Logotyp magazynu Mały Format

„Perły z odwiertu”
to cykl felietonów Jakuba Nowackiego. "O działce polskiej (traktat prywatny)" jest jego trzecią, wakacyjną odsłoną.

1.

Wakacje polskie to dla mnie zapach wilgotnej portiery na działce u dziadków. To także swąd grilla, dzienny warkot kosiarek i nocny jazgot świerszczy z „Wakacjami z radiem” w tle. Jedzenie słonecznika, bobu i malin, wieczorne słuchanie z dziadkiem „Kroniki sportowej” i sprawozdań z Tour de France, wyprawa do sklepu po losy. Zupy: dobrze jeśli chłodnik albo owocowa, gorzej jeśli gorący, jedzony w upale i pocie babciny rosół z makaronem. Przed południem gra w badmintona (pol. „badmington” albo „kometka”), wieczorem film w telewizji. Życie na daczowisku to kwintesencja radosnej powolności, eden Michała Cichego.

 

2.

Czym jest zatem działka? Byłaby, zgodnie z powyższym opisem, klasyczną sielanką, bukoliką, odpoczynkiem strudzonego wędrowca, byłaby lipą Kochanowskiego, gdyby nie to, że miast zostawiać samą przyjemność, wymaga pracy, ciągłej pielęgnacji. Działka to nie sam wypoczynek; to, by użyć dzisiejszej nomenklatury, wypoczynek aktywny. Jako mały gówniarz (poprzez swoje jedynactwo oraz minus trzy dioptrie zwolniony z obowiązków) obserwowałem dziadków na działce i niemal zawsze widziałem pracę. Przycinanie, koszenie, sadzenie, plewienie, zrywanie, grabienie, kopanie. Taczka, szpadel, łopata, sekator, grabie, kosiarka. Dopiero późnym poobiednim popołudniem, przy dogasającym słońcu, dziadek zaparzał kawę Prima[1] i siadał umęczony na werandzie, rozmarzonym sierpniowym głosem wzdychając: „szczęśliwy koniec lata”.

 

3.

Działkę wspominam więc jako obserwację pracy, gnostycki pojedynek z materią. W polskiej bukolice trzeba zająć czymś ręce, „Polak w ogrodzie” namalowany przez Renoira zamiast zgrabnej parasoleczki trzymałby grabie albo taczkę. Czy Polacy powracają w ten sposób do chłopsko-rolniczych korzeni? Dla tych, którzy kręcąc sarmackiego wąsa doczepianego szukają herbowego rodowodu, działka ma być namiastką folwarku? A inteligencka część działkowiczów, plewiąc grządki chełpi się może podświadomie pobratymstwem z chłopską dolą?

Te hipotezy porzucam jako chybotliwe, ale warte przemyślenia. Tak czy tak, działkowy kierat  z grabiami jest imperatywem. Jak mówi Leśmianowski podmiot:

Trzeba mi grodzić sad,
Trzeba mi zboże młócić!
Przyszedłem na ten świat
I nie chcę go porzucić!…

 

4.

W liście do matki z 9 grudnia 1832 roku Juliusz Słowacki pisał: „Może na wiosnę znajdę sobie gdzie mieszkanie nad Jeziorem Genewskim, w jakim wiejskim domku – i tam oddam się rozmyślaniom nad marnościami światowymi – bo ja stworzony jestem do życia mnisiego, spokojnego – i w najludniejszych miastach tworzę sobie samotność – ale nudną – przerywaną hukiem powozów, rozmową nudnych znajomych – więc nie obwiniaj mnie, Matko, że cichszej samotności szukać będę”.

Czym jest owa „cichsza samotność”? Czy można wyznaczyć przedziały decybelowe, w których możliwa jest jeszcze kontemplacja? Słowacki twierdzi, że w miejskim zgiełku potrafi urządzić sobie przestrzeń samotności, jednak do prawdziwego mniszego odosobnienia niezbędna jest cisza. Cisza i dacza w Szwajcarii. O istotności dźwięków w tym, co nazwać można „przeżyciem działki” pisał wnikliwie w (pomieszczonym w „Antropologii codzienności”) tekście o daczach Roch Sulima:

„Dźwięk jest pierwszą informacją dająca scalony, najłatwiej pochwytny obraz obecności na działkach. Pierwsze dźwięki na daczowisku ustalają nieraz strategię na cały weekend lub całe tygodnie wakacyjnego pobytu, ustalają orientację psychiczną, która bądź potwierdza idee przybycia do strefy ciszy (jest tablica tej treści nad jeziorem Sasek Wielki), bądź też usłyszane dźwięki generują lęk, że oto pojawia się coś nierozpoznanego: (…) słychać u sąsiadów głośną muzykę, dlaczego ktoś drażni psy, dlaczego używają trąbki sygnałówki, dlaczego dzieci tam wrzeszczą, gdzie ich do tej pory nie było, dlaczego głośno mówią, co jedzą i jak jedzą?”

Słowacki twierdzi, że w miejskim zgiełku potrafi urządzić sobie przestrzeń samotności, jednak do prawdziwego mniszego odosobnienia niezbędna jest cisza. Cisza i dacza w Szwajcarii.

 

5.

Tekst Sulimy, pisany latem 1998 roku, zwiastuje przełom w daczowym stylu życia. Urlopowicze zaczęli przywozić elektroniczny sprzęt grający, rozpowszechniły się kosiarki spalinowe – zaburzono strefę ciszy. Upada tym samym mit „cichej leśniczówki”, „cichego ustronia”. Niemożliwa jest thoreauańska utopia, działkowy Walden. „Słabnie – gorzko konkluduje Sulima – znaczenie idei, towarzyszącej okresowi pionierskiemu w historii daczowiska, według której konstruujemy agregat do wytarzania samotności, tak rozumianej, jak w Próbach Montaigne’a”.

Rudymenta pozostają jednak niezmienne. Cztery są wielkie dyscypliny polskiej klasy średniej (uformowanej, jak chce Andrzej Leder, w okresie powojennej industralizacji), na czterech filarach wspiera się wciąż polski wypoczynek – na Wędkarstwie, Grillowaniu, Grzybobraniu i Działkownictwie. Ale pierwsze trzy aktywności kumulują się tak naprawdę w ostatniej. Jeżeli działka jest położona nad rzeką i nieopodal lasu to możliwa jest polska nirwana: łowienie szczupaka, pieczenie karkówki i zbieranie prawdziwków na działce.

To o tym skrycie marzymy, to o tym myśleli Polacy zamykając oczy na leżaku nad basenem w Sharm-el-sheikh: „lepiej było zamiast tego all inclusive pojechać na działkę”. Dlatego w czasie rozkwitu turystyki zagranicznej dacze nie straciły swojej silnej pozycji i nie stracą jej chyba nigdy. To potrzeba gubiąca się w mitologicznej mgle.
[1]Tę kawę reklamował kiedyś Ryszard Rynkowski ze sloganem „kawę Prima można pić cały dzień”; było to stałym wybiegiem dziadka – zawsze gdy babcia napominała go, że pije za dużo lury, odpowiadał: „ale przecież kawę Prima można pić cały dzień!”.

„Perły z odwiertu”
to cykl felietonów Jakuba Nowackiego. "O działce polskiej (traktat prywatny)" jest jego trzecią, wakacyjną odsłoną.

Jakub Nowacki
student Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Publikował teksty o literaturze w "Twórczości", "Tygodniku Powszechnym", "Ha!arcie", "ArtPapierze", "Popmodernie", kwartalniku "KONTENT" i "Niewinnych Czarodziejach". Mieszka w Pruszkowie. W "Małym Formacie" pisze i redaguje.
POPRZEDNI

varia wiersz  

Pogo głosek

— Robert Rybicki