Ładowanie strony
Ilustracja Natalii Przybysz do tekstu o Violette Leduc

Violette Leduc

„Duszność", przeł. Jacek Giszczak, Karakter, Kraków 2026, s. 176.

Violette Leduc powiedziała kiedyś, że gdyby nie stała się pisarką, może zostałaby sprzątaczką – i rzeczywiście długo nic nie wskazywało na to, że będzie autorką bardzo cenioną w środowisku literackim nie tylko za życia, ale i dziś, ponad pół wieku po jej śmierci. Barwna postać, z biografią, którą można by obdzielić tuzin innych osób, niepasująca do żadnego z modnych w jej czasach nurtów, odzyskiwana jest dziś na nowo przez badaczy i badaczki twórczości kobiet, literatury queer i autofikcji, której była niekwestionowaną pionierką. Uwodzicielka, która uważała się za brzydulę, elegantka, obsesyjnie zazdrosna i wplątująca się w niemożliwe romanse, cierpiąca na manię prześladowczą i ogromnie utalentowana – Leduc nie była łatwą osobą. Doceniana głównie przez piszących, mimo pochwał krytyki oraz kolegów i koleżanek po piórze bardzo długo ignorowana przez czytelników. Jej twórczość wysoko cenili Jean Genet, Jean Cocteau, Nathalie Sarraute i, przede wszystkim, Simone de Beauvoir, która była jej protektorką, mecenaską i opiekunką od momentu, gdy w 1945 roku zapoznała się z jej debiutancką „Dusznością”, dziś w końcu dostępną po polsku w przekładzie Jacka Giszczaka.

Uwodzicielka, która uważała się za brzydulę, elegantka, obsesyjnie zazdrosna i wplątująca się w niemożliwe romanse – Leduc nie była łatwą osobą

Kiedy ten mocno autobiograficzny tekst o nieszczęśliwym dzieciństwie w północnej Francji ukazał się w 1946 roku, Leduc miała za sobą doświadczenia, które nie zapowiadały kariery literackiej: w czasie wojny utrzymywała się z przemytu, krążąc z ciężkimi walizami wypełnionymi kiełbasą, jajkami, pasztetami i masłem między wygłodniałym Paryżem i normandzkimi wsiami, dokąd wyprowadziła się podczas wojny. Kontakty ze szmuglerami, którzy czasem dorabiali się w czasie wojny fortun, miała już jako dziecko – opisuje je zresztą w „Duszności”, gdzie wiotki jak trzcina, pociągający i urokliwy Fernand o pięknych dłoniach, to romantyczna i liryczna wersja przemytnika zapamiętanego przez małą dziewczynkę. Leduc nie zajmowała się jednak przemytem z chęci przeżycia przygody czy dla adrenaliny. W książce „La Bâtarde” (1964, „Bękartka”) przyznaje szczerze i z pewnym poczuciem winy, że „chciała się dorobić na wojnie”, „odkuć się”, odbić sobie lata ubóstwa, wstydu i pogardy.

Obrazek promujący zrzutkę na działalność Małego Formatu w 2026 roku - na tle zdjęcia wszystkich osób z redakcji na warszawskim Jazdowie widać napis informujący o tym oraz o tym że zbieramy na wkład własny do grantu

Do normandzkiej wioski trafiła z Paryża razem z Maurice’em Sachsem, który musiał uciekać ze stolicy, gdzie palił mu się grunt pod nogami. Poznali się przypadkiem, kiedy Leduc pracowała dla wydawnictw jako sekretarka i redaktorka, dostrzeżona, mimo braku matury i dyplomu, z powodu zręczności w pisaniu. Sachs, który miał rozległe kontakty wśród wydawców, zarekomendował ją paru magazynom mody, gdzie ukazywały się jej pierwsze teksty i reportaże, dziś zaginione. Po wybuchu wojny, Sachs, początkowo współpracujący z ruchem oporu, zaczął jednak robić ciemne interesy, nie zawsze uczciwie pomagając uciekającym przed okupantami Żydom (choć sam miał żydowskie pochodzenie). Do wyjazdu z Paryża przekonał zafascynowaną nim Leduc, która męczyła się w nieudanym małżeństwie. Przyszła pisarka była w nim zakochana, mimo jego otwarcie homoseksualnej orientacji i nieciekawej opinii, ale nieosiągalne i tragiczne miłości były jej specjalnością. Sachs w końcu zostawił ją jednak samą na wsi i wyjechał jako ochotnik do Hamburga, skąd nigdy nie miał wrócić – mimo kolaboracji z Gestapo trafił do obozu koncentracyjnego i zginął w 1945 roku. Leduc na dobrych parę lat została więc handlarką – jedną z takich przemytniczych podróży opisze w tekście „Train noir” dla czasopisma „Temps modernes”.

 

„Mam już serdecznie dość pani narzekań na nieszczęśliwe dzieciństwo”

Ale to właśnie tak skomplikowanej i kontrowersyjnej postaci jak Sachs zawdzięczamy to, że Leduc zaczęła pisać „Duszność”. Któregoś dnia Sachs, zmęczony jej marudzeniem, odesłał ją z kałamarzem i zeszytem pod jabłoń, aby przelała na papier to, co ją męczy. Leduc tak opisuje ten moment w „La Bâtarde”:

Pod jabłonią, która uginała się pod ciężarem zielonych i różowych owoców, zanurzyłam pióro w kałamarzu i, w ogóle się nie zastanawiając, napisałam pierwsze zdanie „Duszności”: „Moja matka nigdy nie podała mi ręki”. Lekkie lekkością Maurice’a, pióro wcale mi nie ciążyło. Kontynuowałam z lotnością i łatwością barki popychanej bryzą. Niewinność początków. „Niech pani przeleje dzieciństwo na papier”. Opowiadałam moją historię. (…) wskrzeszenie mojej babki, ponowne wydanie jej na świat sprawiało mi wielką przyjemność, czułam radość z tego, że to ja stworzę osobę, którą adorowałam i która adorowała mnie.

Po przeczytaniu pierwszych stron wspomnień towarzysz Leduc zachęcił ją do kontynuowania pracy, a po zakończeniu wojny tekst trafił w ręce Beauvoir. Ta zaś od razu uznała, że autorka posiada temperament i styl, który jest „odważny i mocny”, po czym zarekomendowała tekst Albertowi Camusowi do nowej serii obiecujących debiutów. Pisarz zaproponował tytuł „Duszność” i książka ukazała się w 1946 roku.

 

„Ciasno i duszno w pobliżu matki”

Tak w „Drugiej płci” (1949) Beauvoir opisuje specyficzne czasem matczyno-córczane relacje. W tomie „Kształtowanie się kobiety, sytuacja, usprawiedliwienia i ku wyzwoleniu” – przywołując w przypisie „Duszność” – zauważa, że dla córki matka może być „katem, zaspokajającym na dziecku instynkt władzy i sadystyczne skłonności” (tłum. Maria Leśniewska). W przypadku Berthe Leduc, matki pisarki, sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana. Jej „sadystycznych skłonności” nie potwierdzają późniejsze bliskie relacje Leduc z matką, która opiekowała się córką w chorobie i przeżyła ją zaledwie o osiem miesięcy. Niewątpliwie jednak obraz matki, jaki Leduc stworzyła w „Duszności”, choć z pewnością niepozbawiony literackich efektów, jest obezwładniający i budzi autentyczne współczucie dla dziewczynki. Już na pierwszych kilkunastu stronach matka przedstawiona jest jako kobieta władcza i zimna, elegantka dbająca wyłącznie o strój, która nie dotyka córki, ale szczypie ją, ciągnie, „podnosi jak kurczaka za jedno skrzydło”; równa ją z ziemią, mierzy wzrokiem, „wbija w nią twarde, niebieskie spojrzenie”, odpycha, wybucha, wrzeszczy, szturcha i wydaje rozkazy, aby w końcu zniknąć „z trzaskiem suchym jak uderzenie kijem”. Przeciwwagą dla niej jest babcia, Fidéline, która boi się córki i chroni wnuczkę przed jej surowością i gniewem. Babcia jest wcieleniem łagodności, piecze dla wnuczki ciasto, płacze z nią i rozmawia, wydaje się niemal postacią z bajki („wyglądała jak ksiądz”, „[z]dawało mi się, że unosi się nad dywanem”, „[p]rzypominała młodego księdza”) – dobrą i czułą androgyniczną wróżką, która zastępuje dziewczynce matkę, i robi wrażenie postaci „zabalsamowanej na ołtarzu pamięci”, jak stwierdzi później Beauvoir we wstępie do innej książki Leduc.

Violete była nieślubnym dzieckiem służącej, która zakochała się w synu bogatych pracodawców i na jego prośbę zrezygnowała z posady, aby nie sprowokować skandalu. Matka pisarki, straumatyzowana niechcianą ciążą, a potem wycieńczona chorowitością dziewczynki i wczesną śmiercią własnej matki, Fidéline, dążyła do tego, aby dostać rentę na edukację dziecka i mimo wszystko dobrze wyjść za mąż – stąd jej obsesja na punkcie konserwacji urody, elegancji, dobrych manier, co zresztą odziedziczy po niej córka, stale niezadowolona ze swego wyglądu. Inne obsesje Berthe Leduc także wywarły niezatarty wpływ na późniejsze życie córki, pozostawiając w niej strach przed ciążą i macierzyństwem. Matka Leduc była później wręcz zadowolona ze związków córki z kobietami czy jej bliskich przyjaźni z homoseksualnymi mężczyznami, które chroniły ją, jej zdaniem, przed ciążą. Poczucie odrzucenia w dzieciństwie spowodowało jednak prawdopodobnie, że Leduc często wiązała nadzieje na związek z osobami, które nie mogły – jak jej homoseksualni przyjaciele, Sachs oraz kolekcjoner Jacques Guérin – lub nie chciały – jak Beauvoir – dzielić z nią życia. Ta ostatnia stała się zresztą dla Leduc kimś na kształt drugiej matki.

 

„Kocham panią tak mocno, że chciałabym umrzeć z miłości do pani”

Ich spotkanie i długoletnia relacja – której chyba żadna z nich nie nazwałaby przyjaźnią, ponieważ Leduc tylko raz odważyła się w korespondencji zwrócić do Beauvoir na „ty” – jest w ogóle fenomenem zasługującym na uwagę i podziw. Dzięki Beauvoir Leduc przestała być handlarką na czarnym rynku i zajęła się na poważnie twórczością. A ponieważ nie znała żadnych piszących kobiet, obserwowała Beauvoir w Café de Flore, gdzie ta pracowała – w kawiarni było jej cieplej niż w mieszkaniu – nie zwracając w ogóle uwagi na otoczenie. Dla Leduc była objawieniem jako typ kobiety-intelektualistki, jakiego dotąd nie znała. Bez makijażu, niepróbująca się podobać, niedbająca o spojrzenia mężczyzn, reprezentowała typ kobiecości inny niż ten, który wpoiła jej matka. Listy Leduc i poświęcone Beauvoir dzieło „L’Affamée” (1948, „Złakniona”) nie pozostawiają wątpliwości: autorka żywiła dla filozofki niesłabnący podziw, graniczący z idolatrią. Ubóstwiała ją i próbowała uwieść, mimo że Beauvoir stawiała tamę jej uczuciowym wzlotom oraz jednoznacznie i stanowczo odrzucała zaloty. Ich bogata korespondencja pełna jest miłosnych deklaracji Leduc i jednocześnie przeprosin za nie; utyskiwań na codzienność, brak pieniędzy i brak sukcesu wydawniczego, które Beauvoir cierpliwie znosiła, mocno przekonana o talencie Leduc. Nie da się bowiem zaprzeczyć, że Beauvoir była poruszona jej twórczością, antykonformizmem, wolnością. Trzymała ją w pionie, stymulowała intelektualnie, wymagała od niej wysiłku; zachęcała do wytężonej pracy i czuwała nad nią. Oferowała jej może nie miłość, ale dyscyplinę, niezachwianą wiarę w jej talent, stałe emocjonalne wsparcie, a nawet regularną pomoc finansową, która trwała latami, aż do sukcesu rynkowego „La Bâtarde”. Tego zaś Leduc doczekała się dopiero w wieku 57 lat, na osiem lat przed śmiercią.

Beauvoir trzymała Leduc w pionie, zachęcała ją do wytężonej pracy i czuwała nad nią

Beauvoir była redaktorką wszystkich tekstów Leduc, interweniowała w jej imieniu i walczyła z wydawnictwem Gallimard o publikację „Ravages” (1955, „Spustoszenie”) – powieści o wieloletnim lesbijskim związku autorki i aborcji, która prawie kosztowała ją życie. Publikacja tej zmasakrowanej przez wydawniczą cenzurę książki – nie tylko sceny erotyczne uznano za zbyt śmiałe – spowodowała u Leduc załamanie nerwowe, które skończyło się długim pobytem w szpitalu i elektrowstrząsami. Również wtedy Beauvoir była u jej boku, nie szczędząc pomocy finansowej i czasu, niechybnie świadoma, że Leduc dała z siebie wszystko za jej zachętą. Pierwsza część „Ravages” – pt. „Thérèse et Isabelle” – wyszła ze zmianami Beauvoir w 1966 roku, a pełną wersję wydano dopiero w 2000 roku. Natomiast „Ravages” w pełni zrekonstruowano i opublikowano dopiero w 2023 roku na podstawie zachowanych przez Beauvoir zeszytów.

Biograf Leduc, Carlo Jansiti, podsumowuje rolę Beauvoir następująco:

Trzymała Violette Leduc żelazną ręką. Choć nigdy razem nie podróżowały ani nie spędzały razem czasu wolnego, oferowała Leduc więcej niż zaoferowałaby jej jako kochanka: wzięła ją pod opiekę w najszlachetniejszym i najszerszym tego słowa znaczeniu. Była jej mentorką, przewodniczką, inspirującą muzą, najlepszą czytelniczką, agentką literacką cenzorką i sponsorką. Z bliska śledziła jej postępy, zachęcała ją do pracy i dyscyplinowała, doradzała, poświęcała wiele godzin na czytanie manuskryptów, wycinając z nich – czasem słusznie, a czasem nie – całe fragmenty. Była dla niej siostrą, matką, pielęgniarką.

Dziś tak zupełne i bezkrytyczne podporządkowanie się drugiej osobie („jestem gorsza od Pani pod każdym względem, a Pani jest najinteligentniejszą kobietą na świecie”) może budzić zdziwienie i zażenowanie. Można się też zastanawiać, kim byłaby Leduc bez Beauvoir. Nie da się bowiem zaprzeczyć, że Beauvoir pchnęła Leduc ku pisaniu autobiograficznemu, odwodząc ją od lirycznej poetyckości. Można by też Beauvoir zarzucić, że widziała pisarstwo Leduc jako użyteczny „przykład” dla swojego emancypacyjnego projektu politycznego. Na pewno jednak nie traktowała on Leduc wyłącznie instrumentalnie – czuła się za nią bowiem do końca odpowiedzialna. Niezadowolona z braku czytelniczej reakcji na dzieła swej protegowanej, napisała wstęp do „La Bâtarde”, który wreszcie zapewnił Leduc szerokie uznanie:

Sukces odnosi się w większości przypadków dzięki łutowi szczęścia, ale i jego brak można wyjaśnić. Violette Leduc nie próbuje nikomu schlebiać: nie chce się podobać, a niektórych wręcz odpycha. Tytuły jej książek – „Duszność”, „Złakniona”, „Spustoszenie” – nie nastrajają optymistycznie. (…) W istocie wszystkie jej książki mogłyby nosić tytuł „Duszność”.

Leduc nie próbuje nikomu schlebiać: nie chce się podobać, a niektórych wręcz odpycha

„Who are you, Polly Magoo?”

Sukces w końcu nadszedł i „La Bâtarde” otarła się o Nagrodę Goncourtów. Książka świetnie się sprzedaje, Leduc jest zapraszana do telewizji, pojawiają się przekłady na inne języki, amerykański „Vogue” zleca jej reportaż z planu „Doktora Żywago”, występuje w filmie „Who are you, Polly Magoo?” Wiliama Kleina. Pisze kolejne książki, podróżuje, wyprowadza się ostatecznie do Prowansji, gdzie kupuje dom. Umiera na raka w 1972 roku, przekazując opiekę nad swą literacką spuścizną Beauvoir, która dokłada starań, aby ukazał się trzeci tom autobiografii Leduc o symptomatycznym tytule „La Chasse à l’amour” (1973, „Polowanie na miłość”).

Później Leduc popadła w zapomnienie – czytały ją głównie akademiczki, raczej za granicą niż we Francji. W końcu jednak powrót zainteresowania autofikcją sprawił, że zwrócono na nią uwagę ponownie, również poza murami akademii. Dziś uważa się ją za autorkę, która stanowi pomost między twórczością Geneta i Monique Wittig, a echa jej książek i wspólne punkty z nimi można odnaleźć u Annie Ernaux, Virginie Despentes czy Loli Lafon, natomiast o socjobiograficznym aspekcie jej twórczości pisał Didier Eribon. Reżyserka Celine Sciamma („Lilie wodne”, „Portret kobiety w ogniu”) wiele czerpie z twórczości Leduc, zwłaszcza ze zmysłowych i poetyckich opisów intymnej relacji Thérèse i Isabelle, nastoletnich bohaterek ocenzurowanej książki Leduc.

Obrazek promujący zrzutkę na działalność Małego Formatu w 2026 roku - na tle zdjęcia wszystkich osób z redakcji na warszawskim Jazdowie widać napis informujący o tym oraz o tym że zbieramy na wkład własny do grantu

 
Leduc nie należała do żadnego ruchu, mimo że interesowała się bardzo współczesną literaturą i śledziła nowości. Nie była z pewnością feministką – choć jej życie było inspiracją dla klasycznego dzieła myśli feministycznej, jakim jest „Druga płeć” i dla jego autorki. Pisarka podziwiała książkę Beauvoir i wnikliwie ją czytała, ale nie angażowała się w ruch na rzecz praw kobiet, być może dlatego, że zbyt pochłaniało ją życie uczuciowe i własna twórczość oraz ciągłe kłopoty finansowe. Jej wyzwolony styl życia, związki z kobietami, przełomowe teksty opisujące życie erotyczne, nie uczyniły z niej również osoby walczącej o prawa osób LGBT – polityka jej nie interesowała, nie leżała w jej temperamencie – te kwestie zostawiała Beauvoir i Sartre’owi, którego również uważnie czytała. Jej nietypowa osobowość, trudne czasem relacje z otoczeniem, trauma z dzieciństwa, którą opisała w „Duszności”, a potem w „La Bâtarde”, czynią z nią jednak bliską i interesującą postać: bardzo ludzką, bo pełną sprzeczności i wad.

Polityka jej nie interesowała, nie leżała w jej temperamencie – te kwestie zostawiała Beauvoir i Sartre’owi

W 2013 roku reżyser Martin Provost nakręcił film pt. „Violette”, w którym pisarkę zagrała Emmanuelle Devos. W jednej ze scen Violette Leduc robi awanturę w księgarni, bo nie może znaleźć egzemplarza „Duszności”. Beauvoir obiecuje jej interwencję u Gallimarda i zachęca do dalszego pisania. Kiedy druga książka, „L’Affamée”, również źle się sprzedaje, Beauvoir – choć przecież Leduc opisuje w niej swą niespełnioną miłość do filozofki – nie traci zimnej krwi i konstatuje „Książka jest dobra, więc się obroni”. I miała rację.

Violette Leduc

„Duszność", przeł. Jacek Giszczak, Karakter, Kraków 2026, s. 176.

Iwona Komór
Autorka tekstów publikowanych w „Dwutygodniku”, „Krytyce Politycznej”, „Wizjach” i magazynie „Mint”. Zdarza się jej pisać posłowia. Mieszka w Luksemburgu, gdzie prowadzi klub książki.
redakcjaJakub Nowacki
korekta Barbara Rojek