Logotyp magazynu Mały Format

Strach, strach, strach! Życie to dyktatura obezwładniającego strachu, cień gilotyny.

Paulo Coehlo

 

Jeśli wszystko nas dzieli, to dialog nie ma sensu.

Władysław Bartoszewski

 

W niedzielny październikowy wieczór dwudziesty pierwszy już raz wybrałem się na Galę Nagrody Nike. Z poprzednich edycji pamiętam tweedową marynarkę Miłosza, błysk oka za grubym szkłem okularów Barańczaka, skromny uśmiech Różewicza. W tamtych wieczorach był dawny sznyt, maniery, futra i zapach dekoltów. Inna to była Polska, inny był też catering. Jerzemu Pilchowi w 2011 roku zwycięstwa gratulował sam prezydent, ówcześnie Aleksander Kwaśniewski. Dziś to wydaje się abstrakcją.

Długo przed Galą nękał mnie sen: nie ma Nike. Piotr Gliński podejmuje decyzję: nie ma Gali, nie ma Nagrody. Niebo jest ciężkie i ołowiane, PiS-owskie szczekaczki nadają ten sam komunikat co zawsze – literatura w służbie ideologii! Na szczęście były to tylko koszmary, gusła umysłu zniewolonego. Nie wszystko jeszcze stracone, możemy jeszcze czytać to, co chcemy; możemy ustanawiać własne Nagrody. Bogini zwycięstwa jest jeszcze po naszej stronie.

Długo przed Galą nękał mnie sen: nie ma Nike. Piotr Gliński podejmuje decyzję: nie ma Gali, nie ma Nagrody

Kiedy znalazłem się w holu Biblioteki Uniwersyteckiej, kiedy zobaczyłem nas wszystkich znowu razem, w sercu pojawiła się nadzieja na odnowę. Pogarda jest uczuciem toksycznym dla tego, kto pogardę odczuwa. Dlatego odsuwamy ją od siebie jak najdalej, zwłaszcza w ten jeden wyjątkowy dzień w roku. Nie ma jednak co ukrywać – to nie są najlepsze czasy dla kultury. Kiedy szukamy przyczyn obojętności wobec ograniczania demokratycznych swobód i prób cenzury, napotykamy ciemną sferę społeczeństwa odsuniętego od obywatelskiego dojrzewania, ba, od jakiegokolwiek dojrzewania, społeczeństwa zamkniętego w kokonie frustracji i poczuciu krzywdy. Jak powiedział obecny na Gali Adam Michnik – „Witamy w ciężkich czasach”. Utwierdził mnie w tym przekonaniu Michał Rusinek, sekretarz ś.p. Wisławy Szymborskiej, który pojawił się na telebimie, by wygłosić mini-wykład (o maxi sprawach!). Postawił on jakże trafną diagnozę – ci, którzy nie czytają, wybrali innych nieczytających, by nie musieć się wstydzić własnej niewiedzy. Można zatem powiedzieć, że jest to dyktatura ciemniaków.

Istnieją jednak wciąż enklawy kultury. Tego wieczoru w BUW-ie zebrała się czytelnicza elita naszego kraju – pisarze, dziennikarze, artyści. Sala zamarła, gdy Przewodniczący Jury, Tomasz Fiałkowski, ogłaszał werdykt. Na laureata 21. edycji Nagrody Nike jury wybrało Cezarego Łazarewicza, nagrodzonego za książkę „Żeby nie było śladów”, reportaż opowiadający historię morderstwa Grzegorza Przemyka.

– Jestem ogromnie zadowolony z tej nagrody, bo jestem z pokolenia, które dobrze pamięta sprawę Grzesia Przemyka – mówił Naczelny „Gazety Wyborczej”. Sam autor powiedział wprost: myślałem, że tamte czasy odeszły na zawsze, ale teraz wracają. Historia lubi się powtarzać. Czy spokojny obywatel może dziś wyjść na spacer bez obawy, że nie zostanie zatrzymany i aresztowany za posiadanie – kto wie – substancji odurzających? Bo to jest w ostatnich czasach najmodniejsza metoda wrabiania ludzi. Podczas zatrzymania i przeszukania zawsze znajdą się jakieś narkotyki, o których delikwent nie ma zielonego pojęcia. Rozmawiałem na bankiecie z kelnerem, który wspominał, że organizatorzy wyjątkowo pilnują w tym roku bezpieczeństwa, gdyż boją się policyjnych prowokacji. Wcale im się nie dziwię. Czy podczas spaceru człowiek zaczepiony przez pijaczka tudzież innego menela, może z zaufaniem zwrócić się do patrolu policji o pomoc? Czy wypowiadając się na temat działań rządu, nie musi obawiać się łomotania w drzwi o szóstej rano z oskarżeniem o szkalowanie władzy? Podczas gdy ta władza wyzywa i obraża naród bezkarnie? Nie, nie może.

Niektórzy zapominają jednak, że niezmienne są też mechanizmy demaskowania jej półprawd i kłamstw. Są jeszcze tacy, którym nie jest wszystko jedno. Mimo wieku, mimo chorób, mimo osłabienia, też przyłożymy rękę do spektakularnego upadku tego rządu. Nie będziemy siedzieć cicho, z utęsknieniem oczekując śmierci. Uderzeni „kanalią” i „mordą zdradziecką” nie możemy prosić się o dalsze zniewagi.

Nie zrozumie nas ktoś, kto nie ma nawet prawa jazdy, kto nigdy nie wychodzi z domu sam na spacer ani do knajpy, a libido zamienił na zemstę ego. Popierany przez ludzi, o których istnieniu przypominają nam co roku malejące wskaźniki czytelnictwa. Ci ludzie, z całym szacunkiem dla nich, starają się żyć jak najlepiej potrafią. Dla nich ksiądz proboszcz to wyznacznik i drogowskaz życiowy, a tysiąc złotych z programu 500 plus to majątek. To nie ich wina – lecz tych, którzy kupili sobie ich głosy.

Nie zrozumie nas ktoś, kto nie ma nawet prawa jazdy, a libido zamienił na zemstę ego

Oni mogą co najwyżej zorganizować „Różaniec bez granic” i modlić się o bezpieczeństwo Polski. Dlaczego my nie potrafimy zebrać miliona, otoczyć granice i czytać razem Ustawę Zasadniczą, ile będzie trzeba, do skutku? Marzy mi się też, by Kapituła Nike w kolejnym roku rozważyła wyróżnienie Nagrodą tego wspaniałego, wybitnie literackiego przecież tekstu – naszej Konstytucji! I’m a dreamer but I’m not the only one… – jak śpiewał w Trójce sprzed dobrej zmiany John Lennon. Niech za rok w holu Biblioteki Uniwersyteckiej odbędzie się wielkie narodowe czytanie – odwet Gorszego Sortu, preambuła na chór Polaków, psalm inteligencji.

Bo kto ma czytać, jeśli nie my?

 

Z poważaniem,

N.N

 

 

*Tekst jest pastiszem literackim. Większość jego fragmentów pochodzi z portalu koduj24.pl, „Gazety Wyborczej” i od uczestników Gali Nike.