Marta Madejska„Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji", Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025, s. 312.
Czy o transformacji powiedziano już wszystko? Nie wszystko, ale na pewno wiele. W dzisiejszej Polsce to właśnie lata dziewięćdziesiąte wyznaczają podstawowe linie politycznego i pokoleniowego konfliktu, a ich estetyka trendy głównego nurtu. Multiplikacja treści i obrazów poświęconych tej dekadzie sprawiła, że można już mówić o swoistej standaryzacji narracji jej dotyczącej. Nowa książka Marty Madejskiej „Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji” skupia wiele z podstawowych cech tego nurtu.
Autorka, znana z „Alei Włókniarek” (Wydawnictwo Czarne 2018), po swojej wnikliwej analizie sytuacji kobiet zatrudnionych w łódzkim przemyśle włókienniczym sięgnęła po temat znacznie szerszy i, co istotne, znacznie bardziej ograny. Choć książka ukazała się w flagowej serii Wydawnictwa Czarne, nie jest ona typowym reportażem. Poszczególne rozdziały, z wyjątkiem krótkiego rozdziału „Grażyna”, poświęconego byłej pracownicy zakładu Bistona, nie skupiają się na indywidualnych bohaterach. Zamiast tego Madejska splata relacje jednostkowe z doświadczeniami zbiorowymi oraz szerszymi kontekstami politycznym i gospodarczym, rekonstruowanymi na podstawie pogłębionej kwerendy. Nie jest to również studium historyczne, choć niektóre rozdziały mogłyby na to wskazywać, jak chociażby otwierający, w którym Madejska opowiada o roku 1989 na podstawie materiałów z popularnego pisma kobiecego „Przyjaciółka”. Autorka nie aspiruje do obiektywności i nie tłumaczy się przed czytelnikiem z wyboru tematów i źródeł. Co więcej, rozdziały składające się na książkę zszyte są jedynie bardzo cienką, transformacyjną nicią. Pomimo tej eklektyczności formy i treści, z „Ostatni gasi światło” wyłania się bardzo spójny obraz transformacji.
1
Podstawowym celem książki Madejskiej jest opowiedzenie historii lat dziewięćdziesiątych z perspektywy osób, instytucji i przedmiotów, które boleśnie jej doświadczyły. Autorka nie ukrywa ani tego celu, ani faktu, że ma on swoje źródło w poczuciu powinności społecznej. Do najdłuższej części książki, prawie stustronicowej sekcji „Przypowieść o obrońcach pokoju”, wprowadza cytat z Paula Ricoeura, w którym mowa jest właśnie o powinności i „spłacaniu spadku” wobec tych, którzy odeszli i tego, co minęło (s. 32). Niewątpliwie tak określony cel w dużej mierze wpływa na wybór podejmowanych w „Ostatni gasi światło” tematów. Dostajemy historie robotnicze, opowiadające o zwolnieniach i bezrobociu, prowincjonalne, poświęcone rozpadowi społeczności lokalnych oraz kobiece, dotyczące między innymi ograniczania praw reprodukcyjnych. Powtarzające się wątki, takie jak cztery stosunkowo podobne opowieści o różnych zakładach przemysłowych, jasno wskazują, że autorka stawia tę powinność wobec zapomnianych bohaterów wyżej niż komfort czytelnika.
(…) autorka stawia tę powinność wobec zapomnianych bohaterów wyżej niż komfort czytelnika
Pisanie historii „oddolnej” („history from below”), to znaczy nieelitarnej i niepoświęconej tym, którzy posiadają władzę polityczną, ekonomiczną czy kulturową, jest zadaniem, z którym od lat mierzą się historycy. Stało się ono szczególnie wyraziste wraz z narodzinami studiów postkolonialnych, które unaoczniły trudności w opisywaniu świata z perspektywy innej niż ta ukształtowana przez imperia zachodnie. Odnajdywanie takich opowieści częściej niż historykom udaje się literaturze pięknej i sztuce, których nie ogranicza gorset źródłowy, często utrudniający dostęp do mniej elitarnych doświadczeń. Na gruncie polskim zainteresowanie tego typu perspektywą jest ostatnio wyraźne i znajduje swoje odzwierciedlenie zarówno w literaturze faktu, jak i w prozie poświęconej polskiej wsi, często określanej mianem „zwrotu ludowego”.
Nie można powiedzieć, aby tego typu książek o transformacji brakowało. Właściwie cała polska szkoła reportażu zrodziła się z potrzeby opowiedzenia historii „oddolnej”, zajrzenia na prowincję i wyrwania się ze szponów dominującej, elitarnej narracji o sukcesie i nowych możliwościach niesionych przez demokrację i kapitalizm. Zbiory reportaży z lat dziewięćdziesiątych i wczesnych dwutysięcznych, takie jak „Niedziela, która zdążyła się w środę” Mariusza Szczygła (Wydawnictwo EMKA 1996) czy „Serce narodu koło przystanku” Włodzimierza Nowaka (Wydawnictwo Czarne 2009), dotykają tematów bardzo podobnych do tych, którymi zajmuje się Madejska. Co więcej, na gruncie naukowym zainteresowanie tzw. „społecznymi kosztami” transformacji pojawiło się już w latach dziewięćdziesiątych. Prace antropologiczne i socjologiczne takie jak „Prywatyzując Polskę. O bobofrutach, wielkim biznesie i przekształcaniu pracy” Elizabeth C. Dunn (Krytyka Polityczna 2017, wydanie oryginału 2004) czy „Klęska «Solidarności». Gniew i polityka w postkomunistycznej. Europie” Davida Osta (Muza SA 2007, wydanie oryginału 2005) pokazują, w jaki sposób badacze próbowali opisywać i pozaelitarne doświadczenia transformacyjne w czasie, gdy proces ten wciąż trwał.
Czym zatem różni się książka Madejskiej od wspomnianych pozycji? Przede wszystkim tym, że autorkę od opisywanej transformacji oddziela już około dwudziestu–trzydziestu lat. Autorzy polskiej szkoły reportażu i badacze, piszący w samym okresie transformacji, pracowali z doświadczeniami aktualnymi i byli w dużej mierze nieświadomi tego, w jakim kierunku ów transformacyjny chaos może zmierzać. Tymczasem ci współcześni znają już zakończenie tej historii, jej liczby, kryzysy i konsekwencje, i w takich właśnie kategoriach o latach dziewięćdziesiątych piszą. Choć transformacja miała w Polsce swoich przeciwników od początku, dopiero globalna krytyka kapitalizmu po kryzysie finansowym z 2008 roku pozwoliła im wejść do mainstreamu. Owa krytyka na rodzimy grunt polityczny została wprowadzona przez młodszych autorów lewicowych, takich jak Rafał Woś („Dziecięca choroba liberalizmu” Studio Emka 2014) czy Jan Sowa („Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą” Universitas2011), oraz przez prawicę, przede wszystkim, Prawo i Sprawiedliwość, które konsekwentnie krytykowało prywatyzację lat dziewięćdziesiątych i przedstawiało swoje programy socjalne jako korektę błędów transformacji. Książka Madejskiej jest tą nową krytyką przesiąknięta.
Dzisiejsza opowieść o transformacji, pisana w formule reportażowej i oparta na rozmowach z uczestnikami wydarzeń, jest w istocie opowieścią o pamięci transformacji, a nie o transformacji jako takiej. Nie jest to jednak koniecznie problem. Wręcz przeciwnie, jak pokazują badania nad pamięcią deindustrializacji, których pionierką na gruncie polskim jest Joanna Wawrzyniak, historia mówiona ma dużą siłę poznawczą[1]. Daje ona możliwość pisania historii „oddolnej” oraz zaglądania w miejsca słabiej obecne w klasycznych źródłach. Przeciera też szlaki historykom pracującym na materiałach archiwalnych, które często stają się dostępne dopiero po upływie około trzydziestu lat.
Z tym wyzwaniem pamięci Madejska, również archiwistka, radzi sobie bardzo dobrze. Choć momentami może przeszkadzać jej nadmierne oddawanie pola rozmówcom, typowe dla metodologii historii mówionej, autorka wie, jak z pamięcią pracować. Świadczą o tym najoryginalniejsze rozdziały książki, zebrane w części „Przypowieść o chaosie”, w których Madejska koncentruje się bezpośrednio na pamięci przytaczając historie zagubionych archiwów czy przerwanego projektu kroniki filmowej. W przeciwieństwie do opisywanych już od początku transformacji „społecznych kosztów” przemian rozdziały te wykraczają poza sam moralny gest przypomnienia. Autorka z dużą przenikliwością odsłania bowiem słabo rozpoznane przewartościowanie w myśleniu o dziedzictwie i historii, wyraźnie poszerzając tym samym pole refleksji nad latami dziewięćdziesiątymi.
2
Paradoksalnie współcześni autorzy niechętni reformom transformacji jednocześnie ujawniają zaskakującą nostalgię w stosunku do tego okresu. W „Ostatni gasi światło” objawia się to we fragmentach o VHSach, Jane Fondzie i „Pretty Woman” ale także w samej jej dedykacji: „Dzieciakom transformacji”. Autorka, podobnie jak większość współczesnych lewicowych krytyków transformacji, dorastała w latach dziewięćdziesiątych, a zatem przedmiot jej zainteresowania i krytyki jest zarazem krainą jej dzieciństwa.
Paradoksalnie współcześni autorzy niechętni reformom transformacji jednocześnie ujawniają zaskakującą nostalgię w stosunku do tego okresu
Z tego powodu właśnie sama Madejska jest w swojej książce bardzo obecna. Obok poczucia odpowiedzialności społecznej o wyborze tematów bez wątpienia decydowały także współczesne oraz młodzieńcze fascynacje Madejskiej. Najlepszym przykładem jest tu rozdział „Futbolistki” o kobiecej piłce nożnej, który transformacji poświęca zaledwie trzy strony i najsłabiej spina się z resztą książki. Obecność autorki staje się jednak najwyraźniejsza w ostatnim rozdziale „Przypowieść o końcu świata (jaki znamy)”, poświęconym jej własnemu dorastaniu. Wpisuje ona w nim swoje doświadczenia i młodzieńcze obserwacje w szersze procesy historyczne.
Tego typu zabieg jest bardzo typowy dla współczesnej narracji transformacyjnej[2]. Jego najbardziej znaną realizacją jest książka Lei Ypi – jedyna autorka, która z tematem przebiła się na rynki międzynarodowe. „Wolna. Dzieciństwo i koniec świata w Albanii” (Wydawnictwo Czarne 2022, wydanie oryginału 2021) opowiada o dorastaniu w socjalistycznej Albanii oraz o kapitalistycznej i demokratycznej transformacji, której autorka doświadczała jako kilkunastoletnia dziewczynka. Posługując się z jednej strony współczesną krytyką tego okresu, w przypadku Ypi przede wszystkim filozoficzną, a z drugiej własną biografią opowiedzianą z naiwnej, dziecięcej perspektywy, zaprosiła czytelników do refleksji nad doświadczeniem szybkiego przemontowania świata wartości, wyjątkowo radykalnego w Albanii, ale typowego dla całego regionu.
Oczywiście wpisanie własnej biografii w dużą historię można potraktować jako zabieg literacki, wyraz uczciwości autorskiej albo, jak w przypadku wychowanej pod Szczecinem Madejskiej, formę legitymizacji własnej perspektywy. Popularność łączenia krytyki transformacji z doświadczeniami osobistymi, praktykowane przez autorów, których dzieciństwo i młodość przypadły na lata dziewięćdziesiąte, pozwala ten gest odczytać jednak także jako próbę pokoleniowego samostanowienia.
W czasie promocji książki Madejskiej w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej jeden z uczestników spotkania stwierdził, że „transformacja to nasza okupacja”. Ten slogan właściwie oddaje znaczenie, które pokolenie w okupacji dorastające nadaje temu okresowi. Wychowani w okresie „końca historii”, dzisiejsi czterdziesto- i trzydziestolatkowie odczuwają brak zbiorowego doświadczenia, które nadałoby sens ich biografiom. Transformacyjna „kombatanckość” pozwala na wyzwolenie się z pozycji pokolenia „dorastającego” i przejście na pozycje tego kształtującego rzeczywistość. Jest ona także tematem wyjątkowo wygodnym do zarysowania granic pokoleniowego konfliktu. Z jednej strony dorastający w czasach transformacji mogą o niej opowiadać z własnej perspektywy, z drugiej mogą ją bezgranicznie krytykować, gdyż została ona skonstruowana bez ich udziału.
To połączenie nostalgii, przez którą przemawia także prosta tęsknota za własną młodością, z ostrą krytyką, służącą również pokoleniowemu samookreśleniu, jest jedną z podstawowych cech współczesnej narracji transformacyjnej, uprawianej głównie przez autorów wychowanych w latach dziewięćdziesiątych. Z tej perspektywy, liczy się przede wszystkim, aby o latach dziewięćdziesiątych mówić, co jak przyznaje Madejska na ostatnich stronach swojej książki „ma wszak wartości terapeutyczne” (s. 281).
3
Nadawanie znaczenia transformacji odbywa się także na poziomie języka. U Madejskiej sam podtytuł „Przypowieści o transformacji” sugeruje, że okres ten należy interpretować w kategoriach biblijnych. Z jednej strony można by taką decyzję potraktować jako wskazanie na rys ironiczny dominującej opowieści. Narracja na temat historii PRL-u chętnie operuje skrajnościami, zestawiając złe, opresyjne i szare lata demokracji ludowej z dobrymi, wolnymi i kolorowymi latami dziewięćdziesiątymi. Co więcej, aktywni uczestnicy transformacji ustrojowej, a wcześniej „Solidarności”, w tym ujęciu urastają do roli niemal świętych. Ironizowanie na temat tej narracji oraz sporów wewnątrz tego środowiska jest częstą strategią, jaką pokolenie dorastające w latach dziewięćdziesiątych stosuje, aby zdystansować się od poprzedniego. Szczególnie charakterystyczne pod tym względem są teksty poświęcone transformacji, ukazujące się regularnie w „Krytyce Politycznej”. W „Ostatni gasi światło” nic jednak nie wskazuje, aby „przypowieść” była chwytem ironicznym. Określająca książkę społeczna powinność autorki oraz jej konsekwentnie poważny ton sugerują raczej, że rzeczywiście uważa ona, iż okres transformacji należy interpretować w kategoriach dobra i zła, postrzegać go jako doświadczenie totalne i poddawać ocenie moralnej.
Podobnie jak wcześniej historia PRL-u, dziś historia transformacji coraz częściej opisywana jest za pomocą ostrych dychotomii. Z jednej strony mamy ludzi pokrzywdzonych, ale szlachetnych i wrażliwych, z drugiej tych obojętnych lub cynicznych, uosabianych często przez jedną postać – Leszka Balcerowicza. Obrazy rozpadu i upadku na prowincji zestawione są ze znanymi kliszami polskich elit, na przykład z otwarciem pierwszej restauracji McDonald’s. Świat więzi społecznych zbudowanych w socjalizmie, czyli lokalnych klubów, prasy czy przedszkoli, kontrastuje tu z ich rozpadem i kapitalistyczną samotnością.
Świat więzi społecznych zbudowanych w socjalizmie, czyli lokalnych klubów, prasy czy przedszkoli, kontrastuje tu z ich rozpadem i kapitalistyczną samotnością
Oczywiście nie podlega dyskusji, że lata dziewięćdziesiąte faktycznie miały swoich wygranych i przegranych, wytworzyły nierówności społeczne, wcześniej częściowo rozmyte przez socjalizm, a nadrzędnym celem uczyniły wzrost gospodarczy. Jednak charakteryzowanie ich poprzez tak ostre kontrastowe zestawienia, typowe nie tylko dla Madejskiej, powinno być odczytywane przede wszystkim jako próba przechylenia szali wobec wcześniej dominujących narracji. Z punktu widzenia historii tego rodzaju wyostrzenia prowokują do rewizji. Przykładem takiej próby jest „Dziki Wschód. Transformacja po polsku 1986–1993” Michała Przeperskiego (Wydawnictwo Literackie 2024), który za swój nadrzędny cel obrał właśnie rozbicie transformacyjnych mitów oraz złagodzenie, wspaniale nadających się dla projektów natury politycznej czy generacyjnej, kontrastów epoki.
Biblijny charakter opowieści transformacyjnej u Madejskiej objawia się także w jej totalności. Swoboda, z jaką autorka sięga po różne tematy, wskazuje na to, że transformacja może służyć jako uniwersalny schemat interpretacyjny dla de facto wszystkiego, co wydarzyło się w Polsce w latach dziewięćdziesiątych. Choć nie można autorce zarzucić, że nie stara się kontekstualizować i niuansować poszczególnych historii, całość jest pod tym względem dość jednoznaczna, co jest zasadniczo jedną z podstawowych słabości książki. O ile pojedyncze rozdziały funkcjonują świetnie jako autonomiczne teksty, o tyle zestawione razem budują bardzo jednolity obraz.
W końcu „Ostatni gasi światło” wskazuje, że transformację należy oceniać w kategoriach moralnych. W kontrze do narracji sukcesu kapitalizmu i demokracji autorka nie pyta, czy decyzje podejmowane w tym okresie były skuteczne, lecz czy były słuszne i sprawiedliwe. Choć takie ujęcie może podważać wiarygodność skądinąd przekonujących historii, należy oddać autorce, że pozostaje uczciwa wobec czytelników. Aby wiedzieć, co Madejska myśli o latach dziewięćdziesiątych i do jakiej perspektywy chce nas przekonać wystarczy zestawić tytułowe „przypowieści” z ostatnimi słowami książki – „grzech śmiertelny” (s. 282).
4
Wraz z książką Madejskiej można powiedzieć, że o transformacji napisano jeszcze więcej. Autorka bez wątpienia skutecznie wypełnia pewne dotąd puste pola i wzmacnia marginalizowane głosy w historii lat dziewięćdziesiątych. „Ostatni gasi światło” ujawnia jednak także, że nie chodzi już tylko o to, aby o transformacji pisać więcej, lecz aby pisać o niej inaczej. Swoista standaryzacja narracji dotyczącej tego okresu, w której koleiny wpada również książka Madejskiej, domaga się reinterpretacji, przestawienia dominujących punktów ciężkości, a przede wszystkim sformułowania nowych pytań. Nie należy się spodziewać, że pokolenie wychowane w transformacji przestanie zajmować się tym szczególnie dla siebie ważnym okresem. Może jednak uda mu się spojrzeć na niego nieco inaczej. Jeśli nie, będzie musiało to zrobić dopiero pokolenie kolejne.
Tekst opublikowany dzięki finansowaniu od Holenderskiej Rady ds. Badań Naukowych (NWO) w ramach projektu badawczego Veni „The Market Next Door: Western European Multinationals and the Remaking of Central Europe, 1969–1993”.
[1] Przykładami prac badawczych poświęconych pamięci transformacji są: „Cięcia. Mówiona historia transformacji” (Krytyka Polityczna, Warszawa 2020); Joanna Wawrzyniak i Veronika Pehe, red., „Remembering the Neoliberal Turn: Economic Change and Collective Memory in Eastern Europe after 1989” (Routledge, London 2024).
[2] Przykładami różnych tekstów łączących historię transformacji z biograficznym doświadczeniem autora są: Jacob Mikanowski, „Goodbye, Eastern Europe: An Intimate History of a Divided Land” (Oneworld Publications, London 2023); Paulina Wilk, „Znaki szczególne” (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014); Marcin Stachowicz, „Jesteśmy tu i wtedy”. Wokół wystaw o polskiej transformacji, „Czas Kultury”, 2023, https://czaskultury.pl/artykul/jestesmy-tu-i-wtedy-wokol-wystaw-o-polskiej-transformacji/.
Marta Madejska„Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji", Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025, s. 312.
historyczka powojennej Europy związana z Uniwersytetem w Maastricht. Autorka „Poland and European East-West Cooperation in the 1970s The Opening Up" (Routledge, 2023) oraz współautorka „The Unfinished History of European Integration" (Amsterdam University Press, 2024).
komentarze

10 min czytania