Kluby DLR (od nazwy podkastu Dwie Lewe Ręce prowadzonego przez Marcina Giełzaka i Jakuba Dymka) są – zgodnie z Kartą Klubów DLR – „dobrowolnymi, nierejestrowanymi stowarzyszeniami gromadzącymi osoby, którym bliskie są potrzeba samokształcenia i dzielenie się wiedzą z innymi, troska o dobro wspólne oraz wysoką kulturę debaty publicznej”. Tworzą je sympatycy i stali darczyńcy podkastu w regionach, z których pochodzą. Dotychczas działalność uruchomiły kluby m.in. w Katowicach, Krakowie, Wrocławiu, Warszawie, Jeleniej Górze, Łodzi, Poznaniu, Bydgoszczy, Toruniu, Trójmieście, Szczecinie, Białymstoku i Berlinie.
Społeczność osób wspierających na portalu Patronite podkast DLR liczy w momencie publikacji tego materiału 1195 osób, a miesięczna kwota finansowego wsparcia przekracza 50 tysięcy złotych. Hojne wsparcie słuchaczy przyczynia się do sukcesywnego rozrostu przedsięwzięcia poprzez wprowadzanie nowych formatów rozmów oraz rozbudowę zaplecza medialnego. W ten sposób twórcy medium realizują ambicję budowy „najbardziej opiniotwórczego medium na lewo od centrum”. Równocześnie wiele uwagi poświęca się animowaniu społeczności darczyńców i sympatyków DLR. W przestrzeni sieciowej ma to miejsce na platformie Discord, z kolei poza nią – w ramach działalności konkretnych klubów.
W rozmowie dla Małego Formatu pytamy o działania klubów, motywacje i tożsamości ideowo-polityczne ich członków, plany na przyszłość oraz autonomię i zróżnicowanie poszczególnych organizacji.
Jakie są początki waszego klubu? Jakie były motywacje do jego założenia w waszym regionie?
Martyna Banasiak (Górnośląsko-Zagłębiowski Klub DLR): Klub powstał prawie dokładnie roku temu, 19 grudnia 2024 roku mieliśmy pierwsze urodziny. Wystartowaliśmy krótko po ogłoszeniu przez Marcina idei klubów. Zaczynaliśmy jako trzyosobowa grupa, która bardzo szybko się rozrosła. Od początku istnienia chcieliśmy być grupą do wymiany poglądów, rozmów o polityce i społeczeństwie; trzecim miejscem, gdzie każdy bez względu na to, kim jest, będzie mile widziany. Startowaliśmy jako klub katowicki, ale bardzo szybko rozszerzyliśmy swoją działalność na całą metropolię.
Tomasz Berowski (Klub DLR Pomorza Zachodniego): Za początek działalności klubu na Pomorzu Zachodnim można uznać pierwsze na żywo spotkanie integracyjne przy Pomniku Czynu Polaków 11 sierpnia 2024 roku w Szczecinie. Planowaliśmy je na serwerze Discord dla patronów Dwie Lewe Ręce, który stanowił bazę do znalezienia osób ze Szczecina i okolic, aby móc założyć organizację. Początkowo było nas siedmioro – obcy sobie ludzie, którzy chcieliby podyskutować o odcinkach podcastu DLR, niczym Kluby „Gazety Polskiej” o patronującym im czasopiśmie. Na spotkaniu okazało się również, że są między nami istotne różnice wiekowe – najmłodszy członek klubu liczy sobie 21 lat, najstarszy z nas jest po 50-tce, co rodziło obawy o porozumienie międzypokoleniowe. Zaskakująco szybko okazało się, kiedy przechadzaliśmy się wzdłuż Jasnych Błoni, że potrafimy odnaleźć wspólny język: opowiadaliśmy o tym jak dojrzewał nasz światopogląd, jak rozpoczęcie pracy zmieniło naszą perspektywę, czy też czego oczekujemy po klubie. W toku dalszych rozmów online ustaliliśmy plany na kolejny miesiąc: integrację w pubie i panel dyskusyjny o komunikacji międzyludzkiej. Rozpoczęliśmy działalność w mediach społecznościowych i już przy okazji integracji nasze grono poszerzyło się o kolejnych kilka osób. Wtedy też zdecydowaliśmy się wybrać gospodarza, współgospodarza, sekretarza i osoby odpowiedzialne za prowadzenie mediów społecznościowych. Udany panel dyskusyjny zorganizowany przez Krzysztofa Kowalskiego i Karolinę Grochowicką – psycholożkę i trenerkę komunikacji interpersonalnej – przyciągnął do nas kilka nowych osób, podobnie jak przyjazd do Szczecina Marcina Giełzaka i Jakuba Dymka, których przed oficjalnym spotkaniem oprowadzaliśmy szlakiem wydarzeń grudnia ‘70. Kluby wydają się miejscem potrafiącym zrzeszać ludzi, którzy na co dzień zajmują się różnymi aktywnościami; budują mosty wzajemnego zrozumienia potrzeb Polek i Polaków. Jak dotąd działalność klubu ograniczała się do Szczecina oraz spotkań online, ale wraz z nowym rokiem chcemy podjąć inne działania wykraczające poza siedzibę województwa.
Mikołaj Rusiński (Klub DLR Bydgoszcz & Toruń): Wiosną 2024 roku na wewnętrznej grupie DLR na Discordzie doliczyliśmy się czterech osób z województwa kujawsko-pomorskiego. Pierwsze, nieformalne spotkanie odbyło się w maju w Bydgoszczy, gdzie osobiście się poznaliśmy i omówiliśmy pomysły na funkcjonowanie klubu. Podjęliśmy decyzję, aby stworzyć wspólny – bydgosko-toruński – klub, co nie tylko pozwoli nam na szybszy rozwój, ale też pomoże w dyskusjach na temat możliwych pól współpracy obu miast. Naszym celem było przede wszystkim stworzenie przestrzeni do dyskusji, wyjście poza własne „bańki” i wymiana poglądów bez jakichkolwiek uprzedzeń.
Jak opisalibyście, kto należy do waszej organizacji? Ilu liczy członków? Skąd się rekrutują? Co was łączy, a co dzieli?
Martyna Banasiak (Górnośląsko-Zagłębiowski Klub DLR): Obecnie klub liczy prawie 60 osób na terenie całej metropolii. Jesteśmy bardzo zróżnicowaną grupą. Wśród nas są Zagłębiacy i Ślązacy, osoby z partii Razem i członkowie Ruchu Narodowego, Przedstawiciele GenZ jak i millenialsi, ludzie z Siewierza i z Mikołowa. To co łączy nas wszystkich to wyznawane wartości. Wierzymy w sprawiedliwość społeczną, pracę na rzecz wspólnoty, wolność i równość wszystkich ludzi. Każdy jest mile widziany, o ile zaakceptuje Kartę Klubów. Spotykamy się co najmniej raz w miesiącu, otwarte spotkania zawsze są ogłaszane na naszych social mediach, serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych.
Tomasz Berowski (Klub DLR Pomorza Zachodniego): Nasz klub liczy ponad 30 członków; są wśród nas osoby ze Szczecina, jak i okolicznych miast i wsi. Tworzymy społeczność, do której należą społecznicy, osoby związane z działalnością polityczną, a także ci, którzy chcą poszerzać swoją wiedzę na tematy lokalne i krajowe. Wiele osób dołączyło do nas dzięki wydarzeniom, które organizujemy, oraz dzięki wsparciu redaktorów Marcina Giełzaka i Jakuba Dymka, pomogających nam w docieraniu do szerszego grona odbiorców. W klubach działają osoby, które są zainteresowane cyklicznym uczęszczaniem na spotkania dyskusyjne, integracyjne, sportowe i z myślą o osobach z takimi potrzebami działa nasze stowarzyszenie. Podział obowiązków w klubie jest szansą na doskonalenie umiejętności pracy w grupie, jedni mogą wykazać się jako moderatorzy panelu dyskusyjnego, inni w zarządzaniu wydarzeniami organizowanymi pod naszym szyldem. Oprócz tego, że jesteśmy słuchaczami podcastu Dwie Lewe Ręce, łączy nas wszystkich wrażliwość na wykluczenie społeczne; uznanie potrzeby tworzenia przestrzeni do wymiany myśli i współpracy; sprzeciw wobec zaniedbań rządu i władz samorządowych w zakresie inwestycji infrastrukturalnych, niedostatecznych środków na badania i rozwój. To, co dzieli naszą społeczność, to sposoby realizacji celów, które nam przyświecają.
Mikołaj Rusiński (Klub DLR Bydgoszcz & Toruń): Członkami naszego klubu jest około dwudziestu osób z całego województwa kujawsko-pomorskiego. Większość mieszka w Bydgoszczy lub Toruniu, ale mamy też przedstawicieli mniejszych miejscowości. Od pół roku regularnie organizujemy spotkania w każdy przedostatni czwartek miesiąca, a nasze grono systematycznie się powiększa. Już na samym początku ustaliliśmy zasadę, że spotkania będą odbywać się na zmianę w Toruniu i Bydgoszczy. Działamy w mediach społecznościowych (na Facebooku, X-ie, Instagramie) i to właśnie tym sposobem udaje nam się dotrzeć do zainteresowanych osób. Nasz klub składa się przede wszystkim z trzydziestoparolatków, którzy są rozczarowani poziomem debaty politycznej w Polsce, stanem lewicy i rządzącym od niemal dwóch dekad duopolem PO-PiS.
Na czym skupiacie się w swojej dotychczasowej działalności?
Martyna Banasiak (Górnośląsko-Zagłębiowski Klub DLR): Próbujemy różnorakich form działalności, w ciągu ostatniego roku m.in. zorganizowaliśmy spotkanie z redaktorami Giełzakiem i Dymkiem, dyskusje wewnętrzne i zewnętrzne, wycieczki po miastach województwa czy zbiórkę dla powodzian. Organizujemy też wydarzenia wewnątrzklubowe – comiesięczne spotkania, grille czy wyjazdy klubowe.
Tomasz Berowski (Klub DLR Pomorza Zachodniego): Jak dotąd klub skupiał się na organizacji paneli dyskusyjnych oraz integracji wewnątrzgrupowej poprzez inicjowanie wycieczek rowerowych, wspólnego oglądania filmów, luźnych dyskusji przy planszówkach, a nawet wymianie książek wśród klubowiczów. Inne działania, które podejmujemy, to pielęgnowanie pamięci historycznej poprzez popularyzowanie treści o wydarzeniach i postaciach związanych z regionem w postach na Instagramie, na przykład te dotyczące wydarzeń sierpnia ‘80, odwiedzanie miejsc pamięci, czy publikowanie własnych leftkomendacji na socialach – ostatnie jakie się pojawiły, to „Porozumienie bez przemocy: o języku życia” autorstwa Marshalla Rosenberga, „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały?” Adele Faber i Elaine Mazlish, czy też teledysk Ewy Farny „Ciało” mogący być wskazówką dla ludzi lewicy jak mówić o ciałopozytywności.
Mikołaj Rusiński (Klub DLR Bydgoszcz & Toruń): Prócz regularnych spotkań członków klubu udało nam się zorganizować w Bydgoszczy rozmowę z założycielami DLR, Marcinem i Kubą. Stworzyliśmy też wewnętrzną bibliotekę, umożliwiającą wymienianie się posiadanymi przez nas książkami. Dzięki grupie na Messengerze na bieżąco komentujemy też bieżące wydarzenia polityczne w kraju i za granicą.
A jakie macie plany na przyszłość?
Martyna Banasiak (Górnośląsko-Zagłębiowski Klub DLR): W przyszłości chcemy kontynuować dotychczasowe formaty. Planujemy serię spotkań i debat poświęconych śląskiej tożsamości i językowi, które pozwolą nam nie tylko lepiej zrozumieć naszą historię i kulturę, ale także zastanowić się nad przyszłością regionu. Nasze pomysły obejmują zarówno wewnętrzne rozmowy w mniejszych grupach, które umożliwią nam podzielenie się swoimi przemyśleniami, odczuciami, obawami i nadziejami, jak i bardziej formalne debaty z udziałem ekspertów. Będziemy starać się zaprosić do dialogu specjalistów z różnych dziedzin – historyków, językoznawców, dziennikarzy, a także osoby aktywnie działające na rzecz promocji i ochrony śląskiej kultury i języka.
Już na początku roku proponujemy pokaz filmu Radu Jude „Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata”, który został polecony przez Jakuba Dymka i Marcina Giełzaka. Wraz z tą inicjatywą rozpoczynamy stałe cykle filmowe, które koncentrują się wokół tematów politycznych, historycznych i społecznych. Na pewno będziemy się starać, by proponowane filmy były ciekawe, angażujące i pełne wartościowych treści.
Od wiosny będziemy kontynuować serię „Podróże przez Śląsk”, w ramach której zwiedzamy miasta województwa śląskiego. Na razie planujemy zwiedzić Bytom, Będzin, Mysłowice i Mikołów. Chcemy pokazać region nie tylko przez pryzmat najbardziej znanych miejsc, ale także oczami mieszkańców, którzy patrzą na te miejsca z zupełnie innej perspektywy. Zaprosimy osoby działające lokalnie, by podczas spacerów podzieliły się swoimi historiami i doświadczeniami, dzięki którym poznamy te miasta nie tylko przez historyczne ciekawostki, ale także przez pryzmat życia codziennego i emocji towarzyszących ich mieszkańcom.
Tomasz Berowski (Klub DLR Pomorza Zachodniego): Toczymy dyskusję, w jaki sposób moglibyśmy wykorzystywać treści edukacyjne inaczej niż w panelach między klubowiczami czy gościem specjalnym a widownią – dostrzegamy potrzebę przeniesienia tego, co wynieśliśmy z organizowanych przez nas rozmów na grunt lokalny. Bez teorii trudno o praktykę, ale bez praktyki teoria pozostaje tylko teorią, cytując klasyka: „Już każdy powiedział to co wiedział, trzy razy wysłuchał dobrze mnie. Wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest”. Jak dotąd panel dotyczący skutecznej i dojrzałej komunikacji międzyludzkiej zawierał elementy takich warsztatów, ze wskazaniami, co możemy wdrożyć w praktyce. Myślę, że to może być wskazówka dla nas, by przy doborze tematów zapraszać też środowiska, które będą mogły wykorzystać tę wiedzę w praktyce w swoim życiu zawodowym czy osobistym. Z pewnością w nadchodzącym roku chcielibyśmy podtrzymać obecne aktywności w ramach klubu, a już w styczniu planujemy trzy panele dyskusyjne: o imperializmie naszych czasów, systemie edukacji i kosztach bycia online.
Mikołaj Rusiński (Klub DLR Bydgoszcz & Toruń): Pod koniec stycznia mamy zaplanowane otwarte spotkanie z posłanką Pauliną Matysiak, a w dalszej perspektywie cykl spotkań z lokalnymi działaczami społecznymi oraz warsztaty dla członków naszej grupy. W swojej dalszej działalności chcemy skupić się na podkreślaniu tego, co łączy dwa największe miasta naszego województwa i poszukiwać pól do współpracy, wbrew panującym animozjom.
Do jakiego stopnia podzielacie wizję lewicowości promowaną na łamach DLR? A może są wśród was tacy i takie, którym nie po drodze jest linia „ojców założycieli”, ale z innych powodów decydujecie się na działanie w ramach organizacji? Jak to u was wygląda?
Martyna Banasiak (Górnośląsko-Zagłębiowski Klub DLR): Mamy w klubie zróżnicowane poglądy na wiele kwestii. Często nie zgadzamy się z linią „ojców założycieli” i dyskutujemy o niuansach w ramach klubu. Myślę, że to siła klubów – nie trzeba się zgadzać z konkretną linią polityczną, można nawet stać w opozycji w danym temacie. Wszyscy ludzie otwarci na wymianę poglądów znajdą u nas miejsce dla siebie.
Dobrym przykładem może być temat, który wzbudził kontrowersje wśród sympatyków podcastu – „powinności mężczyzn”. Każdy z nas miał swoje odczucia i zdanie na ten temat, co wywołało ciekawe dyskusje. Zorganizowaliśmy nawet debatę o sytuacji mężczyzn we współczesnym świecie, podczas której próbowaliśmy stworzyć przestrzeń do wyrażenia swoich obaw, opinii i perspektyw. To pokazuje, że nasze spotkania to miejsce, gdzie można swobodnie podzielić się poglądami, niezależnie od tego, jak różne by one nie były.
Tomasz Berowski (Klub DLR Pomorza Zachodniego): Założenia zawarte w Karcie Klubów DLR są na tyle ogólne, że odnaleźć się może całkiem szeroka grupa ludzi – od socjalliberałów, przez chadeków i socjaldemokratów, na socjalistach skończywszy. Ze względu na tę rozpiętość istnieje kreatywny wielogłos wewnątrz klubu – nietrudno o brak zgody z „ojcami założycielami” wśród części naszych członków, którzy tak jak Marcin i Kuba, poszukują najlepszych rozwiązań.
Różni nas na pewno ocena polityki skandynawskich socjaldemokratów, których panowie redaktorzy stawiają dla Polski za wzór, a którą sporo z nas uważa za niewystarczającą; również kwestia granic solidarności międzynarodowej budzi dyskusje – redaktor Giełzak zdaje się stawiać sprawę dość jasno: czołowi polscy politycy powinni zajmować się tylko interesem naszych obywateli, nie powinni agitować za ruchami, partiami politycznymi w innych krajach; to tamtejsi ludzie pracy winni wziąć odpowiedzialność za swoje państwo.
Z kolei jego krytycy podkreślają, że globalizacja wzmocniła neoliberalizm, a skuteczna walka z tym zjawiskiem wymaga współpracy międzynarodowej, solidarności ruchów pracowniczych i wsparcia lewicowych sił w innych państwach. Globalne instytucje, takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy, zdaniem tych członków, ograniczają zdolność pojedynczych państw do budowania trwałego państwa dobrobytu. Zwracają oni uwagę na problemy takie jak tolerowanie rajów podatkowych, brak jednolitych standardów odnośnie pracy i środowiska oraz ingerencje mocarstw w politykę innych krajów w imię interesu najbogatszej części swojego narodu. Można podawać przykłady interwencji USA na Kubie, w Panamie, Chile, Iraku czy Jugosławii; działań Rosji wobec byłych republik sowieckich; Francji i jej cichej polityki kolonialnej w Afryce; czy nacisków Zachodu na Polskę, jak miało to miejsce w trakcie transformacji gospodarczej. Z tych przyczyn ci członkowie klubów opowiadają się za wspieraniem sojuszniczych sił w innych państwach.
Pomimo różnic co do spraw międzynarodowych, mówimy wspólnym głosem w kwestiach polityki mieszkaniowej, inwestycji infrastrukturalnych, potrzeby dofinansowania służby zdrowia i wielu innych – dlatego też decydujemy się działać pod wspólnym szyldem klubu DLR.
Mikołaj Rusiński (Klub DLR Bydgoszcz & Toruń): Wszystkich nas łączy otwartość na dyskusję i krytyczna ocena obecnego stanu lewicy, natomiast co do szczegółów z pewnością się różnimy. Trudno zresztą, aby było inaczej, skoro w wielu kwestiach odmienny pogląd mają nawet Jakub Dymek i Marcin Giełzak. W trakcie naszych spotkań widać jednak wyraźnie, że zależy nam na lewicy, która potrafi odważnie walczyć o prawa pracownicze, przeciwstawiać się interesom wielkich korporacji czy intensywnie rozwijać budownictwo społeczne. Zgadzamy się również co do tego, że zbytnie koncentrowanie się na kwestiach tożsamościowych czy stawanie w kontrze do patriotyzmu jest ślepym zaułkiem.
Jakie najważniejsze problemy w kontekście waszego regionu dostrzegacie z perspektywy lewicowej organizacji?
Martyna Banasiak (Górnośląsko-Zagłębiowski Klub DLR): Dwa najważniejsze to integracja ludności w ramach metropolii oraz kryzys górnictwa i hutnictwa. Nasze województwo jest silnie podzielone, a te podziały mają swoje korzenie w historii. „Zakątek Trzech Cesarzy”, powstania śląskie, konflikt Śląsk vs Zagłębie, migracja na Śląsk za pracą w czasach PRL – ta historyczna fragmentacja i podziały sprawiają, że mieszkańcy metropolii, choć mieszkający w tym samym miejscu, są odlegli od siebie kulturowo. Sprawia to, że integracja mieszkańców różnych części województwa, szczególnie w kontekście metropolii, jest ogromnym wyzwaniem. Górny Śląsk jest miejscem o największej gęstości zaludnienia w Polsce, zaś Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (składająca się z 41 gmin) pod względem ludności dorównuje Warszawie.
Postępujący upadek górnictwa i hutnictwa ma głęboki wpływ na miasta obecnej aglomeracji, wiele z nich powstanie zawdzięcza przemysłowi i wraz z jego zwijaniem się zaczynają się kłopoty ekonomiczne. Wiele miast, zwłaszcza w aglomeracji, powstało i rozwijało się w oparciu o przemysł węglowy i hutniczy. Kiedy te sektory zaczęły się kurczyć, miasta te stanęły w obliczu kryzysu gospodarczego i społecznego. Wiele osób straciło lub może stracić pracę w niedalekiej przyszłości.
To, co dla nas jest szczególnie istotne, to fakt, że procesy te nie tylko wpływają na gospodarkę, ale również na życie codzienne mieszkańców – ich poczucie przynależności, tożsamości oraz nadzieje na przyszłość. Odwrócenie trendu spadkowego województwa będzie trudne bez szeroko zakrojonej współpracy pomiędzy miastami metropolii, która dojdzie do skutku, jeśli miejscowa ludność będzie wywierać na władze presję. Presja ta nie będzie efektywna, jeśli lokalna ludności nie będzie mówić jednym głosem. Dlatego tak ważna jest integracja Śląska i Zagłębia. To, czego potrzebujemy, to skuteczna polityka, plan, wizja rozwoju województwa oraz Metropolii i mniej żartów z Sosnowca.
Tomasz Berowski (Klub DLR Pomorza Zachodniego): Województwo zachodniopomorskie, podobnie jak wiele innych regionów Polski, boryka się z szeregiem wyzwań, z czego dwie najbardziej kluczowe kwestie, to potrzeba specjalizacji w konkretnych dziedzinach względem innych ośrodków i przyciąganie inwestycji do małych miast. Ze względu na swoje położenie przy granicy z Niemcami i dostęp do portów morskich region ma duże możliwości rozwoju w obszarze logistyki i transportu.
W ostatnich latach na tym polu region dokonał pewnych postępów dzięki budowie tunelu pod Świną łączącego wyspę Uznam i Wolin, budowę gazoportu w Świnoujściu czy będącej w trakcie realizacji inwestycji w Szczecińską Kolej Metropolitalną na rzecz lepszego skomunikowania dzielnic Szczecina oraz okolicznych miast: Polic, Gryfina, Stargardu i Goleniowa. Ostatnia decyzja w sprawie Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry budziła pewne wątpliwości co do przyszłości transportu rzecznego. Był to czas decyzji, czy Pomorze Zachodnie powinno priorytetować ochronę środowiska, zadbać o siedliska lęgowe ptaków, podjąć kroki w kierunku odrodzenia populacji ryb, skorupiaków i gatunków zagrożonych wyginięciem w regionie, by przyciągać walorami przyrodniczymi i spokojną okolicą turystów, sportowców i zapewnić zwierzynie zdatną do spożycia wodę, czy raczej skupiać się na inwestycjach w te gałęzie gospodarki, które są ze szkodą dla ekosystemu. Ta kwestia podzieliła mieszkańców województwa – jedni zwracają uwagę na bezpieczeństwo energetyczne regionu (decyzja o parku narodowym nakazuje zamknięcie elektrowni cieplnej Dolna Odra do 2030 roku), atrakcyjność inwestycyjną i związek między transportem rzecznym a liczbą miejsc pracy; drudzy podkreślają, że dalsza degradacja środowiska wiąże się z uszczerbkiem dla branży turystycznej, pastwisk oraz dzikich zwierząt, a pogłębianie koryta rzeki może prowadzić do katastrofy ekologicznej, dotkliwych susz itp.
Mikołaj Rusiński (Klub DLR Bydgoszcz & Toruń): Kluczowym problemem jest wspomniana wcześniej współpraca dwóch największych miast województwa oraz walka z wykluczeniem komunikacyjnym. Obecnie władze Torunia i Bydgoszczy nie są w stanie porozumieć się w najważniejszych kwestiach, mimo że współdziałanie jest konieczne dla dalszego rozwoju regionu. Równocześnie wiele mniejszych ośrodków nie posiada odpowiednich połączeń autobusowych i kolejowych, co może skutkować wymieraniem tych miejscowości.
ur. 1995, od urodzenia związana z Katowicami. Działaczka społeczna, aktywistka miejska, pasjonatka kultury śląskiej, młodzieżowa radna Miasta Katowice, gospodyni Górnośląsko-Zagłębiowskiego Klubu Dwóch Lewych Rąk. Angażuje się w działania na rzecz propagowania równości społecznej i dyskusji na wszelkie tematy. Zawodowo zajmuje się przetwarzaniem i analizą danych.
współgospodarz Klubu DLR Pomorza Zachodniego, pracownik, student psychologii. Przewodniczący Koła Naukowego Psychologii Społecznej "LOGOS", w wolnych chwilach pisze wiersze do szuflady. Pochodzi ze wsi Dolice, studiuje na Uniwersytecie Szczecińskim.
współgospodarz bydgosko-toruńskiego klubu DLR, na co dzień adwokat zajmujący się ochroną konsumenta. Lata walki z dużymi korporacjami sprawiły, że jego poglądy skręciły w lewo. Prywatnie miłośnik podróży, grania na gitarze i gier RPG.
