„A swoją drogą w tym sporze «internacjonalistów» z « nacjonalistami» jestem po stronie tych drugich, bo choć kręcą i mącą, to jednak korci ich, aby być jakoś bliżej prawdziwej polskiej historii, podczas gdy ci doktrynerzy chcą zagubić wszystko”[1] — zapisał w swoim dzienniku w październiku 1968 roku Stefan Kisielewski, zarysowując podziały frakcyjne w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. O ile pozycja nacjonalistyczna jest dobrze znana, zarówno z dziejów Polski Ludowej, jak i z tej współczesnej, o tyle internacjonalizm to długo zapomniany wątek historii PRL-u, który dopiero w ostatnich latach powrócił do debaty publicznej.
W 2024 roku szczecińskie TRAFO Trafostacja Sztuki zaprezentowało wystawę One Man Does Not Rule a Nation opowiadającą historie pomnika Kwame Nkrumah autorstwa Aliny Ślesińskiej z 1965 w kontekście politycznych, kulturowych i artystycznych relacji RPL-u z Ghaną, oraz idei panafrykanizmu, antykolonializmu i socjalistycznego internacjonalizmu. W 2025 w Muzeum Warszawy można było oglądać wystawę Lato, które zmieniło wszystko. Festiwal 1955, poświęconą V Światowemu Festiwalowi Młodzieży i Studentów, którego pamięć została wcześniej przywrócona m.in. przez komiks Festiwal autorstwa Jacka Świdzińskiego. Od października 2025 do lutego 2026 roku w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki prezentowana była wystawa O czym wspólnie marzymy? Globalne związki – porzucone przyjaźnie, która także pochylała się nad dziedzictwem socjalistycznego internacjonalizmu i jego współczesnymi reinterpretacjami.
Ta nowa publiczna refleksja nad internacjonalizmem PRL-u wypływa z dwóch źródeł. Z jednej strony jest ona odpryskiem globalnego zwrotu w historiografii. Choć zwrot ten sięga lat dziewięćdziesiątych, od około piętnastu lat znajduje on swoją manifestację w pracach poświęconych relacjom między peryferyjnymi państwami europejskimi – w szczególności państwami realnego socjalizmu – a globalnym Południem. Pomimo swojej popularności w świecie naukowym niewiele z prac na ten temat zostało dotychczas opublikowanych w języku polskim. Z drugiej strony owa refleksja, jak i jej opóźnienie, wynikają również z codziennego doświadczenia internacjonalizacji, które wkroczyło do Polski stosunkowo niedawno. Stanowi ona także wygodny punkt oporu wobec narracji nacjonalistycznych o „prawdziwej polskiej historii”, niesionych przez wzmocnioną w ostatnich latach prawicę. Z tego punktu widzenia globalna historia PRL-u pełni dziś konkretną funkcję, funkcję, której brakowało jej jeszcze kilka lat temu.
Wystawa O czym wspólnie marzymy_ Globalne związki — porzucone przyjaźnie, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, 17.10.2025 – 08.02.2026, widok ekspozycji, fot. Daniel Rumiancew _ archiwum Zachęty, CC BY-SA
Globalna historia
Historia globalna jest córką globalizacji lat dziewięćdziesiątych. Koniec zimnej wojny, triumf amerykańskiego modelu wolnorynkowego oraz liberalnej demokracji, a także skok technologiczny uruchomiły wrażliwość dla zjawisk definiujących owe dziesięciolecie – ruchu, przepływu i połączenia. Formacja nowego, usieciowionego świata zainteresowała, a w pewnym sensie zmusiła, badaczy przeszłości do pochylenia się nad kształtowaniem się tego fenomenu, a także przeniesieniem współczesnego doświadczenia na minione epoki. W tych warunkach powstały prace uznawane za rozpoczynające globalny zwrot w historiografii.
Pomimo jednoznacznego zespojenia ze specyficznymi realiami lat dziewięćdziesiątych, owa nowa historia globalna wyrosła także w kontrze do poprzedzających ją trendów historiograficznych i budując na stawianych im wcześniej wyzwaniach. Przede wszystkim miała ona oznaczać radykalne zerwanie z historią narodową posiadająca swoje źródła w XIX stuleciu i do dziś wyjątkowo trwałą w kształtowaniu i dominowaniu narracji historycznych. W krytyce ujęcia narodowego historia globalna buduje na swoich poprzedniczkach. Przede wszystkim na tradycji szkoły Annales, proponującej skupienie się na szerszych jednostkach czasowych i geograficznych w kontekście zmian natury społecznej, ekonomicznej i środowiskowej; powojennej historii światowej (World History), mającej na celu badawcze i dydaktyczne wyniesienie się ponad cywilizację Zachodnią; oraz zwrotach strukturalnym i kulturowym z drugiej połowy XX wieku, które koncentrowały się na relacjach władzy i próbie wyjaśnienia reprodukowanych nierówności.
Czerpiąc z tych szkół, historia globalna wzięła sobie za cel nieustanne poszerzenie obszaru badań, przekroczenie eurocentryzmu oraz tłumaczenie zjawisk za pomocą zależności i powiązań. W przeciwieństwie do poprzedniczek jej głównym obiektem badań stało się właśnie to powiązanie, w naturalny sposób faworyzujące tematykę taką jak wymiana ekonomiczna, migracje oraz przepływy kulturowe – niekwestionowane cechy porządku światowego ukształtowanego w latach dziewięćdziesiątych.
W czasach, gdy historia globalna stawała się dominującym trendem na zachodnich uniwersytetach, w Polsce tego typu refleksji było bardzo niewiele. Lata dziewięćdziesiąte i wczesne dwutysięczne były okresem, w którym historycy i twórcy rekonstruowali historię narodową, rozliczali jej fragmenty przykryte socjalistyczną cenzurą oraz kontestowali ją na gruncie indywidualnym i tożsamościowym. Radykalne odrzucenie PRL-u, wspólne dla wszystkich tych postaw, pozostawiało niewiele miejsca na refleksję nad dziedzictwem socjalizmu. Tego rodzaju namysł pojawił się dopiero w ostatnim dziesięcioleciu i zaowocował licznymi reinterpretacjami historii PRL-u, a wykorzystanie tradycji historii globalnej stało się jedną z istotnych ścieżek tej reinterpretacji. Badacze, często pracujący na zagranicznych uniwersytetach, publikujący w języku angielskim i poszukujący sposobów opowiadania historii Polski międzynarodowej publiczności, zaczęli chętnie wykorzystywać perspektywę globalną do odczytania historii narodowej. Doskonałymi przykładami takich prac z ostatnich lat są: „Poland in the Modern World: Beyond Martyrdom” („Całkiem zwyczajny kraj. Historia Polski bez martyrologii”) Briana Porter-Szűcsa[2] oraz „Imagining the World from Behind the Iron Curtain: Youth and the Global Sixties in Poland” Małgorzaty Fidelis[3].
Socjalistyczne półperyferia
Podczas gdy historiografia PRL-u zaczęła wykorzystywać perspektywę globalną do lepszego zrozumienia doświadczenia narodowego, w tyle pozostawały badania postulujące bardziej radykalne wyzbycie się perspektywy narodowej na rzecz analizy połączeń, sieci i przepływów. Pionierem wykorzystania historii globalnej w badaniach nad PRL-em był Łukasz Stanek, związany z Uniwersytetem Michigan, autor prac poświęconych przepływom architektonicznym pomiędzy Polską a krajami Globalnego Południa w Afryce i na Bliskim Wschodzie[4]. W podobnym duchu badania prowadzi Małgorzata Mazurek z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku, której prace koncentrują się na przepływach wiedzy i ekspertyzy między PRL-em a krajami Globalnego Południa[5].
Praktykowana przez tych badaczy historia globalnego PRL-u stanowi część szerszej regionalnej refleksji nad miejscem europejskich peryferii, a szczególnie reżimów socjalistycznych, w budowaniu globalnych powiązań. Początkowo obszary te były marginalizowane przez historię globalną, która stawiała sobie za cel odkrycie oraz zrekonstruowanie mniej oczywistych połączeń, poruszając się po linii centrum–peryferia i pozostawiając europejskie peryferia, lub inaczej półperyferia, poza obszarem zainteresowania. Wspomniane prace, jak również inne z tej dziedziny, na nowo odkrywają znaczenie obszarów socjalistycznych w wymianie globalnej. Z jednej strony budują one na koncepcji półperyferium jako przestrzeni liminalnej, wskazując na przewagę krajów tzw. „drugiego świata” w przekazywaniu doświadczeń krajom „trzeciego świata”. W przeciwieństwie do państw kapitalistycznych, naznaczonych imperialną przeszłością oraz wieloletnią historią rozwoju, taka wymiana pomiędzy półperyferium a peryferiami okazywała się często bardziej efektywna. Z drugiej strony globalne powiązania krajów socjalistycznych odkrywane są na nowo jako „alternatywną globalizacja”. Pojęcie to wiązane jest z Jamesem Markiem oraz jego szerokim zespołem badawczym, którego prace przypominają, że nie tylko amerykański liberalizm miał ambicje globalne[6]. Sam marksizm był ideą o charakterze międzynarodowym, a po śmierci Stalina Związek Radziecki z większą konsekwencją niż wcześniej wcielał tę zasadę w swoją politykę zagraniczną. Globalne powiązania budowane przez państwa Europy Środkowo-Wschodniej były jednak często nie tylko formą międzynarodowej solidarności zakładanej przez dominującą ideologie oraz narzucanej przez Związek Radziecki, lecz także realną próbą uzyskiwania korzyści natury politycznej, ekonomicznej i kulturowej, komplikowanej przez sytuację zimnowojenną. PRL, podobnie jak inne państwa regionu, tworzył tego rodzaju powiązania i uczestniczył w procesach globalizacji. Jednak, jak wskazują badacze tego nurtu, ambicje globalne europejskich państw socjalistycznych dobiegły kresu w latach siedemdziesiątych, kiedy to większość z nich skierowała swoje zainteresowanie ku Zachodowi. Dzięki zimnowojennemu odprężeniu na kontynencie relacje z krajami globalnego Południa zeszły na dalszy plan i zostały zastąpione perspektywą europejską. W tym samym czasie imaginarium geograficzne zmieniło się w Europie Zachodniej, która wraz z procesem dekolonizacji swoje myślenie imperialne przekształciła w myślenie pan-europejskie, leżące u podstaw poszerzenia projektu integracji na kontynencie[7].
Sztuka i historia
Pomimo stosunkowo niewielkiej popularności ujęcia globalnego w polskojęzycznej historiografii, zainteresowanie relacjami PRL-u z Globalnym Południem znalazło wyraz w praktykach wystawienniczych. Trzy wystawy krążące wokół tej tematyki – One Man Does Not Rule a Nation w TRAFO w 2024 roku, Lato, które zmieniło wszystko w Muzeum Warszawy oraz O czym wspólnie marzymy? w Zachęcie w 2025 roku – stanowią najwyraźniejsze ilustracje tego nowego trendu. Stają się one tym samym punktem wyjścia do refleksji nad znaczeniem, potrzebą oraz sposobami opowiadania globalnej historii PRL-u. Narzędzi do takiej refleksji dostarczają trwające od lat dziewięćdziesiątych debata nad historia globalną, jej użytecznością, metodologią i granicami interpretacyjnymi[8].
Mierzenie praktyk wystawienniczych miarą przeznaczoną dla książek naukowych nie jest w pełni uczciwe. Dotyczy to w szczególności wystaw w TRAFO i Zachęcie, instytucjach sztuki współczesnej, w których to właśnie sztuka odgrywa rolę pierwszoplanową. Co więcej, skład zespołów kuratorskich obu ekspozycji – w przypadku TRAFO to Max Cegielski, pisarz i dziennikarz, oraz Janek Simon, artysta, a w przypadku Zachęty zawodowi kuratorzy, Taras Gembik, Joanna Kordjak i Antonina Stebur – wzmacnia przekonanie, że historia globalnego PRL-u stanowiła tylko kontekst dla prezentowanych dzieł. Z tego punktu widzenia najlepiej do oceny z perspektywy historii globalnej kwalifikuje się wystawa w Muzeum Warszawy, gdzie zarówno instytucja, jak i zespół kuratorski – historyk Błażej Brzostek oraz historyczka sztuki Zofia Rojek – jednoznacznie wskazują na historyczny charakter ekspozycji.
Poddanie się takiemu rygorystycznemu porządkowi sztuk i dyscyplin pozostawałoby jednak w sprzeczności z krytyczną perspektywą zaproponowaną przez wszystkie trzy zespoły kuratorskie. W istocie wystawy te świadomie grały z widzem, prezentując zarówno eksponaty natury historycznej i dzieła pochodzące z omawianej epoki, jak i prace sztuki współczesnej oraz ich reinterpretacje. W TRAFO rekonstrukcja pomnika Sward Monument Kwame Nkrumah autorstwa Aliny Ślesińskiej z 1965 roku górowała nad gablotami z dokumentami i prasą poświęconą jego powstaniu oraz recepcji. W Zachęcie eksponowano filmy Polskiej Kroniki Filmowej, chilijskie trójwymiarowe dekoracyjne tkaniny arpilleras, prezentowane polskiej publiczności w latach siedemdziesiątych, a także prace liczne współczesnych artystów. Z kolei wystawa poświęcona Międzynarodowemu Festiwalowi Młodzieży i Studentów, obok licznych eksponatów z epoki prezentowała także część prac pokazanych w ramach wystawy w Arsenale w 1955 roku, jak również współczesne realizacje inspirowane festiwalem. Dzieła z czasów PRL-u stały się zatem łącznikiem pomiędzy, z jednej strony, rzeczywistością historyczną, w której powstały, a z drugiej – współczesnością artystyczną, w której nadal rezonują. Świadome zacieranie granic między historią a sztuką łączy wszystkie trzy wystawy i uzasadnia możliwość ich krytycznej analizy z obu perspektyw.
Wystawa One Man Does Not Rule a Nation, TRAFO, fot. Andrzej Golc, dzięki uprzejmości TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie
Co więcej, wszystkie trzy ekspozycje świadomie uprawiały historię. Towarzyszące im publikacje jednoznacznie wskazywały, że ambicje badawcze zespołów kuratorskich towarzyszyły działaniom wystawienniczym[9]. We wszystkich trzech przypadkach wystawy rekonstruowały wątki historii dotychczas słabo opracowane przez historyków. Szczególnie imponująca pod tym względem była wystawa szczecińska, która, poprzedzona pionierskimi badaniami w Ghanie, przywracała pamięć nieistniejącego już i zapomnianego pomnika Kwame Nkrumah autorstwa polskiej rzeźbiarki. Jak wskazywał jej kurator Max Cegielski w swojej recenzji wystawy w Zachęcie w Szumie, refleksja nad globalnym PRL-em skutecznie zaciera granicę między pracą badawczą a działalnością artystyczną i wystawienniczą[10].
Jak sugeruje przytoczona recenzja, trzy wystawy pozostały także ze sobą w dialogu, przywołując się nawzajem i krzyżując zarówno w zakresie prezentowanych treści, jak i aparatu interpretacyjnego. Ów aparat interpretacyjny ma swoje źródła właśnie w historii globalnej, a w szczególności w badaniach poświęconych tzw. „alternatywnej globalizacji”. Wejście w dialog z literaturą naukową stanowi tym samym wyzwanie rzucone historykom oraz zaproszenie do krytyki wystaw również z perspektywy historycznej.
Wystawa One Man Does Not Rule a Nation, TRAFO, fot. Andrzej Golc, dzięki uprzejmości TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie
Wzbogacanie i banalizowanie
Jednym z najważniejszych postulatów historii globalnej jest poszerzanie pola poznawczego oraz komplikowanie utrwalonych narracji. Przeciętny polski widz prawdopodobnie wie niewiele o Ghanie w latach sześćdziesiątych, doświadczeniu Kurdów w Turcji czy konferencji w Bandungu, odbywającej się w tym samym roku co Warszawski Festiwal Młodzieży. Co więcej, powiązanie tych treści z historią PRL-u, czego podjęły się wszystkie trzy wystawy, wbija klin w uproszczoną narrację o bilateralnej historii zimnej wojny. Podążając śladami badaczy socjalizmu i globalnego Południa, kuratorzy wystaw udostępnili te perspektywy szerszej publiczności. Widzowie pamiętający realia PRL mogli z zainteresowaniem przyjąć potraktowanie na serio marksistowskiego internacjonalizmu, zwykle kojarzonego głównie z propagandą oraz obowiązkiem wynikającym z sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Dla odbiorców młodszych pokoleń przedstawione historie mogły być jeszcze większym zaskoczeniem. Oficjalna historia PRL-u, nauczana w szkołach i powielana w sferze publicznej, zakłada quasi-totalitarną wizję reżimu socjalistycznego, który pozostawał odcięty od reszty świata i zdominowany przez siły zewnętrzne aż do mającej charakter narodowowyzwoleńczy rewolucji „Solidarności”. W takiej wizji niewiele miejsca pozostaje na rozpoznanie PRL-u jako względnie autonomicznego aktora w międzynarodowej sytuacji zimnowojennej, a jeszcze mniej na zrozumienie alternatywnych ośrodków kontestujących ten porządek oraz współkształtujących globalne przepływy idei, ludzi i kapitału.
Jednocześnie postulaty i osiągnięcia historii globalnej w zakresie poszerzania perspektywy często stają się również źródłem jej krytyki. Nie ulega wątpliwości, że historia globalna jest przedsięwzięciem trudnym, wymagającym precyzyjnego rozpoznania wielu kontekstów. Z tego powodu prace z tej dziedziny często spotykają się z zarzutami spłycenia i analitycznej niedbałości. Według tej krytyki poruszanie się na poziomie globalnym oznacza poruszanie się po powierzchni zjawisk, co uniemożliwia ich pogłębione zrozumienie i wyjaśnienie. W odpowiedzi na te trudności historycy globalni nierzadko pracują w szerokich zespołach badawczych i potrzebują hojnego finansowania. Ci, którzy nie mogą sobie na to pozwolić, sięgają po strategię znaczącego zawężenia pola analizy. Z takiej metody niewątpliwie skorzystali twórcy wystaw w Szczecińskim TRAFO oraz w Muzeum Warszawy. Ograniczenie zainteresowania do historii jednego pomnika lub jednego wydarzenia pozwala na wyczerpujące zakreślenie kontekstu i skutecznie chroni przed zarzutem spłycenia narracji. Obie wystawy, wychodząc od bardzo konkretnego punktu odniesienia, zaprosiły widza do świata jego globalnych kontekstów, poszerzając horyzont poznawczy i komplikując dominujące opowieści. Natomiast w przypadku wystawy w Zachęcie szerokość poruszanych tematów, rozległość obszarów geograficznych oraz długi horyzont czasowy sprawiały, że ekspozycja stała się raczej opowieścią o globalnych nierównościach niż stricte historią „zapomnianych przyjaźni”. W rezultacie, mimo silnego aparatu interpretacyjnego zaproponowanego przez zespól kuratorski, prezentowane na wystawie dzieła funkcjonowały częściowo w oderwaniu od swoich oryginalnych kontekstów, co niekiedy prowadziło do ich nadmiernego uproszczenia, przynajmniej z punktu widzenia historii globalnej.
Znaczenie przepływu
Kolejnym kluczowym zadaniem historii globalnej jest przesunięcie perspektywy na przepływ jako podstawowy obiekt analizy. Takie podejście pozwala odkrywać nowych, często marginalizowanych bohaterów oraz badać, w jaki sposób różnorodne zjawiska natury politycznej, społecznej czy ekonomicznej kształtowane są przez interakcje. O ile pierwszy z tych postulatów to kwestia odnalezienia i opisania zapomnianych historii, o tyle drugi wymaga wykorzystania ich w celach interpretacyjnych.
Na wystawie w Szczecinie skupienie się na Alinie Ślesińskiej oraz zaprojektowanym przez nią pomniku Kwame Nkrumah stanowiło właśnie próbę wydobycia nowego aktora globalnych powiązań. Aktorem tym stała się kobieta-artystka oraz metoda artystyczna wykształcona w PRL-u, lecz w określonym kontekście przeniesiona na grunt zdekolonizowanej Ghany. W Muzeum Warszawy historia festiwalu młodzieży także umożliwiła wskazanie licznych, nowych architektów powiązań. Na ekspozycji ujawnili się oni zarówno w postaci samej instytucji stojącej za festiwalem, licznych zaangażowanych organizatorów, jak i młodzieży oraz artystów uczestniczących w wydarzeniu. Natomiast wystawa w Zachęcie wskazała przede wszystkim na samą instytucję Zachęty – a w mniejszym stopniu także inne instytucje artystyczne – jako aktorów kształtujących tego rodzaju przepływy. W tym sensie, w duchu historii globalnej, wszystkie trzy wystawy przesunęły obiekt analizy z klasycznego ujęcia międzynarodowego, skoncentrowanego na państwach i politykach, ku mniejszym, lecz potencjalnie istotniejszym i bardziej wpływowym aktorom organizującym globalne przepływy.
Wystawa One Man Does Not Rule a Nation, TRAFO, fot. Andrzej Golc, dzięki uprzejmości TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie
Pomimo imponującej rekonstrukcji historii polskiego pomnika w Ghanie oraz ukazania żywych relacji politycznych i ekonomicznych między oboma państwami w tym okresie, znaczenie tego epizodu oraz funkcja jego przywołania na wystawie One Man Does Not Rule a Nation nie były do końca jasne. Kuratorzy nie udzielili jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jaką rolę relacje te w latach sześćdziesiątych odgrywały na płaszczyźnie stosunków międzynarodowych oraz artystycznej, politycznej i intelektualnej wymiany międzykulturowej. Zamiast tego ekspozycja wyprowadzała widza raczej ku współczesności, uzasadniając wybór tego epizodu bardziej jego aktualnym wymiarem niż znaczeniem historycznym. W podobnym duchu problem znaczenia przepływu rozwiązała wystawa w Zachęcie. Kuratorzy wskazali na ciągłość między okresem zimnej wojny a współczesnością i (choć nie wprost) poszukiwali źródeł współczesnych postaw i wyzwań już w tamtym czasie. Choć taka „ucieczka do przodu” jest adekwatna i atrakcyjna z punktu widzenia sztuki współczesnej, z punktu widzenia historii globalnej pozostawia pewien niedosyt. Niedosyt ten wiązał się przede wszystkim z niewielkim wykorzystaniem prezentowanych powiązań do wyjaśniania ewolucji praktyk artystycznych oraz instytucjonalnych zarówno w PRL-u, jak i w krajach globalnego Południa.
Krytyce z tej perspektywy wymknęła się za to wystawa w Muzeum Warszawy. Miejsce ekspozycji, jak i sam tytuł wystawy Lato, które zmieniło wszystko wskazywały, że ambicją kuratorów było wykorzystanie perspektywy historii globalnej do wyjaśnienia zjawiska narodowego. W ich ujęciu międzykulturowa wymiana oraz jej celebracja w 1955 roku zyskują znaczenie, ponieważ stają się kluczowym elementem wyjaśniającym październikową odwilż i zapoczątkowany przez nią nowy rozdział w historii PRL-u. W tym sensie wystawa ta przesunęła akcent z samego przypominania międzynarodowych powiązań w stronę wykorzystania ich do wyjaśniania.
Ucieczka od PRLu
Rozbrojenie narracji narodowej oraz perspektywy eurocentrycznej stanowi jedno z najważniejszych założeń historii globalnej. Historycy na całym świecie starają się osiągnąć ten cel nie tylko poprzez identyfikowanie mniej oczywistych aktorów powiązań, lecz także przez odwracanie utrwalonych wektorów analizy, które tradycyjnie doszukiwały się przepływów wyłącznie z Zachodu na resztę świata. Trzy wystawy bardzo sprawnie opisały nowe tożsamości oraz formy solidarności pomiędzy artystami, ruchami lewicowymi i młodzieżą, wykraczające poza klasyczne ujęcie narodowe. Co więcej, samo skupienie się na powiązaniach półperyferyjnego PRL-u z peryferyjnym globalnym Południem stanowi ogromne osiągnięcie, gdyż niemal całkowicie usuwa kontekst zachodni z pola analizy. Tym samym wystawy w TRAFO, Muzeum Warszawy i Zachęcie efektownie przypomniały, że nie cała historia świata została ukształtowana przez Zachód ani w odniesieniu do niego.
Mimo to na pytanie, na ile owym wystawom udało się wymknąć ze szponów historii narodowej i eurocentryzmu, nie można udzielić jednoznacznie pozytywnej odpowiedzi. Jak wskazują w swoim artykule z 2025 roku Maté Rigó i José Luis Aguilar López-Barajas, historia globalna w krajach półperyferyjnych często paradoksalnie wzmacnia narrację narodową i przybiera formę postawy „my też” wobec Zachodu[11]. Popularność krytyki postkolonialnej w zachodnich instytucjach wystawienniczych może dodatkowo sprzyjać prostemu przepisywaniu tej tematyki na znacznie bardziej złożoną i pełną sprzeczności historię Europy Środkowo-Wschodniej.
Pomimo próby skupienia się na konkretnych zjawiskach, transferze pomnika, festiwalu młodzieży i wystawiennictwie w Zachęcie i innych instytucjach sztuki współczesnej, optyka trzech wystaw pozostała osadzona w kontekście narodowym. Ich narodowy charakter wzmacniał fakt, że w bardzo niewielkim stopniu wykorzystały one materiały pochodzące z krajów innych niż Polska. Wyjątkiem pod tym względem była wystawa w TRAFO, gdzie ekspozycja powstała w oparciu o badania w Ghanie a obiekty pochodzące z tego kraju stanowią jej istotna cześć. Brak wykorzystania zagranicznych źródeł za to najbardziej uwierał w przypadku Muzeum Warszawy, gdzie, pomimo silnego nacisku na historyczne znaczenie międzynarodowej wymiany, która kwitła w czasie festiwalu, próżno było szukać śladów, jakie wywarła na zagranicznych uczestnikach po zakończeniu wydarzenia. W Zachęcie, pomimo włączenia niektórych prac artystów wystawianych w PRL-u lub ich reinterpretacji – np. kopii zniszczonego dzieła palestyńskiego artysty Hosniego Radwana dokonanej przez Ahmeta Öğüta – prezentowała ona raczej współczesną, przede wszystkim polską refleksję artystyczną, opatrzoną materiałami pochodzącymi z polskich archiwów i prasy. Co więcej, uczynienie samej Zachęty przedmiotem refleksji niejako umyka wystawie ze względu na szerokość poruszanych wątków oraz ich osadzenie w kontekście narodowym. Lato, które zmieniło wszystko natomiast, pomimo narodowego kontekstu, sprawnie wykorzystało lokalno-globalną linię narracyjną, czyniąc Warszawę niezbędnym poziomem analizy. Podobną metodę wykorzystała wystawa szczecińska, przypominając o roli miasta w budowaniu globalnych relacji PRL-u.
Wystawa O czym wspólnie marzymy? Globalne związki — porzucone przyjaźnie, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, 17.10.2025 – 08.02.2026, Ahmet Öğüt, Bezpieczny powrót zniszczonego, 2025, kopia dzieła Janet Venn Brown Zbrodnia syjonistyczna, październik 1972
Wystawa One Man Does Not Rule a Nation, TRAFO, fot. Andrzej Golc, dzięki uprzejmości TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie
Liberalna utopia
Historia globalna to także historia ukształtowana w dobie triumfu liberalizmu i historia nieuchronnie z nim związana. Celebrując ruch, przepływ i wymianę, celebruje ona podstawowe cechy światowego porządku liberalnego, nawet jeżeli pochyla się nad procesami z natury nieliberalnymi i nawet jeżeli przywołuje „alternatywne globalizacje”. W rzeczywistości wzmocnienia narracji narodowo-prawicowej oraz rosnącej różnorodności mieszkańców Polski takie liberalne ujęcie historii PRL-u jest bardzo potrzebne. Stawia ono wyzwanie prostolinijnym i przestarzałym obrazom historii narodowej, do refleksji, nad którą zapraszani są wyłącznie Polacy, rozumiani często w wykluczających kategoriach rasowych. Historia globalna rozszerza różnorodność historyczną, odpowiadając na współczesną rosnącą różnorodność społeczną. W ten sposób historia Polski w XX wieku staje się rzeczywistością ukształtowaną przez wymianę i globalne przepływy, czyniąc z osób o innym pochodzeniu etnicznym i kulturowym jej współtwórców. Taką właśnie inkluzyjną i emancypacyjną wizję historii, a tym samym współczesności, zaproponowali twórcy trzech omawianych wystaw.
Nieuchronnie liberalny charakter historii globalnej bywa jednak także powodem jej kontestowania. Po pierwsze, jednoznacznie pozytywne ujęcie przepływu, wymiany i wynikającej z nich różnorodności skutecznie przykrywa problemy, które owa różnorodność często implikuje. Do takich problemów należą na przykład ukryte relacje siły, które, pomimo oficjalnej socjalistycznej przyjaźni, często charakteryzowały relacje PRL-u z krajami globalnego Południa. Na ten problem wskazały wszystkie trzy wystawy, jednak tylko ta w Zachęcie podjęła go w sposób systematyczny, czyniąc z niego jedną z głównych nici interpretacyjnych. Koncepcje „solidarności niedoskonałej” oraz „praktyk ekstrawertycznych”, opisanych w tekście kuratorskim, przypominały o ciemnych stronach globalnych powiązań, przede wszystkim ekonomicznej eksploatacji.
Po drugie, liberalna historia globalna często staje się skuteczną zasłoną dymną dla problemów współczesności. Inkluzywna narracja o przeszłości niejako zastępuje inkluzywną teraźniejszość, zamiast ją subtelnie kształtować. Takie kształtowanie wymaga jednak nie tylko skutecznie opowiedzianej historii, lecz także wykorzystania pracy naukowej lub wystawienniczej do budowania nowych form relacji międzykulturowych. Badania w Ghanie oraz współpraca z tamtejszymi instytucjami były kluczowym elementem przygotowania wystawy w TRAFO. Sama rekonstrukcja Sward Monument została wykonana przez lokalnych artystów, a po prezentacji w Szczecinie wystawa trafiła do Foundation for Contemporary Art w Akrze oraz w Red Clay w Tamale. W 2026 zapowiedziana została także kontynuacja tego artystyczno-badawczego projektu. Kuratorzy wystawy udowodnili, że praca z historią może stać się sposobem aktywnego kształtowania współczesności.
Zwiedzający na wystawie One Man Does Not Rule A Nation. Photo Ernest Sackitey. 2025. Courtesy SCCA Tamale.Globalność, historia globalna i historia
Spojrzenie na wystawy przypominające zapomniane globalne wątki historii PRL przez pryzmat historii globalnej oraz debaty poświęconej jej wartości pozwalają na szersze refleksje. Dotyczą one globalności współczesnej Polski, historii globalnej, a także pytania o to kto kształtuje narrację historyczną.
Popularność tematów poświęconych relacjom PRL-u z krajami globalnego Południa oraz nacisk, jaki omawiane tutaj trzy wystawy kładą na aktualność tej historii, stanowią odpowiedź na współczesne doświadczenia. Obok rosnącej różnorodności społeczeństwa Polski doświadczenia te dotyczą także wzrostu gospodarczego i politycznego znaczenia państwa polskiego w ciągu ostatniej dekady. Choć wszystkie trzy wystawy trafnie ukazują złożoność rzeczywistości PRL-u oraz liczne trudności i ograniczenia, z jakimi musiał się on mierzyć, zestawienie Polski Ludowej z krajami globalnego Południa jednoznacznie ujawnia zasadniczą różnicę między światowym półperyferium a peryferium. W tym sensie zainteresowanie instytucji wystawienniczych tą tematyką można odczytać jako symptom narodowego uświadomienia sobie, że Polska nie jest już krajem biednym i zacofanym, którego historię należy opowiadać wyłącznie w tych kategoriach oraz jedynie w odniesieniu do kontekstu zachodniego. Przeciwnie, to, co reprezentują trzy wystawy opowiadające o przeszłości, to rosnąca współczesna świadomość globalnej odpowiedzialności, jaką powinno na siebie przyjąć państwo odnotowujące rekordowy wzrost gospodarczy i silnie zakorzenione w instytucjach świata zachodniego. W tym sensie przywoływanie globalnej historii PRL-u staje się komentarzem do debaty nad współczesną globalnością Polski.
Krytyczne spojrzenie na owe trzy wystawy z perspektywy historii globalnej wskazuje także, że na podobną ambicję mogłyby się zdobyć instytucje wystawiennicze oraz polscy historycy pochylający się nad relacjami PRL-u z „trzecim światem”. Potrzeba takiej ambicji ujawnia się szczególnie w konieczności pogłębienia analizy roli przepływów w kształtowaniu konkretnych zjawisk, co zarazem stanowi metodę skutecznego odejścia od historii narodowej. Chodzi tu o zjawiska o charakterze ponadnarodowym, takie jak ewolucje praktyk artystycznych, instytucjonalnych czy intelektualnych, które kształtowały się za pośrednictwem międzynarodowych przepływów. Skupienie się na nich, bardziej niż na historii PRL-u, pozwoliłoby uczynić wystawy i prace poświęcone temu tematowi uniwersalnymi i przemawiającymi do odbiorców niezależnie od ich pochodzenia i kulturowego kontekstu. Choć narodowa autorefleksja jest praktyką ważną i potrzebną, ogranicza ona możliwości wyjścia poza narodowe ramy, niezbędnego przy globalnych ambicjach badawczych i wystawienniczych. Oczywiście, realizacja tego typu projektów wymagałaby znacznego rozszerzenia pola badawczego oraz uwzględnienia perspektyw niepolskich. Takie zadanie pociągałoby za sobą konieczność tworzenia większych zespołów kuratorskich lub badawczych, a co za tym idzie także większych nakładów finansowych.
Wreszcie, ogromny wkład omawianych wystaw w reinterpretację historii PRL-u można odczytać jako triumf instytucji wystawienniczych nad historią akademicką we współczesnej Polsce. Popularność tematu globalnego PRL-u w galeriach i muzeach kontrastuje z brakiem szeroko dostępnych polskich prac historycznych poświęconych temu zagadnieniu, jak również z niedoborem tłumaczeń literatury anglojęzycznej. Choć historycy tacy jak Przemysław Gasztold z Instytutu Pamięci Narodowej zajmują się tą tematyką, ich prace pozostają mało dostępne dla szerszego grona czytelników[12]. Wystawiennictwo poświęcone globalnej historii PRL-u pokazało, że historia jako dyscyplina oddaje pole innym dziedzinom, nie podejmując wystarczającego wysiłku poszukiwania pozaakademickich form komunikacji. Pozytywny wyjątek stanowi tu Lato, które zmieniło wszystko. Festiwal 1955 w Muzeum Warszawy, której jednym z kuratorów jest zarazem historyk akademicki, Błażej Brzostek, a jego prace naukowe często wzbudzają szerokie zainteresowanie czytelników. Umiejętność przekładania badań na praktyki wystawiennicze oraz budowania dialogu z innymi dyscyplinami to kierunek wyjątkowo wartościowy — taki, na który subtelnie wskazują trzy opisane wystawy oraz na którego obranie pozostająca w tyle historia akademicka powinna się odważyć.
[1] Stefan Kisielewski, Dzienniki (Warszawa: Iskry, 1997), 114.
historyczka powojennej Europy związana z Uniwersytetem w Maastricht. Autorka Poland and European East-West Cooperation in the 1970s The Opening Up (Routledge, 2023) oraz współautorka The Unfinished History of European Integration (Amsterdam University Press, 2024).
komentarze

16 min czytania


