Ładowanie strony
Logotyp magazynu Mały Format

 

Przepchnij piłkę przez obręcz. Idea koszykówki
żywi się ciałem, jego mięśniem i kością.
Oto mój rucker park, mój niepewny crossover.

Archiwum NBA TV, stare filmiki z pikselozą,
pod które podkładałem bity, na które kładłem filtry.
Dziś już nie skaczę, skończyłem jak Gasol.

W Stanach wszystko jest większe, ludzie – giętcy.
Ich gesty są na parkietach gimbazy, ich buty
to wyzwanie dla nauczycielskiej pensji. Przenieś talenty

na Florydę (We’re all witnesses).

Przepchnij piłkę przez obręcz. Poezja koszykarzy
to czysty playbook, to okrzyk trenera
sekundę po time-oucie. Umieść piłkę w koszu.

 

 

 

 

 

 

 

The Brawl

With less than a minute left in the game,
a fight broke out between players on the court.
After the fight was broken up,
a drink was thrown from the stands
at then Pacers player Ron Artest
(now named Metta World Peace)
while he was lying on the scorer’s table.
Artest then entered the crowd.

Zacząć jeszcze raz, napisać wiersz
z perspektywy paznokcia u serdecznego palca
prawej dłoni należącej do Bena Wallace’a,
bestii z Cuyahoga Community College,
dwóch metrów sześciu centymetrów mięśni,
opowiedzieć o białym odrostku
wbijającym się w policzek Rona Artesta
po faulu twardym, ale nie dość twardym.

Wyrzucić tę wersję. Przyjąć perspektywę
papierowego kubka na wodę z cukrem,
pierwszego kamienia, który rozpoczął lawinę.
Porozwodzić się przez moment nad temperaturą płynu
i, być może, opowiedzieć nieco o roli
słodkich napojów gazowanych spożywanych w halach sportowych
w epidemii otyłości oraz wzroście zachorowań
na choroby cywilizacyjne w miastach stanu Michigan.

Ostatecznie porzucić tę koncepcję, być tym kibicem,
który dostał w pysk od Stephena Jacksona
i wyeliminował go z trzydziestu spotkań,
nie wspominać jednak o bólu kibica,
napisać tylko o nagłówkach z prasy,
the most infamous brawl in NBA history,
the worst night in NBA history,
być palcem Reggiego Millera, który skończył bez biżuterii.

 

 

 

 

 

 

 

Reebok ATR Pump

Jeżeli buty, to tylko takie, które zadają szyku,
w najpiękniejszym wykończeniu white/navy/silver,
paczka z Footlockera, która dotarła na play-offs.

Podeszwa, która wytrzymała siedem sezonów betonu,
rzep dla lepszej stabilizacji stawu skokowego,
specjalny system amortyzujący śródstopie.

Buty, które były wystarczająco dobre
dla Barona Davisa, gracza-prototypu
rozgrywającego lat nastych XXI wieku.

Jedenaście lat później wziąłem je na tartan,
ich zapach przypomniał mi sens sportu,
ich bezbłędna sylwetka przypomniała lato ’07,

pierwszy koncert Pearl Jam, długą samotną godzinę
na parkingu przy Spodku, pierwszą randkę z S.,
która miała się zbliżać i oddalać przez kolejne lata,

wreszcie ostatni sezon na boisku przy kotle,
ostatnie lato bez literatury, moment, w którym
liczba wyskoków i lądowań musiała się zgadzać.

 

 

 

 

 

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=tYpwjB0IzoU

Znajduję ślad twego łokcia na mym żebrze.
Znajduję ślad twego łokcia w play-offs.
Znajduję ślad twego łokcia w powtórce.
Czasami jestem Kirilenką.

Czasami jestem Kirilenką.
Blokuję rzut i zaliczam przechwyt.
Przeraźliwie chudy białas,
całkiem jak Andrei Kirilenko.

Pierwsza warstwa: hand-off.
Druga warstwa: pick.
Trzecia warstwa: kozioł.
Czwarta warstwa: wsad.

A ślad
twego łokcia
jest zwycięstwem,
zwycięstwem.

Tomasz Bąk
(ur. 1991 r.) – kolektyw schizofreniczny. Autor trzech książek z wierszami, ostatnio wydał tom „Utylizacja. Pęta miast" (2018). Laureat nagrody Silesius w kategorii debiut za tom „Kanada" (2011), za tom „[beep] Generation" (2016) nominowany do nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Mieszka w Tomaszowie Mazowieckim.
POPRZEDNI

varia wiersz  

Wierzaj w me tumany

— Paweł Harlender