fbpx
Logotyp magazynu Mały Format

To nie­praw­da, że o II woj­nie świa­to­wej wiemy już wszyst­ko. Wraz z upły­wem czasu od­kry­wa­my ko­lej­ne białe plamy, stop­nio­wo iden­ty­fi­ku­je­my miej­sca prze­mil­czeń i wy­mu­szo­ne­go za­po­mnie­nia. Sek­su­al­ność w wa­run­kach wojny, oku­pa­cyj­na oby­cza­jo­wość re­gu­lu­ją­ca tę sferę to obec­nie głów­ne „od­zy­ski­wa­ne” te­ma­ty. Nie dość, że za­ha­cza­ją o życie co­dzien­ne czasu wojny, to jesz­cze wiążą się z tabu i jego prze­kro­cze­niem. Pod­ję­cie ich po­zwa­la nie tylko na za­gląd­nię­cie pod koł­drę, ale także na od­kry­cie no­wych form prze­mo­cy oku­pa­cyj­nej.

Książ­ka Ostrow­skiej – nie re­por­taż, lecz opra­co­wa­nie hi­sto­rycz­ne – nie daje żad­nej czy­tel­ni­czej sa­tys­fak­cji, nie bę­dzie­my jej czy­tać z wy­pie­ka­mi na twa­rzy. Prze­ciw­nie, jej hi­sto­ria o bez­i­mien­nych, ukry­wa­ją­cych się pra­cow­ni­cach wo­jen­nych bur­de­li po­ka­zu­je nowy wy­miar wojny i jej nowe ofia­ry, takie, o któ­rych mil­cze­nie wpi­sa­ne było w oby­cza­jo­wość więk­szo­ści państw eu­ro­pej­skich. Wy­da­wać by się mogło, że to temat sto­sun­ko­wo wąski, mar­gi­ne­so­wy wobec in­nych za­gad­nień z za­kre­su wo­jen­nej hi­sto­rii czy an­tro­po­lo­gii. Głów­ny­mi bo­ha­ter­ka­mi opo­wie­ści Ostrow­skiej po­win­ny być ko­bie­ty pra­cu­ją­ce w wo­jen­nych bur­de­lach, tym­cza­sem po­ja­wia­ją się z rzad­ka, wi­dzi­my tylko frag­men­ty ich bio­gra­fii, po­je­dyn­cze zda­rze­nia, czę­sto nie znamy na­zwisk. Na­kła­da­ją się tu dwa ro­dza­je opre­sji: oku­pan­ta wobec oby­wa­te­lek ziem oku­po­wa­nych oraz męż­czy­zny pro­wa­dzą­ce­go wojnę wobec ko­bie­ty, któ­rej ciało staje za­ra­zem tro­feum i na­rzę­dziem upo­ko­rze­nia. Hi­sto­rię ko­biet na­le­ży wy­łu­skać zatem z opo­wie­ści mę­skiej – o ko­niecz­no­ści two­rze­nia bur­de­li wo­jen­nych, ich or­ga­ni­za­cji, fi­nan­so­wa­niu, kło­po­tach z wy­po­sa­że­niem, utrzy­ma­niem po­rząd­ku. Na­zwi­ska, po­cho­dze­nie, in­dy­wi­du­al­ne hi­sto­rie po­szcze­gól­nych sek­su­al­nych pra­cow­nic nie miesz­czą się w po­ety­ce wo­jen­nych do­ku­men­tów. Ko­bie­ty w tej hi­sto­rii po­ja­wia­ją się jak me­te­ory: gdy stają przed sądem, gdy zgła­sza­ją spra­wę wy­ko­rzy­sty­wa­nia przez za­moż­ne­go bau­era do nie­miec­kiej ad­mi­ni­stra­cji, gdy zo­sta­ją przy­ła­pa­ne na taj­nej, czyli nie­pod­po­rząd­ko­wa­nej na­zi­stom pro­sty­tu­cji. Ich hi­sto­rie po­zo­sta­ją bez za­koń­cze­nia, bo zni­ka­ją z akt są­do­wych i nie do­wia­du­je­my się o nich ni­cze­go wię­cej.

Nakładają się tu dwa rodzaje opresji: okupanta wobec obywatelek ziem okupowanych oraz mężczyzny prowadzącego wojnę wobec kobiety, której ciało staje zarazem trofeum i narzędziem upokorzenia

O prze­szło­ści opo­wia­da Ostrow­skiej tylko kilka osób i to ta­kich, które nie pra­co­wa­ły w żad­nym wo­jen­nym domu pu­blicz­nym, a były klien­ta­mi, współ­więź­nia­mi, przy­ja­ciół­mi czy do­zor­ca­mi. Głos za­bie­ra tylko jedna z praw­dzi­wych bo­ha­te­rek tej książ­ki, los kilku zna­nych au­tor­ce przy­pad­ków staje się zatem sym­bo­lem do­świad­cze­nia wo­jen­ne­go. Ukry­wa­nie się by­łych przy­mu­so­wych pra­cow­nic sek­su­al­nych, ich mil­cze­nie sta­no­wi jeden z głów­nych pro­ble­mów tej opo­wie­ści i jest też po­wo­dem, dla któ­re­go au­tor­ka po­dej­mu­je swą pracę ba­daw­czą. Przyj­mu­je tu ona po­sta­wę ar­chi­wist­ki i tłu­macz­ki, ze sto­sów do­ku­men­tów wo­jen­nych, po­wo­jen­nych akt są­do­wych pró­bu­je wy­grze­bać i uło­żyć li­ne­ar­ną opo­wieść o bu­do­wie prze­my­słu sek­su­al­ne­go wy­ko­rzy­sta­nia ko­biet.

„Prze­mil­cza­ne” po­ka­zu­ją kilka ro­dza­jów sek­su­al­nej pracy przy­mu­so­wej – za­ma­wia­nie ko­biet do domów pu­blicz­nych tuż za linią fron­tu, w du­żych mia­stach dla We­hr­mach­tu i SS, dla ofi­ce­rów i osob­no dla sze­re­go­wych żoł­nie­rzy, dla wojsk sprzy­mie­rzo­nych z III Rze­szą, dla ro­bot­ni­ków przy­mu­so­wych i więź­niów w ka­ce­tach. Ostrow­ska pra­co­wi­cie re­kon­stru­uje re­gu­ły rzą­dzą­ce tym sys­te­mem: od­dzie­la­nie wyż­szych i niż­szych kadr nie­miec­kich, przy­po­rząd­ko­wy­wa­nie pra­cow­nic i klien­tów we­dług na­ro­do­wo­ści, 15-mi­nu­to­we sek­su­al­ne in­ter­wa­ły, bi­le­ty i bony, które klien­ci mu­sie­li przed­sta­wiać, od­pro­wa­dza­nie za­ro­bio­nych pie­nię­dzy do kasy SS. Au­tor­ka z be­ne­dyk­tyń­ską skru­pu­lat­no­ścią prze­szu­ku­je ar­chi­wa, by po­ka­zać, jak ad­mi­ni­stra­cja III Rze­szy or­ga­ni­zo­wa­ła ten prze­mysł: ana­li­za do­ku­men­tów ma jej pomóc w wy­ja­śnie­niu przy­czyn, dla któ­rych po­dej­mo­wa­no ten wy­si­łek. Po­wo­dy te były błahe, ale ważne z per­spek­ty­wy do­wódz­twa: uni­ka­nie prak­tyk ho­mo­sek­su­al­nych i ona­ni­stycz­nych, ogra­ni­cze­nie nie­kon­tro­lo­wa­nych kon­tak­tów sek­su­al­nych mię­dzy żoł­nie­rza­mi a miesz­kan­ka­mi pod­bi­tych ob­sza­rów.

Ko­bie­ty – sek­su­al­ne ro­bot­ni­ce – po­ja­wia­ją się naj­czę­ściej w licz­bie mno­giej, za­wsze ujęte w re­żi­my miar ilo­ścio­wych. Ostrow­ska cy­tu­je do­ku­men­ty przy­po­mi­na­ją­ce za­mó­wie­nia: ile ko­biet chce taki i taki urząd, po­ka­zu­je, jak ko­lej­ne in­sty­tu­cje usta­wia­ją się w ko­lej­ce, cze­ka­jąc aż Kripo upo­lu­je od­po­wied­nią ilość mło­dych ko­biet i wyśle je do no­we­go bur­de­lu, po­sy­ła­jąc wraz z nimi od­po­wied­nie do­ku­men­ty – przy­po­mi­na­ją­ce wy­da­nie z ma­ga­zy­nu.  Ko­bie­ta nie jest więc nawet mar­gi­na­li­zo­wa­na, jej po pro­stu nie ma. Tym­cza­sem jej uroda, wiek i na­ro­do­wość są bar­dzo istot­ne. SS do­ma­ga się ko­biet atrak­cyj­nych, nie tylko po to, by za­spo­ko­ić ape­ty­ty sek­su­al­ne swo­ich żoł­nie­rzy, ale także po to, by skom­pro­mi­to­wać i upo­ko­rzyć miesz­kan­ki da­ne­go kraju, spro­wa­dza­jąc je wszyst­kie do roli po­ten­cjal­nych dzi­wek. Unie­moż­li­wia to wy­kształ­ce­nie się pry­wat­nych związ­ków i prze­ciw­dzia­ła „ze­psu­ciu” po­rząd­nej, ger­mań­skiej krwi.

Ta książ­ka jest nudna, długa, po­twor­na w swoim wy­li­cze­niu cier­pie­nia. Taka wła­śnie ma być – musi być nudna, bo to opo­wieść o ad­mi­ni­stra­cyj­nym za­rzą­dza­niu cia­ła­mi ko­biet. Au­tor­ka nie po­zwa­la, by opo­wieść ule­gła na­po­ro­wi fe­ty­szy­za­cji czy ero­ty­za­cji: pil­nu­je swego dys­kur­su i tego, żeby prze­moc ani na chwi­lę nie mogła nam się uka­zać jako atrak­cyj­na. Pa­ra­dok­sal­nie tylko taka opo­wieść, która nie ubar­wia, nie fa­bu­la­ry­zu­je, staje się mo­ral­nie słusz­na. Au­tor­ka cy­tu­je wiele do­ku­men­tów, by po­ka­zać cier­pie­nie w naj­więk­szym zbli­że­niu i szcze­gó­le, udaje się jej jed­nak unik­nąć ki­czo­wa­tej afek­ta­cji: nie pię­trzy szcze­gó­łów, by za­wład­nąć emo­cja­mi czy­tel­ni­ka. Jej opo­wieść ma nie­zwy­kły wy­miar etycz­ny: mówi w imie­niu tych, które już głosu nie za­bio­rą – w ciągu ich życia wstyd od­bie­rał im mowę. W ten spo­sób książ­ka Ostrow­skiej staje się pierw­szą w Pol­sce opo­wie­ścią za­świad­cza­ją­cą o wo­jen­nej prze­mo­cy sek­su­al­nej.

Jej opowieść ma niezwykły wymiar etyczny: mówi w imieniu tych, które już głosu nie zabiorą – w trakcie ich życia wstyd odbierał im mowę

Obok hi­sto­rii sa­me­go prze­my­słu sek­su­al­ne­go Ostrow­ska przed­sta­wia także po­wo­jen­ny prze­mysł po­gar­dy – jego ofia­ra­mi padły ro­bot­ni­ce sek­su­al­ne. We Fran­cji, gdzie bur­de­li było naj­wię­cej, go­lo­no im głowy i oskar­ża­no o ko­la­bo­ra­cję. W Niem­czech nie pa­so­wa­ły do ka­te­go­rii ofiar – nie na­le­ża­ły bo­wiem do więź­niów po­li­tycz­nych, lecz do grupy więź­niów aso­cjal­nych, któ­rym po woj­nie od­mó­wio­no uzna­nia sta­tu­su ofiar i nie wy­pła­ca­no od­szko­do­wań. Re­kru­to­wa­ły się one z re­gu­ły spo­śród więź­niów kry­mi­nal­nych, pro­sty­tu­tek, osób z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi, pro­ble­ma­mi al­ko­ho­lo­wy­mi, bez­dom­nych. Żadna ko­bie­ta, która prze­trwa­ła obo­zo­wy puff, nie chcia­ła być z tą ka­te­go­rią utoż­sa­mia­na, to wstyd zatem de­cy­do­wał o mil­cze­niu. W Pol­sce tuż po woj­nie nie przy­tłu­mia­no ich opo­wie­ści, choć ko­bie­ty naj­czę­ściej ze­zna­wa­ły w są­dach nie we wła­snej spra­wie, ale prze­ciw­ko agen­tom i ko­la­bo­ran­tom. Nie wy­py­ty­wa­no ich o prze­ży­cia wo­jen­ne, o wa­run­ki pracy w woj­sko­wych i obo­zo­wych bur­de­lach. Ich hi­sto­rie nie były już wtedy in­te­re­su­ją­ce, cho­ciaż nie zo­sta­ły jesz­cze wów­czas uzna­ne za styg­ma­ty­zu­ją­ce. Pod ko­niec lat 40. za­czął się jed­nak umac­niać god­no­ścio­wy dys­kurs by­łych więź­niów jako ofiar na­zi­zmu. Nie cho­dzi­ło już tylko o pod­kre­śle­nie cier­pie­nia, na­cisk kła­dzio­no na bo­ha­ter­stwo – pro­sty­tut­ki z puffu, pro­sty­tut­ki z bur­de­li przy­fron­to­wych nie pa­so­wa­ły już zatem do tego ob­ra­zu i zna­la­zły się poza dys­kur­sem. O ile jed­nak za gra­ni­cą ta biała plama zo­sta­ła w jakiś spo­sób za­pi­sa­na (dzię­ki ba­da­niom m.​in. Ro­ber­ta Som­me­ra) i przy­wró­co­no do­świad­cze­nia ko­biet do dys­kur­su hi­sto­rio­gra­ficz­ne­go, o tyle w Pol­sce cią­gle sku­pia­my się na wy­klę­tych – naj­pierw żoł­nier­zach, a ostat­nio także księ­żach. Tym­cza­sem Ostrow­ska po­ka­zu­je, że praw­dzi­wy­mi wy­klę­ty­mi pol­skiej hi­sto­rii były mię­dzy in­ny­mi za­po­mnia­ne przy­mu­so­we pro­sty­tut­ki. O tym, że ich sta­tus w ogóle się nie zmie­nił, naj­le­piej świad­czy fakt, że 70 lat po woj­nie w książ­kach ba­da­czy po­ja­wia­ją się one z ini­cja­łem na­zwi­ska, co przy­wo­łu­je jed­no­znacz­nie kon­tekst kry­mi­nal­ny. Tym­cza­sem więk­szość ko­biet pra­cu­ją­cych (a wła­ści­wie uwię­zio­nych) w bur­de­lach wo­jen­nych nie była zwią­za­na z pół­świat­kiem prze­stęp­czym. Au­tor­ka roz­bi­ja także mit do­bro­wol­no­ści tej prak­ty­ki: do bur­de­li wy­sy­ła­no pod przy­mu­sem ko­bie­ty przy­ła­pa­ne na pro­sty­tu­cji, ale też te, które o nią po­dej­rze­wa­no, a także ko­bie­ty, które zo­sta­ły „przy­ła­pa­ne” na związ­ku z Niem­cem (co czę­sto ozna­cza­ło po pro­stu gwałt do­ko­na­ny przez bau­era na przy­mu­so­wej ro­bot­ni­cy). Wy­da­je się, że prze­dłu­ża­ją­ce się mil­cze­nie wy­ni­ka z do­mi­na­cji dwóch per­spek­tyw, mę­skiej i na­ro­do­wej, co wy­mu­sza usu­wa­nie wszyst­kich tre­ści nie­zgod­nych z tymi wzor­ca­mi.

Ostrow­ska trak­tu­je swój temat bar­dzo serio, za­bie­ra głos w imie­niu mil­czą­cych, zmar­łych już dzi­siaj ko­biet, któ­rych do­świad­cze­nie było mar­gi­na­li­zo­wa­ne, a cier­pie­nie lek­ce­wa­żo­ne. Nie wpro­wa­dza do tek­stu wła­snych emo­cji, prze­my­śleń. Po­świę­ca­jąc gi­gan­tycz­ną ilość czasu i wy­sił­ku tym ba­da­niom, pró­bu­je za wszel­ką cenę osią­gnąć nie­odzow­ny dy­stans, ru­gu­je z opo­wie­ści samą sie­bie. Jak wiel­kie stoją za tym emo­cje, widać do­pie­ro w wy­wia­dach to­wa­rzy­szą­cych pu­bli­ka­cji. Ostrow­ska tutaj do­pie­ro po­pusz­cza cugli, zdej­mu­je do­bro­wol­nie wcze­śniej na­ło­żo­ny kne­bel: „Cią­gle to sły­sza­łam. Że to pro­sty­tut­ki, szma­ty, dziw­ki, ele­ment. Że po co komu to po­trzeb­ne. Co to niby za cier­pie­nie, gdy pro­sty­tut­ka przed­wo­jen­na tra­fia pod­czas wojny do bur­de­lu?” – mówi w roz­mo­wie z Mike Urba­nia­kiem na ła­mach „Wy­so­kich Ob­ca­sów”.

Tutaj wła­śnie widać chyba naj­więk­szą róż­ni­cę mię­dzy jej opo­wie­ścią a re­por­ta­żem hi­sto­rycz­nym Re­mi­giu­sza Ry­ziń­skie­go. W „Dziw­niej­szej hi­sto­rii” opo­wia­da on o lo­sach ho­mo­sek­su­ali­stów w Pol­sce od czasu wojny do lat 60., wy­li­cza lo­ka­le, w któ­rych to­czy­ło się ho­mo­sek­su­al­ne życie to­wa­rzy­skie, przed­sta­wia spo­so­by wta­jem­ni­cza­nia czwor­ga swo­ich bo­ha­te­rów, bu­dze­nie się ich świa­do­mo­ści psy­cho­sek­su­al­nej. Jed­no­cze­śnie topi te ważne  hi­sto­rie w dużej ilo­ści plo­te­czek, dyk­te­ry­jek, śro­do­wi­sko­wych mitów. Przy­ta­cza­nie opo­wie­ści z trze­ciej ręki o ro­man­sach, prze­lot­nych związ­kach in­nych osób zmie­nia ton całej opo­wie­ści, kwe­stio­nu­je jej wia­ry­god­ność. Nie po­wsta­ną z tego kro­ni­ki ho­mo-po­lo, bo Ry­ziń­ski nie kon­fron­tu­je tego, co mówią jego bo­ha­te­ro­wie, ze źró­dła­mi hi­sto­rycz­ny­mi, po­zo­sta­wia urwa­ne wątki, nie­zwe­ry­fi­ko­wa­ne fakty, wąt­pli­we in­ter­pre­ta­cje. Ostrow­ska pro­ble­ma­ty­zu­je miej­sca puste, wy­ja­śnia po­wo­dy mil­cze­nia, ukry­wa­nia się swo­ich po­sta­ci, po­słu­gu­je się za­rów­no in­ter­pre­ta­cja­mi psy­cho­lo­gicz­ny­mi, hi­sto­rycz­ny­mi, jak i gen­de­ro­wy­mi. Inną stra­te­gię sto­su­je Ry­ziń­ski, wy­bie­ra­jąc plot­kę, uogól­nie­nie, za­baw­ną aneg­dot­kę, co zmniej­sza cię­żar jego opo­wie­ści, mar­nu­je po­ten­cjał miejsc moc­nych, kiedy udaje mu się przy­szpi­lić kon­kret w opo­wie­ści bo­ha­te­rów. Oboje wy­cho­dzą z po­dob­ne­go punk­tu wyj­ścia: ta­bu­izo­wa­nych, prze­mil­cza­nych hi­sto­rii do­ty­czą­cych sfery sek­su­al­nej w okre­sie wo­jen­nym. O  ile Ostrow­ska jed­nak sta­wia na świa­dec­two, Ry­ziń­ski idzie w aneg­do­tę, w lekką opo­wieść z kil­ko­ma mi­no­ro­wy­mi nu­ta­mi. Wy­da­je się, że „Dziw­niej­sza hi­sto­ria” wy­bie­ra ton buffo, ko­stiu­my i maski, za któ­ry­mi wciąż kryją się jego bo­ha­te­ro­wie. Se­kret­nym ją­drem tej opo­wie­ści, praw­dzi­wym ze­rwa­niem za­sło­ny miał być roz­dział na temat ho­mo­sek­su­al­nych spo­tkań Po­la­ków z Niem­ca­mi w cza­sie wojny. Ry­ziń­ski pla­no­wał po­ka­zać to, co kryje się za za­sło­ną, tym­cza­sem nie udało mu się do­trzeć do osób bez­po­śred­nio za­an­ga­żo­wa­nych w re­la­cje z Niem­ca­mi lub ich świa­dectw. Na­po­my­ka­ją o tym jego bo­ha­te­ro­wie, wów­czas zbyt  mło­dzi, by wie­dzieć coś kon­kret­ne­go i móc opi­sać te zna­jo­mo­ści. Dla­te­go wła­śnie Ry­ziń­ski ucie­ka do psy­cho­ana­li­tycz­nych roz­wa­żań na temat fe­ty­szu na­zi­stow­skie­go mun­du­ru, za­pro­jek­to­wa­ne­go przez Hugo Bossa, wy­li­cza miej­sca spo­tkań ho­mo­sek­su­ali­stów. Jego re­por­taż nie zrywa zatem za­sło­ny, a po­ka­zu­je, jak mocne tabu ota­cza ten frag­ment hi­sto­rii wo­jen­nej.

Ostrowska posługuje się zarówno interpretacjami psychologicznymi, historycznymi, jak i genderowymi

Ostrow­ska w „Prze­mil­cza­nych” prze­kra­cza tabu, po­ka­zu­je, co kryją białe plamy, wska­zu­je też be­ne­fi­cjen­tów tego mil­cze­nia i cią­gle trwa­ją­cą krzyw­dę ofiar. To lek­tu­ra bar­dzo ważna, ka­mień mi­lo­wy w naj­now­szej hi­sto­rio­gra­fii. Dla­te­go wła­śnie „Prze­mil­cza­ne” po­win­ny sta­nąć na półce koło „Wiel­kiej trwo­gi” Mar­ci­na Za­rem­by.

Czytanie
non-fiction

Autorski cykl Pauliny Małochleb, która pisze o książkach reporterskich i biograficznych.

Ilustr. Natalia Przybysz

Joanna Ostrowska
„Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej”, Marginesy, Warszawa 2018, 480 stron.

Pau­li­na Ma­ło­chleb
– kry­tycz­ka li­te­ra­tu­ry. Se­kre­tarz Na­gro­dy im. Wi­sła­wy Szym­bor­skiej. Au­tor­ka książ­ki „Prze­pi­sy­wa­nie hi­sto­rii. Po­wsta­nie stycz­nio­we w po­wie­ści pol­skiej w per­spek­ty­wie pa­mię­ci kul­tu­ro­wej”. Pisze dla "Fa-ar­tu", "No­wych Ksią­żek", "Odry", „Po­lo­ni­sty­ki”, „Po­li­ty­ki”, "Twór­czo­ści", "Znaku". Lau­re­at­ka Na­gro­dy Pre­ze­sa Rady Mi­ni­strów 2014 i Sty­pen­dium Mi­ni­stra Kul­tu­ry i Dzie­dzic­twa Na­ro­do­we­go Młoda Pol­ska 2017. Pro­wa­dzi blog ksiaz­ki­na­ostro.pl.
redakcjaPaulina Chorzewska
korekta Natalia Popławska

Czytanie
non-fiction

Autorski cykl Pauliny Małochleb, która pisze o książkach reporterskich i biograficznych.

Ilustr. Natalia Przybysz

Joanna Ostrowska
„Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej”, Marginesy, Warszawa 2018, 480 stron.

POPRZEDNI

recenzja  

Krytyka negatywna (10): Rygor mortis

— Jakub Skurtys

NASTĘPNY

varia  

Noc nie noc, poezja nie poezja

— Paulina Chorzewska