Susan Ferguson
„Kobiety i praca. Feminizm, zatrudnienie i reprodukcja społeczna”, przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox, Poznań 2025, 216 stron.
Książka Susan Ferguson „Kobiety i praca. Feminizm, zatrudnienie i reprodukcja społeczna” („Women and Work. Feminism, Labour, and Social Reproduction”), wydana przez Pluto Press w listopadzie 2019[1], ukazała się we właściwym momencie. Zaledwie kilka miesięcy później wybuch epidemii COVID-19 uświadomił – boleśnie – jak ważna jest praca reprodukcyjna i jak poważne są konsekwencje strukturalnego zaniedbywania krytycznej dla niej infrastruktury, chociażby ochrony zdrowia. Na kilka miesięcy dawne hierarchie zawodowe uległy zawieszeniu, a w dyskusjach medialnych na plan pierwszy wysunął się podziw i uznanie dla osób wykonujących essential work, tj. pracę niezbędną – pielęgniarek, opiekunek, kierowców autobusów, osób sprzątających czy zatrudnionych w sektorze produkcji żywności. Przy okazji okazało się, że warunki tej pracy nie odzwierciedlają jej społecznego znaczenia – pracownice i pracownicy tych sektorów doświadczają daleko posuniętej prekaryzacji: zmuszani do samozatrudnienia lub zatrudniani na umowach czasowych, pozbawieni takich zabezpieczeń jak wynagrodzenie chorobowe, z nieregularnym czasem pracy, niskimi wynagrodzeniami czy niedostatecznym przeszkoleniem. Część z tych sektorów jest również słabo uzwiązkowiona, co utrudnia walkę o poprawę warunków pracy. Pandemia dołożyła do tych wszystkich problemów poważne zagrożenia zdrowotne[2]. Wielu rodziców mogło też w większej mierze docenić wsparcie w pracy opiekuńczej, świadczone przez instytucje (żłobki, przedszkola), płatne opiekunki czy członków rodzin (babcie, ciocie) w momencie, gdy zabrakło go na co dzień. Niektóre pracujące zawodowo osoby uświadomiły sobie poziom obciążenia partnerek zajmujących się gospodarstwem domowym.
Przez kilka miesięcy, w niektórych przynajmniej krajach, wydawało się, że potrzeby życia zwyciężą nad potrzebami kapitału. Lockdown zatrzymał wiele sektorów przemysłu lub spowolnił ich działanie, zdrowie pracownic i pracowników miało wreszcie okazać się ważniejsze niż produktywność. Niektóre kraje zaczęły wprowadzać programy osłonowe, mające chronić przed konsekwencjami braku pracy lub przed utratą dachu nad głową. Wkrótce jednak życie codzienne zostało na powrót podporządkowane logice neoliberalnej gospodarki, która w jeszcze bardziej drapieżny sposób zaczęła dążyć do nadrabiania „utraconych” zysków. Świat pracy – w tym pracownice i pracownicy niezbędni – stali się obiektem systematycznych ataków mających na celu jeszcze większe osłabienie ich pozycji i siły przetargowej. Książka Susan Ferguson ukazała się więc we właściwym momencie. Pomaga ona wyjaśnić nie tylko źródła paradoksalnego położenia opłacanej i nieopłacanej pracy reprodukcyjnej w systemie kapitalistycznym, ale też powody, dla których kapitalizm tak szybko, a często też brutalnie pacyfikuje próby jej dowartościowania.
Książkę czytać można na co najmniej kilka, zawęźlających się ze sobą sposobów. Po pierwsze jest to refleksja nad przekształceniami w organizacji pracy, będącej „ ponadczasową egzystencjalną rzeczywistością” (s. 30[3]), ukształtowaną jednak silnie przez historyczne procesy i bieżące uwarunkowania społeczno-gospodarczo-polityczne. Głównym przedmiotem zainteresowania są dla socjolożki uwarunkowania pracy w systemie kapitalistycznym, przede wszystkim długotrwałe spory teoretyczne dotyczące relacji między sferą reprodukcyjną i produkcyjną oraz sposobów, w jakie ta pierwsza przyczynia się do „ogólnego procesu tworzenia bogactwa” (s. 128). Szersza perspektywa historyczna przyjęta przez autorkę pozwala jej przy tym zrelatywizować oba pojęcia i pokazać, że często nawet najbardziej przenikliwe krytyczki i krytycy kapitalizmu nie wykraczali poza horyzont narzuconych przez niego wartości i form organizacji pracy, co ograniczało potencjał ich polityczno-ekonomicznych kontrpropozycji.
(…) często nawet najbardziej przenikliwe krytyczki i krytycy kapitalizmu nie wykraczali poza horyzont narzuconych przez niego wartości i form organizacji pracy (…)
Po drugie – i to jest główna linia narracyjna książki – autorka rekonstruuje źródła i specyfikę trzech głównych nurtów kształtowania się feministycznych teorii pracy: feminizmu równości, krytycznego feminizmu równości i feminizmu reprodukcji społecznej. Feminizm równości, sięgający korzeniami schyłku XVIII wieku i twórczości Mary Wollstonecraft, krytykował płciowy podział pracy i ograniczenie sfery aktywności kobiet do prac domowych, wzmacniające patriarchalne struktury i uzależniające kobiety od czynnych zawodowo mężczyzn. Z tej perspektywy droga do wyzwolenia kobiet prowadziła przez dostęp do „wykonywania opłacanej pracy” (s. 14).
Na emancypacyjny charakter dostępu do pracy najemnej kładły też nacisk reprezentantki krytycznego feminizmu równości. Jako jedną z pionierek tego nurtu przedstawia Ferguson francuską działaczkę socjalistyczną Florę Tristan, działającą w I połowie XIX wieku. W nurcie tym wskazywano jednak, że drugim obok patriarchatu źródłem opresji kobiet był system kapitalistyczny, w ramach którego doszło do „wyodrębnienia pracy reprodukcyjnej z czasu i przestrzeni pracy, która w kapitalistycznym ujęciu jest «produkcyjna»” (s. 126), a następnie pozbawienia jej wartości ekonomicznej. Ten nurt cieszył się dużą popularnością wśród działaczek socjalistycznych. W dołączeniu do szeregów pracowników najemnych widziały one szansę na włączenie się do walki na rzecz obalenia systemu będącego jednym ze źródeł ich opresji.
Żaden z tych nurtów nie przywiązywał tak dużej uwagi do samej istoty pracy reprodukcyjnej, jak feminizm reprodukcji społecznej. Za jego pionierki uważa Ferguson związanych z socjalizmem utopijnym Annę Wheeler i Williama Thompsona. To właśnie ten nurt zaczął przyglądać się wkładowi pracy reprodukcyjnej w tworzenie ogólnego dobrobytu oraz procesowi jej dewaluacji. W jego ujęciu konieczne było nie tylko obalenie kapitalizmu, ale też „dogłębna przebudowa całego świata pracy, który należy wyobrazić sobie na nowo” (s. 15).
Co istotne, o ile dwa pierwsze nurty akceptowały aksjologię nadającą pracy szczególną wartość moralną, feminizm reprodukcji społecznej otworzył przestrzeń dla jej kwestionowania. Jak zauważa Ferguson:
pierwsze feministki socjalistyczne nie cenią zbyt wysoko pracowitości jako dobra samego w sobie, jako narzędzia służącego moralnemu umocnieniu człowieka (…). [W]ychwalają również spółdzielcze wspólnoty za to, że zapewniają robotnikom i robotnicom więcej czasu wolnego (…) Spółdzielczość nie tylko ograniczy nakład niezbędnej pracy, będzie też w stanie połączyć pracę z przyjemnością, dostosowując produkcję tak, by służyła przy okazji takim wartościom, jak wspólnotowość, wydajność, bezpieczeństwo czy zadowolenie (s. 85–86).
Autorka ukazuje, jak wszystkie te nurty przeobrażały się historycznie i jak ich współczesne wcielenia kształtują debatę publiczną oraz różne formy zaangażowania politycznego. Jest to fascynująca lektura, ukazująca warunki społeczno-ekonomiczne, w których rozwijała się myśl poszczególnych działaczek i ugrupowań.
Ferguson pokazuje też źródła niektórych z ich prześlepień. Zawężenie optyki do uwolnienia kobiet z okowów pracy domowej i ich emancypacja poprzez edukację i pracę najemną oraz spoglądanie na tę problematykę przez pryzmat własnej – niejednokrotnie uprzywilejowanej – pozycji są najczęściej powracającym motywem. Poczynając od Mary Wollstonecraft, która drogę do równouprawnienia kobiet widziała w edukacji i pracy, ale „w ramach systemu uprzednio już klasowo zróżnicowanego” (s. 55). Ferguson polemizuje z przekonaniem o egalitaryzmie myśli Wollstonecraft, wskazując, że w wizji pisarki droga awansu poprzez zdobywanie pogłębionej edukacji i zajmowanie poważniejszych stanowisk w społeczeństwie zarezerwowana jest dla kobiet zamożniejszych, pochodzących z wyższych klas. Kobiety z warstw robotniczych, spośród których już około dwóch trzecich wykonywało w czasach Wollstonecraft pracę najemną (s. 43), mogły co najwyżej doskonalić się w wykonywaniu prostych czynności technicznych, a natura ich pracy i pytanie, na ile tego rodzaju praca w ogóle miała potencjał emancypacyjny, nie były przedmiotem zainteresowania myślicielki. Wiele feministek, w szczególności reprezentantek feminizmu równości, za punkt wyjścia dla swojej krytyki obierało figurę kobiety, której funkcja zredukowana została do roli gospodyni domowej, i z jej perspektywy formułowało żądania emancypacji. Historycznie jednak niewiele kobiet prowadziło takie życie i należały one na ogół do warstw uprzywilejowanych. Powszechnym doświadczeniem kobiet z warstw robotniczych było łączenie pracy reprodukcyjnej na rzecz własnej rodziny z pracą najemną – czy to w fabryce, czy też poprzez świadczenie płatnej pracy opiekuńczej jako służące czy opiekunki dla dzieci. Pomimo tych ograniczeń nurt ten stał się w drugiej połowie XX wieku dominującą perspektywą w zachodnich ruchach feministycznych i dopiero niebiałe działaczki sprzeciwiły się „uniwersalizowaniu doświadczenia białych zachodnich kobiet” (s. 150) typowemu dla tego nurtu. Aktywistki wywodzące się ze środowisk wykonujących od pokoleń opłacaną pracę domową zdawały sobie również sprawę z ograniczeń wpisanych w postulaty kampanii takich jak „Wages for Housework” („Płaca za pracę domową”), która została zainicjowana w latach 70. XX wieku przez kolektyw europejskich i amerykańskich feministek (były to: Silvia Federici, Mariarosa Dalla Costa, Brigitte Galtier i Selma James).
Aktywistki wywodzące się ze środowisk wykonujących od pokoleń opłacaną pracę domową zdawały sobie sprawę z ograniczeń wpisanych w postulaty kampanii takich jak „Wages for Housework”
Ferguson przypomina, jak ważną rolę w kształtowaniu feministycznej teorii pracy odegrały czarne działaczki – Angela Davis czy członkinie Kolektywu Rzeki Combahee – wskazujące, że „nie każda praca domowa jest nieopłacana i nie wszystkie kobiety postrzegają pracę wykonywaną przez siebie na potrzeby gospodarstwa domowego czy na rzecz społeczności, do której przynależą, jako ze swej natury wiążącą się z uciskiem. Podkreślały również, że kobiety podlegają formom ucisku, które nie mają nic wspólnego z pracą domową” (s. 156). Ich ważnym wkładem w myśl feministyczną było też wezwanie do analizy „wielorakich «wzajemnie zazębiających się» form ucisku” (s. 158).
Zwrócenie uwagi na niejednoznaczny charakter pracy reprodukcyjnej, mogącej stanowić zarazem źródło opresji, jak i autonomii, prowadzi nas do kolejnego, z mojej perspektywy kluczowego, wątku tej książki. Głównym ograniczeniem feminizmu równości i krytycznego feminizmu równości jest zdaniem autorki – a ta intuicja jest mi bliska – brak pogłębionej refleksji nad samą istotą pracy reprodukcyjnej, utożsamionej z jej zdewaluowanymi formami wymuszonymi przez ustrój kapitalistyczny, czyli zajęciami uważanymi za „uciążliwe, ciężkie, skazujące na osamotnienie i nisko cenione” (s. 125). W efekcie reprezentantki obu tych nurtów nawołują do wymówienia posłuszeństwa i porzucenia tych zobowiązań, pozostawiając jednak nierozwiązanym problem, „kto będzie wówczas sprzątał bałagan w domu i karmił dzieci” (s. 116). Problem ten nie jest błahy, na co wskazują próby zaradzenia mu w ramach teoretycznych i praktycznych działań inicjowanych przez środowiska socjalistyczne.
Jednym z ich głównych pomysłów było uspołecznienie pracy opiekuńczej, które – jak przestrzegała feministka i marksistka Margaret Benston – ma szanse na powodzenie jedynie w ustroju socjalistycznym, gdzie „ludzkie dobro stawiać się będzie ponad zyskiem”, ponieważ w społeczeństwach kapitalistycznych prowadzić ono będzie „najprawdopodobniej do dalszego odczłowieczenia kobiet, a nie ich wyzwolenia” (s. 139). Przeprowadzona przez Ferguson analiza pokazuje jednak, w jak dużej mierze myśl socjalistyczna uwarunkowana była przez kapitalistyczne wzorce wartościowania pracy i jaki wpływ mogło to wywrzeć na stosunek do pracy reprodukcyjnej.
Ferguson (…) pokazuje, w jak dużej mierze myśl socjalistyczna uwarunkowana była przez kapitalistyczne wzorce wartościowania pracy
Wielu socjalistycznych myślicieli i myślicielek podejmowało kwestię ucisku kobiet w ramach systemu kapitalistycznego – wśród nich przywoływani przez Ferguson Fryderyk Engels i August Bebel, wedle których droga do emancypacji wiodła przez wyzwolenie się z „ciasnego koła zajęć domowych”[4], wejście w szeregi pracy najemnej, uniezależnienie ekonomiczne od mężczyzn i wspólną walkę o zniesienie własności prywatnej i uspołecznienie środków produkcji. Uspołecznienie miało być też drogą do nowej organizacji pracy reprodukcyjnej. Ponieważ jednak sferę tę traktowano jako drugorzędną, jako „ciasne koło zajęć domowych”, nie rozwijano bardziej szczegółowych propozycji tego, jak ten proces miałby przebiegać.
Ten ambiwalentny stosunek do pracy opiekuńczej znajdziemy nawet wśród środowisk kładących duży nacisk właśnie na rozwój uspołecznionej infrastruktury spełniającej funkcje reprodukcyjne, o czym możemy się przekonać, analizując działalność socjalistycznych i anarchistycznych ugrupowań z Europy Środkowej i Wschodniej.
Zasłużona działaczka ruchu spółdzielczego Maria Orsetti, pochylająca się z powagą nad najbardziej przyziemnymi formami pracy reprodukcyjnej, takimi jak organizacja spółdzielczej pralni, pisała na przykład:
Błądzi jeszcze dziś po świecie owo bałamutne twierdzenie, w moc którego sfera zainteresowań kobiety winna nie wybiegać poza sprawy ogniska domowego. Gotować, smażyć, szyć, cerować, prać, zamiatać, myć, szorować, niańczyć dzieci, dbać w pierwszym rzędzie o zwierzęcą stronę ich bytu i nic ponadto. Wszystko inne jest dla kobiety nieodpowiednie. Nieprzystojnem jest by kobieta wychodziła z domu wieczorem, dla uczęszczania na zebrania i odczyty, kształciła się, objęła swem zainteresowaniem sprawy poza rodzinne, ogólnoludzkie, dobro swej gminy, Ojczyzny, Ludzkości. Na tem ucierpiałyby tamte gotowania, smażenia, szycia, cerowania itd. (…) A przecież fakt jest jasny, że jeśli świat zamyka się dla kogoś we własnych garnkach, trosce o wygląd odzieży i domowego obchodu, jeśli myśl jego nie wybiega poza szranki dzień w dzień przez lata powtarzających się zajęć, jeśli tęsknotę i lepsze porywy duszy ludzkiej zagłusza niepodzielnie praca przy hodowli rodziny i dobytku – a marzenia jego nie sięgają poza ich tuczenie, to niepodobna, żeby ten człowiek mógł w potomstwie swem rozbudzić to, co w sobie zabił, t.j. umiłowania wielkich, wszechludzkich celów, czci dla bohaterstwa w jakiejkolwiek życia dziedzinie, by wychował ich na „ludzi”, na ludzi czynu, którzy nie zawahają się, gdy potrzeba tego zajdzie, podporządkować swój osobisty interes sprawie publicznej[5].
Podobną dwoistością naznaczony był stosunek do domowych prac wśród awangardowych reformatorów, którzy z jednej strony podejmowali znaczne wysiłki, by uwolnić kobiety od ciężaru najbardziej żmudnych codziennych obowiązków, jednocześnie jednak nie traktowali poważnie samych tych obowiązków, w czym widziałabym jedno ze źródeł słabości proponowanych przez nich rozwiązań, które udało się zrealizować już w ramach ustroju socjalistycznego. Miroslav Tryzna, jeden z architektów projektujących praskie osiedle Solidarita, które miało zostać „dopełnione przez cały zestaw urządzeń «kolektywnych»: w centralne ogrzewanie, żłobki, przedszkola, ośrodek zdrowia, «jadłodajnię dla samotnych członków spółdzielni i pracujących małżeństw», sklepy i urządzenia rekreacyjne”[6] podkreślał rolę tych rozwiązań w wyzwalaniu lokatorek od szeregu codziennych prac domowych. „Nie ma sensu – pisał Tryzna – robić cnoty ze zbędnych wysiłków przeciążonej pracą kobiety gospodyni. Jej pracowitość – co do której nie mamy wątpliwości – może się przydać do czegoś przynoszącego więcej korzyści, bardziej celowego i bardziej ludzkiego”[7].
To rozdarcie jest moim zdaniem znamienne. Nawet w okresie nasilonych starań o wyzwolenie kobiet spod ciężaru prac domowych i stworzenie dla ich realizacji rozbudowanej infrastruktury usługowej teoretycy i praktycy – z wyjątkiem może reformatorsko nastawionych pedagożek – nie byli skłonni uznać ich wagi i znaczenia. Traktowano je jako „zbędne wysiłki”, nie przynoszące korzyści i nieludzkie, jakieś „gotowania, smażenia, szycia, cerowania” odciągające kobiety od prawdziwego zaangażowania w sprawy publiczne. Nie pozostało to bez wpływu na sposób wartościowania tej pracy, gdy była ona wykonywana przez opłacane pracownice. Kobiety w państwach socjalistycznych mogły polegać na rozbudowanej sieci instytucji opiekuńczych i usługowych, takich jak żłobki, przedszkola, stołówki zakładowe czy pralnie, które zarazem okazywały się miejscem pracy zarobkowej dla wielu z nich – pracy gorzej wynagradzanej i mniej cenionej niż zatrudnienie w „ tradycyjnych” sektorach produkcyjnych. Również więc socjalizm – czy też te jego wariacje, które były do tej pory realizowane – rozwiązał problem pracy reprodukcyjnej jedynie połowicznie: rozwinięto infrastrukturę instytucji przejmujących część zadań opiekuńczych, ale w niewielkim stopniu zmieniono upłciowiony charakter tej pracy i tylko nieznacznie ją dowartościowano.
Również więc socjalizm – czy też te jego wariacje, które były do tej pory realizowane – rozwiązał problem pracy reprodukcyjnej jedynie połowicznie
Na bardziej ogólnym poziomie wciąż też widzimy trudności z przekroczeniem tego dualizmu, tak wyraźnie widocznego u Orsetti – praca reprodukcyjna rozumiana jako „hodowla rodziny”, jej „tuczenie”, troska o „zwierzęcą stronę bytu” wydaje się nie mieć nic wspólnego z rozwijaniem moralnych i społecznych kompetencji, z budowaniem świadomości politycznej czy kształtowaniem postaw zaangażowania w życie wspólnoty. Nie udaje się nam wciąż spojrzeć na tę sferę jako na obszar, w którym w procesie często żmudnych i monotonnych, niepozornych działań zaspokajane są jednocześnie nasze potrzeby biologiczne i emocjonalne, i dzięki którym rozwijamy się jako jednostki oraz członkinie i członkowie społeczeństwa.
Żeby zrozumieć źródła tego rozdarcia musimy wrócić do Ferguson i jej rozważań nad paradoksalną naturą kapitalizmu, który z jednej strony potrzebuje stałej reprodukcji siły roboczej i nie może się obyć bez nieopłacanej pracy opiekuńczej podejmowanej nieustająco i przez różne osoby; jednocześnie jednak – w celu maksymalizacji zysków – stara się, jak może, żeby ograniczyć czas i przestrzeń niezbędne dla jej realizacji. Powtarzając za Ferguson:„kapitalizm istnieje zatem tylko dzięki konsekwentnemu udaremnianiu rozkwitu ludzkiego życia, od którego jednakowoż pozostaje zależny” (s. 165).
Jeżeli praca reprodukcyjna przez tak wielu socjalistycznych działaczy i działaczki rozpoznawana była jako jedynie ogłupiająca i uciążliwa, działo się tak między innymi dlatego, że mogli obserwować przede wszystkim jej skarłowaciałe, upokarzające formy, skoncentrowane na zaspokajaniu elementarnych jedynie potrzeb. Jak pisze Ferguson: „Sednem sprawy jest, że wszystkie procesy reprodukcji społecznej (…) spotykają się z wrogością kapitału wobec życia, choćby z tego powodu, że ogromna większość środków i zasobów niezbędnych do zreprodukowania życia (…) pozostaje w posiadaniu i pod kontrolą kapitału oraz kapitalistycznego państwa” (s. 165).
Dlatego tak ważne w krytyce kapitalizmu jest wykraczanie poza jego horyzont, chociażby poprzez przypominanie, że w przedkapitalistycznych formacjach społecznych praca reprodukcyjna mogła być zorganizowana zupełnie inaczej. Zwraca na to uwagę chociażby Silvia Federici w przełożonej niedawno na polski klasycznej pracy „Kaliban i czarownica. Kobiety, ciało i akumulacja pierwotna”, przypominając, że w średniowiecznej Europie „stosunki kolektywne dominowały nad relacjami rodzinnymi i że większość zadań kobiet z rodzin chłopskich (pranie, przędzenie, praca przy żniwach, doglądanie zwierząt wypasanych na wspólnych pastwiskach) była wykonywana we współpracy z innymi kobietami” oraz, że „płciowy podział pracy był dla nich źródłem nie izolacji, lecz siły i ochrony. Stanowił fundament intensywnej socjalizacji i solidarności kobiet i umożliwiał im występowanie przeciwko mężczyznom, wbrew głoszonemu przez Kościół podporządkowaniu kobiet i uświęconej przez prawo kanoniczne zgody na bicie żony”[8].
Najważniejszą stawką książki Ferguson jest rzucenie wyzwania kapitalizmowi jako systemowi wprost i w najbardziej elementarnym znaczeniu zawłaszczającemu życie oraz – jak głosi tytuł ostatniego rozdziału „tworzenie życia poza kapitalizmem”. Jedną ze strategii pozwalających do tego dążyć jest – proponowane m.in. przez Silvię Federici – odzyskanie kontroli nad reprodukcją poprzez wykuwanie „nowych, zbiorowych sposobów życia i wytwarzania poza kapitalizmem” (s. 190) oraz tworzenie „rewolucyjnych dóbr wspólnych” (s. 191), takich jak wspólne kuchnie czy przejmowanie ziemi i jej kolektywne użytkowanie.
Najważniejszą stawką książki Ferguson jest rzucenie wyzwania kapitalizmowi jako systemowi wprost i w najbardziej elementarnym znaczeniu zawłaszczającemu życie
Susan Ferguson docenia znaczenie tego rodzaju działań. W swojej książce zmierza do ponownej ewaluacji pracy reprodukcyjnej, odzyskania dla niej należnego miejsca w hierarchii wartości i potrzeb oraz pozyskania środków, czasu i infrastruktury niezbędnych do jej wykonywania. Wreszcie celem książki jest wskazanie, jaka reorganizacja tej pracy, umożliwiłaby jej bardziej sprawiedliwą dystrybucję pomiędzy wszystkich członkiń i członków społeczeństwa, niezależnie od płci. Sama autorka w ostatniej części książki skupia się jednak przede wszystkim na strategii walki o te cele, a nie na wizjach przyszłego porządku. Żeby zaś ta walka była skuteczna, należy wrócić do miejsc wykonywania pracy produkcyjnej. Jak pisze Ferguson, strajki reprodukcyjne nie wystarczą „by skutecznie zagrozić klasie rządzącej” (s. 194), konieczne są też „typowe strajki w miejscu pracy w produkcyjnych z kapitalistycznego punktu widzenia gałęziach przemysłu” (s. 194). Autorka podkreśla znaczenie marksistowskiej tradycji „prowadzenia antykapitalistycznych walk na wielu frontach” i „budowania między tymi frontami mostów” (s. 195). W tym kontekście akcentuje też znaczenie strajków podejmowanych w sektorze publicznym, bowiem to właśnie te instytucje – szpitale, szkoły, transport publiczny – są obszarem, gdzie z jednej strony pracownice i pracownicy zostają podporządkowani „logice kapitału unieważniając[ej] zarazem logikę tworzenia życia i zaspokajania ludzkich potrzeb” (s. 186), z drugiej jednak strony mają więcej możliwości „by nie podporządkowywać się nakazom kapitalizmu”, a czasem nawet „przedłożyć potrzeby życiowe nad potrzeby kapitału” (s. 187).
Również w Polsce widzimy przykłady rosnącej mobilizacji pracowniczej w sektorze opiekuńczym. Do walki o poprawę warunków pracy – a przy okazji strukturalne zmiany w tym sektorze, służące wszystkim korzystającym z jego usług – włączają się nie tylko grupy tradycyjnie wysoko uzwiązkowione i doświadczone w sporach pielęgniarki czy nauczyciele, ale też pracownice i pracownicy DPS-ów czy niepedagogiczny personel szkół. Odpowiedzią na specyficzne problemy sektora pracy opiekuńczej świadczonej prywatnie w gospodarstwach domowych było zawiązanie w ramach struktur związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza Komisji Pracownic i Pracowników Domowych. Komisja zrzesza osoby zajmujące się m.in. opieką nad dziećmi, osobami starszymi, sprzątaniem. Jak piszą o warunkach ich pracy Katarzyna Rakowska i Ignacy Jóźwiak:
różnorodność sposobów zatrudnienia przekłada się na zróżnicowanie statusów prawnych wykonywanej przez nich pracy: brak jakichkolwiek umów, umowy cywilnoprawne z osobami prywatnymi (gospodarstwami domowymi), umowy cywilnoprawne z agencjami, umowy o pracę z osobami prywatnymi oraz umowy o pracę z instytucjami opiekuńczymi.
Pracownice pochodzą przeważnie z Ukrainy, więc na opisane problemy, wynikające z wymienionych powyżej, często prekarnych warunków zatrudnienia, nakładają się też różne trudności doświadczane przez migrantki i migrantów. Jak zauważają Rakowska i Jóźwiak, Komisja odgrywa rolę typowego związku zawodowego, działając na rzecz poprawy warunków zatrudnienia, ale zarazem pełni funkcję wspólnoty udzielającej wsparcia:
Członkinie organizują regularne spotkania, wypowiadają się w mediach, uczestniczą w konferencjach związkowych i migracyjnych (…). Uczestniczki spotkań Komisji wspólnie gotują i dzielą się przekąskami, obchodzą urodziny oraz święta Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy. Kobiety doradzają sobie nawzajem w kwestiach umownych, ale także ostrzegają się przed nieuczciwymi pracodawcami i pośrednikami, pomagają w przygotowaniu dokumentów pobytowych i wymieniają się niezbędnymi kontaktami.
W ten sposób „pracownicy i pracownice organizują się nie tylko wobec pracodawców, ale także rzucają wyzwanie strukturalnym ramom ich pracy i życia w Polsce” i, jako „kolektywny podmiot emancypacji”, podkopują „samą logikę indywidualizacji i segmentacji, właściwą dla reżimów migracyjnych”.
Inną platformą umożliwiającą tworzenie nowych sojuszy i wypracowywanie nowych strategii na rzecz reorganizacji pracy reprodukcyjnej i poprawy warunków pracy produkcyjnej jest organizowany od kilku lat Socjalny Kongres Kobiet. Jego ostatnia edycja odbyła się w październiku tego roku w Poznaniu pod hasłem „O wyższe płace, o niższe czynsze”, a dyskutowano podczas niego m.in. kwestie zagrożeń zdrowia psychicznego osób pracujących w sektorze opiekuńczym jako wciąż nie rozpoznawanego przez BHP obszaru, strategie walki związkowej w miejscu pracy czy problemy ruchów lokatorskich.
To właśnie w działaniach tego typu, w budowie „masowego ruchu idącego w poprzek sektorów produkcyjnych i reprodukcyjnych, ruchu, który mógłby przysłużyć się wynalezieniu nowych sposobów tworzenia życia” Susan Ferguson widzi nadzieję na „zmierzenie się z kapitałem na jego własnym polu” (s. 189).
Na tegorocznym Socjalnym Kongresie Kobiet odbyło się jeszcze jedno ważne wydarzenie – warsztat pod hasłem „Transnational Solidarity Against Militarisation”. To wyzwanie nie pojawia się w książce Ferguson, ale jest niestety niezwykle aktualne w roku wydania jej polskiego przekładu. Obecnie mierzymy się bowiem nie tylko z chciwością systemu kapitalistycznego, który ograbia nas z czasu i środków na reprodukcję życia, ale też z bezwzględnością kapitalistycznych państw narodowych, drenujących sektor publiczny, by wziąć udział wyścigu zbrojeń, w którym nie da się zwyciężyć i w którym wszyscy będziemy przegranymi. Musimy więc stanąć do walki przeciwko kapitalizmowi i militaryzmowi, a stawką w tej walce jest – ni mniej ni więcej – nasze życie.
[1] Susan Ferguson, „Women and Work. Feminism, Labour, and Social Reproduction”, Pluto Press, London 2019.
[2] „The value of essential work. World Employment and Social Outlook 2023”, International Labour Organization, s. 4–5, [online:] https://www.ilo.org/sites/default/files/wcmsp5/groups/public/@dgreports/@dcomm/@publ/documents/publication/wcms_871017.pdf [dostęp: 8.12.2025].
[3] Wszystkie kolejne cytaty z książki Ferguson podaję za polskim wydaniem.
[4] August Bebel, „Kobieta i socyalizm”, Towarzystwo Wydawnictw Ludowych, Kraków 1907, s. 156; cyt. za: Susan Ferguson, dz. cyt., s. 98.
[5] Maria Orsetti, „Tajemnice tkaczy rochdalskich. Szkic z dziedziny kooperacji spożywczej”, Wydawnictwo Społem, Warszawa 1914, s. 38–39.
[6] Hubert Guzik, „Awangarda na manowcach. Czeskie domy kolektywne”, tłum. W. Parfianowicz, „Almanach Antropologiczny. Communicare”, t. 7, Instytut Kultury Polskiej, Warszawa 2018, s. 19, [online:] https://ikp.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2019/01/almanach-07-2.pdf [dostęp: 8.12.2025].
[7] Miroslav Tryzna, „Zásady dobrého bydlení”, „Solidarita” 1946, t. 1, s. 8–9, cyt. za: Hubert Guzik, „Awangarda na manowcach…”, dz. cyt.
[8] Silvia Federici, „Kaliban i czarownica. Kobiety, ciało i akumulacja pierwotna”, tłum. K. Król, Karakter, Kraków 2025 (ebook).
Susan Ferguson
„Kobiety i praca. Feminizm, zatrudnienie i reprodukcja społeczna”, przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox, Poznań 2025, 216 stron.
kulturoznawczyni. Pracuje w Instytucie Kultury Polskiej UW. Zajmuje się mieszkalnictwem, historią nowoczesnej kultury czeskiej i problematyką środkowoeuropejską, a także ideą dewzrostu i ekologicznymi wątkami myśli socjalistycznej. Autorka książki Europa Środkowa w tekstach i działaniach. Polskie i czeskie dyskusje (Warszawa 2016), współredaktorka książek Awangarda/Underground. Idee, historie, praktyki w kulturze polskiej i czeskiej (Kraków 2018). Działa na rzecz popularyzacji wiedzy o kryzysie ekologiczno-klimatycznym. Jako członkini Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza zajmuje się wpływem kryzysu ekologicznego na sytuację pracownic i pracowników. Członkini sieci Dewzrost Polska.
komentarze

20 min czytania