Wiktoś Świetlik, Rafał Ziemkiewicz
„Ziemkiewicz”, Czarna Skrzynka, Warszawa 2026, s. 390.
1. Słynną „Wiarę i winę”[i] otwiera anegdota-przypowieść z lwowskich czasów Kuronia – oto mały Jacuś, widz dziecięcego spektaklu o Jacku i Placku kradnących Księżyc, rzuca się „z rykiem” na scenę, by wyzwolić chłopców pojmanych do worka przez złego czarodzieja. Prawda, nieprawda, napisze Kuroń: „wszystko, co robiłem potem, jest tylko powtórzeniem tamtego”. I doda – „skąd się to wzięło? Z ojca i dziadka” (s. 2).
Zabawnie wiele podobieństw jak na książkę o życiu człowieka, który o Kuroniu, od ojca właśnie, słyszał zawsze, że to „nie nasz człowiek” (s. 90). Sporządzony i wydany przez Wiktora Świetlika zapis spotkania olśniewanego co krok apostoła z wyrozumiałym mistrzem wywiad rzekę o sugestywnym tytule „Ziemkiewicz” (wyd. Czarna Skrzynka) także otwiera historia, której wymowa, zdaniem przepytywanego, kładzie się cieniem na jego całej publicznej drodze.
W „nabitym jak w Bangladeszu” (s. 35) porannym, zimowym autobusie kilkunastoletni Rafał wciska rękę do kieszeni, by odszukać bilet. Robi to z uczciwości, dla niego odruchowej i neutralnej, bo jaki kanar rozpocząłby kontrolę wobec takiego tłumu. Pech, że kieszeń, do której po omacku sięga Ziemkiewicz nie należy do niego – właścicielka podnosi rwetes, współściśnięci oskarżają o zboczenie, przyszły pisarz pąsowieje ze wstydu i ucieka na następnym przystanku. Morał:
(…) takie rzeczy będą ci się w życiu zdarzać”. Napiszesz coś normalnego, oczywistego, a banda ludzi, którzy za wszelką cenę chcą cię opluć i zniesławić (…) będzie działać jak tamta baba w autobusie. Jedno krzyknie, a reszta nie wiedząc nawet, o co chodzi, ruszy do nagonki (s. 36).
Przypowieść Ziemkiewicza jest tym silniejsza, że jej opowiadanie zwiastuje podwójnie. Dla bohatera książki i jego sympatyków autobusowa gawiedź to doskonała metafora otoczenia, w którym przyszło mu pisać – histerycznego, agresywnego, wulgarnego, nieprzyjmującego do wiadomości wiedzy o stanie rzeczy, pokładającego nadzieje w stadnych mechanizmach odbiorców.
Dla nastawionych do Ziemkiewicza krytyczniej będzie to znowu pryzmat do oglądania reprezentowanej przezeń formacji intelektualnej; dziennikarzy i polityków napędzanych przede wszystkim poczuciem krzywdy i wykorzenienia, „czujnych jak czujniki” na wszystkie przejawy salonowego przemysłu pogardy, pompujących do granic możliwości balony z oskarżeniami o wyśmiewanie prezydenckich córek, snujących metafory o pochylonych boiskach, zazdrosnych o kolejne Mandaty Niebios (dawny adres Niebios: Czerska 8/10, 00-732 Warszawa), przekonanych, że konserwatyzm obyczajowy, niechęć do komuny i wiara w znaczenie asertywnej polityki międzynarodowej to w potransformacyjnej Polsce postawy wyklęte. Wymieniających wreszcie przekonania na tożsamości, bo w kupie odrzuconych łatwiej walczyć Goliatem-jąkałą i lawendową mafią.
Trochę skłamałem, bo nim Ziemkiewicz opowie historię o bilecie, wywiad otworzy sekwencja dwóch króciutkich rozdziałów wprowadzających. Pełnią one funkcję preambuły książki i rozpościerają interpretacyjny parasol nad jej lekturą – czytelnik wyniesie z nich dwa słowa-klucze, bez których nie pojmie do końca trajektorii życia i myśli Ziemkiewicza. Te słowa to „krzywda” i „Ola”.
2.
„Krzywdy” doznają Ziemkiewiczowie od co najmniej trzech pokoleń. Dziadek, endecki wójt, skrzywdzony jeszcze tylko symbolicznie, bo przemilczany co do zasady przez syna aspirującego do szkoły wojskowej; ojciec, przyjęty do tejże również dzięki chłopskiemu pochodzeniu, lecz wyrzucony później z armii za „światopogląd katolicki” i „krzyżyk pod mundurem” (s. 82). Obaj zaangażowani w walkę niepodległościową i obaj o tym zaangażowaniu milczący. W „Polactwie” (2004), próbie odpowiedzi na pytanie „dlaczego Polacy są, jacy są”, a przy okazji – jednej z najważniejszych książek publicystycznych w potransformacyjnej Polsce, Ziemkiewicz wytłumaczy przyczyny osobistej nienawiści do ustroju i atmosfery PRL:
(…) [o] swoim dziadku, o jego endeckiej działalności, legionach i POW dowiedziałem się dopiero wtedy, gdy byłem dorosły. O tym, że mój własny Ojciec zdążył jeszcze jako młody chłopak złożyć wojskową przysięgę w AK – dopiero po jego śmierci. Mój własny Tata, kochany, cudowny człowiek, bał się ze mną rozmawiać na takie tematy. Bał się, że coś wyniosę z domu, chlapnę w szkole, a jakiś kapuś natychmiast doniesie – i zgnoją mu syna (s. 286).
Wreszcie najmłodszy, opluskwiany przez Cezarego Michalskiego (s. 68-69)[ii], pozywany przez Adama Michnika, autor książek, których „się nie czyta”, choć będący zawsze o krok przed koncesjonowanymi intelektualistami:
Wiele lat później jej [„Polactwa” – R.S.] główne tezy powtórzył, śmiem twierdzić, że w formie płytszej, Andrzej Leder. On był swój, więc o „Prześnionej rewolucji” wypisywano peany, gdzie tylko się dało (s. 352).
W ramach „krzywdy” Ziemkiewicz dołącza też do elitarnego klubu zawiadowców polskiej prawicy, których nie chciano wpuścić do Anglii. Państwa upadłego, w którym nienawidzące ojczyzny „lesbijki od Palikota” donoszą do „posłanek labourzystek” na „polskich faszystów” i nacjonalistów. Mogą to robić, bo – jak tłumaczy Ziemkiewicz – „nikt na Wyspach nie widział (…) Polaka z nożem poza kuchnią”, a „pogarda wobec Polaków i ludzi z Europy Środkowej to jedyny rodzaj okazywania rasowej wyższości, który nadal jest tam szeroko akceptowany” (s. 50–51).
Wyspiarski żywioł karzący za poglądy wyciągnął również rękę po córkę Ziemkiewicza pobierającą nauki na Oxfordzie. „Próbę nakręcenia petycji” o wyrzucenie jej ze studiów zduszono jednak w zarodku, bo nawet „inni lewicowcy” uznali, że zaczepianie dziecka to „zbyt duże (…) kurestwo” (s. 17). Cenę za życiowe wybory poniosła (już tu, na miejscu) z kolei żona Ziemkiewicza. Wypychana z zawodu aktorki przez obsadzające go kodziarstwo, zbywana przez reżyserów po googlowej kwerendzie w sprawie męża, z wilczym biletem w branży zwłaszcza tam, gdzie „mają dotację z miasta” (s. 20).
3.
Nim jednak Heathrow, Oxford i artyści zakochani w Donaldzie Tusku, Ziemkiewicz wychowuje się w specyficznych warunkach, rozpięty między kostyczną i surową matką a jawnie kochającym ojcem, jednostką cichą i pokornego serca; „prostym człowiekiem ze wsi, w którym wykształcenie nie zdołało zabić chłopskiego, zdrowego rozumu” (s. 88). Niezdewociałego, ale odpornego też na religijność spod znaku „Tygodnika Powszechnego”, „intelektualną, wyperfumowaną, bez życia” (s. 96). W domu czytało się Zbigniewa Załuskiego, sam ojciec miałby zaś – zdaniem Ziemkiewicza – „skłonności (…), żeby wejść w (…) linię moczarowską” (s. 85).
Ziemkiewicz szybko trafia do fandomu i debiutuje jako prozaik. Uczestniczy w kolportażu książek w ramach nielegalnego i półlegalnego rynku wydawniczego, na sprzedanych w Pałacu Kultury odbitkach (międzywojenne „bzdety kabalistyczne” powielane na ksero i nabywane masowo przez „wariatów od ezoteryki” (s. 126-127)) zarabia pierwsze sensowne pieniądze[iii]. W latach dziewięćdziesiątych zalicza kontakt z Unią Polityki Realnej. Jest rzecznikiem partii Korwina, a w „Najwyższym czasie” zamachuje się na kolejne „powszechnie uznawane świętości” (s. 182). Jako publicysta polityczny zaczyna pisać po siedem-osiem tekstów tygodniowo. Drukuje, gdzie biorą, byleby nie musiał naginać swoich poglądów do linii pisma. To wtedy dogasa jego pierwsze małżeństwo i rozpoczyna się burzliwy okres erotycznych zbliżeń.
Wolnorynkowy radykalizm ówczesnego Ziemkiewicza jest tak wielki, że krytykuje Leszka Balcerowicza za powolność reform (zob. „Polactwo”, s. 74). Zderzenie młodego autora z tym, co „akceptowalne” następuje w związku z felietonem o „zapomnianym przykazaniu” (s. 194). Tłumaczy w nim, że właściwa państwom dobrobytu sprawiedliwość społeczna to w istocie zachęta do pożądania rzeczy bliźniego swego. Tekst nie ukazał się w żadnym czasopiśmie katolickim; miał bowiem naruszać transformacyjny konsensus.
Przygoda z „zapomnianym przykazaniem” utwierdza Ziemkiewicza w przekonaniu o „umysłowej impotencji” (s. 196) prawicy. „Politycznej poprawności” (s. 196) paraliżującej nawet kościelne czasopisma. Tę właśnie, oglądaną ze skrajnych pozycji, „impotencję”, Ziemkiewicz zaatakuje w swojej prozie realistycznej, w szczególności późniejszym „Ciele obcym” (2005), książce tyleż ważnej, co piorunującej, łączącej oryginalną polityczną refleksję ze – znanymi przecież doskonale w środowisku Ziemkiewicza – tradycjami powieści spermiarskiej[iv].
4.
Ziemkiewicz wykorzystywał prozę polityczną do prywatnych rozpraw z nowoczesnością. W „Pieprzonym losie kataryniarza” (1995) i „Ciele…” stawiał pytania, czy konieczna modernizacja wolnej Polski musi odbywać się za sprawą wzorców zachodnich, symbolizowanych przez utopijny ład komputerowy umożliwiający realizację projektu rządu światowego albo kult nowoczesnego menadżera i wielkiej korporacji.
Ziemkiewicz wykorzystywał prozę polityczną do prywatnych rozpraw z nowoczesnością
W „Ciele…” niemoc Hrabiego (głównego bohatera) wobec bezosobowego, komercyjnego Lewiatana kolonizującego postkomunistyczne społeczeństwo splata się z postawą elit przyzwalających na ekspansję zagranicznego kapitału oraz pornografizację życia, która prowadzi z kolei do spaczenia wrażliwości jednostek. W osadzonej w czasach drugiego SLD powieści, Ziemkiewicz polemizuje ze środowiskiem dawnej opozycji. Najważniejszym punktem staje się, a jakże, kwestia rozliczenia z komunistyczną przeszłością; inaczej jednak niż u Bronisława Wildsteina, skoncentrowanego na moralnym mandacie nowej ojczyzny. Siłą napędzającą bohaterów Ziemkiewicza jest pomieszanie rezygnacji i wkurwienia, rozczarowania postawą własną i decydencką:
Nusia miała cztery latka, remontowaliśmy mieszkanie, Magda traciła właśnie pracę, bo wydawnictwo bankrutowało i rozwiązywało redakcje, a ja większość energii poświęcałem lustracji i dekomunizacji oraz wściekaniu się na wszystkich tych brodaczy, którzy latami przesiadywali w gabinecie u ojca, że nagle zaczęli jakieś humanitarne wygibasy, że niby z jednej strony totalitaryzm be, ale dzisiaj lepiej sza, żadnych rozliczeń ani polowań na czarownice, kapować owszem było brzydko, ale dziś kapusiów karać jest jeszcze brzydziej, i tak dalej (s. 54).
„Ciało obce” koduje więc na kilka sposobów. Z jednej strony, zaszywa – ważną dla Ziemkiewicza i wysławianą w rozmowie ze Świetlikiem – lekcję o ojcu, który musi być gotowy na rezygnację z siebie, by zapewnić byt rodzinie. Ojciec w „Ciele…” rozprasza się bowiem pierdołami, nie jest to jednak do końca jego wina.; „brodacze” nie zapewnili mu rozliczeń komuny i spokoju ducha. Niesprawiedliwość odczuwana w związku z przedwczesnym odpuszczeniem win komunistom jest potęgowana przez niedostatek sprowadzony na „zwykłych obywateli”. To właśnie z winy gnuśnych i niejednoznacznych moralnie „brodaczy”, największe koszty transformacji przerzucono na polskie rodziny, nie zaś nas dotychczasowych oprawców i sprzymierzeńców reżimu. Figurę „brodacza” Ziemkiewicz zachował w sercu do dziś – taki właśnie osobnik zlekceważył go w „Wyborczej”, gdy jako początkujący publicysta poszukiwał pracy (s. 73–74). Choć, rzecz jasna, i nie jest to chyba tylko bufonada bohatera, odbicie się od partyzanckiego biura na Iwickiej wyszło Ziemkiewiczowi na dobre.
Najoryginalniejszym może punktem odniesienia Ziemkiewicz uczynił jednak ojca Hrabiego, stereotypowo nieporadnego intelektualistę, parającego się przez całe życie eseistyką i pisarstwem –
Ojciec nie miał zielonego pojęcia o zarządzaniu nawet własną garderobą (…). Bez matki (…) nie umiał sobie nawet ugotować herbaty. Siedział po uszy w sporach z Teilhardem de Chardinem, Sartre’em czy Dmowskim, w historii emigracji, szansach Mikołajczyka i jakichś innych abstrakcjach, o których pies z kulawą nogą już dziś nie pamięta (s. 44).
W postaci ojca Ziemkiewicz wprowadził do obrotu literackiego inny – niewiązany wprost z narcyzmem czy chciwością opisywanego – rodzaj zarzutu przeciw dawnej elicie opozycyjnej. Niepraktyczni, niechętni wobec postpolitycznej walki inteligenci nie tylko nie są w stanie podjąć skutecznej potyczki z siłami zła – oni z niej świadomie rezygnują. Niegotowe na kontestację jest również pokolenie ich synów, reprezentowane przez Hrabiego. Ono z kolei okupiłoby niezgodę na rzeczywistość rezygnacją z olśniewających pokus, jakie wykształconym i znającym język angielski młodzieńcom przedstawia uporczywie młoda, rynkowo-kapitalistyczna Polska. Ziemkiewicz nie rozstrzyga ostatecznie, która z formacji pokoleniowych ponosi większą odpowiedzialność za moralną klęskę transformacji. Bierność dawnych opozycjonistów przyczynia się jednak do rozwoju sytuacji tragicznej.
Ziemkiewicz nie rozstrzyga ostatecznie, która z formacji pokoleniowych ponosi większą odpowiedzialność za moralną klęskę transformacji
5.
Na krótko przed „Ciałem obcym” na osi czasu w końcu pojawia się w końcu „Ola”. Druga żona Ziemkiewicza – Aleksandra Ciejek, „aktorka i psycholog” (luz, Ziemkiewiczowi nie przejdzie przez gardło nawet „trenerka”; równowagi przy bułgarach uczy go więc „trener Monika” (s. 338–339)), dialektyczna synteza kochanki i tajemniczej żony numer jeden (s. 282–283).
Historia o Oli to biblijna opowieść o silnej kobiecie, która uratowała słabego mężczyznę przed upadkiem, a później pozwoliła mu zostać kapitanem domowego statku. Jej spotkanie w programie „Kawa czy herbata” to zaś „mistyczne objawienie” (s. 23) i zrządzenie Opatrzności. Ola jest mądra, gdyż akceptuje, że chłop jest chłopem – nie można mu niczego nakazać, bo się zaprze, metodą na przekonanie do zmiany nastawienia i trybu życia jest zaś sprawić, by uwierzył, że na wszystko wpadł sam dzięki swej przenikliwości.
Historia o Oli to biblijna opowieść o silnej kobiecie, która uratowała słabego mężczyznę przed upadkiem
Spotkanie Oli symbolicznie kończy w życiu Ziemkiewicza okres zgubnego, seksualnego rozpasania i otwiera drogę do życia w zdrowiu i godności. Dzięki żonie Ziemkiewicz wygrzebał się z patodziennikarskiego stylu życia – alkoholu, jedzenia byle jak, ubierania się jak własny dziadek (s. 283–286). Miłość i stabilizacja pozwoliły mu podjąć walkę z cukrzycą, na którą – jak przyznaje – pracował całe życie. Ujawniły też prawdę o manowcach tradycyjnego wychowania seksualnego, które dzieliło kobiety na te „do kochania, i te (…), od których się «to» dostaje” (s. 274). Zrazu okazało się też, że nowemu związkowi nie będzie dana wygoda pasu rozbiegowego, bo krótko po poznaniu Ola zachodzi w ciążę. I tu jednak wszystko w porządku, bo podejście do wychowania – z racji na doświadczenia z domów rodzinnych – państwo młodzi mają wybitnie spójne.
Dzisiejszy Ziemkiewicz to więc raper po odwyku. Siłownia, porządna dieta, zdrowe relacje z dziećmi. Z żoną ogląda koncerty Filharmoników Wiedeńskich (rodzinna tradycja), z córką-filozofką debatuje o Žižku. Jak rasowy młody ojciec z Żoliborza mówi o sobie i żonie, że „byliśmy w ciąży” (s. 289), wie, że nie wrzuca się zdjęć pociech na sociale, przed wejściem do ich pokoju puka i czeka na „proszę”. Ponadto „(…) nie wolno dziecka gasić, onieśmielać, zawstydzać, odbierać mu wiary w siebie” (s. 305). Zapewnienie, że progenitura poczuje się kochana, że dowie się o dumie starych z najmniejszych sukcesów, to odpowiedzialność rodziców. Zagadany nieśmiało przez Świetlika, czy nie jest to aby właśnie cały ten woke, z którego śmieje się Trump i starzy UPR-owcy odpowiada czujnie, jak trzeba – nie przyszło mu do głowy by „patrzeć na to w kategoriach ideologicznych” (s. 307).
Horyzont wrażliwości Ziemkiewicza sięga więc z grubsza tam, gdzie sam autor doznał był krzywdy za dziecka. Na tyle pozwala mu „zdrowy rozsądek” – tak jakby sama zbiorowa akceptacja dla codziennego upodmiotowienia młodego człowieka, potraktowanie go poważnie i uszanowanie prywatności również nie było przejawem ideologicznych przesunięć, walki w polu szeroko rozumianej polityki. Bez ironii, ujmuje mnie podejście Ziemkiewicza do wychowania, świadectwa wpływowych konserwatystów wychowujących dzieci czule i odpowiedzialnie mogą zdziałać więcej niż odezwy Rzecznika Praw Dziecka. Niczego więcej jednak nie oczekujcie, za granicą wyznaczoną samodzielnie przez zdrowy rozsądek Ziemkiewicza zaczyna się bezkres „terroru politpoprawności” (s. 261) wystawiającej dzieci na pastwę zboczeńców, pozwalającej hodować mimozy i autorów strzelanin. A może każdy ma tak samo, a ja jestem po prostu uczulony na wybiórcze traktowanie ideologii? Może.
Horyzont wrażliwości Ziemkiewicza sięga więc z grubsza tam, gdzie sam autor doznał był krzywdy za dziecka
6.
Legion ideologów miała w każdym razie polska prawica po 1989 roku. Nim nastał trumpizm, żaden nie zbliżył się jednak do wpływu, który na kierunki polskiego środowiska konserwatywnego wywarli jego dwaj wielcy influencerzy – Wojciech Cejrowski i Rafał Ziemkiewicz.
Mimo podobieństwa PESEL-u (Cejrowski urodził się raptem kilka miesięcy wcześniej), Ziemkiewicz stał się zwiastunem i symbolem generacji znacznie młodszej, buszującej w internecie, afektywnie rozpolitykowanej, jeszcze bardziej, niż ojcowie i matki, przekonanej o odrzuceniu i drwinach wynikających z nieprawomyślnych poglądów. Polemizującej z mitem romantycznym, zakochanej w geo- i real– polityce, pyszniącej się „zdrowym rozsądkiem” i uprawianiem polityki opartej na interesach.
Wreszcie – z chorobliwą częstotliwością jej własną niewygodność i „Wkurzanie salonu” (2011). To właśnie salon (Salon?), a nie trudni do sprecyzowania cejrowscy „komuniści”, są głównymi wrogami wychowanków Ziemkiewicza. Rozpoznanie salonu jest rzeczą zasadniczą, to jego wyodrębnienie jest bowiem kluczem do ustanowienia nowego podziału w polskiej polityce, w której proces przepływów między „komuchami” i „solidaruchami” zakończył się na dobre, a o przynależności decydują upodobania estetyczne narzucane przez „pożal się Boże «elity opiniotwórcze»” (s. 352) i ich publicystyczne synonimy.
W Polsce definiowanej przez Ziemkiewicza nie liczą się poglądy, a tożsamości. Wyobraźnią rządzi (przytaczany za Melchiorem Wańkowiczem) konflikt między „jaśnie panem” a „chamem”, polski spór nie jest sporem o podatki, a o to, kto jest lepszy. Dzięki tej właściwości nie ma przeszkód, by Ziemkiewicz pogadał sobie spokojnie z normalnymi lewicowcami, Jakubem Dymkiem, Marcinem Giełzakiem, Rafałem Wosiem (s. 252).
W Polsce definiowanej przez Ziemkiewicza nie liczą się poglądy, a tożsamości
Salon zamieszkiwali niegdyś pacjenci skażeni słynną, tytułową „Michnikowszczyzną”, dziś są to raczej „Europejczycy”, pożyteczni idioci tęczowej rewolucji. Tożsamość aktualnej „góry” nie ma tu jednak znaczenia, bo salon nieustannie działa w ten sam sposób, czerpiąc z najgorszych wzorców wykluczania:
Zawsze są ludzie, którzy z jakiegoś powodu czują się pokrzywdzeni i są dobrymi kandydatami do Sturmabteilung. Kiedyś im mówiono: „Sprawcą wszystkich twoich problemów są Żydzi, więc jak się ich wytępi, to świat będzie idealny” A dziś: „Sprawcą twoich problemów są PiS-owcy” albo „Sprawcą wszystkich problemów jest Kościół” (s. 264).
To, do czego Cejrowski namawiał za sprawą formuły „ciemnogrodu” (nie wstydźcie się swojego pochodzenia, to wy jesteście cywilizacją), Ziemkiewicz wyniósł na poziom praktyki metapolitycznej – zwłaszcza, gdy po opóźnionym sukcesie antysalonowej książki o Michniku zakiełkowała mu w głowie myśl o potrzebie rewizji tez z „Polactwa” i obrony „chama”.
Ziemkiewicz miał wydatny udział w ukształtowaniu języka i wrażliwości, które wyniosły prawicę do władzy, pokazał luki systemu i pola krzywdy, które można wykorzystać niezależnie od detali politycznego programu. Nie wierzycie? Przeczytajcie blurba Ewy Zajączkowskiej-Hernik (Ziemkiewicz nazwany „punktem odniesienia” dla „prawicowych milenialsów”), a jeśli blurby są dla was niewiarygodne (słusznie), zajrzyjcie na profil b.p. Suwerennej Polski, gdzie fantazjuje się prowokacyjnie (?) o wprowadzeniu „Michnikowszyzczny” do szkół albo do filmiku, w którym przystojniak ze zdjęcia niżej pokazuje dziennikarzom swój dom.
Dowody oczywiście raczej z tych anegdotycznych, potencjalnie znamienne jednak, że gdy zarobiony na dwóch etatach i przytyrany kampanią polityk dalekiej prawicy znajduje czas na książkę, to jest nią akurat „Strollowana rewolucja” (2021). Nowości od Ziemkiewicza stoją na honorowej półeczce u Mentzenów jak BN-ki w domu Olgi Tokarczuk, dumie szefa Konfederacji prezentującego tom z charakterystyczną okładką niewiele brakuje zaś do dawniejszego namaszczenia, z jakim noblistka pokazywała w TVP Kulturze zaczytany egzemplarz „Wyzwolenia zwierząt” Petera Singera. Z sobie znanych tylko powodów Ziemkiewicz niechętnie mówi o własnych zasługach dla środowiska. Samozadowolenie, które przelewa się zza brzegów rozmowy ze Świetlikiem ograniczone jest raczej do zdolności intelektualnych, zwłaszcza profetycznych (s. 133–135) oraz adehadycznego łączenia wątków.
Nowości od Ziemkiewicza stoją na honorowej półeczce u Mentzenów jak BN-ki w domu Olgi Tokarczuk
Tak jak niesłusznie nie przypisuje sobie Ziemkiewicz „wielkiej sprawczości” (s. 361), tak niespecjalnie podkreśla znaczenie swych beletrystycznych dokonań (s. 135). Nie miejsce, by rozprawiać tu szczegółowo nad literackim poziomem jego prozy (cokolwiek to znaczy), trudno uciec jednak od wniosku, że i ona może być traktowana co najmniej jako nowatorski zapis stanu ducha i percepcji przedstawiciela polskiej, intelektualnej prawicy. Bo przecież wraz z Andrzejem Horubałą i – wspomnianymi wyżej – Wildsteinem i Michalskim, Ziemkiewicz to współtwórca ważnego modelu polskiej, potransformacyjnej prozy rozliczeniowej. Tych wszystkich „powieści z kluczem” charakteryzujących się sięganiem przez autorów do literackich „typów byłego opozycjonisty” (lub wprost – prawdziwych postaci z życia publicznego), książek sytuujących się – z racji na swoje redukcjonistyczne podejście do polityki – w roli gniewnych aktów oskarżenia przeciwko postsolidarnościowej klasie politycznej, która nie spełniając obietnic złożonych społeczeństwu, zmarnowała historyczną szansę odrodzonego państwa.
Wagę Ziemkiewiczowego pisania doceniał choćby Paweł Dunin-Wąsowicz, który w swoim „Oku smoka” z 2000 roku nazywał go „wizjonerem” i najważniejszym „[z] grupy konserwatywnych romantyków” (s. 71). Analizując „Pieprzony los…” czy „Walca stulecia” zwracał uwagę na znaczące, zwłaszcza na tle kolegów po piórze, zadłużenie Ziemkiewicza w polskiej tradycji i obeznanie w narodowych mitach, które te dzieła utrzymują w mocy.
Nie pomylił się Dunin, jeśli chodzi o ocenę zastanego dorobku, nie docenił jednak nieoczywistego powabu „kwestii polskiej” (s. 75), od której Ziemkiewicz – na moment pisania – „Oka…”, istotnie, odbił. Nie na długo – kwestię tę tłumaczy zresztą w rozmowie ze Świetlikiem. Przyczyną powrotu do zagadnień narodowych i zarzucenia beletrystyki na rzecz „prozy dyskursywnej” („Polactwo”, „Michnikowszczyzna” i tak dalej) była potrzeba utrzymania rodziny. Jak się okazało, łatwiej zrobić to zaś dzięki publicystyce, wydajniejszej czasowo i trafiającej szerzej. Ziemkiewicz, jako pisarz polskich spraw i jeden z głównych organizatorów prawicowej popwyobraźni, miał więc dopiero nadejść.
[i] Korzystałem z następujących wydań książek: J. Kuroń, „Wiara i wina. Do i od komunizmu”, Warszawa 1990, wyd. NOW-a; P. Dunin-Wąsowicz, „Oko smoka. Literatura tzw. pokolenia «brulionu» wobec rzeczywistości III RP”, Warszawa 2000, wyd. Lampa i Iskra Boża; R. Ziemkiewicz, „Ciało obce”, Warszawa 2005, wyd. Świat Książki; R. Ziemkiewicz, „Michnikowszczyzna. Zapis choroby”, Lublin 2006, wyd. Red Horse; R. Ziemkiewicz, „Polactwo”, Lublin 2012, wyd. Fabryka Słów; R. Ziemkiewicz (rozmawia W. Świetlik), „Ziemkiewicz”, Warszawa 2026, wyd. Czarna Skrzynka. Jeśli z kontekstu nie wynika inaczej, wskazania numerów stron w nawiasach odsyłają do wywiadu-rzeki „Ziemkiewicz”. Kadry z programu „Antysalon Ziemkiewicza” ze stron internetowych Blisko Polski i TVN24. Kadry z filmów na kanałach YouTube „Portal Obronny” i „TVPKulturapl”.
[ii] Chodzi o tekst z „Newsweeka”, w którym Cezary Michalski nazwał Ziemkiewicza „tchórzliwym brutalem”. Tchórzostwo Ziemkiewicza miało polegać na tym, że stronił on od działalności opozycyjnej, a kolegów z polonistyki „chodzących na manifestacje” i „noszących bibułę” miał nazywać „frajerami”. Owo „tchórzostwo” kontrastuje – zdaniem Michalskiego – z radykalizmem współczesnego Ziemkiewicza („[o]n sam zaczął politycznie walczyć dopiero z «krwawym reżimem» Tadeusza Mazowieckiego. Jego brutalność pod adresem Wałęsy i Frasyniuka jest jedynie maską, która ma przykryć tchórzostwo”). Zainteresowany pozwał Michalskiego i Tomasza Lisa (jako redaktora naczelnego gazety) powołując się na swoją pracę „dla podziemnego wydawnictwa «Stop», o której świadczy publicznie jego szef, więzień polityczny PRL, dziś profesor uniwersytetu Irvine Ca USA, Marek Kamiński” (cytat za „Wirtualnymi Mediami”). Wątek oficyny „Stop” i aresztowania Kamińskiego pojawia się w „Ziemkiewiczu” (s. 63-68). Sprawa dotarła przed Sąd Najwyższy, który częściowo przyznał rację Ziemkiewiczowi i uznał, że w granicach krytyki mieściło się tylko nazwanie go „brutalem” – za „tchórza” należą mu się zaś przeprosiny. W wywiadzie-rzece Ziemkiewicz sugeruje (choć bez przekonania), że tekst Michalskiego nosił tytuł „Radykałowie ostatniej godziny”. Tymczasem chodzi najpewniej o artykuł pt. „Katechizm politycznego realizmu” („Newsweek” z 10 lipca 2017 roku, nr 29). Co ciekawe, fraza o „radykałach ostatniej godziny” pojawia się u samego Ziemkiewicza, ściślej – w wydanej jedenaście lat wcześniej „Michnikowszczyźnie” (2006). Ziemkiewicz opisuje tam, charakterystyczny – jego zdaniem – dla Michnika, chwyt polegający na nadużywaniu swej dysydenckiej karty i odmawianiu oponentom prawa do krytyki okrągłostołowego ładu: „ci, którzy dziś są przeciwko komunistom, to tchórze, nic w peerelu nie zrobili, a teraz niewczesnym radykalizmem leczą swe kompleksy. To «druga albo trzecia brygada». «Radykałowie ostatniej godziny». Ci, którzy się na prawdziwą bitwę spóźnili, i teraz chcą się pastwić nad bezbronnymi jeńcami” (s. 56). Pochlebiające dla Ziemkiewicza, że dokładnie w tym samym tonie przebiegać będzie późniejsza krytyka ze strony Michalskiego.
[iii] Ten fragment książki (s. 126-133) to zresztą interesujący materiał dla wszystkich, których zajmuje wątek podziemnego ruchu wydawniczego z lat karnawału „Solidarności” i późniejszych.
[iv] Redaktor „Małego Formatu”, kol. Jakub Nowacki, przesłał mi kiedyś przepyszny materiał ze spotkania autorskiego wokół powieści „Ciało obce”. Odwoływanie się do niego w tekście byłoby już zbytkiem dygresji, kto z Państwa dotrwał jednak do końca moich uwag, może być nagrodzony tym duchologicznym skarbem.
Wiktoś Świetlik, Rafał Ziemkiewicz
„Ziemkiewicz”, Czarna Skrzynka, Warszawa 2026, s. 390.
krytyk i publicysta. Doktorant na UW, student polonistyki, z pierwszego wykształcenia prawnik. Pisze o literaturze, prawach człowieka i (post)solidaruchach. Publikował w „Małym Formacie”, „Magazynie Kontakt”, „Kulturze Liberalnej”, „Krytyce Politycznej”, „Więzi, „Mincie”, „Nowych Książkach” i „Rzeczpospolitej”. Przygotowuje książkę o życiu i zaangażowaniu Konrada Bielińskiego.
komentarze

16 min czytania


