fbpx
Logotyp magazynu Mały Format

1. Co we­dług cie­bie prze­są­dza o ory­gi­nal­no­ści ese­isty­ki („Szcze­li­ny ist­nie­nia”, „Błony umy­słu”) Jo­lan­ty Brach-Cza­iny?

Jo­an­na Bed­na­rek: To przede wszyst­kim fi­lo­zo­fia nie­oba­wia­ją­ca się czer­pa­nia z my­śle­nia po­tocz­ne­go i li­te­ra­tu­ry, prze­kra­cza­ją­ca gra­ni­ce mię­dzy ga­tun­ka­mi. Tek­sty Brach-Cza­iny prze­czą idei, że fi­lo­zo­fia to wy­spe­cja­li­zo­wa­ny, abs­trak­cyj­ny dys­kurs, nie­do­stęp­ny dla tych, któ­rzy nie są za­wo­do­wy­mi fi­lo­zo­fa­mi, i nie­zwią­za­ny z co­dzien­nym ży­ciem. Te eseje wy­ra­sta­ją wpraw­dzie z tra­dy­cji fe­no­me­no­lo­gicz­nej, kła­dą­cej na­cisk na do­świad­cze­nie i eg­zy­sten­cjal­ną wagę my­śle­nia, ale sama fe­no­me­no­lo­gia w dużej mie­rze za­tra­ci­ła zwią­zek z ży­ciem co­dzien­nym. Brach-Cza­ina ten zwią­zek na nowo oży­wia.

Olga Dren­da: Od­wa­ga. Od kiedy prze­czy­ta­łam u An­to­nie­go Kę­piń­skie­go zda­nie, że gdy au­to­ma­tycz­nie wy­ko­ny­wa­ne, bez­wied­ne czyn­no­ści stają się uświa­do­mio­nym wy­sił­kiem, to zna­czy to, że mo­że­my dzia­łać w try­bie ner­wi­co­wym (nie pa­mię­tam tego frag­men­tu do­kład­nie, ale taki miał wy­dźwięk), mia­łam w gło­wie za­sia­ny pe­wien lęk przed cho­ro­bą, przez co stro­ni­łam od na­my­słu nad róż­ny­mi zja­wi­ska­mi. A potem prze­czy­ta­łam eseje Brach-Cza­iny i po­my­śla­łam, że można ina­czej i że przyj­rzeć się takim czyn­no­ściom, uświa­do­mić je sobie, zro­zu­mieć na wskroś może ozna­czać, że coś zy­sku­je­my, od cze­goś się wy­zwa­la­my.

Inga Iwa­siów: Szu­kam słów, wy­da­ją mi się ba­nal­ne. To ese­isty­ka szar­pią­ca isto­tę ist­nie­nia i nie­szu­ka­ją­ca dla sie­bie pra­wo­moc­no­ści w ni­czym poza my­śle­niem, do­świad­cze­niem i ję­zy­kiem. „Szar­pią­ca isto­tę ist­nie­nia” brzmi blur­bo­wa­to, ale na tym mniej wię­cej po­le­gał lata temu efekt „Szcze­lin…” – miało się wra­że­nie, że Brach-Cza­ina nie bada ostroż­nie i nie dia­lo­gu­je wy­so­ko, lecz z całą swą roz­le­głą wie­dzą i nie­zwy­kłą in­tu­icją po­sta­no­wi­ła szar­pać w wielu miej­scach. Siła tych szarp­nięć po­le­ga i na tym, że mogą być współ­dzie­lo­ne z wie­lo­ma oso­ba­mi, nie­ko­niecz­nie wpra­wio­ny­mi w fi­lo­zo­fo­wa­niu, lecz po pro­stu wraż­li­wy­mi, po­szu­ku­ją­cy­mi, a za­ra­zem jest to kon­tra wobec obo­jęt­ne­go dla więk­szo­ści ję­zy­ka dys­kur­syw­ne­go, który roz­stę­pu­je się przed nar­ra­cją „Szcze­lin ist­nie­nia”.

Re­na­ta Lis: Nie­ocze­ki­wa­ny punkt wi­dze­nia. Miej­sce, skąd do­brze widać spra­wy dnia co­dzien­ne­go czę­sto ko­ja­rzo­ne z „ko­bie­co­ścią”, w któ­rych inni nie do­strze­gli te­ma­tu do na­my­słu dla fi­lo­zo­fii, li­te­ra­tu­ry – nie zwró­ci­li na nie uwagi, uzna­jąc je za błahe i nie po­dej­rze­wa­jąc, że mogą skry­wać ja­kieś ważne dla czło­wie­ka zna­cze­nie. A na­stęp­nie – spo­koj­na siła, z jaką au­tor­ka umie na­rzu­cić swój punkt wi­dze­nia, przed­sta­wić te spra­wy jako ważne i zna­czą­ce, włą­czyć je do ję­zy­ka, czyli do kul­tu­ry, w któ­rej wcze­śniej nie miały prawa sta­łe­go po­by­tu. Pój­ście w my­śle­niu do końca, do kresu. Kla­row­ny, ra­cjo­nal­ny język ma w tym swoją rolę, razem z in­te­lek­tu­al­ną dys­cy­pli­ną: myśl Brach-Cza­iny jest przej­rzy­sta jak Morze Egej­skie, mimo że nie­sie ze sobą by­naj­mniej nie przej­rzy­ste do­świad­cze­nia.

Roch Su­li­ma: „Szcze­li­ny ist­nie­nia” uzna­ję za jedną z naj­bar­dziej ory­gi­nal­nych pol­skich ksią­żek fi­lo­zo­ficz­nych z prze­ło­mu XX i XXI wieku. Au­tor­ka pro­wa­dzi nas przez szcze­li­ny, bramy i progi, gdyż przede wszyst­kim tam, w „pęk­nię­ciach” i „roz­stę­pach” bytu, two­rzy się ży­cio­daj­ny sens. Od stro­ny for­mal­nej od­da­je to dy­na­micz­ny układ aka­pi­tów, se­man­tycz­ne pauzy… na od­po­wiedź lub pod­po­wiedź ze stro­ny czy­tel­ni­ka. Roz­mo­wa ni­cze­go nie na­rzu­ca, jak cała ta książ­ka. Ma swój tem­po­rytm, jak życie. Au­tor­ka sta­wia spra­wę jasno: „nie po­cią­ga mnie wier­ce­nie w sło­wach pod­szy­te do­świad­cze­niem, że można przez nie do­wier­cić się do świa­ta”. To gest sprze­ci­wu wobec ma­nie­ry, która kie­dyś była me­to­dą. Ważna to de­kla­ra­cja, gdyż nasza kul­tu­ra po­wszech­na jest lo­go­cen­trycz­na, z wy­raź­ną nad­wyż­ką słowa pa­te­tycz­ne­go. W ję­zy­ku pol­skim sto­sun­ko­wo rzad­ko fi­lo­zo­fo­wie for­mu­ło­wa­li zda­nia o „ciem­nych” ludz­kich spra­wach i „ni­skich” wy­mia­rach bytu. Od­wa­ga na­zy­wa­nia świa­ta na nowo, nie­rzad­ko od­wo­łu­ją­ca się do li­cen­cji li­te­ra­tu­ry, a przede wszyst­kim po­ezji (Wo­ja­czek, Bia­ło­szew­ski), kie­ru­ją­cej uwagę na to, co nie­po­chwyt­ne, okre­śla ję­zy­ko­wość tej książ­ki. Wła­śnie roz­mo­wa, dra­ma­tur­gia zwra­ca­nia się do współ­o­bec­ne­go pro­wa­dzi czy­tel­ni­ka po dnie życia, a pa­tro­nu­je temu że­la­zna za­sa­da, by mowy bytu nie za­głu­szać wła­sną i nie tylko do­słu­chać się w nim sensu, ale sens ten „oso­bi­ście pod­jąć”.

2. Czy na twoją wła­sną twór­czość kry­tycz­ną/ese­istycz­ną/ar­ty­stycz­ną (względ­nie: sze­rzej ro­zu­mia­ne wy­bo­ry es­te­tycz­ne) miał wpływ kon­takt z pi­sar­stwem Brach-Cza­iny? Jeśli tak, to jak byś go scha­rak­te­ry­zo­wał(a)?

Jo­an­na Bed­na­rek: Nie bę­dzie prze­sa­dy w twier­dze­niu, że Brach-Cza­ina na­uczy­ła mnie my­śleć, a nie tylko szu­kać w fi­lo­zo­fo­wa­niu dys­tynk­cji w przy­na­leż­no­ści do sno­bi­stycz­nej wspól­no­ty. Ko­bie­ty czę­sto czują, że fi­lo­zo­fia jako dys­kurs i in­sty­tu­cja to nie miej­sce dla nich – mimo for­mal­nej otwar­to­ści jest nie­for­mal­nie ustruk­tu­ry­zo­wa­na jak męski klub. I może się wy­da­wać, że jego człon­ko­wie zaj­mu­ją się głów­nie walką o sta­tus. Brach-Cza­ina po­ka­za­ła mi al­ter­na­ty­wę, do­da­ła od­wa­gi, żeby my­śleć i pisać po swo­je­mu; po­ka­za­ła, że fi­lo­zo­fia jest zwią­za­na z ży­ciem i życiu po­trzeb­na.

Olga Dren­da: Na pewno, myślę, że mój kon­takt z tymi ese­ja­mi miał miej­sce we wła­ści­wym cza­sie i wła­ści­wym „to­wa­rzy­stwie”, tzn. w są­siedz­twie in­nych tek­stów bę­dą­cych wglą­dem w co­dzien­ność, prze­zro­czy­ste oto­cze­nia, au­to­ma­tycz­ne czyn­no­ści (np. „An­tro­po­lo­gia co­dzien­no­ści” Rocha Su­li­my), i z pew­no­ścią ukie­run­ko­wał jakoś, w dłuż­szej per­spek­ty­wie, bo nie stało się to od razu, to, czym zaj­mu­ję się dzi­siaj. To jedna z moich matek za­ło­ży­cie­lek.

Inga Iwa­siów: Umia­ła­bym po­wie­dzieć, jak książ­ki Jo­lan­ty Brach-Cza­iny wpły­nę­ły na moją prak­ty­kę dy­dak­tycz­ną. Do dwóch au­tor­skich, o które py­ta­cie, do­da­ję zre­da­go­wa­ny przez nią tom „Od ko­bie­ty i męż­czy­zny i z po­wro­tem. Roz­wa­ża­nia o płci w kul­tu­rze” (Trans Hu­ma­na 1997). Dzię­ki tym trzem książ­kom Brach-Cza­ina zo­sta­ła moją matką w fe­mi­ni­zmie, do niej od­sy­ła­łam ko­lej­ne rocz­ni­ki stu­den­tek i stu­den­tów. Nie pa­mię­tam chro­no­lo­gii wła­snej, teraz za­glą­dam do dru­gie­go wy­da­nia „Szcze­lin….” z 1998. Mam w nim de­dy­ka­cję au­tor­ki na­wią­zu­ją­cą do dwóch tek­stów, które jej po­świę­ci­łam. To była moja szko­ła kry­ty­ki em­pa­tycz­nej, czu­łam, że „Szcze­li­ny…” dają mi od­wa­gę pi­sa­nia od sie­bie i wy­zna­cza­ją temu pi­sa­niu stan­dar­dy. Bo Brach-Cza­ina jest zwod­ni­czo przy­stęp­na, więc biada tym, które uwie­rzą w do­nio­słość każ­de­go swo­je­go po­my­słu i roz­pi­szą al­fa­bet do­znań na prozę czy au­to­pre­zen­ta­cję. Było ta­kich sporo w la­tach 90. „Szcze­li­ny…” wy­szły mniej wię­cej w tym cza­sie, gdy już mia­łam na­pi­sa­ną swoją pierw­szą książ­kę z pod­ty­tu­łem „próba fe­mi­ni­stycz­na”, i były kró­lew­ską próbą, tak więc po­czu­łam mocne opar­cie w tej nar­ra­cji.

Re­na­ta Lis: Stu­dio­wa­łam u Jo­lan­ty Brach-Cza­iny przez parę lat, kiedy byłam słu­chacz­ką Szko­ły Nauk Spo­łecz­nych przy IFiS PAN. Była pro­mo­tor­ką mo­je­go dru­gie­go dok­to­ra­tu, tego z dzie­dzi­ny gen­der stu­dies, który co praw­da osta­tecz­nie nie po­wstał (tak samo jak mój pierw­szy dok­to­rat o li­ry­kach lo­zań­skich), ale nie ma to zna­cze­nia, ważne jest to, że jej wpływ na mnie wy­kra­czał poza książ­ki, było to rów­nież od­dzia­ły­wa­nie bez­po­śred­nie. Po­wiem wię­cej: Brach-Cza­ina była ozna­ką prze­ło­mu w moim życiu in­te­lek­tu­al­nym, świa­do­mie wy­bra­łam ją sobie, żeby na mnie wpły­wa­ła, a przy­czy­ną tego zwro­tu i wy­bo­ru były „Szcze­li­ny ist­nie­nia”. Ten punkt wi­dze­nia na życie, który tam zna­la­złam, obej­mu­ją­cy życie nie tylko i nie przede wszyst­kim książ­ko­we, to było dla mnie wtedy nowe i bar­dzo ważne, i mam wra­że­nie, że w tym, co sama piszę, takie spoj­rze­nie rów­nież można od­na­leźć, i to nawet coraz bar­dziej.

Roch Su­li­ma: „Szcze­li­ny ist­nie­nia” wy­mie­ni­łem w mojej „An­tro­po­lo­gii co­dzien­no­ści” wśród prac dla „An­tro­po­lo­gii…” za­ło­ży­ciel­skich. Są one obo­wiąz­ko­wą li­te­ra­tu­rą na za­ję­ciach ze stu­den­ta­mi. Dziś do­cho­dzę do wnio­sku, że fi­lo­zo­ficz­ny kon­cept książ­ki Jo­lan­ty Brach-Cza­iny staje się pod­sta­wo­wym od­nie­sie­niem dla roz­mno­żo­nych dziś an­tro­po­lo­gii/so­cjo­lo­gii co­dzien­no­ści, staje się pod­sta­wo­wym kry­te­rium sen­sow­no­ści tych po­szu­ki­wań. Ho­ry­zont po­znaw­czy „Szcze­lin ist­nie­nia”, gdy się go w tej książ­ce od­czy­ta, po­zo­sta­je wciąż pod­sta­wo­wym zo­bo­wią­za­niem, a za­ra­zem po­zwa­la do­strzec swo­istą in­fla­cję ka­te­go­rii „co­dzien­no­ści” dziś. A może ta in­fla­cja da­ła­by się opi­sać w for­mu­le, którą po­słu­ży­łem się nie­daw­no na ła­mach „Kon­tek­stów”: „Kon­dy­cja współ­cze­sne­go czło­wie­ka na­zna­czo­na jest »upad­kiem« w co­dzien­ność”!

3. Który spo­śród ese­jów Jo­lan­ty Brach-Cza­iny wy­da­je ci się szcze­gól­nie bli­ski/ważny? Dla­cze­go aku­rat ten/te?

Jo­an­na Bed­na­rek: Waham się mię­dzy „Krzą­tac­twem” a ese­jem, który na­stę­pu­je po nim – „Świat jako tło”. „Krzą­tac­two” na­le­ży do kla­sy­ki fi­lo­zo­fii fe­mi­ni­stycz­nej, po­nie­waż uka­zu­je me­ta­fi­zycz­ny wy­miar co­dzien­nych, po­wta­rzal­nych czyn­no­ści, dro­bia­zgów, z któ­rych skła­da się życie. Po­ja­wia się tam też wspa­nia­ły frag­ment przed­sta­wia­ją­cy fi­lo­zo­fię jako za­gad­kę kry­mi­nal­ną, czyli uka­zu­ją­cy jej staw­kę: „Pytać mo­że­my o wszyst­ko, co nas in­te­re­su­je i pię­trzyć kon­struk­cje efek­tow­nych od­po­wie­dzi. Lecz nie kie­ru­je mną zwy­kła cie­ka­wość. W grę wcho­dzi oso­bi­ste za­gro­że­nie”. „Świat jako tło” z kolei trak­tu­je o tym, czego nie ma, a prz­yn­ajmniej czego nie widać, a co sta­no­wi wa­ru­nek moż­li­wo­ści ist­nie­nia. Tło – to, co się nie liczy, a co za­ra­zem jest po­ten­cjal­no­ścią „dy­szą­cą w przed­wy­bu­chu”; opis ten jest rów­nie pięk­ny li­te­rac­ko i do­nio­sły eg­zy­sten­cjal­nie, co Le­vi­na­sow­ski opis il y a – mo­no­ton­ne­go pod­ło­ża wszel­kie­go ist­nie­nia – jako bez­sen­no­ści z „Czasu i tego, co inne”.

Olga Dren­da: Ten o krzą­ta­niu. Jest od­waż­ny i w pew­nym sen­sie po­li­tycz­nie śmia­ły – znam osoby, które po za­zna­jo­mie­niu się z tym tek­stem za­czę­ły do­strze­gać wy­si­łek i pracę w re­jo­nach, które wcze­śniej wy­da­wa­ły im się ob­sza­rem czyn­no­ści au­to­ma­tycz­nych. Ja tro­chę też.

Inga Iwa­siów: „Wnik­nię­cie” – choć trud­no wy­brać jeden. Ten jest dla mnie, poza tym, że jest traf­ny (tym razem uży­ła­bym do opisu me­ta­fo­ry „roz­pła­ta­nia” w miej­sce szar­pa­nia) – wska­zów­ką w spra­wie pi­sa­nia opar­te­go na ope­ra­cjach se­man­tycz­nych. Do­brze, że sobie o nim przy­po­mnia­łam, to prak­tycz­nie in­struk­cja pi­sar­ska. Po­słu­gu­je się me­ta­fo­ra­mi mi­ło­sny­mi, udo­wad­nia­jąc ich nie­zbęd­ność. Chcesz zro­zu­mieć co­kol­wiek? Po­myśl o mi­ło­ści, o akcie cie­le­snym, tak ten tekst dziś czy­tam.

Re­na­ta Lis: „Otwar­cie” i „Nie­ty­kal­ność”, oba ze „Szcze­lin ist­nie­nia”. Za­pa­mię­ta­łam je na całe życie, chyba dla­te­go, że oba budzą we mnie sprze­ciw, o ile nie bunt. Nie mam dzie­ci mię­dzy in­ny­mi dla­te­go, że nie umiem zdo­być się na pełną afir­ma­cję życia, życie jest dla mnie głę­bo­ko am­bi­wa­lent­ne, jest po­dej­rza­ne, takie tro­chę gno­styc­kie kli­ma­ty nie są mi obce (że ujmę to oględ­nie), a Brach-Cza­ina pisze o akcie bez­wa­run­ko­wej afir­ma­cji życia, jakim jest poród, za­rów­no dla ro­dzą­cej, któ­rej nikt nie pyta o zda­nie, bo akcja po­ro­do­wa od jej zda­nia nie za­le­ży, jak i dla tego, kto się rodzi. To dla mnie bar­dzo trud­ne, w za­sa­dzie nie do przy­ję­cia, ale jed­no­cze­śnie jest to fa­scy­nu­ją­ce wy­zwa­nie. Po­dob­nie z dru­gim tek­stem – o świę­to­ści cier­pie­nia, o przyj­mo­wa­niu cio­sów. Czy­sta groza, jedno i dru­gie do­ty­ka mnie do ży­we­go, teraz jesz­cze bar­dziej niż kie­dyś.

Roch Su­li­ma: Naj­bar­dziej ważki, po­sia­da­ją­cy moc dia­gno­stycz­ną wydał mi się esej pt. „Krzą­tac­two”. Nikt tak w Pol­sce nie upra­wiał so­cjo­lo­gii, nikt tak wy­ra­fi­no­wa­nym „przy­bli­że­niom” bytu, spra­wom ele­men­tar­nym, nie za­da­wał pytań fi­lo­zo­ficz­nych. Mówię tu o so­cjo­lo­gii, gdyż eseje te po­wsta­wa­ły w cza­sie na­stę­pu­ją­cym po epoce Wy­so­kich Ide­ałów, czyli prze­bu­dze­nia ak­sjo­lo­gicz­ne­go z lat 80., a po­prze­dza­ły epokę pre­fa­bry­ko­wa­nej eg­zy­sten­cji lat 90., pi­sa­ne były mię­dzy cza­sem „nie­do­bo­rów” to­wa­rów a cza­sem ich su­per­mar­ke­to­we­go „nad­mia­ru”. Ta hi­sto­rycz­na rama nie może w żaden spo­sób prze­sło­nić prze­świ­tu ku tym od­mia­nom ludz­kie­go do­świad­cze­nia, któ­re­go ko­or­dy­na­to­rem jest ludz­kie ciało oraz jego pod­sta­wo­we eks­ten­sje (dom, kuch­nia) i uobec­nie­nia (krzą­tac­two).

4. Jak – i dla­cze­go – czy­tać „Szcze­li­ny ist­nie­nia” dziś? Co taka lek­tu­ra może nam przy­nieść współ­cze­śnie?

Jo­an­na Bed­na­rek: Przede wszyst­kim nie­za­leż­nie od epoki te eseje po­win­na prze­czy­tać każda po­cząt­ku­ją­ca fi­lo­zof­ka! A w kon­tek­ście współ­cze­snych nur­tów fi­lo­zo­ficz­nych na pewno warto by czy­tać Brach-Cza­inę jako pre­kur­sor­kę fe­mi­ni­stycz­ne­go no­we­go ma­te­ria­li­zmu – na prze­kór kon­struk­ty­wi­zmo­wi uka­zy­wa­ła ona spraw­czość kon­kret­nych rze­czy i ca­łe­go świa­ta. Jed­no­cze­śnie, przyj­mu­jąc per­spek­ty­wę do­świad­cza­ją­ce­go pod­mio­tu, nie zaś per­spek­ty­wę kla­sycz­nej on­to­lo­gii, wpro­wa­dza do tego nurtu per­spek­ty­wę, którą warto by uwzględ­nić.

Olga Dren­da: Ja wła­śnie znowu czy­tam, mia­łam po­trze­bę, żeby to zro­bić, ale jesz­cze nie wiem, co mi przy­nie­sie.

Inga Iwa­siów: Po pierw­sze upo­mi­nać się o nie, włą­czyć je do ka­no­nu pol­skiej ese­isty­ki, co nie­ste­ty nadal nie jest oczy­wi­ste. Wer­tu­jąc obie książ­ki z oka­zji tej an­kie­ty myślę, że są w naj­lep­szym sen­sie uni­wer­sal­ne, to zna­czy nadal na­wo­łu­ją do od­da­nia się ta­kie­mu ro­dza­jo­wi kon­tem­pla­cji do­świad­cze­nia, który włą­cza nas w świat. Nie ma w nich prze­ciw­sta­wie­nia – życie lub na­mysł nad. Są zde­cy­do­wa­nie, bez­kom­pro­mi­so­wo pod­mio­to­wo-ko­bie­ce. Zu­peł­nie prag­ma­tycz­nie dodam, że warto je rzu­cić na szalę w dys­ku­sji o nauce w Pol­sce. Oce­nia­ne przez dzi­siej­szych zwo­len­ni­ków do­sko­na­le­nia kry­te­riów, by­ły­by uzna­ne za nie­nau­ko­we, bo nie mają do­dat­ków w po­sta­ci przy­pi­sów czy bi­blio­gra­fii. Jed­nak to wokół nich to­czy­ły się de­ba­ty, one zmie­nia­ły hu­ma­ni­sty­kę. Są pro­fe­sor­skie w do­brym zna­cze­niu, gdyż trze­ba do pi­sa­nia ta­kich dzieł doj­rzeć i pobyć w bi­blio­te­ce.

Re­na­ta Lis: Od­po­wiem prze­kor­nie: le­piej ich nie czy­tać, le­piej żyć sobie dalej w bło­giej nie­świa­do­mo­ści. Każdy, kto jesz­cze tej książ­ki nie czy­tał, po­wi­nien wie­dzieć, że jesz­cze może się cof­nąć.

Roch Su­li­ma: Warto za­py­tać, czy np. bły­sko­tli­we ana­li­zy fe­no­me­nu co­dzien­no­ści, a więc sprzą­ta­nia, obie­ra­nia ziem­nia­ków czy przy­sło­wio­we­go mycia garów w zle­wie, stra­ci­ły dziś swój walor by­to­wy, a za­cho­wa­ły tylko zja­wi­sko­wy, i w epoce zmy­wa­rek, do­mo­wych sys­te­mów czy­sto­ści, re­żi­mów die­te­tycz­nych po­zo­sta­ły tylko opi­sa­mi mi­nio­nych udręk? Otóż nie! Ana­li­zy te, choć zmie­ni­ły się grun­tow­nie przed­mio­to­we re­alia, są wciąż zo­bo­wią­zu­ją­ce dla ele­men­tar­nych spo­so­bów bycia czło­wie­ka w świe­cie. W epoce na­pły­wa­ją­cych epi­de­micz­nie ga­dże­tów i sy­mu­la­krów, nad­wyż­ki „ikon” i słów, z czy­ta­nych dziś „Szcze­lin ist­nie­nia” wciąż może wy­zie­rać pier­wot­ność i su­ro­wość bytu, nawet jego „dzi­kość”, ale przez to nie czu­je­my się miesz­kań­ca­mi ja­kiejś na­tu­ra­li­stycz­nej uto­pii. Jo­lan­ta Brach-Cza­ina od­sła­nia to, co w by­to­wa­niu może być przed­kul­tu­ro­we, przed­ję­zy­ko­we. W dobie per­ma­nent­nych kry­zy­sów i ogła­sza­nych w hu­ma­ni­sty­ce „zwro­tów”, wobec swo­iste­go za­trza­śnię­cia się w „zło­tej klat­ce” Kul­tu­ry, jest to lek­tu­ra na swój spo­sób uźró­dla­ją­ca. Wy­zwa­la z ru­ty­ny, po­ka­zu­je, jak je­ste­śmy ugrun­to­wa­ni w bycie, co wy­glą­da szcze­gól­nie otrzeź­wia­ją­co na tle roz­mno­żo­nych dziś po­rad­ni­ków i prze­pi­sów „jak żyć”.

Cykl: Szczeliny istnienia
Tekst jest częścią cyklu poświęconego twórczości Jolanty Brach-Czainy. Kliknij, by zobaczyć wszystkie teksty cyklu.
Ilustracja: Jagoda Jankowska

Jolanta Brach-Czaina
„Szczeliny istnienia", Dowody na Istnienie, Warszawa 2018, 200 stron.

Joanna Bednarek
Filozofka, pisarka, tłumaczka, autorka książek: „Polityka poza formą. Ontologiczne uwarunkowania poststrukturalistycznej filozofii polityki" (2012) „Linie kobiecości. Jak różnica płciowa przekształciła literaturę i filozofię?"(2016) i „Życie, które mówi. Nowoczesna wspólnota i zwierzęta" (2017). Jej debiutancka powieść „O pochodzeniu rodziny" ukazała się w 2017 roku.

Olga Drenda
Dziennikarka, tłumaczka, autorka m.in. książki „Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w czasach transformacji" (2016).

Inga Iwasiów
literaturoznawczyni, krytyczka literacka, pisarka, autorka rozpraw krytycznoliterackich, wierszy, zbiorów opowiadań i powieści, wśród nich m.in.: „Gender dla średnio zaawansowanych. Wykłady szczecińskie" (2004), „Smaki i dotyki" (2006), „Bambino" (2008), „Pięćdziesiątka" (2015).

Renata Lis
tłumaczka, eseistka, autorka trzech książek biograficznych: „Ręka Flauberta” (2013), „W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu” (2015) i „Lesbos” (2017).

Roch Sulima
kulturoznawca, historyk kultury, antropolog kulturowy, folklorysta, krytyk literacki i artystyczny, publicysta, autor m.in. „Antropologii codzienności" (2000).

An­drzej Frą­czy­sty
ab­sol­went fi­lo­zo­fii w Ko­le­gium MISH Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go. Re­dak­tor „Ma­łe­go For­ma­tu”.

Cykl: Szczeliny istnienia
Tekst jest częścią cyklu poświęconego twórczości Jolanty Brach-Czainy. Kliknij, by zobaczyć wszystkie teksty cyklu.
Ilustracja: Jagoda Jankowska

Jolanta Brach-Czaina
„Szczeliny istnienia", Dowody na Istnienie, Warszawa 2018, 200 stron.

Joanna Bednarek
Filozofka, pisarka, tłumaczka, autorka książek: „Polityka poza formą. Ontologiczne uwarunkowania poststrukturalistycznej filozofii polityki" (2012) „Linie kobiecości. Jak różnica płciowa przekształciła literaturę i filozofię?"(2016) i „Życie, które mówi. Nowoczesna wspólnota i zwierzęta" (2017). Jej debiutancka powieść „O pochodzeniu rodziny" ukazała się w 2017 roku.

Olga Drenda
Dziennikarka, tłumaczka, autorka m.in. książki „Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w czasach transformacji" (2016).

Inga Iwasiów
literaturoznawczyni, krytyczka literacka, pisarka, autorka rozpraw krytycznoliterackich, wierszy, zbiorów opowiadań i powieści, wśród nich m.in.: „Gender dla średnio zaawansowanych. Wykłady szczecińskie" (2004), „Smaki i dotyki" (2006), „Bambino" (2008), „Pięćdziesiątka" (2015).

Renata Lis
tłumaczka, eseistka, autorka trzech książek biograficznych: „Ręka Flauberta” (2013), „W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu” (2015) i „Lesbos” (2017).

Roch Sulima
kulturoznawca, historyk kultury, antropolog kulturowy, folklorysta, krytyk literacki i artystyczny, publicysta, autor m.in. „Antropologii codzienności" (2000).

NASTĘPNY

varia  

Od redakcji

— Redakcja