fbpx
Ładowanie strony
Logotyp magazynu Mały Format

Pochodzące z języka rosyjskiego słowo „pogrom” zrobiło pod koniec XIX wieku ogólnoeuropejską karierę na skutek fali przemocy rozlewającej się po Cesarstwie Rosyjskim po zabójstwie Aleksandra II w 1881 roku. Równolegle do wydarzeń rosyjskich lokuje się wielkanocny pogrom warszawski z 1881 roku. Kolejne historyczne odsłony zjawiska mają miejsce w latach rewolucji 1904-1906. Powracają wraz z I wojną światową i okresem budowy polskiej państwowości. Nie wolny od pogromów pozostaje okres międzywojenny i czas II wojny światowej. Ostatni okres nasilenia zjawiska przynosi powojnie z kulminacją w postaci pogromu kieleckiego (1946).

Książka Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” postawiła problem pogromu w centrum polskiej debaty publicznej. Brutalny mord zorganizowany przez mieszkańców miasteczka Jedwabne stał się osią dyskusji, której ramy znacznie przekroczyły analizę samego aktu przemocy. Niemniej to właśnie ona stała się podstawowym wyzwaniem dla badaczy, tutaj też z ogromną siłą ujawnił się problem – postulowanego przez Grossa – słynnego „nowego stosunku do źródeł”. Joanna Tokarska-Bakir w książce „Pod klątwą. Społeczny portret pogromu kieleckiego” rozróżnia za Paulem R. Brassem dwa poziomy wyjaśniania kolektywnej przemocy. Mówi o „iskrach pogromowych” – w przypadku Kielc chodzi o pogłoskę o próbie rytualnego mordu – oraz o „podpałce pogromu” stanowiącej prawdziwą przyczynę jego wybuchu – którą określa przez cztery składniki: „[…] antysemityzm tradycyjny, którego trzon stanowiły legendy o krwi, łatwy do mobilizacji zasób doświadczenia, jakim było powszechne wojenne mordowanie Żydów, a także dwa zasoby lęku: strach przed powrotem właścicieli pożydowskich kamienic i obawę związaną z panoszeniem się Żydów[1]. Kolejnym problemem jest kwestia przebiegu interakcji pomiędzy tymi elementami, a więc warunków społecznych, które umożliwiają wspólnocie wykonanie aktu pogromowego. W obrębie interpretacji tych dwóch zagadnień zlokalizowany jest zasadniczy spór rozliczeniowy: na ich płaszczyźnie można wyartykułować oskarżenie wobec polskiego społeczeństwa, jak i doszukiwać się okoliczności winę łagodzących. Pytanie o warunki możliwości pogromu staje się pytaniem o wizje narodowej przeszłości, a w szczególności o miejsce zajmowane w niej przez antysemityzm.

Joanna Tokarska-Bakir zwróciła także uwagę na osobliwą skłonność polskiej historiografii do doszukiwania się „drugiego dna” antyżydowskiej przemocy przy równoczesnym ignorowaniu tego, co w źródłach na jej temat leży „na wierzchu”. W istocie w mniejszym stopniu chodzi tutaj o osoby zdecydowane na dowolną metodologiczną woltyżerkę w imię wyznawanej wizji narodowej przeszłości. Problem jest dużo poważniejszy – rzecz dotyczy metody analizy kolektywnej przemocy, która nie może poradzić sobie z wyjaśnieniem źródłowych zapisów.

W świetle tych uwag ujawnia się specyfika interwencji Grzegorza Gaudena – działacza opozycji w PRL, dziennikarza, wydawcy, długoletniego dyrektora Instytutu Książki – której dokonuje w książce „Lwów – kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918”. Podjął się on opracowania tematu, który w dotychczasowej historiografii polskiej nie doczekał się swojej monografii. Aby tę zaległość nadrobić, Gauden przeprowadził regularną kwerendę źródłową, której wyniki opracował jednak w osobliwej formie gatunkowej lokującej się gdzieś pomiędzy tzw. reportażem historycznym, wywodem akademickiej historiografii i wypowiedzią public intellectual (lub, jeśli wolimy, polskiego inteligenta).

Książka Gaudena traktuje o pogromie mającym miejsce we Lwowie w dniach 22–24 listopada 1918 roku, a więc bezpośrednio po wycofaniu się wojsk ukraińskich kończącym trwające od 1 listopada walki o miasto. Wydarzenie to było największym jednostkowym aktem antyżydowskiej przemocy ze strony Polaków w latach 1918–1920, nie było jednak przypadkiem odosobnionym. Amerykański historyk William Hagen w wydanej w zeszłym roku pracy „Anti-jewish violence in Poland, 1914-1920” stwierdza, że na ziemiach byłej I Rzeczypospolitej poza orbitą rosyjskiej wojny domowej doszło do maksimum 279 przypadków antyżydowskich zamieszek i pogromów, w których śmierć poniosło od 400 do 532 osób (zaznacza równocześnie, że liczba ofiar z okresu wojny polsko-bolszewickiej jest z pewnością niedoszacowana)[2]. Polscy sprawcy „stosunkowo” rzadko posuwali się do mordowania Żydów, na ogromną skalę dochodziło jednak do pobić, rozbojów i różnorakich upokorzeń (obcinanie bród, zmuszanie do pracy, nakładanie kontrybucji etc.). Mamy więc do czynienia z falą aktów przemocy, które, dodajmy, wykazują liczne cechy wspólne. Gauden oprócz Lwowa omawia pokrótce pogromy w Kielcach, Wilnie, Mińsku, Lidzie oraz o masakrę w Pińsku. Wydarzenia te łączy przede wszystkim zaangażowanie polskich wojskowych. Wraz z krzepnięciem struktur politycznych wypełniających próżnię po państwach zaborczych to właśnie oni stali się głównymi inicjatorami przemocy.

„Lwów – kres iluzji” to w zasadzie zapis przekopywania się przez archiwum pogromu, mozolne zestawianie strzępów świadectw, konfrontowanie sprzecznych relacji. Metoda polega na ścisłym podążaniu za źródłem, narracja złożona jest z omówień kolejnych relacji i dokumentów opatrzonych niekiedy szczątkowym tylko komentarzem autorskim. Fakty mają przemawiać same za siebie, czytelnik ma zostać uderzony i zaszokowany. Ta poetyka potrafi niekiedy irytować: ze zdziwieniem i przerażeniem mógł odkrywać polski antysemityzm i jego zbrodnie 20 lat temu Jan Tomasz Gross, dzisiaj, zdawałoby się, powinien on być punktem wyjścia a nie dojścia. Mimo wszystko projektowany przez Gaudena efekt szoku przeradza się w próbę zrozumienia, która – trzymając się właśnie tego co „na wierzchu” i nie popadając w utarte analityczne schematy – zręcznie omija rafy, na których rozbijała się większość dotychczasowych polskich wzmianek o pogromie.

Gaudenowi chodzi przede wszystkim o sukcesywne demaskowanie procesu wymazywania pogromu. Wydarzenie tej skali nie mogło oczywiście przejść zupełnie bez echa. Szybko stało się przedmiotem dyplomatycznego kampanii, w której przedstawiciele młodego polskiego państwa próbowali oczyścić jego struktury z jakiejkolwiek odpowiedzialności za przemoc. W skali lokalnej zaś polska społeczność Lwowa intensywnie usiłowała usprawiedliwić swój czyn przed samą sobą. Sprzyjało to produkowaniu i utrwalaniu interpretacji wydarzeń, których dzisiejsza dekonstrukcja ujawnia antysemickie klisze oraz strategie ekskulpacji znane z dyskusji o udziale Polaków w Zagładzie czy o fali pogromów po II wojnie światowej. Spotkamy tutaj oskarżenie Żydów o zdradę (strzelanie do Polaków, sprzyjanie Ukraińcom), redukcję grupy sprawców do marginesu społeczeństwa („bandyci”, „lumpenproletariat”), czy zaciemnianie charakteru wydarzeń poprzez twierdzenia o ich rabunkowym podłożu oraz o udziale Ukraińców i samych Żydów po stronie napastników. Wreszcie naczelną strategią jest po prostu milczenie i brak wzmianek o pogromie w opracowaniach historycznych.

XIX-wieczne pogromy powszechnie uważane były za zorganizowane lub przynajmniej akceptowane przez carskie władze, stąd przyjęto uważać za pogrom wyłącznie wydarzenia posiadające instytucjonalne wsparcie czynników oficjalnych. Semantyka dobrze oddaje długo dominujące nastawienie badaczy, którzy również chcieli widzieć w pogromie intencjonalne działanie konkretnych aktorów politycznych zdolnych do mobilizacji przemocy dla realizacji swoich celów. Łatwo zauważyć, jakie problemy wywołuje takie podejście w kontekście lwowskim. Polacy kontrolują w całości miasto, Żydzi nie stanowią żadnej siły militarnej czy politycznej, która mogłaby im zagrozić. Tworzące się państwo walczy na arenie międzynarodowej o włączenie w swoje granice Galicji Wschodniej, zaś jego stosunek do mniejszości może być w tym sporze rozstrzygającym argumentem. Akty przemocy nie leżą w polskim interesie, jeżeli zatem do nich dochodzi, muszą być dziełem jakichś grup marginesowych (przestępcy, „męty”) i mieć charakter rabunkowy. Drugą ewentualnością jest stwierdzenie, że mamy do czynienia ze sprowokowaną reakcją. Przemoc ma więc być odpowiedzią (być może nieproporcjonalną i nieuzasadnioną) na jakieś rzeczywiste działanie grupy ofiar.

Gauden diagnozuje niemal natychmiastowe pojawienie się obydwu tych wątków w interpretacjach lwowskiej przemocy. Zwraca uwagę na często wewnętrznie sprzeczny, chimeryczny charakter takich wyjaśnień (mordowali bandyci w celach rabunkowych, ale Żydzi sami sobie są winni, bo zdradzili Polaków). Tło możliwości ich zaistnienia rekonstruuje dwutorowo. W pierwszej kolejności to kwestia antysemickiej ideologii wyznaczającej Żydom określone miejsce w porządku społecznym: jego przekroczenie odbierane jest jako wystąpienie przeciwko ładowi, a zatem akt agresji domagający się odpłaty. Po wtóre chodziłoby o nierozpoznanie właściwego charakteru całości wydarzeń listopada 1918 roku, które zarówno w świadomości polskiego Lwowa, jak i w oglądzie części historyków przybrały charakter zmitologizowany.

Kolektywna przemoc jest zazwyczaj moralnie usprawiedliwiona w oczach sprawców. Namacalnym dowodem na obecność takiego przekonania we Lwowie są rozpowszechnione wśród żołnierzy pogłoski o rzekomym 48-godzinnym okresie wyznaczonym przez dowództwo na „rozprawienie się z Żydami”. Pogrom przybiera charakter samosądu czy też ekspedycji karnej, mających na celu wymierzenie sprawiedliwości w sytuacji bierności struktur politycznych, których przyzwolenie jest jednak zakładane wśród sprawców. Obecność wojskowych w mundurach to dla publiczności cywilnej widomy znak „legalności” pogromu. Czym jednak takie przekonanie jest uzasadnione? W relacjach powraca motyw żydowskiej zdrady, której namacalnym przejawem miałaby być agresja wobec polskich wojsk walczących z Ukraińcami. Skrupulatna rekonstrukcja wydarzeń pozwala Gaudenowi jednoznacznie wykluczyć występowanie takich wypadków. Cała ta konstrukcja od początku razi swoją gargantuicznością. Figura żydowskiego „strzału zza węgła” jest w całości produktem antysemickiej wyobraźni polskiej społeczności miasta. W czasie walk listopadowych Żydzi lwowscy zadeklarowali neutralność, za zgodą polskiej i ukraińskiej strony powołali Milicję Żydowską – niewielki uzbrojony oddział przeznaczony do obrony przed rabunkami. Jak uważa Gauden, to właśnie starcie tej formacji z polskimi rabusiami w mundurach legło u źródeł pogłosek. Dużo istotniejsze pozostaje jednak ustalenie, dlaczego trafiły one na podatny grunt.

Rzeczywista agresja żydowska polegała na samym fakcie zajęcia jakiegokolwiek stanowiska politycznego. Joanna Tokarska-Bakir, powołując się na ustalenia Roberty de la Roche, proponuje koncepcję pogromu jako aktu kontroli społecznej. Przemoc ma być reakcją na każde, niezależnie jak trywialne, działanie odbiegające od normy, a więc sfery podlegającej społecznej kontroli. Podobnie postępuje William Hagen, organizując swój opis wydarzeń we Lwowie wokół koncepcji „ekonomii moralnej” ukutej przez brytyjskiego historyka E.P. Thompsona. Odnosi się ona do pewnej wizji porządku społecznego dzielonej przez wspólnotę. Wszelkie naruszenia owego wyobrażonego ładu wymagają reakcji, której celem jest jego symboliczna restauracja. Wymóg ten strukturyzuje przemocowe działanie grupy. Przybiera ono charakter odgrywania pewnego społecznego dramatu czy skryptu, nabierając cech karnawału: czasu, w którym normy zostają zawieszone, zaś sprawcy naruszenia ładu ukarani. Widziana w tej optyce żydowska „wina” przybiera formę wszelkiego niezależnego działania (łamiącego normę podrzędnego i biernego statusu tej grupy). Frustrujący dla polskiej publiczności może więc być sam widok uzbrojonego Żyda czy pochodu syjonistów idącego przez miasto.

Drugą sprawą jest zachowanie samych Polaków. Gauden przekonująco pokazuje, że wydarzeń lwowskich nie da się zrozumieć bez rewizji mitu bohaterskiej obrony Lwowa. Zamiast „Orląt Lwowskich” musimy zatem przedstawić sobie widok nielicznej konspiracji patriotycznej kompletnie zaskoczonej zajęciem miasta przez pogardzanych Ukraińców i próbującą naprędce sklecić obronę z tego, co jest pod ręką. Jako że duża część mieszkańców miasta nie pali się do angażowania w takie awantury, dumając nad losem „nieboszczki Monarchii Austro-Węgierskiej”, trzeba sięgnąć po luźno zorganizowane oddziały, w skład których zaciąga się oprócz dzieci także kryminalistów. Miasto koniec końców udaje się utrzymać dzięki nadejściu odsieczy z Małopolski. Wydarzenia generują jednak zasób traumy, która zostaje następnie odreagowana na Żydach. Gauden podkreśla osobliwość faktu, że agresja zwycięzców zostaje skierowana wyłącznie przeciwko tej grupie a nie na przykład przeciw Ukraińcom. Przeniesienie takie jest możliwe tylko w ramach światopoglądu obarczającego Żydów winą za każdą klęską i każde nieszczęście, widzącego w nich siłę destrukcyjną w porządku niemal kosmicznym.

Istotne znaczenie ma także kwestia społecznego tła pogromu. Jak widzieliśmy, jedną z najszerzej stosowanych strategii wpisania przemocy zbiorowej w dominującą narrację jest marginalizacja grupy sprawców, która w ten sposób przestaje reprezentować całość społeczeństwa, stając się zbiorowiskiem wyrzutków podejrzanej proweniencji. Gauden mocno przeciwstawia się takim próbom poprzez analizę roli, jaką w wydarzeniach lwowskich odegrały elity. Zwraca uwagę na obecność oficerów, inteligencji czy dam z towarzystwa w pogromowym tłumie. Co ważniejsze, stara się opisać rolę, jaką elita odgrywa poza osobistym sprawstwem. Szczególnie szeroko analizuje postawę Czesława Mączyńskiego, dowódcy obrony miasta – oficera uformowanego przez endecję. To właśnie jego bierności należy po części przypisać skalę lwowskiej przemocy. Mączyński jest jednak tylko reprezentantem szerszej grupy wyższych oficerów, działaczy politycznych czy duchownych, którzy nie są zdolni energicznie zareagować na pogrom, partycypują bowiem w antysemickim światopoglądzie nie pozwalającym im właściwie ocenić mających miejsce wydarzeń. Elity są miejscem formowania się antysemickiej ideologii i służą za przekaźnik transponujący ją do warstw niższych.

Podążając za rozróżnieniem Tokarskiej-Bakir, możemy zapytać o „podpałkę pogromu” – a więc o zasadniczą przyczynę umożliwiającą mobilizację przemocy. Gauden obstaje bardzo mocno przy tezie jednoznacznie łączącej ją z polskim nacjonalizmem uosabianym przez endecko pojmowaną figurę Polaka-katolika, pisze: „I tak oto polska idea wolności ludów i samostanowienia narodów, polski mesjanizm polityczny dotarły do swojej formy wynaturzonej: skrajnego polskiego egoizmu narodowego, który stał się ideologią podboju, nienawiści etnicznej i panowania nad innymi narodami. A polski katolicyzm stał się religią przemocy i zniewolenia innych narodów, religią wrogości i pogardy dla innych wyznań. Ta ideologia polityczna spełniła się i została przekuta w pogrom Żydów we Lwowie w listopadzie 1918 roku”[3]. Idea zestawienia określonej konstrukcji tożsamości narodowej z będącej jej efektem przemocą jest pewną próbą rozliczenia się z polską nowoczesnością. Jej zasadniczą zaletą w kontekście wyjaśniania jest zablokowanie możliwości patologizacji przemocy. Jeżeli bowiem nowoczesną polskość określić Miłoszowskim anima naturaliter endeciana zaiste trudno uważać, że mechanizm etnicznego wykluczenia i będąca jego konsekwencją agresja funkcjonują na obrzeżach narodowego projektu. Jednocześnie ta ubrana w romantyczną stylistykę („22 listopada 1918 roku we Lwowie pan Tadeusz zabił Jankiela”) rozprawa z polskimi mitami niesie jednak ze sobą ryzyko prześlepienia innych istotnych wątków składających się na pogrom lwowski, a zarazem wskazuje na słabości tego typu inteligenckich rozliczeń z historią.

Rozpatrywanie przemocy wyłącznie w perspektywie narodowej winy prowadzić może do jej redukcji do swoistego zapisu księgowego w rubryce „grzechy naszej wspólnoty”. Zapisu, którego nie chcę kwestionować, ale też takiego, z którym nie bardzo jest co począć. Listę „narodowych” zbrodni można wydłużać, ale w takiej układance swoją siłę rażenia czerpać one będą właśnie ze swojego oddzielenia – zachowają status materiału, który zaprzecza heroicznej wizji przeszłości. Na możliwość takiego odczytania książki Gaudena wskazuje nieudana przedmowa autorstwa Adama Zagajewskiego, który pisze: „Musimy zaakceptować ambiwalencję przeszłości – lwowski pogrom z roku 1918 nie odbierze nam matematyków i poetów, oni zostaną”[4]. Nie o negację tu chodzi, a o korektę. Pogrom jest działaniem społeczeństwa i wyraża mechanizmy istotne dla jego działania. To co można z niego „wyczytać” dotyczy zatem właśnie normalnego sposobu funkcjonowania tego społeczeństwa, który w szczególnych okolicznościach zamienia się w erupcję przemocy. Wnioski z analizy archiwum pogromu winny więc być zakreślone szerzej i nie należy ich sprowadzać do roli ostrza przebijającego napompowany balonik polskiego ego. Wydaje się, że tylko w ten sposób przeprowadzona interwencja krytyczna może być skuteczna, bowiem w innym wypadku strukturalne niedopasowanie narracji szokowej do świadomości historycznej właściwie uniemożliwia wprowadzenie nowego „niepasującego” elementu do wspólnotowej pamięci.

Narodziny i ewolucja nowoczesnego antysemityzmu na ziemiach polskich są poważnym wyzwaniem dla historiografii. Uderza skala rozpowszechnienia zjawiska oraz tempo jego ewolucji. Problematyczny jest także jego związek z falą przemocy lat 1918-1920. Grzegorz Krzywiec lokuje w tym okresie moment ukształtowania się nowej narracji polskiego antysemityzmu zapowiadającej „[…] nową wizję tożsamości polskiej, opartą na walce na śmierć i życie z wrogiem wspólnoty narodowej; na stałym konflikcie z Żydami, z którego miał się narodzić autentyczny element wspólnotowy”[5]. Zaznacza jednak, że rodzi się ona powoli i pogromy roku 1918 „[…] można analizować w kontekście rozpadu dawnego porządku i w czasie transformacyjnego przełomu, upadku państw zaborczych i rozkładu dawnych struktur administracyjnych, destabilizacji ładu społecznego i wynikającej z tego wszystkiego sytuacji niepewności”. Również Hagen neguje proste przełożenie politycznej ideologii na przemoc, nazywając taką interpretację, wzorem studiów nad Zagładą, „intencjonalistyczną”. Wskazuje na głębokie kulturowe zakorzenienie treści znajdujących swój wyraz w pogromowej przemocy. Elementy religijnej tożsamości chrześcijańskiej, przekonanie o magicznym statusie Żydów wywodzące się z kultury ludowej czy wątki apokaliptyczno-millenarystyczne związane z wojenną zawieruchą wchodzą oczywiście w dialog z antysemityzmem propagowanym przez działaczy politycznych, księży czy prasę. Należy zakwestionować ostry podział na antysemityzm tradycyjny (przednowoczesny) oraz ideologiczny (nowoczesny). Niektóre z wersji takiego rozróżnienia opierają się na założeniu o zasadniczo mniej szkodliwym charakterze tego pierwszego – opartego na swoistej konstrukcji kastowej odmienności, która miałaby wyznaczać Żydom miejsce odmienne, pozostające jednak w obrębie społecznego porządku.

Książkę Gaudena postrzegać można jako krok w kierunku wprowadzenia do debaty publicznej fali przemocy wiążącej się z powstaniem po I wojnie światowej niepodległego państwa polskiego. Stawką takiej dyskusji musi być w gruncie rzeczy całościowe przemyślenie roli, jaką Żyd odgrywał w kształtowaniu wyobrażeń nowoczesnego polskiego społeczeństwa. Osadzenie takiej dyskusji w ramach wielkiego postromantycznego „sporu o Polskę” wydaje się nieuchronne, jest jednak istotne, by nie pozwolić jej zapanować nad materiałem historycznym. Zbytnie skupienie na elitarnej wizji kształtu wspólnoty narodowej może potencjalnie skutkować nowym wariantem dyskursu patologicznego prezentującego antysemityzm jako chorobową narośl zaszczepioną przez pewną formację działaczy narodowych. Pozostaje ona oddzielona od szerszych uwarunkowań skomplikowanej i wielowątkowej historii tego okresu.

Pogromowa przemoc jest nagła, gwałtowana i brutalna. W mordującym tłumie z trudem rozpoznajemy społeczeństwo będące bohaterem znanej nam historii. Jak jednak pokazuje między innymi praca Grzegorza Gaudena, poprzez przemoc przemawiają treści konstytuujące to społeczeństwo, ujawnia się w niej cała głębia jego wyobrażeń i lęków. Rozliczenie się z pogromem polegać zatem musi nie tylko na akceptacji polskiej winy, ale i na próbie zrozumienia, co w zasadzie przemoc mówi o tamtej wspólnocie.

 

[1] Joanna Tokarska Bakir, „Pod klątwą. Społeczny portret pogromu kieleckiego. Tom 1”, Czarna Owca, Warszawa 2018, s. 415.

[2] William Hagen, „Anti-jewish violence in Poland, 1914-1920”, Cambridge University Press, Cambridge 2018, s. 512.

[3] Grzegorz Gauden, „Lwów-kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918”, Universitas, Kraków 2019, s. 556.

[4] Grzegorz Gauden, op.cit., s.8.

[5] Grzegorz Krzywiec, „Komitet Narodowy Polski wobec kolektywnej przemocy antysemickiej. Przyczynek do dziejów antysemityzmu nacjonalistycznego na ziemiach polskich(1917–1919)” [w:] red. K. Zieliński, K. Kijek, „Przemoc antyżydowska i konteksty akcji pogromowych na ziemiach polskich w XX wieku”, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2016, s. 120.

Grzegorz Gauden

„Lwów – kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918", Universitas, Kraków 2019, s. 616.

Stanisław Kierwiak
ur. 1995, stu­dent hi­sto­rii i prawa w Ko­le­gium MISH UW.
redakcjaAndrzej Frączysty
korekta Marta Gastoł

Grzegorz Gauden

„Lwów – kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918", Universitas, Kraków 2019, s. 616.

POPRZEDNI

recenzja  

Jeszcze mnie nie ma

— Joanna Mueller

NASTĘPNY

recenzja  

Uśmiech dziki i cienki

— Eliza Kącka