Szczerość nie jest zjawiskiem szczególnie nowym. Już święty Augustyn zachęcał, aby powrócić do siebie samego, w końcu nikt „nie może zajrzeć do serca drugiego”. Cnota szczerości przybierała przy tym rozmaite formy, od parezji, przez spowiedź, po wolne skojarzenia. Nas interesują jednak przede wszystkim jej formy książkowe. W numerze o Najnowszej Szczerości zarzucamy więc sieci szeroko, by przyjrzeć się esejom, autobiografiom, manifestom i temu, co pomiędzy. Warto pewnie wytłumaczyć się krótko z tytułu, który w gruncie rzeczy sprawozdaje oczywisty fakt: jeśli zgodzimy się, że istnieje Nowa Szczerość, młodsza krewna Starej Szczerości, to prędzej czy później pojawić musi się Szczerość Najnowsza. Czy to już?
Różnice między tymi kategoriami nie sprowadzają się oczywiście do samej chronologii. Stara Szczerość to pewien fantazmat o czasie przed wielką epoką wszędobylskiej ironii i krotochwili, szczerość naiwna, niepoinformowana i wielkoduszna, do której millenialsi wychowani na MTV i YouTube mogą jedynie nostalgicznie wzdychać. Nowa Szczerość to z kolei dobrze rozpoznany, zwłaszcza za oceanem, nurt myślenia o literaturze, kojarzony z Davidem Fosterem Wallace’em, Zadie Smith czy Jonathanem Franzenem. Miejsce ironii zajmuje w nim postironia, a przed podmiotem stawia się niełatwe zadanie powrotu do naiwności bez utraty świadomości tego, na czym świat stoi. Parafrazując znaną polską psychoterapeutkę, można by powiedzieć, że cnota poinformowanej naiwności byłaby jak bieganie z gołą dupą, ale bez zdziwienia, że jest nam zimno. Sprawom tym poświęcono grubsze wydania poważniejszych od nas czasopism, streszczamy je więc tylko dla porządku.
Wszystkie książki omawiane w tym numerze „Małego Formatu” ukazały się po tej stronie oceanu. Trudno mówić w ich przypadku o wspólnym programie, zebraliśmy je razem z innego powodu – wszystkie mówią z wnętrza zjawiska, które roboczo nazywamy kryzysem szczerości.
Przez Polskę ostatnich kilkunastu lat przetaczały się bowiem kolejne fale autobiografii, autofikcji, esejów czy powieści sprawozdających przygody i cierpienia ponowczesnego podmiotu. Autorki i autorzy domagali się taryfy ulgowej dla doświadczenia, zwłaszcza traumatycznego; jedni krytycy odpowiadali na tę empatyczną interpelację, inni przypominali, że w literaturze, jak w Gromdzie, nie ma miękkiej gry. Jako czytelniczki znamy już sporą część tego repertuaru i na pewne chwyty zwyczajnie się nie nabieramy. A jednak nadal wypatrujemy szczerości: emancypującej, terapeutyzującej, a może takiej, która pozwoliłaby w ogóle wyjść poza te podziały. Omawiane przez nas publikacje proponują różne pomysły na wyjście z tego kryzysu.
Jedni krytycy odpowiadali na empatyczną interpelację, inni przypominali, że w literaturze, jak w Gromdzie, nie ma miękkiej gry
W swoich esejach autobiograficznych Agata Sikora i Aldona Kopkiewicz atakują właściwie to samo, czyli współczesne, zindywidualizowane „ja”. U Sikory, jak pokazuje Artur Hellich, jednostkowe doświadczenie nie może być celem samym w sobie, ale powinno prowadzić dalej, ku rozpoznaniu zależności społecznych, które je współtworzą. Szczerość przestaje więc oznaczać coraz głębsze zaglądanie w siebie. Czasem wymaga ruchu w przeciwną stronę – przemyślenia, ile w tym, co najbardziej własne, jest elementów cudzych, wspólnych i strukturalnych.
Z kolei Kopkiewicz, czytana przez Zofię Jakubowicz-Prokop, chce mówić „naprawdę”, poza językiem terapeutycznych i poppsychologicznych klisz. Powraca tu jednak stare jak świat pytanie: czy szczerość można ująć inaczej niż uwarunkowaną historycznie konwencję?
Co łączy Édouarda Louisa z Rafałem Ziemkiewiczem? Ideowo dzieli ich wszystko, choć z własnym życiorysem robią rzecz zaskakująco podobną. Obaj wybierają formułę wywiadu rzeki i nadają pierwszoosobowemu doświadczeniu rangę argumentu. Przypadkowo obmacana pasażerka autobusu, spracowane dłonie ojca, kolejne starcia z francuskim albo polskim „salonem” — te historie bardzo szybko przestają dotyczyć osoby i zaczynają wyjaśniać mechanizmy życia publicznego.
Karolina Kulpa i Rafał Stronk pokazują, gdzie przebiega granica – Louis proponuje „anarchizację” i instrumentalne wykorzystanie doświadczenia w celach politycznych, Ziemkiewicz przedstawia wywiedzione ze swojego życia diagnozy jako „zdrowy rozsądek”. W obu przypadkach jednostkowe przeżycie staje się narzędziem reakcji i konfrontacji.
Zebrane w numerze teksty oscylują więc między dwoma roszczeniami pierwszej osoby. Pierwsze brzmi: „uwierz mi, bo tego doświadczyłam”. Drugie: „uwierz mi, że moje doświadczenie mówi coś o świecie”. Oba są kuszące, choć mają swoje ograniczenia. Autobiografizm zbyt łatwo rymuje nam się z jakimś rodzajem autentyczności. Wychylenie w stronę diagnozy społecznej grozi z kolei uproszczeniem całościowego obrazu świata. A przecież między „tak było ze mną” a „tak jest z nami” rozciąga się całkiem sporo miejsca. Być może właśnie tam należałoby szukać Najnowszej Szczerości.
komentarze

3 min czytania