Ładowanie strony

Andreas Malm,„Zagłada Palestyny jest zagładą Ziemi”, przeł. Anna Dzierzgowska, słowo/obraz terytoria, Warszawa 2026, 120 stron.

Palestyński ruch oporu z pewnością nie jest ruchem klimatycznym” (s. 75) – pisze Andreas Malm. Co łączy te dwie sprawy? Dlaczego książka w większości poświęcona historii podboju Palestyny przez Brytyjczyków w XIX wieku, krytyce teorii lobby syjonistycznego i obecnie trwającemu ludobójstwu w Gazie ukazuje się w serii poświęconej humanistyce środowiskowej? I dlaczego jest to ważne?

Esej „Zagłada Palestyny jest zagładą Ziemi” stanowi zapis wykładu wygłoszonego przez Andreasa Malma 4 kwietnia 2024 roku na Uniwersytecie Amerykańskim w Bejrucie. Jako samodzielny tekst ukazał się w tym samym roku najpierw na blogu Verso, a później w druku. Miało to miejsce niecały rok po rozpoczęciu ludobójstwa w Gazie. Niemal dwa lata później ludobójstwo nadal trwa, a liczba ofiar po stronie palestyńskiej przekracza już 75 tysięcy, z czego blisko 30% stanowią dzieci, a liczba ta najprawdopodobniej jest zaniżona. Izrael wszczął także wojnę przeciwko Libanowi i Iranowi. Wszystko to dokonuje się przy ciągłym braku dostatecznej reakcji i potępienia ze strony rządów państw zachodnich. W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, dyskusja na ten temat jest ciągle skrępowana, a większość głosów krytycznych wobec Izraela od razu spotyka się z zarzutem o antysemityzm. Właśnie dlatego wartość prac takich jak ta – oraz ich upowszechniania – jest nie do przecenienia.

Polskie wydanie w przekładzie Anny Dzierzgowskiej ukazało się w maju 2026 roku w serii „Humanistyka środowiskowa” (pod redakcją Patryka Szaja) nakładem wydawnictwa słowo/obraz terytoria. Oprócz głównego tekstu książka zawiera posłowie Przemysława Wielgosza oraz odpowiedzi Malma na krytykę, która pojawiła się po ukazaniu się tekstu na blogu. Jest to pierwsze tłumaczenie prac Malma na język polski. Posłowie Wielgosza, zarysowujące tło intelektualne autora książki, jest z tego względu bardzo użyteczne. Sam Malm także odsłania przed nami swoje polityczne credo w jednej z odpowiedzi na zarzuty postawione mu w związku z poparciem dla palestyńskiego ruchu oporu, pisze:

(…) doszedłem do klimatu przez Palestynę, a jeśli czasem apeluję, by walka o klimat stała się walką prawdziwą i bojową, to dlatego, że Palestyńczycy nauczyli mnie, czym jest opór. Zdecydowanie nie znaczy to, że ruch na rzecz klimatu powinien kopiować taktykę walki zbrojnej. (…) Coś jednak należy naśladować, mianowicie d u c h a oporu, gotowość do walki, jak gdyby od niej zależała cała nasza egzystencjalna godność (s. 73).

Większość prac Malma dotyczy kwestii klimatycznych, a jego nazwisko kojarzone jest z ekologią człowieka (ang. human ecology) – taką nazwę nosi też kierunek na Uniwersytecie w Lund, na którym wykłada. Jest to dyscyplina badań relacji człowieka ze środowiskiem naturalnym i tym tworzonym przez ludzi. Jego praca akademicka nie powinna przysłaniać jego działalności aktywistycznej: zarówno propalestyńskiej, jak i środowiskowej. Malm wielokrotnie jeździł do Gazy i nieustannie angażuje się w organizowanie wsparcia i międzynarodowej solidarności z Palestyną. Jest także jednym z nielicznych myślicieli klimatycznych otwarcie popierających ekosabotaż. Dał temu wyraz w swojej najbardziej kontrowersyjnej książce „How to Blow Up a Pipeline” (2021), która posłużyła za inspirację do filmu, którego autorzy potraktowali jej tytuł dosłownie. Książka Malma nie jest rzecz jasna instruktażem, ale argumentem na rzecz pewnych przemyślanych form ekosabotażu, czyli celowego, fizycznego niszczenia infrastruktury, maszyn i urządzeń emitujących gazy cieplarniane, przy jednoczesnym absolutnym zakazie wyrządzania krzywdy ludziom w walce o sprawiedliwość środowiskową. Film akcji w reżyserii Daniela Goldhabera z 2022 roku o tym samym tytule opowiada natomiast o grupie aktywistów, która faktycznie wysadza rurociąg.

Większość prac Malma dotyczy kwestii klimatycznych, a jego nazwisko kojarzone jest z ekologią człowieka

Teza „Zagłada Palestyny jest zagładą Ziemi” nie opiera się jednak wyłącznie na osobistych przekonaniach autora co do potrzeby bojowego nastawienia w walce przeciwko zmianie klimatu. Rozwija ona konsekwentnie stanowisko z jego wcześniejszej książki „Fossil Capital” (2016), którą – podobnie jak pozostałe prace Malma – przybliża nam w posłowiu Wielgosz. Malm dowodził w niej, że przyczyną porzucenia przez brytyjski przemysł w XIX wieku energii pochodzącej z kół wodnych na rzecz maszyn parowych nie było wyczerpanie zasobów wodnych, większa wydajność węgla czy „postęp technologiczny,” ale potrzeba kontroli nad siłą roboczą, generowana przez kapitalistyczną logikę akumulacji kapitału. Wykorzystanie paliw kopalnych (najpierw węgla, a później ropy) jako głównego źródła energii pozwoliło między innymi przenieść fabryki do miast. To z kolei zapewniło łatwo wymienialną siłę roboczą oraz pozwalało na wykorzystanie aparatu państwowego w tłumieniu strajków. Jak podsumowuje Wielgosz:

(…) to nie wynalazki techniczne i rewolucja przemysłowa zainicjowały kapitalizm, ale kapitalizm wykreował popyt na określone technologie i warunki dla ich ekonomicznej implementacji, którą nazywamy uprzemysłowieniem (s. 97).

W eseju, którego alternatywnym tytułem jest „Fossil Empire”, Malm dodaje do tego równania kolejny człon: podbój innych krajów w celu zabezpieczenia interesów, zapewnienia rynków zbytu lub źródeł surowców. W największym skrócie – powodem uzależnienia globalnej gospodarki od paliw kopalnych był i nadal jest imperializm. Ta sama maszyna, zasilana paliwami kopalnymi, toczy dziś wojnę zarówno na froncie w Palestynie, jak i na froncie klimatycznym. Jej ofiarami są w pierwszej kolejności mieszkańcy Globalnego Południa. Ten aspekt wciąż zbyt słabo wybrzmiewa w debacie publicznej: globalna sprawiedliwość środowiskowa to globalna sprawiedliwość społeczna.

Malm wyprowadza swoja tezę za pomocą analizy historycznej brytyjskiej ofensywy na wybrzeża Libanu i Palestyny z 1840 roku. Była ona skierowana przeciwko Muhammadowi Alemu – paszy Egiptu zbuntowanemu przeciwko Imperium Osmańskiemu. Po raz pierwszy w historii parowce odegrały wówczas znaczącą rolę bojową. Zapewniło to Brytyjczykom niepodważalną przewagę, którą wykorzystali, aby dokonać całkowitej zagłady Akki. Zniszczenia, jakich dokonały działa umieszczone na okrętach zasilanych węglem (a więc uniezależnionych od warunków pogodowych), były na ówczesne standardy niespotykane – do tego stopnia, że wzbudziły grozę w samych sprawcach. Nie przeszkodziło im to jednak w wyciągnięciu „racjonalnych” wniosków – więcej węgla. Tak właśnie doszło do globalizacji paliw kopalnych, a w rezultacie – do katastrofy klimatycznej.

Proces globalizacji u zarania nie polegał jednak na tym, że w Egipcie, Palestynie albo Indiach Brytyjczycy zaczęli budować fabryki i dostarczać im węgla, którego wydobywali wówczas najwięcej na świecie. Rzecz miała się całkiem przeciwnie. Upraszczając nieco obraz: przed 1840 rokiem i upadkiem Muhammada Alego Egipt był – jak pisze Malm – krajem „na granicy między centrum a peryferiami (…) jakbyśmy to dziś określili «wschodzącą gospodarką» spoza Europy i USA” (s. 36). W konsekwencji brytyjskiej interwencji Egipt przeszedł drastyczną deindustrializację, a do końca wieku stał się ofiarą radykalnego ekstraktywizmu – gospodarką, której eksport niemal w całości stanowiła bawełna. Analiza Malma wpisuje się więc w niekończącą się listę załączników do kanonicznej pracy Waltera Rodneya „How Europe Underdeveloped Africa” (1972).

Celem argumentacji Malma jest wykazanie dialektycznego związku między destrukcją środowiska a imperializmem. Pokazuje on zespolenie zwrotne między zagładą Palestyny a zagładą Ziemi, w którym „te dwa procesy oddziałują na siebie i kształtują się we wzajemnym związku przyczynowym” (s. 21). Obrazuje to fragment anonimowego listu, opublikowanego oryginalnie w „Manchester Guardian” w 1841 roku i cytowanego przez Malma:

Tak wiele ostatnimi czasy dokonano w Lewancie dzięki parze, że każdy jest obecnie świadom jej zdolności jako żywiołu raczej wojennego niż pokojowego i każdy zadaje pytanie: „czego jeszcze dokona?” (s. 33).

Zasadniczą motywacją stojącą za zburzeniem Akki, możliwym dzięki maszynie parowej, było utrzymanie korzystnej umowy handlowej z Imperium Osmańskim. Za potwierdzenie służą tutaj gęsto przytaczane przez Malma fragmenty korespondencji oraz wypowiedzi lorda Palmerstona – wówczas ministra spraw zagranicznych i późniejszego premiera – a także innych projektantów imperium brytyjskiego. Czytamy:

„Obowiązkiem rządu było otwarcie nowych kanałów dla krajowego handlu”; jego „wielkim celem” w „każdej części świata” było otwarcie ziem dla handlu, a to zmuszało do konfrontacji z Alim (Hansard 1839, 1391-2). (…) „Wiedzcie – ostrzegał paszę konsul generalny z Aleksandrii – że jest w mocy Anglii zmieść was z powierzchni ziemi” (pułkownik Hodges, za Yates 1843, 428; podrk. oryg.)” (s. 24).

Zwrócenie się ku początkom zachodniego imperializmu na Bliskim Wschodzie ma na celu udokumentowanie jego długiego trwania (longue durée). Jest ono najbardziej uderzające, kiedy zestawimy wypowiedzi brytyjskich XIX-wiecznych lordów i generałów, takie jak te powyżej, z następującymi słowami Joe Bidena z 1986 roku:

Izrael jest najlepszą inwestycją wartą 3 miliardy dolarów, jaką poczyniliśmy. Gdyby nie było Izraela, Stany Zjednoczone musiałyby go wymyślić, aby chronić nasze interesy w tym regionie. Stany Zjednoczone musiałyby wymyślić Izrael (C-span 2021) (s. 58).

Nie powinno chodzić tutaj o samo tylko obwinianie Anglii czy Stanów Zjednoczonych, które przejęły pałeczkę globalnego imperium – choć takie wrażenie można poniekąd odnieść z lektury. Ważniejsze jest to, że nad każdym krajem o imperialnych zapędach – a tych w coraz bardziej wielobiegunowym porządku geopolitycznym tylko przybywa – panuje ta sama logika. Faszyzm jest faszyzmem kopalnym – brzmi teza innej książki Malma z 2021 roku pt. „White Skin, Black Fuel. On the Danger of Fossil Fascism” napisanej wspólnie z Zetkin Collective.

Celem argumentacji Malma jest wykazanie dialektycznego związku między destrukcją środowiska a imperializmem

Można w związku z tym postawić Malmowi pytanie o kampizm. We wspomnianej wyżej pracy nad mariażem skrajnej prawicy z negacjonizmem klimatycznym i zachowaniem statusu quo wobec paliw kopalnych analiza obejmuje USA, kraje Unii Europejskiej oraz Brazylię (pod rządami Bolsonaro). W wywiadzie udzielonym dla Verso w 2023 roku Malm przyznaje, że żałuje, iż nie uwzględnili wówczas Rosji, ponieważ stanowiłoby to znakomite podłoże teoretyczne do analizy inwazji na Ukrainę. W tej samej wypowiedzi przyznaje się też, że „nie zna się na Chinach”, co nieco dziwi słyszane z ust zagorzałego marksisty, internacjonalisty oraz badacza kwestii globalnych. W przeciwieństwie do posłowia Wielgosza, Malm w omawianym tu eseju nie poświęca wojnie w Ukrainie w ogóle uwagi. Jest to tym bardziej zaskakujące, że przytacza dane mówiące o tym, że „emisje gazów cieplarnianych z pierwszych 60 dni wojny [w Gazie – S.B.] odpowiadają rocznemu śladowi węglowemu 20-33 krajów o niskich emisjach” (s. 53). Najbardziej aktualne dane podają, że całkowite emisje spowodowane wojną w Gazie stanowią ekwiwalent 33.2 miliona ton CO2, zaś te dotyczące wojny w Ukrainie – 311 milionów ton CO2. Malm zwraca uwagę, że:

(…) brakuje nam bieżących analiz imperializmów zachodnich, amerykańskiego i innych, być może dlatego, że lewica uznała ich prowadzenie za zajęcie nieco kompromitujące, które nadmiernie przypomina leninowską ortodoksję, kampizm i inne wstydliwe tradycje (s. 58).

Jeszcze w tym samym akapicie pisze o osi, „która łączy ruch oporu w Gazie z tymi w Libanie, Jemenie i Iraku, i dalej z Iranem, a nawet Rosją i Chinami” (s. 59). Jakie jest zatem stanowisko Malma wobec tych „wstydliwych tradycji”? Jak wiemy, leninizm stanowi – w co prawda mocno przekształconej i skądinąd wartościowej wersji – element stanowiska Malma. W posłowiu Wielgosz nazywa stanowisko Malma benjaminowskim eko-leninizmem, łączącym wizję Waltera Benjamina rewolucji jako „hamulca bezpieczeństwa w pędzącym ku przepaści pociągu kapitalizmu” z leninowską awangardą, wolą „zrobienia tego, co trzeba (…) bez oglądania się na sondaże” (s. 105). Czy za równie – lub w jakim stopniu – niekompromitujące uznaje Malm opowiedzenie się także za monolitycznym wsparciem dla wszelkich sił skonfliktowanych z Zachodem?

Czy za równie (…) niekompromitujące uznaje Malm opowiedzenie się także za monolitycznym wsparciem dla wszelkich sił skonfliktowanych z Zachodem?

Nie ma powodów, aby podejrzewać go o poparcie dla niezachodnich imperializmów – byłoby to w jego przypadku raczej zaskakujące, choć są przecież i tacy reprezentanci teorii emancypacyjnych. Najbardziej wyrazistym przykładem takiej postawy jest Walter Mignolo, argentyński przedstawiciel teorii dekolonialnej, który w ramach swojego antyzachodniego antyimperializmu pisał – prawie rok po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę – o rosyjskiej „obronie przed nękaniem i zakusami ze strony zachodu”. Przy zasadniczo stanowczym tonie Malma dziwi, że nie zajmuje on równie klarownego stanowiska solidarności również z Ukrainą.

Wracając do książki, poza przykładową lekcją materializmu historycznego najmocniejszym elementem eseju Malma jest odrzucenie teorii lobby. Głosi ona, że działania podejmowane przez USA na Bliskim Wschodzie, a w szczególności wsparcie udzielane Izraelowi, wcale nie leżą w amerykańskim interesie, a wynikają wyłącznie z manipulacji i machinacji lobby żydowskiego, potajemnie trzymającego stery w Waszyngtonie. Teoria ta jest wyrazem antysemityzmu i funkcjonuje w środowiskach skrajnie prawicowych, jak i rzekomo lewicowych. Malm twierdzi coś odwrotnego – działania USA na Bliskim Wschodzie wynikają wprost z ich interesów. Jako dowód powinien wystarczyć chociażby przytoczony wyżej cytat z Joego Bidena, chociaż i tutaj dostajemy wielowarstwowe uzasadnianie wzbogacone o elementy historyczne. Malm celnie wskazuje, że inicjatorami projektu kolonizacji Palestyny nie byli Żydzi, ale „chrześcijańscy syjoniści,” którym bardziej niż sprawiedliwość historyczna leżało na sercu pozbycie się Żydów z własnych krajów. Zatroskanie „powrotem” Żydów do Palestyny było zaś próbą zabezpieczenia interesów metropolii. Jak pisze Malm:

(…) była to całkowicie gojowska, chrześcijańska, biała anglosaska fantazja, w której rzeczywiści Żydzi, mieszkający na Bliskim Wschodzie czy gdziekolwiek indziej nie odgrywali żadnej czynnej roli (s. 39)

,połączona z frustracją, „że Żydzi pragnęli pozostać tam, gdzie obecnie mieszkali (s. 40). Logika, jaką przekonująco przedstawia Malm, wykazuje zatem związki syjonizmu z antysemityzmem. Na jej wzmocnienie przytacza on także stanowisko Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu, co razem z obroną działań Hamasu stanowi najbardziej kontrowersyjny element jego poglądów. Malm stoi na stanowisku, zgodnie z którym walka zbrojna stanowi ostateczność, dopuszczalną jedynie po wypróbowaniu wszystkich możliwych pokojowych metod oporu – i dowodzi, że w takiej sytuacji znajdują się Palestyńczycy. Rysuje przy tym analogię między podejściem Hamasu a podejściem Nelsona Mandeli. Powołuje się między innymi na jego słowa odnoszące się do śmierci cywilów, w których mówił o tym, że „wypadki tego rodzaju stanowią nieuchronną konsekwencję decyzji o podjęciu walki zbrojnej (…) (Mandela 1995: 617–18)” (s. 77). Z argumentacją Malma w tym zakresie można i zapewne należy dyskutować. Niemniej przekonujące jest przywołanie historycznych walk zbrojnych, a nawet działań o charakterze terrorystycznym – innym przykładem są te podejmowane przez algierski Front Wyzwolenia Narodowego przeciwko Francji w latach 1954–1962 – które ostatecznie oceniane są jako słuszne.

(…) Logika, jaką przekonująco przedstawia Malm, wykazuje zatem związki syjonizmu z antysemityzmem

Krytyka teorii lobby pozwala znieść fałszywy wybór między poparciem dla Izraela i antysemityzmem. Szkoda, że Malm nie rozwija tego wątku, bo to istotna stawka w dzisiejszej debacie publicznej: oddzielenie potępienia ludobójstwa w Gazie od antysemityzmu. A co za tym idzie – odróżnienie polityki państwa Izrael od historii Żydów i ich dziedzictwa kulturowego czy wreszcie samych Żydów. W tych ostatnich nie powinna przecież uderzać krytyka działań wojennych w Gazie.

Wokół teorii lobby syjonistycznego – zgodnie z teorią podkowy – ze skrajną lewicą spotykają się antysemici, narodowcy i faszyści. W kontekście teorii lobby należy raz jeszcze powiedzieć: nie może być sojuszu lewicy ze środowiskami skrajnie prawicowymi. „Skrajna lewica” przyjmująca teorię lobby byłaby oczywiście dowodem na prawdziwość teorii podkowy, ale lewica nie może iść w parze z antysemityzmem. Nie jest to miejsce na rozwijanie tej argumentacji, powinno natomiast wystarczyć powołanie się na fundamenty lewicy, jakimi są humanizm i krytyka substancjalizmu, a których antysemityzm stanowi zaprzeczenie. Czym innym jest solidarność z ruchami wyzwoleńczymi kraju okupowanego i poddawanego ludobójstwu, które siłą rzeczy zajmują stanowiska radykalne, a czym innym krytyka Izraela stanowiąca jedynie przykrywkę dla antysemityzmu. Brak wyraźnego rozdzielenia tych kwestii stanowi pożywkę dla nacjonalistów.

W kontekście teorii lobby należy raz jeszcze powiedzieć: nie może być sojuszu lewicy ze środowiskami skrajnie prawicowymi

Tym bardziej szkoda, bo także tutaj leży właśnie analogia między walką o wyzwolenie Palestyny a walką o sprawiedliwość środowiskową. Podobnie jak solidarność z Palestyną nie może wiązać się z antysemityzmem, tak walka klimatyczna nie może być skierowana przeciwko ludziom, a w ich interesie. Choć wydawać się to może trywialne – i takie właściwie powinno być – to przecież właśnie z takim zarzutem spotykają się dziś próby wprowadzania polityki klimatycznej. Bierze się to z przekonania o rozbieżności tego, co służy ludziom i środowisku. Jego skrajną wersją jest negacjonizm klimatyczny, a oba te zjawiska są podsycane, a następnie kapitalizowane przez prawicowych populistów. Polityka klimatyczna jest możliwa tylko przy zniesieniu sztucznej opozycji dobra człowieka i dobra planety. Również tylko dzięki wykroczeniu poza dychotomię poparcia dla Izraela i antysemityzmu możliwe jest skuteczne zwalczanie faszystów takich jak Grzegorz Braun. Jak inaczej mielibyśmy odnieść się do jego instrumentalizacji „solidarności” z Palestyną? Czy naprawdę jedyny wybór, jaki chcemy sobie pozostawić, to ten między jednym faszyzmem a tym drugim?

Zespolenie dwóch, wydawałoby się, oddzielnych kwestii, jakiego dostarcza książka „Zagłada Palestyny jest Zagładą Ziemi” to nie tylko „wprowadzenie świadomości zmian klimatycznych do walki palestyńskiej” (s. 76) i nie tylko mobilizacja do solidarności z Palestyną w ramach aktywizmu klimatycznego. Jest to też wezwanie do odwagi w zajmowaniu strony uciśnionych – bez względu na istniejące podziały – która jednocześnie musi wiązać się z wrażliwością na wielowymiarowość i niebinarność problemów moralnych, aby nie znaleźć się po złej stronie historii.

Za pomoc w przygotowaniu tekstu dziękuję Dafne Ramos, Ninie Michnik i Witoldowi Pogorzelskiemu.

Andreas Malm,„Zagłada Palestyny jest zagładą Ziemi”, przeł. Anna Dzierzgowska, słowo/obraz terytoria, Warszawa 2026, 120 stron.

Stanisław Bogdanowicz
sekretarz Oddziału Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, związany z Wydziałem Filozofii UW, pisze doktorat poświęcony filozofii Hegla w kontekście kryzysu ekologicznego, miłośnik jazzu i starych filmów.
redakcjaKarolina Kulpa