fbpx
Logotyp magazynu Mały Format
Natalia Przybysz / SDK / Mały Format

Joanna Bednarek

filozofka, pisarka, tłumaczka, członkini redakcji „Praktyki Teoretycznej”, publikowała m.in. w „Tekstach Drugich”, „Krytyce Politycznej” i „Czasie Kultury”. Autorka książek: „Polityka poza formą. Ontologiczne uwarunkowania poststrukturalistycznej filozofii polityki” (2012), „Linie kobiecości. Jak różnica płciowa przekształciła literaturę i filozofię?” (Fundacja na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi, 2016), „Życie, które mówi. Nowoczesna wspólnota i zwierzęta” (Fundacja na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi, 2017) i powieści „O pochodzeniu rodziny” (Wydawnictwo WBPiCAK, 2018) oraz „Próba” (Krytyka Polityczna, 2021).  Teksty literackie publikowała w „Czasie Kultury”, „Wakacie” i „FA-arcie”.

Przemysław Czapliński

krytyk literacki, profesor literatury współczesnej. Pracuje w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Członek korespondent Polskiej Akademii Nauk. W latach 2002-2008 pełnił funkcję kierownika Pracowni Krytyki Literackiej (na Wydziale Filologii Polskiej UAM), od 2008 jest kierownikiem specjalności krytycznoliterackiej (od 2015 nazwa specjalności: Krytyka i praktyka literacka). W latach 2001-2006 był redaktorem czasopisma „Poznańskie Studia Polonistyczne”; od 2016 wchodzi w skład redakcji czasopisma „Teksty Drugie”. W latach 2002-2006 był członkiem Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej Akademii Nauk. W latach 1997-2001 oraz 2010-2013 wchodził w skład jury Nagrody Literackiej Nike, od 2008 zasiada w jury konkursu teatralnego poświęconego polskiej dramaturgii współczesnej „Metafory rzeczywistości”. Laureat m.in. Nagrody Fundacji im. Kościelskich (1998), Nagroda Prezesa Rady Ministrów (1999), Nagrody im. Kazimierza Wyki (2004), Medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2014) oraz nagrody im. Jana Długosza za książkę „Poruszona mapa” (2017).

Beata Gula

animatorka kultury, redaktorka serii wydawniczych Staromiejskiego Domu Kultury, antologistka – feministka, gospodyni 100 Nocy Poetów, 10 edycji Festiwalu Manifestacje Poetyckie i 4 Ochotniczych Hufców Poezji Festiwalu Literatura jak Fotosynteza, sympatyzuje z roślinami. Mieszka w Warszawie.

Natalia Malek

polska poetka, kuratorka wydarzeń literackich i tłumaczka. Laureatka Nagrody Literackiej Gdynia 2021 w kategorii: poezja.

Joanna Mueller

poetka, eseistka, redaktorka (m.in. redaktorka prowadząca w Biurze Literackim). Od lat prowadzi warsztaty literackie dla dzieci, młodzieży, osób dorosłych i seniorów. Autorka wielu książek poetyckich, m.in. „Somnambóle fantomowe”, Zagniazdowniki/Gniazdowniki”, „intima thule”, „Waruj” (poemiks wraz z Joanną Łańcucką) oraz Hista & her sista. Redaktorka książek: „Solistki. Antologia poezji kobiet (1989–2009)” (razem z M. Cyranowicz i J. Radczyńską) oraz „Warkoczami. Antologia nowej poezji” (wraz z B. Gulą i S. Głuszak). Mieszka w Warszawie, gdzie m.in. współtworzy seminarium o literaturze kobiet Wspólny Pokój.

 

1. Kiedy i w jaki spo­sób roz­po­czę­ła się twoja współ­pra­ca ze Sta­ro­miej­skim Domem Kul­tu­ry w War­sza­wie?

Jo­an­na Bed­na­rek: W 2013 roku, kiedy za­pro­szo­no mnie do udzia­łu w Fe­sti­wa­lu Ma­ni­fe­sta­cje Po­etyc­kie – współ­pro­wa­dzi­łam z Mi­cha­łem Ka­sprza­kiem panel „W dro­dze do eu­to­pii”, po­świę­co­ny nowym wi­zjom wspól­ne­go życia we współ­cze­snej pol­skiej po­ezji.

Beata Gula: Moja współ­pra­ca ze Sta­ro­miej­skim Domem Kul­tu­ry roz­po­czę­ła się w 1998 roku, kiedy jako nie­za­leż­na ani­ma­tor­ka kul­tu­ry re­ali­zo­wa­łam we­dług swo­je­go, dość ry­zy­kow­ne­go sce­na­riu­sza, Ulicz­ny Teatr Po­ezji „Ser­wus Ma­don­na”. Była to akcja miej­ska, per­for­man­ce przy ulicy Fran­cu­skiej. Wie­sza­li­śmy wier­sze w wi­try­nach skle­pów, na pło­tach, za­trzy­my­wa­li­śmy au­to­bu­sy i sa­mo­cho­dy, za­sła­nia­li­śmy re­kla­mo­we bil­l­bo­ar­dy tek­sta­mi po­etyc­ki­mi itd. Po roku za­czę­łam pra­co­wać w SDK jako in­struk­tor­ka li­te­rac­ka.

Prze­my­sław Cza­pliń­ski: Wy­da­je mi się, że na po­cząt­ku dru­giej de­ka­dy. W roku 2010 lub 2011 Beata Gula za­pro­si­ła mnie do po­pro­wa­dze­nia se­mi­na­rium otwar­te­go. In­au­gu­ra­cja była mocna, bo za­czę­ło się od se­mi­na­rium po­świę­co­ne­go an­tro­po­lo­gii li­te­ra­tu­ry. Od tam­te­go mo­men­tu Beata rok­rocz­nie na­ma­wia­ła mnie do wy­my­śle­nia no­we­go cyklu. Dwu­krot­nie se­mi­na­ria od­by­wa­ły się w ra­mach współ­pra­cy mię­dzy SDK-iem i Kry­ty­ką Po­li­tycz­ną, raz współ­or­ga­ni­za­to­rem był In­sty­tut Kul­tu­ry Pol­skiej. Kie­dyś Beata za­su­ge­ro­wa­ła cykl po­świę­co­ny eko­lo­gii i wy­szło z tego chyba naj­bar­dziej dy­na­micz­ne se­mi­na­rium po­świę­co­ne bio­kla­som, czyli po­dzia­łom i so­ju­szom spo­łecz­nym wy­zna­cza­nym przez do­stęp do chro­nio­ne­go życia. Ukła­da­łem także se­mi­na­ria po­świę­co­ne apo­ka­lip­sie, emo­cjom spo­łecz­nym czy prze­mia­nom de­mo­kra­cji. Jed­nak klu­czo­we za każ­dym razem były in­spi­ra­cja wstęp­na i se­me­stral­na go­ścin­ność. Dzię­ki temu kul­tu­ra do­brze czuła się w tym domu.

Na­ta­lia Malek: Jeśli cho­dzi o moją bio­gra­fię, to jako 19-lat­ka byłam po de­biu­cie pra­so­wym i chcia­łam się roz­wi­jać pi­sar­sko, po­etyc­ko. Prze­pro­wa­dzi­łam się z Gdyni do War­sza­wy na stu­dia an­gli­stycz­ne i wła­ści­wie od razu, nie roz­pa­ko­wu­jąc ple­ca­ka, tra­fi­łam na Noc Po­etów; im­pre­zę or­ga­ni­zo­wa­ną przez Beatę Gulę i Tomka Świ­tal­skie­go w war­szaw­skich klu­bach „un­der­gro­un­do­wych” pod au­spi­cja­mi (a ra­czej po pro­stu za środ­ki na dzia­łal­ność pro­gra­mo­wą) SDK-u. Był to czas roz­kwi­tu pa­ra-plot­kar­skiej stro­ny gil­ling.info, więc na im­pre­zę po­etyc­ką szło się wie­dząc, kto jest kim – dzię­ki zdję­ciom Gila, który do­ku­men­to­wał życie li­te­rac­kie w Pol­sce (nawet, jeśli nie znało się tych po­etek i po­etów oso­bi­ście).

Cykl Nocy Po­etów był jed­nym z faj­niej­szych, jakie można po­my­śleć – łą­czył śro­do­wi­sko po­etyc­kie i pi­sar­skie ze śro­do­wi­skiem mu­zy­ków, aspi­ru­ją­cych ar­ty­stycz­nie stu­den­tów; cza­sem – ze śro­do­wi­skiem ar­ty­stów wi­zu­al­nych, zwłasz­cza tzw. śred­nie­go po­ko­le­nia, cza­sem – ze śro­do­wi­skiem aka­de­mic­kim; za­leż­nie kogo Beata z Tom­kiem za­pro­si­li do czę­ści pre­zen­ta­cyj­nej. Jed­ne­go wie­czo­ra, za­wsze w czwar­tek, można było po­słu­chać na przy­kład wier­szy Marty Pod­gór­nik, kon­cer­tu Oli Bi­liń­skiej czy Zu­zan­ny Wroń­skiej, wziąć udział w tur­nie­ju jed­ne­go wier­sza, wy­grać kil­ka­set zło­tych, prze­pu­ścić je, po­dy­sku­to­wać o książ­kach Agam­be­na czy in­ne­go ów­cze­śnie mod­ne­go fi­lo­zo­fa-ese­isty – i na­stęp­ne­go dnia rano na­pi­sać ko­lej­ny wiersz. Wspo­mi­nam ten okres jako mo­ment in­ten­syw­ne­go wzro­stu, roz­wo­ju, ob­ser­wa­cji i na­słu­chów, dys­ku­sji. Nie ist­nia­ła jesz­cze Kry­ty­ka Po­li­tycz­na, Kul­tu­ra Li­be­ral­na racz­ko­wa­ła, Pol­ska była w Unii od 3 lat, Czuły Bar­ba­rzyń­ca nie ko­ja­rzył się jesz­cze z de­frau­da­cja­mi i dłu­ga­mi, mia­stem rzą­dzi­li ci sami „pa­no­wie”, któ­rzy od­po­wia­da­li za trans­for­ma­cję ustro­jo­wą w la­tach 90.; a w świe­cie sztu­ki nie krą­ży­ły jesz­cze tak po­waż­ne pie­nią­dze. Ist­nia­ło za­głę­bie klu­bów na Do­brej. Jesz­cze nikt go nie spa­lił.

Potem oczy­wi­ście – z czwart­ku na czwar­tek – po­głę­bia­ła się moja re­la­cja z Beatą i ze śro­do­wi­skiem po­etyc­kim, które się wokół SDK-u wy­two­rzy­ło – Asią Mu­el­ler, Mi­cha­łem Ka­sprza­kiem, Marią Cy­ra­no­wicz, Ju­sty­ną Rad­czyń­ską, tzw. neo- czy post-lin­gwi­sta­mi.

Póź­niej wy­da­łam swoje de­biu­tanc­kie „Pra­co­wi­te po­po­łu­dnia” (2010) w SDK-u; w 2012 roku za­czął się cykl Wspól­ny Pokój – naj­pierw jako pro­jekt stric­te in­te­lek­tu­al­ny; z cza­sem – in­te­lek­tu­al­no-ar­ty­stycz­ny i to­wa­rzy­ski. Beata chęt­nie „da­wa­ła szan­se”, za­pra­sza­ła do pro­wa­dze­nia spo­tkań czy se­mi­na­riów osoby młode albo po­szu­ku­ją­ce; dzię­ki niej za­de­biu­to­wa­łam także jako pro­wa­dzą­ca se­mi­na­rium. Wie­dząc, jak fa­scy­nu­ją mnie związ­ki po­mię­dzy po­ezją a sztu­ka­mi wi­zu­al­ny­mi, Beata za­pro­po­no­wa­ła mi au­tor­ski cykl spo­tkań na ten temat; do­pro­si­ła Zbi­gnie­wa Li­be­rę i Je­rze­go Jar­nie­wi­cza, za­czę­ło się to na któ­rychś Ma­ni­fe­sta­cjach Po­etyc­kich, i w ten spo­sób „wzmoc­ni­ła” moje po­szu­ki­wa­nia, które trwa­ją do dzi­siaj.

Jo­an­na Mu­el­ler: Moja współ­pra­ca z SDK mie­ści się do­kład­nie w ra­mach za­kre­ślo­nych w ty­tu­le ni­niej­szej an­kie­ty – około roku 2000 do­sta­łam się (jako po­cząt­ku­ją­ca au­tor­ka i stu­dent­ka war­szaw­skiej po­lo­ni­sty­ki) na warsz­ta­ty li­te­rac­kie ko­or­dy­no­wa­ne przez Beatę Gulę, a w 2020 roku zo­sta­łam ze Sta­ro­miej­skie­go Domu Kul­tu­ry wy­rzu­co­na – wraz z Beatą i całym śro­do­wi­skiem, które przez te dwie de­ka­dy współ­two­rzy­ło to miej­sce.

Roz­po­czę­cie warsz­ta­tów w SDK było dla mnie jak za­pro­sze­nie w go­ści­nę. Cho­dzi­ło nie tylko o go­ści­nę po­etyc­ką, choć ona była wtedy bar­dzo ważna – wresz­cie mo­głam po­ka­zać komuś (pro­wa­dzą­cym warsz­ta­ty, ale przede wszyst­kim współ­warsz­ta­to­wi­czom) moje „szu­fla­do­we” dotąd wier­sze, mo­głam o nich po­roz­ma­wiać (a dzi­ku­ską spo­łecz­ną byłam wtedy strasz­ną), usły­szeć głosy wspie­ra­ją­ce i kry­tycz­ne, two­rzyć coś w gru­pie ludzi po­łą­czo­nych po­dob­ną pasją. Ale była to też go­ści­na po pro­stu ludz­ka, za­war­łam wtedy przy­jaź­nie, które – choć nie­kie­dy burz­li­we – trwa­ją do dziś, po­czu­łam się dla kogoś istot­na, wy­rwa­łam się z kom­plet­nej sa­mot­no­ści przy­bysz­ki z ma­łe­go mia­sta do sto­łecz­nej dżun­gli (wtedy jesz­cze nie uży­wa­ło się okre­śle­nia „sło­iki”).

Mia­łam ogrom­ne szczę­ście tra­fie­nia do grupy warsz­ta­to­wej, którą Beata Gula do dzi­siaj uważa za naj­bar­dziej twór­czą i „ro­bią­cą fer­ment” ze wszyst­kich rocz­ni­ków, jakie prze­wi­nę­ły się przez SDK. Szyb­ko zbun­to­wa­li­śmy się prze­ciw nar­ra­cji star­szych po­etów pro­wa­dzą­cych za­ję­cia, wy­pro­si­li­śmy u Beaty za­pro­sze­nie w roli pro­wa­dzą­cej Marii Cy­ra­no­wicz (którą zna­li­śmy jako wy­kła­dow­czy­nię z po­lo­ni­sty­ki), za­czę­li­śmy two­rzyć ga­zet­kę, stwo­rzy­li­śmy grupę po­etyc­ką, a dwa lata póź­niej z wiel­ką hucpą ogło­si­li­śmy świa­tu ma­ni­fest neo­lin­gwi­stycz­ny. Po­świę­cam temu wspo­mnie­niu tylko (aż?) jeden aka­pit – wię­cej można do­czy­tać w hi­sto­rycz­nej już an­to­lo­gii „Gada? Zabić!”.

 

2. Jaki pro­jekt/pro­gram/cykl/książ­ka/po­ję­cie… wy­pra­co­wa­ne w ra­mach sze­ro­ko ro­zu­mia­ne­go śro­do­wi­ska „sta­re­go” SDK jest ci szcze­gól­nie bli­skie i dla­cze­go?

Jo­an­na Bed­na­rek: Po pierw­sze, an­to­lo­gia „War­ko­cza­mi”, która sta­no­wi dla mnie wzór ar­ty­stycz­ne­go przed­się­wzię­cia fe­mi­ni­stycz­ne­go; gło­sa­mi po­etek i au­to­rek ese­jów for­mu­łu­je ona dia­gno­zę i kry­ty­kę kwe­stii (nie)obec­no­ści ko­biet w pol­skiej po­ezji, nie uprasz­cza­jąc prze­ka­zu i nie ujed­no­li­ca­jąc od­ręb­no­ści po­szcze­gól­nych gło­sów.

Po dru­gie, „Wakat”, któ­re­go każdy numer był wy­ra­zi­stą ca­ło­ścią, zgłę­bia­ją­cą jakiś pro­blem z po­gra­ni­cza sztu­ki i po­li­ty­ki za po­mo­cą me­diów eseju, po­ezji i prozy, or­ga­ni­zu­ją­cą dia­log mię­dzy tymi try­ba­mi pi­sa­nia.

Po trze­cie, fe­sti­wal „Li­te­ra­tu­ra jak fo­to­syn­te­za”, od­by­wa­ją­cy się od 2016 roku na Jaz­do­wie, pod­czas któ­re­go in­spi­ru­ją­ce, za­awan­so­wa­ne dys­ku­sje o li­te­ra­tu­rze to­czo­no w nie­zo­bo­wią­zu­ją­cej, nie­hie­rar­chicz­nej at­mos­fe­rze.

Beata Gula: Na to py­ta­nie mnie jest szcze­gól­nie trud­no od­po­wie­dzieć, moja praca w SDK miała różne etapy, na każ­dym z nich, co in­ne­go było naj­waż­niej­sze. Na po­cząt­ku Noce Po­etów wraz z Tom­kiem Świ­tal­skim, sto Nocy, wę­drów­ki po war­szaw­skich klu­bach, szu­ka­nie miejsc, szu­ka­nie po­etów, mu­zy­ków, zmie­nia­nie for­mu­ły im­pre­zy, nie­sa­mo­wi­ta, młoda ener­gia. Mia­łam dużo szczę­ścia, bo w tym samym mo­men­cie po­ja­wi­li się w SDK neo­lin­gwi­ści, ich ma­ni­fest, spo­tka­nia li­te­rac­kie w Au­ro­rze, klu­bie pro­wa­dzo­nym przez Zbysz­ka Li­be­rę i Ma­rio­lę Przy­jem­ską. To wła­śnie dzie­sięć lat Nocy Po­etów stwo­rzy­ło tzw. śro­do­wi­sko li­te­rac­kie SDK. Potem dzie­sięć edy­cji Fe­sti­wa­lu Ma­ni­fe­sta­cje Po­etyc­kie i pismo „Wakat”. Bar­dzo ważne było dla mnie wy­daw­nic­two i cykle se­mi­na­riów, a szcze­gól­nie te pro­wa­dzo­ne przez pro­fe­so­ra Prze­my­sła­wa Cza­pliń­skie­go. Po wy­da­niu an­to­lo­gii „So­list­ki” za­ło­ży­ły­śmy grupę ar­ty­stycz­ną „Wspól­ny Pokój”, po­trze­bo­wa­ły­śmy wzmoc­nie­nia ko­bie­ce­go głosu i w życiu, i w po­ezji. W ostat­nim okre­sie pracy w SDK naj­waż­niej­sze było zie­lo­ne osie­dle Jaz­dów, fe­sti­wal „Li­te­ra­tu­ra jako fo­to­syn­te­za”, eko­kry­ty­ka, go­spo­da­rze­nie w domku Prze­no­śnia Las. A naj­waż­niej­sze dla mnie książ­ki, które wy­da­łam w SDK, to an­to­lo­gie: „So­list­ki”, „Gada? Zabić!”, „War­ko­cza­mi” i wybór wier­szy Marii Cy­ra­no­wicz „Psy­cho­de­li­cje”. Dwie z nich są po­dob­no lek­tu­ra­mi obo­wiąz­ko­wy­mi na war­szaw­skiej po­lo­ni­sty­ce.

Prze­my­sław Cza­pliń­ski: Bli­skie były mi cza­so­pi­smo „Wakat” i fe­sti­wa­le po­etyc­kie, naj­bar­dziej jed­nak lu­bi­łem Ro­ta­cyj­ny Dom Kul­tu­ry. Bo to był Dom, który wy­szedł z domu, nie tra­cąc na go­ścin­no­ści. W dom­kach na Ujaz­do­wie pro­wa­dzi­łem se­mi­na­ria, ale naj­cie­kaw­sze wy­da­wa­ły mi się te ini­cja­ty­wy, które wy­ra­sta­ły z miej­sca – zie­lo­ne warsz­ta­ty, czy­ta­nie po­ezji na tra­wie, ma­lo­wa­nie, za­ję­cia z dzieć­mi, dys­ku­sje o śro­do­wi­sku. Przy czym nigdy nie po­rzu­ca­no ksią­żek – były one pod ręką, na stole, w koszu. Jeśli jakaś książ­ka była po­trzeb­na, można było po nią się­gnąć. Jeśli nie, le­ża­ła na po­do­rę­dziu. Książ­ka sta­wa­ła się czymś po­dob­nym do ro­śli­ny, to­reb­ki z na­sio­na­mi, wia­der­ka soku, owo­ców na ta­le­rzu. Czymś wię­cej niż przed­mio­tem, czymś mniej niż re­li­kwią. Była jak przy­god­ny gość, który pod­czas spo­tkań na dział­kach opo­wia­da jakąś hi­sto­rię czy do­ra­dza w spra­wie sa­dzo­nek. Li­te­ra­tu­ra po­ży­tecz­na, cie­ka­wa, ale nie wy­osob­nio­na. Współ­ist­nie­ją­ca.

Na­ta­lia Malek: „Stary” SDK, czyli tak na­praw­dę dzia­ła­nia pro­gra­mo­we Beaty Guli, potem też Mi­cha­ła Ka­sprza­ka, był bar­dzo żywy. Czuj­ny na to, co się dzia­ło in­te­lek­tu­al­nie, fi­lo­zo­ficz­nie, spo­łecz­nie, li­te­rac­ko czy mu­zycz­nie. Ta czuj­ność i chęć „wy­ła­py­wa­nia” naj­cie­kaw­szych fe­no­me­nów owo­co­wa­ła też pewną zmien­no­ścią, płyn­no­ścią, nie­chę­cią do za­my­ka­nia się w jed­nym tylko ob­sza­rze po­szu­ki­wań. To, czym żył „stary” SDK w 2007 czy 2009 roku, róż­ni­ło się dia­me­tral­nie od tego, czym żył na przy­kład w 2012… A to z kolei róż­ni­ło się bar­dzo od pro­jek­tów z 2015 roku. Od po­cząt­ku po­do­ba­ła mi się linia wi­zu­al­na ksią­żek pro­jek­to­wa­nych w serii „Bi­blio­te­ka Nocy Po­etów” i w ogóle współ­pra­ca po­mię­dzy śro­do­wi­skiem po­etyc­kim a ar­ty­sta­mi wi­zu­al­ny­mi: Pio­trem Mło­do­żeń­cem, Mar­kiem Sob­czy­kiem, Zbi­gnie­wem Li­be­rą, Ma­rio­lą Przy­jem­ską, An­drze­jem Fal­kie­wi­czem itd. Ta współ­pra­ca była moż­li­wa tylko i wy­łącz­nie dzię­ki zdol­no­ściom ani­ma­cyj­nym Beaty Guli, dzię­ki wy­jąt­ko­we­mu chyba po­łą­cze­niu cech oso­bo­wych typu cier­pli­wość, od­por­ność na ewen­tu­al­ne na­ci­ski ad­mi­ni­stra­cyj­ne z jed­nej stro­ny, od­por­ność na różne wy­sko­ki ar­ty­stycz­ne z dru­giej, wy­so­ka to­le­ran­cja na idio­syn­kra­zje przy jed­no­cze­snej zdol­no­ści do wej­ścia w part­ner­ską dys­ku­sję o spra­wach ar­ty­stycz­nych; cza­sem – wej­ścia w me­ry­to­rycz­ny spór, od­wie­dze­nia nawet uzna­ne­go ar­ty­sty od ba­na­łu czy mie­li­zny in­te­lek­tu­al­nej.

Dzia­łal­ność pro­gra­mo­wą „sta­re­go” SDK-u naj­bar­dziej od­róż­nia­ła umie­jęt­ność zna­le­zie­nia rów­no­wa­gi po­mię­dzy od­po­wie­dzial­no­ścią wzglę­dem od­bior­ców a od­po­wie­dzial­no­ścią wzglę­dem twór­ców. Gula po­tra­fi­ła wy­po­środ­ko­wać to, co wciąż jest „misją” domu kul­tu­ry, czyli jakiś ro­dzaj upo­wszech­nia­nia do­stę­pu do sztu­ki – pre­zen­to­wa­nia, po­pu­la­ry­zo­wa­nia, także wśród od­bior­ców nie­przy­go­to­wa­nych na od­biór tego, co naj­współ­cze­śniej­sze; oraz to, co można na­zwać „ani­ma­cją” sa­mych twór­ców – czyli in­spi­ro­wa­nia no­wych dzieł, no­wych ini­cja­tyw, wspie­ra­nia pro­ce­su twór­cze­go.

Wy­da­je mi się, że wraz ze źle po­ję­tą pro­fe­sjo­na­li­za­cją sek­to­ra kul­tu­ry nowe po­ko­le­nie „me­na­dże­rów” igno­ru­je swoją od­po­wie­dzial­ność wzglę­dem twór­ców i sku­pia się je­dy­nie na szum­nie opi­sy­wa­nej misji po­pu­la­ry­za­tor­skiej. W po­go­ni za mier­ni­ka­mi czy wskaź­ni­ka­mi „suk­ce­su” sku­pia się na za­pew­nie­niu jak naj­więk­szej licz­by od­bior­ców da­ne­go wy­da­rze­nia czy wręcz danej pro­duk­cji kul­tu­ral­nej; jakby o ja­ko­ści pro­jek­tu kul­tu­ral­ne­go mogło świad­czyć „po­gło­wie” za­go­nio­ne do kon­sump­cji w mu­rach in­sty­tu­cji (bo na­le­ży za­zdro­śnie przy­cią­gać oby­wa­te­li do „swo­je­go” bu­dyn­ku zmo­der­ni­zo­wa­ne­go za cięż­kie pie­nią­dze ze środ­ków in­fra­struk­tu­ral­nych); po­li­czo­ne i wpi­sa­ne do ta­bel­ki w rocz­nym spra­woz­da­niu. W ten spo­sób dzia­ła coraz wię­cej in­sty­tu­cji, także in­sty­tu­cji li­te­ra­tu­ry; jakby pró­bu­jąc zre­ali­zo­wać Hau­sne­row­ski ideał „mie­rzal­no­ści” kul­tu­ry – jakby licz­by wy­świe­tleń czy wejść na dane wy­da­rze­nie miały świad­czyć… o czym? Do­brze wy­da­nych pie­nią­dzach sa­mo­rzą­du? Do­brze za­rzą­dzo­nej masie kon­su­men­tów? Do­brze wy­po­sa­żo­nej w tre­ści masie oby­wa­te­li? Wy­da­je mi się, że dla coraz więk­szej licz­by in­sty­tu­cji kul­tu­ry, a z pew­no­ścią in­sty­tu­cji kul­tu­ry w War­sza­wie, w ja­kiejś mie­rze obo­jęt­ne jest co po­ka­zu­ją, byle dużo osób chcia­ło to zo­ba­czyć – u nich, nie – gdzie in­dziej. Otóż ten ro­dzaj my­śle­nia był jak naj­bar­dziej obcy Be­acie Guli i jej ze­spo­ło­wi.

Jo­an­na Mu­el­ler: Od­po­wiedź jest pro­sta – dla mnie naj­waż­niej­szy jest i bę­dzie Wspól­ny Pokój – i tym trud­niej­sze do znie­sie­nia jest dla mnie znisz­cze­nie tego przed­się­wzię­cia przez no­wych „wło­da­rzy” (oraz ich ako­li­tów i ako­li­tek), tak chęt­nie po­wie­wa­ją­cych sztan­da­ra­mi rów­no­ści, to­le­ran­cji i fe­mi­ni­zmu.

Wspól­ny Pokój po­wstał je­sie­nią 2011 roku. To był – znowu po­wiem bar­dzo oso­bi­ście – trud­ny dla mnie czas. Byłam zmę­czo­ną mamą dwój­ki ma­łych dzie­ci, a na ho­ry­zon­cie cza­iło się trze­cie. Po­trze­bo­wa­łam od­skocz­ni od do­mo­wych spraw, roz­mów w gro­nie ko­biet, które będą po­tra­fi­ły zro­zu­mieć i po­dzie­lić moje do­świad­cze­nie, ale przede wszyst­kim chcia­łam od­na­leźć się w li­te­ra­tu­rze, sztu­ce, fi­lo­zo­fii, które tro­chę wię­cej po­wie­dzą mi o mnie samej. Dla­te­go kiedy Beata Gula za­pro­po­no­wa­ła mi po­pro­wa­dze­nie „na próbę” kilku spo­tkań o li­te­ra­tu­rze ko­biet, rzu­ci­łam się w ten po­mysł całą sobą.

Jak wia­do­mo, nie skoń­czy­ło się na tych kilku prób­nych spo­tka­niach. Wspól­ny Pokój trwał przez ko­lej­ną de­ka­dę – i trwa nadal, mimo eks­mi­sji ze Sta­ro­miej­skie­go Domu Kul­tu­ry. Przez de­ka­dę dzia­łal­no­ści przy­cią­gał setki uczest­ni­czek i uczest­ni­ków z całej Pol­ski (i nie tylko), kształ­to­wał ro­dzi­mą myśl fe­mi­ni­stycz­ną, za­owo­co­wał set­ka­mi pu­bli­ka­cji, wy­da­rzeń, in­ter­wen­cji i akcji ar­ty­stycz­nych. I znowu – był (jest!) bar­dzo ważny ar­ty­stycz­nie, li­te­rac­ko, ale dla wielu osób sta­no­wi po pro­stu ogrom­nie istot­ną część oso­bi­ste­go życia. Nie wy­obra­żam sobie sie­bie bez tej wspól­no­ty.

 

3. Co uzna­jesz za naj­waż­niej­szy ele­ment dzia­łal­no­ści „sta­re­go” SDK?

Jo­an­na Bed­na­rek: Stwo­rze­nie sta­bil­ne­go, umo­co­wa­ne­go in­sty­tu­cjo­nal­nie śro­do­wi­ska, w któ­rym osoby zaj­mu­ją­ce się ni­szo­wą twór­czo­ścią mogły na­wią­zy­wać kon­tak­ty, roz­ma­wiać o naj­waż­niej­szych prą­dach kul­tu­ro­wych i o swo­ich tek­stach, udzie­lać sobie na­wza­jem wspar­cia.

Beata Gula: Naj­waż­niej­sze w dzia­łal­no­ści li­te­rac­kiej „sta­re­go” SDK było kon­se­kwent­ne bu­do­wa­nie struk­tu­ry od Punk­tu Kon­sul­ta­cji Li­te­rac­kich przez warsz­ta­ty, pismo „Wakat”, spo­tka­nia au­tor­skie, dzia­ła­nie grup ar­ty­stycz­nych, in­ter­dy­scy­pli­nar­ne Noce Po­etów, fe­sti­wa­le li­te­rac­kie, se­mi­na­ria, do wy­daw­nic­twa – od de­biu­tan­tów po an­to­lo­gie, czyli po­łą­cze­nie dzia­łal­no­ści edu­ka­cyj­nej, pro­mo­cyj­nej i ar­ty­stycz­nej. No i oczy­wi­ście brak hie­rar­chicz­no­ści, bu­do­wa­nie otwar­tej wspól­no­ty, już w pierw­szej an­to­lo­gii Nocy Po­etów tek­sty z Tur­nie­jów Jed­ne­go Wier­sza są­sia­do­wa­ły z tek­sta­mi uzna­nych wtedy po­etów.

Prze­my­sław Cza­pliń­ski: Okre­śle­nie „ele­ment” jest cał­kiem traf­ne, choć ogól­ne. Ele­ment to ży­wioł. Za­ło­ga SDK-u tak kon­se­kwent­nie po­sze­rza­ła formy ak­tyw­no­ści, aż wresz­cie osią­gnę­ła to, co jest naj­skryt­szym pra­gnie­niem każ­dej pla­ców­ki kul­tu­ral­nej: do SDK-u za­czę­li przy­cho­dzić lu­dzie z wła­sny­mi po­my­sła­mi. Jedni chcie­li zor­ga­ni­zo­wać dys­ku­sję, inni fe­sti­wal, jesz­cze inni pro­po­no­wa­li warsz­ta­ty dla dzie­ci. Naj­waż­niej­sza jed­nak była wła­śnie roz­bu­dzo­na sa­mo­dziel­ność po­stron­nych ludzi, któ­rzy przy­cho­dzi­li do SDK-u, aby zy­skać pomoc or­ga­ni­za­cyj­ną czy opie­kę in­sty­tu­cjo­nal­ną. Taka ak­tyw­ność za­mie­nia pla­ców­kę kul­tu­ral­ną – za­wsze za­gro­żo­ną przez ru­ty­nę – w węzeł spo­łecz­nej sieci. SDK nie był już w tej sieci naj­waż­niej­szy, bo sam prze­stał mie­ścić się przy Sta­rym Rynku. Był nie tam, gdzie jego sie­dzi­ba, lecz tam, gdzie można było prze­pro­wa­dzić ja­kieś dzia­ła­nie. Nie po­tra­fię do­kład­nie usta­lić, kiedy SDK prze­szedł w fazę war­to­ścio­we­go roz­pro­sze­nia, ale wy­da­je mi się, że był to mniej wię­cej rok 2010.

Na­ta­lia Malek: Wy­od­ręb­nie­nie jed­ne­go naj­waż­niej­sze­go ele­men­tu chyba jest nie­moż­li­we. „Stary” SDK na­praw­dę re­ali­zo­wał dzia­ła­nia inter– po­mię­dzy dzie­dzi­na­mi sztu­ki, po­mię­dzy od­po­wie­dzial­no­ścią wobec od­bior­ców sztu­ki a od­po­wie­dzial­no­ścią wobec twór­ców itd. Ważne było wy­daw­nic­two, ale i cykle se­mi­na­ryj­ne, i „Wakat”, i warsz­ta­ty pi­sar­skie, i fe­sti­wa­le (Ma­ni­fe­sta­cje Po­etyc­kie, a potem fe­sti­wal „Li­te­ra­tu­ra jak fo­to­syn­te­za”). Beata Gula i Mi­chał Ka­sprzak, potem także Syl­wia Głu­szak i Asia Mu­el­ler, za­pro­jek­to­wa­li pewną „ścież­kę”; nie li­ne­ar­ną, ale taką wła­śnie „po­mię­dzy” – dzię­ki któ­rej lu­dzie za­in­te­re­so­wa­ni li­te­ra­tu­rą mogli naj­pierw zdo­być pewne szli­fy na warsz­ta­tach, za­de­biu­to­wać albo opu­bli­ko­wać coś w „Wa­ka­cie”, po­ka­zać coś pod­czas fe­sti­wa­lu albo „Wier­szo­ryn­ki”, przed­sta­wić pu­blicz­nie wier­sze pod­czas Tur­nie­ju Jed­ne­go Wier­sza, po­dy­sku­to­wać na se­mi­na­riach fe­mi­ni­stycz­nych (Wspól­ny Pokój) albo li­te­ra­tu­ro­znaw­czych (cykle se­mi­na­ryj­ne prof. Prze­my­sła­wa Cza­pliń­skie­go), jeśli mają ja­kieś prze­kła­dy, po­my­sły, pro­jek­ty ba­daw­cze – to także takie se­mi­na­rium prze­pro­wa­dzić itd. Wszyst­ko na part­ner­skich za­sa­dach, bez pro­tek­cjo­na­li­zmu, bez pre­sji oko­ło-kon­su­menc­kiej (którą wy­ło­żył nowy dy­rek­tor pla­ców­ki, Mar­cin Ja­siń­ski, w wy­wia­dzie dla dwu­ty­go­dnik.com), w ja­kiejś ta­kiej ogól­nie sprzy­ja­ją­cej eks­pe­ry­men­tom at­mos­fe­rze.

Jo­an­na Mu­el­ler: Dla mnie „stary” SDK był kom­plet­nym prze­ci­wień­stwem tego, czym stał się teraz. Nie­pod­ra­bial­ny­mi ce­cha­mi śro­do­wi­ska stwo­rzo­ne­go przez Beatę Gulę i Tomka Świ­tal­skie­go były: nie­schle­bia­nie ma­in­stre­amo­wym gu­stom, nie­kła­nia­nie się ka­pi­ta­li­stycz­no-urzęd­ni­czym kli­szom, wspól­no­to­wość i tro­ska, re­la­cyj­ność, anar­chi­stycz­ne i za­ra­zem twór­cze po­dej­ście do sztu­ki, łą­cze­nie róż­nych jej dzie­dzin (po­ezji, mu­zy­ki, tańca, dzia­łań per­for­ma­tyw­nych itd.), iro­nicz­ne, kry­tycz­ne spoj­rze­nie na rze­czy­wi­stość spo­łecz­no-po­li­tycz­ną, trwa­nie na awan­gar­do­wym mar­gi­ne­sie, od­wa­ga po­dej­mo­wa­nia ar­ty­stycz­ne­go ry­zy­ka, in­ter­wen­cjo­nizm i ak­ty­wizm, który nie jest tylko modną przy­pin­ką, flagą czy pla­kiet­ką. Tym był dawny SDK, i tym nigdy nie bę­dzie ten nowy.

 

4. Jakie re­la­cje czy współ­pra­ce za­wią­za­ne w ra­mach dzia­łal­no­ści „sta­re­go” SDK uzna­jesz za naj­istot­niej­sze dla sie­bie?

Jo­an­na Bed­na­rek: Wspól­ne­mu Po­ko­jo­wi, fe­mi­ni­stycz­nej wspól­no­cie zwią­za­nej ze sta­rym SDK-iem, za­wdzię­czam szcze­gól­nie dużo. Od 2016 do 2020 roku pro­wa­dzi­łam tam se­mi­na­ria po­świę­co­ne związ­kom fan­ta­sty­ki i fi­lo­zo­fii, dzię­ki czemu mo­głam roz­wi­jać pro­jekt na­uko­wy, nad któ­rym pra­cu­ję do dzi­siaj; pro­wa­dzo­ne pod­czas tych se­mi­na­riów i przy in­nych oka­zjach dys­ku­sje z Beatą Gulą, Syl­wią Głu­szak, Jo­an­ną Mu­el­ler, Jo­an­ną Łań­cuc­ką i Marią Cy­ra­no­wicz były i są dla mnie źró­dłem ogrom­nej in­spi­ra­cji. To rów­nież dzię­ki ich po­mo­cy mo­głam wydać moją drugą książ­kę pro­za­tor­ską. Z kolei pu­bli­ka­cje w „Wa­ka­cie” na­uczy­ły mnie uj­mo­wać idee fi­lo­zo­ficz­ne w przy­stęp­nej for­mie.

Beata Gula: A to py­ta­nie! No i jak tu teraz kogoś nie ura­zić. Cóż, będę się potem za­sła­niać de­men­cją. Na po­czą­tek Tomek Świ­tal­ski, dzię­ki któ­re­mu po­zna­łam wielu mu­zy­ków i ar­ty­stów sztu­ki wi­zu­al­nej, z któ­ry­mi przy­jaź­nię się i współ­pra­cu­ję do dzi­siaj, tj. Zbysz­ka Li­be­rę, Ma­rio­lę Przy­jem­ską, Marka Sob­czy­ka, Pio­tra Mło­do­żeń­ca i wielu in­nych. Dzię­ki Tom­ko­wi poeci prze­ży­wa­li eu­fo­rię i kosz­mar sceny, a po­ezja stała się choć­by przez chwi­lę modna, ko­lo­ro­wa, do­stęp­na i roc­ko­wa. Jed­nym z naj­waż­niej­szych spo­tkań li­te­ra­tu­ro­znaw­czych było (i bę­dzie od przy­szłe­go roku w Mu­zeum Li­te­ra­tu­ry) se­mi­na­rium pro­fe­so­ra Prze­my­sła­wa Cza­pliń­skie­go, z któ­rym razem prze­czy­ta­li­śmy i zin­ter­pre­to­wa­li­śmy około dwu­stu ksią­żek. Chyba wię­cej na­uczy­łam się od Prze­mka niż w ciągu pię­ciu lat stu­diów na po­lo­ni­sty­ce, choć se­mi­na­riów było osiem. Moim ulu­bio­nym dzien­ni­ka­rzem od po­ezji i nie tylko był za­wsze Roman Kur­kie­wicz, au­dy­cje o na­szych książ­kach, fe­sti­wa­lach, czy­ta­nie wier­szy i żarty, śmiech za­miast pu­blicz­nej na­pin­ki. Setka waż­nych dla mnie po­etek i po­etów, re­dak­cje „Wa­ka­tu”, dys­ku­sje, za­wsze w kontrze Mi­chał Ka­sprzak. Ale cie­ka­we spory, roz­mo­wy o li­te­ra­tu­rze, mi­ło­ści, po­li­ty­ce i lu­dziach. Pro­jek­to­wa­nie ksią­żek i pa­pie­ro­we­go „Wa­ka­tu” z Mar­kiem Sob­czy­kiem, jego i Ma­te­usza Fal­kow­skie­go Kino Gra­wi­ta­cyj­ne, nasze (z Olą Wa­si­lew­ską) nie­za­po­mnia­ne w nim role. Na ko­niec klam­ra, ro­dzi­na, czyli Wspól­ny Pokój, po­et­ki, ani­ma­tor­ki, ar­tyst­ki, se­mi­na­ria w SDK i go­spo­da­rze­nie na Jaz­do­wie, duża ro­dzi­na, dzie­ci, psy, wspól­ne czy­ta­nie, pi­sa­nie, pro­jek­to­wa­nie, szy­cie, sprzą­ta­nie i go­to­wa­nie. Ochot­ni­czy Hu­fiec Po­ezji. Jo­an­na Mu­el­ler, Syl­wia Głu­szak, Ola Wa­si­lew­ska, Na­ta­lia Malek, Agniesz­ka Ko­złow­ska, Mo­ni­ka Błasz­czak, Maria Cy­ra­no­wicz, Ju­sty­na Rad­czyń­ska, Mo­ni­ka Mo­sie­wicz, Olga Rud­nic­ka, Mi­chał Szy­ma­niak, Jo­an­na Łań­cuc­ka, Kuba Głu­szak i jego KOP, czyli Ko­mi­tet Obro­ny Po­ezji. A wokół tego umoż­li­wia­ją­ce re­ali­za­cję, dobre, opie­kuń­cze, choć cza­sa­mi też trud­ne re­la­cje z dy­rek­to­rem „sta­re­go” SDK Se­ba­stia­nem Le­nar­tem.

Prze­my­sław Cza­pliń­ski: Naj­istot­niej­sza była współ­pra­ca opar­ta na swo­bo­dzie. Przez wiele lat pro­wa­dzi­łem w SDK-u se­mi­na­ria, każ­do­ra­zo­wo spo­ty­ka­jąc się z tym samym po­dej­ściem: Beata Gula for­mu­ło­wa­ła za­pro­sze­nie, pod­po­wia­da­ła te­ma­ty, pro­ble­my czy książ­ki do omó­wie­nia, ale za­wsze osta­tecz­ny ze­staw za­gad­nień i lek­tur po­wsta­wał w ra­mach wy­mia­ny po­glą­dów i wy­pra­co­wa­ne­go kom­pro­mi­su. To samo od­naj­dy­wa­łem pod­czas se­mi­na­ryj­nych spo­tkań: w piw­ni­cy SDK-u pa­no­wa­ła at­mos­fe­ra, w któ­rej sku­pie­nie łą­czy­ło się z dys­ku­syj­nym luzem. Nawet spory świa­to­po­glą­do­we, za­zwy­czaj roz­po­czy­na­ne przez Marię Cy­ra­no­wicz, miały cha­rak­ter me­ry­to­rycz­ny: ostre wy­mia­ny zdań nie prze­ra­dza­ły się w kłót­nię, a róż­ni­ce po­glą­dów nie ni­we­czy­ły wza­jem­ne­go sza­cun­ku. Dobrą at­mos­fe­rę bu­do­wa­ła też wspól­na ak­cep­ta­cja dla pracy: uma­wia­li­śmy się na oma­wia­nie kon­kret­nych ksią­żek – a były to czę­sto dzie­ła trud­ne – i uczest­ni­cy su­mien­nie owe książ­ki czy­ta­li. Pra­co­wi­tość se­mi­na­rzy­stów szła w parze z cie­ka­wo­ścią, a to chyba opty­mal­ne na­sta­wie­nie.

Istot­ne dla cha­rak­te­ry­sty­ki SDK-u jest też py­ta­nie, skąd brali się słu­cha­cze. Ze­wsząd. Na spo­tka­nia przy­cho­dzi­li li­ce­ali­ści, stu­den­ci, dok­to­ran­ci, osoby w śred­nim wieku i se­nio­rzy, poeci i aka­de­mi­cy. Wy­ni­ka­ło z tego, że lu­dzie ko­ja­rzą SDK jako miej­sce, w któ­rym dzie­ją się cie­ka­we rze­czy i do któ­re­go warto przyjść, aby wziąć w nich udział.

Smut­ne, że udzie­la­my od­po­wie­dzi nie przy oka­zji rocz­ni­cy albo na przy­kład na­gro­dy przy­zna­nej SDK-owi, lecz w oko­licz­no­ściach po­grze­bo­wych. Że­gna­my SDK w do­tych­cza­so­wej po­sta­ci, bez więk­szych na­dziei na to, że ko­lej­ne wcie­le­nie bę­dzie rów­nie war­to­ścio­we. Nie prze­kre­ślam z góry szans przy­szłe­go ze­spo­łu, ale wy­da­je mi się, że przy­czy­na końca do­tych­cza­so­wej formy dzia­ła­nia wska­zu­je na to, czego za­brak­nie. Swo­bo­dy.

Na­ta­lia Malek: Ja sama uczy­łam się naj­wię­cej od Beaty, która jako jedna z nie­wie­lu osób w Pol­sce zaj­mo­wa­ła się ku­ra­to­ro­wa­niem dzieł li­te­rac­kich; sprzy­ja­ła ich po­wsta­wa­niu; a nie za­rzą­dza­niem masą li­te­rac­kich kon­su­men­tów czy pre­zen­to­wa­niem cze­goś, co zo­sta­ło na­pi­sa­ne i spie­nię­żo­ne już gdzie in­dziej (a naj­le­piej jesz­cze – na­gro­dzo­ne lub choć wspo­mnia­ne w po­czyt­nej ga­ze­cie).

Wiel­kim la­bo­ra­to­rium współ­pra­cy był cykl Wspól­ny Pokój, który po kilku la­tach stał się nie cy­klem, a już grupą ar­ty­stycz­no-fe­mi­ni­stycz­ną, a od kilku ty­go­dni – sta­ra­my się zo­stać praw­dzi­wym sto­wa­rzy­sze­niem.

Jo­an­na Mu­el­ler: Tych re­la­cji i współ­dzia­łań było przez ostat­nie dwa­dzie­ścia lat tyle, że gdyby pró­bo­wać je opi­sać, nie star­czy­ło­by mi sił i czasu, żeby roz­wi­kłać ten po­tęż­ny kłąb, to twór­cze kłą­cze. Pi­sa­łam już o tym, że naj­waż­niej­sze były dla mnie – i nadal są! – sio­strzań­skie (nie­lu­kro­wa­ne, bo by­wa­ło cięż­ko i burz­li­wie) związ­ki z dziew­czy­na­mi ze Wspól­ne­go Po­ko­ju. Razem przez lata tka­ły­śmy wie­lo­wąt­ko­wą, wie­lo­barw­ną opo­wieść, pat­chwork, któ­re­go skraw­ki tra­fia­ły do na­szych ese­jów, wier­szy, prze­my­śleń, dys­ku­sji, se­mi­na­riów, akcji fe­sti­wa­lo­wych, zinów – któ­re­go nit­ki-tkan­ki łą­czy­ły się z na­szym co­dzien­nym do­świad­cze­niem. Na­pi­sa­łam kie­dyś wiersz de­dy­ko­wa­ny miesz­kan­kom Wspól­ne­go Po­ko­ju (po wy­rzu­ce­niu nas z SDK po­wsta­ło też kilka „bal­lad apa­szow­skich” o na­szej gru­pie, zgro­ma­dzo­nych w moim nowym tomie „Hista & her sista”) – i tam na­zwa­łam wspól­no­po­ko­jo­we spo­tka­nia „czy­tan­ka­mi dla Arach­ne” (na­wią­zu­jąc oczy­wi­ście do zna­ne­go fe­mi­ni­stycz­ne­go po­ję­cia arach­no­lo­gii). Czuję, że ta pa­ję­czy­na re­la­cji i współ­prac nadal się spla­ta, na prze­kór trud­no­ściom fi­nan­so­wo-lo­ka­lo­wym, na po­hy­bel spryt­nym trut­niom, usta­wio­nym „panom z mia­sta”.

Joanna Bednarek

filozofka, pisarka, tłumaczka, członkini redakcji „Praktyki Teoretycznej”, publikowała m.in. w „Tekstach Drugich”, „Krytyce Politycznej” i „Czasie Kultury”. Autorka książek: „Polityka poza formą. Ontologiczne uwarunkowania poststrukturalistycznej filozofii polityki” (2012), „Linie kobiecości. Jak różnica płciowa przekształciła literaturę i filozofię?” (Fundacja na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi, 2016), „Życie, które mówi. Nowoczesna wspólnota i zwierzęta” (Fundacja na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi, 2017) i powieści „O pochodzeniu rodziny” (Wydawnictwo WBPiCAK, 2018) oraz „Próba” (Krytyka Polityczna, 2021).  Teksty literackie publikowała w „Czasie Kultury”, „Wakacie” i „FA-arcie”.

Przemysław Czapliński

krytyk literacki, profesor literatury współczesnej. Pracuje w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Członek korespondent Polskiej Akademii Nauk. W latach 2002-2008 pełnił funkcję kierownika Pracowni Krytyki Literackiej (na Wydziale Filologii Polskiej UAM), od 2008 jest kierownikiem specjalności krytycznoliterackiej (od 2015 nazwa specjalności: Krytyka i praktyka literacka). W latach 2001-2006 był redaktorem czasopisma „Poznańskie Studia Polonistyczne”; od 2016 wchodzi w skład redakcji czasopisma „Teksty Drugie”. W latach 2002-2006 był członkiem Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej Akademii Nauk. W latach 1997-2001 oraz 2010-2013 wchodził w skład jury Nagrody Literackiej Nike, od 2008 zasiada w jury konkursu teatralnego poświęconego polskiej dramaturgii współczesnej „Metafory rzeczywistości”. Laureat m.in. Nagrody Fundacji im. Kościelskich (1998), Nagroda Prezesa Rady Ministrów (1999), Nagrody im. Kazimierza Wyki (2004), Medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2014) oraz nagrody im. Jana Długosza za książkę „Poruszona mapa” (2017).

Beata Gula

animatorka kultury, redaktorka serii wydawniczych Staromiejskiego Domu Kultury, antologistka – feministka, gospodyni 100 Nocy Poetów, 10 edycji Festiwalu Manifestacje Poetyckie i 4 Ochotniczych Hufców Poezji Festiwalu Literatura jak Fotosynteza, sympatyzuje z roślinami. Mieszka w Warszawie.

Natalia Malek

polska poetka, kuratorka wydarzeń literackich i tłumaczka. Laureatka Nagrody Literackiej Gdynia 2021 w kategorii: poezja.

Joanna Mueller

poetka, eseistka, redaktorka (m.in. redaktorka prowadząca w Biurze Literackim). Od lat prowadzi warsztaty literackie dla dzieci, młodzieży, osób dorosłych i seniorów. Autorka wielu książek poetyckich, m.in. „Somnambóle fantomowe”, Zagniazdowniki/Gniazdowniki”, „intima thule”, „Waruj” (poemiks wraz z Joanną Łańcucką) oraz Hista & her sista. Redaktorka książek: „Solistki. Antologia poezji kobiet (1989–2009)” (razem z M. Cyranowicz i J. Radczyńską) oraz „Warkoczami. Antologia nowej poezji” (wraz z B. Gulą i S. Głuszak). Mieszka w Warszawie, gdzie m.in. współtworzy seminarium o literaturze kobiet Wspólny Pokój.


korekta Lidia Nowak
NASTĘPNY

rozmowa  

Dobrze, jeśli wiersz działa trochę przeciwko sobie

— Monika Glosowitz