fbpx
Logotyp magazynu Mały Format
logo cyklu ludowa historia literatury – mały format

Ludowa historia literatury

W numerze publikujemy teksty zróżnicowanego grona badaczek i badaczy klas ludowych. Kliknij, by zobaczyć pozostałe teksty z cyklu.

 

Po­dzię­ko­wa­nia niech ze­chcą przy­jąć Rafał Krau­se i Filip Ma­twiej­czuk – pierw­si czy­tel­ni­cy tego szki­cu, któ­rzy po­mo­gli mi wy­eli­mi­no­wać z niego me­ry­to­rycz­nie nie­ści­sło­ści.

Od kiedy tylko pra­wi­ca na całym świe­cie za­czę­ła uży­wać sfor­mu­ło­wa­nia „mark­sizm kul­tu­ro­wy”, bu­dzi­ło ono grom­ki śmiech w krę­gach na lewo od cen­trum. Nikt roz­sąd­ny nie wie­rzy prze­cież w teo­rię spi­sko­wą, zgod­nie z którą współ­cze­śni ko­mu­ni­ści w swoim taj­nym cen­trum do­wo­dze­nia po­sta­no­wi­li za­stą­pić XIX-wiecz­ny pod­miot re­wo­lu­cyj­ny, pro­le­ta­riat, pod­mio­tem zu­peł­nie nowym. Mia­ły­by to być wszel­kie­go ro­dza­ju mniej­szo­ści – geje i les­bij­ki, osoby nie­bia­łe, uchodź­cy, zwie­rzę­ta. Jeśli jed­nak za­sta­no­wi­my się nad wspo­mnia­nym po­ję­ciem do­kład­niej, to szyb­ko za­uwa­ży­my, że nie jest ono zu­peł­nie od czapy – po­mi­ja­jąc jego ku­rio­zal­ną de­fi­ni­cję. Nie da się prze­cież za­prze­czyć, że współ­cze­sny mark­sizm fak­tycz­nie jest przede wszyst­kim zja­wi­skiem kul­tu­ro­wym, to zna­czy daje on o sobie znać ra­czej w sfe­rze dzia­łal­no­ści kul­tu­ro­wej niż w ja­kiej­kol­wiek innej ga­łę­zi pro­duk­cji[1]. Nawet naj­więk­si Ma­rxist Chads po­zo­sta­ją w więk­szo­ści od­izo­lo­wa­ni od świa­ta pracy i nie są w sta­nie wy­ko­nać żad­ne­go ruchu, który przy­bli­żył­by ich teo­re­tycz­ne zdo­by­cze zor­ga­ni­zo­wa­nej kla­sie ro­bot­ni­czej.

Nawet najwięksi Marxist Chads pozostają w większości odizolowani od świata pracy

Wszyst­ko to spra­wia, że i mark­si­stow­ska kry­ty­ka kul­tu­ro­wa zdaje się dziś o wiele uboż­sza niż kie­dy­kol­wiek – to, co kie­dyś było trak­to­wa­ne jako dys­kur­syw­ny wy­ci­nek rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rym ma­ni­fe­stu­ją się re­la­cje kla­so­we (kul­tu­ra), zo­sta­ło po bau­dril­lar­dow­sku roz­cią­gnię­te na nie­mal całą rze­czy­wi­stość, jaką znamy (po czę­ści pro­blem ten od­da­je po­ję­cie se­mio­ka­pi­ta­li­zmu, ukute wła­śnie przez Bau­dril­lar­da, a roz­wi­nię­te i spo­pu­la­ry­zo­wa­ne przez Fran­co „Bifo” Be­rar­die­go[2]). Ro­sną­ca w siłę przede wszyst­kim w ośrod­kach aka­de­mic­kich ten­den­cja do trak­to­wa­nia prak­ty­ki dys­kur­syw­nej jako „po­li­tycz­nej in­ter­wen­cji” prze­sło­ni­ła to, co szcze­gól­nie war­to­ścio­we w tra­dy­cyj­nych mark­si­stow­skich ba­da­niach kul­tu­ro­wych[3]. Do czego zmie­rzam? Twier­dzę, że współ­cze­śnie znacz­nie prze­ce­nia­my wpływ dzieł kul­tu­ry na wy­bo­ry po­li­tycz­ne mas, a w związ­ku z tym go­to­wi je­ste­śmy cen­zu­ro­wać i spie­rać się w nie­skoń­czo­ność o zna­cze­nie dzie­ła, nigdy, ale to nigdy nie przy­cho­dzi nam jed­nak do głowy, by w pierw­szej ko­lej­no­ści za­sta­no­wić się nad tym, ja­kie­go ro­dza­ju ma­te­rial­ne uwa­run­ko­wa­nia spra­wi­ły, że w ogóle mogło ono po­wstać i zy­skać po­pu­lar­ność.

Prze­cho­dząc do rze­czy: od lat nie mogę uwie­rzyć w to, jak mało uwagi pol­ska le­wi­ca po­świę­ca fe­no­me­no­wi mu­zy­ki ra­po­wej. Po­sta­no­wi­łem więc z po­zy­cji prze­cięt­ne­go słu­cha­cza i ama­to­ra – da­le­ko mi bo­wiem do eks­per­ta w tej dzie­dzi­nie – opo­wie­dzieć krót­ko o tym, jak wy­glą­da­ją dziś ogrom­ne złoża ma­te­ria­łu ana­li­tycz­ne­go, które lek­ce­wa­ży­my. Za­zna­czam już na wstę­pie, że moim głów­nym celem jest przy­ku­cie uwagi osób z tych krę­gów, w któ­rych oma­wia­ne zja­wi­sko nie wzbu­dzi­ło do tej pory za­in­te­re­so­wa­nia. Z per­spek­ty­wy znaw­cy pre­zen­to­wa­ne tu tezy brzmieć będą za­pew­ne ba­nal­nie. Co ważne, nie będę sku­piał się na ar­ty­stach i al­bu­mach zwią­za­nych z tak zwaną „starą szko­łą” – o wiele bar­dziej pro­ble­ma­tycz­ne wy­da­je mi się dziś po­wszech­ne nie­zro­zu­mie­nie no­wych, po­pu­lar­nych ga­tun­ków, ta­kich jak trap czy UK drill, w któ­rych naj­sil­niej do głosu do­cho­dzi skraj­ny in­dy­wi­du­alizm, afir­ma­cja prze­mo­cy i kult pie­nią­dza.

 

***

Nie je­stem w sta­nie na prze­strze­ni kilku aka­pi­tów zre­kon­stru­ować ca­łe­go pro­ce­su, który spra­wił, że le­wi­ca stra­ci­ła swoją zdol­ność ana­li­tycz­ne­go opi­sy­wa­nia kul­tu­ry i za­czę­ła zwy­czaj­nie oce­niać po­praw­ność ide­olo­gicz­ną na­po­ty­ka­nych tre­ści, sta­wia­jąc się zwy­kle w po­zy­cji obu­rzo­ne­go kon­su­men­ta skła­da­ją­ce­go skar­gę me­ne­dże­ro­wi[4]. Fak­tem jest jed­nak, że takie wła­śnie re­la­cje łączą pol­ski ko­men­ta­riat z rapem.

Za przy­kład po­słu­żyć może nam chwi­lo­wa fa­scy­na­cja le­wi­cy ra­pe­rem Kozą. Za­sły­nął on pro­fe­mi­ni­stycz­ny­mi wy­po­wie­dzia­mi i mar­ko­wa­nym co­ming outem, który oka­zał się zwy­kłą akcją pro­mo­cyj­ną. Fa­scy­na­cja oczy­wi­ście na­tych­miast prze­mi­nę­ła, gdy tylko była dziew­czy­na ar­ty­sty pu­blicz­nie oskar­ży­ła go o prze­moc psy­chicz­ną, za­zna­cza­jąc, że wie­lo­krot­nie su­ge­ro­wa­ła mu ko­niecz­ność skie­ro­wa­nia się po pomoc do spe­cja­li­sty. Wy­da­rze­nia tego ro­dza­ju wy­raź­nie wska­zu­ją, że współ­cze­sna le­wi­ca nie jest za­in­te­re­so­wa­na ma­te­ria­li­stycz­ną ana­li­zą zja­wisk kul­tu­ro­wych – in­te­re­su­je ją tylko we­ry­fi­ko­wa­nie ide­olo­gicz­nej słusz­no­ści po­szcze­gól­nych twór­ców, któ­rych dzie­ła trak­to­wa­ne są za­wsze śmier­tel­nie po­waż­nie. Dla le­wi­co­wych mil­le­nial­sów wła­ści­wie każda przy­jem­ność pły­ną­ca z ob­co­wa­nia z kul­tu­rą może nagle oka­zać się gu­il­ty ple­asu­re, z któ­rej na­tych­miast trze­ba bę­dzie zre­zy­gno­wać, by za­cho­wać twarz we wła­snym śro­do­wi­sku.

Dla le­wi­co­wych mil­le­nial­sów wła­ści­wie każda przy­jem­ność pły­ną­ca z ob­co­wa­nia z kul­tu­rą może nagle oka­zać się gu­il­ty ple­asu­re

Pró­bu­jąc prze­ła­mać ten impas, po­sta­ram się po pro­stu przed­sta­wić kilka fak­tów – przyj­mę pop-mark­si­stow­ską, nieco „fi­she­row­ską” per­spek­ty­wę, a mo­ral­ne oceny bo­ha­te­rów szki­cu za­cho­wam dla sie­bie.

 

„Szó­sta rano, a te kurwy walą w drzwi”. Wyj­ście z biedy

Trud­no­ści z wła­ści­wym od­bio­rem trapu w Pol­sce wy­ni­ka­ją, jak sądzę, w dużej mie­rze ze spo­so­bu, w jaki ga­tu­nek ten zo­stał u nas spo­pu­la­ry­zo­wa­ny. O ile jego ko­rze­nie się­ga­ją peł­nych prze­mo­cy, bied­nych dziel­nic Atlan­ty – i po­łu­dnia Sta­nów Zjed­no­czo­nych w ogóle[5] – to nad Wisłą roz­głos zy­skał jed­nak dzię­ki ar­ty­stom ugrzecz­nio­nym, po­sia­da­ją­cym spory ka­pi­tał kul­tu­ro­wy (czę­sto zresz­tą nie tylko kul­tu­ro­wy) już na star­cie ka­rie­ry. Naj­lep­szym przy­kła­dem jest Mata, zwią­za­ny z SB Maf­fi­ją Mi­chał Mat­czak, syn praw­ni­ka wier­nie to­wa­rzy­szą­ce­go li­be­ral­nej opo­zy­cji, Mar­ci­na Mat­cza­ka[6]. Jeśli od­no­tu­je­my przy tym, że trap jest mu­zy­ką o wiele bar­dziej me­lo­dyj­ną niż po­pu­lar­ny wcze­śniej rap ze wschod­nie­go i za­chod­nie­go wy­brze­ża Sta­nów, a w war­stwie tek­sto­wej prak­tycz­nie za­wsze afir­mu­je ma­te­rial­ny do­bro­byt, wła­ści­we wnio­ski szyb­ko na­su­ną się same. „Flek­so­wa­nie się” zło­tym Ro­le­xem i ca­ły­mi ko­lek­cja­mi marki Gucci w mięk­kich, „let­niacz­ko­wych” re­fre­nach może mieć dwa zu­peł­nie od­mien­ne ob­li­cza. Ina­czej wszak brzmieć bę­dzie w przy­pad­ku ar­ty­sty, który wy­cho­wał się w nędzy i wzbo­ga­cił dzię­ki roz­ma­itym, czę­sto nie­le­gal­nym prak­ty­kom (samo słowo „tra­pho­use” ozna­cza prze­cież miej­sce prze­cho­wy­wa­nia nar­ko­ty­ków prze­zna­czo­nych do dys­try­bu­cji lub go­to­wa­nia crac­ku[7]), ina­czej zaś w przy­pad­ku naj­zdol­niej­sze­go nawet mu­zy­ka, który klu­czy­ki do Mer­ce­de­sa AMG otrzy­mał w ra­mach pre­zen­tu uro­dzi­no­we­go od dum­nych ro­dzi­ców. W dużym uprosz­cze­niu: o ile w pierw­szym przy­pad­ku mamy do czy­nie­nia z czymś w ro­dza­ju re­dy­stry­bu­cji wy­mu­szo­nej prze­mo­cą, to w dru­gim przy­pad­ku do­cho­dzi już do pro­stej re­pro­duk­cji klasy po­sia­da­ją­cej[8].

Nic dziw­ne­go zatem, że tra­po­wa fa­scy­na­cja luk­su­sem długo była w Pol­sce od­bie­ra­na jako coś nie­przy­zwo­ite­go i god­ne­go po­tę­pie­nia, rów­nież w krę­gach hip-ho­po­wych zwią­za­nych ze starą szko­łą:

Fake MC, fake MC

Otwórz swe oczy, ziom, pier­dol ten syf

(…)

Wy­gry­wa moda i chcą drogi na skró­ty
Nie ma w nich sztu­ki, kse­ru­ją nawet ruchy
Dupy już dają za te fran­cu­skie loop’y
Na au­to­tu­ne’ach pisz­czą, nie czu­jąc skru­chy

Wy­mu­ska­ne fry­zu­ry, fał­szy­we uśmie­chy
Ko­bie­ca bi­żu­te­ria i gar­de­ro­ba
Lubią la­teks, nylon, skóry, pro­chy zeżrą dla ucie­chy
Pod­nie­ca ich zło, pró­bu­ją zło, zo­bacz

Ce­lo­wo na­pi­sa­łem wyżej o spo­pu­la­ry­zo­wa­niu trapu w Pol­sce przez ar­ty­stów nie­zwią­za­nych z ulicą, po­cho­dzą­cych z do­brych domów – za jego za­szcze­pie­nie w kraju od­po­wia­da­ją bo­wiem twór­cy, któ­rych trud­no by­ło­by z czy­stym su­mie­niem na­zwać „fake MCs”[9]. Au­to­rzy tacy jak Sen­ti­no, Malik Mon­ta­na, Bel­mon­do, Smo­la­sty czy Kaz Ba­ła­ga­ne, któ­rzy jako pierw­si za­czę­li wy­ko­ny­wać u nas me­lo­dyj­ny, „luk­su­so­wy” rap, w więk­szo­ści pro­wa­dzi­li wy­jąt­ko­wo edgy styl życia, jesz­cze zanim za­czę­li two­rzyć mu­zy­kę[10].

Ro­bi­li kurwy mi zdję­cia zanim byłem ra­pe­rem
Roz­da­wał pięć­dzie­siąt­ki, jakby był bar­ten­de­rem
Go­to­wał towar w kotle, nie myl z Har­rym Pot­te­rem
Fleks w sło­iku na so­dzie, jutro bę­dziesz me­ne­lem

Od­da­li­by duszę za to co roz­da­ję, ku­zyn­ku ty wiesz
Nie­któ­rzy klien­ci miesz­ka­li w tym samym bu­dyn­ku, ty wiesz
Sta­łem pod blo­kiem, pod bombą w kap­tu­rze
Kurwa dziś nie ma siana, to za­pła­ci w na­tu­rze

Wy­mie­nio­nym wyżej ar­ty­stom – czę­sto współ­pra­cu­ją­cym ze sobą na pierw­szych eta­pach ka­rie­ry – plus dzie­sięć do real talku do­da­je pewna aneg­do­ta zwią­za­na z wcze­snym te­le­dy­skiem Ma­li­ka. Otóż w kli­pie do utwo­ru „Big Poppa” go­ścin­nie wy­stą­pił ele­ganc­ki, star­szy pan o na­zwi­sku An­drzej Ba­na­siak – szer­szej pu­bli­ce znany jako Sło­wik z Prusz­ko­wa.

Gdy przyj­rzy­my się opi­sa­nym wyżej kwe­stiom, łatwo zła­pie­my sedno pro­ble­mu. Ko­mer­cyj­ny, ra­dio­wy qu­asi-trap mo­że­my fak­tycz­nie po­strze­gać jako sztu­kę do­sko­na­le wpi­su­ją­cą się ide­olo­gicz­nie w do­gma­ty neo­li­be­ra­li­zmu, wzmac­nia­ją­cą wy­ssa­ne z palca bred­nie o awan­sie spo­łecz­nym, który za­wsze jest na wy­cią­gnię­cie ręki, jeśli tylko uwie­rzy­my w sie­bie, nie zre­zy­gnu­je­my z ma­rzeń i bę­dzie­my wcze­śniej wsta­wać z łóżka. Ale no­wosz­kol­na es­te­ty­ka w swoim rdzen­nym kon­tek­ście za­wie­ra zu­peł­nie inną opo­wieść – to opo­wieść o od­mo­wie pracy na­jem­nej w upo­ka­rza­ją­cych wa­run­kach po­trans­for­ma­cyj­nej Pol­ski („W życiu tu nie bę­dzie robił nikt za ryżu miskę”); opo­wieść o awan­sie kla­so­wym na skró­ty („Ty nadal ro­bisz co wy­pa­da w korpo ka­za­ma­tach / Jakaś je­ba­na gów­nia­ra Tobą po­mia­ta”); opo­wieść o środ­ko­wym palcu po­ka­za­nym po­li­tycz­no-eko­no­micz­ne­mu es­ta­bli­sh­men­to­wi przez po­zba­wio­nych na­dziei na zmia­nę chłop­ców z klasy ro­bot­ni­czej, go­to­wych pro­wa­dzić skraj­nie ry­zy­kow­ne życie „w mie­ście”, by tylko pod­nieść ja­kość swo­je­go życia („Yebać kłam­ców / Yebać zdraj­ców / Yebać praw­nych rad­ców za­srań­ców / Yebać za­rząd świa­to­we­go banku”); wresz­cie, to opo­wieść o życiu w luk­su­sie jako efek­cie re­dy­stry­bu­cji bo­gac­twa, jeśli nie ma innej drogi, wy­rwa­ne­go prze­mo­cą. Jej bo­ha­te­ro­wie wy­cho­wa­li się w świe­cie re­ali­zmu ka­pi­ta­li­stycz­ne­go, cał­ko­wi­cie po­zba­wio­nym spra­wie­dli­wo­ści i wi­do­ków na lep­szą rze­czy­wi­stość –  w ta­kich wa­run­kach ma­rze­nia o ko­lek­tyw­nej for­mie do­bro­by­tu wy­wo­ły­wać mogą tylko uśmiech po­li­to­wa­nia.

Nowoszkolna estetyka w swoim rdzennym kontekście zawiera opowieść o odmowie pracy najemnej w upokarzających warunkach potransformacyjnej Polski

In­dy­wi­du­ali­stycz­ny model do­cho­dze­nia do ma­jąt­ku po­przez „ro­bie­nie ru­chów” zwy­kle nie jest kwe­stią pro­ste­go wy­bo­ru, wy­ni­kiem szcze­gól­ne­go ro­dza­ju ego­izmu czy chci­wo­ści, lecz czę­sto je­dy­ną do­stęp­ną opcją na­tych­mia­sto­wej po­pra­wy wła­snej po­zy­cji spo­łecz­nej:

Chcia­łem być sze­fem
I nigdy wię­cej za­pier­da­lać
Ma­chać moim wro­gom świe­żym ca­shem
I dziś sie­dzę se tu jak ten pre­zes
Z zło­tym Ro­le­xem
Mama mó­wi­ła synku uwa­żaj bo
To nie­bez­piecz­ne

Odkąd pa­mię­tam to nie było jakoś kozak
Śmi­ga­łem do stu­dzien­ki bo tam jest dar­mo­wa woda
Młody chło­pak wy­cho­wa­ny na tych mu­ra­now­skich blo­kach
Je­ba­ła mnie w biu­rze ze sło­ika­mi ro­bo­ta
Oj­ciec po­wta­rzał le­piej rób to co ko­chasz
Le­piej zrób to dla sie­bie no bo bę­dzie po za­wo­dach
Każdy teraz hu­stler każdy Ca­sa­no­va
Kurwo gdzie ty byłeś jak ro­bi­łem hajs na scho­dach
Teraz zo­bacz jak po­upa­da­ły dawne wzory
Żeby le­piej spać tu mu­sia­łeś stwa­rzać po­zo­ry
Teraz sorry kurwa rób mi przej­ście
Za dużo wi­dzia­łem w mie­ście
Wresz­cie mam to siano cho­ciaż przez ner­wi­cę w bani siecz­kę

W grun­cie rze­czy nie po­win­no to bu­dzić szcze­gól­nych kon­tro­wer­sji na le­wi­cy: roz­sąd­ni mark­si­ści tacy jak Vivek Chib­ber w prze­ko­nu­ją­cy spo­sób wy­ka­za­li już, że „gra­nie na sie­bie”, nie musi być wcale kwe­stią „fał­szy­wej świa­do­mo­ści” klasy ro­bot­ni­czej; czę­sto bywa zu­peł­nie ra­cjo­nal­nym od­ru­chem w sy­tu­acji, gdy ko­lek­tyw­ny suk­ces w za­kre­sie pod­no­sze­nia ja­ko­ści życia po­zo­sta­je poza za­się­giem lub jest mało praw­do­po­dob­ny[11].

Mo­ty­wa­cje sto­ją­ce za opi­sy­wa­nym tu sty­lem życia są do­sko­na­le wi­docz­ne w utwo­rze „6 A.M.” z wy­da­ne­go za­le­d­wie kilka ty­go­dniu temu dril­lo­we­go al­bu­mu „Fenix” au­tor­stwa Sen­ti­no:

Szó­sta rano, a te kurwy walą w drzwi
Po­ka­ra­ją cię za to, że chcia­łeś wyjść
Z nędzy, z nędzy, WWA gniaz­do węży
Tu dla jed­nych cią­głe pie­kło, a dla in­nych mia­sto świę­tych

Szó­sta rano, walą w drzwi
Wy­bu­cha gra­nat, gdy ro­dzi­na śpi
W dymie nie widać już, kto tu jest kim
Gdy szcze­ka pies, to za­czy­na się film
Wcho­dzą w dzie­się­ciu, uzbro­je­ni po zęby
Sły­szysz, że ręce do góry, drą gęby
Nie ak­cep­tu­ją, że chcę wyjść z nędzy
Ka­mu­flo­wa­nie się jest cechą węży
Szu­ka­ją broni, bo mają mo­no­pol
Mówią, że han­dlu­jesz z całą Eu­ro­pą
Biorą ko­mór­ki, nie mając do­wo­dów
Liczą go­tów­kę, a ty le­żysz obok
Skuty w opa­ski za cia­sne
Krwa­we nad­garst­ki, zła­ma­ne żebra
Po­sie­dzisz, aż spra­wa się za­cznie
Boga po­pro­sisz o ka­wa­łek nieba

 

„Ta­tu­aży­y­yk, ta­tu­aży­y­yk”. Ko­niec z na­pin­ką

W nie­mal le­gen­dar­nym już „Re­ali­zmie ka­pi­ta­li­stycz­nym” Mark Fi­sher wy­ło­żył za­gad­nie­nie zmia­ny mo­de­lu pro­duk­cji – przej­ścia od go­spo­dar­ki for­dow­skiej do post­for­dow­skiej – po­wo­łu­jąc się na dwa typy filmu gang­ster­skie­go. W „Go­rącz­ce” Mi­cha­ela Manna (1995), ar­gu­men­to­wał bry­tyj­ski kry­tyk kul­tu­ry, po­zna­je­my bo­ha­te­ra zu­peł­nie in­ne­go niż po­sta­ci znane nam z „Ojca chrzest­ne­go” czy fil­mów Mar­ti­na Scor­se­se – to bo­ha­ter no­ma­dycz­ny, nie­za­ko­rze­nio­ny, po­zba­wio­ny ja­kich­kol­wiek więzi, go­to­wy w ciągu trzy­dzie­stu se­kund po­rzu­cić wszyst­ko, co po­sia­da i co łączy go z miej­sca­mi i ludź­mi[12]. Choć Fi­sher używa tego przy­kła­du jako abs­trak­cyj­nej fi­gu­ry, która po­zwa­la mu wy­tłu­ma­czyć re­kom­po­zy­cję tech­nicz­ne­go skła­du kla­so­we­go we współ­cze­snym ka­pi­ta­li­zmie[13], to mam wra­że­nie, że po­trak­to­wać mo­że­my go o wiele bar­dziej do­słow­nie, od­wra­ca­jąc wek­tor ar­gu­men­ta­cji: w post­for­dy­zmie ra­dy­kal­nie zmie­nił się nawet spo­sób dzia­ła­nia na gra­ni­cy prawa. Po­sta­ci, o któ­rych piszę, swo­imi wi­ze­run­ka­mi, wy­po­wie­dzia­mi po­za­ar­ty­stycz­ny­mi i prak­ty­ka­mi twór­czy­mi do­star­cza­ją licz­nych do­wo­dów na to, że w ciągu ostat­nich kilku dekad uela­stycz­nił się model pod­mio­to­wo­ści w ich krę­gach – szcze­gól­nie jeśli cho­dzi o to­wa­rzy­szą­cą mu struk­tu­rę mę­sko­ści. Em­ble­ma­tycz­na wy­da­je mi się wy­po­wiedź Ja­ro­sła­wa „Masy” So­ko­łow­skie­go, naj­słyn­niej­sze­go pol­skie­go świad­ka ko­ron­ne­go, który o Ma­li­ku Mon­ta­nie na­pi­sał parę lat temu:

Co to kurwa jest za po­miot? Myślą tacy fra­je­rzy, że wy­dzia­ra­ne wzor­ki zro­bią z nich gan­gu­sów? Pizdę sobie jesz­cze na czole pało wy­ta­tu­uj, to bę­dziesz bar­dziej po­nęt­ny! W la­tach 90-tych wcho­dząc do knaj­py, gdy­bym ta­kie­go kiepa z wy­ka­łacz­ką spo­tkał na dro­dze, to miał­by z urzę­du wpier­dol i sto­su­nek z mię­śnia­ka­mi w pa­kie­cie [pi­sow­nia ory­gi­nal­na – DK]

Malik rzecz jasna nie po­zo­stał dłuż­ny, su­ge­ru­jąc de­li­kat­nie, że książ­ki Masy nie sprze­da­ją się chyba naj­le­piej. Dodał też: „Ja jak­bym tyle co Pan już po­wie­dział, i miał świad­ka w ko­ro­nie, za­miast ko­ro­ny na ze­gar­ku (rolex), to sie­dział­bym dalej cicho [pi­sow­nia ory­gi­nal­na – DK]”. By­łe­mu gang­ste­ro­wi star­sze­go po­ko­le­nia nie mie­ści się w gło­wie, że młody, przy­stoj­ny i do­brze ubra­ny męż­czy­zna arab­skie­go po­cho­dze­nia, wa­żą­cy nie wię­cej niż 80 ki­lo­gra­mów, może z suk­ce­sa­mi funk­cjo­no­wać w jego świe­cie. Idźmy dalej – wpis Ma­li­ka Mon­ta­ny na por­ta­lu Fa­ce­bo­ok z dnia 2 czerw­ca 2017:

Więk­szo­śći typow sie krę­pu­je i nie chęt­nie mowi o tym ze sa krót­ko dy­stan­so­wi,ja mowie wprost:Słon­ko masz 2 mi­nu­ty jak nie zdą­żysz twoja stra­ta.Ja przy­sze­dłem sobie zro­bic do­brze a od po­ka­zy­wa­nia i udo­wad­nia­nia jest tre­ner na si­łow­ni albo in­struk­tor fit­ness.#Spe­edy­Gon­za­les #ari­ba­ari­ba­An­da­le [pi­sow­nia ory­gi­nal­na – DK]

Cie­ka­wie w tym kon­tek­ście wy­glą­da rów­nież hi­sto­ria krót­kie­go filmu – na­gra­ne­go te­le­fo­nem i opu­bli­ko­wa­ne­go w ser­wi­sie YouTu­be – który zda­niem nie­któ­rych cał­ko­wi­cie skom­pro­mi­to­wać miał Se­ba­stia­na Sen­ti­no Alva­re­za. Mowa o na­gra­niu, na któ­rym widać, jak kilku na­past­ni­ków z no­ża­mi ata­ku­je ra­pe­ra, a ten, w akcie de­spe­ra­cji, prze­stra­szo­ny krzy­czy: „Zo­staw­cie mnie! Halo! Po­li­cja!”. Oskar­ża­ny w związ­ku z tym o bycie „kon­fi­den­tem” Sen­ti­no wie­lo­krot­nie opo­wia­dał o oko­licz­no­ściach tej sy­tu­acji – miała ona miej­sce, kiedy przez dłuż­szy okres po­zo­sta­wał w ciągu al­ko­ho­lo­wym i nar­ko­ty­ko­wym, prze­gry­wa­jąc coraz więk­sze sumy po­ży­czo­nych pie­nię­dzy w ka­sy­nach (tego mrocz­ne­go etapu jego życia do­ty­czy utwór „Czar­na chmu­ra”, do któ­re­go jesz­cze po­wró­cę). Alva­rez, wy­cho­wa­ny w Ber­li­nie, a obec­nie ży­ją­cy do­stat­nio w hisz­pań­skiej Mar­bel­li i nie­chęt­nie mó­wią­cy o szcze­gó­łach swo­je­go ak­tu­al­ne­go źró­dła utrzy­ma­nia, nie ma ab­so­lut­nie żad­ne­go pro­ble­mu z przy­zna­niem się do po­tknię­cia; pod­kre­śla przy tym, że nigdy w życiu nie ze­zna­wał na ko­mi­sa­ria­cie, a jego obec­ni to­wa­rzy­sze wie­lo­krot­nie mogli prze­ko­nać się o jego lo­jal­no­ści. Ale to nie wszyst­ko: jakiś czas temu Sen­ti­no, ro­man­su­jąc z mum­ble rapem, na­grał utwór za­ty­tu­ło­wa­ny „Halo Po­li­cja”, w któ­rym jed­no­cze­śnie po­zo­sta­je au­to­iro­nicz­ny i z ty­po­wą dla sie­bie „prze­wóz­ką” gra na nosie opo­nen­tom:

Halo po­li­cja, chuj wam wszyst­kim w dupę
Z ty­ta­nu mój Ri­chard, ty wpier­da­lasz zupkę
Białe złoto nowy Day-Da­te, już nie Vin­ta­ge
Money, power, re­spect i bry­lan­ty prin­cess

(…)

An­try­kot, Halal
Pol­ski Rap Anty kot
Emo Emo, cała bran­ża szrot
Narco Traf­fic, Lan­za­ro­te
Irish Pub, czwar­ty Gu­iness
Mięk­ki towar, twar­dy Bu­si­ness
Sły­szysz ten huk
To jest mój Glock
Za 5k tutaj gi­niesz
Po­ko­za­czysz w am­bu­lan­sie
Tłu­ma­cza ci znaj­da opo­wiesz jak było
A może wy­krwa­wisz się w trak­cie
Go­la­sów jak cie­bie trak­tu­je jak bydło
Krop­nąć, scho­wać
Po­je­chać w góry za­ko­pać
Wró­cić i po­im­pre­zo­wać
Ani brat ani rodak

Zna­mien­ne były rów­nież re­ak­cje pol­skiej sceny na opu­bli­ko­wa­nie przez Sen­ti­no – wtedy dzia­ła­ją­ce­go w sze­re­gach Step Re­cords – te­le­dy­sku do utwo­ru „Ta­tu­ażyk”, jak dotąd chyba naj­bar­dziej po­po­we­go nu­me­ru tego ar­ty­sty. Kamil No­żyń­ski, czyli Saful z ulicz­ne­go skła­du Dixon 37, na­pi­sał wtedy:

Wszyst­kie znaki na ziemi i w in­ter­ne­cie po­twier­dza­ją, do­brze się stało, że zmie­ni­li­śmy wy­twór­nie. Nigdy co praw­da mi nie prze­szka­dza­ło że w Ste­pach jest taki mix ra­pe­rów, ale teraz bym kurwa nie wy­ro­bił. Za­sta­na­wia mnie tylko czy wy kurwa ‪#‎wy­daw­ca, ‪#‎ra­pe­rzy­na, na­praw­dę my­śli­cie że lu­dzie kupią takie gówno. Chyba po suk­ce­sach Gangu Al­ba­nii fan­ta­zja już grubo nad glebą. Tego beł­ko­tu cie­pla­ka nie da sie sprze­dać nawet z przy­mru­że­niem oka [pi­sow­nia ory­gi­nal­na – DK]

Przy­glą­da­jąc się dzie­siąt­kom spo­rów tego ro­dza­ju, za­wsze mia­łem po­czu­cie, że ma­te­ria­li­stycz­na per­spek­ty­wa mo­gła­by zu­peł­nie zmie­nić ich kon­tekst. Pu­bli­ka­cja utwo­ru z po­ten­cja­łem na letni, ra­dio­wy hit zwy­kle trak­to­wa­na jest w „sztyw­nym” śro­do­wi­sku jako sprze­da­nie wła­snych zasad i ide­ałów. Nigdy jed­nak nie mówi się o tym, że u twór­ców ży­ją­cych „na kra­wę­dzi” za­wsze po­wra­cać bę­dzie pra­gnie­nie ob­ni­że­nia po­zio­mu kor­ty­zo­lu we krwi i ze­rwa­nia z obec­nym try­bem życia, a taką moż­li­wość daje im w grun­cie rze­czy tylko wej­ście na wyż­szy – pod wzglę­dem ko­mer­cyj­nym – po­ziom ka­rie­ry ar­ty­stycz­nej[14].

Za­miast szu­kać jed­no­znacz­nej od­po­wie­dzi na py­ta­nie, czemu służy odej­ście od wi­ze­run­ku twar­de­go gan­gu­sa w śro­do­wi­sku pol­skie­go new scho­olu, na ko­niec tych roz­wa­żań po­słu­chaj­my jed­ne­go z utwo­rów Kaza Ba­ła­ga­ne:

Nic nie jest takie na jakie wy­glą­da
Mię­śnie i dzia­ry, a pła­cze po są­dach
Mały chło­pa­czek słowa nie pi­snął
Cho­ciaż znisz­czy­ła go plot­ka
Ty serio za­zdro­ścisz ko­le­dze, że dzie­ci i żonka
On serio to gu­stu­je w chłop­cach
Nic nie jest takie na jakie wy­glą­da
Nic nie jest takie na jakie wy­glą­da

„Lubię szy­fro­wać ka­wał­ki, żeby nie każdy ro­zu­miał”. Her­me­tyzm vs sześć­dzie­siąt­ki

Trzy lata temu na ła­mach „Dwu­ty­go­dni­ka” Piotr Ko­wal­czyk, od­no­sząc się mię­dzy in­ny­mi do Kaza Ba­ła­ga­ne, Bel­mon­da, Tuzzy czy LSO, w na­stę­pu­ją­cy spo­sób opi­sał nową falę pol­skie­go rapu:

Chamy i psy­cho­pa­ci (ewen­tu­al­nie osoby z pro­ble­ma­mi praw­ny­mi i po­stę­pu­ją­cym uza­leż­nie­niem) to chyba głów­ny wzo­rzec oso­bo­wy na tej czę­ści sceny ra­po­wej. New­scho­ol z pew­no­ścią nie jest o war­to­ściach, ani o prze­mia­nie oso­bi­stej czy nie­zmien­nych ży­cio­wych za­sa­dach (gdy tym­cza­sem Eldo, Włodi, Łona, Hemp Gru, nawet Tede – wszy­scy oni wła­ści­wie mó­wi­li o war­to­ściach). To ra­czej post­mo­der­ni­stycz­na, amo­ral­na, an­ty­este­tycz­na bie­gun­ka.

Choć ar­ty­kuł ten za­wie­ra kilka cie­ka­wych spo­strze­żeń, to za­cy­to­wa­ny wyżej frag­ment wy­da­je mi się zu­peł­nie nie­tra­fio­ny. Nie tylko dla­te­go, że u więk­szo­ści wska­za­nych twór­ców do­strze­gam bar­dzo spój­ny i kon­kret­ny – choć oczy­wi­ście uela­stycz­nio­ny w po­rów­na­niu ze starą szko­łą – sys­tem war­to­ści, ale też dla­te­go, że w moim prze­ko­na­niu da­le­ko ich tek­stom do „post­mo­der­ni­stycz­nej bie­gun­ki”. To, co w utwo­rach Kaza Ba­ła­ga­ne wy­da­wać się może przy­pad­ko­wy­mi sło­wa­mi wy­plu­wa­ny­mi w rytm be­atów in­spi­ro­wa­nych sceną fran­cu­ską i po­łu­dnio­wo­ame­ry­kań­ską – kie­dyś pro­du­ko­wa­nych przede wszyst­kim przez Smo­la­ste­go, dziś przez APmg – w grun­cie rze­czy skła­da się na kon­se­kwent­ną próbę stwo­rze­nia no­we­go ję­zy­ka, po­trzeb­ne­go do skon­stru­owa­nia współ­cze­sne­go sto­ry­tel­lin­gu o sta­rych pro­ble­mach. Nie mam za­mia­ru przy­go­to­wy­wać tu idio­tycz­ne­go słow­nicz­ka slan­gu, z dwóch po­wo­dów: po pierw­sze sza­nu­je mo­der­ni­stycz­ny roz­mach Kaza Ba­ła­ga­ne, który eks­pe­ry­men­tu­je ze sty­lem o wiele spraw­niej niż wielu współ­cze­snych pol­skich po­etów; po dru­gie – i to kwe­stia istot­niej­sza – za­kła­dam, że her­me­tycz­ny język[15] twór­cy ma po pro­stu wy­miar prag­ma­tycz­ny. Wyrok dla Bo­nu­sa RPK po­ka­zał wy­raź­nie, że w pol­skim są­dow­nic­twie tek­sty pio­se­nek ra­pe­ra mogą być – obok ze­znań ma­łe­go świad­ka ko­ron­ne­go, czyli czę­sto po pro­stu po­mó­wień –  klu­czo­wym do­wo­dem w spra­wie prze­ciw­ko niemu. W tym kon­tek­ście Ksią­że Nie­po­rzą­dek jawi mi się jako naj­więk­szy w Pol­sce eks­pert od mowy ezo­po­wej, ob­da­rzo­ny przy tym zna­ko­mi­tym po­czu­ciem hu­mo­ru. Na pal­cach jed­nej ręki po­li­czyć można li­nij­ki z ca­łe­go jego do­rob­ku, w któ­rych na­zy­wa rze­czy po imie­niu, ko­men­tu­jąc swój styl życia i wa­run­ki pracy z cza­sów sprzed suk­ce­su ko­mer­cyj­ne­go. Za­miast tego znaj­dzie­my u niego mnó­stwo fan­ta­stycz­nych zwro­tek o rzu­ca­niu chle­bem i mio­dem, o sza­fie śmier­dzą­cej chrza­nem, o tru­dach życia kogoś, kto jest che­mi­kiem i pro­fe­so­rem – „jak kie­dyś Jerzy Buzek”. Raper prze­szedł sa­me­go sie­bie, pu­bli­ku­jąc klip do utwo­ru „Na­ro­do­wy Fun­dusz Zdro­wia”, w któ­rym wy­stą­pił w bia­łym kitlu, prze­cha­dza­jąc się mię­dzy pół­ka­mi ap­te­ki:

Białe skoki biały far­tuch, w szybę puka jakiś oszo­łom
Cały kraj w rę­kach opraw­ców jak w Rib­ben­trop Mo­ło­tow
Mam al­che­mię w jed­nym palcu, leczę ludzi, a nie nar­kus
Będę tu le­gen­dą nim Chry­stus na karku, cią­gle ape­tyt jak fi­skus w na­tar­ciu

Choć Kaz Ba­ła­ga­ne stwo­rzył bar­dzo wy­ra­zi­sty wi­ze­ru­nek ar­ty­stycz­ny, który – jak wie­rzę – nie za­wie­ra w sobie ani grama far­ma­zo­nu, to jed­no­cze­śnie chro­ni swoją pry­wat­ność i pre­cy­zyj­nie waży słowa:

M.O.B mordo tak jak Byrd Gang
Co w życiu od­je­ba­łem, nie wie nikt na so­cial me­diach
Ile lat mam ci nie powie Wi­ki­pe­dia
Zegar spraw­ny jak zło­tów­ka waży pięć gram

W tym kon­tek­ście za­trwa­ża­ją­cy wręcz wy­da­je mi się fakt, że po­li­ty­ce nar­ko­ty­ko­wej pol­ska le­wi­ca przy­glą­da się wy­łącz­nie z per­spek­ty­wy kon­su­men­ta. Na przy­kład „Kry­ty­ka Po­li­tycz­na” z Ja­siem Ka­pe­lą na czele go­to­wa jest w każ­dej chwi­li rzu­cić się w bój o „bez­piecz­ne ćpan­ko”, ze śro­do­wi­ska tego rzad­ko jed­nak wy­cho­dzi ja­ka­kol­wiek re­flek­sja na temat tru­dów zwią­za­nych z pro­duk­cją i dys­try­bu­cją ulu­bio­nych sub­stan­cji lub z wy­zy­skiem prak­ty­ko­wa­nym w tej ga­łę­zi pro­duk­cji to­wa­ro­wej. Dla wielu mło­dych ludzi ży­ją­cych na po­stro­bot­ni­czych osie­dlach pcha­nie chle­ba i miodu oka­zu­je się czę­sto je­dy­ną moż­li­wą ścież­ką awan­su spo­łecz­ne­go. Na­tu­ral­nie, to pań­stwo z kar­to­nu i jego bez­li­to­sne ataki na klasę ro­bot­ni­czą prze­pro­wa­dza­ne w so­ju­szu z glo­bal­nym ka­pi­ta­łem od lat nisz­czą ży­cio­ry­sy, zmu­sza­jąc do ry­zy­kow­nych prak­tyk, ale za­sta­nów­my się choć­by przez chwi­lę nad jedną kwe­stią, która dla mnie wciąż po­zo­sta­je za­gad­ko­wa i etycz­nie nie­jed­no­znacz­na: co sta­nie się z tymi ludź­mi, gdy już uśmiech­nię­ty za­rząd Par­tii Razem do­pro­wa­dzi do peł­nej le­ga­li­za­cji re­kre­acyj­ne­go kon­su­mo­wa­nia chleb­ka w Pol­sce, od­da­jąc całą bran­żę w ręce mię­dzy­na­ro­do­wych mo­no­po­li­stów?

 

„Chciał­bym iść wyżej, lecz coś mnie cią­gnie do dna”. Mania i de­pre­sja

Kon­flikt psy­cho­lo­gicz­ny sza­le­ją­cy we­wnątrz jed­no­stek — one same znaj­du­ją się ze sobą w sta­nie wojny — nie może obejść się bez ofiar. Jedną z ukry­tych, a prz­yn­ajmniej zna­tu­ra­li­zo­wa­nych kon­se­kwen­cji roz­wo­ju post­for­dy­zmu jest to, że „nie­wi­dzial­na plaga” za­bu­rzeń psy­chia­trycz­nych, która roz­prze­strze­nia­ła się po cichu i ukrad­kiem od około 1750 roku (tj. od sa­me­go po­cząt­ku ka­pi­ta­li­zmu prze­my­sło­we­go), osią­gnę­ła nowy po­ziom in­ten­syw­no­ści w ciągu ostat­nich dwóch dekad[16].

Tak przed laty Mark Fi­sher – in­spi­ro­wa­ny te­za­mi Chri­stia­na Ma­raz­zie­go i Fran­co „Bifo” Be­rar­die­go – pisał o kon­se­kwen­cjach roz­wo­ju post­for­dy­zmu, pod­kre­śla­jąc, że za­bu­rze­nia afek­tyw­ne dwu­bie­gu­no­we w grun­cie rze­czy wy­zna­cza­ją dziś do­myśl­ną kon­dy­cję ludz­kiej pod­mio­to­wo­ści. Za­tar­cie gra­ni­cy mię­dzy ży­ciem i pracą, oku­pio­ne głę­bo­ki­mi sta­na­mi de­pre­syj­ny­mi prze­bodź­co­wa­nie, na­prze­mien­ne sto­so­wa­nie sty­mu­lan­tów i de­pre­san­tów – dziś to nie od­stęp­stwa od normy, ale zu­peł­nie zna­tu­ra­li­zo­wa­ny spo­sób funk­cjo­no­wa­nia.

Aby sty­mu­lo­wać ry­wa­li­za­cję, po­trzeb­ny był po­tęż­ny za­strzyk agre­sji, ro­dzaj per­ma­nent­nych elek­trow­strzą­sów, które spo­wo­do­wa­ły­by nie­usta­ją­cą mo­bi­li­za­cję psy­chicz­nych mocy. Lata dzie­więć­dzie­sią­te były de­ka­dą psy­cho­far­ma­ko­lo­gii: de­ka­dą eko­no­mii Pro­za­ku.

Fre­ne­tycz­ne rytmy zdo­mi­no­wa­ły w la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych rynki fi­nan­so­we, kon­sump­cję i style życia, skut­ku­jąc sys­te­ma­tycz­nym za­ży­wa­niem środ­ków wy­wo­łu­ją­cych eu­fo­rię, włą­cza­jąc w to sub­stan­cje [uła­twia­ją­ce] neu­ro­pro­gra­mo­wa­nie (…).

Lęk na­pa­do­wy jest an­ty­cy­pa­cją za­ła­ma­nia de­pre­syj­ne­go, psy­chicz­ne­go zdez­o­rien­to­wa­nia i póź­niej­szej dez­ak­ty­wi­za­cji[17].

No­wosz­kol­ny rap, na co wska­zy­wa­no już wie­lo­krot­nie, jest tym ga­tun­kiem mu­zycz­nym, który w naj­bar­dziej pre­cy­zyj­ny i jed­no­znacz­ny spo­sób od­da­je stan ludz­kiej duszy w póź­nym ka­pi­ta­li­zmie[18]. Styl życia znany z tra­po­wych utwo­rów cha­rak­te­ry­zu­je się nie­moż­li­wo­ścią od­na­le­zie­nia rów­no­wa­gi, ko­niecz­no­ścią nie­ustan­ne­go ba­lan­so­wa­nia mię­dzy by­ciem na dnie (nędza, wię­zie­nie, uza­leż­nie­nie, ner­wi­ca), a zdo­by­wa­niem szczy­tów (luk­sus, ad­re­na­li­na, speł­nie­nie fan­ta­zji sek­su­al­nych).

Chciał­bym iść wyżej, lecz coś mnie cią­gnie do dna
Nie mogę wyjść z niej, bo tylko ona mnie zna
Czar­na chmu­ra nad tą głową moją, głowa moją

(…)

Nie mogę się za­szyć, znów za­czy­nam pić
Wszyst­ko co na barze jest
I na za­ple­czu też piję, na czynsz nie star­czy
Ta ostat­nia ko­lej­ka to chyba jesz­cze nie dla mnie
Nie to nie dla mnie
Szam­pa­na to piłem kie­dyś, dzi­siaj wy­le­wam go w wan­nie
Na za­kręt, po­pro­si­my pana na za­kręt
Po­dwój­nie za­pła­cę – za sie­bie i flasz­kę
Daj pan Xa­na­xy, bo sam w tym szpi­ta­lu nie zasnę
Nie wiem gdzie skoń­czę do­pó­ki nie za­cznę
Wszyst­ko jest do­brze do­pó­ki nie za­cznę
Mówię, że będę spo­koj­ny i znów biorę laskę
Za krót­ką mam pa­mięć na dłuż­sze re­la­cje
Za długo w tym sie­dzę, by czuć sa­tys­fak­cję
Za cien­ko w port­fe­lu na grube wa­ka­cje, do na­stęp­nej akcji
Tonę po dro­dze na szczyt, tonę po dro­dze na szczyt
Nowa mi mówi: „Ty stary skur­wie­lu nie może tak być,
Ogar­nij się, scho­dzisz na psy”
Au­de­mars Pi­gu­et jak nic
Jakie Ro­le­xy? Ja płynę po wódce
Ty le­czysz kom­plek­sy przez koks, yeah
Ona wie, że je­stem lep­szy niż on
Blue safir, trzy kost­ki lodu i gin
Jest czwar­ta, ma­ki­jaż roz­my­wa się jej
Cią­gnie mnie znowu za rękę do dna

Fi­gu­ra taka nie tylko hi­per­bo­licz­nie od­zwier­cie­dla życie psy­chicz­ne symp­to­ma­tycz­ne dla do­mi­nu­ją­ce­go dziś re­żi­mu pro­duk­cji, ale też „ucie­le­śnia” bar­dziej abs­trak­cyj­ne zja­wi­sko, moż­li­we do wy­ka­za­nia me­to­dą sta­ty­stycz­ną – zanik klasy śred­niej i ro­sną­ce roz­war­stwie­nie spo­łecz­ne. Wyj­ście z biedy jed­no­znacz­ne jest tu z awan­sem kla­so­wym nie­moż­li­wym do po­my­śle­nia jesz­cze w rze­czy­wi­sto­ści for­dow­skiej. Spra­ne „dresy bez ścią­ga­czy” i roz­je­ba­ne sne­aker­sy wy­mie­nia­ne są od razu na „ciusz­ki szyte w Ita­lii”, na Gi­ven­chy i Gucci, Ba­len­cia­ga i Louis Vu­it­ton. Co istot­ne, awans spo­łecz­ny w nowym rapie po­zba­wio­ny jest zwy­kle pier­wiast­ka kul­tu­ro­we­go: za wzbo­ga­ce­niem się nie stoi ra­dy­kal­na zmia­na pod­mio­to­wo­ści, nowy sta­tus ma­jąt­ko­wy nie wpły­wa szcze­gól­nie na zmia­nę śro­do­wi­ska, a już na pewno nie wiąże się z więk­szą ogła­dą i sto­no­wa­niem wi­ze­run­ku[19]:

Wcho­dzę w szla­fro­ku i klap­kach Jor­da­na
No i może w oku­la­rach, w kie­sze­niach stosy siana
Po­znasz dzi­siaj chama, po­znasz dzi­siaj chama

Czę­sto jest to powód do dumy („Nigdy so­dó­wa nie ude­rzy mi do głowy / Chło­pie to nie pierw­sza jest ła­pan­ka”), ale i do per­ma­nent­ne­go po­czu­cia nie­do­sto­so­wa­nia. Zu­peł­nie nor­mal­ne oka­zu­je się tu nie­re­du­ko­wal­ne wra­że­nie bycia „nie na miej­scu”, głę­bo­kiej alie­na­cji. W utwo­rach Smo­la­ste­go na przy­kład od­naj­dzie­my tę­sk­no­tę za ob­da­rzo­ny­mi sil­nym cha­rak­te­rem dziew­czy­na­mi z ro­bot­ni­czych dziel­nic i znu­dze­nie ce­le­bryt­ka­mi, które prze­kształ­ca­ją swoje ciała w prze­strze­nie re­kla­mo­we; to jakby życie w ter­mi­na­lu lot­ni­ska, w cią­głym za­wie­sze­niu:

Wkur­wia mnie ta bran­ża, miało być le­piej
A kru­szy­my skar­by, tylko w droż­szych sa­mar­kach
Dalej je­stem po­ry­ty, tylko w droż­szych ubran­kach

(…)

Sa­lo­no­we dziew­czy­ny są cie­kaw­sze tylko z wierz­chu
Gdzie są moje zio­mal­ki, z któ­ry­mi piłem Frеsco?
Chcę żyć na po­zio­mie i być bli­sko ulicy
Pa­mię­tam skąd je­stem, mimo po­po­wej płyty

Świa­do­mość ra­pe­ra, jak po­wie­dział­by za­pew­ne Fi­sher, zo­sta­ła urze­czo­wio­na w sen­sie Lukácsiań­skim – nie­mal tak, jak świa­do­mość Pipa z „Wiel­kich na­dziei” Char­le­sa Dic­ken­sa[20]. De­pre­sja, którą Smo­la­sty leczy od kilku lat, jest zu­peł­nie nor­mal­ną re­ak­cją jego or­ga­ni­zmu na kul­tu­ro­we roz­sz­cze­pie­nie, z jakim przy­szło mu żyć. Nie bez po­wo­du utoż­sa­mia się z Ty­so­nem Furym – zna­ko­mi­tym bok­se­rem o ro­bot­ni­czym po­cho­dze­niu, któ­re­go awans spo­łecz­ny i „urze­czo­wio­na świa­do­mość” do­pro­wa­dzi­ły do nad­uży­wa­nia al­ko­ho­lu oraz nar­ko­ty­ków i póź­niej­sze­go za­ła­ma­nia ner­wo­we­go. W nar­ra­cji „od pu­cy­bu­ta do mi­lio­ne­ra” nie ma ani słowa o kry­zy­sie toż­sa­mo­ści, o cho­ro­bach psy­chicz­nych, „siecz­ce w bani” i po­czu­ciu utra­ty wła­sne­go miej­sca w świe­cie. Za każ­dym wor­king class hero kryją się cięż­kie na­ło­gi i zła­ma­ne ży­cio­ry­sy.

Za każdym working class hero kryją się ciężkie nałogi i złamane życiorysy

 

***

Po­wyż­sze in­tu­icje są tylko po­wierz­chow­ną ana­li­zą drob­ne­go wy­cin­ka ma­te­ria­łu, ja­kie­go do­star­czył nam pol­ski new scho­ol w ostat­nich kilku la­tach. Moim celem nie było wni­kli­we roz­czy­ta­nie na­pię­cia na linii trap – le­wi­co­wa sub­kul­tu­ra ani bra­nie w obro­nę ar­ty­stów oskar­ża­nych o po­li­tycz­ną nie­po­praw­ność. Za­le­ża­ło mi je­dy­nie na tym, by w więk­szym stop­niu, niż robi się to zwy­kle, zwró­cić uwagę na uwa­run­ko­wa­nia – za­rów­no ma­te­rial­ne, jak i kul­tu­ro­we – sto­ją­ce za ka­rie­ra­mi po­szcze­gól­nych twór­ców. W ciągu ostat­nich kilku dekad ob­co­wa­nie ze sztu­ką stało się w nie­któ­rych krę­gach czymś śmier­tel­nie po­waż­nym, co zna­czą­co utrud­nia wła­ści­we zro­zu­mie­nie oko­licz­no­ści, w ja­kich sztu­ka ta po­wsta­je. Nie na­wo­łu­ję wcale do za­cho­wa­nia „więk­sze­go dy­stan­su”, ani nie afir­mu­ję po­no­wo­cze­sne­go ducha iro­nii – chciał­bym tylko, byśmy wresz­cie po­ję­li, że fa­scy­na­cja zja­wi­ska­mi kul­tu­ro­wy­mi nie musi za­wsze ozna­czać po­szu­ki­wa­nia w nich „eman­cy­pa­cyj­ne­go po­ten­cja­łu” ani peł­ne­go utoż­sa­mia­nia się z twór­ca­mi. Mamy wiele do stra­ce­nia: jeśli nie na­uczy­my się czer­pać przy­jem­no­ści z mu­zy­ki bez po­czu­cia winy i cią­głe­go mó­wie­nia „spraw­dzam”, nigdy już nie bę­dzie­my w sta­nie z fe­no­me­nów kul­tu­ro­wych wy­cią­gać wnio­sków na temat obec­ne­go kształ­tu an­ta­go­ni­zmu kla­so­we­go.

 

[1] Ko­men­tu­ję spo­sób funk­cjo­no­wa­nia mark­si­zmu w tak zwa­nym świe­cie za­chod­nim – silne związ­ki za­wo­do­we, par­tie ko­mu­ni­stycz­ne i an­ty­ka­pi­ta­li­stycz­ne tra­dy­cje wciąż mają się świet­nie w tzw. Trze­cim Świe­cie.

[2] Fran­co „Bifo” Be­rar­di, „Pre­ca­rio­us Rhap­so­dy. Se­mio­ca­pi­ta­lism and the Pa­tho­lo­gies of the Post-Al­pha Ge­ne­ra­tion”, Minor Com­po­si­tions, Lon­don 2009.

[3] Nie chcę, by mnie źle zro­zu­mia­no: ani w pełni nie po­tę­piam owej ten­den­cji, ani nie afir­mu­ję w pełni or­to­dok­syj­ne­go mark­si­zmu za­apli­ko­wa­ne­go do badań nad li­te­ra­tu­rą, mu­zy­ką czy kinem. Sam w swoim pro­jek­cie kry­tycz­nym sku­piam się na za­gad­nie­niu pro­duk­cji pod­mio­to­wo­ści, a więc po czę­ści wpi­su­ję się oma­wia­ny fe­no­men. Za­wsze jed­nak sta­ram się pod­kre­ślać, że pro­duk­cja pod­mio­to­wo­ści ro­zu­mia­na – w uprosz­cze­niu – jako do­me­na ide­olo­gii nie jest wcale klu­czo­wym ele­men­tem zmia­ny rze­czy­wi­sto­ści ma­te­rial­nej.

[4] Za­po­ży­czam tę fi­gu­rę od Matta Chri­st­ma­na, pu­bli­cy­sty i współ­twór­cy pod­ca­stu Chapo Trap House, zwią­za­ne­go ze znie­na­wi­dzo­ną przez ame­ry­kań­skich li­be­ra­łów dirt­bag left. Zob. https://​www.​youtube.​com/​watch?​v=PJB​V9eT​FsIs&​t=121s&​ab_​cha​nnel=Cha​poTr​apHo​use

[5] Jer­nej Kaluža, „Re­ali­ty of Trap: Trap Music and its Eman­ci­pa­to­ry Po­ten­tial”, „IAFOR Jo­ur­nal of Media, Com­mu­ni­ca­tion & Film” 2018, vol. 5, issue 1. Ar­ty­kuł przy­wo­łu­ję jako źró­dło pod­sta­wo­wych in­for­ma­cji na temat in­te­re­su­ją­ce­go mnie ga­tun­ku, nie zga­dzam się jed­nak z więk­szo­ścią po­sta­wio­nych tu tez o eman­cy­pa­cyj­nym po­ten­cja­le trapu.

[6] Mu­zy­ka Maty jest o wiele bar­dziej po­jem­na ga­tun­ko­wo, a on sam nie był pierw­szym po­pu­lar­nym twór­cą trapu w Pol­sce (wy­prze­dził go choć­by Be­do­es) – jed­nak jego po­zy­cja kla­so­wa daje o sobie znać w spo­sób tak wy­ra­zi­sty, że to wła­śnie jego po­sta­no­wi­łem wska­zać jako jed­ne­go z naj­bar­dziej „wy­haj­po­wa­nych” twór­ców no­wosz­kol­nych.

[7] Stąd też chyba wziął się słyn­ny gest znany jako „flick of da wrist” – po­wra­ca­ją­cy w te­le­dy­skach ruch nad­garst­ka imi­tu­ją­cy mie­sza­nie.

[8] Taki model re­dy­stry­bu­cji wcale nie jest czymś, z czym mu­si­my sym­pa­ty­zo­wać – nie musi to być re­dy­stry­bu­cja „z góry na dół”. Czę­stym wąt­kiem po­wra­ca­ją­cym w pol­skich tek­stach tra­po­wych są np. ka­ru­ze­le VAT-owskie – z punk­tu wi­dze­nia twór­ców prze­krę­ty tego ro­dza­ju jed­no­znacz­ne są z „okra­da­niem rządu”, dzia­ła­niem na nie­ko­rzyść opre­syj­ne­go sys­te­mu. W prak­ty­ce bli­żej jest takim dzia­ła­niom do okra­da­nia spo­łe­czeń­stwa, szcze­gól­nie jego dol­nej czę­ści, która w więk­szym stop­niu zdana jest na pu­blicz­ną in­fra­struk­tu­rę pol­skie­go pań­stwa.

[9] Nie zmie­nia to faktu, że i takie przy­pad­ki miały miej­sce. Gło­śny w ostat­nich mie­sią­cach spór mię­dzy Se­ba­stia­nem Sen­ti­no Alva­re­zem a jego byłą wy­twór­nią Step Re­cords po­ka­zał wy­raź­nie, że wy­ko­ny­wa­nie me­lo­dyj­nej mu­zy­ki może być w pol­skich wa­run­kach wy­star­cza­ją­cym ar­gu­men­tem, by pod­wa­żyć „ulicz­ną” wia­ry­god­ność ar­ty­sty. Beef ten był na tyle ostry i kon­tro­wer­syj­ny, że po­sta­no­wi­łem nie ko­men­to­wać go w ni­niej­szym szki­cu sze­rzej – jego ana­li­za mo­gła­by zdo­mi­no­wać cały tekst.

[10] Nie­ste­ty trud­no za­cho­wać tu pełną pre­cy­zję: Bel­mon­do na przy­kład, jako syn Wi­gan­ny Pa­pi­ny, może być uzna­ny za twór­cę po­cho­dzą­ce­go z do­bre­go domu – w tym przy­pad­ku jed­nak zna­czą­ce są dla mnie po­wią­za­nia śro­do­wi­sko­we ra­pe­ra, który przy­jaź­nił się i two­rzył zwy­kle z ar­ty­sta­mi ulicz­ny­mi.

[11] Chib­ber rzecz jasna ko­men­to­wał sy­tu­ację ro­bot­ni­ka w miej­scu pracy, ale jego teza wy­da­je mi się ade­kwat­na w rów­nym stop­niu, gdy od­nie­sie­my ją do ope­ra­istycz­nie poj­mo­wa­nej „fa­bry­ki spo­łecz­nej”. Zob. https://​catalyst-​journal.​com/​2017/​11/​cultural-​turn-​vivek-​chibber

[12] Mark Fi­sher, „Re­alizm ka­pi­ta­li­stycz­ny. Czy nie ma al­ter­na­ty­wy?”, przeł. A. Ka­ra­lus, Książ­ka i Prasa, War­sza­wa 2020. S. 49–50.

[13] De­fi­ni­cja tech­nicz­ne­go skła­du kla­so­we­go – zob. np. „Słow­nik pojęć” [w:] Mi­cha­el Hardt i An­to­nio Negri, „Rzecz-po­spo­li­ta. Poza wła­sność pry­wat­ną i dobro pu­blicz­ne”, przeł. Prak­ty­ka Teo­re­tycz­na, Ha!art, Kra­ków 2021, s. 518–519.

[14] Inna spra­wa, że me­lo­dyj­ne utwo­ry Sen­ti­no, choć bez pro­ble­mu tra­fić mogą do ma­so­we­go od­bior­cy, nigdy nie wy­da­wa­ły mi się aż tak „złe” w sen­sie ar­ty­stycz­nym. Chi­lij­sko-pol­ski raper nie prze­sta­je eks­pe­ry­men­to­wać i od­kry­wać nowe ścież­ki roz­wo­ju – opu­bli­ko­wa­ny za­le­d­wie kilka dni temu utwór „Ko­ka­ina”, cu­kier­ko­wy chyba w rów­nym stop­niu co „Ta­tu­ażyk” sprzed 5 lat, opie­ra się na przy­go­to­wa­nym przez Crac­kHo­use be­acie w ryt­mie do­mi­ni­kań­skiej ba­cha­ty. Nie sądzę, by ja­ki­kol­wiek inny ar­ty­sta ra­pu­ją­cy po pol­sku od­wa­żył się na taki krok. Zob. https://​www.​youtube.​com/​watch?​v=Q8Y​i5Du​8inc&​ab_​cha​nnel=SEN​TINO; zob. rów­nież wy­po­wie­dzi ko­lek­ty­wu Crac­kHo­use: https://​www.​youtube.​com/​watch?​v=oCj​tdRn​cjz8&​t=93s&​ab_​cha​nnel=rap​news

[15] Słowa „her­me­tyzm” uży­wam w ro­zu­mie­niu po­tocz­nym; w oma­wia­nym przy­pad­ku okre­śla ono bo­wiem zu­peł­nie inne zja­wi­sko niż tam, gdzie sto­su­je się je w od­nie­sie­niu do po­ezji wy­ra­sta­ją­cej z tra­dy­cji awan­gar­do­wej czy pre­awan­gar­do­wej. Kaz Ba­ła­ga­ne rze­czy­wi­ście „szy­fru­je ka­wał­ki”, pod­czas gdy poeci post­mal­lar­meń­scy zwy­kle nie ukry­wa­ją żad­ne­go dru­gie­go dna w utwo­rach, w któ­rych kwe­stio­nu­ją kla­sycz­ne kon­cep­cje li­te­rac­kie takie jak spój­ny pod­miot li­rycz­ny czy świat przed­sta­wio­ny. Her­me­tyzm „Mi­ko­ła­ja Kopra” do pew­ne­go stop­nia przy­po­mi­nać może her­me­tyzm opi­sa­ny kie­dyś przez Mor W.A., choć na­tu­ral­nie ma o wiele bar­dziej eks­pe­ry­men­tal­ny wy­miar; zob. https://​www.​youtube.​com/​watch?​v=qvv​cQ3K​fRDs&​ab_​cha​nnel=Wig​orMo​rW.​A.-​Topic

[16] Mark Fi­sher, „Octo­ber 6, 1979: Ca­pi­ta­lism and Bi­po­lar Di­sor­der”, [w]: tegoż, „K-punk. The Col­lec­ted and Unpu­bli­shed Wri­tings of Mark Fi­sher (2004–2016)”, ed. by D. Am­bro­se, forw. by S. Rey­nolds, Re­pe­ater Books, Lon­don 2018.

[17] Fran­co „Bifo” Be­rar­di, „Soul at Work. From Alie­na­tion to Au­to­no­my”, pref. J. Smith, trans. F. Cadel, G. Mec­chia, Se­mio­text(e), Los An­ge­les 2009, s. 97–98.

[18] Zob. Jer­nej Kaluža, op. cit.

[19] W tym miej­scu warto zwró­cić uwagę na kla­sizm cha­rak­te­ry­stycz­ny dla no­wosz­kol­ne­go rapu („Tutaj w chuj cy­fer­ków / u nich pusz­ki z Car­re­fo­ur”). Fe­no­men ten ma sta­tus szcze­gól­ny, bo w ni­czym nie przy­po­mi­na po­gar­dy dla ro­bot­ni­ka, jaką znamy z wy­po­wie­dzi li­be­ral­nych dzien­ni­ka­rzy, ludzi kul­tu­ry czy po­li­ty­ków „de­mo­kra­tycz­nej” opo­zy­cji. Nie­chęć do wy­klu­czo­nych eko­no­micz­nie to­wa­rzy­szy ar­ty­stom tra­po­wym od sa­me­go po­cząt­ku, jesz­cze zanim sami prze­ży­ją awans spo­łecz­ny – utoż­sa­mie­nie się z wyż­szy­mi sfe­ra­mi na­stę­pu­je zatem na długo przed re­al­ną zmia­ną ma­te­rial­nych wa­run­ków życia („Je­ba­ła mnie w biu­rze ze sło­ika­mi ro­bo­ta”). Spra­wę jesz­cze bar­dziej kom­pli­ku­je fakt, że utoż­sa­mie­nie to, jak wspo­mnia­łem, jest nie­kom­plet­ne – struk­tu­ra pod­mio­to­wo­ści musi za­cho­wać ele­men­ty „cham­stwa”, ulicz­ne­go szny­tu.

[20] Zob. Mark Fi­sher, „From Class Con­scio­usness to Group Con­scio­usness”, [w:] tegoż, „Post-Ca­pi­ta­list De­si­re. The Final Lec­tu­res”, ed. M. Co­lqu­ho­un, Re­pe­ater Books, Lon­don 2020.

logo cyklu ludowa historia literatury – mały format

Ludowa historia literatury

W numerze publikujemy teksty zróżnicowanego grona badaczek i badaczy klas ludowych. Kliknij, by zobaczyć pozostałe teksty z cyklu.

Dawid Ku­ja­wa
dok­tor li­te­ra­tu­ro­znaw­stwa, mark­si­stow­ski kry­tyk li­te­rac­ki. Pra­cu­je jako pro­gra­mi­sta.
redakcjaJacek Wiaderny
korekta Lidia Nowak
POPRZEDNI

szkic  

Leszków nie pozdrawiam. Pamiętniki wsi wobec transformacji ustrojowej 1989 roku

— Antonina M. Tosiek

NASTĘPNY

szkic  

Kobiety – dzicy Europy

— Silvia Federici