Ładowanie strony
Ilustracja recenzji prezentuje dwa złotawe, jakby skwaśniałe monety greckie (obole), kryjące się wśród łodyg rośliny.
Okładka książki

Jakub Sęczyk
„Kwaśne obole”, SPP Oddział w Łodzi, Łódź 2025, s. 52.

 

[p]olitycznie działają działania polityczne, pisanie będzie działać jako pisanie.[1]

Teksty krytycznoliterackie biorą się z różnych rzeczy, a tak się składa, że mój tekst wziął się ze zdziwienia, zmieszanego w nierównych proporcjach z irytacją. Przedmiotem zdziwienia było to, jak wygląda recepcja „Kwaśnych oboli” Jakuba Sęczyka, drugiej książki poetyckiej autora, który zadebiutował w 2022 roku tomem „Święta pracy”. Przyszło mi więc korzystać ze starej jak krytyka literacka ramy retorycznej „przegapiono najważniejsze, doceniono drugorzędne”, ale mam nadzieję, że dalsza część tekstu tę ramę uzasadni. Czepiam się więc moich kolegów i koleżanek po fachu nie dla samego czepialstwa, lecz dla wspólnego pożytku, który z tego czepialstwa (mam nadzieję) wyniknie.

Czytając kolejne recenzje „Kwaśnych oboli”, zauważyłem, że przynajmniej część osób docenia je za rzeczy, które już wiemy. Przykładowo: dla Oskara Mellera „Kwaśne obole” są książką zainteresowaną krytyką, rozmontowywaniem, dekonstruowaniem czy ingerowaniem w specyficzne dla współczesnego systemu gospodarczego procesy i mechanizmy, a Sęczykowi chodzi w niej zarówno o naświetlanie materialnych warunków pracy poetyckiej, jak i o odpięcie się na moment „od trybów kapitalistycznej maszyny” (cokolwiek miałoby to znaczyć). Skoro zaś „Kwaśne obole” przede wszystkim krytykują, rozmontowują, dekonstruują, ingerują, naświetlają i próbują odpiąć (nie zaś: znaczą), to będący remiksem fragmentu z „Fajdrosa” Platona wiersz otwierający książkę, czyli „Nachodźstwo”, jest dla Mellera wierszem krytykującym, rozmontowującym itd. Utwór wygląda tak:

A kiedy przyszły i zjawił się po raz pierwszy,
taki nas zachwyt szalony ogarnął, że nic nie jedliśmy
i nic nie piliśmy, a śpiewali, nie zdając z niczego sprawy.

Oto jak komentuje go krytyk:

„Jedzenie” i „picie” odnosi się zapewne do toposu wielkiego ucztowania, na które w tak zaprojektowanym kieracie pracy prekariusz nie może sobie pozwolić. Usunięcie zaimka zwrotnego z ostatniego wersu sugeruje, że ci napychający sobie usta lirycznymi pieśniami, oderwanymi od imperatywu dekonstrukcji ekonomicznych nierówności, nie tyle pozostają nieświadomi i nie zdają „sobie” sprawy z sytuacji wokół nich, ile nie raportują w swych pieśniach tego, w jaki sposób funkcjonuje środowisko, z którego wiersz wyrasta i z którym musi się zmierzyć.

Skąd u Platona – przechwyconego przez Sęczyka – prekariusz? Dlaczego ten wiersz ma mówić cokolwiek o oderwaniu od „imperatywu dekonstrukcji ekonomicznych nierówności”? Ano stąd i dlatego, że dla Mellera lewicowy światopogląd Sęczyka jest w gruncie rzeczy punktem wyjścia i punktem dojścia całej książki. W efekcie wszystkie interpretowane przez krytyka wiersze okazują się wypowiedziami na temat tego, jak to jest prekariuszowi „[w] dobie realizmu kapitalistycznego”. A wszystko, co dzieje się w książce, jest szukaniem formy protestu wobec „reżim[u] beznamiętnego zarobkowania”, co czyniłoby z każdego wiersza z tomu, z każdej decyzji podjętej przez Sęczyka różne wersje tego samego. Podkreślam: nie uważam, że Meller totalnie przestrzelił swoje odczytanie „Kwaśnych oboli”, zgadzam się z nie tak małą częścią rozpoznań z jego tekstu. Sądzę natomiast, że uległ automatyzmowi, który każe krytykowi literackiemu o lewicowych przekonaniach szukać w wierszach poety o lewicowych przekonaniach potwierdzenia tychże lewicowych przekonań (na marginesie: efektownym przykładem tego automatyzmu jest niedawna recenzja Kamila Figasa z „livestreamu” Jakuba Gutkowskiego).

Z podobną sytuacją co u Mellera mamy do czynienia w recenzji Karoliny Górnickiej, która uznaje książkę Sęczyka za wyraz buntu „wobec podporządkowywania życia zarabianiu pieniędzy”, przez co w wyraźnie erotycznym fragmencie wiersza „Apostrofa” („Więc teraz patrz, jak język schodzi/ niżej, i teraz język powoli schodzi/ niżej, a język powoli schodzi jeszcze/ niżej”) dostrzega proces upadku i degradacji idei podporządkowanych formie towarowej. I podobnie jak dla Mellera, Sęczyk jest dla Górnickiej przede wszystkim poetą bacznie obserwującym i kontestującym kapitalistyczną rzeczywistość. W porównaniu z recenzjami dwojga krytyków dowartościowanie przez Rafała Derdę tego, że „Kwaśne obole” nie udają, iż są „czymś więcej niż poezją”, jest jak łyczek świeżego powietrza. Co nie zmienia faktu, że cała recenzja Derdy jest dość banalna („to lektura satysfakcjonująca i zajmująca. Świat poety, barwny i podany z niezwykłą gracją (…)”).

O tekście Jakuba Skurtysa trochę nie wypada mi się wypowiadać jako redaktorowi, ukazał się bowiem w czasopiśmie, w którym pracuję, czyli w „Twórczości”. Ale to właśnie fragment z tej recenzji „Kwaśnych oboli” ostatecznie zachęcił mnie do napisania mojego tekstu, chociaż była to zachęta innego typu niż w przypadku recenzji Mellera i Górnickiej. Pod koniec artykułu Skurtysa czytamy następujący fragment:

Na jeszcze innej płaszczyźnie poszczególne wiersze – wraz z upływającym w nich czasem, zmieniającymi się miesiącami i porami roku – można odczytać też prościej, metaliteracko: jako zapis zmagania się z samym aktem poetyckim.

Nie do końca rozumiem, dlaczego Skurtys uznaje, że metaliteracki charakter „Kwaśnych oboli” jest czymś jakby prostszym od znaczeń, jakie rekonstruuje w swoim tekście. W „Woli i zaniechaniu” krytyk skupia się bowiem na prześledzeniu tego, jakim przekształceniom i odkształceniom podlegają w książce, rozpiętej między parafrazami z Platona i Plotyna, trzy platońskie aspekty duszy, czyli logos, pożądliwość i popęd, a zwłaszcza utrata wolnej woli i możności działania. W dalszej części tekstu Skurtys zastanawia się, w jaki sposób Sęczyk problematyzuje się ten typ działania, jakim jest pisanie wierszy (o czym za chwilę), ale „wsobność” poezji jest jego zdaniem w „Kwaśnych obolach” krytykowana. W zamykającym książkę „Wychodźstwie” Skurtys dostrzega m.in. „gorzką refleksję o samozwrotności liryki”, zupełnie tak, jak gdyby źródłem goryczy tej refleksji miała być właśnie owa samozwrotność, konsekwencja „tkwienia w klinczu ekstazy i obowiązku”, który zdaniem krytyka uniemożliwia pomyślenie pisania inaczej niż jako eskapizmu lub „samospaleni[a] się aktywisty”.

W odróżnieniu od dotychczasowych interpretatorów sądzę, że książka Sęczyka ma coś rzeczywiście interesującego do powiedzenia o współczesnym kapitalizmie jedynie o tyle, o ile mówi przede wszystkim o sobie samej. Zgadzam się z Derdą: „Kwaśne obole” nie udają, że są czymś więcej niż poezją. Śledząc to, jak opisują same siebie, możemy dojść do ciekawszych wniosków interpretacyjnych niż kolejnej wersji dictum o prekarności, realizmie kapitalistycznym, podporządkowaniu życia logice zysku czy ekonomii symbolicznej. Nie twierdzę, że książka Sęczyka nie ma nic do powiedzenia o wyliczonych przed chwilą problemach (z wiersza „Wata cukrowa”: „Myślałem o wersach miękkich, lepkich jak cukrowa wata (…) Myślałem o pieniądzach – miękkich, lepkich jak cukrowa wata”). Twierdzę natomiast, że to, co ma o nich do powiedzenia, jest zapośredniczone przede wszystkim przez to, jak opisuje ona samą siebie.

Zacznijmy od wiersza „Wzbudzenie: granat”:

Rozkładał się więc wiersz,
kwiat roboczogodzin. Gościnny,
miękki, lepki. Wśród słów
obijam się we wnętrzu
owocu. Skąd wyjdziesz i zmiana
będzie cię wyprzedzać. A zmiana
będzie cię wyprzedzać.

Tak, chodzi o podkreślenie, że wiersz to coś materialnego, na co przeznacza się roboczogodziny, że jest namacalny, lepki od soku granatu, jednocześnie przesycony erotyką i rozkładem („więc” z pierwszego wersu wydaje się odsyłać do wcześniejszego „Przesilenia”, w którym smród śmieci miesza się ze „słodki[mi], lepki[mi] i dusząc[ymi] czereśni[ami],/ śliw[ami], morel[ami], jabłoni[ami]”). Nadmierne skupianie się na ekonomicznych skojarzeniach kwiatu roboczogodzin sprawia jednak, że umyka nam, jakim przekształceniom ulega ta figura w całym wierszu. Bo najpierw zostajemy zaproszeni do wnętrza wiersza-kwiatu („Gościnny,/ miękki, lepki”), gdzie spotykamy tego, kto go pisze, jednocześnie leniuchującego i wchodzącego w materialny kontakt ze słowami, z owocem („Wśród słów/ obijam się we wnętrzu/ owocu”), być może, jak w „Tęczy”, olśnionego i nieprzytomnego. Zrealizowany, przynajmniej w wierszu, zostaje więc plan z „Podczas gdy fosfor”: „Zamieszkać w miąższu,/ plątać się w zdaniu, poniżej”. Następnie jednak z wnętrza wiersza-kwiatu-owocu się nas wyprasza – nas samych czy wspólnie z autorem? – i wskazuje na jego zewnętrze: pracę zmianową (por. „zmianowy” cykl wierszy ze „Świąt pracy”) albo zmianę jako taką, opisywaną jednak za pomocą powtórzenia.

Wiersz to coś materialnego, na co przeznacza się roboczogodziny, że jest namacalny, lepki od soku granatu, jednocześnie przesycony erotyką i rozkładem

Wiersze z „Kwaśnych oboli” – książki z awangardowymi „schodkami” na okładce, podkreślającej, że najpierw ją nachodzimy („Nachodźstwo”), a potem z niej wychodzimy („Wychodźstwo”) – często opisują siebie w taki właśnie quasi-architektoniczny, przestrzenny sposób. Po wersach się tutaj chodzi, schodzi, zbiega, z wersów składa się „znany skądś krajobraz” („Wspaniała głowo, niebieski jest oddech”), czasem przechodzi się między jednym wierszem a drugim („Wzbudzenie: granat” a „Pływ”), innym razem wiersz „gubi się na wysokości” („Podczas gdy fosfor”). Nie potrafię pozbyć się wrażenia, że zakończenie utworu „Wzbudzenie: granat” („i zmiana/ będzie cię wyprzedzać. A zmiana/ będzie cię wyprzedzać”) również ewokuje architektoniczność wiersza. Powtórzenie z lekką różnicą i przerzutnią jest jak pokonanie kilku schodków w prawie takim samym rytmie. Wrażenie wzmacnia fakt, iż Sęczyk powtarza ten zabieg w zakończeniach innych wierszy z tomu, np. „Wzbudzenie: na szańcach”, „Wzbudzenie: rzepak”, „Lazurowe wybrzeże” czy „Apostrofa”. Oczywiście nie chodzi o to, że Sęczyk wskrzesza Peiperowską figurę poety-budowniczego. Wręcz przeciwnie: chwyt, który subtelnie zaznacza architektonikę wiersza, jest także sposobem na udawanie, że do wiersza „dodaje się” jeszcze jakieś znaczenie, że coś się w nim jeszcze robi. To, co stwierdza „[I] zmiana/ będzie cię wyprzedzać”, zostaje przecież potwierdzone za pomocą prawie tej samej konstrukcji w „A zmiana/ będzie cię wyprzedzać”. Poeta-budowniczy próbuje zatem migać się od roboty. Oprócz mnożenia kolejnych figur utraty kontroli, bezczynności czy bierności – których rewersem są kolejne figury nadaktywności, przepracowania, zanurzenia w świecie – Sęczyka interesuje bowiem także pytanie, czy sam wiersz może nie być produktem działania albo czy może być produktem działania słabego, zaniechanego. O koniecznych paradoksach wpisanych w te pytania zaświadcza „Wzbudzenie: dobranoc”, czyli luźna parafraza ***„If you can’t eat you got to…” E.E. Cummingsa:

Jeśli nie możesz pisać,
to chociaż powiedz,
ale już nie ma nic
do powiedzenia,
jeśli nie możesz
mówić, śpiewaj.
Jeśli nie możesz
śpiewać, chociaż
przepisz, ale już
nie ma nic
do przepisania.
Jeśli nie możesz,
chociaż powiedz,
idziemy spać.

Dla Skurtysa ten wiersz jest kolejną podejmowaną w „Kwaśnych obolach” próbą pisania „uwolnionego od radykalnych gestów i sprowadzonego do samego życia”. Im bardziej w wierszu zacieśnia się jednak obszar możliwego działania podmiotu (nie może pisać, powiedzieć, śpiewać, przepisać; pozostaje mu tylko pójść spać), tym bardziej zauważamy wiersz jako produkt autorskiego działania (dlatego chwyt udający „dodawanie” czegoś nowego jednocześnie podkreślał architektonikę wiersza „Wzbudzenie: granat”). Zamiast „samego życia” otrzymujmy więc samą formę. Podobnie ma się sprawa z innymi utworami sugerującymi zaniechanie czy osłabienie działania po stronie autora: cut-upowe wiersze wymuszają na nas pytanie o to, jak kawałki cudzych tekstów zostały przerobione i ułożone przez Sęczyka, a wiersze utrzymane w poetyce fragmentów z życia są dość jawnie obiektami estetycznymi, ani nie udają zapisów robionych „na gorąco”, ani nie zachęcają nas do wyobrażenia sobie całej sytuacji, z której zostały wycięte (patrz: „Wzbudzenie: żółta”, „brukowana droga” czy „Pływ”).

To dobry moment, aby zapytać: po co jednak to wszystko? Według Skurtysa druga książka poetycka Sęczyka to teologia poetycka,

w której neoplatonizm (upadek duszy w materię, cielesne pobudzenia, bezproduktywny bunt, zobowiązanie etyczne) próbuje odsłonić złudne neoliberalne fantazje o awansie społecznym i lepszym (tj. wydajniejszym, czyli efektywniejszym) życiu.

Dlaczego zatem „Kwaśne obole” tak bardzo podkreślają swoją samozwrotność, wsobność, autonomiczność? Można by odpowiedzieć, że książka Sęczyka to w gruncie rzeczy niezrozumiały awangardowy eksperyment, przykład poezji świadomie zamykającej się w rezerwacie przyszykowanym jej przez „system”[2]. Kapitalizm jest jednak bardzo zainteresowany przerabianiem wszystkiego na towary i, wbrew awangardowej doxie zbyt pochopnie używanej do opisu współczesnej sytuacji, bardzo niezainteresowany sądami estetycznymi, wartością estetyczną czy znaczeniem wierszy. A przerabianie wszystkiego na towary sprawia, że działanie może jawić się nam jako coś na kształt rynkowej spekulacji, skoro produkcja towarów oraz transakcje handlowe/giełdowe w kapitalizmie muszą być spekulacją. Jak pisał współtwórca austriackiej szkoły ekonomii Ludwig von Mises w książce „Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii” z 1949 roku:

Celem działania jest z istoty wpływanie na przyszły stan rzeczy, choćby czasami chodziło jedynie o bezpośrednią przyszłość, jaką jest następna chwila. (…) Wynik działania jest zawsze niepewny. Działanie jest zawsze spekulacją. (…) W realnie funkcjonującej gospodarce każdy jest zawsze przedsiębiorcą i każdy działający podmiot jest spekulantem.[3]

Podobnie jak każdy działający człowiek, przedsiębiorca jest zawsze spekulantem. Ma do czynienia z niepewnymi warunkami przyszłości. Jego sukces lub porażka zależą od trafności przewidywań dotyczących niepewnych zdarzeń.[4]

Komentując te fragmenty „Ludzkiego działania” Walter Benn Michaels zauważył, że teoria działania jako rynkowej spekulacji przedstawia każde działanie tak, jakby było ono rzutem kośćmi. Jeśli np. chcę wyrzucić dwie szóstki, a ktoś pyta się mnie, co robię, to bardziej oczywistą odpowiedzią na to pytanie jest: „rzucam kośćmi z nadzieją, że wyrzucę dwie szóstki”, a nie: „wyrzucam dwie szóstki”. Nie mam bowiem żadnej kontroli nad tym, jak potoczą się kości, mogę mieć tylko nadzieję, że potoczą się w taki sposób, aby wyrzucić dwie szóstki. A teraz spróbujmy pomyśleć o dowolnej wykonywanej przez nas na co dzień czynności jako o spekulacji. W momencie, gdy „pisanie tekstu na klawiaturze” stanie się „uderzaniem w klawisze z nadzieją, że na ekranie pojawi się tekst”, zrozumiemy, że Mises mylił się nie tylko w kwestii interwencjonizmu państwowego, lecz także w kwestii teorii działania (nie mam niestety miejsca na pokazanie, dlaczego oba te błędy są ze sobą ściśle połączone). Intencja, jak argumentuje Elizabeth Anscombe, jest bowiem immanentną częścią tego, co robimy, nie zaś – jak chciałby Mises oraz trzy czwarte współczesnej humanistyki – przyczyną prowadzącą do wywołania jakiegoś skutku. Natomiast książka poetycka pomyślana w ślad za Misesową teorią działania przypomina raczej coś, co ma wywołać określony efekt, ale co nie posiada żadnego normatywnego znaczenia. Przypomina raczej towar niż dzieło sztuki podlegające interpretacji.

Walter Benn Michaels zauważył, że teoria działania jako rynkowej spekulacji przedstawia każde działanie tak, jakby było ono rzutem kośćmi

Co ciekawe, Misesowymi spekulacjami zajmuje się podmiot trzech poematów tworzących kodę „Kwaśnych oboli”, czyli „Porubstwa”, „Nieróbstwa” i „Ochędóstwa”. Ze spekulacjami mamy do czynienia za każdym razem, gdy w ciągu bezokoliczników pojawiają się nakazy: „Zarabiać więcej, pisać”, „Działać jako wspólnota (…)”, „iść do Capitolu (…)”. Jakkolwiek jest raczej jasne, że są to opisy wykonanych działań przerobione na bezokoliczniki, to ich nagromadzenie oraz funkcjonowanie w otoczeniu fraz czy słów wskazujących na przeróżne „niepewne warunki przyszłości” sprawia, że „iść do Capitolu” przypomina prognozę co do tego, że pójdzie się do Capitolu. Nierozstrzygalna relacja między „wolą a możnością”, którą Meller dostrzega w „Kopiście Bartlebym” Hermana Melville’a oraz w „Kwaśnych obolach”, nie jest więc, jak chciałby krytyk, strategią niejednoznacznego sprzeciwu, lecz innym sposobem na opisanie działania jako spekulacji. Ale to właśnie „Porubstwo”, „Nieróbstwo” i „Ochędóstwo” mają najwięcej do powiedzenia zarówno o „Kwaśnych obolach”, jak i o paradoksach wiersza konceptualizowanego jako zaniechanie czy osłabienie działania. Sęczyka interesuje testowanie, na ile autor może działać „wątle i krucho”, oddzielać to, co robi, od tego, co się dzieje. Interesują go także różne stany podmiotu, w których działanie może przypominać spekulację. Natomiast całe „Kwaśne obole” – nie na poziomie deklaracji zawartych w tekście[5], lecz poprzez to, czym książka jest i jakiego trybu lektury wymaga – zaprzeczają Misesowej teorii działania. I widać to najmocniej właśnie w „Porubstwie”, „Nieróbstwie” i „Ochędóstwie”.

Bezpodmiotowość tych jawnie autobiograficznych utworów – pokłosie metody tworzenia dystychów à la Robert Bly – odwraca uwagę od przeżyć ich autora w maju („Porubstwo”), lipcu („Nieróbstwo”) i sierpniu („Ochędóstwo”) 2024 roku. Każe za to skupić uwagę na tym, jaką całość układa się z tych przeżyć, z języka sprowadzonego „do samego zapisu czynności i stanów”, jak trafnie ujął to Skurtys. Motto „Nieróbstwa”, czyli cytat z „The Wanderer” Williama Carlosa Williamsa („How shall I be a mirror to this modernity?”), sugeruje, że Sęczyk testuje możliwość pisania, z którego znikałby podmiot, a jego miejsce zajmowałaby sama „modernity”. Jednocześnie żaden z tych utworów nie eksploruje estetyki bezforemności, nie jest śmietnikiem na obserwacje, obrazy, odczucia, zasłyszane słowa czy pojęcia. Każdy z nich problematyzuje proces pisania oraz podkreśla swój status jako formalnej całości. Najbardziej oczywiste są dodatkowe sygnały zakończenia utworu:

(…) Na razie dokończyć,
zobaczyć się. Zobaczyć, co dalej. („Poróbstwo”)

Na koniec dłonie walczące o miedź i ropę,
dłonie ociekające w saunach potem.

Na koniec dłonie przeżarte kretem,
całowałem twoje dłonie przeżarte kretem. („Nieróbstwo”)

(Ponownie pokonujemy kilku schodków w prawie takim samym rytmie.) Oprócz tego w „Poróbstwie” i „Ochędóstwie” znajdziemy też fragmenty wyrażające obawę, czy powstający wiersz jest wystarczająco dobry: „Czy można lepiej? Tak, oczywiście”, „Tyle drobnych spraw, czy można lepiej?/ oczywiście”, „Co dalej? jechać na Szczepin, krzepnąć w kształcie,/ nieco lepiej niż wcześniej? tak, zapewne”. Innymi słowy, każdy z trzech utworów ma się sam pisać, ale nie do końca, co znaczy tyle, że po raz kolejny krętą drogą w centrum umieszczone zostaje poetyckie działanie: to, że Sęczyk pisze wiersz. Albo – pracuje nad „Kwaśnymi obolami”. W rozsianych po „Porubstwie”, „Nieróbstwie” i „Ochędóstwie” fragmentach nietrudno bowiem zauważyć opisy pomysłów na książkę poetycką (tę, którą właśnie czytamy):

(…) Rozwijać motyw spadania.
Pieniądz, awans, obol, wschód.
(…)
Wiersz na dobranoc, przekroczenie milczenia („Porubstwo”)

Ułożyć się, jak on to robi? potrzeba spoiw,
elementów złącznych, ciemny, pulsujący rdzeń.
(…)
Żadnych przemyśleń, wątle i krucho,
nie szukać na siłę, poznać motywacje
(…)
Pomyśleć o czymś innym, pracować przez watę,
i wszystko, co tylko można było zjeść („Ochędóstwo”)

Z kolei prawie wszystkie dystychy, z jakich składa się „Nieróbstwo”, oparte są na interpretowanej przeze mnie wcześniej strukturze powtórzeń, konsekwentnie powracającej w całym tomie („Rozpoczęcie wakacji na zamkniętym lotnisku,/ zakończenie wakacji na zamkniętym lotnisku”). Okazuje się więc, że „Porubstwo”, „Nieróbstwo” i „Ochędóstwo” są czymś w rodzaju brulionu „Kwaśnych oboli”, w którym Sęczyk zapisywał pomysły na wiersze czy wręcz na całą książkę. Żadnego z tych trzech tekstów nie da się jednak zredukować do śmietnika na obserwacje, bronią się one bowiem jako autonomiczne całości oraz części większej całości, czyli książki. Zgadzam się ze Skurtysem, że w „Porubstwie”, „Nieróbstwie” i „Ochędóstwie” udaje się „zredukować dystans między zamierzeniem i działaniem”, ale zgadzam się z nim jedynie w tym sensie, że informacje dotyczące zewnętrznych zamiarów (pomysły na wiersze czy figury, które chciałby przepracować, intuicje dotyczące tego, czym ma być książka…) Sęczyk czyni integralną częścią produktu działania, jakim jest czytany przez nas tom. Wszelkie przyczyny, plany, prognozy i spekulacje stają się po prostu częścią znaczenia „Kwaśnych oboli”. I jeśli rację ma Wojciech Kopeć, gdy podkreśla, że postpułkowski model wiersza zaangażowanego cechuje

myślenie o wierszu jako o głęboko ustrukturyzowanym tekście, podkreślającym swoją logiczność, eksponującym kierunki wynikania czy formułowania relacji przynależności (…) organizowanie wierszy w cykle, ciągła autorefleksja, językowa samozwrotność (…)

to wpisująca się w tę tradycję książka Sęczyka swoją politykę ujawnia właśnie poprzez swoją estetykę, czyli obstawanie za takim rozumieniem działania, które podporządkowuje sobie uwarunkowania przyczynowe. Innymi słowy: jest autonomiczne. Uczyniwszy z ryzyka centrum swojej teorii działania Mises mógł argumentować, że jakakolwiek próba kontrolowania wolnego rynku – kontrolowania czegoś, co wypływa z natury ludzkiego działania rozumianego jako spekulacja – prowadzi do katastrofy. Pisząc „Kwaśne obole”, w których z planów, prognoz, spekulacji i gestów zaniechania czyni się część znaczenia, Sęczyk tworzy estetyczny odpowiednik jakiejkolwiek polityki. Polityka bowiem „nie może obejść się bez absolutnie minimalnego momentu autonomii, którym jest sam wybór własnej heteronomii względem teraźniejszości”[6].

 

Tekst ten sporo zawdzięcza rozmowie z Mateuszem Żaboklickim o „Kwaśnych obolach”, a fragment o Misesie i działaniu nie powstałby bez seminarium Waltera Benna Michaelsa, jakie odbyło się 16 maja 2025 r. na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Zarówno Żaboklicki, jak i Michaels zechcą przyjąć moje podziękowania.

[1] Filip Matwiejczuk, Fascynacja twórczością poety jako narzędzie zwrotu do fascynacji twórczością poety, „Iglica

[2] Ale kto jeszcze na poważnie we współczesnej krytyce literackiej myśli w ten sposób o poezji? O tym, że nie tworzę argumentacyjnego chochoła świadczy niedawny głos Agnieszki Waligóry w debacie „Granice literatury” zorganizowanej przez Biuro Literackie. Zaznaczam: Waligóra nie pisała w nim o „Kwaśnych obolach”.

[3] L. von Misses, „Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii”, przeł. W. Falkowski, Warszawa 2011, s. 195 [ebook]

[4] Tamże, s. 223.

[5] Nie sądzę, aby poeta sympatyzował z Michaelsem i czasopismem „Nonsite”.

[6] N. Brown, O sztuce i formie towarowej, przeł. Ł. Żurek, red. P. Kaczmarski, „Praktyka Teoretyczna” 2023 nr 4, s. 183.

Okładka książki

Jakub Sęczyk
„Kwaśne obole”, SPP Oddział w Łodzi, Łódź 2025, s. 52.

Łukasz Żurek
ur. 1991, filolog, krytyk literacki, pracownik Uniwersytetu Warszawskiego, redaktor „Twórczości”.