fbpx
Logotyp magazynu Mały Format

Chyba już pod­ręcz­ni­ko­wym slo­ga­nem czy kry­tycz­no­li­te­rac­kim szla­gwor­tem stało się po­wie­dze­nie, że pol­ska fan­ta­sty­ka po­zo­sta­je do­me­ną au­to­rów kon­ser­wa­tyw­nych. Nawet je­że­li w ostat­nich la­tach zmie­nia się sy­tu­acja w ro­dzi­mym fan­do­mie, coraz sze­rzej otwie­ra­ją­cym się choć­by na nar­ra­cje nie­he­te­ro­nor­ma­tyw­ne czy fe­mi­ni­stycz­ne, w dal­szym ciągu owe zmia­ny po­zo­sta­ją ni­czym wię­cej jak wy­jąt­ka­mi po­twier­dza­ją­cy­mi re­gu­łę. Ko­men­tu­ją­cy po­li­tycz­ną spe­cy­fi­kę pol­skiej fan­ta­sty­ki Jacek Dukaj kon­sta­to­wał wprost, że jej pro­duk­cję na­pę­dza „wy­obraź­nia po pra­wej stro­nie”. I cho­ciaż swoje roz­po­zna­nia pi­sarz for­mu­ło­wał ponad de­ka­dę temu, upływ czasu ich by­naj­mniej nie sfal­sy­fi­ko­wał: w dal­szym ciągu fan­ta­sty­ka po­zo­sta­je ga­tun­kiem naj­po­czyt­niej­szym wśród czy­tel­ni­ków kon­ser­wa­tyw­nych, do­ma­ga­ją­cych się li­te­ra­tu­ry od­po­wia­da­ją­cej na ich po­li­tycz­ne za­po­trze­bo­wa­nia, od lat rze­czy­wi­ście do­star­cza­nej przez wy­daw­nic­two Fa­bry­ka Słów. Być może wy­da­wa­ne przez nie książ­ki po­zo­sta­ją wy­łącz­nie „książ­ko­po­dob­ne”, o ustan­da­ry­zo­wa­nych fa­bu­łach i ge­ne­rycz­nym ję­zy­ku, kry­ty­ko­wa­nym zresz­tą przez au­to­rów fan­ta­sty­ki dy­stan­su­ją­cych się wobec „fa­bry­ki pi­sa­rzy”, nie ma jed­nak wąt­pli­wo­ści, że po­wra­ca­ją one re­gu­lar­nie na listy be­st­sel­le­rów. Pol­ska fan­ta­sty­ka jest li­te­ra­tu­rą pra­wi­co­wą – trud­no temu za­prze­czyć, zwłasz­cza je­że­li wziąć pod uwagę jej czo­ło­wych, pro­mo­wa­nych przez Fa­bry­kę au­to­rów, ta­kich jak Rafał A. Ziem­kie­wicz, Jacek Pie­ka­ra, An­drzej Pi­li­piuk czy Jacek Ko­mu­da.

Z tezą o pra­wi­co­wo­ści ro­dzi­mej fan­ta­sty­ki trud­no po­le­mi­zo­wać. Nie zna­czy to jed­nak, że samo zja­wi­sko nie jest pod­da­wa­ne po­za­śro­do­wi­sko­wej kry­ty­ce, w któ­rej być może na­le­ża­ło­by wy­pa­try­wać ja­skó­łek wy­cze­ki­wa­nych zmian. Trud­no dzi­wić się choć­by re­ak­cji śro­do­wisk LGBT na pu­bli­ka­cję ra­żą­co ho­mo­fo­bicz­ne­go, po­wie­la­ją­ce­go styg­ma­ty­zu­ją­ce mniej­szo­ści sek­su­al­ne ste­reo­ty­py opo­wia­da­nia Ko­mu­dy, za­miesz­czo­ne­go w za­cho­waw­czej „Nowej Fan­ta­sty­ce” (wsku­tek pro­te­stu, a może ze wzglę­du na ry­zy­ko utra­ty re­kla­mo­daw­ców, rze­czy­wi­ście do­szło w niej do zmian per­so­nal­nych). Trud­no rów­nież dzi­wić się iro­ni­zo­wa­niu z „dzia­der­stwa” pol­skiej fan­ta­sty­ki, zwłasz­cza kiedy sama je pro­wo­ku­je, do­star­cza­jąc swoim kry­ty­kom tak po­kaź­ne­go ma­te­ria­łu. W serii vlo­gów pol­ska gra­ficz­ka Kasia Babis pod­da­ła re­lek­tu­rze po­pu­lar­ne cykle po­wie­ścio­we, uka­zu­jąc, jak mocno pol­ska fan­ta­sty­ka po­zo­sta­je zwią­za­na z for­ma­cją pra­wi­cy. Za cel Babis ob­ra­ła prace wy­da­wa­ne przez Jacka Pie­ka­rę („cykl in­kwi­zy­tor­ski”), An­drze­ja Pi­li­piu­ka („Ku­zyn­ki”) czy An­drze­ja Zie­miań­skie­go, au­to­ra po­czyt­nej kil­ku­to­mo­wej „Achai”, którą, ze wzglę­du na jej… su­ge­styw­ny uro­fi­lij­ny ero­tyzm, zło­śli­wi na­zy­wa­ją „Fa­pa­ją”. Jak­kol­wiek w ostat­nich la­tach po­ja­wia­ją się w niej nowe pro­gre­syw­ne głosy, w dal­szym ciągu pol­ska fan­ta­sty­ka po­zo­sta­je nie­mal zmo­no­po­li­zo­wa­na przez au­to­rów kon­ser­wa­ty­stów, któ­rzy w po­wie­ścio­wych fa­bu­łach wy­ra­ża­ją „bro­da­tą” nie­chęć wobec no­wo­cze­sno­ści, obawy zwią­za­ne z po­li­ty­ką eman­cy­pa­cyj­ną (głów­nie fe­mi­ni­zmem), apo­lo­gie wol­ne­go rynku i wła­sno­ści pry­wat­nej, wresz­cie drwi­no­gen­ne fik­sa­cje sek­su­al­ne, ho­mo­fo­bicz­ne (a może i kryp­to­ho­mo­sek­su­al­ne) lęki oraz mi­zo­gi­nicz­ne in­cel­skie fan­ta­zje.

Polska fantastyka jest literaturą prawicową – trudno temu zaprzeczyć

Jak to moż­li­we, że wy­ko­rzy­sty­wa­ną przez pro­za­ików-re­ak­cjo­ni­stów formą li­te­ra­tu­ry za­an­ga­żo­wa­nej, z więk­szą lub mniej­szą osten­ta­cją sta­no­wią­cą ko­men­tarz do pa­lą­cych kwe­stii oby­cza­jo­wych czy eko­no­micz­nych, stała się li­te­ra­tu­ra, która z de­fi­ni­cji ga­tun­ko­wej od współ­cze­sno­ści po­win­na się dy­stan­so­wać? Kon­ser­wa­tyzm pol­skiej fan­ta­sty­ki ła­twiej zro­zu­mieć na przy­kła­dzie hi­sto­rycz­ne­go fan­ta­sy, sub­ga­tun­ku nie­rzad­ko sy­tu­ują­ce­go się w na­ro­do­wej prze­szło­ści. W sta­ro­pol­skich re­aliach roz­gry­wa­ją się po­wie­ści ta­kich au­to­rów Fa­bry­ki jak Pie­ka­ra („Szu­bie­nicz­nik”) czy sar­mac­ki co­splay­ero­wiec Ko­mu­da („Sa­mo­zwa­niec”, „Zbo­row­ski”), pi­sarz ską­d­inąd za­fa­scy­no­wa­ny ba­nic­ką po­sta­cią Sa­mu­la Zbo­row­skie­go rów­nie mocno jak Ja­ro­sław Marek Rym­kie­wicz. Po­wra­ca­ją­cy do dzie­dzic­twa Pol­ski XVII-wiecz­nej au­to­rzy fan­ta­sty­ki kon­fron­tu­ją się z wła­sną współ­cze­sno­ścią, która bled­nie w po­rów­na­niu z wiele atrak­cyj­niej­szą, uprzy­wi­le­jo­wu­ją­cą wolne (wol­no­ryn­ko­we?) JA Rze­czy­po­spo­li­tej sar­mac­kiej. W po­wie­ściach wpi­su­ją­cych się w roz­po­czę­ty jesz­cze w dobie trans­for­ma­cji „zwrot sar­mac­ki”[1] co­fa­ją się do ide­ali­zo­wa­nych cza­sów I RP, aby jej „re­tro­to­pię” prze­ciw­sta­wiać ane­micz­nej i an­ty­pa­tycz­nej w ich prze­ko­na­niu III RP. Ple­be­izu­ją oni dzie­dzic­two Pol­ski szla­chec­kiej, w któ­rej anar­chicz­no­ści po­zwa­la­ją się od­na­leźć kon­ser­wa­tyw­nie zo­rien­to­wa­nym, ce­le­bru­ją­cym ro­dzi­mą prze­szłość i wol­no­ryn­ko­wą swo­bo­dę czy­tel­ni­kom.

„Pol­ska fan­ta­sty­ka na­le­ży do pra­wi­cy. Bo widać tę­sk­no­tę za dawną, dumną i silną Rze­czą­po­spo­li­tą” – pisze w swo­jej pró­bie zro­zu­mie­nia pra­wi­co­we­go zwro­tu pol­skiej fan­ta­sty­ki re­cen­zent „Rze­czy­po­spo­li­tej”. Z takim wy­ja­śnie­niem można by­ło­by się zgo­dzić, gdyby kon­ser­wa­tyzm fan­ta­sty­ki spro­wa­dzał się wy­łącz­nie do wy­ko­rzy­stu­ją­ce­go ma­te­riał hi­sto­rycz­ny pod­ga­tun­ku fan­ta­sy. Pol­ska li­te­ra­tu­ra fan­ta­stycz­na ostat­nich trzech dekad wy­da­je się jed­nak do­wo­dzić cze­goś od­mien­ne­go. Je­że­li bo­wiem za­pra­co­wa­ła sobie na miano li­te­ra­tu­ry kon­ser­wa­tyw­nej, stało się tak za spra­wą jej pod­dzie­dzi­ny, jaką było jesz­cze moc­niej an­ga­żu­ją­ce pra­wi­co­wą wy­obraź­nię scien­ce fic­tion. Taka spe­cy­fi­ka SF budzi oczy­wi­ste za­sta­no­wie­nie; w pod­ręcz­ni­ko­wym uję­ciu sta­no­wi bo­wiem li­te­ra­tu­rę spe­ku­la­tyw­ną, roz­gry­wa­ją­cą się „w świa­tach fun­da­men­tal­nie od­mien­nych od na­sze­go, pod wzglę­dem roz­wo­ju na­uko­we­go i tech­no­lo­gicz­ne­go prze­kra­cza­ją­cych znane nam moż­li­wo­ści, ale po­sia­da­ją­cych ra­cjo­nal­ne wy­tłu­ma­cze­nie”[2]. Po­zo­sta­je ona ga­tun­kiem li­te­ra­tu­ry nie­ja­ko od­se­pa­ro­wa­nej od współ­cze­snej rze­czy­wi­sto­ści. W pol­skiej od­mia­nie to jed­nak fan­ta­sty­ka na­uko­wa stała się miej­scem dia­gnoz po­li­tycz­nych, formą wręcz an­ty­sys­te­mo­wej li­te­ra­tu­ry kontr­re­wo­lu­cyj­nej. W po­ja­wia­ją­cych się w niej dys­to­piach od­bi­ja­ła się pol­ska współ­cze­sność, kry­ty­ko­wa­na z cha­rak­te­ry­stycz­ne­go dla ga­tun­ku cza­so­prze­strzen­ne­go od­da­le­nia, w per­spek­ty­wie fu­tu­ro­lo­gicz­nej po­zwa­la­ją­ce­go na uka­za­nie da­le­kich kon­se­kwen­cji dzi­siej­szych pro­ble­mów i struk­tu­ral­nych dys­funk­cji. Lista au­to­rów kon­ser­wa­tyw­nej apo­ka­lip­ty­ki, któ­rzy współ­cze­sność kon­fron­tu­ją z wi­zja­mi nie tyle lep­szej prze­szło­ści, ile gor­szej przy­szło­ści („gor­szych świa­tów”[3], jak po­wie­dział­by sam upra­wia­ją­cy ten ga­tu­nek Ce­za­ry Mi­chal­ski), oka­zu­je się nader długa. Można na niej od­na­leźć m.​in. Eu­ge­niu­sza Dęb­skie­go, w któ­re­go „Ak­sa­mit­nym An­schlus­sie” (2001) Pol­ska zo­sta­je pod­da­na pią­te­mu już roz­bio­ro­wi, wto­pio­na w za­chod­nie struk­tu­ry „eu­ro­koł­cho­zu” i po­zba­wio­na ja­kiej­kol­wiek su­we­ren­no­ści; Marka Ora­mu­sa, który w „Kan­ka­nie na wul­ka­nie” (2009) pre­zen­tu­je ana­lo­gicz­ną wizję Pol­ski pod­da­nej ul­tra­li­be­ral­ne­mu re­żi­mo­wi Ra­do­sła­wa Si­kor­skie­go; być może naj­bar­dziej re­pre­zen­ta­tyw­ne­go dla nurtu, a jed­no­cze­śnie pi­szą­ce­go jego ga­tun­ko­we po­dzwon­ne Pawła Kemp­czyń­skie­go, który w „Re­qu­iem dla Eu­ro­py” (2007) uka­zu­je dys­to­pij­ną przy­szłość Eu­ro­py Za­chod­niej, rzą­dzo­nej przez na­zi­fe­mi­nist­ki wpro­wa­dza­ją­ce (!) prawo sza­ria­tu; i wielu in­nych au­to­rów roz­wi­ja­ją­cych ów nurt fan­ta­sty­ki „an­ty­po­praw­no­ścio­wej”.

Jak­kol­wiek pro­ble­ma­tycz­na, kon­ser­wa­tyw­na orien­ta­cja fan­ta­sty­ki na­uko­wej nie bie­rze się z hi­sto­rycz­no­li­te­rac­kiej próż­ni. Jej au­to­rzy kon­ty­nu­ują wzor­ce ga­tun­ko­we wy­pra­co­wa­ne jesz­cze w po­przed­nim ustro­ju, zwłasz­cza zaś bę­dą­ce wy­na­laz­kiem pol­skiej li­te­ra­tu­ry, choć in­spi­ro­wa­ne an­glo­sa­ski­mi po­wie­ścia­mi, wzor­ce „fan­ta­sty­ki so­cjo­lo­gicz­nej” czy „fan­ta­sty­ki po­li­tycz­nej”, która za spra­wą szta­fa­żu SF po­zwa­la­ła na wy­kro­cze­nie poza cen­zu­rę. Nie mogło być ina­czej w ga­tun­ku, któ­re­mu pa­tro­no­wał nie kto inny jak wy­spe­cja­li­zo­wa­ny w stra­te­giach uni­ko­wych i po­wie­ścio­wych kryp­ta­żach Sta­ni­sław Lem, który w swo­ich po­wie­ściach szy­fro­wał i pry­wat­ne trau­my[4], i kry­tycz­ne wobec ko­mu­ni­zmu dia­gno­zy. Takie kryp­to­dia­gno­zy for­mu­ło­wa­li w swo­ich po­wie­ściach rów­nież inni au­to­rzy fan­ta­sty­ki z prze­ło­mu lat 70. i 80., wy­wo­dzą­cy się naj­czę­ściej ze śro­do­wi­ska nauk ści­słych i po­dzie­la­ją­cy an­ty­ko­mu­ni­stycz­ne po­glą­dy (Ja­nusz A. Zaj­del, Marek Ora­mus, Ma­ciej Pa­row­ski, Kon­rad Fiał­kow­ski, Ry­szard Gło­wac­ki, Mi­ro­sław P. Ja­błoń­ski). Wy­pra­co­wa­ne wów­czas wzor­ce prozy SF stały się sub­sty­tu­tem li­te­ra­tu­ry po­li­tycz­nej, formą pierw­szo­obie­go­wej li­te­ra­tu­ry dru­go­obie­go­wej (kry­tycz­ni wobec ów­cze­snej fan­ta­sty­ki mówią co naj­wy­żej o li­te­ra­tu­rze re­gla­men­to­wa­nej przez wła­dzę, po­zo­sta­ją­cej ni­czym wię­cej jak in­stru­men­tem za­rzą­dza­nia na­stro­ja­mi spo­łecz­ny­mi); li­te­ra­tu­rą wy­ko­rzy­stu­ją­cą moż­li­wo­ści pi­sar­stwa spe­ku­la­tyw­ne­go, aby za spra­wą prozy ga­tun­ko­wej poza ogra­ni­cze­nia­mi cen­zu­ry od­no­sić się do ak­tu­al­nej rze­czy­wi­sto­ści. Lo­ko­wa­ne w ko­smicz­nych da­lach, w al­ter­na­tyw­nych świa­tach, w wy­ima­gi­no­wa­nych przy­szło­ściach – scien­ce fic­tion wy­zna­cza­ło prze­strzeń swo­bo­dy wy­ko­rzy­sty­wa­nej przez au­to­rów-in­ży­nie­rów do for­mu­ło­wa­nia an­ty­sys­te­mo­wej kry­ty­ki. Nie za­wsze wy­star­czy­ło za­mie­nić czer­wo­nych ko­mu­ni­stów na zie­lo­nych ko­smi­tów, ale tech­ni­ka ale­go­ry­za­cji stała się pod­sta­wo­wą tech­ni­ką owej fan­ta­sty­ki kry­tycz­nej.

(…) konserwatywna orientacja fantastyki naukowej nie bierze się z historycznoliterackiej próżni.

Me­to­dy fan­ta­sty­ki PRL-owskiej zna­la­zły kon­ty­nu­ację w fan­ta­sty­ce cza­sów trans­for­ma­cji, któ­rej au­to­rzy nie­ocze­ki­wa­nie za­cho­wu­ją nie mniej­szy kry­ty­cyzm wobec po­rząd­ku post­ko­mu­ni­stycz­ne­go. Mówię: „nie­ocze­ki­wa­nie”, zmia­ny ustro­jo­we nie po­win­ny bo­wiem po­zo­stać bez wpły­wu na for­mat fan­ta­sty­ki po 1989 roku, która nie jest prze­cież dłu­żej ogra­ni­cza­na ja­ki­mi­kol­wiek ide­olo­gicz­ny­mi przy­ka­za­mi. A jed­nak fan­ta­sty­ka po­zo­sta­je li­te­ra­tu­rą „an­ty­re­żi­mo­wą”. Prozy dru­ko­wa­ne na ła­mach kul­to­wej „Fan­ta­sty­ki”, w wa­run­kach ryn­ko­wych prze­mia­no­wa­nej na re­da­go­wa­ną wciąż przez Ma­cie­ja Pa­row­skie­go „Nową Fan­ta­sty­kę”, nadal wy­zna­cza­ją azy­mut mło­dym twór­com. W fan­ta­sty­ce wciąż jak gdyby nigdy nic ale­go­ry­zu­je się rze­czy­wi­stość po­za­li­te­rac­ką, od­bi­ja­ją­cą się w co bar­dziej po­nu­rych wi­zjach przy­szło­ści (lub rze­czy­wi­sto­ści al­ter­na­tyw­nej), a jej język dla de­biu­tan­tów za­cho­wu­je atrak­cyj­ność jako język kryp­to­kry­ty­ki. Nie­wąt­pli­wie rację ma Prze­my­sław Cza­pliń­ski pi­szą­cy o li­te­ra­tu­rze wcze­sno­trans­for­ma­cyj­nej jako li­te­ra­tu­rze apo­li­tycz­nej, która w no­wych wa­run­kach wy­daw­ni­czych ce­le­bru­je prawo do nie­zaj­mo­wa­nia się po­li­ty­ką i dy­stan­su­je się od wy­słu­żo­nych wzor­ców dru­go­obie­go­wych. „Li­te­ra­tu­ra od tego mo­men­tu zdo­by­wa­ła więc […] su­we­ren­ny ob­szar, na któ­rym mogła nie zaj­mo­wać się kwe­stia­mi ide­olo­gicz­ny­mi, wy­bie­rać ra­czej sa­mot­ność niż so­li­dar­ność, ra­czej me­ta­fi­zy­kę życia in­dy­wi­du­al­ne­go niż fi­zy­kę życia po­li­tycz­ne­go”[5]. Li­te­ra­tu­ra pol­ska z po­cząt­ku lat 90. wy­da­wać się może apo­li­tycz­na jed­nak tylko wów­czas, kiedy kry­tycz­no­li­te­rac­ki ho­ry­zont za­wę­ża się do „gór­skich szczy­tów”[6] jej ma­in­stre­amo­wej pro­duk­cji, lek­ce­wa­żąc przy tym „struk­tu­rę geo­lo­gicz­ną”[7] roz­le­glej­szej li­te­ra­tu­ry ga­tun­ko­wej. Poza Al­pa­mi li­te­ra­tu­ry wy­so­kiej to ta ostat­nia przyj­mu­je funk­cje li­te­ra­tu­ry ar­cy­po­li­tycz­nej, upra­wia­nej przez kon­ser­wa­ty­stów za­cho­wu­ją­cych re­zer­wę wobec do­ko­nu­ją­cych się prze­kształ­ceń.

Nie­uwzględ­nia­nym w re­cen­zenc­kich omó­wie­niach i roz­da­niach na­gród, wy­rzu­co­nym do fan­do­mo­wej niszy Ben­ja­mi­now­skim „ro­man­sem dla po­ko­jó­wek” li­te­ra­tu­ry trans­for­ma­cyj­nej staje się wła­śnie pol­ska fan­ta­sty­ka. Fak­tycz­nie, w la­tach 90. nie po­wsta­ło nowe Przed­wio­śnie, jakim mo­gła­by być po­wieść re­ali­stycz­na żywo re­agu­ją­ca na do­ko­nu­ją­ce się prze­kształ­ce­nia struk­tu­ral­ne. Po­wsta­ło jed­nak mnó­stwo po­wie­ści nie­re­ali­stycz­nych, które wy­ko­rzy­sty­wa­ły moż­li­wo­ści SF do opi­sy­wa­nia nowej rze­czy­wi­sto­ści. Fe­no­men nad­wi­ślań­skie­go scien­ce fic­tion po­le­gał na tym, że stało się ono prozą hi­per­re­ali­stycz­ną, ow­szem – fa­bu­lar­nie dy­stan­su­ją­cą się wobec życia spo­łecz­no-po­li­tycz­ne­go, w rze­czy­wi­sto­ści jed­nak za­cho­wu­ją­cą wobec niego de­skryp­tyw­ną czuj­ność. Ga­tu­nek ten wręcz ma­gne­tycz­nie przy­cią­gał prze­ciw­ni­ków no­we­go sys­te­mu. Wśród jej pro­mi­nent­nych au­to­rów po­ja­wia­li się pi­sa­rze de­biu­tu­ją­cy jesz­cze w ubie­głym sys­te­mie, tacy jak utoż­sa­mia­ny z li­ber­ta­riań­ską na­ro­do­wą pra­wi­cą Rafał A. Ziem­kie­wicz, wów­czas rzecz­nik kon­ser­wa­tyw­no-li­be­ral­nej Unii Po­li­ty­ki Re­al­nej[8]. Ale rów­nież au­to­rzy fan­ta­sty­ki dzi­siaj już za­po­mnia­ni, tacy jak choć­by de­biu­tu­ją­cy an­ty­ma­soń­ską i eu­ro­scep­tycz­ną dys­to­pią, w de­ka­dzie trans­for­ma­cyj­nej zwią­za­ny z Mło­dzie­żą Wszech­pol­ską znany ani­ma­tor tłu­mów Roman Gier­tych[9].

W nowym de­mo­kra­tycz­no-li­be­ral­nym ustro­ju fan­ta­sty­ka nie zmie­nia się więc za­sad­ni­czo, jej au­to­rzy wy­da­ją się w ogóle nie od­no­to­wy­wać ce­zu­ry roku 1989. Swoje po­wie­ści nadal usta­wia­ją w kontrze wobec (post)ko­mu­ni­stycz­nych re­aliów, które od­bi­ja­ją w krzy­wym zwier­cia­dle swo­jej li­te­ra­tu­ry spe­ku­la­tyw­nej. Symp­to­ma­tycz­ny po­zo­sta­je w tym kon­tek­ście fakt, że głów­nym wy­daw­cą fan­ta­sty­ki, po­prze­dza­ją­cym na po­zy­cji li­de­ra Fa­bry­kę Słów, po­zo­sta­je wy­daw­nic­two Su­per­NO­WA. Su­per­la­tyw­ny pre­fiks w na­zwie wy­daw­nic­twa po­ja­wił się do­pie­ro na progu 90., do tej pory było ono bo­wiem znane jako NOWA, czyli wy­spe­cja­li­zo­wa­na w pu­bli­ka­cji li­te­ra­tu­ry dru­go­obie­go­wej Nie­za­leż­na Ofi­cy­na Wy­daw­ni­cza. Wraz z ryn­ko­wą re­struk­tu­ry­za­cją zmie­ni­ła się nazwa wy­daw­nic­twa, nie zmie­ni­ło się jed­nak wbrew po­zo­rom jego port­fo­lio, zdo­mi­no­wa­ne wpraw­dzie przez po­zy­cje z za­kre­su fan­ta­sty­ki na­uko­wej, upra­wia­nej jed­nak wciąż przez pi­sa­rzy „nie­za­leż­nych”, usta­wia­ją­cych się w kontrze wobec po­rząd­ku ofi­cjal­ne­go i li­be­ral­nych ogra­ni­czeń cen­zu­ral­nych. „Ow­szem, minął czas cen­zu­ry ma­ją­cej swe apar­ta­men­ty na My­siej, ale na­stał czas głu­cho­ty i śle­po­ty, o któ­rych tamci tro­pi­cie­le za­ka­za­nych zna­czeń mogli tylko ma­rzyć” – pisał Marek Ora­mus w po­ło­wie lat 90. w en­tu­zja­stycz­nej re­cen­zji z prozy Ziem­kie­wi­cza. Zda­nie to po­dzie­la wielu au­to­rów fan­ta­sty­ki, prze­ko­na­nych, że w de­mo­kra­cji li­be­ral­nej wciąż ogra­ni­cza­na jest wol­ność słowa, zwłasz­cza zaś po­glą­dy nie­miesz­czą­ce się w wą­skich ra­mach po­li­ti­cal cor­rect­ness i ude­rza­ją­ce w fun­da­men­ty obo­wią­zu­ją­ce­go po­rząd­ku.

Trans­for­ma­cyj­ne scien­ce fic­tion nie jest li­te­ra­tu­rą zgod­ną z li­be­ral­ny­mi stan­dar­da­mi. Nie wpi­su­je się by­naj­mniej w asy­stu­ją­cą prze­kształ­ce­niom ustro­jo­wym opo­wieść za­ło­ży­ciel­ską III RP. Dru­ko­wa­na w pa­pie­ro­wych opra­wach i im­po­nu­ją­cych, pię­cio- a nawet sze­ścio­cy­fro­wych na­kła­dach we­ry­fi­ku­je nar­ra­cję de­mo­li­be­ral­ną, kon­fron­tu­jąc ją z dys­to­pij­ny­mi fu­tu­ro­lo­gicz­ny­mi eks­tra­po­la­cja­mi. Się­gnię­cie przez pi­sa­rzy kon­ser­wa­ty­stów, opo­wia­da­ją­cych się prze­cież za hie­rar­chi­za­cją kul­tu­ry i ko­niecz­no­ścią od­róż­nia­nia li­te­ra­tu­ry wy­so­kiej od li­te­ra­tu­ry ni­skiej, po li­te­ra­tu­rę po­pu­lar­ną po­zo­sta­je ge­stem oczy­wi­ście za­sta­na­wia­ją­cym. Za­in­te­re­so­wa­nie kon­ser­wa­ty­stów po­ezją kla­sy­cy­stycz­ną – nie­kie­dy wręcz sej­smo­gra­ficz­nie re­agu­ją­cą na do­świad­cze­nia trans­for­ma­cyj­ne – wy­da­je się zro­zu­mia­łe, ale prozą ga­tun­ko­wą? Ta­ni­mi sen­sa­cyj­ny­mi po­wie­ścia­mi, które kie­ro­wa­ne są do ma­so­we­go czy­tel­ni­ka? Wy­ja­śnie­nie wy­da­je się wią­zać ze sta­tu­sem fan­ta­sty­ki na­uko­wej, która w rze­czy samej po­zo­sta­je zmar­gi­na­li­zo­wa­na w kry­tycz­no­li­te­rac­kiej re­cep­cji i nie znaj­du­je sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cej re­pre­zen­ta­cji me­dial­nej. Do­brze, po­gar­dzaj­cie sobie pol­ską fan­ta­sty­ką! – zdają się mówić jej an­ty­li­be­ral­ni au­to­rzy, wła­śnie w niej od­naj­du­ją­cy kanał dla wła­sne­go an­ty­sys­te­mo­we­go sprze­ci­wu. Im bar­dziej scien­ce fic­tion jest dys­kre­dy­to­wa­na w „sa­lo­no­wych” me­diach li­be­ral­nych, tym atrak­cyj­niej­sza staje się dla pi­sa­rzy pra­wi­co­wych, od­kry­wa­ją­cych w niej prze­strzeń dla for­mu­ło­wa­nia an­ty­li­be­ral­nych prze­ko­nań. Po­szu­ku­jąc ję­zy­ka po­zwa­la­ją­ce­go na wy­po­wie­dze­nie dys­kre­dy­to­wa­nych, po­li­tycz­nie nie­po­praw­nych czy wręcz „ciem­no­grod­czych” po­glą­dów, od­naj­du­ją go w po­gar­dza­nym rów­nie mocno ga­tun­ku li­te­rac­kim.

Im bardziej science fiction jest dyskredytowane w «salonowych» mediach liberalnych, tym atrakcyjniejsza staje się dla pisarzy prawicowych

Kazus pol­skiej fan­ta­sty­ki wy­da­je się jed­no­cze­śnie świad­czyć o nowym ak­to­rze po­li­tycz­nym, o któ­re­go uwagę za­czy­na­ją za­bie­gać przed­sta­wi­cie­le przyj­mu­ją­ce­go nowe formy dys­kur­su kon­ser­wa­tyw­ne­go. Ad­re­sa­tem tak spro­fi­lo­wa­nej fan­ta­sty­ki po­zo­sta­je bo­wiem czy­tel­nik ma­so­wy. Za­in­te­re­so­wa­nie kon­ser­wa­ty­stów sztu­ką po­pu­lar­ną ko­re­spon­du­je z prze­kształ­ce­nia­mi sa­me­go pro­gra­mu kon­ser­wa­tyw­ne­go, który w cza­sach trans­for­ma­cji zdaje się ule­gać pro­ce­so­wi ple­be­iza­cji. Skoro kon­ser­wa­ty­ści wy­stę­pu­ją wobec no­we­go po­rząd­ku spo­łecz­no-po­li­tycz­ne­go, by opo­wie­dzieć się po stro­nie tzw. trans­for­ma­cyj­nych prze­gra­nych, nic dziw­ne­go, że się­ga­ją po sto­sow­ne do tego środ­ki. Tym spo­so­bem ich prze­ko­na­nia znaj­du­ją miej­sce pre­zen­ta­cji w for­mie sztu­ki po­pu­lar­nej, lek­ce­wa­żo­nej przez elity kul­tu­ral­ne, jed­nak nie przez roz­czy­tu­ją­ce się w SF trans­for­ma­cyj­ne masy, no­we­go roz­gry­wa­ją­ce­go po­rząd­ku de­mo­kra­tycz­ne­go, prze­cho­wu­ją­ce­go jed­no­cze­śnie ze­staw kon­ser­wa­tyw­nych war­to­ści. Wy­bie­ra­ją model prozy znaj­du­ją­cy naj­licz­niej­szych czy­tel­ni­ków wśród tych, któ­rzy w naj­lep­szym razie nie współ­uczest­ni­czą w pro­jek­cie III RP, w naj­gor­szym zaś – zo­sta­ją z niego dys­kur­syw­nie wy­klu­cze­ni.

Nie zmie­nia to faktu, że fan­ta­sty­ka trans­for­ma­cyj­na po­zo­sta­je zja­wi­skiem mocno zróż­ni­co­wa­nym, zrze­sza­ją­cym au­to­rów o naj­róż­niej­szych tem­pe­ra­men­tach twór­czych. Aby przyj­rzeć się jej po­li­tycz­nej spe­cy­fi­ce, pro­po­nu­ję skon­cen­tro­wać się na trzech po­wie­ściach mniej wię­cej z po­ło­wy de­ka­dy, które wy­róż­nio­ne zo­sta­ły pre­sti­żo­wą dla tego ga­tun­ku Na­gro­dą im. Ja­nu­sza A. Zaj­dla. Sam Zaj­del pa­tro­nu­je nowej fan­ta­sty­ce kon­ty­nu­ują­cej dzie­dzic­two jego fan­ta­sty­ki so­cjo­lo­gicz­nej, a z pew­no­ścią pa­tro­nu­je wy­róż­nio­ne­mu tą na­gro­dą w 1996 roku To­ma­szo­wi Ko­ło­dziej­cza­ko­wi. Jego po­wieść „Ko­lo­ry sztan­da­rów” może przy­no­sić sko­ja­rze­nia z prozą mi­li­ta­ry­stycz­ną in­ne­go an­glo­sa­skie­go kon­ser­wa­ty­sty Ro­ber­ta A. He­in­le­ina, au­to­ra ka­pi­tal­nie ze­kra­ni­zo­wa­nych „Żoł­nie­rzy ko­smo­su”[10]. Rów­nież Ko­ło­dziej­czak prze­no­si fa­bu­łę w mię­dzy­ga­lak­tycz­ne uni­wer­sa, kre­śli wiel­kie ba­ta­li­stycz­ne pa­no­ra­my, roz­dy­ma swoją opo­wieść do space ope­ro­wych roz­mia­rów – wszyst­ko po to, żeby swoją fa­bu­łę pod­po­rząd­ko­wać so­cjo­po­li­tycz­nej dia­gno­sty­ce pol­skiej współ­cze­sno­ści. Po­wieść opi­su­je re­la­cje im­pe­rial­ne­go Do­mi­nium So­lar­ne­go i pe­ry­fe­ryj­nej pla­ne­ty Gla­dius, która pro­wa­dzi wojnę z da­le­ce bar­dziej za­awan­so­wa­ny­mi „kor­gardz­ki­mi” na­jeźdź­ca­mi. Brak po­stę­pów na fron­cie zmu­sza Gla­dian do pod­da­nia się Do­mi­nium i przy­ję­cia jego woj­sko­wo-po­li­tycz­nej pro­tek­cji. Ta oka­zu­je się jed­nak nie­wy­star­cza­ją­ca; wła­ści­wie jest tylko pre­tek­stem, aby pod­po­rząd­ko­wać pe­ry­fe­ryj­ną cy­wi­li­za­cję wobec cy­wi­li­za­cji sil­niej­szej. Taką opo­wieść snuje Ko­ło­dziej­czak, który w rze­czy­wi­sto­ści od­no­si się do geo­po­li­tycz­nej po­zy­cji Pol­ski i jej sto­sun­ku wobec im­pe­rial­ne­go, zaj­mu­ją­ce­go po­zy­cję no­we­go ko­lo­ni­za­to­ra Za­cho­du. Wpro­wa­dza pro­ble­ma­ty­kę post­ko­lo­nial­ną czy po­st­za­leż­no­ścio­wą, w isto­cie coraz chęt­niej prze­chwy­ty­wa­ną przez przed­sta­wi­cie­li dys­kur­su kon­ser­wa­tyw­ne­go[11], by z tej per­spek­ty­wy przyj­rzeć się ak­tu­al­nej sy­tu­acji w prze­cho­dzą­cej zmia­ny ustro­jo­we Pol­sce. „Ko­lo­ry sztan­da­rów” po­zo­sta­ją kry­tycz­ne wobec ów­cze­sne­go pro­jek­tu mo­der­ni­za­cyj­ne­go, któ­re­go staw­ką oka­zy­wać się ma pod­po­rząd­ko­wa­nie oj­czy­zny za­chod­nim stre­fom wpły­wu. Szcze­gól­nie kry­tycz­ne po­zo­sta­ją wobec lo­kal­nych „elit kom­pra­dor­skich”, które uprzy­wi­le­jo­wa­nie w nowym sys­te­mie za­wdzię­czać mają re­ali­za­cji ob­cych in­te­re­sów:

To była nie­zwy­kle wpły­wo­wa grupa na­ci­sku: ar­ty­ści, ak­to­rzy wir­tu­al­ni, dzien­ni­ka­rze two­rzą­cy ser­wi­sy holo i sie­cio­we, przy­wód­cy róż­nych sekt re­li­gij­nych, mło­dzie­żo­wi idole, wresz­cie ide­owi po­czciw­cy, są­dzą­cy, że robią świa­tu do­brze. Po­szcze­gól­ne grupy ak­cen­to­wa­ły od­mien­ne pro­ble­my i z róż­ny­mi za­gro­że­nia­mi wo­jo­wa­ły. […] Wszy­scy oni two­rzy­li prze­ogrom­ną, ar­ty­stycz­no-po­li­tycz­ną ko­te­rię przy­zna­ją­cą sobie mo­no­pol na nie­omyl­ność, kul­tu­rę, ele­gan­cję i mo­ral­ność.

Two­rzy­li war­stwę opi­nio­twór­czą, a jed­no­cze­śnie atrak­cyj­ną to­wa­rzy­sko. Nie można po­wie­dzieć, aby nad tym ży­wio­łem pa­no­wał jakiś jeden ośro­dek. A jed­nak grupa wpły­wo­wych ludzi, kilka cen­trów me­dial­nych, parę in­sty­tu­cji gro­ma­dzi­ły wokół sie­bie całą otocz­kę ako­li­tów i na­śla­dow­ców, któ­rzy wy­trwa­le pra­co­wa­li nad wi­ze­run­kiem wła­snej grupy i jej przy­wód­ców[12].

Kryp­to­pu­bli­cy­stycz­ne frag­men­ty nie po­zo­sta­wia­ją wąt­pli­wo­ści co do au­tor­skich in­ten­cji. Autor „Ko­lo­rów sztan­da­rów” przed­sta­wia sko­rum­po­wa­ny po­rzą­dek pań­stwo­wy, za­rzą­dza­ny przez be­ne­fi­cju­ją­cych w nich „ule­głych”, by skon­fron­to­wać z nim swo­je­go ro­man­tycz­ne­go bo­ha­te­ra. Na­kre­śliw­szy obraz pań­stwo­we­go sko­rum­po­wa­nia, Ko­ło­dziej­czak usta­wia wobec niego żoł­nie­rza „nie­złom­ne­go”, nie­pod­da­ją­ce­go się (de­mo­li­be­ral­nej) nar­ra­cji, pro­wa­dzą­ce­go walkę prze­ciw­ko wła­dzy le­gal­nej. A przede wszyst­kim wy­zna­ją­ce­go dawne war­to­ści, które przy­świe­ca­ją jego na­ro­do­wo­wy­zwo­leń­czej par­ty­zant­ce.

Ana­lo­gicz­ną próbę fan­ta­sty­ki za­an­ga­żo­wa­nej po­dej­mu­je rów­nież na­gro­dzo­ny Zaj­dlem dwu­krot­nie, i to w samej de­ka­dzie trans­for­ma­cyj­nej, Rafał A. Ziem­kie­wicz, który zanim stał się jedną z czo­ło­wych per­son ro­dzi­mej pra­wi­cy, roz­po­czy­nał ka­rie­rę wła­śnie w fan­ta­stycz­no-na­uko­wym fan­do­mie. Taką próbę sta­no­wił na­gro­dzo­ny w 1995 roku „Pie­przo­ny los ka­ta­ry­nia­rza”, już w ty­tu­le lek­ce­wa­żą­cy za­sa­dy po­praw­no­ści po­li­tycz­nej. De­biu­tu­ją­cy w la­tach 80. jesz­cze w ra­mach fan­ta­sty­ki so­cjo­lo­gicz­nej, Ziem­kie­wicz w nową de­ka­dę wkro­czył jako pi­sarz ufor­mo­wa­ny. Jego po­wieść sta­no­wi jedną z pierw­szych nad­wi­ślań­skich prób po­wie­ści cy­ber­pun­ko­wej – opo­wia­da o al­ter­na­tyw­nym świe­cie lat 90., w któ­rym kry­ty­ku­je się rze­czy­wi­stość zu­peł­nie nie­wir­tu­al­ną, pod­da­wa­ną skrzęt­nej i zgryź­li­wej so­cjo­lo­gicz­nej wi­wi­sek­cji. Po­słu­gu­jąc się Gib­so­now­skim żar­go­nem in­for­ma­tycz­nym, for­mu­łu­jąc nawet wła­sny kon­cept cy­ber­prze­strze­ni, w rze­czy­wi­sto­ści Ziem­kie­wicz upra­wia po­wie­ścio­pi­sar­stwo po­li­tycz­ne. Albo nawet ze wzglę­du na ad­re­sy do trans­for­ma­cyj­nych elit po­wie­ścio­pi­sar­stwo śro­do­wi­sko­we, które już w mo­men­cie pre­mie­ry wy­wo­ła­ło kon­tro­wer­sje: w po­wie­ści spor­tre­to­wa­ny zo­stał cho­ciaż­by An­drzej Szczy­pior­ski, rze­ko­mo za­wdzię­cza­ją­cy swoją po­zy­cję wy­łącz­nie kam­pa­nii prze­ciw­ko pol­skie­mu an­ty­se­mi­ty­zmo­wi. Po­wieść Ziem­kie­wi­cza nie spro­wa­dza się jed­nak do zja­dli­wej sa­ty­ry na li­be­ral­ne elity. Za po­mo­cą kon­wen­cji cy­ber­pun­ku kon­cen­tru­je się na ro­sną­cym zna­cze­niu no­wych me­diów, które nie tylko w świe­cie rów­no­le­głym stają się fi­la­rem no­we­go po­rząd­ku spo­łecz­no-po­li­tycz­ne­go (w tym kon­tek­ście po­wieść można czy­tać jako pro­gno­zu­ją­cą in­ge­ren­cje w pro­ce­sy wy­bor­cze agre­ga­tów w ro­dza­ju Cam­brid­ge Ana­ly­ti­ca). Świat po­wie­ścio­wy to świat me­dial­nych sy­mu­la­krów, skła­da­ją­cy się z fał­szy­wych wy­obra­żeń, pod­po­rząd­ko­wa­nych za­chod­nim kor­po­ra­cjom i wschod­nim agen­cjom. Ze świa­tem sy­mu­lo­wa­nym skon­fron­to­wa­ny zo­sta­je głów­ny bo­ha­ter, prze­mie­rza­ją­cy, jak się oka­zu­je, praw­dziw­szą od re­al­nej rze­czy­wi­stość wir­tu­al­ną ne­trun­ner, czyli ty­tu­ło­wy „ka­ta­ry­niarz”. Ni­czym w fil­mo­wych tech­no­th­ril­le­rach do­cie­ra wresz­cie do ukry­wa­nej praw­dy, do­wia­du­je się o geo­po­li­tycz­nym losie współ­cze­snej Pol­ski. W fi­na­le po­wie­ści po­zna­je rzą­dzą­ce nią cy­fro­we re­gu­ły, słu­żą­ce je­dy­nie pań­stwom ościen­nym i mię­dzy­na­ro­do­wym kon­glo­me­ra­tom, by osta­tecz­nie przejść na po­zy­cje opo­zy­cyj­ne i – jak jego ro­man­tycz­ni przod­ko­wie – roz­pacz­li­wie wal­czyć o inną rze­czy­wi­stość.

W re­ko­ne­san­sie pol­skiej li­te­ra­tu­ry współ­cze­snej i jej sto­sun­ku wobec rze­czy­wi­sto­ści III RP Paweł Du­nin-Wą­so­wicz za­li­czył Ko­ło­dziej­cza­ka i Ziem­kie­wi­cza do grona „kon­ser­wa­tyw­nych ro­man­ty­ków”[13], któ­rzy za po­mo­cą prozy ga­tun­ko­wej mie­li­by re­wi­ta­li­zo­wać pa­ra­dyg­mat ro­man­tycz­ny. Upra­wia­na przez nich fan­ta­sty­ka rze­czy­wi­ście prze­czy zbyt po­spiesz­nym ob­wiesz­cze­niom, ja­ko­by wraz z in­sta­la­cją po­rząd­ku wol­no­ryn­ko­we­go wy­czer­pa­ło się za­po­trze­bo­wa­nie na po­sta­wy mo­de­lo­wa­ne przez tra­dy­cję ro­man­tycz­ną, zwłasz­cza w jej wy­mia­rze „tyr­tej­skim”. Jak po­spiesz­ne były to dia­gno­zy, po­twier­dza­ją także wcze­sne opo­wia­da­nia Jacka Du­ka­ja. W przy­na­le­żą­cym do jego „fik­cji na­ro­do­wych” opo­wia­da­niu „Xa­vras Wy­żryn” od­świe­ża on pro­ble­ma­ty­kę jesz­cze dzie­więt­na­sto­wiecz­ne­go ro­man­ty­zmu. Opo­wia­da­nie roz­gry­wa się na po­cząt­ku no­we­go mi­le­nium w po­ato­mo­wym świe­cie – w rze­czy­wi­sto­ści al­ter­na­tyw­nej, w któ­rej pol­skie te­ry­to­ria, od zwy­cię­stwa w woj­nie bol­sze­wic­kiej, oku­pu­ją siły ra­dziec­kie. Nu­kle­ar­ne sce­no­gra­fie są pi­sa­rzo­wi po­trzeb­ne, aby wy­kre­ować po­stać na­ro­do­we­go bo­ha­te­ra, po raz ko­lej­ny w pol­skiej hi­sto­rii wal­czą­ce­go z ro­syj­skim oku­pan­tem. Pod tym wzglę­dem proza Du­ka­ja wy­da­wać się może wa­ria­cją na li­te­ra­tu­rę ro­man­tycz­ną, kon­ty­nu­ują­cą jej pro­ble­ma­ty­kę w no­wo­cze­snej aran­ża­cji prozy ga­tun­ko­wej. I tak Dukaj por­tre­tu­je re­tro­fu­tu­ry­stycz­ne­go bo­ha­te­ra ro­man­tycz­ne­go, bę­dą­ce­go da­le­kim wnu­kiem bo­ha­te­rów dzie­więt­na­sto­wiecz­nych – wal­czą­ce­go o wy­zwo­le­nie oj­czy­zny, a jed­no­cze­śnie fil­mu­ją­ce­go swoje pełne okru­cień­stwa ini­cja­ty­wy, które fi­nan­so­wa­ne są przez za­chod­nie kor­po­ra­cje me­dial­ne. Xa­vras to po­stać za­rów­no ro­man­tycz­nych po­ema­tów prozą, jak i współ­cze­snej cy­wi­li­za­cji me­dial­nej: „spójrz­cie tylko na Wy­żry­na, toż on jest bo­ha­ter wła­śnie w za­chod­nim, hol­ly­wo­odz­kim stylu: nie­uchwyt­ny, nie­po­ko­na­ny; jakby wy­lazł pro­sto z tego ko­mik­su, z któ­re­go wziął swą ksywę, bo czy ktoś jesz­cze w ogóle pa­mię­ta o zmy­ślo­nym ry­sun­ko­wym Xa­vra­sie?”[14]. Roz­pi­su­jąc jego po­stać mię­dzy wal­len­ro­dycz­ną par­ty­zant­ką a bez­kom­pro­mi­so­wym ter­ro­ry­zmem (w jed­nej z moc­niej­szych scen Xa­vras wy­sa­dza w po­wie­trze ra­dziec­ki sie­ro­ci­niec wraz z jego ma­ły­mi lo­ka­to­ra­mi), mię­dzy bez­in­te­re­sow­no­ścią pa­trio­ty­zmu a przed­się­wzię­ciem ko­mer­cyj­nym, Dukaj pyta o współ­cze­sne miej­sce nie­po­zwa­la­ją­ce­go się wy­eg­zor­cy­zmo­wać ro­man­ty­zmu. Być może nie od­po­wia­da jed­no­znacz­nie na for­mu­ło­wa­ne przez sie­bie py­ta­nia, samym ich po­no­wie­niem za­prze­cza jed­nak tezom, że wraz z Koń­cem Hi­sto­rii skoń­czył się w pol­skiej kul­tu­rze ro­man­tyzm.

Uprawiana przez nich fantastyka rzeczywiście przeczy zbyt pospiesznym obwieszczeniom, jakoby wraz z instalacją porządku wolnorynkowego wyczerpało się zapotrzebowanie na postawy modelowane przez tradycję romantyczną, zwłaszcza w jej wymiarze «tyrtejskim»

Da­le­kiej od nar­ra­cji de­mo­li­be­ral­nej fan­ta­sty­ce pa­tro­nu­je przy tym Her­bert – nie Frank jed­nak, a re­pre­zen­tu­ją­cy po­ezje kla­sy­cy­stycz­ne i sam mie­wa­ją­cy „kło­po­ty z de­mo­kra­cją”[15] Zbi­gniew. Dla mło­dych twór­ców stał się on wręcz mo­de­lo­wym kon­te­sta­to­rem, po­wra­ca­ją­cym pod róż­ny­mi po­sta­cia­mi w pro­zach fan­ta­stycz­nych. Tak dzie­je się cho­ciaż­by w opo­wia­da­niu Du­ka­ja, w któ­re­go język wple­cio­ne zo­sta­ły kryp­to­cy­ta­ty z kla­sy­cy­sty i dla któ­re­go motto rów­nież zo­sta­ło wy­bra­ne z jego po­ezji: „za­iste nie w two­jej mocy / prze­ba­czać w imie­niu tych, któ­rych / zdra­dzo­no o świ­cie”. Utoż­sa­mia­ny z po­ezją mo­ra­li­stycz­ną w la­tach 80. i „wy­klę­ty” przez li­be­ral­ne media w la­tach 90., Her­bert po­ja­wia się rów­nież w „Ko­lo­rach sztan­da­rów” Ko­ło­dziej­cza­ka, które swój tytuł za­wdzię­cza­ją wła­śnie jego dru­go­obie­go­wej li­ry­ce, a do­kład­nie „Ra­por­to­wi z ob­lę­żo­ne­go mia­sta”: „ko­lo­ry sztan­da­rów zmie­nia­ją się jak las na ho­ry­zon­cie / od de­li­kat­nej pta­siej żółci na wio­snę przez zie­leń czer­wień do zi­mo­wej czer­ni”. W kar­ko­łom­nej in­ter­pre­ta­cji Du­nin-Wą­so­wicz prze­ko­nu­je, że rów­nież po­li­tycz­na fik­cja Ziem­kie­wi­cza sta­no­wić mia­ła­by „próbę po­wie­ścio­we­go roz­pi­sa­nia »Prze­sła­nia Pana Co­gi­to« Zbi­gnie­wa Her­ber­ta”[16] (od­bi­ja­ją­cą w fa­bu­le „bła­zeń­ską twarz” nowej rze­czy­wi­sto­ści?). Czu­wa­ją­cy nad li­te­rac­ką pra­wi­cą Her­bert bę­dzie zresz­tą po­wra­cał jesz­cze wie­lo­krot­nie w pol­skiej fan­ta­sty­ce, cho­ciaż­by u de­biu­tu­ją­ce­go zbio­rem opo­wia­dań w Fa­bry­ce Słów[17], iden­ty­fi­ku­ją­ce­go się z kon­ser­wa­tyw­nym ni­hi­li­zmem Szcze­pa­na Twar­do­cha, który tytuł pierw­szej po­wie­ści za­czerp­nie z nie­jed­no­znacz­ne­go peanu[18] o „pra­wie wilka”[19] pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­we­go.

Py­ta­nie, czy moż­li­we jest wy­obra­że­nie sobie w pol­skiej li­te­ra­tu­rze fan­ta­sty­ki na­pę­dza­nej wy­obraź­nią po lewej stro­nie? Le­wi­co­wo ukie­run­ko­wa­ną kry­ty­kę trud­no by­ło­by od­na­leźć w fan­ta­sty­ce z lat 90., w któ­rej w naj­lep­szym razie kre­owa­ne są wizje pręż­ne­go ka­pi­ta­li­zmu. Fan­ta­sty­ka z tam­te­go okre­su po­zo­sta­je kry­tycz­na wobec rze­czy­wi­sto­ści de­mo­li­be­ral­nej, ale nie wobec wdra­ża­nych wów­czas i re­ali­zu­ją­cych an­ty­ko­mu­ni­stycz­ne ma­rze­nia roz­wią­zań go­spo­dar­czych, wręcz ocze­ki­wa­nych przez kry­tycz­nych wobec go­spo­dar­ski ste­ro­wa­nej cen­tral­nie kon­ser­wa­ty­stów. Je­że­li w po­wie­ścio­wych al­ter­na­ty­wach dla lat 90. współ­cze­sność uka­zy­wa­na jest jako dziw­na czy nawet „dzi­wacz­na”[20], je­że­li nie przy­po­mi­na ona ob­ra­zu roz­ście­la­ne­go przez media głów­ne­go nurtu, za spra­wą świa­tów rów­no­le­głych wy­wo­łu­jąc w czy­tel­ni­kach wręcz on­to­lo­gicz­ny dys­kom­fort, nie zna­czy to jed­no­cze­śnie, że mia­ła­by sta­wiać opór lo­gi­ce mię­dzy­na­ro­do­we­go ka­pi­ta­li­zmu. Cho­ciaż fan­ta­sty­ka w pol­skiej od­mia­nie stała się ekwi­wa­len­tem li­te­ra­tu­ry kon­te­sta­cyj­nej i kontr­kul­tu­ro­wej, w cza­sach trans­for­ma­cji jej wek­to­ry nie zo­sta­ły zwró­co­ne prze­ciw­ko wpro­wa­dza­nym wów­czas roz­wią­za­niom eko­no­micz­nym. Nawet sami au­to­rzy fan­ta­sty­ki za­cho­wu­ją scep­ty­cyzm wobec wpro­wa­dze­nia do ich utwo­rów kry­ty­ki an­ty­ka­pi­ta­li­stycz­nej, prze­pro­wa­dza­ją­cej na­mysł nad da­le­ko­sięż­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi wol­no­ryn­ko­wej ry­wa­li­za­cji. Fan­ta­sty­ka le­wi­co­wa nie ma szans w ro­dzi­mej li­te­ra­tu­rze, „[t]rzy­ma­jąc się bo­wiem re­aliów wyj­ścio­wych, nie spo­sób w Pol­sce dać po­zy­tyw­nej wizji le­wi­co­wej, nie na­ra­ża­jąc się na za­bój­czą śmiesz­ność”, jak stwier­dzał Dukaj prze­szło de­ka­dę temu. W fan­ta­sty­ce wiele można sobie wy­obra­zić, w jej pol­skiej od­mia­nie, tak mocno ufor­mo­wa­nej przez tra­dy­cje an­ty­ko­mu­ni­stycz­ne, trud­no jed­nak wy­obra­zić sobie scien­ce fic­tion, w któ­rym fan­ta­zjo­wa­ło­by się o in­nych niż ka­pi­ta­li­stycz­ne re­gu­łach go­spo­dar­czych i in­nych od ryn­ko­wych spo­so­bach or­ga­ni­za­cji spo­łecz­nej.

Ina­czej sy­tu­acja przed­sta­wia się w fan­ta­sty­ce an­glo­sa­skiej po­wsta­ją­cej rów­no­le­gle do kon­ser­wa­tyw­nych trans­for­ma­cyj­nych utwo­rów pol­skie­go scien­ce fic­tion. Na po­cząt­ku lat 90.  swoją kla­sycz­ną już „try­lo­gię mar­sjań­ską” wydał re­pre­zen­tu­ją­cy po­glą­dy al­ter­glo­ba­li­stycz­ne Kim Stan­ley Ro­bin­son. W mo­nu­men­tal­nym cyklu, po­wsta­ją­cym pod ide­owym pa­tro­na­tem Fre­dri­ca Ja­me­so­na, autor „Czer­wo­ne­go Marsa” opo­wia­da o nie­ka­pi­ta­li­stycz­nej or­ga­ni­za­cji spo­łecz­no-eko­no­micz­nej. Mo­ment jej pu­bli­ka­cji nie jest bez zna­cze­nia. Na progu lat 90., po upad­ku „czer­wo­ne­go” bloku wschod­nie­go, eks­pe­diu­je swo­ich bo­ha­te­rów na czer­wo­ną pla­ne­tę, by dali przy­kład al­ter­na­tyw­ne­go wzglę­dem neo­li­be­ral­ne­go mo­de­lu ka­pi­ta­li­stycz­ne­go pro­jek­tu spo­łecz­ne­go. W kontrze wobec po­wta­rza­nej nar­ra­cji o Końcu Hi­sto­rii Ro­bin­son uka­zu­je tym samym, że wbrew fu­kuy­amow­ski­mu scep­ty­cy­zmo­wi inna rze­czy­wi­stość jest moż­li­wa. Naj­lep­szym ro­dza­jem li­te­ra­tu­ry po­zwa­la­ją­cym na po­sze­rze­nie so­cjo­po­li­tycz­nej wy­obraź­ni po­zo­sta­je zaś wła­śnie fan­ta­sty­ka na­uko­wa, która ze swo­jej spe­cy­fi­ki nie jest pod­da­wa­na żad­nym przed­sta­wie­nio­wym ogra­ni­cze­niom, po­zwa­la­jąc wy­kre­ślić nie­ocze­ki­wa­ne linie roz­wo­jo­we i sfa­bu­la­ry­zo­wać nawet naj­mniej praw­do­po­dob­ne sce­na­riu­sze. Sce­na­riu­sze, które nie po­zo­sta­ją jed­nak bez wpły­wu na po­sze­rze­nie już ist­nie­ją­cych wy­bo­rów po­li­tycz­nych, nie­za­wę­ża­nych by­naj­mniej re­fre­nem there is no al­ter­na­ti­ve.

Jak wia­do­mo, ła­twiej wy­obra­zić sobie ko­niec świa­ta niż ko­niec ka­pi­ta­li­zmu, o czym wy­da­je się za­świad­czać z re­gu­ły pro­ryn­ko­wa fan­ta­sty­ka trans­for­ma­cyj­na. W ja­kiej jed­nak li­te­ra­tu­rze fan­ta­zjo­wać o innej rze­czy­po­spo­li­tej, je­że­li nie w wy­spe­cja­li­zo­wa­nej w kre­owa­niu świa­tów (nie)moż­li­wych, po­zwa­la­ją­cej na naj­da­lej nawet za­kro­jo­ną spe­ku­la­cję, nie­ogra­ni­cza­ną w swo­ich mo­nu­men­tal­nych wi­zjach li­te­ra­tu­rze scien­ce fic­tion? Z de­fi­ni­cji po­zo­sta­je ona ga­tun­kiem po­zwa­la­ją­cym na kre­owa­nie sys­te­mo­wych, nie tylko już ka­ta­stro­ficz­nych i umac­nia­ją­cych bie­żą­cy po­rzą­dek al­ter­na­tyw. W pol­skiej fan­ta­sty­ce lat 90., spo­ra­dycz­nie kry­tycz­nej wobec kor­po­ra­cyj­nej he­ge­mo­nii, o ile stoi ona w sprzecz­no­ści z na­ro­do­wą su­we­ren­no­ścią, ukła­da się naj­róż­niej­sze sce­na­riu­sze na przy­szłość, żaden z nich nie pro­wa­dzi jed­nak do nie­ka­pi­ta­li­stycz­ne­go fi­na­łu. Po­wsta­ją­ce w kontrze do dys­kur­su de­mo­li­be­ral­ne­go prozy SF po­zo­sta­ją jed­nak do­ku­men­tem wciąż sil­ne­go po­ten­cja­łu fu­tu­ro­lo­gicz­ne­go, który w post­hi­sto­rycz­nej rze­czy­wi­sto­ści póź­ne­go ka­pi­ta­li­zmu nie zo­stał by­naj­mniej wy­ga­szo­ny. Po­zo­sta­ją prozą an­ty­sys­te­mo­wej nie­zgo­dy, która jak­kol­wiek pod­po­rząd­ko­wa­na jest wów­czas kon­ser­wa­tyw­nym agen­dom, ośmie­la wy­obraź­nię po­li­tycz­ną do ima­gi­no­wa­nia innej przy­szło­ści, daje przy­kład nie­skrę­po­wa­nej ja­ką­kol­wiek cen­zu­rą fu­tu­ro­lo­gii, za­chę­ca do nie­sza­blo­no­wa­ne­go my­śle­nia out of the box sys­te­mo­we­go do­mknię­cia, na­pę­dza spe­ku­la­tyw­ną siłę ga­tun­ko­wej kon­te­sta­cji. Czy „fan­ta­sty­ka le­wi­co­wa po pro­stu nie ma jesz­cze czego kon­te­sto­wać, nie ma pod co pod­kła­dać dy­na­mi­tu”? Ma, teraz nawet bar­dziej jesz­cze niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej, wy­zna­cza­jąc jed­no­cze­śnie pilne za­da­nie li­te­ra­tu­rze naj­now­szej[21]. Czym zaś pod­kła­dać dy­na­mit, je­że­li nie wy­obra­że­nia­mi nie­wy­obra­żal­ne­go?

 

 

[1] Zob. np. „Tek­sty Dru­gie” 2015, nr 1: „Zwrot sar­mac­ki”; „No­wo­cze­sność i sar­ma­tyzm”, red. Prze­my­sław Cza­pliń­ski, Wy­daw­nic­two „Po­znań­skie Stu­dia Po­lo­ni­stycz­ne”, Po­znań 2011.

[2] M. Keith Bo­oker, „Hi­sto­ri­cal Dic­tio­na­ry of Scien­ce Fic­tion in Li­te­ra­tu­re”, Roman & Lit­tle­field, Lan­ham 2015, s. 1 [prze­kład wła­sny].

[3] Ce­za­ry Mi­chal­ski, „Gor­sze świa­ty”, Fa­bry­ka Słów, Lu­blin 2006.

[4] Zbi­gniew Ja­zie­nic­ki, „01001100 01000101 01001000 01001101. Ma­rań­skie kryp­to­gra­fie w Gło­sie Pana Sta­ni­sła­wa Lema” [w:] „Ma­ra­ni li­te­ra­tu­ry pol­skiej”, red. Piotr Bo­ga­lec­ki, Adam Lip­szyc, Kra­ków–Bu­da­peszt–Sy­ra­ku­zy 2020, s. 591–614.

[5] Prze­my­sław Cza­pliń­ski, „Pol­ska do wy­mia­ny. Pol­ska no­wo­cze­sność i nasze wiel­kie nar­ra­cje”, Wy­daw­nic­two W.A.B., War­sza­wa 2009, s. 151.

[6] Wal­ter Ben­ja­min, „Cham­ber­ma­ids’ Ro­man­ces of the Past Cen­tu­ry”, przeł. Rod­ney Li­ving­sto­ne, [w:] tegoż, „Se­lec­ted Wri­tings”, t. II, cz. 1, red. Mi­cha­el W. Jen­nings i in., Belk­nap Press, Cam­brid­ge–Lon­don 2005, s. 243.

[7] Tamże.

[8] Mi­nia­tu­rę w „Nowej Fan­ta­sty­ce” opu­bli­ko­wał rów­nież zwią­za­ny z UPR-em Ja­nusz Kor­win-Mik­ke, zob. Pro­to­kół z po­sie­dze­nia, „Nowa Fan­ta­sty­ka” 1983, nr 5 (8), s. 46–47.

[9] Wy­da­na pod pseu­do­ni­mem po­wieść Gier­ty­cha po­zo­sta­je symp­to­ma­tycz­na dla po­wsta­ją­cych w la­tach 90. kon­ser­wa­tyw­nych dys­to­pii, zob. Roman Ber­to­wicz, „Za błę­kit­ną kur­ty­ną. Pol­ski wy­wiad na tro­pie ma­so­nów”, Ofi­cy­na Wy­daw­ni­cza „Ful­men–Po­land”, War­sza­wa 1996. Pod wzglę­dem ga­tun­ko­wym łączy ona pe­sy­mi­stycz­ne scien­ce fic­tion z prozą szpie­gow­ską, opo­wia­da­ją­cą o roz­gry­wa­ją­cych się na za­cho­dzie Eu­ro­py pe­ry­pe­tiach asa pol­skie­go kontr­wy­wia­du, w tej pa­ra­au­to­bio­gra­ficz­nej (?) po­wie­ści re­pre­zen­tu­ją­ce­go struk­tu­ry Mło­dzie­ży Wszech­pol­skiej. Sen­sa­cyj­na fa­bu­ła po­zo­sta­je oczy­wi­ście pre­tek­sto­wa. „Te kraje znaj­du­ją się w takim sta­nie, jak Mo­skwa po upad­ku ZSRR w XX wieku. Bez­pra­wie, ban­dy­tyzm, służ­by spe­cjal­ne, mafie są na po­rząd­ku dzien­nym”. Per­spek­ty­wa fu­tu­ro­lo­gicz­na po­trzeb­na jest au­to­ro­wi głów­nie po to, by pod­da­wać eu­ro­scep­tycz­nej kry­ty­ce za­chod­nią po­li­ty­kę i jej ba­zo­we pro­ble­my, w po­wie­ści do­pro­wa­dza­ne do hi­per­bo­licz­nych dys­to­pij­nych roz­mia­rów: in­ży­nie­rii spo­łecz­nej i kon­tro­li uro­dzeń, pro­kre­acji za­wę­żo­nej do la­bo­ra­to­ryj­ne­go in vitro, przy­mu­so­wej eu­ta­na­zji po sześć­dzie­sią­tym roku życia, ak­cep­ta­cji od­mien­no­ści sek­su­al­nych („pe­dal­stwa”, „zwy­rod­nia­łych zbo­czeń­ców” ), po­wro­tu sys­te­mu nie­wol­ni­cze­go, przy­mu­so­wej diety we­ge­ta­riań­skiej, ra­dy­kal­nej la­icy­za­cji pro­wa­dzą­cej do prze­śla­do­wań ka­to­li­ków, wresz­cie kry­zy­su de­mo­kra­cji par­la­men­tar­nej, za­stę­po­wa­nej kor­po­ra­cyj­no-ban­ko­wą „ma­soń­ską” he­ge­mo­nią. W tym ni­hi­li­stycz­nym świe­cie Rzecz­po­spo­li­ta po­zo­sta­je jed­nak kon­ser­wa­tyw­ną ul­tra­ka­to­lic­ką uto­pią, oto­czo­nym ma­ryj­ną opie­ką przed­mu­rzem za­chod­nio­eu­ro­pej­skie­go kry­zy­su („Dzię­ki opie­ce Kró­lo­wej Pol­ski nasz kraj roz­wi­ja się za­rów­no du­cho­wo, jak i go­spo­dar­czo”). W po­wie­ści o ma­soń­skiej hy­drze kry­ty­ku­je się jed­no­cze­śnie jej lo­kal­ne macki w po­sta­ci ar­chi­tek­tów III RP (w trud­nym do zła­ma­nia szy­frze wy­mie­nia się „Aloj­ze­go Mich­nia­ka” i „Bo­gu­sła­wa Je­rem­ka”). „Za błę­kit­ną kur­ty­ną” po­zwo­li­ło Gier­ty­cho­wi roz­li­czyć się rów­nież z oso­bi­sty­mi prze­ciw­ni­ka­mi. W po­wie­ści po­ja­wia się nie­ja­ki Dawid Kie­cer-Piotr­kow­ski, pa­ra­no­ik uwa­ża­ją­cy się za ce­sa­rza Pol­ski. W rze­czy­wi­sto­ści jest to au­ten­tycz­ny kon­ku­rent Gier­ty­cha z Mło­dzie­ży Wszech­pol­skiej, który ze wzglę­du na przy­pi­sy­wa­ne mu pro­ble­my psy­chicz­ne i (!) ży­dow­skie po­cho­dze­nie oskar­żył nawet au­to­ra o znie­sła­wie­nie. „Ze­sta­wia­jąc imię Dawid z na­zwi­skiem Kie­cer-Pio­trow­ski autor po­wie­ści przy­pi­su­je mi po­cho­dze­nie ży­dow­skie, a to w śro­do­wi­sku na­ro­dow­ców naj­więk­sza ob­ra­za” – stwier­dzał powód.

[10] Książ­ko­wy ory­gi­nał wy­da­nych pod ko­niec lat 50. „Żoł­nie­rzy ko­smo­su” Ro­ber­ta A. He­in­le­ina (w la­tach 90. prze­tłu­ma­czo­nych po raz pierw­szy jako „Ka­wa­le­ria ko­smo­su” i wy­da­nych w nie­peł­nej wer­sji bez trak­ta­tów po­li­tycz­nych) sta­no­wił po­chwa­łę uto­pii mi­li­ta­ry­stycz­nej, przy­dzie­la­ją­cej oby­wa­tel­stwo wy­łącz­nie we­te­ra­nom wo­jen­nym. W ekra­ni­za­cji Paula Ver­ho­eve­na z 1997 roku mi­li­ta­ryzm pier­wo­wzo­ru zo­stał jed­nak pod­da­ny sub­wer­syw­nej wi­wi­sek­cji od­wra­ca­ją­cej jej pro­wo­jen­ną opty­kę. W opo­wie­ści o kon­flik­cie ziem­skiej cy­wi­li­za­cji z ko­smicz­ny­mi bar­ba­rzyń­ca­mi re­ży­ser „Star­ship Tro­opers” wy­gry­wa me­ta­fo­ry­kę „ro­bac­twa” prze­ciw­ko niej samej, pod­da­jąc kry­ty­ce jej długą „bio­po­li­tycz­ną” po­za­fil­mo­wą przed­ak­cję. Na tropy hi­sto­rycz­no­po­li­tycz­ne wy­da­je się na­pro­wa­dzać zwłasz­cza za­koń­cze­nie filmu, bę­dą­ce cy­ta­tem z we­imar­skie­go „M – Mor­der­ca” (1931) Frit­za Langa, rów­nież od­wra­ca­ją­ce­go re­la­cję mię­dzy prze­śla­du­ją­cym a prze­śla­do­wa­nym. Ten sam gest wy­ko­nu­je w fi­na­le Ver­ho­even, an­tro­po­mor­fi­zu­ją­cy rze­ko­mo bez­mó­zgie ro­bac­two.

[11] Stan­ley Bill, „W po­szu­ki­wa­niu au­ten­tycz­no­ści. Kul­tu­ra pol­ska i na­tu­ra teo­rii post­ko­lo­nial­nej”, „Prak­ty­ka Teo­re­tycz­na” 2014, nr 1 (11), s. 107–127.

[12] To­masz Ko­ło­dziej­czak, „Ko­lo­ry sztan­da­rów”, Wy­daw­nic­two Su­per­NO­WA, War­sza­wa 1996, s. 97–98.

[13] Zob. Paweł Du­nin-Wą­so­wicz, „Oko smoka. Li­te­ra­tu­ra tzw. po­ko­le­nia »bru­Lio­nu« wobec rze­czy­wi­sto­ści III RP”, Lampa i Iskra Boża, War­sza­wa 2000, s. 67–89.

[14] Jacek Dukaj, „Xa­vras Wy­żryn”, Su­per­NO­WA, War­sza­wa 1997, s. 199.

[15] Marek Bey­lin, „Pan Co­gi­to ma kło­po­ty z de­mo­kra­cją”, „Ga­ze­ta Wy­bor­cza” 1995, nr 54, s. 11.

[16] Paweł Du­nin-Wą­so­wicz, dz. cyt., s. 78.

[17] Szcze­pan Twar­doch, „Obłęd rot­mi­strza von Egern”, Fa­bry­ka Słów, Lubin 2005.

[18] Cho­dzi o kon­tro­wer­syj­ny wiersz Wilki, w któ­rym mowa o bo­ha­ter­stwie po­wo­jen­nej par­ty­zant­ki „żoł­nie­rzy wy­klę­tych”. W swo­jej bio­gra­fii re­cep­cję tego wier­sza po­sze­rzył An­drzej Fra­na­szek. W rę­ko­pi­sie od­krył, że wiersz ten pla­no­wa­ny był jako hołd dla wielu in­nych or­ga­ni­za­cji po­wstań­czych, w tym pro­ble­ma­tycz­nej w kon­tek­ście pa­trio­tycz­nej re­cep­cji utwo­ru par­ty­zant­ki UPA. Zob. An­drzej Fra­na­szek, „Her­bert. Bio­gra­fia”, t. II, Wy­daw­nic­two Znak, Kra­ków 2018, s. 766.

[19] Szcze­pan Twar­doch, „Pra­wem wilka”, Wy­daw­nic­two Su­per­NO­WA, War­sza­wa 2008.

[20] Mark Fi­sher, „Dzi­wacz­ne i oso­bli­we”, przeł. i po­sło­wie An­drzej Ka­ra­lus, Tymon Adam­czew­ski, słowo/obraz te­ry­to­ria, Gdańsk 2013.

[21] Za spłon­kę le­wi­co­we­go an­ty­kor­po­ra­cjo­zni­mu można uznać pod­chwy­tu­ją­cą fu­tu­ro­eko­ni­micz­ną pro­ble­ma­ty­kę po­ezję scien­ce fi­ci­ton, którą w Pol­sce na jesz­cze nie­wiel­ką skalę re­pre­zen­tu­ją m.​in. Anna Ada­mo­wicz i Ra­do­sław Jur­czak. Zob. Sonia No­wac­ka, „Po­ezja spe­ku­la­tyw­na a fan­tast­ka na­uko­wa w po­ezji pol­skiej po 2010 roku. Próba uję­cia zja­wi­ska”, „An­na­les Uni­ver­si­ta­tis Pa­eda­go­gi­cae Cra­co­vien­sis. Stu­dia Po­eti­ca” 2021, nr 9, s. 258–272.

Zbi­gniew Ja­zie­nic­ki
li­te­ra­tu­ro­znaw­ca; przy­go­to­wu­je mo­no­gra­fię pol­skiej po­ezji kla­sy­cy­stycz­nej cza­sów trans­for­ma­cji ustro­jo­wej.
redakcjaKatarzyna Kulpa
POPRZEDNI

recenzja  

Praca seksualna, karceralizm i inne brzydkie słowa

— Anna Obłękowska

NASTĘPNY

szkic  

Dziwaczne i osobliwe (poza „das Unheimliche”)

— Mark Fisher