, częściowa ekfraza do „Wędrowca nad morzem mgły”. Pracownicy piszą współczesny wiersz polski i smutno patrzą w górę, na wysokie tematy i wysoko w przestrzeń.

Marecki chciał konceptualnie, kulturalnie i elegancko dokonać krytyki systemu, a ludzie i boty zrobili to za niego. Trzy lata temu wypowiedź Kristy Milland „I am a human being, not an algorithm” stała się symbolem protestu pracowników AMT. Autorzy wierszy zebranych w książce Mareckiego mówią podobnie. Zbiorowy głos brzmi mocno i pyta „Gdzie wyślą nas?”(s.8), „Co się stanie ze mną iz Tobą?” (s. 17), „Czy są jacyś zwycięzcy?” (s. 36). Inny głos odpowiada „My myjemy nasze twarze / My my żyjemy” (s. 17). Zaczyna się robić gorąco dopiero, gdy czyta się książkę Mareckiego jako zbiór wierszy-reakcji pracowników na swoje położenie w korporacyjnym systemie i wypowiedzi skierowane bezpośrednio do zleceniodawcy.

Wolność ostateczna bo

nie zidentyfikowana w rejestrach

nie zapisana w dzienniku

bez loginu i hasła

z dostępem do niczego

(s.7)

 

Klik klik klik

Już myślałeś, że ukryłeś się przed swoimi pragnieniami

Jednak samogwałt internetowej sprzedaży tylko

w dół Cię spycha, nie pozwalając powiedzieć

ostatniego słowa.

(s.10)

„Wiersze za sto dolarów” to książka, w której występuje, ładnie mówiąc,  dzielenie autorstwa – kolaboratywność, kolektywność. Pracownicy-autorzy nie znali swoich tekstowych sąsiadów z kartki obok i nie wiedzieli, w jaki projekt zostaną wpisani, więc faktycznym wynikiem eksperymentu jest wzajemne oświetlanie się tych głosów. Wynikiem tego eksperymentu jest sprzeciw. Wynikiem tego eksperymentu, w którym akceptowane miały być wiersze „napisane poprawną gramatycznie polszczyzną” są też dwie wypowiedzi za dolara, które nie dają się łatwo przeczytać po polsku.

ya

(s. 29)

 

NO

(s. 30)

 

 

Piotr Marecki

"Wiersze za sto dolarów", Ha!art, Kraków 2017, s. 56.

Paulina Chorzewska
ur. 1996, studiuje polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Publikowała w „Niewinnych Czarodziejach”. Woli wiersze, w które można poklikać.
POPRZEDNI

recenzja  

Nie ufaj opowiadającemu, ufaj opowieści

— Marcin Bełza

NASTĘPNY

recenzja  

Spóła i brak czasu

— Łukasz Żurek