Ładowanie strony
Logotyp magazynu Mały Format


ODCINEK 1

Nowy Jork. Mężczyzna w samochodzie. Światła na końcu ulicy, migotanie, coś tli się, by rozbłysnąć nagle w zupełnie innej scenie. Teraz dziewczyny tańczą, mając to światło na twarzach; chwilę później jest już po drugiej stronie ekranu, pada na ręce. Cichy dźwięk kości. Słychać strzały, muzyka, cień człowieka w kałuży.

 

ODCINEK 2

Jest śpiew, jest muzyka, w trakcie giną ludzie. All night long, all night long – to refren. Późnym wieczorem są na łódce – on w różowej marynarce, ona w białej. Teraz, gdy stoją obok siebie, na ich ramionach i w okolicach karku spoczywa ciężar pozbawiony źródła (być może to kwestia gęstości obrazu). Jest noc, czarna maska samochodu i łagodny głos Phila Collinsa.

 

ODCINEK 4

Jej widok poruszyłby boeinga 747 – mówi, a twarze w pomarańczowym świetle. Teraz trwa pościg, wszystko w mocnych kolorach, ściśnięte usta i dziury po kulach; ktoś mógłby zadać pytanie – gdzie jest to, co przebija na wylot, wywraca na nice? Nieco później po ulicy pełnej handlarzy narkotyków przechadzają się policjanci, mają na sobie świetliste stroje, cechuje ich pewny siebie chód; potem rozmawiają w barze, narzekają na los. I choć tu, tam gdzie sięga spojrzenie, rzeczy wydają się płaskie, już słychać pęknięcie, co nadciąga z daleka.


ODCINEK 11

Znów patrzę, znów oczy rozwarte, uchylam powiekę, lecz ta opada ciężko, wyrywa się światłu, ucieka obrazom, chce jeszcze ogrzać się w mroku. Policjanci też patrzą przez skórę, ruch fal przy brzegu, słońce i piasek. Teraz muzyka pozwala rozwinąć się ruchom, scena napręża się, otwiera. Tabs, pobudka, mówi ten w białej marynarce, pomarańczowe światło na twarzy i papieros niedbale trzymany w dłoni, chwilę później eksplozja (ekran staje w płomieniach). A potem: jedziemy gdzieś, czy tylko powiększasz dziurę ozonową?, żartuje drugi, a jego uśmiech, szeroki i biały – jakby kość źródłowa lub źródło wszelkiej kości – tnie mijane ulice, ludzi, neony. Przemyt, morderstwo, oczy policjantów – tu są historie, są bohaterowie, coś zaciera się jednak, traci na ostrości; w końcu zostają jedynie mikrozdarzenia, ich drobne fluktuacje, widziane przez cienką, organiczną powłokę.

 

ODCINEK 13

Biały wieżowiec, w środku rozłożysta palma (przy takiej roślinie można się skulić, zapatrzeć). Policjanci wkraczają do akcji, wracajcie do pokoi, wszystko pod kontrolą, mówi jeden z nich, drugi otwiera dłonie. Don Johnson, to imię mojego dzieciństwa, nosiłem je w małej skrytce, blisko, tuż przy ciele. Złoty trójkąt, część pierwsza, słychać głos lektora.  Teraz – światło pada na fale, unosi mnie obraz słonecznego szumu.

 

ODCINEK 15

Jest noc, miasto, ogień rozświetla twarze policjantów, wydobywa ich ciała z ciemności (tej, która osiada na skórze, lepi się, gdy w milczeniu jadą ulicami, a pęd powietrza przechodzi przez włosy). Obraz tworzy niewielką kołyskę, miejsce, gdzie oczy mogą się sturlać. Mamy do czynienia z porwaniem, mówią, i mnie coś porywa – niewielki strumień żłobiący szczelinę między tym, co patrzy, a płaszczyzną ekranu. Chwilę później pojawiają się napisy: guest stars Richards Jenkins Jamie L. Sanchez and Glenn Frey as Jimmy, łykam te imiona jak słodkie cukierki. Teraz: jesteśmy biznesmenami – to mężczyzna w białej koszuli i złotym łańcuchu na szyi, w tle kłęby dymu, kokaina i wilgotna lufa karabinu.

Ignacy Kotkowski
ur. 1984. Pisze. Publikował w "Orgii Myśli", "Nowej Orgii Myśli", "Twórczości". Mieszka w Warszawie.
POPRZEDNI

recenzja  

Wyobraźnia zamiast żałoby, czyli literackie kintsugi

— Zofia Ulańska

NASTĘPNY

varia felieton  

Perły z odwiertu (6): Ariergarda awangardy. Urywki noworoczne

— Jakub Nowacki