fbpx
Logotyp magazynu Mały Format

 

1.

Nie cho­dzi tu o so­cjo­lo­gicz­ne za­gad­nie­nie, czy grupa in­te­li­gen­cji za­wo­do­wej sta­no­wi od­ręb­ną klasę spo­łecz­ną. (Mia­ła­by ku temu wszel­kie prawa, gdyby za kry­te­rium po­dzia­łu na klasy przy­jąć ga­tu­nek pracy i po­łą­czo­ne z nią spe­cy­ficz­ne aso­cja­cje).

W tym krót­kim szki­cu cho­dzi o rów­no­upraw­nie­nie pew­ne­go spo­so­bu od­czu­wa­nia, cha­rak­te­ry­stycz­ne­go dla in­te­li­gen­cji; spo­so­bu od­czu­wa­nia i pod­cho­dze­nia do pro­ble­mu spo­łecz­ne­go i ar­gu­men­ta­cji na rzecz zmia­ny ist­nie­ją­ce­go ustro­ju. Ta re­ha­bi­li­ta­cja wy­da­je się tym bar­dziej ak­tu­al­na, o ile in­te­li­gen­cja traci dziś za­ufa­nie do sie­bie i coraz czę­ściej pró­bu­je prze­nik­nąć do pro­le­ta­ria­tu.

To po­tocz­nie dziś uży­wa­ne okre­śle­nie „prze­ni­ka­nia” – oka­zu­je się przy bliż­szej ana­li­zie w rów­nej mie­rze trud­nym w de­fi­ni­cji, jak nie­okre­ślo­nym jest w grun­cie rze­czy od­po­wia­da­ją­cy mu pro­ces.

Gdyby tu mia­no­wi­cie cho­dzi­ło je­dy­nie o upodob­nie­nie pod wzglę­dem eko­no­micz­nym, zwłasz­cza do pro­le­ta­ria­tu bez­ro­bot­ne­go – by­ła­by pro­gra­mo­wa tę­sk­no­ta za ni­skim stan­dar­dem ży­cio­wym, sztucz­ną i na­iw­ną na­ro­ślą psy­chicz­ną. (Taka kon­cep­cja po­ja­wia się cza­sem w tro­chę za­ma­sko­wa­nej po­sta­ci ukry­wa­nia za­rob­ków i uda­wa­nia bra­ków, od­ma­wia­nia sobie „luk­su­su” pew­nych dość jesz­cze pry­mi­tyw­nych po­trzeb itp.).

Nie cho­dzi zatem o hasło „pracy dla, czy nad pro­le­ta­ria­tem”, o pro­gram, który w daw­nym sfor­mu­ło­wa­niu „pracy nad ludem” prze­brzmiał wraz z pierw­szy­mi ha­sła­mi so­cja­li­zmu i po­zy­ty­wi­zmu. Sen­ty­men­tal­ność za­war­ta w takim haśle spra­wia, że nie jest ono do przy­ję­cia w cza­sie, kiedy de­cy­du­je o zna­cze­niu pro­le­ta­ria­tu jego rola i ko­niecz­ność hi­sto­rycz­na.

To „prze­ni­ka­nie” może zatem je­dy­nie – z pew­nym sen­sem – ozna­czać asy­mi­la­cję du­cho­wą, upodob­nie­nie pod wzglę­dem od­czu­wa­nia i pro­ble­ma­ty­ki.

U pod­staw tej ten­den­cji leży słusz­ny i dia­lek­tycz­nie uza­sad­nio­ny od­ruch i fak­tycz­na po­trze­ba:

 

2.

„De­mo­kra­cja jest ideą wieku” – mówi Kra­siń­ski w „Nie­bo­skiej”. To okre­śle­nie da się dziś za­sto­so­wać do roli i zna­cze­nia pro­le­ta­ria­tu.

Klasa spo­łecz­na, jako „idea wieku” eg­zem­pli­fi­ko­wa­nie pod­sta­wo­wych ten­den­cyj i ide­ałów pew­nej epoki.

I fak­tycz­nie: ga­tu­nek pracy pro­le­ria­tu: praca do­słow­na nad ob­rób­ką su­row­ca i nie­od­łącz­na od niej twar­dość i asce­za do­znań – od­po­wia­da­ją le­gen­dzie współ­cze­sno­ści: le­gen­dzie pro­duk­cji i kon­struk­tyw­no­ści.

Ta wła­śnie po­trze­ba kon­struk­tyw­no­ści w życiu, wtór­nej pro­sto­ty i kon­kret­no­ści jest ukry­tą sprę­ży­ną, ka­żą­cą in­te­li­gen­cji oprzeć się i so­li­da­ry­zo­wać z klasą, re­ali­zu­ją­cą swem ży­ciem le­gen­dę czasu. In­te­li­gen­cja bo­wiem jest tą, która pre­pa­ru­je sche­mat, ar­gu­men­ta­cje i wa­lo­ry le­gen­dy.

I ten ar­gu­ment jest za­rów­no uza­sad­nio­ny dia­lek­ty­ką hi­sto­rii jak i tę­sk­no­tą bio­lo­gicz­ną życia: oba mo­men­ty są nie­ubła­ga­ne i bru­tal­ne. Życie ra­tu­je się na wszel­ki spo­sób i ma swe wła­sne, de­cy­du­ją­ce ar­gu­men­ty.

Ten fakt nie prze­szka­dza, aby nie za­cho­dzi­ły pewne złu­dze­nia co do ar­gu­men­tów, pewne maski i wy­krę­ty.

Taką pew­ne­go ro­dza­ju maską jest ar­gu­ment „spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej” i walki w imie­niu klasy upo­śle­dzo­nej, wy­su­wa­ny czę­sto przez in­te­li­gen­cję. Bez­sprzecz­nie może ten mo­ment być de­cy­du­ją­cym dla natur etycz­nie wraż­li­wych – nie ma jed­nak żad­ne­go uza­sad­nie­nia ogól­nie obo­wią­zu­ją­ce­go, ani dia­lek­tycz­ne­go, ani bio­lo­gicz­ne­go. Ma sen­ty­men­tal­ny, i wła­śnie „bur­żu­azyj­no-de­ka­denc­ki”, cha­ry­ta­tyw­ny po­smak.

Nie cho­dzi o „nie­spra­wie­dli­wość”, o po­ję­cie z punk­tu wi­dze­nia hi­sto­rii abs­trak­cyj­ne i nie­zro­zu­mia­łe; cho­dzi o coś znacz­nie waż­niej­sze­go i bru­tal­niej­sze­go: o ko­niecz­ność i rację dia­lek­ty­ki hi­sto­rycz­nej, de­cy­du­ją­cej bez udzia­łu ele­men­tu uczu­cio­we­go. Z tego punk­tu wi­dze­nia jest dziś pro­le­ta­riat klasą o hi­sto­rycz­nej przy­szło­ści.

Ten ar­gu­ment i motyw dzia­ła­nia prze­ży­wa in­te­li­gent głów­nie na płasz­czyź­nie pro­ble­ma­ty­ki, niż bez­po­śred­nich od­ru­chów ży­cio­wych.

I w tym punk­cie za­czy­na się po­mył­ka w kwe­stii „prze­ni­ka­nia in­te­li­gen­cji do pro­le­ta­ria­tu”. Za­czy­na się od lek­ce­wa­że­nia tej formy, jaką ar­gu­ment spo­łecz­ny od­gry­wa w życiu in­te­li­gen­ta.

Po­łą­czo­na jest z nie­po­ro­zu­mie­niem in­ne­go ga­tun­ku, które do­ma­ga się sfor­mu­ło­wa­nia, mimo całą jego zwy­kłość i oczy­wi­stość.

  1. Sfor­mu­ło­wa­nie tego punk­tu brzmi: walor hi­sto­rycz­ny pro­le­ta­ria­tu nie za­wsze po­kry­wa się z fak­tycz­ną jego fi­zjo­gno­mią du­cho­wą; „idea” wieku nie za­wsze od­po­wia­da rze­czy­wi­sto­ści – choć­by już na mocy nie­zu­peł­nie jed­no­li­tej struk­tu­ry tej klasy, którą ry­czał­to­wo okre­śla­my dziś nazwą pro­le­ta­ria­tu.

Oto pe­wien ele­ment tej klasy zdra­dza zu­peł­nie ma­ło­miesz­czań­skie i tanie po­trze­by, ilu­zje i tę­sk­no­ty. Ide­ały gwiazd fil­mo­wych, wy­go­dy aba­żu­rów i je­dwab­nych poń­czoch – zro­zu­mia­łe może wobec sza­re­go i po­zba­wio­ne­go mięk­ko­ści życia – są tu czę­ste.

Ma­ło­miesz­czań­ski taki ideał po­da­je i to cał­kiem na serio, bez iro­nii, pi­sarz so­wiec­ki Le­onid Le­onow, kiedy z en­tu­zja­zmem kre­śli obraz kil­ku­go­dzin­ne­go za­ję­cia, po któ­rym na­stę­pu­je całe po­po­łu­dnie, wy­peł­nio­ne – słu­cha­niem od­czy­tów i mu­zy­ki pro­stej i przy­stęp­nej przez radio. Taki ideał, w któ­rym do­mi­nu­je pa­syw­ność i kon­sump­tyw­ność może – za­wsze w „fau­stow­skim” na­pię­ciu po­szu­ki­wań i nie­po­ko­ju ży­ją­ce­mu – in­te­li­gen­to­wi wydać się z całą słusz­no­ścią nudny i nie­pro­duk­tyw­ny.

Po­dob­nie jest zu­peł­nie ma­ło­miesz­czań­ski pro­gram „ro­man­tycz­ne­go re­ali­zmu”, wy­su­nię­ty wła­śnie na teren sztu­ki pro­le­ta­riac­kiej. Ten pro­gram uwzględ­nia­nia w sztu­ce je­dy­nie „pięk­nych stron życia”, po­par­ty ar­gu­men­ta­cją, ja­ko­by życie miało dość mo­men­tów brzy­do­ty i brudu – jest od­mia­ną typów ma­ło­miesz­czań­skiej tę­sk­no­ty do wy­go­dy i przy­tul­no­ści, prze­nie­sio­nej na teren twór­czo­ści ar­ty­stycz­nej i jej pro­gra­mu. Ma­ło­miesz­czań­ską i de­ka­denc­ką jest ten­den­cja fał­szo­wa­nia życia dla celów wy­go­dy psy­chicz­nej, jaką jest stan sztucz­nej har­mo­nii.

Takie ten­den­cje wy­stę­pu­ją prze­waż­nie u pro­le­ta­ria­tu nie­uświa­do­mio­ne­go i u tego ele­men­tu ni­ja­kie­go i bez­pł­cio­we­go, któ­re­go je­dy­ną za­słu­gą jest, że gło­du­je, który nigdy nie pra­co­wał, do żad­nej pracy nie jest przy­go­to­wa­ny, a teraz zmie­szał się z pro­le­ta­ria­tem bez­ro­bot­nym.

W wy­pad­ku jed­nak pro­le­ta­ria­tu świa­do­me­go i twór­cze­go – mamy do czy­nie­nia z in­ne­go ga­tun­ku nie­po­ro­zu­mie­niem: oto in­te­li­gent for­mu­łu­je dla niego pro­gram: spe­cjal­ną sztu­kę, jaka jemu rze­ko­mo jest po­trzeb­na, spe­cjal­ną te­ma­ty­kę za­rów­no jak formę; w związ­ku z takim pro­gra­mem sta­wia sobie in­te­li­gent za­da­nie two­rze­nia dla po­trzeb, dla rze­ko­mych po­trzeb, masy i na­gi­na­nia się do jej po­stu­la­tów.

Tym­cza­sem oka­zu­je się może, że świa­do­my ele­ment pro­le­ta­riac­ki wła­śnie nie godzi się na takie trak­to­wa­nie jego po­trzeb; od­czu­wa je słusz­nie, jako pew­ne­go ro­dza­ju po­ni­że­nie, kiedy tylko spe­cjal­ne spra­wy życia mają go zaj­mo­wać; będąc wła­śnie tym, który zmie­rza do za­ję­cia sta­no­wi­ska, do­tych­czas przez in­te­li­gen­cję zaj­mo­wa­ne­go – ma am­bi­cje zro­zu­mie­nia spraw naj­trud­niej­szych, nie tych „ła­twych”, w rze­ko­mo jemu do­stęp­nej for­mie po­da­wa­nych.

I zda­rza się, że do­brym in­stynk­tem wie­dzio­ny, przy­zna­je war­tość two­rom po­zor­nie skom­pli­ko­wa­nym i nie­zro­zu­mia­łym, nie od­czu­wa­jąc tej sztu­ki re­wo­lu­cyj­nej, która sta­wia sobie za za­da­nie for­mu­ło­wa­nie jego po­trzeb i pro­gra­mów.

W związ­ku z tym ostat­nim nie­po­ro­zu­mie­niem za­uwa­żyć daje się lek­ce­wa­że­nie do­świad­cze­nia, za­rów­no ży­cio­we­go, jak i ar­ty­stycz­ne­go, po­trzeb­ne­go dla zro­zu­mie­nia pew­nych for­ma­cji ży­cio­wych i ich kon­cep­cji w sztu­ce. Za­po­mi­na się o dia­lek­ty­ce form, o tym ar­gu­men­cie hi­sto­rycz­nym, który uwi­dacz­nia całą na­iw­ność i nie­słusz­ność od­wo­ły­wa­nia się do su­ro­we­go in­stynk­tu w kwe­stiach ro­zu­mie­nia pew­nych spraw życia i sztu­ki: ten na­iwizm, za­rzu­co­ny już w So­wie­tach, wy­stę­pu­je spóź­nio­ny i u nas i do­cho­dzi do głosu jako lek­ce­wa­że­nie fa­cho­wo­ści i zda­nie się na su­ro­wość pry­mi­tyw­ne­go od­czu­wa­nia.

Te wszyst­kie nie­po­ro­zu­mie­nia się­ga­ją głę­biej w życie in­te­li­gen­cji, niżby się wy­da­wa­ło: ozna­cza­ją dez­orien­ta­cję, nie­wia­rę we wła­sne od­czu­wa­nie świa­ta i po­łą­czo­ną z nim de­cy­zję do pod­da­nia się po­stu­la­to­wi innej grupy, choć­by ten po­stu­lat był uro­jo­ny. To wku­py­wa­nie się sztucz­ne w sym­pa­tię pro­le­ta­ria­tu ozna­cza re­zy­gna­cję z wła­sne­go świa­ta in­te­li­gen­cji i pro­wa­dzi do wąt­pli­wych war­to­ści kul­tu­ral­nych, w ten spo­sób po­wsta­ją­cych.

A prze­cież można uznać ewen­tu­al­ność pew­nych od­mien­nych sfor­mu­ło­wań po­trzeb ży­cio­wych i ar­gu­men­tów spo­łecz­nych, da­ją­cych się spro­wa­dzić do wspól­ne­go mia­now­ni­ka i ana­lo­gią uza­sad­nia­ją­cych i pod­kre­śla­ją­cych sie­bie na­wza­jem.

 

4.

W „Dzwo­nach Ba­zy­lei” mówi L. Ara­gon, że in­te­li­gent nie po­tra­fi nigdy zro­zu­mieć duszy pro­le­ta­ria­tu, po­nie­waż nie­do­stęp­ny mu jest ga­tu­nek pracy tego dru­gie­go, cięż­kiej i mo­no­ton­nej. Mówi to z pew­ne­go ro­dza­ju lek­ce­wa­żą­cą iro­nią pod ad­re­sem in­te­li­gen­cji i jej nie­uda­nych prób przej­ścia do pro­le­ta­ria­tu.

Ale w do­sko­na­łej książ­ce pt. „Nie­moż­li­wi lu­dzie” ma od­wa­gę Bela Ba­lasz wska­zać na dziw­ne, cał­kiem nie­współ­mier­ne z od­po­wie­dzial­ną pracą dla re­wo­lu­cji, mo­ty­wy dzia­ła­nia w tym kie­run­ku.

Oto lu­dzie wa­łę­sa­ją­cy się po bez­dro­żach duszy w po­szu­ki­wa­niu awan­tur psy­chicz­nych; lu­dzie, dla któ­rych już sym­bo­lem zbyt uciąż­li­wym rze­czy­wi­sto­ści jest szczo­tecz­ka dla zębów; de­ka­den­ci i sen­ty­men­tal­ni, prze­ra­fi­no­wa­ni ro­man­ty­cy, nie ma­ją­cy wła­ści­wie co po­cząć z ży­ciem – sta­nąw­szy nagle i przy­pad­kiem przed moż­li­wo­ścią okre­ślo­ne­go za­ję­cia na każdy dzień, chwy­ta­ją się tej rze­czy kon­kret­nej, jak deski ra­tun­ko­wej życia. Tym kon­kret­nym za­ję­ciem, zdol­nym dać sens życiu, oka­zu­je się roz­no­sze­nie bi­bu­ły ko­mu­ni­stycz­nej.

Zatem nie prze­ko­na­nie o słusz­no­ści spra­wy, nie teo­ria i pro­ble­ma­ty­ka ani po­trze­ba no­we­go po­rząd­ku pro­wa­dzą tu ludzi do dzia­ła­nia – ale ka­pry­śna po­trze­ba awan­tu­ry ży­cio­wej, przy­bie­ra­ją­cej na ten raz formę ure­gu­lo­wa­ne­go za­ję­cia: ni­czym innym nie jest dla tych ludzi praca dla ko­mu­ni­zmu, jak awan­tu­rą we­wnętrz­ną – ale Ba­lasz re­ha­bi­li­tu­je i uwzględ­nia taką moż­li­wość.

Może ktoś po­wie­dzieć, że jest to ar­gu­ment de­ka­denc­ki, że z ta­ki­mi ludź­mi nie na­le­ży się li­czyć i że nie oni są twór­ca­mi no­we­go po­rząd­ku spo­łecz­ne­go. Ale nie jest to sąd słusz­ny: ar­gu­ment zna­le­zio­ne­go szczę­ścia i celu w życiu może być tak silny i de­cy­du­ją­cy jak ar­gu­ment głodu czy wy­zy­sku. W wy­pad­ku tych, dla któ­rych głów­nym te­re­nem zda­rzeń jest tak zwana dusza i jej pe­ry­pe­tie.

Można by w ogóle za­ry­zy­ko­wać twier­dze­nie, że ar­gu­men­ty czy­sto ide­owe są bar­dziej ob­se­syj­ne, dłu­żej dzia­ła­ją i pro­wa­dzą do więk­szej ra­dy­kal­no­ści, niż od­ru­chy nie­na­wi­ści czy ze­msty. Oto ten luk­sus ży­cio­wy, ta nad­bu­do­wa i na­rośl, jaką jest pro­ble­ma­ty­ka z nie­za­ła­twio­nym nigdy py­ta­niem: jak żyć, co po­cząć z ży­ciem – może przy­brać cza­sem takie roz­mia­ry, że śmierć nie wy­da­je się wię­cej zbyt wiel­ką ceną życia, ewen­tu­al­nym oku­pem, ry­zy­kiem, mo­gą­cym za­koń­czyć się po­zy­tyw­nie.

I tak wła­śnie prze­ży­wa in­te­li­gent, nawet spra­wę głodu i bez­ro­bo­cia – na płasz­czyź­nie pro­ble­ma­ty­ki przede wszyst­kim. A fakt ten po­tę­gu­je walor in­te­li­gen­cji w pracy nad prze­gru­po­wa­niem spo­łecz­nym.

Je­że­li w moim mon­ta­żu pt. „Kwia­ciar­nie z aza­lia­mi” („Aka­cje kwit­ną”, „Rój”, 1936), daję przy­kła­dy ta­kiej ar­gu­men­ta­cji „in­te­li­genc­kiej” – czy­nię to w prze­ko­na­niu, że tak wła­śnie od­czu­wa cała ta grupa, do któ­rej na­le­żę, że nie jest to czy­sto po­zy­tyw­ne prze­ży­cie.

Sym­bo­lem ta­kie­go od­czu­wa­nia stać się może twier­dze­nie, że „tę­sk­no­ta za peł­nią ku­li­sto­ści i sło­dy­czą rze­czy pro­sto­kąt­nych”, za ela­stycz­no­ścią me­ta­lu, za chło­dem i ciszą szkla­no­ści – może stać się sty­mu­lan­sem re­wo­lu­cji; może nim być rów­nież prze­ży­cie bez­ro­bo­cia od stro­ny jego „po­etyc­ko­ści”, jaką jest od­czu­cie braku prze­strze­ni skle­pio­nej i wiel­kiej i do­zna­nie prze­strze­ni bez­wy­ra­zo­wej, „pła­skiej, jak zupa kar­to­fla­na”; być nim może rów­nież „brak ha­ła­su rze­czy nie­go­to­wych”, wska­zu­ją­cy, że jesz­cze jest co robić w życiu, zbyt wiel­ka do­sko­na­łość i wy­koń­cze­nie rze­czy, nie­obec­ność braku, spra­wia­ją­ca, że życie nie po­sia­da wię­cej zadań, ani celu.

Iro­nicz­ne okre­śle­nie dek­sra­ty­wi­zmu, któ­rym bi­czu­je się współ­cze­sny in­te­li­gent – po­win­no ulec re­wi­zji. Spe­cy­ficz­ne mo­ty­wy, skła­nia­ją­ce ludzi tej grupy do dzia­ła­nia, znaj­du­ją re­ha­bi­li­ta­cję za­rów­no w in­ten­syw­no­ści, jak praw­dzi­wo­ści.

Z bez­pł­cio­wych na­ro­śli na od­mien­nym or­ga­ni­zmie żaden z dwóch czło­nów nie ma ko­rzy­ści. Po­zo­sta­ją ka­ry­ka­tu­ral­ne twory, nie­na­le­żą­ce ni­g­dzie; i wąt­pli­we szczę­ście, ma­ją­cej na tej dro­dze dojść do skut­ku.

To dziw­ne i cho­ro­bli­we zja­wi­sko znaj­du­je wyraz szcze­gól­nie ja­skra­wy w sfe­rze twór­czo­ści ar­ty­stycz­nej – i to za­rów­no psy­chi­ki ar­ty­sty, jak i ga­tun­ku po­wsta­ją­cej sztu­ki.

Za­ob­ser­wo­wać daje się ka­ry­ka­tu­ral­ne roz­dwo­je­nie zde­pry­mo­wa­ne­go swym miesz­czań­sko-in­te­li­genc­kim po­cho­dze­niem ar­ty­sty na dwie oso­bo­wo­ści: jedna jest pro­gra­mo­wo pro­le­ta­riac­ka, zdaje się, że od­czu­wa w ten spo­sób lub zdaje sobie spra­wę z nie­za­cho­dze­nia ta­kie­go stanu. Druga jest już nie „in­te­li­genc­ka”, ale wprost nudna, sen­ty­men­tal­no-miesz­czań­ska, do­cho­dzą­ca do głosu nie­za­leż­nie od pierw­szej i to głów­nie w ero­ty­ce. Ten brak czy wprost nie­moż­li­wość uzgod­nie­nia obu ten­den­cji (można je okre­ślić jako spo­łecz­ną i bio­lo­gicz­ną), jest do­wo­dem sztucz­no­ści tak po­my­śla­ne­go pro­ce­su upodob­nia­nia się do pro­le­ta­ria­tu.

(Cie­ka­wym przy­pad­kiem ta­kiej dwo­isto­ści jest po­ezja E. Szem­pliń­skiej. U innej po­et­ki, K. Mo­ło­dow­skiej, wy­stę­pu­je próba uzgod­nie­nia tych dwu ele­men­tów życia, przy­bie­ra­ją­cych formę i sym­bo­li­kę z jed­nej stro­ny „sza­fra­no­we­go dnia lip­co­we­go”, z dru­giej – nędzy ulicy Dzi­kiej. Za­miast do innej kon­klu­zji, innej moż­li­wej, do­cho­dzi po­et­ka je­dy­nie do od­rzu­ce­nia po­etyc­ko­ści sza­fra­no­we­go dnia i do sa­mo­oskar­że­nia, że oto ona, po­et­ka cho­dzi mię­dzy tymi z Dzi­kiej w nie­wy­krzy­wio­nych jak oni trze­wi­kach i… „robi wier­sze”. Zatem wy­róż­nia się spo­śród ludzi z Dzi­kiej).

Takie na­sta­wie­nie pro­wa­dzi do nie­zno­śne­go ga­tun­ku li­te­rac­kie­go: płacz­li­we­go, peł­ne­go sen­ty­men­tal­ne­go sa­mo­oskar­że­nia a zatem ego­ty­zmu, który po­wi­nien być prze­zwy­cię­żo­nym w epoce ko­lek­ty­wi­zmu i rze­czo­wo­ści. I znowu dusza poety, roz­dar­ta i sen­ty­men­tal­na, staje w ośrod­ku po­ezji i pre­ten­sjo­nal­nie do­ma­ga się za­ję­cia sobą; znowu za­czy­na się – jakby się zda­wa­ło – prze­zwy­cię­żo­ny już ro­man­tyzm i kult jed­nost­ki.

Na­sta­wie­nie to pro­wa­dzi dalej do faktu, że sam pro­gram staje się le­gi­ty­ma­cją ide­olo­gii i przy­na­leż­no­ści pi­sa­rza, kwa­li­fi­ko­wa­ne­go na jego pod­sta­wie jako „pro­le­ta­riac­kie­go” lub „bur­żu­azyj­no-fa­szy­stow­skie­go”.

Tym­cza­sem fak­tycz­ną le­gi­ty­ma­cją przy­na­leż­no­ści pi­sa­rza jest fakt, na ile po­tra­fił ująć po­trze­by współ­cze­sno­ści i zro­zu­miał nową, spo­łecz­ną i in­dy­wi­du­al­ną rze­czy­wi­stość.

Kon­struk­cja rze­czy­wi­sto­ści, nie pro­gram i de­kla­ra­cja par­tyj­ne­go wy­zna­nia wiary, czy­nią ar­ty­stę współ­cze­snym.

Rów­nież po­ję­cie „współ­cze­sno­ści” sztu­ki wy­ma­ga re­wi­zji. Ma o tej współ­cze­sno­ści de­cy­do­wać te­ma­ty­ka, wzię­ta z życia pro­le­ta­ria­tu i po­śred­nio – two­rze­nie z myślą o pro­le­ta­ria­cie jako o kon­su­men­cie.

I tu za­cho­dzą dwa braki: sztu­kę tę two­rzy (z wy­jąt­kiem So­wie­tów) głów­nie pi­sarz „in­te­li­genc­ki”, dla któ­re­go ten obcy mu teren po­zo­sta­nie za­wsze ra­czej przed­mio­tem ob­ser­wa­cji, niż bez­po­śred­nim prze­ży­ciem i ra­czej te­ma­tem z pew­nym za­bar­wie­niem eg­zo­ty­ki, ani­że­li cię­ża­rem, od któ­re­go trze­ba się uwol­nić.

Dru­gim, pod­sta­wo­wym bra­kiem tej kon­cep­cji sztu­ki jest nie­obec­ność pro­ble­ma­ty­ki in­te­li­gen­cji, trak­to­wa­nej jako wiel­kość nie­waż­na i mar­gi­ne­so­wa, któ­rej zna­cze­nie za­czy­na się od chwi­li upodob­nie­nia do pro­le­ta­ria­tu.

I to jest rów­nież po­śred­nią przy­czy­ną, dla któ­rej in­te­li­gen­cja, nie znaj­du­ją­ca uwzględ­nie­nia i po­waż­ne­go trak­to­wa­nia swego życia w sztu­ce, szuka opar­cia tam, gdzie widzi przy­zna­nie od­po­wie­dzial­no­ści za życie i losy czło­wie­ka.

Re­asu­mu­ję:

Re­ha­bi­li­ta­cja pew­ne­go ga­tun­ku od­czu­wa­nia i ar­gu­men­ta­cji po­zo­sta­je w związ­ku z przy­zna­niem in­no­ści i rów­no­cze­snej peł­no­war­to­ścio­wo­ści dla tego su­row­ca, z jakim ma do czy­nie­nia in­te­li­gen­cja: jest nim su­ro­wiec myśli i uczu­cia – ana­lo­gicz­ny do su­row­ca do­słow­ne­go, z jakim ma do czy­nie­nia pro­le­ta­riat.

Ta obro­na ana­lo­gicz­nych ar­gu­men­tów i in­te­re­sów usi­łu­je wy­ka­zać nie­po­trzeb­ność iden­ty­fi­ka­cji jako pro­ce­su sztucz­ne­go i fał­szu­ją­ce­go wie­lość życia.

Nie ozna­cza ona cał­kiem umniej­sze­nia hi­sto­rycz­ne­go wa­lo­ru klasy pro­le­ta­riac­kiej. Wprost prze­ciw­nie: samo przy­zna­nie twór­cze­go wa­lo­ru in­te­li­gen­cji, na ile po­ru­sza się po linii ana­lo­gicz­nej do pro­le­ta­ria­tu – pod­kre­śla zna­cze­nie tego ostat­nie­go i okre­śla dość wy­raź­nie sta­no­wi­sko w ten spo­sób ar­gu­men­tu­ją­ce­go in­te­li­gen­ta.

Obie grupy spo­ty­ka­ją się na plat­for­mie le­gen­dy pro­duk­cji i prze­rób­ki su­row­ców (do­słow­nych i „su­row­ca psy­chicz­ne­go”) na rze­czy za­mknię­te twar­dym, geo­me­trycz­nym, okre­ślo­nym kon­tu­rem i rze­czy za­mknię­te sys­te­ma­mi form i pojęć.

 

 

Ar­ty­kuł uka­zał się pier­wot­nie w „Prze­glą­dzie Spo­łecz­nym”, nr 6, 1936. W prze­dru­ku zmo­der­ni­zo­wa­no or­to­gra­fię. In­ter­punk­cję w znacz­nym stop­niu przy­sto­so­wa­no do obo­wią­zu­ją­cych dziś norm. Za­cho­wa­no ory­gi­nal­ną gra­fię w przy­pad­ku frag­men­tów wy­róż­nio­nych przez au­tor­kę kur­sy­wą.

„Figury dni"

Cykl tekstów poświęcony Deborze Vogel (1900-1942), żydowsko-polskiej prozaiczce, poetce, krytyczce i filozofce. Kliknij, by zobaczyć pozostałe teksty z cyklu.

Ilustr. Jagoda Jankowska

De­bo­ra Vogel (1900–1942)
ży­dow­sko-pol­ska pi­sar­ka awan­gar­do­wa, fi­lo­zof­ka, tłu­macz­ka. W swo­jej twór­czo­ści Vogel pró­bo­wa­ła do­ko­nać trans­la­cji do­świad­czeń sztu­ki mo­der­ni­stycz­nej (ku­bi­zmu, kon­struk­ty­wi­zmu) na język li­te­ra­tu­ry. Vogel była też kry­tycz­ką i teo­re­tycz­ką mo­der­ni­stycz­nej sztu­ki i li­te­ra­tu­ry, w tym przede wszyst­kim mon­ta­żu li­te­rac­kie­go i fo­to­mon­ta­żu, pro­pa­ga­tor­ką no­wych tren­dów. Bli­sko zwią­za­na z lwow­ską grupą Artes. Przy­ja­ciół­ka i in­te­lek­tu­al­na part­ner­ka Bru­no­na Schul­za – to w post­scrip­tach do li­stów pi­sa­nych do Vogel po­wsta­wa­ły pierw­sze wer­sje Skle­pów cy­na­mo­no­wych. Pu­bli­ko­wa­ła po pol­sku, he­braj­sku i w ji­dysz. W for­mie książ­ko­wej uka­za­ły się dwa tomy wier­szy: Tog-fi­gurn (Fi­gu­ry dnia, 1930), Ma­ne­ki­nen (Ma­ne­ki­ny, 1934) oraz mon­ta­że w dwu wer­sjach ję­zy­ko­wych Aka­cjes blien i Aka­cje kwit­ną (jid. 1935, pol. 1936). Zgi­nę­ła za­mor­do­wa­na w get­cie lwow­skim wraz z całą ro­dzi­ną, jej zwło­ki od­na­lazł przy­ja­ciel i ilu­stra­tor jej tek­stów – ma­larz Hen­ryk Streng (Marek Wło­dar­ski).
redakcjaKuba Nowacki

„Figury dni"

Cykl tekstów poświęcony Deborze Vogel (1900-1942), żydowsko-polskiej prozaiczce, poetce, krytyczce i filozofce. Kliknij, by zobaczyć pozostałe teksty z cyklu.

Ilustr. Jagoda Jankowska

POPRZEDNI

szkic  

Romans dialektyki

— Debora Vogel

NASTĘPNY

szkic  

O pojęciu awangardy

— Andrzej Sosnowski