fbpx
Ładowanie strony
Logotyp magazynu Mały Format

Tekst „O pierwszej socjalistycznej tragedii”[1] (znany też jako „O tragedii socjalistycznej”) został napisany prawdopodobnie w pierwszej połowie 1934 roku na potrzeby serii wydawniczej o wymownym tytule „Dwie pięciolatki”, powstającej pod redakcją Maksima Gorkiego. Seria ta pomyślana została jako efekt wspólnej pracy kolektywu pisarzy, a jej celem głównym była celebracja sukcesów ZSRR związanych z realizacją dwóch pięcioletnich planów gospodarczych. Tekst Płatonowa trafić miał do tomu zatytułowanego „Notesy”, stanowiącego niejako teoretyczny dodatek do całej serii. Całe przedsięwzięcie wydawnicze nie doszło jednak do skutku. Nawet gdyby „Dwie pięciolatki” ujrzały jednak światło dzienne, tekst Płatonowa nie mógłby się znaleźć w tej publikacji. Gorki od razu odrzucił go jako zbyt pesymistyczny i niepasujący do całego tomu, a nieopublikowany szkic stał się podstawą do publicznych oskarżeń o reakcyjność i wrogość wobec socjalizmu. Wszystko to działo się u progu wielkich czystek zapoczątkowanych zabójstwem Kirowa, które wykorzystane zostało przez Stalina (podejrzewanego zresztą o jego zlecenie) do rozpętania masowego terroru.

W twórczości Płatonowa tekst ten zajmuje miejsce szczególne, publicystyka o wyraźnie filozoficznym charakterze należy bowiem u niego do rzadkości. Wydawcy rosyjscy nazywają esej „swoistym filozoficzno-kulturoznawczym metatekstem nieopublikowanych powieści Płatonowa z lat trzydziestych”, z których polskiemu czytelnikowi najlepiej znane są zapewne „Dżan” i „Juwenilne morze”. Intymne relacje łączą go także z powieścią „Szczęśliwa Moskwa”, w której Płatonow powróci do wątku tragicznych konsekwencji porzucenia dziecka dla nowego związku. Wreszcie zaś, stanowi on polemikę z optymistycznym oglądem przyrody u Gorkiego, a także efekt doświadczeń Płatonowa jako inżyniera. Bezpośrednim impulsem do wykrystalizowania się głównej idei eseju był jednak wyjazd do Turkmenistanu, z którego Płatonow wraz z grupą innych pisarzy miał raportować sukcesy industrializacji. To właśnie w zapiskach z tej podróży znajdujemy notatkę o „dialektyce przyrody na pustyni Karakum”.

            „Technika decyduje o wszystkim”[2] – Płatonow cytuje słynne hasło stalinowskiej industrializacji, jednak cały jego tekst jest poświęcony zagrożeniom, jakie niosą ze sobą zbyt szybkie uprzemysłowienie i brak cierpliwości. Niewątpliwie tekst ten stanowi polemikę ze stalinowską ortodoksją lat trzydziestych skupioną na wielkim przemyśle i kolektywizacji. Czy jednak nie znajdujemy się w sytuacji, w której można, a nawet trzeba wydobyć go z wąskiego, historycznego kontekstu, i przeczytać przede wszystkim jako tekst o zagrożeniach, jakie wymóg wzrostu gospodarczego i wielki przemysł – zarówno w socjalistycznej, jak i (a może zwłaszcza) kapitalistycznej wersji – niosą dla naszej egzystencji? Słowa Płatonowa, że „świat bez ZSRR bez wątpienia unicestwiłby się sam w ciągu najbliższego stulecia” spełniają się wszak na naszych oczach. Mamy zresztą wszelkie powody sądzić, że istnienie ZSRR niczego by tu nie zmieniło: w prymat sił wytwórczych wierzono tam z prawdziwym entuzjazmem, choćby nawet reguły gry w postęp można było w ostatecznym rozrachunku uznać za narzucone przez konieczność konkurencji z kapitalistycznym Zachodem. Tym bardziej warto wsłuchać się w głos Płatonowa, raczej odosobniony w myśli radzieckiej. Historia powtarza się bowiem jako farsa nie w tym sensie, jakoby zmierzała do szczęśliwego zakończenia; zmierza do krwawego finału, tylko mniej heroicznie.

Monika Woźniak

 
 
 
 
 
 
 

Nie należy się wychylać i upajać życiem: nasze czasy są lepsze i poważniejsze od błogiej przyjemności. Każdy, kto się upaja, musi upaść i zginąć jak mysz, która włazi w pułapkę, aby „upoić się” słoniną z przynęty. Wokół nas dużo jest słoniny, ale każdy jej kawałek jest przynętą. Należy stać w szeregach zwykłych ludzi cierpliwej socjalistycznej pracy, nic więcej.

Temu nastrojowi i rozpoznaniu odpowiada porządek natury. Nie jest ona wielka i obfita[3]. Może jest po prostu tak sztywno skonstruowana, że swojej obfitości i wielkości nie darowała jeszcze nikomu. To zresztą dobrze, inaczej – w czasie historycznym – cała natura dawno zostałaby splądrowana, roztrwoniona, pożarta, wyssana do szpiku kości: zawsze mielibyśmy dość apetytu. Wystarczyłoby, żeby świat fizyczny nie posiadał jednego ze swych praw, co prawda prawa podstawowego – dialektyki, a w kilka wieków zostałby całkowicie unicestwiony przez ludzi. Co więcej, w takim przypadku nawet i bez ludzi natura doszczętnie zniszczyłaby samą siebie. Dialektyka jest prawdopodobnie wyrazem skąpstwa, trudnej do przełamania sztywnej konstrukcji natury, która umożliwiła historyczne wychowanie ludzkości. W przeciwnym razie wszystko na ziemi dawno by się skończyło, jak zabawa dziecka z cukierkami, które stopiły się w jego rękach, zanim zdążyło je zjeść.

Jaki jest prawdziwy obraz dziejów nam współczesnych?

Oczywiście, jest to obraz tragiczny – choćby dlatego, że rzeczywista historyczna praca odbywa się nie na całej ziemi, a tylko na jej mniejszej części z ogromnym przeciążeniem.

Prawda, według mnie, leży w tym, że „technika… decyduje o wszystkim”[4]. Technika jest tematem współczesnej historycznej tragedii, jeśli przez technikę rozumieć nie jedynie zestaw wytworzonych środków produkcji, ale i organizację społeczeństwa, opartą o technikę produkcji, a nawet ideologię. Ideologia, nawiasem mówiąc, znajduje się nie w nadbudowie, nie „na wysokościach”, ale wewnątrz, w samym środku społecznego odczuwania społeczeństwa. Mówiąc dokładniej, powinniśmy włączyć do techniki także technika, tj. człowieka, aby uniknąć zbyt topornego rozumienia problemu.

Ideologia znajduje się nie w nadbudowie, nie »na wysokościach«, ale wewnątrz, w samym środku społecznego odczuwania społeczeństwa

Pomiędzy techniką a naturą zachodzi sytuacja tragiczna. Cel techniki to – „dajcie mi punkt podparcia, a poruszę Ziemię”. Ale do konstrukcji natury należy to, że nie lubi być pokonywana: Ziemię można poruszyć, dobierając dźwignię o odpowiednim momencie, lecz tyle traci się po drodze i podczas ruchu długiej dźwigni, że w praktyce będzie to bezużyteczne zwycięstwo. To elementarny epizod dialektyki. Weźmy współczesny fakt: rozszczepienie jądra atomowego. Ta sama sytuacja. Nadejdzie na świecie czas, kiedy pożytkując na rozszczepienie atomu ilość energii P, otrzymamy w rezultacie P+1 i będziemy zachwyceni tym ubogim dodatkiem, ponieważ jest on absolutnym zyskiem otrzymanym w pewnym sensie poprzez sztuczną zmianę samej zasady natury, tj. dialektyki. Natura pozostaje zamknięta, może ona działać jedynie poprzez prostą wymianę, a nawet z niewielką korzyścią dla siebie, technika zaś pragnie działać odwrotnie. Świat zewnętrzny jest chroniony przed nami dialektyką. Dlatego, choć wydaje się to paradoksem, dialektyka natury jest największą przeciwnością dla techniki i wrogiem człowieczeństwa. Technika pomyślana jest tak, by działać poprzez odwrócenie lub zmiękczenie dialektyki. Jak dotąd jej osiągnięcia są skromne i dlatego wciąż jeszcze świat nie może być dla nas dobry.

Jednocześnie dialektyka jest naszą jedyną nauczycielką i środkiem przeciw wczesnemu, bezsensownemu zapadnięciu się w błogiej dziecięcej rozkoszy. To również ona stanowiła siłę, która zrodziła technikę.

W socjologii, w miłości, w głębi człowieka dialektyka działa tak samo, niezmiennie. Mężczyzna, który miał dziesięcioletniego syna, zostawił go z matką, a sam poślubił piękność. Dziecko tęskniło za ojcem i cierpliwie, niezdarnie powiesiło się. Gram przyjemności na jednym końcu zrównoważyła tona grobowej ziemi na drugim. Ojciec zdjął sznur z szyi dziecka i niebawem podążył w ślad za nim, do grobu. Chciał upoić się niewinną pięknością, chciał kochać nie z obowiązku – jedną kobietę, ale dla przyjemności. Nie upajajcie się – albo umierajcie.

W socjologii, w miłości, w głębi człowieka dialektyka działa tak samo, niezmiennie

Niektórzy naiwni mogą zarzucić, że współczesny kryzys produkcji obala ten punkt widzenia. Otóż niczego nie obala. Wyobraźcie sobie złożoną armaturę społeczeństwa współczesnego imperializmu i faszyzmu, wyczerpujące wycieńczenie, wyniszczenie tamtejszego człowieka, a stanie się jasne, jakim kosztem osiągnięto wzrost sił produkcyjnych. Samozagłada w faszyzmie, wojna państw – są kosztami wysokiej produkcji i zemstą za nią. Tragiczny węzeł zostaje przecięty, nie rozwiązany. Nie jest to nawet tragedia w klasycznym sensie. Świat bez ZSRR bez wątpienia unicestwiłby się sam w ciągu najbliższego stulecia.

Tragedia człowieka, uzbrojonego w maszyny i serce oraz dialektykę natury, musi zostać rozwiązana w naszym kraju drogą socjalizmu. Musimy jednak zrozumieć, że to zadanie jest niezwykle poważne. Pradawne życie na „powierzchni” natury mogło jeszcze uzyskiwać to, co niezbędne, z odpadów i wydalin żywiołów i substancji. Ale my pchamy się w głąb świata, a on w odwecie miażdży nas z taką samą siłą.
 
 
 
 
 
 
[1] Znane są dwie wersje tekstu: rękopis (będący podstawą niniejszego przekładu) oraz nieco dłuższy maszynopis, który prawdopodobnie trafił do Gorkiego. W maszynopisie Płatonow rozwija problem moralnego postępu, który powinien iść w parze z postępem technicznym, popadając jednak przy tym w pewien sentymentalizm obrazowania; rękopis cieszy się opinią wersji lepszej literacko i bardziej kanonicznej, o czym świadczy m.in. angielski przekład opublikowany w „New Left Review”.

[2]  Hasło to głosiło dokładnie, że „Technika w okresie rekonstrukcji decyduje o wszystkim”. W 1933 zostało zatwierdzone przez Politbiuro jako jedno z oficjalnych haseł XVI rocznicy Rewolucji Październikowej. Od 1934-1935 Stalin zaczął przenosić jednak akcent na kształcenie nowych kadr, uznając że zadanie rozwoju przemysłowego zostało osiągnięte.

[3] Możliwe, że jest to odwołanie do legendy o przybyciu Waregów z 862 roku.

[4] Cytat z Józefa Stalina (zob. Wstęp oraz przypis 2).

Andriej Płatonow
ur. 1899 w Woroneżu, zm. 1951 w Moskwie. W literaturze parał się prawie wszystkim. Inżynier, komunista, uczestnik Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, wyrzucony z partii. Najbardziej znany z prozy obnażającej stalinizm. Powszechnie uważany za jednego z największych stylistów w dwudziestowiecznej prozie rosyjskiej.
Maciej Tarnowski
ur. 1997, magistrant w Instytucie Filozofii UW. Naukowo zajmuje się analityczną filozofią umysłu i języka oraz filozofią polityki, przede wszystkim współczesnym marksizmem i kontraktualizmem społecznym.
Monika Woźniak
doktorantka w Instytucie Filozofii UW. Zajmuje się filozofią rosyjską i radziecką XX wieku, a także Heglem i jego recepcją. Marksistka. Wierzy w Jezusa Chrystusa i w to, że czeka nas socjalizm albo barbarzyństwo.
redakcjaAndrzej Frączysty
korekta Julia Lange
POPRZEDNI

szkic  

Literatura psychoanalityczna i psychoanaliza literatury. Nowe lektury

— Agnieszka Więckiewicz

NASTĘPNY

varia poezja  

Trzy wiersze

— Wojciech Brzoska