fbpx
Logotyp magazynu Mały Format
Portret Jakuba Nowackiego autorstwa Natalii Przybysz

Perły z odwiertu

To cykl niewcześnie dziaderskich felietonów Jakuba Nowackiego prowadzony na łamach „Małego Formatu"

1.

Wa­ka­cje pol­skie to dla mnie za­pach wil­got­nej por­tie­ry na dział­ce u dziad­ków. To także swąd gril­la, dzien­ny war­kot ko­sia­rek i nocny ja­zgot świersz­czy z „Wa­ka­cja­mi z ra­diem” w tle. Je­dze­nie sło­necz­ni­ka, bobu i malin, wie­czor­ne słu­cha­nie z dziad­kiem „Kro­ni­ki spor­to­wej” i spra­woz­dań z Tour de Fran­ce, wy­pra­wa do skle­pu po lody. Zupy: do­brze jeśli chłod­nik albo owo­co­wa, go­rzej jeśli go­rą­cy, je­dzo­ny w upale i pocie bab­ci­ny rosół z ma­ka­ro­nem. Przed po­łu­dniem gra w bad­min­to­na (pol. „bad­ming­ton” albo „ko­met­ka”), wie­czo­rem film w te­le­wi­zji. Życie na da­czo­wi­sku to kwin­te­sen­cja ra­do­snej po­wol­no­ści, eden Mi­cha­ła Ci­che­go.

 

2.

Czym jest zatem dział­ka? By­ła­by, zgod­nie z po­wyż­szym opi­sem, kla­sycz­ną sie­lan­ką, bu­ko­li­ką, od­po­czyn­kiem stru­dzo­ne­go wę­drow­ca, by­ła­by lipą Ko­cha­now­skie­go, gdyby nie to, że miast zo­sta­wiać samą przy­jem­ność, wy­ma­ga pracy, cią­głej pie­lę­gna­cji. Dział­ka to nie sam wy­po­czy­nek; to, by użyć dzi­siej­szej no­men­kla­tu­ry, wy­po­czy­nek ak­tyw­ny. Jako mały gów­niarz (po­przez swoje je­dy­nac­two oraz minus trzy diop­trie zwol­nio­ny z obo­wiąz­ków) ob­ser­wo­wa­łem dziad­ków na dział­ce i nie­mal za­wsze wi­dzia­łem pracę. Przy­ci­na­nie, ko­sze­nie, sa­dze­nie, ple­wie­nie, zry­wa­nie, gra­bie­nie, ko­pa­nie. Tacz­ka, szpa­del, ło­pa­ta, se­ka­tor, gra­bie, ko­siar­ka. Do­pie­ro póź­nym po­obied­nim po­po­łu­dniem, przy do­ga­sa­ją­cym słoń­cu, dzia­dek za­pa­rzał kawę Prima[1] i sia­dał umę­czo­ny na we­ran­dzie, roz­ma­rzo­nym sierp­nio­wym gło­sem wzdy­cha­jąc: „szczę­śli­wy ko­niec lata”.

 

3.

Dział­kę wspo­mi­nam więc jako ob­ser­wa­cję pracy, gno­styc­ki po­je­dy­nek z ma­te­rią. W pol­skiej bu­ko­li­ce trze­ba zająć czymś ręce, „Polak w ogro­dzie” na­ma­lo­wa­ny przez Re­no­ira za­miast zgrab­nej pa­ra­so­lecz­ki trzy­mał­by gra­bie albo tacz­kę. Czy Po­la­cy po­wra­ca­ją w ten spo­sób do chłop­sko-rol­ni­czych ko­rze­ni? Dla tych, któ­rzy krę­cąc sar­mac­kie­go wąsa do­cze­pia­ne­go szu­ka­ją her­bo­we­go ro­do­wo­du, dział­ka ma być na­miast­ką fol­war­ku? A in­te­li­genc­ka część dział­ko­wi­czów, ple­wiąc grząd­ki cheł­pi się może pod­świa­do­mie po­bra­tym­stwem z chłop­ską dolą?

Te hi­po­te­zy po­rzu­cam jako chy­bo­tli­we, ale warte prze­my­śle­nia. Tak czy tak, dział­ko­wy kie­rat  z gra­bia­mi jest im­pe­ra­ty­wem. Jak mówi Le­śmia­now­ski pod­miot:

Trze­ba mi gro­dzić sad,
Trze­ba mi zboże młó­cić!
Przy­sze­dłem na ten świat
I nie chcę go po­rzu­cić!…

 

4.

W li­ście do matki z 9 grud­nia 1832 roku Ju­liusz Sło­wac­ki pisał: „Może na wio­snę znaj­dę sobie gdzie miesz­ka­nie nad Je­zio­rem Ge­new­skim, w jakim wiej­skim domku – i tam oddam się roz­my­śla­niom nad mar­no­ścia­mi świa­to­wy­mi – bo ja stwo­rzo­ny je­stem do życia mni­sie­go, spo­koj­ne­go – i w naj­lud­niej­szych mia­stach two­rzę sobie sa­mot­ność – ale nudną – prze­ry­wa­ną hu­kiem po­wo­zów, roz­mo­wą nud­nych zna­jo­mych – więc nie ob­wi­niaj mnie, Matko, że cich­szej sa­mot­no­ści szu­kać będę”.

Czym jest owa „cich­sza sa­mot­ność”? Czy można wy­zna­czyć prze­dzia­ły de­cy­be­lo­we, w któ­rych moż­li­wa jest jesz­cze kon­tem­pla­cja? Sło­wac­ki twier­dzi, że w miej­skim zgieł­ku po­tra­fi urzą­dzić sobie prze­strzeń sa­mot­no­ści, jed­nak do praw­dzi­we­go mni­sze­go od­osob­nie­nia nie­zbęd­na jest cisza. Cisza i dacza w Szwaj­ca­rii. O istot­no­ści dźwię­ków w tym, co na­zwać można „prze­ży­ciem dział­ki” pisał wni­kli­wie w (po­miesz­czo­nym w „An­tro­po­lo­gii co­dzien­no­ści”) tek­ście o da­czach Roch Su­li­ma:

„Dźwięk jest pierw­szą in­for­ma­cją da­ją­ca sca­lo­ny, naj­ła­twiej po­chwyt­ny obraz obec­no­ści na dział­kach. Pierw­sze dźwię­ki na da­czo­wi­sku usta­la­ją nie­raz stra­te­gię na cały week­end lub całe ty­go­dnie wa­ka­cyj­ne­go po­by­tu, usta­la­ją orien­ta­cję psy­chicz­ną, która bądź po­twier­dza idee przy­by­cia do stre­fy ciszy (jest ta­bli­ca tej tre­ści nad je­zio­rem Sasek Wiel­ki), bądź też usły­sza­ne dźwię­ki ge­ne­ru­ją lęk, że oto po­ja­wia się coś nie­roz­po­zna­ne­go: (…) sły­chać u są­sia­dów gło­śną mu­zy­kę, dla­cze­go ktoś draż­ni psy, dla­cze­go uży­wa­ją trąb­ki sy­gna­łów­ki, dla­cze­go dzie­ci tam wrzesz­czą, gdzie ich do tej pory nie było, dla­cze­go gło­śno mówią, co jedzą i jak jedzą?”

Słowacki twierdzi, że w miejskim zgiełku potrafi urządzić sobie przestrzeń samotności, jednak do prawdziwego mniszego odosobnienia niezbędna jest cisza. Cisza i dacza w Szwajcarii.

 

5.

Tekst Su­li­my, pi­sa­ny latem 1998 roku, zwia­stu­je prze­łom w da­czo­wym stylu życia. Urlo­po­wi­cze za­czę­li przy­wo­zić elek­tro­nicz­ny sprzęt gra­ją­cy, roz­po­wszech­ni­ły się ko­siar­ki spa­li­no­we – za­bu­rzo­no stre­fę ciszy. Upada tym samym mit „ci­chej le­śni­czów­ki”, „ci­che­go ustro­nia”. Nie­moż­li­wa jest tho­re­au­ań­ska uto­pia, dział­ko­wy Wal­den. „Słab­nie – gorz­ko kon­klu­du­je Su­li­ma – zna­cze­nie idei, to­wa­rzy­szą­cej okre­so­wi pio­nier­skie­mu w hi­sto­rii da­czo­wi­ska, we­dług któ­rej kon­stru­uje­my agre­gat do wy­ta­rza­nia sa­mot­no­ści, tak ro­zu­mia­nej, jak w Pró­bach Mon­ta­igne’a”.

Ru­dy­men­ta po­zo­sta­ją jed­nak nie­zmien­ne. Czte­ry są wiel­kie dys­cy­pli­ny pol­skiej klasy śred­niej (ufor­mo­wa­nej, jak chce An­drzej Leder, w okre­sie po­wo­jen­nej in­du­stra­li­za­cji), na czte­rech fi­la­rach wspie­ra się wciąż pol­ski wy­po­czy­nek – na Węd­kar­stwie, Gril­lo­wa­niu, Grzy­bo­bra­niu i Dział­kow­nic­twie. Ale pierw­sze trzy ak­tyw­no­ści ku­mu­lu­ją się tak na­praw­dę w ostat­niej. Je­że­li dział­ka jest po­ło­żo­na nad rzeką i nie­opo­dal lasu to moż­li­wa jest pol­ska nir­wa­na: ło­wie­nie szczu­pa­ka, pie­cze­nie kar­ków­ki i zbie­ra­nie praw­dziw­ków na dział­ce.

To o tym skry­cie ma­rzy­my, to o tym my­śle­li Po­la­cy za­my­ka­jąc oczy na le­ża­ku nad ba­se­nem w Sharm-el-she­ikh: „le­piej było za­miast tego all in­c­lu­si­ve po­je­chać na dział­kę”. Dla­te­go w cza­sie roz­kwi­tu tu­ry­sty­ki za­gra­nicz­nej dacze nie stra­ci­ły swo­jej sil­nej po­zy­cji i nie stra­cą jej chyba nigdy. To po­trze­ba gu­bią­ca się w mi­to­lo­gicz­nej mgle.

 

[1]Tę kawę re­kla­mo­wał kie­dyś Ry­szard Ryn­kow­ski ze slo­ga­nem „kawę Prima można pić cały dzień”; było to sta­łym wy­bie­giem dziad­ka – za­wsze gdy bab­cia na­po­mi­na­ła go, że pije za dużo lury, od­po­wia­dał: „ale prze­cież kawę Prima można pić cały dzień!”.

Portret Jakuba Nowackiego autorstwa Natalii Przybysz

Perły z odwiertu

To cykl niewcześnie dziaderskich felietonów Jakuba Nowackiego prowadzony na łamach „Małego Formatu"

Jakub No­wac­ki
ur. 1994, stu­dent Wy­dzia­łu Po­lo­ni­sty­ki UW. Pu­bli­ko­wał m.​in. w „Twór­czo­ści", „Ty­go­dni­ku Po­wszech­nym" i „Ha!arcie", Miesz­ka w Prusz­ko­wie. W "Małym For­ma­cie" pisze i re­da­gu­je.
POPRZEDNI

varia poezja  

Pogo głosek

— Robert Rybicki