fbpx
Logotyp magazynu Mały Format

Przedruk

Tekst stanowi posłowie do tomu „Opis nieszczęścia. Eseje o literaturze" W.G. Sebalda. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Ossolineum w przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz

1. Pi­sarz jako czy­tel­nik – zda­ja­̨cy spra­wę z wła­snych lek­tur – to fe­no­men dość świ­eżej daty. Ow­szem, za­war­ty w li­stach Gu­sta­ve’a Flau­ber­ta wy­kład na temat sztu­ki po­wie­ści za­cho­wu­je wciąż nie­zrów­na­ną prze­ni­kli­wość, a Henry James po­zo­sta­wił po sobie ob­szer­ne tomy wni­kli­wej (auto)kry­ty­ki li­te­rac­kiej, ale fi­gu­ra pi­sa­rza jako za­wo­do­we­go czy­tel­ni­ka wy­ło­ni­ła się w efek­cie ko­niunk­cji kilku for­tun­nych (summa sum­ma­rum) oko­licz­no­ści do­pie­ro wraz z po­czą­tkiem XX wieku. Przy­czy­ni­ło się do tego stop­nio­we uprzy­wi­le­jo­wy­wa­nie kry­ty­ki li­te­rac­kiej, a z cza­sem tak­że coraz po­wszech­niej­sza (zwłasz­cza w kra­jach an­glo­sa­skich) prak­ty­ka za­trud­nia­nia au­to­rów w roli (cza­so­wych bądź sta­łych) wy­kła­dow­ców sztu­ki czy­ta­nia i pi­sa­nia. Za­wdzie­̨cz­amy temu nie­zna­ną wcze­śniej eks­plo­zję od­au­tor­skich ko­men­ta­rzy do li­te­ra­tu­ry.

Tho­mas Mann, E.M. For­ster, Vir­gi­nia Woolf, Ezra Pound, Vla­di­mir Na­bo­kov, Jorge Luis Bor­ges, Mar­gu­eri­te Your­ce­nar, Elias Ca­net­ti, Julio Cortázar, Sta­ni­sław Lem, Italo Ca­lvi­no, John Ash­be­ry, Milan Kun­de­ra, Da­ni­lo Kiš, Mario Var­gas Llosa, Juan José Saer, Mar­ga­ret Atwo­od, J.M. Co­et­zee, Josif Brod­ski, John Ba­nvil­le, Sal­man Ru­sh­die, En­ri­que Vi­la-Ma­tas, César Aira, Ro­ber­to Bolaño, Colm Tóibín, Lor­rie Moore, Ja­vier Cer­cas, Zadie Smith, Ale­jan­dro Za­mbra – na dłu­gim od­de­chu wy­mie­niam tylko kil­ka­na­ści­oro nie­przy­pad­ko­wo wy­bra­nych – wszy­scy oni (tak prze­cież róz­̇ni) trak­tu­ją swoje pi­sa­nie o li­te­ra­tu­rze jako nie­zby­wal­ną skła­do­wą wła­snej twór­czo­ści, a ich lek­tu­ro­we za­an­ga­ż­ow­anie nie jest przy­god­ne, spo­ra­dycz­ne i wy­biór­cze, lecz trwa­łe, nie­rzad­ko sys­te­ma­tycz­ne, nie­kie­dy wręcz wy­czer­pu­ja­̨ce; wszy­scy oni wła­̨cz­aj­ą po­nad­to w lek­tu­ry nie tylko bły­sko­tli­wy in­te­lekt, ale znacz­nie wie­̨cej: ca­łych sie­bie. W.G. Se­bald wpi­su­je się w ów sze­reg, choć za­ra­zem za­li­cza się przy tym do rzad­szej pod­ka­te­go­rii: au­to­rów, któ­rzy roz­po­czy­na­ją od aka­de­mic­kie­go pi­sa­nia o li­te­ra­tu­rze – ta­kich jak Wil­liam H. Gass, Umber­to Eco, Clau­dio Ma­gris, Ri­car­do Pi­glia czy Marek Bien­́czyk – z cza­sem prze­cho­dząc na po­zy­cje bliz­̇sze ese­isty­ce i twór­czo­ści li­te­rac­kiej.

 

2.

Tej ostat­niej przed­sta­wiać już w Pol­sce nie trze­ba. Warto na­to­miast przy­po­mnieć, że nie­zwy­kły przy­pa­dek ka­rie­ry li­te­rac­kiej W.G. Se­bal­da to nader in­struk­tyw­ny przy­kład ka­no­ni­za­cji współ­cze­sne­go pi­sa­rza, jaka do­ko­na­ła się w tem­pie mo­ga­̨cym przy­pra­wić do­praw­dy o za­wrót głowy. Frag­men­ty dru­giej ksią­ż­ki pro­za­tor­skiej nie­zna­ny wciąż jesz­cze sze­rzej autor za­pre­zen­to­wał na słyn­nym kon­kur­sie li­te­rac­kim w Kla­gen­fur­cie w 1990 roku – i prze­padł z kre­te­sem, nie otrzy­mu­jąc ża­dnej na­gro­dy. Trzy lata póz­́niej, nie­dłu­go po wy­da­niu owej ksią­ż­ki – nie­ostre­go ga­tun­ko­wo zbio­ru „Wy­je­cha­li” (1992) – Mar­cel Re­ich-Ra­nic­ki, nie­by­wa­le pod­ów­czas wpły­wo­wy i apo­dyk­tycz­ny se­̨dzia li­te­rac­ki, wiesz­czył (pełen „wiel­kie­go re­spek­tu, ale ma­łe­go en­tu­zja­zmu”) za­rów­no dzie­łu, jak i jego au­to­ro­wi krót­ko­trwa­ły ż­ywot li­te­rac­ki („spo­tka­my się tutaj za dwa­dzie­ścia lat i za­sta­no­wi­my, kto z nas pa­mie­̨ta jesz­cze tę ksią­ż­kę”)[1]. Ćwier­ć wieku po owej dys­ku­sji prze­wi­dy­wa­nia kry­ty­ka wy­da­ją się spek­ta­ku­lar­nie sfal­sy­fi­ko­wa­ne – w opi­nio­twór­czych kre­̨gach świ­at­owej kry­ty­ki li­te­rac­kiej Se­bald ucho­dzi ra­czej zgod­nie za naj­in­ten­syw­niej od­dzia­łu­ja­̨c­ego pi­sa­rza nie­miec­ko­je­̨zyc­zn­ego po­czą­tku XXI wieku. Fakt ten może nieco za­ska­ki­wać ze wzgle­̨du na sto­sun­ko­wo nie­wiel­ki ob­je­̨t­ośc­io­wo do­ro­bek be­le­try­stycz­ny, któ­re­go trzon two­rzą za­le­d­wie czte­ry ksią­ż­ki. Co naj­mniej dwie z nich jed­nak – „Wy­je­cha­li” i „Au­ster­litz” (2001) – zy­ska­ły tym­cza­sem sta­tus ar­cy­dzieł, dwie po­zo­sta­łe z kolei – „Czu­ję. Za­wrót głowy” (1990) i „Pier­ści­enie Sa­tur­na” (1995) – cie­szą się re­no­mą nie­po­spo­li­tych osia­̨gnię­ć (nie­któ­rzy kry­ty­cy roz­kła­da­ją tu ak­cen­ty nieco ina­czej). Wszyst­kie wy­mie­nio­ne po­zy­cje do­stę­pne są tak­że w je­̨z­yku pol­skim (w wy­śmi­en­itych prze­kła­dach Mał­go­rza­ty Łu­ka­sie­wicz), stąd też W.G. Se­bal­da – pi­sa­rza – przed­sta­wiać już dziś w Pol­sce nie trze­ba (co nie zna­czy, że nie przy­da­ło­by się wzno­wie­nie jego od dawna już trud­nych do zdo­by­cia ksia­̨żek).

 

3.

Warto przed­sta­wić na­to­miast znacz­nie mniej do­tąd zna­ne­go Se­bal­da – kry­ty­ka i ese­istę. W tym wzglę­dzie  do­brze be­̨dzie mieć na uwa­dze, że zanim przy­szły pi­sarz zo­stał jed­nym z naj­cie­kaw­szych re­pre­zen­tan­tów współ­cze­snej, jak sam ma­wiał, „prozy nie­okre­śl­on­ego ro­dza­ju”, był (i po­zo­stał aż do na­głej śmie­rci w 2001 roku) rów­nież pro­fe­so­rem li­te­ra­tu­ro­znaw­stwa, ger­ma­ni­stą, wy­kła­dow­cą w Ka­te­drze Li­te­ra­tu­ry Eu­ro­pej­skiej na Uni­wer­sy­te­cie An­glii Wschod­niej w Nor­wich. Aż do roku 1988 – przy­szły pi­sarz ma wów­czas czter­dzie­ści czte­ry lata – mamy zresz­tą w tym wy­pad­ku do czy­nie­nia z dość kla­sycz­ną ra­czej ka­rie­rą aka­de­mic­ką, nie­zbyt prę­dk­ą i nie­zbyt spek­ta­ku­lar­ną, nie­za­po­wia­da­ja­̨c­ą jesz­cze póz­́nie­jszej erup­cji twór­czej: w roku 1973 młody ba­dacz uzy­sku­je sto­pień dok­to­ra kon­tro­wer­syj­ną roz­pra­wą o Al­fre­dzie Döbli­nie, w 1986 otrzy­mu­je ha­bi­li­ta­cję na pod­sta­wie wy­da­ne­go rok wcze­śniej zbio­ru szki­ców „Die Be­schre­ibung des Unglücks. Zur öster­re­ichi­schen Li­te­ra­tur von Sti­fter bis Hand­ke” („Opis nie­szcze­̨śc­ia. O li­te­ra­tu­rze au­striac­kiej od Sti­fte­ra do Hand­ke­go”). Ko­lej­ny zbiór ar­ty­ku­łów, „Unhe­im­li­che He­imat. Es­says zur öster­re­ichi­schen Li­te­ra­tur” („Nie­sa­mo­wi­ta oj­czy­zna. Eseje o li­te­ra­tu­rze au­striac­kiej”), pro­fe­sor Se­bald ogła­sza w roku 1991, sie­dem lat póz­́niej do­ła­̨czy do nich tom ese­jów „Logis in einem Lan­dhaus. Über Got­t­fried Kel­ler, Jo­hann Peter Hebel, Ro­bert Wal­ser und an­de­re” („Kwa­te­ra na wsi. O Got­t­frie­dzie Kel­le­rze, Jo­han­nie Pe­te­rze Heblu, Ro­ber­cie Wal­se­rze i in­nych”). W roku 1999 uka­że się po­wy­kła­do­wy tom „Wojna po­wietrz­na i li­te­ra­tu­ra”, a już ze spu­śc­izny wy­da­ny zo­sta­nie po­nad­to zbiór „Campo Santo” (2003), przy­no­sza­̨cy obok ty­tu­ło­we­go frag­men­tu nie­do­kon­́cz­onej ksią­ż­ki tak­że kilka tek­stów kry­tycz­nych (oby­dwa ostat­nie tomy do­stę­pne są po pol­sku). Wła­śnie w prze­strze­ni ese­isty­ki kry­tycz­no­li­te­rac­kiej Se­bald sta­wiał zatem pierw­sze pro­za­tor­skie kroki, prze­strzeń tę z po­wo­dze­niem uczy­nił ty­leż na­tu­ral­ną, co kom­ple­men­tar­ną cze­̨śc­ią wła­snej twór­czo­ści stric­te li­te­rac­kiej i w prze­strze­ni tej tak­że nie­za­lez­̇nie od coraz sil­niej­sze­go cia­̨z­̇en­ia po­wie­ści­op­isa­rski­ego do kon­́ca ż­ycia re­ali­zo­wał swoje pi­sar­skie po­wo­ła­nie.

Sto­sun­ko­wo ob­szer­ne od­ga­łe­̨zi­enie – czy­tel­ni­cze – pi­sar­stwa Se­bal­da uzna­wa­ne jest obec­nie tak­że przez ba­da­czy za in­te­gral­ną część jego twór­czych po­szu­ki­wań[2]. I już w po­biez­̇nym nawet prze­gla­̨dzie wy­raz­́nie rzuca się w oczy, że jako kry­tycz­ny czy­tel­nik – ina­czej niż jako wy­co­fa­ny autor – pi­sarz lubił pro­wo­ko­wać, pre­de­sty­no­wa­ło go do tego zresz­tą pre­fe­ro­wa­ne spo­gla­̨d­anie na li­te­ra­tu­rę nie­miec­ko­je­̨zyc­zn­ą z ukosa, okiem „za­gra­nicz­ne­go ger­ma­ni­sty” (cenił sobie tę roz­myś­lnie ob­sa­dzo­ną ze­wnętr­zn­ą po­zy­cję zwłasz­cza ze wzgle­̨du na kon­flikt z po­wo­jen­ną ger­ma­ni­sty­ką nie­miec­ką, któ­rej za­rzu­cał brak ocze­ki­wa­ne­go prze­pra­co­wa­nia bru­nat­nej nie­kie­dy prze­szło­ści). Po­czą­wszy od pracy ma­gi­ster­skiej, po­świ­ę­conej de­kon­struk­cji pi­sar­stwa (i syl­wet­ki pi­sar­skiej) Carla Stern­he­ima, przez be­̨d­ą­ce wciąż przed­mio­tem spo­rów su­ro­we szki­ce do­ty­cza­̨ce twór­czo­ści Jurka Bec­ke­ra czy Al­fre­da An­der­scha (po­sta­ci dziś w Pol­sce ra­czej mało zna­nych, da­rzo­nych jed­nak w swoim cza­sie w Niem­czech dość po­wszech­nym po­wa­ż­aniem), aż po gło­śne oskar­ż­enie po­wo­jen­nej li­te­ra­tu­ry nie­miec­kiej o nie­moc w ob­li­czu okru­cien­́stwa wojny po­wietrz­nej – kry­tyk miał za­wsze wła­sne nie­wzru­szo­ne zda­nie i zwykł for­mu­ło­wać je bez ogró­dek.

Jako krytyczny czytelnik – inaczej niż jako wycofany autor – pisarz lubił prowokować, predestynowało go do tego zresztą preferowane spoglądanie na literaturę niemieckojęzyczną z ukosa

Tak­że jako wy­kła­dow­ca – li­te­ra­tu­ry nie­miec­kiej i eu­ro­pej­skiej, póz­́niej rów­nież cre­ati­ve wri­ting – był prze­ci­wien­́stwem wy­strze­ga­ja­̨c­ego się war­to­ści­ow­ania obiek­ty­wi­sty i bywał bez­wzglę­dny w zde­cy­do­wa­nych oce­nach, za­rów­no wobec oma­wia­nych au­to­rów (nie­za­lez­̇nie od ich au­to­ry­te­tu: po­waz­̇nych błe­̨dów warsz­ta­to­wych nie do­strze­gał w za­sa­dzie je­dy­nie u Kafki)[3], jak i swo­ich stu­den­tów. Wielu współ­cze­snych kry­ty­ków uwa­ża zresz­tą, nie bez do­brych racji, że wła­śnie owa bez­kom­pro­mi­so­wość, prze­cho­dza­̨ca nie­kie­dy w za­pal­czy­wą za­czep­ność, oraz skłon­ność do ostrych osa­̨dów sta­ne­̨ły i sto­ją wciąż na dro­dze do po­wszech­niej­sze­go uzna­nia w nie­miec­kiej prze­strze­ni aka­de­mic­kiej jego rzad­ko już poza nią kwe­stio­no­wa­nej li­te­rac­kiej rangi.

 

4.

Zo­staw­my jed­nak na boku po­le­micz­ne i po­la­ry­zu­ją­ce ob­li­cze pi­sa­rza jako kry­ty­ka i za­sta­nów­my się, jakie inne cechy jego kry­tycz­no­li­te­rac­kie­go tem­pe­ra­men­tu za­słu­gu­ją na wy­róż­nie­nie. Wska­zał­bym zwłasz­cza na jedną. Oto ja­ki­mi słowy Se­bald jako wy­kła­dow­ca zwra­ca się w roku 1977 do stu­den­tów, anon­su­jąc pro­po­no­wa­ne se­mi­na­rium:

W trak­cie tego kursu spró­bu­je­my przyj­rzeć się „ż­yciu i twór­czo­ści” Fran­za Kafki, uni­ka­jąc, na ile to tylko moz­̇l­iwe, stresz­czeń oraz pu­ła­pek nad­mier­nie prze­ro­śni­ętej li­te­ra­tu­ry se­kun­dar­nej. Chciał­bym za­che­̨cić osoby, które zde­cy­du­ją się na ten kurs, by w cza­sie wa­ka­cji czy­ta­ły kafkę z cier­pli­wo­ści­ą i upo­rem, jakie tylko umie­ją w sobie wzbu­dzić.[4]

De­ka­dy przed po­ja­wie­niem się elek­tro­nicz­nych ga­dż­etów, które, jak obec­nie skłon­ni je­ste­śmy nie­kie­dy sa­̨dzić, ze­psu­ły tak po­wszech­ną ja­ko­by nie­gdyś przy­jem­ność (od­kry­wa­nia) tek­stu, w nad­zwy­czaj nie­co­dzien­nej (choć za­ra­zem prze­cież ar­cy­zwy­czaj­nej) za­po­wie­dzi za­jęć Se­bald uwy­dat­nia ce­chę, która nie­zmien­nie prze­sa­̨dza o do­brej in­ter­pre­ta­cyj­nej ro­bo­cie – to uwaz­̇ność. Ja­kiej sam jest do­sko­na­łym prak­ty­kiem. Bo i ow­szem, w swo­ich szki­cach – za­wsze grun­tow­nych, nader nie­kie­dy są­ż­nistych, z bie­giem czasu coraz bar­dziej osob­nych i oso­bi­stych – wła­̨cza w ob­szar re­flek­sji bio­gra­fię au­to­ra, nie stro­ni od psy­cho­lo­gicz­nych czy psy­cho­ana­li­tycz­nych spe­ku­la­cji (pod­kre­śl­ając przy tym pod­wyz­̇sz­on­ą prze­ni­kli­wość li­te­ra­tu­ry w sto­sun­ku do od­no­śnych nauk), wy­raz­́nie ak­cen­tu­je tu i ów­dzie wła­sne in­ter­pre­ta­cyj­ne idio­syn­kra­zje i sym­pa­tie, ale de­mon­stru­je przede wszyst­kim wła­śnie umie­ję­tność lek­tu­ry uwaz­̇nej. Dba­łej o szcze­gó­ły, nie tra­ca­̨cej jed­nak z oczu szer­sze­go kon­tek­stu i prze­wi­dy­wa­ne­go punk­tu zbie­gu, oka­zu­ja­̨cej au­to­ro­wi i dzie­łu na­lez­̇n­ą re­we­ren­cję tak­że po­przez licz­nie na­ni­za­ne na wywód cy­ta­ty, zdol­nej w prze­lo­cie drob­nym spo­strze­ż­eniem czy po­bocz­ną ob­ser­wa­cją zwró­cić na­szą uwa­gę na mniej wy­raz­́ny, a jed­nak nie­ocze­ki­wa­nie istot­ny ele­ment oma­wia­ne­go dzie­ła.

 

5.

Trzy pierw­sze zbio­ry ese­jów, czyli „Opis nie­szcze­̨śc­ia”, „Nie­sa­mo­wi­tą oj­czy­znę” oraz „Kwa­te­rę na wsi” ła­̨czy prz­yn­ajmniej po cze­̨ś­ci przy­je­̨ta per­spek­ty­wa – wspól­nym mia­now­ni­kiem be­̨dzie już to oso­bli­wa me­lan­cho­lia czy symp­to­ma­tycz­ne za­bu­rze­nie na­ro­do­we wła­śc­iwe w oczach kry­ty­ka li­te­ra­tu­rze au­striac­kiej (a może wręcz nawet dla niej kon­sty­tu­tyw­ne), już to po­czu­cie osob­no­ści czy swo­istej po­raz­̇ki cha­rak­te­ry­stycz­ne dla wię­ksz­oś­ci oma­wia­nych twór­ców. Za­ra­zem jed­nak, na co autor kła­dzie wi­docz­ny na­cisk w przed­mo­wie do pierw­sze­go z tomów, nie cho­dzi by­naj­mniej o fin­de­siec­lo­wą at­mos­fe­rę de­ka­den­cji czy fa­ta­li­stycz­ną po­sta­wę ż­yci­ow­ą, lecz ra­czej o za­ska­ku­ja­̨co wspól­ną dla wielu uwaz­̇nie czy­ta­nych pi­sa­rzy me­lan­cho­lię – cha­rak­te­ry­stycz­ną dys­po­zy­cję psy­chicz­ną – jako for­mę sprze­ci­wu. Sprze­ci­wu, bo kul­ty­wu­je się ją w pi­śmie, a jak pisał Elias Ca­net­ti, „wszyst­ko, co się z a p i s u j e, za­wie­ra jesz­cze ziarn­ko na­dziei, choc­́by brało się z naj­głę­bszej roz­pa­czy”[5]. Sprze­ci­wu, bo wszy­scy owi twór­cy pi­szą, „jakby to miało oca­lić czy­jeś ż­ycie” (choć kaz­̇dy mógł­by za­ra­zem do­dać trzez­́wo: „Przy­pusz­czal­nie moje wła­sne”)[6]. Sprze­ci­wu w kon­́cu, bo, jak z kolei do­po­wia­da sam autor, „opis nie­szcze­̨śc­ia za­wie­ra w sobie moz­̇l­iwość jego prze­zwy­cie­̨z­̇en­ia”[7]. Sprze­ciw ten bywa też nie­kie­dy for­mą ra­dze­nia sobie z bra­kiem – zwia­̨z­anym w wy­pad­ku cze­̨ś­ci au­to­rów zwłasz­cza z ko­niecz­no­ści­ą po­rzu­ce­nia miej­sca po­cho­dze­nia (utra­tą in­tym­nej oj­czy­zny), jako że zda­niem au­to­ra traf­na jest pra­wi­dło­wość, wedle któ­rej tym wie­̨cej mó­wi­my o oj­czyz­́nie, im jej samej mniej[8]. Trud­no nie do­strzec w tym wszyst­kim ude­rza­ja­̨co za­sad­ni­czych ele­men­tów po­ety­ki – oraz etyki, za­wo­do­wej i oso­bi­stej – sa­me­go pi­sa­rza.

Sebald kładzie widoczny nacisk na zaskakująco wspólną dla wielu uważnie czytanych pisarzy melancholię jako formę sprzeciwu

Syn­chro­nicz­na lek­tu­ra wszyst­kich trzech zbio­rów po­zwa­la nie tylko wnik­nąć w ob­szar li­te­rac­kich fa­scy­na­cji Se­bal­da[9] – skła­da­ja­̨cych się na swego ro­dza­ju nie­miec­ko­je­̨zyc­zn­ą ga­łąź au­tor­skiej ge­ne­alo­gii – lecz tak­że wy­raz­́niej do­strzec no­wa­tor­skie ele­men­ty in­dy­wi­du­al­nej po­ety­ki oraz prze­śl­edzić (co nie mniej zaj­mu­ja­̨ce), jak stop­nio­wo zmie­nia się wek­tor jego pi­sar­stwa kry­tycz­no­li­te­rac­kie­go, jak od cel­nej aka­de­mic­kiej rze­tel­no­ści prze­cho­dzi ono z wolna do swo­bod­nej ese­istycz­nej cel­no­ści.

 

6.

Co do wza­jem­ne­go od­dzia­ły­wa­nia i prze­ni­ka­nia oby­dwu prze­strze­ni pi­sar­skiej ak­tyw­no­ści Se­bal­da, uwagi wni­kli­wych czy­tel­ni­ków nie uj­dzie nie tylko znacz­na współ­biez­̇ność te­ma­tycz­na szki­ców kry­tycz­nych i twór­czo­ści li­te­rac­kiej, lecz tak­że cha­rak­te­ry­stycz­ne prze­chwy­ty­wa­nie nie­któ­rych przy­wo­ły­wa­nych w tek­stach kry­tycz­nych wy­im­ków z oma­wia­nych dzieł i wpraw­ne wmon­to­wy­wa­nie ich, już bez za­zna­cza­nia źr­ódła, we wła­sne ksią­ż­ki pro­za­tor­skie. Jako na­uczy­ciel warsz­ta­tu pi­sar­skie­go Se­bald, jak zgod­nie po­twier­dza­ją wszy­scy byli stu­den­ci, po­śród udzie­la­nych na za­je­̨ciach wska­zó­wek eks­po­no­wał zwłasz­cza umie­ję­tność dys­kret­ne­go ko­pio­wa­nia (któ­rą na­le­ży cał­ko­wi­cie od­róz­̇niać od pro­stac­kie­go przy­własz­cza­nia), pod­trzy­mu­ja­̨c­ą nie­ja­ko pul­su­ja­̨c­ą od za­ra­nia we­wnętr­zn­ą roz­mo­wę li­te­ra­tu­ry, oraz sub­tel­ne­go nad­pi­sy­wa­nia cu­dzych tek­stów (bio­rąc je za nie­na­zwa­ną kan­wę, kon­tekst czy źr­ódło). Efek­tem prak­ty­ko­wa­nia oby­dwu zasad jest roz­po­zna­wal­na pa­limp­se­sto­wość jego li­te­rac­kiej prozy, be­̨d­ą­ca zresz­tą nie­kie­dy, co na mar­gi­ne­sie warto od­no­to­wać, rów­nież przed­mio­tem kry­tycz­no­li­te­rac­kich po­le­mik.

Je­śli zaś cho­dzi o po­wol­ną, lecz za­uwa­ża­ln­ą zmia­nę stylu, fa­scy­nu­ja­̨ca może być ob­ser­wa­cja, jak wraz z ro­sna­̨cym scep­ty­cy­zmem wobec zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­ne­go li­te­ra­tu­ro­znaw­stwa (i uni­wer­sy­te­tu, pod­po­rzą­dk­ow­uj­ą­ce­go się re­gu­łom wol­no­ryn­ko­wej kon­ku­ren­cji) Se­bald stop­nio­wo od­da­la się od stan­dar­dów neu­tral­ne­go, asep­tycz­ne­go, zo­biek­ty­wi­zo­wa­ne­go dys­kur­su li­te­ra­tu­ro­znaw­cze­go i jak prak­ty­ko­wa­ne nie­odmien­nie w lek­tu­rze uwaz­̇ność, śc­isłoś­ć i wni­kli­wość, uwol­nio­ne naraz od na­rzu­co­nej im nie­kie­dy od­gór­nie przy­cię­ż­kos­́­ci, zy­sku­ją nie­spo­dzie­wa­ną zwin­ność, zgrab­ność i lek­kość we wciąż ge­̨stym opi­so­wo i in­ter­tek­stu­al­nie eseju. Kiedy więc w szki­cu o Ro­ber­cie Wal­se­rze czy­ta­my, że jego ide­ałem było „prze­zwy­cie­̨z­̇en­ie gra­wi­ta­cji”, trud­no znowu oprzeć się wra­ż­eniu nie­uświ­ad­omi­onej może w pełni pod­czas pi­sa­nia sa­mo­zw­rot­nej traf­no­ści tak­że tej mar­gi­ne­so­wej ob­ser­wa­cji.

 

[1] Ko­rzy­stam z trans­kryp­cji dys­ku­sji, która od­by­ła się 14 stycz­nia 1993 w pro­gra­mie te­le­wi­zyj­nym „Das Li­te­ra­ri­sche Qu­ar­tett”. Zob. „Das Li­te­ra­ri­sche Qu­ar­tett. Ge­sam­taus­ga­be aller 77 Sen­dun­gen von 1988 bis 2001”, Ber­lin 2005 (CD-ROM)

[2] Zob. np. dział „Es­says und Porträts” w: „W.G. Se­bald-Hand­buch. Leben – Werk – Wir­kung”, red. C. Öhlschläger, M. Nie­haus, Stut­t­gart 2017.

[3] Zob. L.​Williams, „A Wat­chon Each Wrist: Twe­lve Se­mi­nars with W.G. Se­bald”, w: „Sa­turn’s Moons. W.G. Se­bald – A Hand­bo­ok”, red. J. Ca­tling, R. Hib­bit, Lon­don 2011, s. 147.

[4] Cyt. za: M. Hey­del, „Se­bald w An­glii”; por. G. Tur­ner, „At the Uni­ver­si­ty. W.G. Se­bald in the Clas­sro­om”, w: „Sa­turn’s Moons”, s. 132.

[5] E. Ca­net­ti, „Pro­win­cja ludz­ka. Za­pi­ski 1942–1972”, tłum. M. Przy­by­łow­ska, Wro­cław 1996, s. 60 (za­pi­sek z roku 1943).

[6] Zob. C. Li­spec­tor, „Um sopro de vida. Pulsações”, Rio de Ja­ne­iro 1978, s.11.

[7] W.G. Se­bald, „Die Be­schre­ibung des Unglücks. Zur öster­re­ichi­schen Lite ratur von Sti­fter bis Hand­ke”, Frank­furt a. M. 2006, s. 12.

[8] Zob. W.G. Se­bald, „Unhe­im­li­che He­imat. Es­says zur öster­re­ichi­schen Li­te­ra­tur”, Frank­furt a. M. 2004, s. 12.

[9] Osob­ne miej­sce zaj­mu­je tu esej na temat twór­czo­ści ma­lar­skiej przy­ja­cie­la pi­sa­rza, Jana Pe­te­ra Trip­pa.

Przedruk

Tekst stanowi posłowie do tomu „Opis nieszczęścia. Eseje o literaturze" W.G. Sebalda. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Ossolineum w przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz

Ar­ka­diusz Ży­chliń­ski
(ur. 1976) – fi­lo­log, tłu­macz, ese­ista, fik­cjo­znaw­ca. Pro­fe­sor w In­sty­tu­cie Fi­lo­lo­gii Ger­mań­skiej UAM oraz czło­nek ze­spo­łu Pra­cow­ni Pytań Gra­nicz­nych w tej uczel­ni. Autor mo­no­gra­fii na temat po­ety­ki prze­kła­du pi­sar­stwa fi­lo­zo­ficz­ne­go He­ideg­ge­ra „Unter­wegs zu einem Den­ker” (2006), tomu ese­jów „Wiel­kie na­dzie­je i dal­sze roz­wa­ża­nia” (2013) i mo­no­gra­fii „La­bo­ra­to­rium an­tro­po­fik­cji. Do­cie­ka­nia fi­lo­lo­gicz­ne” (2014).
redakcjaAgnieszka Rabińska
korekta Michał Kunik, Izabela Bryja
POPRZEDNI

szkic  

Pozostaje jedynie ironia

— Agnieszka Sobolewska

NASTĘPNY

szkic  

O długich ryjach pisarzy

— Łukasz Musiał