Logotyp magazynu Mały Format

W związku z premierami książek „Ten łokieć źle się zgina” (Wydawnictwo Czarne) i „Nie ma się co obrażać” (Karakter) publikujemy rozmowę z ilustratorami i ilustratorkami „Małego Formatu”, w której mówią o tym, kim są, jak pracują i co myślą o pracy z tekstem literackim. Od momentu premiery wokół „Małego Formatu” utworzyło się ilustratorskie środowisko – chcemy je Wam zaprezentować.

Do tej pory ilustrowali dla nas: Katarzyna Bogdańska, Olga Budzan, Aleksandra Ćwikowska, Artur Denys, Łukasz Drzycimski, Aleksandra Grzegorek, Maja Janczar, Jagoda Jankowska, Sonia Jaszczyńska, Bartosz Kolczykiewicz, Nadia Linek, Aneta Margraf-Druć, Marcin Matuszewski, Malwina Mieczkowska, Justyna Mieleszko, Marta Olczak, Rysia Polańska, Natalia Przybysz, Monika Rogoża, Grzegorz Samson, Monika Sasor, Gabriela Sibilska, Joanna Wojniłko, Zuzanna Wołejko.

Ilustracja do tego tekstu i zarazem okładka październikowego numeru to praca zbiorowa sześciorga naszych stałych współpracowników.

Przy nazwiskach wszystkich ilustratorów i ilustratorek zabierających głos w tej rozmowie znajdziecie aktywne hiperłącze odsyłające do ich stron autorskich, blogów i profili na portalach społecznościowych. Klikajcie, oglądajcie, udostępniajcie, lubcie, ale – przede wszystkim – posłuchajcie co mają do powiedzenia!

Więcej o pracy ilustratorów w MF w tekście pt. „Nie ma co się zginać” Natalii Przybysz i Jakuba Nowackiego.

 

Jak to się stało, że zająłeś/zajęłaś się ilustrowaniem (pierwsze rysunki, szkoły, publikacje)?

Marta OlczakPierwsze wspomnienie związane z ilustracją to kadr z dzieciństwa. Moja mama, kiedy była przeziębiona, nocowała u dziadków, żeby mnie nie zarazić. Codziennie przygotowywała ilustrację, którą przekazywała mi babcia, żebym nie czuła się smutna bez mamy. W zamian odpowiadałam moim dziecięcym, nieporadnym rysunkiem. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że było to pierwsze doświadczenie, w którym działania wizualne zaczęły być dla mnie ekwiwalentem komunikacji.

Nie czuję się ilustratorem, bardziej projektantem. Ilustracje stanowią w moim przypadku integralną część pracy, w której skład wchodzą jednak przede wszystkim inne działania graficzne.

Monika RogożaMaluję odkąd pamiętam. Jako dziecko dość późno zaczęłam mówić i wydaje mi się, że rysowanie było pewną formą kontaktu ze światem zewnętrznym. Na początku były to szkice czy wręcz same kontury kreślone ołówkiem w przypadkowych notesach i zeszytach. Bardzo długo szukałam wyjścia z tych moich konturowych obrazków. Dzięki temu próbowałam różnych technik i odnalazłam swoje miejsce, czyli akwarelę. W pewnym sensie zatoczyłam koło w rysowaniu konturów, które na początku mi bardzo przeszkadzało, a dzisiaj jest początkiem i nieodłącznym elementem moich akwareli.

Jagoda JankowskaDzięki Liceum Plastycznemu i studiom związanym z designem miałam szansę wypróbować wiele technik i dziedzin, ale ostatnio odkryłam, że to ilustracja sprawia mi najwięcej przyjemności i chciałabym jej poświęcić więcej czasu. Nie będę oryginalna, kiedy powiem, że rysowałam od zawsze, głównie portrety (przede wszystkim Paula McCartneya), szukając swojej ulubionej techniki i stylu. Ten proces trwa nadal, chociaż zmienia się tematyka, którą podejmuję.

Aleksandra GrzegorekPierwsze rysunki jak wszyscy – za dzieciaka. W podstawówce bardzo dużo rysunków kopiowałam z książek, zwłaszcza disneyowskich – w czołówce były postaci z „Zakochanego kundla”, „Herkulesa” i „Bambiego”. „Króla lwa” oczywiście nie ominęło. Było też próbowanie różnych technik z gazetą „Przygoda ze sztuką” i klasyczne wyręczanie kolegów i koleżanek z klasy, żeby coś narysować do gazetki szkolnej. W gimnazjum przyszła faza na cieniowanie i wymyślone postaci, wszystko rysowane długopisem w zeszytach.

Po ukończeniu łódzkiego liceum plastycznego przyszły studia. Parę lat zabrało mi, żeby zdać sobie sprawę, co naprawdę chcę robić. Zawsze kiedy widziałam wystawy rysunku albo w kolejnej książce napotkałam inspirujące ilustracje, przechodziła mnie myśl „ja też bym tak chciała”. Ale przez długi czas byłam zblokowana i zamiast praktyki w moim wykonaniu była tylko teoria.

W wakacje między licencjatem a magisterką odważyłam się zrobić ilustracje na konkurs do wiersza Wandy Chotomskiej pt. „Koziołki pana zegarmistrza”, organizowanego przez Wydawnictwo Miejskie Posnania.  I jakimś cudem znalazłam się w dziesiątce wyróżnionych. Rok później dostałam się na pierwszą edycję projektu Kopublikacja we Wrocławiu – to był wielki przełom, mój pierwszy udział w publikacji. Dziś mam na koncie cztery opracowania książkowe (okładki + ilustracje), w tym trzy tylko z tego roku (w co do tej pory sama nie wierzę).

Podsumowując,zajęłam się ilustracją dzięki przełamaniu nieśmiałości, niezliczonej liczbie godzin  pracy oraz sporej dawce szczęścia.

Grzegorz SamsonW dzieciństwie rysuje się wszystkim, wszędzie i po wszystkim. Chyba żadnej ściany nie porysowałem, ale meble na pewno. Niektórym wraz z wiekiem to rysowanie już zostaje – mnie zostało. Zbłądziłem, chodząc do technikum elektronicznego, później trafiłem na grafikę na Wydział Sztuki Nowych Mediów PJATK w Gdańsku. Czasami myślę sobie, że miałem dużo trudniej, bo nie wywodzę się z artystycznej rodziny i ciągle mam wrażenie, że muszę nadrabiać. Fajnie by było jeszcze postudiować i zdobyć tytuł magistra, ale nie wiem, czy to się uda.

Pierwszą publikację miałem podczas studiów, chyba cztery lata temu. To był „Body Alphabet” w książce “Typographic Universe” Steve’a Hellera i Gail Anderson. Pamiętam, że gdy się o tym dowiedziałem, w ogóle nie mogłem zasnąć.

Nadia LinekGrafiką i malarstwem zajmuję się od wielu lat (choćby poprzez edukację artystyczną), ale ilustracja to już inny rozdział w moim życiu i tak zupełnie na serio zajęłam się nią dwa lata temu, decydując się na udział w warsztatach „Kopublikacja” we Wrocławiu. Tak, dwa lata temu podjęłam decyzję, że dam ilustracji pierwsze miejsce i zobaczę, gdzie mnie to zaprowadzi.

Artur DenysCała moja edukacja skupiła się głównie na doskonaleniu umiejętności plastycznych. Dodatkowe zajęcia w szkole podstawowej, liceum o profilu artystycznym studia -świadomie już wybrane, związane mocno z komunikacją wizualną. I choć bardziej rozwijam swój warsztat związany z projektowaniem logo i graphic designem, to głównie przez moją dziewczynę ciągnie mnie do ilustracji i stawiam w niej swoje pierwsze kroki, szukając własnego stylu.

Aneta Margraf-DrućRysowałam, malowałam, kleiłam od kiedy pamiętam, ot tak dla zabawy. Zaczęło się od laurek dla rodziców i konkursów szkolnych. Nie kształciłam się w kierunku stricte artystycznym – w mojej okolicy najbliższe liceum plastyczne było ponad 100 km od mojego domu. Starałam się sama dużo czytać, oglądać dużo ilustracji i grafik, bardzo mnie to wciągało. Pierwszy kontakt z poważną nauką sztuki i rysunku miałam na studiach, ukończyłam wzornictwo na Politechnice Łódzkiej, ze specjalizacją komunikacja wizualna i techniki druku. Tutaj wsiąkłam na dobre. Zaczęły się profesjonalnie pokierowane rysunki, ilustracje, obrazy i grafiki, które cieszyły się uznaniem innych, co jeszcze bardziej motywowało mnie do dalszej pracy nad sobą i swoim warsztatem. Obecnie studiuję na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, na kierunku Projektowanie graficzne, a moją specjalnością są ilustracje. To właśnie w nich czuję, że mogę stworzyć swój indywidualny świat.

Jak wygląda Twoja praca nad ilustracją, ile czasu ci zajmuje (od wymyślenia koncepcji, przez szkice do gotowej pracy)?

Artur DenysNajpierw zapoznaję się dość szeroko z treścią, jaką mam zilustrować. Czytam przede wszystkim sam tekst, później szukam dookoła – wywiady, filmy, cokolwiek, co znajdę w Internecie. Potem robię rzeczy, za które normalnie nie potrafię się zabrać – zmywam, sprzątam, gotuję (to chyba jeszcze ciągle studencki nawyk odkładania obowiązków na ostatnią chwilę). Pomysł na ilustrację z reguły pojawia się gdzieś w połowie tego procesu. Robię prosty szkic i przenoszę całość na wersję cyfrową. Kolory, tekstury, grubości linii – to wszystko powstaje spontanicznie i jest wynikiem wielu prób i porównań.

Aneta Margraf-DrućZazwyczaj praca nad ilustracją trwa u mnie kilka dni. Pierwszy dzień to analiza tekstu i wymyślenie koncepcji ilustracji, pierwsze szkice. Drugi dzień spędzam nad dopracowaniem szkicu i nadaniu całej formy ilustracji. Natomiast trzeci dzień to zazwyczaj poprawki estetyczne i dopieszczenie ilustracji. Oczywiście wszystko zależy też od stopnia skomplikowania tekstu i ilustracji, czas ten często potrafi się wydłużyć, zwłaszcza gdy dopadnie mnie kreatywny zastój.

Jagoda JankowskaPo zapoznaniu się z tekstem daję sobie czas na przetrawienie go i zajmuję się czymś innym. Podczas takiej przerwy pojawiają się w głowie pierwsze pomysły, które muszę szybko zanotować w szkicowniku w postaci niewiele mówiącego bazgroła. W przeciwnym razie ulecą i nigdy już nie wrócą. Następny etap to stworzenie szkicu, który zrozumiem nie tylko ja, aby mógł zostać omówiony i zaakceptowany. Dobieranie kolorów, środków wyrazu i formy to dla mnie najprzyjemniejsza część pracy nad ilustracją i choć w trakcie moje oczekiwania przegrywają z rzeczywistością, to z końcowego efektu jestem już zadowolona. Sam proces jest chaosem.

Aleksandra GrzegorekCzasem pomysł przychodzi ot tak, po prostu, słyszysz temat – widzisz obraz. Innym razem, niby jest coś w głowie, ale „kisi się” długo.  Podczas tego „kiszenia”, szukam inspiracji w innych ilustracjach, szukam różnych skojarzeń, mam uruchomiony kanał wyłapujący z otoczenia wszystko co związane z danym tematem. I tak się z tym noszę, aż czasem myśli nie dają spać.

I jak już pomysł się „ukisi” to wychodzi zazwyczaj w najmniej oczekiwanym momencie i wtedy jest wręcz gorączkowe realizowanie tematu. Jednak bywa i tak, że po prostu trzeba przysiąść i szukać, próbować, a jeszcze kiedy indziej idzie niesamowicie topornie i pomimo najszczerszych chęci i miliona prób powstaje tzw. gniot.

Czasem pojawia się po drodze coś „z przypadku” i zdarza się, że uszanuję ten przypadek, co sprowadza pomysł na zupełnie inny tor niż planowałam pierwotnie, bo czasem okazuje się lepszy. Często zdarza się, że pomysł przychodzi kiedy nie mam pod ręką szkicownika, wtedy zapisuję hasła w notesie w telefonie.

Wszystko co robię powstaje na początku ręcznie, potem skanuję, etap końcowy to obróbka na komputerze. Bywają takie projekty, w których wiem, że dużą część przetworzę już w programie, ale i tak jakąkolwiek „bazę” do ilustracji zawsze wykonuję manualnie. Nie przypominam sobie sytuacji, kiedy zrobiłam pracę od początku na komputerze i byłam zadowolona. Pomysł musi mi przejść z głowy przez rękę, muszę poczuć papier i tradycyjne narzędzie.

Nadia LinekTo zależy od wielu czynników. Ilustracja jest przecież jakimś procesem i w zależności od wyzwania zajmuje czasem kilka godzin, a czasem dni. Z braku cierpliwości jednak staram się zbyt długo nie kisić tematu.

Monika RogożaPracę nad ilustracją prasową zaczynam od szybkiego przeczytania tekstu, który daje mi pewien ogólny pogląd na przyszłą ilustrację. Zapisuję pierwsze myśli i skojarzenia, po czym czytam tekst jeszcze raz, ale tym razem dokładniej, próbując wyłuskać z niego więcej detali. W tym momencie mam kilka pomysłów, dzięki którym mogę zacząć szukać zdjęć i innych materiałów dla zgłębienia tematu. Po uzbieraniu stosika myśli i obrazów dokonuję selekcji i zaczynam tworzyć szkic (niestety nie mam w zwyczaju tworzenia szkicu poglądowego, nad czym ubolewam i obecnie pracuję by ten nawyk zmienić). Jeśli mam już gotowy szkic, zaczynam malować. No może nie tak od razu, bo najpierw mieszam farby i szukam odpowiednich kolorów. Na koniec skanuję, czyszczę w Photoshopie i gotowe. Całość zajmuje mi dzień, do dwóch.

Czym kierujesz się przy wyborze tekstu, który chcesz ilustrować w „Małym Formacie”? Wolisz ilustrować do prozy czy poezji  (jakie widzisz różnice)?

Aneta Margraf-DrućZdecydowanie wolę ilustrować teksty poetyckie! Trudno jest mi wytłumaczyć dlaczego, ale  ulubiłam  je sobie. Może to wiąże się z tym, że poeta w swoim wierszu próbuje zabrać odbiorcę w swój wewnętrzny świat, tak samo jak ja w swoich ilustracjach.

Jagoda JankowskaDotychczas udało mi się wykonać dwie ilustracje dla „Małego Formatu”. Pierwszy temat wybrałam bardzo szybko, recenzję „Listów do młodego kontestatora”, ponieważ od razu poczułam z nim więź z racji zbuntowanej natury. Drugi tekst skusił mnie tytułem „Krytyka negatywna”. Mogę więc porównać pracę z prozą i z tekstem poetyckim – to drugie wymagało ode mnie większej wrażliwości i abstrakcyjnego myślenia. Dla prozy natomiast wymagałam od siebie konkretnego, klarownego pomysłu.

Aleksandra GrzegorekKieruje się tym, żeby ilustracja zawierała w sobie jakiś oczywiste skojarzenie z danym tekstem i dodaję do tego elementu coś mniej oczywistego, żeby wprowadzić małą zagadkę, mówiąc akademicko – pole do interpretacji.

Ilustracja do prozy zawsze pobudza we mnie bardziej narracyjny obraz, ilustrację rozbudowaną. Z kolei po przeczytaniu tekstów poetyckich uruchamia się myślenie bardzo syntetyczne, chęć ujęcia tematu tylko jednym motywem.

Nadia LinekLubię, kiedy tekst jest wyzwaniem. Wcale nie musi mi ”leżeć”, czy „pasować”. Czasem dobrze, gdy uwiera. Być może poezja daje większe możliwości do sięgnięcia po formy abstrakcyjne, bardziej przestrzenne i pozornie wyrwane z kontekstu, ilustracje do prozy bywają natomiast bardziej narracyjne. Najpiękniejsze jest chyba to, że bywa też zupełnie odwrotnie.

Co stanowi Twój „punkt zaczepienia” w ilustrowanym tekście? Swoją pracę opierasz na cytacie/fragmencie, który najbardziej ci się podoba, czy sylwetce/wizerunku pisarza (lub jeszcze czymś innym)?

Artur DenysW każdym tekście znajdzie się coś, na co akurat się uprę –fraza, słowo czy jakaś abstrakcyjna wizja, która pojawiła się w mojej głowie podczas czytania artykułu. No i tak już zostaje do końca. Portrety zostawiam portrecistom.

Marta OlczakNajchętniej na stylu pisania. Tak, aby ilustracja mogła nawiązywać nie tylko do treści, ale też do formy, żeby mogła być graficzną interpretacją zabiegów stylistycznych zastosowanych w tekście.

Nadia LinekSiadam nad wydrukowanym tekstem i szukam skojarzeń oraz słów-kluczy. Bardzo lubię ten moment, jest w nim dla mnie coś intymnego, myślę też, że bardzo otwiera głowę i może chociaż trochę pomaga w pozbyciu się klisz skojarzeniowych. Podkreślam słowa, potem buduję sobie mapę skojarzeń, następnie szkicuję pomysł. Dobry pomysł jest najważniejszy, jeśli czuję, że to mam, formalnie to już potem dobra zabawa. Ale szukanie właściwego motywu potrafi zmęczyć i sfrustrować.

Wolisz pracować z „zadanym tematem” czy realizować własne pomysły? Jakie wyzwania stawia przed Tobą praca z tekstem?
 
Marta Olczak„Zadany temat” jest pomocnym punktem wyjścia,  ułatwia rozpoczęcie pracy, ale przede wszystkim zmienia formułę procesu twórczego.  Praca nad ilustracją staje się wejściem w dialog z tekstem, z autorem, z tematem. Ilustracja przejmuje funkcję komunikatu, który nie tylko czeka na odczytanie przez odbiorcę, ale też,  już w punkcie wyjścia, jest komunikatem zwrotnym, wizualną odpowiedzią na konkretny tekst, na czyjąś refleksję, tezę czy utwór.

Jagoda JankowskaPraca z “zadanym tematem” jest na pewno bardziej mobilizująca i otrzymuje ode mnie maksimum uwagi. Realizacja własnych pomysłów to Święty Graal. Mam cały zeszycik szkiców, którym obiecuję, że kiedyś zamienią się w ilustracje. Wykonanie swojego projektu i niezależność, która mu towarzyszy jest bardzo satysfakcjonująca i daje dużo frajdy.

Aleksandra GrzegorekZ zadanym tekstem plus jest taki, że na wejściu jest konkret – temat. Wyzwaniem jest dopasować formę, kolor, motyw do potencjalnego adresata i kontekstu, w którym ma się pojawić ilustracja. Inną warstwą równie dla mnie ciekawą jest sama rozmowa z kimś, kto zleca temat. Tutaj trzeba czasem się nagimnastykować, podyskutować na temat pomysłów, co daje super okazję po pierwsze – do przećwiczenia swoich umiejętności perswazji, po drugie – do zaobserwowania, czego ludzie potrzebują, jakimi kategoriami myślą o ilustracji itd. Przy realizowaniu własnych pomysłów jest ta dodatkowa wartość, że można dać w nich upust swojej wrażliwości. Moja głowa mieści zbyt dużo myśli i pomysłów, dlatego ten „wentyl” gdzieś musi być.

A wyzwania w pracy z tekstem? Chyba przede wszystkim znalezienie rozbudowanego kompromisu pomiędzy tym, żeby oddać istotę tekstu, ale jednocześnie nie być zbyt dosłownym albo przeciwnie, żeby nie popłynąć ze skrótami myślowymi. Sporym wyzwaniem jest dla mnie sytuacja, kiedy tekst totalnie mi „nie leży”. Wtedy działam na dwa skrajnie różne sposoby – albo szukam obrazu wybitnie długo, przez to, że temat jest mi obcy, albo opieram się na pierwszym skojarzeniu, bo wiem, że i tak nic lepszego nie wymyślę.

Monika RogożaPraca z tekstem jest trudniejsza i uczy syntezy myśli. Szukania najtrafniejszego połączenia z tematem. Przy własnych pomysłach mogę odpływać od punktu wyjścia i nic się nie stanie, jeśli na końcu zrobię zupełnie coś innego niż planowałam na początku.

Grzegorz SamsonBrak tematu jest często straszny. Z jednej strony ma się zupełnie wolną rękę, a z drugiej generator pomysłów w mózgu podobno lepiej radzi sobie przy ograniczeniach. Odkąd zacząłem ćwiczyć szkicowanie codziennie tak, jak codziennie trenują sportowcy, mam bardzo dużo ciekawych „zaczynów” ilustracji, ale nie ma czasu ich zrobić, więc czekają w szkicowniku na lepsze czasy.

Co Cię napędza, a co blokuje podczas pracy?

Artur DenysMoje pomysły zawsze biorą się z impulsów. Siedzę, wgapiając się w punkt, i nagle przychodzi myśl. Zapisuję ją, jeżeli mam możliwość, to szkicuję, a potem to już kwestia przeniesienia na wektor – tutaj nie potrzebuję specjalnego natchnienia. Czasem muszę mieć bat nad głową i kogoś,  kto wyznaczy mi granice – to pomaga. Jeżeli chodzi o te blokujące rzeczy, to jest ich znacznie więcej – niedokończone zadanie w grze czy kolejny odcinek dobrego serialu do obejrzenia. Opcji jest wiele.

Aneta Margraf-DrućNapędza mnie sama myśl o ilustracji jako czymś nowym, co dopiero powstanie, a póki co istnieje tylko w mojej głowie. Ilustracja to dla mnie „naoczne” przeniesienie własnych myśli na światło  dzienne. To jest niesamowite!

Blokady? Moim zdaniem nie ma nic gorszego niż praca pod presją. Presją czasu, klienta czy nawet swoją (w myśl, że MUSZĘ coś zrobić). Presja to najgorszy zabójca wszelkiej kreatywności.

Marta OlczakBlokuje jasno określona wizja zleceniodawcy, konkretne wymaganie – co i jak skomponowane powinno się pojawić na ilustracji. Z jednej strony przyspiesza to pracę, z drugiej pozbawia ją uroku, zmienia w mechaniczne odwzorowanie cudzej wizji.

Napędza, bardzo prozaicznie i wbrew pozorom, czas. I przede wszystkim cel. Celowość działań, zrozumienie czemu praca ma służyć, w jakim kontekście będzie wykorzystana, jaki powinna przynieść efekt.

Aleksandra GrzegorekImpulsy są okropnie męczące! Bo jak już jest impuls do działania, to wywołuje twórczą gorączkę – zasypiam i budzę się z tym. I to czasem wkurza, bo nie jestem w stanie skoncentrować się na innych rzeczach, zazwyczaj, jak na złość, bardziej priorytetowych. Męczy mnie, kiedy czuję impuls, ale w danym momencie nie mogę zacząć pracować teraz, zaraz, w tym momencie!

Blokuje mnie moje ciało – potrzebuję wybitnie dużo ruchu, a jak nie mam go wystarczająco, to jest ze mną nieciekawie. Gdy mam za dużo energii i muszę zabrać się do pracy, jestem zirytowana, nie mogę się na niczym skupić i się blokuję. Takie trochę błędne koło.

Nadia LinekNapędza mnie na pewno fajna atmosfera pracy, wzajemny szacunek. To dużo daje, a jest rzadko spotykane. Moment publikacji, powiedzmy sobie szczerze, to też kusząca wizja. Blokuje mnie czasem własna wyobraźnia, bywa, że narzucam sobie jakieś akademickie podejście, zbyt dużą dosłowność w interpretacji, ale chyba też oswajam fakt, że jest to część mojej wypowiedzi.

We wstępie do antologii „Nie ma się co obrażać. Nowa polska ilustracja” wydanej przez Karakter Patryk Mogilnicki zastawia się „czy jesteśmy w stanie żyć z takiej ilustracji, jaką najbardziej lubimy robić czy też zmuszani jesteśmy przez klientów do robienia rysunków wyłącznie lekkich i żartobliwych”. Czujesz od zlecającego ci tekst wymaganie prostych, łatwych do rozszyfrowania konwencji zamiast kompozycji bardziej ambitnych i nieoczywistych?

Aneta Margraf-DrućW swojej dotychczasowej pracy ilustratorskiej na szczęście nie miałam do czynienia z tego typu problemami. Za pomocą różnego rodzaju skojarzeń, skrótów myślowych i plastycznych stosowanych w moich ilustracjach staram się prowadzić pewnego rodzaju grę z odbiorcą, zmuszając go jednocześnie do myślenia i odkrywania. Jest to o wiele ciekawsze rozwiązanie zarówno dla ilustratora, jak i odbiorcy. Gdy wszystko jest oczywiste, podane na tacy –jest po prostu nudno. Jednak jestem nie tylko ilustratorem, ale również grafikiem projektantem i to właśnie przy innych niż ilustracja formach graficznych częściej spotykam się z narzucanym mi tokiem myślenia o projekcie.

Aleksandra GrzegorekMoje prace mają to do siebie, że zazwyczaj są symboliczne, minimalistyczne i dość „surowe” – czyli raczej ciężkie, niż lekkie. Nie lubię też dodawać zbędnych elementów, ozdobników tylko po

to, żeby było „ładnie”. Przez długi czas nie mogłam ścierpieć, kiedy musiałam zejść z ambicji w swoich propozycjach. Dużo pracy w głowie zajęło mi to, żeby zmienić swoje podejście. Zaczęłam traktować to jako wyzwanie, zrobienie czegoś innego niż zawsze, jako przełamanie pewnej własnej konwencji. Oczywiście, staram się dyskutować z zamawiającym i przekonać go, że odbiorca powinien mieć trochę do pogłówkowania nad tym „co autor miał na myśli”. Raz się udaje, a raz nie.

Marta OlczakWydaje mi się, że częściowo tak, klient często ma swoją wizję, ale też bardzo często ma ku temu powody. Praca, jeśli nie jest czysto artystyczna, często ma być częścią składową projektu związanego z konkretna firmą, marką czy działaniem. Ma być pomocna w budowaniu wizerunku lub dopasowana do istniejącego. Wydaje mi się to nie tylko zrozumiałe, ale również motywujące do znalezienia pewnego porozumienia, wypracowania takiej drogi, która formalnie będzie w stanie zaspokoić i potrzeby klienta, i pozostać zgodna z założeniami projektanta. Rzecz jasna jest to sytuacja idealna, ale do takiej dążymy.

Czy ważne jest dla Ciebie to, że w „Małym Formacie” punktem wyjścia do ilustracji jest literatura, czy możesz robić ilustracje na dowolny temat (do pism modowych, lajfstajlowych, kulinarnych)?

Monika RogożaBardzo ważne, bo jest dla mnie wyzwaniem! Jakiś czas temu stanęłam w martwym punkcie malowania „stempelków” czyli pojedynczych rzeczy czy miejsc, ale niezwiązanych ze sobą. Dzięki pracy z  tekstem mogę łączyć ilustracje w opowieści i opowiadać nimi historię. Oczywiście, w dalszym ciągu uwielbiam malować ilustracje, które po prostu przedstawiają daną rzecz i nie muszą mówić nic więcej.

Aneta Margraf-DrućJako ilustrator podejmuję się tworzenia prac na przeróżne tematy, nie ograniczam się do jednego, najbardziej przeze mnie „ulubionego”. Uważam, że takie podejście pozwala na lepszy rozwój i szersze spojrzenie na ilustrację jako element grafiki. Co nie zmienia faktu, że ilustracja do tekstów literackich daje możliwość największej swobody twórczej ilustratorowi. Można tu najbardziej popuścić wodzę swojej wyobraźni. Dlatego też ilustrowanie tekstów w „Małym Formacie” jest dla mnie świetną odskocznią od innych projektów, z którymi mam styczność na co dzień.

Artur DenysKażdy tekst związany z literaturą wymaga ode mnie dogłębnego przeanalizowania tematu, wczucia się i zrozumienia. Spędzam z artykułem więcej czasu, często muszę przeczytać go dwa razy. Jeżeli chodzi o to, czy mogę robić ilustracje na dowolny temat, to tak, mogę, ale prawdziwe wyzwania to te trudniejsze do przyswojenia teksty.

Grzegorz SamsonLubię książki (choć kiedyś się nie lubiliśmy) i od dawien dawna literatura prosiła się o dobrą  ilustrację. Z jakiegoś powodu filmowcy również sięgają po literaturę. Osobiście lubię ilustrację samą w sobie i dla mnie tematy im bardziej skrajne, tym mniej monotonii w mojej pracy. Jakaś nowatorska kompozycja ilustracji ze szpaltą tekstu to jedna z najfajniejszych rzeczy, na które można z przyjemnością popatrzeć.

Nadia LinekBardzo ważne! Właściwie, to współpraca z ”Małym Formatem” pokazała mi, że ja się w tym temacie dobrze czuję. Chociaż z drugiej strony magia ilustracji polega na tym, że może przybrać tak wiele form i każda będzie miała swojego odbiorcę. Istnieją też tak elastyczni ilustratorzy, którzy świetnie pływają w każdym temacie, z bardzo dobrym efektem! Nie jestem pewna, czy ilustracja modowa, czy też kulinarna byłaby czymś dla mnie, ale bardzo cenię ilustratorów, którzy rozwiązują te tematy w atrakcyjny sposób. Z czasem w sposób naturalny każdy znajduje swoją niszę, chociaż to bywa też chyba niebezpieczne, co jakiś czas warto z nich wyskakiwać.

Natalia Przybysz
ur. 1995, studiuje na wydziale Sztuki Nowych Mediów Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych. Współtworzy Fundację Zwrotnica, swoje prace prezentowała m.in. na wystawie w Cafe Fenomenalna. Mieszka w Warszawie. Naczelna rysowniczka „Małego Formatu”, koordynuje Sekcję Ilustratorów.
Jakub Nowacki
ur. 1994, student Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Publikował teksty o literaturze w "Twórczości", "Tygodniku Powszechnym", "Ha!arcie", "ArtPapierze", "Popmodernie", kwartalniku "KONTENT" i "Niewinnych Czarodziejach". Mieszka w Pruszkowie. W "Małym Formacie" pisze i redaguje.
NASTĘPNY

szkic  

Nie ma co się zginać - rozmawiając o ilustracji

— Jakub Nowacki, Natalia Przybysz