fbpx
Ładowanie strony
Logotyp magazynu Mały Format

Pamiętniki Pandemii

W tym cyklu przedstawiamy redakcyjny wybór tekstów nadesłanych na konkurs Pamiętniki Pandemii, sytuując je w kontekstach socjologicznym i literackim. Kliknij, by zobaczyć pozostałe teksty z cyklu.

Logo: Tomasz Stelmaski

Niniejszym oddaję w ręce czytelnika pamiętnik czasów zarazy z miejsca przeklętego. Skąd pomysł na tytuł? Pracuję w Domu Pomocy Społecznej na Śląsku. Zapisane słowa zawierają moje osobiste przemyślenia, doświadczenia i obserwacje. Starałem się opisać codzienne obowiązki, kontakty z bliskimi i znajomymi, formy rozrywki oraz przebieg życia zawodowego. W rzeczywistości, napisałem głównie o swojej pracy. Zacząłem prowadzić luźne zapiski od trzeciej dekady lutego, prawdę powiedziawszy w innym celu niż stworzenie pamiętnika. Chodziło mi bardziej o zarejestrowanie podjętych przez placówkę działań, w celu przedstawienia ich w odpowiednim czasie niechybnej kontroli. Jednak zdecydowałem się na wykorzystanie zgromadzonego przeze materiału do stworzenia swoistej kroniki wydarzeń. Z zamiarem zapewnienia anonimowości osobom, z którymi żyję i pracuję, nadałem im pseudonimy. Dla pań wybrałem piękne określenia kwiatów, zaś panów obwołałem mianem drzew. Celowo nie podałem również nazw poszczególnych miejscowości, gdyż dzięki nim można by łatwo ustalić personalia moich bohaterów. Natomiast według autentycznych danych osobowych wymieniłem personalia ludzi, którzy pełnią funkcje publiczne.

Niestety, zabrakło czasu na zobrazowanie szykan wobec naszych pracowników, ratowników medycznych i lekarzy, na przedstawienie sytuacji niszczenia samochodów, zakażania kolejnych oddziałów pobliskiego szpitala, ozdrowieńców, zmarłej pielęgniarki, stawiania przed domami osób w kwarantannie kubłów na śmieci oznaczonych ogromnym napisem Covid – 19, walki o testy, pomocy z różnych stron oraz traktowania Śląska jak regionu przeklętego i wielu, wielu innych kwestii…

Dziś już wiem, że jutro lub pojutrze sam mogę zostać zamknięty z naszymi mieszkańcami, bo epidemia się nasila. Każdego dnia pojawia się więcej przypadków, a w szpitalu została zarażona nasza mieszkanka, pani Dziewanna.

Mam 51 lat, pracuję w instytucjach pomocy społecznej w różnych rejonach Polski, bez żadnej przerwy, od 1992 roku. W aktualnym Domu Pomocy Społecznej jestem zatrudniony na stanowisku Zastępcy Dyrektora ds. Opiekuńczo-Terapeutycznych. Od lutego bieżącego roku kształcę się w zawodzie terapeuty uzależnień.

 

 

25 lutego 2020 – wtorek.

Rano, jadąc do pracy w Miasteczku, słyszę o rynkach finansowych wstrząśniętych epidemią Koronawirusa. Nie mam pojęcia, o co chodzi. W mediach od jakiegoś czasu ciągle o nim gadają. Uważam, że jest to sformułowanie na wyrost i z całą zarazą będzie tak samo jak ze świńską i ptasią grypą. Mimo utrudnień, przeżyjemy. Premier Mateusz Morawiecki ogłasza, że Polska jest gotowa na pandemię, zakłady lecznictwa odpowiednio zaopatrzone, a personel przeszkolony. Rozumiem, że mamy się nie bać, ale obserwując ciągle roszady załogi w szpitalu za płotem Domu Pomocy Społecznej (miejsca mojej pracy) myślę, że najlepiej nie chorować i polegać na samym sobie. Tak naprawdę, nie mam zdania na temat Covid – 19, bo dysponuję za małą ilością danych. Co prawda, dzień wcześniej żona mówiła, że jeden z jej znajomych, prowadzący firmę będącą własnością Chińczyków, dostał polecenie zakupu dużej ilości maseczek i środków dezynfekcyjnych, ale uważam, że to czysta spekulacja.

Dzień rozpoczynam od rozmów z kierownictwem działów. Sprawdzam jeszcze raporty z poszczególnych pięter, zawierające aktualny stan mieszkańców. I oddział: 54 osoby, jedna osoba w szpitalu (pani Szafran). Pan Świerk gorączkuje, boli go pęcherz. U trzech osób zmiany skórne; II oddział: 54 mieszkańców, jedna osoba w szpitalu (pan Kasztan); III oddział: Stan 55, dwie osoby w szpitalu (panowie Bukszpan i Topola). W nocy pani Konwalia często wychodziła z pokoju do palarni, jest pobudzona. Trzeba w trybie pilnym dokonać konsultacji z lekarzem, by podać jej nowy lek. Panowie Platan i Cedr nie spali w nocy, siedzą w palarni, nie reagując na polecenia; Obłożenie: 163 mieszkańców chorych psychicznie oraz takich, u których choroba psychiczna współistnieje z innymi schorzeniami. Na rzecz tego typu pacjentów pracuję w różnych województwach od 1993 roku.

Z pracownikami socjalnymi analizujemy dokumenty kilkunastu osób, które mają decyzję o skierowaniu do DPS. Z jednej strony cieszymy się z faktu, iż od grudnia ubiegłego roku nikt nie zmarł (a w przeważającej części są to ludzie poważnie chorzy), ale tym samym nie możemy przyjąć żadnego nowego mieszkańca, dla którego taki ośrodek jest ostatnią deską ratunku.

Od godziny dziesiątej prowadzę dwie grupy samopomocowe: dla osób starszych, uzależnionych od alkoholu oraz dla młodych schizofreników. Zajęcia trwają jak zwykle po około godzinie czasu. Z ludźmi w wieku 70+ omawiamy przeczytaną książkę zawiercianki, Magdaleny Okraski „Ziemia jałowa” o upadłym Zagłębiu. Spotkanie wywołuje sporo emocji, które udaje się skumulować. Panowie żyli onegdaj w PRL i byli szczęśliwi. Później jedynie bezsilnie patrzyli, jak odchodzi to, co dawało im radość życia. Nie potrafili nic zrobić z kwestią przemijania i być może dlatego nie godzą się z ustrojowymi zmianami. Panią Magdalenę znam z Facebooka. Podczas rozmów stwierdzam, że może uda mi się ją zaprosić do DPS. Panowie są wniebowzięci. Młoda kobieta, na dodatek pisząca o tym, co kochają, o Zagłębiu, może poświęcić swój czas dla nich! Godzina mija szybko przy kawie i ciasteczkach. Przyznam, że lubię te spotkania, a przy okazji dowiaduję się wielu nowych rzeczy na temat mieszkańców. Gdy rozpocząłem swoją pracę, mówiono mi o nich „alkoholicy”, którzy przepili w swoim życiu wszystko i szkoda dla nich czasu. Postanowiłem jednak coś dla nich zrobić i jak mi się zdaje, z nowym zespołem terapeutycznym, trochę ich rozruszaliśmy. Kiedy się rozstajemy, panowie szeroko się uśmiechają. Są zadowoleni, bo w wyborach jeden z nich – pan Dąb wszedł do Rady Mieszkańców i został jej przewodniczącym, a drugi – pan Sosna zamierza kandydować na kolejne wolne miejsce w zarządzie. Zauważają, że zaczynają mieć wpływ na swoje życie w tym miejscu. Są nareszcie dostrzegani, a przez to zadowoleni i zmotywowani.

Po spotkaniach w grupach, udaję się na odprawę z Dyrektorem i Kierownikiem działów opiekuńczo-terapeutycznego. Rozważamy w świetle doniesień
z mediów możliwości zagrożenia Koronawirusem. Bez wątpienia, nasi mieszkańcy stanowią zbiorowość szczególnie narażoną na wszelkie infekcje, dlatego należy wprowadzić rozwiązania wyjątkowe. Podejmujemy więc decyzję o zakupie większej ilości środków dezynfekujących i ochrony indywidualnej, czyli: maseczek, rękawiczek jednorazowych i fartuchów. Rozmawiamy też o konieczności ograniczeniu odwiedzin u naszych mieszkańców. Nie mamy wątpliwości na temat słuszności dokonanych przez nas ustaleń, gdyż stanowią one standardową procedurę podczas epidemii grypy. Po kilku minutach dyskusji, dochodzimy do wniosku, że rozsądnym rozwiązaniem będzie również wydanie dla mieszkańców zakazu wychodzenia na zewnątrz z DPS. Jest to niezwykle trudne zadanie. W kilku domach, w których wcześniej pracowałem, wyjścia poza teren ośrodka stanowiły rzadkość z powodu znacznego oddalenia od miasta i braku komunikacji publicznej. Samodzielne przejście drogi piechotą było właściwie niemożliwe z uwagi na niepełnosprawność lokatorów. Tutaj tego nie ma. Niektórzy z mieszkańców potrafią udać się do miasta nawet kilka razy dziennie! Nie będę ukrywał, że mamy z tym problemy, ale nikt nie zamierza wprowadzać żadnych ograniczeń. Zgodnie z obowiązującymi przepisami wyjścia można ograniczyć, jeśli lekarz widzi w nich, że istnieje zagrożenie dla zdrowia i życia. Jego orzeczenie musi zostać usankcjonowane przez sąd. Procedura trudna, długotrwała i skazana raczej na porażkę, bo organy wymiaru sprawiedliwości z zasady nie ograniczają takich swobód mieszkańcom ośrodków opieki długoterminowej. Lokatorzy naszego DPS wychodzą gdzie i kiedy chcą jedynie z sugestią, aby szanowali ciszę nocną. Muszą jedynie zgłosić swój zamiar u pielęgniarki dyżurnej. Ponoć trochę się buntowali, gdy został wprowadzony ten obowiązek, ale niedługo po tym było zdarzenie, które przekonało ich do słuszności rozwiązania. Jeden z nich, 65-latek, wyjechał do rodzinnego miasta i na przystanku komunikacji publicznej stracił przytomność. Zabrano go do szpitala, a posiadany adres dotyczył jeszcze mieszkania, z którego rodzina go wyrzuciła… Szukaliśmy go przez kilka dni, a on nie miał możliwości poinformowania nas, gdzie się aktualnie znajduje, gdyż wstydził się przyznać, że jest z DPS. Teraz mieszkańcy akceptują takie postępowanie, bo to głównie ludzie z epilepsją oraz wieloma schorzeniami, przy których zdarza się nagła utrata świadomości. Do zasad nie stosują się jedynie ci pacjenci, którzy żebrzą w okolicach pobliskiego szpitala.

Uzgodniliśmy, że należy przejść po wszystkich pokojach i poinformować lokatorów, że w najbliższym czasie planujemy wstrzymanie odwiedzin z zewnętrz i prawdopodobnie zakażemy również wyjść poza naszą placówkę. Damy też mieszkańcom kilka dni, aby zdołali uregulować wszystkie swoje ważne sprawy. Zwłaszcza tym, którzy nie mają konta depozytowego w DPS i muszą po swoje środki finansowe udać się do banków. Komunikuję też mieszkańcom o konieczności dokładnego mycia rąk, co nie dla wszystkich stanowi taką oczywistość.      O niezbędności trzymania dystansu ze współtowarzyszami, a nie jest to proste         w warunkach DPS. O potrzebie częstego picia ciepłych napojów, co wywołuje   pozytywny odzew, ale trzeba kupić więcej kawy i herbaty z budżetu DPS. O kichaniu z zakrytymi ustami, co budzi tylko rozbawienie i o zakazie przebywania w małych pomieszczeniach z innymi przez czas dłuższy niż kwadrans, czyli tyle, ile trwa wypalenie papierosa w palarni. Ostatnia sugestia zupełnie nie znajduje akceptacji i zrozumienia u podopiecznych, gdyż bywają tacy, którzy siedzieliby tam najchętniej cały dzień.

Później nowy przewodniczący pan Dąb zwołuje zebranie Rady Mieszkańców. Po raz kolejny informuje ich o naszych zamierzeniach w związku ze zbliżającą się epidemią Koronowirusa oraz o zasadach, których powinni przestrzegać oni sami, aby nie narażać się na infekcję. Rada podejmuje stosowną uchwałę o ograniczeniu odwiedzin. Zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie nie jest ona zgodna z prawem, ale lepiej dmuchać na zimne i posiadać taki dokument oraz się nim podpierać, gdy Dyrektor zastosuje adekwatne zarządzenie.

Przed końcem pracy sprawdzam raz jeszcze raporty z pięter. Ogólny stan mieszkańców nie uległ zmianie, nikt nie został przetransportowany ani też zawieziony do szpitala. Miały miejsce odwiedziny u dwóch mieszkańców. I oddział: pan Świerk nadal gorączkuje i boli go pęcherz, lekarz przepisał antybiotyk. Pani Goździk wyszła do Warsztatów Terapii Zajęciowej o godzinie za piętnaście dziesiąta, nie mówiąc, kiedy wróci. Pan Choinka skarżył się na ból głowy; II oddział: Opiekunka odwiedziła w szpitalu pana Tuje; III oddział: od rana bez zmian. Na każdym oddziale przebiegała normalna praca zgodna z miesięcznym i tygodniowym harmonogramem: mycie, kąpiele, zmiana bielizny i pościeli, czynności higieniczne, pomiary zgodnie ze zleceniami lekarza (ciśnienia i poziomu cukru), pomoc w czynnościach fizjologicznych oraz przy posiłkach. Dodatkowo pielęgniarki środowiskowe z obsługującej nas przychodni POZ pobierały krew. Kilkunastu mieszkańców przygotowuje się do uroczystości z okazji Dnia Kobiet i Mężczyzny. Trwa normalna terapia i rehabilitacja.

Po pracy jadę do Gliwic na umówioną wizytę u stomatologa – protetyka, który przegania mnie kilka razy po mieście, tłumaczy, że podjąłem złą decyzję
w sprawie protezy zębowej. Muszę wykonać kolejne zdjęcie i dalsze badania. Poruszając się po kilku przychodniach, jestem pod dużą presją czasu. W końcu nie zakładam kurtki, bo zdaje mi się, że na zewnątrz jest ciepło, a droga z samochodu do przychodni niedaleka. Oczywiście, jak to na Śląsku, istnieje kłopot z miejscami parkingowymi. Dodatkowo, nie wiadomo jak płacić w parkometrze, bo każde miasto posiada inny system.

Wracając z Gliwic do domu, jak zwykle dzwonię do swojej mamy, syna i do najstarszej córki. Każdy z rozmówców zadaje pytanie, kiedy się zobaczymy. Przyznam, że nie mam pojęcia, bo nauka pochłania mi sporo czasu.

W domu szykuję się do wyjazdu na pięciodniowe szkolenie z zakresu treningu interpsychicznego w Mieście Tatrzańskim. Kolejne (chyba już piąte) studia podyplomowe podjąłem z konieczności. Gdy zacząłem prowadzić zajęcia dla grup samopomocy z osobami chorymi psychicznie i uzależnionymi od alkoholu, szef stwierdził, że przydałoby mi się posiadanie dokumentów uprawniających do tego typu praktyk.

Kończąc pakowanie odnoszę wrażenie, że coś mnie bierze. Mam lekko podwyższoną temperaturę i źle się czuję. Biorę leki i szybko kładę się do łóżka, aby wypocić słabość. Nie odbieram telefonów, choć dzwoni kilkoro współtowarzyszy podróży, żeby raz jeszcze ustalić szczegóły spotkania. Brakuje mi sił. Jestem trochę zły, bo chciałbym pograć trochę na instrumentach…, a muszę wybrać się w trasę. Dochodzę jednak do wniosku, że jak trzeba, to trzeba, gdyż bez tych niezwykle irytujących, ale i emocjonujących treningów, nie będę w stanie kontynuować nauki dopuszczającej do państwowego egzaminu na terapeutę.

Podsumowując, miałem zły dzień i złą noc. Żona i pies nie wyrażają zbyt dużego zadowolenia z powodu mojego wyjazdu i faktu opuszczenia ich na kilka dni. Leżąc w łóżku kątem oka sprawdzam, co się dzieje na świecie. Pojawia się niezwykle atrakcyjna, nowa ramówka TVN. Czytam, że powodów, dla których abp Sławoj Leszek Głódź powinien zostać odwołany z urzędu jest wiele. Jak twierdzi redaktor naczelny katolickiego kwartalnika „Więź” w przypadku tego duchownego chodzi o antyświadectwo Kościoła polskiego. Słyszę też, że pojawiła się możliwość zrobienia testu na koronawirusa za 500 zł. Uważam, że zbyt drogo, bo szczepionki na ptasią i świńską grypę kosztowały o wiele taniej. Właściwie zaczynam się zastanawiać, co naprawdę oznacza ten Koronawirus. Cały czas o nim mówią, a ja na razie oceniam go jako cięższą odmianę grypy sezonowej, która może okazać się niebezpieczna dla osób starszych i takich, które chorują na coś jeszcze.

 

26 lutego – Środa Popielcowa, zaczyna się Wielki Post.

Z domu wyjeżdżam w nerwowej atmosferze. Pojawiają się jakieś bezsensowne wzajemne pretensje. Zapewne dlatego, że czujemy z żoną bliżej nieokreślone napięcie. Za oknem samochodu roztacza się piękna pogoda. Jadę na szkolenie dłuższą trasą przez Jaworzno, gdyż mam stamtąd zabrać koleżankę ze studiów. Po drodze słucham wiadomości ze świata. Koronawirus zaatakował w kolejnych krajach, w Gruzji, Pakistanie i Macedonii Północnej. Polski polityk Janusz Korwin-Mikke ogłasza, że pandemia poprawi pulę genetyczną ludzkości, a ja mam coraz większe wątpliwości, czy sytuacja jest naprawdę tak groźna, jak media donoszą. Słyszę też, że są już wstępne wyniki sekcji zwłok wójta Zgierza. Kiedyś prowadziłem dla tej gminy zajęcia z profilaktyki uzależnień i dla sprzedawców alkoholu. Z pewnością poznałem tę kobietę, ale teraz nie potrafię jej odszukać w pamięci. Nie wyobrażam sobie, jak można zostać zabitym przez własne dziecko… W radiu słyszę o konieczności częstego mycia rąk i trzymania dystansu, tzw. „społecznego”. W sumie wszystko, o czym mówiliśmy mieszkańcom DPS w świetle naszego doświadczenia z grypą. Łowię uchem żarty
o braku mydła w niektórych sklepach. Jestem zdumiony, ale sam zaczynam się zastanawiać, czy wziąłem je z domu. Po drodze zabieram jeszcze trzy osoby z Krakowa. Rozmawiamy o różnych sprawach. Koleżanka relacjonuje swoje problemy z leciwą, samotną i bezdzietną sąsiadką. Z powodu jej ciągłych, niedorzecznych insynuacji sprzedaje mieszkanie, bo nie jest w stanie dłużej w ten sposób egzystować. Druga opowiada o dziecku, zaś panowie nakreślają historię ruchów lewicowych.

Po dotarciu na miejsce i rozpakowaniu, dzwonię do pracy (mamy do niezbędnego minimum ograniczyć kontakty ze światem zewnętrznym) i zbieram relacje od kierowniczki. I oddział: stan osobowy bez zmian w porównaniu do dnia wczorajszego. U kolejnych trzech osób zmiany skórne (boję się, czy to nie świerzb). Pani Goździk wyszła z DPS przed śniadaniem nie informując, dokąd idzie i kiedy wróci; II oddział: stan osób bez zmian. Pogorszyła się kondycja pana Gruszki. Pani Hiacynt przewróciła się, ale doszło tylko do otarcia naskórka. Pani Lawenda skarżyła się na bóle brzucha; III oddział: stan osobowy bez zmian. Pogarszająca się kondycja panów Draceny oraz Wierzby. Młody (jak na warunki domu pomocy) mężczyzna, 40-letni pan Czereśnia, ma ustaloną konsultację anestezjologiczną na 10 marca, a 17 marca zaplanowano jego przyjęcie na oddział chirurgii w celu usunięcia worka stomijnego. Jest to dla niego bardzo ważne, wciąż o tym mówił, a cała sytuacja go krępowała. Kierowniczka opowiada, że mężczyzna bardzo cieszy się na ten zabieg.

Niestety, trening interpsychiczny został zdominowany przez temat Koronawirusa. Kilka kobiet posiada w sobie mnóstwo negatywnych emocji i bez skrupułów rozładowują je na grupie. Całkowicie rozkłada mnie przeziębienie. Wprawdzie nie kicham i nie mam kataru, ale odnoszę wrażenie, że temperatura rośnie z każdą chwilą. Źle się czuję. Parę osób ratuje mnie swoimi prywatnymi medykamentami, ale na szczęście nikt za bardzo nie zwraca na mnie uwagi. Panuje dziwna atmosfera, gdyż nie zajmujemy się treningiem tylko rozmowami, czy szkolenie w ogóle powinno się odbyć. Klimat jest napięty i z każdą minutą robi się coraz gorzej. Dwie kobiety płaczą mówiąc, że wszystkich nienawidzą, a ja wręcz fizycznie odbieram tę nienawiść i coraz bardziej zagłębiam się w materac. Akebia z K. jest oburzona, że zajęcia, co do zasady, są prowadzone. Ciągle wydzwania do swojej przeziębionej córki z obawą, czy nie zaatakował jej Koronawirus. Jej imienniczka z tej samej miejscowości głośno i natrętnie jej wtóruje. Podobnie peroruje bezdzietna, wolna, anonimowa alkoholiczka (nazywam ją alkoholiczką, gdyż sama wciąż powtarza, że nią jest). Panie nocują w jednym pokoju i wspierają się nawzajem. Wszyscy żywo dyskutują nad sensem pozostania na warsztatach. Zauważam, że również Żywotnik z R. jest wyjątkowo zdenerwowany i nie panuje nad sobą. Nie chce uczestniczyć w zajęciach, mimo że wcześniej aktywnie i z dużym zaangażowaniem brał w nich udział. Właściwie trening interpsychiczny zamienia się w interpersonalny. Ludzie nie zamierzają poddać się treningowi argumentując, że wymaga się od nich rozmów o duperalach w sytuacji, gdy w kraju zaczyna szaleć epidemia, a oni wszyscy zostawili w domach swoich bliskich. Ja dosłownie zdycham z przeziębienia, a ludzie się kłócą. Na szczęście nikt mi nie zarzuca faktu prątkowania i stwarzania zagrożenia dla innych. Jak liczę swoje osoby bliskie i zależne, muszę przyznać, że sam zostawiłem sporą gromadkę, ale jestem przekonany, że beze mnie doskonale sobie poradzą. Osoby, z którymi przyjechałem, pomagają mi i troszczą się o mnie. Skupiony na samym sobie, raczej nie potrafię zrozumieć obaw koleżanek. Jesteśmy przecież odizolowani od świata zewnętrznego, mamy gdzie spać i co jeść…. Dowiaduję się, że Aloes z O. nie ma dokąd wrócić, ponieważ jego wspólnota zamyka się na świat zewnętrzny. W sumie, to bardzo ciekawy człowiek wyznawca buddyzmu zafascynowany ruchami lewicowymi. Przeżywa, że nie będzie mógł zobaczyć się ze swoją dziewczyną. W końcu jednak znajduje miejsce, w którym się zatrzyma, jest to ośrodek, w którym pracuje, dla osób uzależnionych.

Już po zajęciach Żywotnik z R. denerwuje się i klnie na jakiegoś górnika, który ponoć pojechał do Włoch na wycieczkę za ułamek jej wartości. Było tanio, bo panowała już epidemia, a on mimo ostrzeżeń skorzystał z okazji. Po samym powrocie udał się ponoć do kościoła i naraził na zakażenie mnóstwo ludzi.
Żywotnik wydzwania do swoich znajomych i rodziny, mocno emocjonując się sytuacją. Słyszę jakoby mieli zamknąć granice między województwami i radzą mu, żeby wracał z powrotem przez Słowację. Wątpię w aż taką skuteczność państwa, która mogłoby w kilkanaście godzin zamknąć miasta i powiaty, bo i po co? Ale cieszę się, że przyjechałem podwyższonym samochodem, z napędem 4×4. Planuję, że w razie czego, przejadę do domu lasami. Dam radę. Zastanawiam się, czy wirus jest rzeczywiście taki złośliwy? To przecież niemożliwe, aby jeden człowiek zaraził dziesiątki innych ludzi, jeśli ich nie dotykał, nie kichał na nich, ani nie wymieniał się z nimi płynami ustrojowymi. Ale Żywotnik, jak sam o sobie mówi: Hanys – wie lepiej. Nie komentuję i nie kwestionuję jego wywodów, skupiam się na swoim wyzdrowieniu. Przez rok pracowałem w placówce Senior – Wigor w tamtym mieście, i wiem, że lepiej nie zadzierać z tamtymi mieszkańcami.

Oglądając wieczorne wiadomości zwracam uwagę na relację pewnego Polaka, który krytykuje przygotowanie Włoch do epidemii. Przez Internet relacjonuje w formie zapisu audio-video pobyt z izolatki pełnej insektów. Zgroza, nie chce mi się wierzyć, aby w miasteczku oddalonym zaledwie o dwadzieścia pięć kilometrów od Bergamo – stolicy Lombardii, działy się takie rzeczy. Lubię to miasto, gdyż wywarło na mnie swym jednoczesnym pięknem i nowoczesnością niesamowite wrażenie. Przepadam za uroczą starówką z mnóstwem renesansowych jak i późniejszych budowli. Osobiście zapamiętałem nieformalny herb Bergamo, czyli trzy jądra posiadane przez człowieka, któremu miasto zawdzięcza swoją wielkość. Nie chce mi się wierzyć w sytuację, którą Polak zastał w tamtejszym szpitalu. Zwłaszcza, że zamieszkuje tam mnóstwo naszych rodaków. Jeden z nich oprowadzał nas po muzeum. Czytam też, w Internecie, że Harvey Weinstein, amerykański producent filmowy, został uznany za winnego gwałtu i grozi mu dwadzieścia pięć lat więzienia. Na Instagramie w imieniu komika Billa Cosby’ego, skazanego również za to przestępstwo, pojawiło się oświadczenie podpisane przez jego rzecznika, który pyta retorycznie: „Gdzie znajdziemy sprawiedliwość i bezstronne sądy?”. Chłonę tekst i przyznaję, że coraz mniej rozumiem świat. Kiedyś doskonale się bawiłem oglądając razem z dzieciakami kolejne odcinki serialu z udziałem tego człowieka. Później pojawiły się informacje, że gość usypiał i gwałcił swoje koleżanki z planu filmowego. Doznałem szoku, który spowodował, że całkowicie straciłem do aktora sympatię. Głowię się, dlaczego tacy ludzie ośmielają się, po udowodnieniu im zbrodni, oceniać innych?

Mimo że podczas poprzedniego zjazdu udaliśmy się dwa razy do term, dzisiaj jakoś nikt tego nie proponuje. Rozmowy o Koronawirusie zdominowały umysły wszystkich na tyle, że tylko na tym są w stanie się skoncentrować.

 

27 lutego – czwartek.

Rano po śniadaniu jadę do apteki. W Mieście Tatrzańskim pustki, na ulicach brak żywej duszy. Wygląda, że po skończonych feriach wszyscy goście opuścili Tatry. Mam kłopot ze znalezieniem sklepu z farmaceutykami i błądzę. W końcu decyduję się podjechać na stację paliw. Przy kasie widzę płyn do dezynfekcji, trochę mnie to dziwi, ale nie komentuję. Myślę sobie, że Orlen handluje już wszystkim, od paliw, po odgrzewaną kiełbasę i schłodzone serki. Aptekę znajduję obok Urzędu Miejskiego, trudno przy niej zaparkować, głównie z uwagi na spacerujących ludzi. Przed wejściem bacznie obserwuje mnie mężczyzna, przypominający z wyglądu Roma. Chce mnie okraść? W sklepie aptekarz nakazuje zachowywać dystans i kiedy wyjmuję portfel, informuje mnie, że płatności za leki można dokonać tylko i wyłącznie kartą. W radiu słyszę, że kolejne państwa ogłaszają pojawienie się zakażeń na swoim terytorium, a Koronawirus jest już w pięćdziesięciu dwóch krajach. Od dziś pojawił się w Holandii i Irlandii Północnej. Słyszę też, że brodacze są bardziej narażeni na zakażenie i uzmysławiam sobie, że dwóch kursantów posiada całkiem ładny, bujny zarost, a w ośrodku pomocy, w którym pracowałem wcześniej, w moim dziale na pięciu mężczyzn, tylko ja nie miałem brody.

Ledwo zdążam na zajęcia, ale nadal prym wiedzie dyskusja, czy powinniśmy w nich w ogóle uczestniczyć. Porażka. Wyłoniły się dwie grupy, w tym jedna      z pokoju zamieszkiwanego przez kobiety. Obie Akebie z K. twierdzą, że natychmiast trzeba zamknąć warsztaty. Drugie grono uważa, że trening jest bezpieczny, gdyż nie biorą w nim udziału ludzie z zewnątrz i można go spokojnie kontynuować. W końcu prowadzący stwierdza, że albo wszyscy zostajemy, albo się rozjeżdżamy. Jeśli wybierzemy drugą opcję, musimy liczyć się z konsekwencjami. Nic nie idzie do przodu. Wciąż dyskutujemy na temat sensu przedłużania zajęć. Mam świadomość, że w związku z zaplanowanym przeze mnie urlopem, strata dwóch bieżących dni i wynikająca z niej konieczność ponownego stawienia na warsztatach, spowoduje brak możliwości spełnienia oczekiwań mojej żony. Trzy panie, które bardzo chcą wracać, ostatecznie zostają, ale widać, że zostały przymuszone, więc do końca dnia się nie odzywają, a podczas wspólnych posiłków patrzą na pozostałych jak na najgorszych wrogów. Żywotnik też się nie odzywa, ale purpura twarzy bez wątpienia świadczy o zabarwieniu jego myśli. Kilka innych osób również przestało zabierać głos, a każda próba nawiązania z nimi dialogu kończy się agresją. Myślę, że dziwne zebrało się tu towarzystwo terapeutów, strasznie rozemocjonowane. Biorę leki i staram się nie zwracać na siebie uwagi, co mi się udaje. Wieczorem oglądam telewizję, z której dowiaduję się, że prezydent Duda odwiedził Podhale i doszło tam do jakiegoś niemiłego incydentu. Jakby nie patrzeć, przebywał niedaleko nas, zaś my skupieni na roztrząsaniu kwestii wyjazdu lub pozostania, nie skorzystaliśmy z okazji spotkania się z głową państwa – taki żarcik. Wieczorem przepraszam żonę za swoje zachowanie, jestem dziwnie zdenerwowany i za bardzo nie wiem nawet, za co. Czytam w necie, że Tom Holland, 23-letni aktor brytyjski, znany głównie z filmów realizowanych przez konsorcjum Marvel, zdradził nowinę o odbyciu rozmowy na temat nakręcenia nowej wersji trylogii „Powrót do przyszłości”. W sumie fajny film i chętnie go obejrzę w nowej wersji. Zwracam uwagę na informację, że „lekka niedyspozycja” Papieża wygląda na poważne przeziębienie. Podobnie jak dziś, również w piątek odwołano część jego spotkań, między innymi oficjalne audiencje. Czyżby i Franciszka dopadł Covid – 19?

Pomimo zakazu dzwonię do DPS, stan osobowy bez zmian: 163 osoby z czego cztery w szpitalu. I oddział: Pan Świerk nadal gorączkuje, pani Dziewanna źle się czuje i skarży, że słyszy nocą głosy, trzeba ją skonsultować psychiatrycznie. Mieszkańcy byli dziś badani przez internistę, trzy osoby wymagają szczególnego dozoru personelu; II oddział: Pan Gruszka jest głośny, pobudzony, żąda papierosów, których nie dostarczyła mu córka. Lży na personel. Trzy osoby źle spały, a dodatkowo jedna z nich zgłaszała ból głowy; III oddział: Pani Koniczyna oraz pan Platan nie śpią w nocy, przechadzają się po korytarzu i wychodzą do palarni. Nie reagują na polecenia personelu, budzą innych. Pan Czereśnia przygotowywany jest do pobytu w szpitalu na oddziale. Pani Pierwiosnek, młoda dziewczyna ze wstrząsającymi epizodami życiowymi spowodowanymi schizofrenią, zalega w łóżku, nie chce z niego wyjść, nie je, nie pije i nie przyjmuje leków.

Wieczorem przymuszony przez towarzystwo z pokoju oglądam w telewizji program „Królowe życia”. Dziewczyny młodsze od moich dzieci strasznie się nim podniecają, panie magister psychologii. Nie pojmuję, co ciekawego można dostrzec w życiu takich indywiduów! Patrzę na ekran z przerażeniem! Widzę kobietę nazywającą siebie królową i jej chłopaka (gość jest starszy i cięższy ode mnie, więc słowo „chłopak” nie za bardzo mi pasuje) oraz jej syna Konana. Szok. Wyszedłem, ale przez przypadek trafiłem do pokoju trzech zbuntowanych kobiet, które chciały przerwać zajęcia. Nie było tam zbyt miło, dlatego szybko wróciłem do swojego pokoju. Znosiłem ze spokojem śmiech młodych dziewcząt zapatrzonych w stwory, o istnieniu których do tej pory nie miałem pojęcia.

Po wspólnym i emocjonującym seansie telewizyjnym zasypiam, zastanawiając się, jaka będzie decyzja kadry zarządzającej uczelnią. Urlopu na dodatkowe szkolenie mi nie wystarczy! Żona, jak co kwartał, zaplanowała mini wyjazd
i wszystkie dni są dokładnie przeliczone, hotele zarezerwowane, a samoloty opłacone. Przed snem czytam, że WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) stwierdziła, że istnieje potencjał do wywołania globalnej epidemii. Przypuszczam jednak, że nie w Polsce. Tu jesteśmy bezpieczni.

 

29 lutego – sobota, dzień zdarza się raz na 4 lata, bo to rok przestępny.

Dodatkowy dzień w roku wybija mnie bardzo z rytmu miesiąca. Czuję się już zdrowy. Przeziębienie minęło całkowicie i to bez leżenia w łóżku. Zajęcia mijają dość szybko, nikt nie prowadzi zbędnych dywagacji. Po obiedzie zbieramy się do wyjazdu. Patrzę raz jeszcze na Tatry, które roztaczają piękny widok. Zaśnieżone stoki, czyste niebo, piękne słońce i niewielką liczbę ludzi. Z żalem muszę stwierdzić, że spędzone tu dni należą do zmarnowanych. Przez większość czasu pozostawaliśmy w sporach. Roztrwoniliśmy go na bezsensowne utarczki, czcze rozmowy o niczym oraz wypominanie sobie różnych dziwnych kwestii. Widzę, że większość uczestników treningu czuje niechęć do innych. Zresztą podobnie jak ja. Mimo że uchodzę za człowieka tolerancyjnego i staram się żyć według tych zasad, pewne osoby całkowicie mnie do siebie zraziły egoizmem i egocentryzmem. Z warsztatów wyjeżdżam z awersją do zwrotów typu: „zabierasz mi przestrzeń, nie pozwalasz wyrazić siebie, a moja złość spowodowana jest strachem, który powodujesz” i podobnych stwierdzeń. Spotkanie nie scementowało naszego zespołu, a wręcz odwrotnie. Niektórzy wciąż podkreślali, że grupie
B (naszej) zapewniono gorsze warunki niż A z powodu: mniej optymalnego terminu zjazdów, słabiej znanych prowadzących, nieprzyjemnych trenerów
i innych bzdetów. Osobiście nie podzielam tego zdania. Uważam, że należy cieszyć się tym, co jest nam dane i maksymalnie wykorzystać stworzone możliwości. Sam trening okazał się wyjątkowo nieudany, wywołując mnóstwo negatywnych uczuć. Zamiast umożliwienia uczestnikom spojrzenia w głąb siebie, pozostawił po sobie niesmak. W drodze powrotnej czuję, że wszyscy mają dość zajęć, warsztatów, sytuacji i siebie nawzajem.

Rozwożę znajomych pod ustalone adresy i wracam do domu. Słucham nowych wiadomości, że w przeciwieństwie do pozostałych państw, Szwecja
i Wielka Brytania niczego się nie boją i w związku z tym nie wprowadzają żadnych obostrzeń na wzór innych krajów. Myślę, że skoro już wszyscy o tym trąbią, trzeba się zastanowić, jakie kroki należy przedsięwziąć, aby z całej sytuacji wyjść obronną ręką. Istnieje za dużo niespójnych i całkowicie sprzecznych informacji, dlatego postanawiam skupić się na swojej pracy. Mam zamiar maksymalnie zabezpieczyć ludzi, których powierzył mi przez los oraz zadbać o najbliższych. Zbędne wieści z zewnątrz mogą wywołać w mojej głowie jedynie chaos i spowodować, że ich nadmiar uniemożliwi mi podejmowanie racjonalnych decyzji. Postanawiam zaufać swojemu doświadczeniu i wiedzy, które nabyłem przez lata pracy na terenie kilku województw. Miałem szczęście spotykać niezwykłych ludzi i spróbuję to, czego od nich się nauczyłem, wykorzystać.

Cieszę się niezmiernie ze swojego powrotu do domu. Mam swój azyl, a to jest najważniejsze. Dzwonię jeszcze do DPS, teraz już legalnie. I oddział: stan osobowy jak wczoraj. U kolejnej osoby zauważono zmiany skórne. Poprawiła się kondycja pani Koniczyny, ale pogorszył stan pana Brzozy. Pani Dziewanna została odwiedzona w szpitalu, zaniesiono jej rzeczy i napoje. Pani Goździk wyszła po piętnastej do miasta uprzedzając, że nie wróci na kolację przed osiemnastą. Tłumaczy się weekendem. Pan Sumak – młody mężczyzna został zabrany przez brata na przepustkę; II oddział: stan osobowy jak wczoraj. Jedna osoba źle spała i konieczna jest w tym przypadku konsultacja psychiatryczna. U pana Gruszki była w odwiedzinach córka. Kilka dni wcześniej odbyłem z nią bardzo długą rozmowę. Kobieta nie jest konsekwentna. Mimo upomnienia, aby nie przynosiła ojcu papierosów, nieustannie to robi. W efekcie o mało co jej ojciec nie puścił z dymem siebie i kolegów z pokoju. Skończyło się jedynie na spaleniu nowego materaca. Gdy pan Gruszka poruszał się samodzielnie, córka sama nalegała, by nie dawać ojcu papierosów. Natomiast teraz, kiedy mieszkaniec jest unieruchomiony, zostawiła mu je wraz z zapalniczką, nie informując nikogo o takim prezencie. Polecam personelowi zwrócenie szczególnej uwagi na mieszkańca;
III oddział: stan osobowy jak wczoraj. Pani Rdest nadal dziwnie się zachowuje, ale zaczęła jeść. Poprawił się stan pana Draceny. Pan Czereśnia denerwuje się, gdyż rany wokół otworu stomijnego się zaognia. Podsumowując, zwykły dzień, nic specjalnego się nie dzieje.

Po powrocie do domu odbywam spacer po łąkach i lesie z żoną oraz z psiakiem. Wyżeł jest przeszczęśliwy. Biega, skacze i aportuje. Małżonka twierdzi, że przy mnie jest bardziej wyluzowany i spokojniejszy. Rozmawiamy o dzieciach. Jedna z córek sprzedała mieszkanie i aktualnie szuka domu w typie bliźniaka (nie dziwię się, jej rodzeństwo to bliźnięta), druga planuje remont łazienki i sprowadza się do nas na dwa tygodnie, gdyż jak twierdzi, dłużej z nami nie wytrzyma. Przygotowujemy się do ich przyjazdu, a będzie to skomplikowane przedsięwzięcie, bo oprócz dwóch kolejnych osób, pojawi się następny duży pies, drugi wyżeł. Wprawdzie sytuacja nie należy do nowości, bo zdarzało się wcześniej, że w domu przebywało jednocześnie pięć psów, w tym trzy nieposkromione, pełne energii wyżły. Teraz jednak chcemy, by było wyjątkowo przyjemnie. Szykujemy pokoje dla dzieci oraz legowiska dla czworonogów. Słuchając wieczornych wiadomości dowiaduję się, że Instagram obchodzi dwudziestą dziewiątą rocznicę swojej działalności. Osobiście nie używam i średnio wiem, do czego służy. Słyszę również o pierwszym przypadku śmierci zakażonego w USA. Jednak mnie bardziej obchodzi podpisanie porozumienia pokojowego z Talibami przez Amerykanów. Czyżby koniec osiemnastoletniej wojny? Dwóch moich znajomych przebywających na misjach, opowiadało mi o tamtejszym piekle. Dobrze, że się skończyło. Pojawia się informacja, że szpitale na Mazowszu trwają w stanie podwyższonej gotowości. Przewidują uderzenie przez Koronawirusa właśnie tam. Jakiś Tomasz Jacyków ogłasza najlepiej i najgorzej ubranych Polaków. Na wiadomość w ogóle nie zwróciłbym uwagi, gdyby nie ostatnie wieczorne seanse programu „Królowe życia”. Boże, do tej pory nie zdawałem sobie sprawy o istnieniu takich ludzi!! Ich problemy stanowią dla mnie pewną nierealną nowość. Niesamowite. Słyszę też, że polski doktor Maciej Tarkowski, pracujący w Mediolanie, wyizolował szczep włoskiego wirusa i to jest ważna wiadomość. Mogę to skomentować w jeden sposób: Polak potrafi.

Podsumowując luty muszę stwierdzić, że miesiąc należał do wyjątkowo ciepłych i słonecznych oraz brakowało w nim opadów. A co do Koronawirusa, trzeba się przygotować.

 

1 marca – niedziela, Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Skoro dysponuję wolnym dniem, postanowiłem pojechać do mamy w Wielkopolsce. Bardzo się dopominała o odwiedziny narzekając, że czternastego lutego, zamiast nią, odwiedziłem dzieci i wnuczęta w Warszawie. Żona nie ma pretensji. Zwłaszcza, że i tak miałem przebywać poza domem. Przed podróżą robię zdjęcie licznika, bo zapewne jadąc polskimi, wciąż remontowanymi drogami, przemierzę z tysiąc kilometrów. Słuchając radia dowiaduję się, że konwencja Kidawy-Błońskiej, kandydatki na urząd Prezydenta Polski, odbywa się w Kutnie. Lubię to miasto, bo pochodzi z niego jeden z moich zięciów oraz mój najlepszy kolega ze studiów. Niespodziewanie słyszę słowa Adama Bielana, że Dudabus i Prezydent odwiedzą w najbliższych dniach Kutno, Turek i Łowicz. W sumie, logiczne. Miejscowości leżą w bliskiej odległości od siebie, zaś sam Turek stanowi moje miasto rodzinne, gdzie nadal mieszka wielu znajomych. Ciekawe, czy dojdzie do spotkania obojga kandydatów w Kutnie?

Mama, doczekawszy się swojego syna, jest przeszczęśliwa. Chciałem zamówić obiad i przywieźć go z drogi, ale ona uparła się samodzielnie przygotować dwudaniowy posiłek, wraz z deserem i kawą. Wspólny czas spędzamy na wspominkach i wymianie informacji, co słychać u bliższej i dalszej rodziny. Mama przypomina, że chciałaby odwiedzić z kilkudniowym pobytem każde ze swoich dzieci. Zgadzam się i ustalamy termin na poświąteczny, natomiast samą Wielkanoc mama spędzi u mojej siostry, pod Zgierzem. Wykonuję kilka drobnych prac i wracam do domu.

Po wyjeździe z Turku, dzwonię do DPS. I oddział: stan jak wczoraj, dodatkowo jedna osoba na przepustce, rodowity mieszkaniec Miasteczka, weekend spędził u brata. Cieszę się z tego faktu, bo pan Sumak, chorujący na schizofrenię w środowisku bardzo źle funkcjonował, dopiero w placówce doszedł do siebie. Pogarsza się stan pana Brzozy. Odwiedzono w szpitalu panię Dziewannę i przekazano świeżą bieliznę. Pani Goździk od godziny piętnastej jest nieobecna w swoim pokoju, wróciła po dwudziestej drugiej; II oddział: stan jak wczoraj. Pani Jaskier jest agresywna, nie chce przyjmować leków, zwymiotowała po obiedzie. Pan Berberys nie wychodzi z łóżka, rano trzeba było wykonać przy jego posłaniu toaletę, nakarmić i przebrać. U pani Szałwi miały miejsce familijne odwiedziny, a pani Mak przyjęła wizytę córki. Po jej zakończeniu, mieszkanka zgłaszała ból kolana. Sprawę trzeba dokładnie zbadać, bo czasem zdarzają się bardzo nieprzyjemne incydenty, zwłaszcza po odwiedzinach. Pani Lawenda cierpi na biegunkę; III oddział: stan jak wczoraj, wszystko w porządku. U pani Dalii pojawiła się z wizytą znajoma, a u pani Koniczyny – córka. Ten fakt również napawa mnie optymizmem. Osobiście przyjmowałem tę panią i długo musiałem uspokajać jej córkę, która nie akceptowała decyzji o umieszczeniu matki w placówce. Okazało się, że mieszkanka jest niezwykle uciążliwą osobą, która wymaga stałej opieki psychiatrycznej oraz nadzoru wykwalifikowanych pielęgniarek. Jednak muszę stwierdzić, że społeczność DPS nie została dziś odwiedzona przez zbyt dużą ilość gości. O dziwo, sami lokatorzy również nie wychodzą na spacery w ogrodzie, choć dzień należy do naprawdę pięknych, jakby przestraszyli się wiadomości, którymi bombardują zewsząd media.

Słuchając radia dowiaduję się, że Episkopat Polski wydaje zalecenia dla wiernych na temat zachowania się podczas mszy świętych. Sprawa nie dotyczy jednak mojej rodziny. Mama od wielu lat słucha mszy w radiu, a my i nasze dzieci do kościoła od pewnego czasu nie chodzimy. Kiedyś uczęszczaliśmy w pełnym składzie każdej niedzieli i braliśmy udział we wszystkich uroczystościach, a starszy syn był nawet lektorem, ale coś się stało i przestaliśmy się angażować. Jakoś tak wyszło. Główny Inspektor Sanitarny odradza podróżowania do państw, w których odnotowano najwięcej przypadków Koronawirusa. Przypomniano też, że w części regionów Włoch wprowadzono specjalne środki ostrożności, które mają zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii. Słucham porad, co należy zrobić, gdy wykupiło się wycieczkę do Italii i jak walczyć o zwrot pieniędzy. Na szczęście, nie odnosi się to ani do mnie, ani do żony, bo najbliższy wyjazd planujemy do Nicei, zaraz po konferencji, dwudziestego pierwszego kwietnia. Na Włochy przyjdzie czas dopiero w maju.

Zasłuchany nie zauważam nawet, że nawigacja doprowadziła mnie do autostrady. A2 pokonuję bez żadnych kłopotów, ale remont odcinka A1 ciągnie się już kolejny miesiąc i powoduje realne niebezpieczeństwo. Jestem zdziwiony, gdyż ostatnim razem GPS kierował mnie drogami lokalnymi, a dziś jest inaczej. Pamiętam, że z tej trasy wypadł celebryta, Kamil Durczok. Posiadam podobnie        jak on samochód z asystentem pasa ruchu i aktywnym tempomatem, ale wiem, że muszę bardzo ostrożny, bo drogi są naprawdę kiepskie, a systemy zawodne. Na szczęście, ruch jest mniejszy i trasa mimo zwężenia pozwala płynnie podróżować.

W domu jestem z powrotem około dwudziestej, po przejechaniu takiej liczby kilometrów, jak się spodziewałem. Oczywiście, jeszcze mnie czeka spacer
z psem. Jestem zmęczony, ale i zadowolony. Najważniejszy jest jednak fakt, że zdołałem uszczęśliwić swoją matkę nie tylko odwiedzinami, ale i zaplanowaniem wspólnego czasu po świętach.

Oglądając telewizję słyszę, że we Włoszech zarażonych jest już tysiąc siedemset osób, a pięć kolejnych zmarło w ciągu ostatniej doby, natomiast w Chinach zanotowano blisko osiemdziesiąt tysięcy zakażeń. Za to w Polsce Internet żyje pomyłką Adama Bielana na temat podróży Dudabusa do Kutna, bo tak naprawdę nie było jej w planach. Nadal uważam, że epidemia została medialnie za bardzo rozdmuchana, a konsekwencje będą niestety bardzo realne.

 

2 marca – poniedziałek.

Wracam do pracy, a mimo urlopu, szef mnie nie wyrzuca. Zaoszczędziłem więc jeden dzień wolnego. Super. Muszę tylko dokonać zmian w swoim wniosku urlopowym.

Sprawdzam raporty. I oddział: stan osobowy bez zmian, a jeden z mieszkańców nadal na przepustce; II oddział: stan 54 osoby bez zmian. Pogorszył się stan pana Gruszki. Pan Tuja zanieczyścił się, a w związku z tym, że należy do mężczyzn zawsze zadbanych i schludnych, jestem zaniepokojony. Stwierdzam, że musi się dziać z nim coś złego i wymaga wzmożonej opieki. U dwóch osób pojawiły się zmiany skórne, ale zostały opatrzone; III oddział: stan osobowy bez zmian. Pan Wierzba jest osłabiony, nie chce pić ani jeść. Pan Platan wykazuje duże pobudzenie psychoruchowe, konieczna będzie konsultacja psychiatryczna. Pan Wiśnia zgłasza złe samopoczucie.

Idąc na odprawę rozmawiam z mieszkańcami, którzy pytają mnie o epidemię, o której tyle media donoszą. Uspokajam, że nie muszą się niczego obawiać i wszystko jest pod kontrolą. Informuję, że prawdopodobnie będziemy musieli zamknąć się w placówce, aby uchronić swoje zdrowie. Osoby, z którymi konwersuję, o dziwo, nie próbują nawet protestować.

Na cotygodniowym spotkaniu omawiamy, co się dzieje na poszczególnych oddziałach. Później dyskutujemy na temat zmiany organizacji pracy w pralni. Na początku roku zabroniliśmy mieszkańcom uczęszczania do dużego budynku gospodarczego z pralnią i nakazaliśmy zostawianie ubrań oraz bielizny w określone dni tygodnia w pomieszczeniu na terenie budynku głównego. Wcześniej dosłownie zadeptywali halę dużej pralni, wciąż przynosząc te same rzeczy, aż do ich całkowitego rozpadu. Doświadczenia z kilku wcześniejszych placówek nauczyły mnie, że nie można prać pościeli, kołder i podkładów razem z rzeczami osobistymi i bielizną. Trzeba to rozdzielić. Mimo oporów wdrożona modyfikacja nie tylko się przyjęła, ale i sprawdziła. Mieszkańcy nie chadzają już śliskimi chodnikami do pralni zewnętrznej i wszystko załatwiają w ramach jednego obiektu, zaś personel ma mniej pracy. Pojawiła się możliwość zaoszczędzenia na środkach czystości, wodzie a nawet na energii elektrycznej, że o kwestiach bezpieczeństwa nie wspomnę.

Zastanawiamy się, co dalej czynić w świetle informacji na temat Covid – 19. Uważam, że społeczność placówki została przygotowana na wstrzymanie odwiedzin zewnętrznych. Można pójść krok dalej i poddać ją kwarantannie. Mieszkańcy deklarują brak pretensji w związku z nałożonymi ograniczeniami. Sugeruję zachowanie izolacji z uwagi na osoby starsze. Ostatecznie nie podejmujemy żadnej radykalnej ani wiążącej decyzji. Dyrektor Naczelny udaje się do Starostwa, w celu zrelacjonowania naszych zamierzeń.

Po południu na terenie Szpitala Powiatowego, naszego sąsiada zza płotu, wprowadzono do odwołania restrykcje związane z odwiedzinami u pacjentów. W ramach przyjętych zasad odbywanie wizyt jest możliwe jedynie w godzinach między czternastą, a siedemnastą. U konkretnego chorego w danym czasie ma prawo przebywać tylko jeden gość, natomiast osoby z objawami grypy i innych infekcji zobowiązuje się do zaniechania odwiedzin do momentu całkowitego wyzdrowienia.

Dyrektor informuje, że Starostwo ma duże obiekcje dotyczące ograniczeń narzuconych w naszej placówce. Pojawiło się nawet stwierdzenie, że przesadzamy. Na szczęście jednak, kierownictwo, personel oraz tym bardziej on sam uważa wprowadzenie obostrzeń za konieczne. Powinniśmy przecież powierzonych nam mieszkańców chronić, podobnie jak i pracowników.

Podejmujemy wspólnie decyzję o odwołaniu zajęć grupowych w małych salkach, a tym samym zawieszamy spotkania moich grup. Trochę mnie to cieszy, bo od lipca ubiegłego roku narzuciłem sobie zbyt duże tempo. Prowadziłem zajęcia codziennie, a od nowego roku dwa razy w tygodniu z dwiema grupami. Do każdych warsztatów należało się przygotować, a stanowiły one przecież moją dodatkową działalność, poza standardowym zakresem czynności.

Na koniec dnia sprawdzam raporty. I oddział: stan osobowy jak rankiem. Pan Sumak wrócił z przepustki. Pani Goździk od rana przebywa w WTZ, nie wróciła na obiad. Lekarz POZ zalecił kilku osobom inhalacje. Pracownicy narzekali, że pięć osób sprawiało trochę trudności w codziennej pielęgnacji. Przygotowano mieszkańców do wyjazdu do Gliwic. Pogorszyła się kondycja pani Konwalii. Pani Mak po nawiązaniu kontaktu z rodziną poleciła odwołać konsultacje u lekarza specjalisty; II oddział: stan jak rano. Pogorszyła się kondycja panów Gruszki i Tui. U dwóch osób nadal utrzymują się zmiany skórne; III oddział: stan bez zmian. Pan Wierzba jest osłabiony, nie chce pić ani jeść. U pana Platana nadal odnotowuje się pobudzenie psychoruchowe mimo zmiany leków. Zarejestrowano nieobecność pani Róży, która nie zgłosiła wyjścia na miasto.

Popołudnia od godziny siedemnastej wyglądają bardzo podobnie, co mnie cieszy. Zakupy, spacer z psem i obiad. Wykonuję jakieś czynności porządkowe
w obejściu i gram.

Wieczorem dowiaduję się z wiadomości, że podczas dzisiejszej konferencji prasowej Dyrektor Generalny Światowej Organizacji Zdrowia jest zaniepokojony rozwojem zakażeń Koronawirusem. Martwi go gwałtowny przyrost zachorowań poza obszarem Chin. W ciągu doby odnotowano aż dziewięć razy więcej nowych przypadków epidemii w innych krajach niż w samym Państwie Środka, gdzie znajduje się przecież jej źródło. Największe obawy wzbudza pogarszająca się sytuacja w Korei Południowej, Iranie, Japonii oraz we Włoszech. Słyszę również o pierwszych zarażonych osobach w Portugalii.

W Polsce Sejm w ciągu jednego dnia przyjął rządowy projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID – 19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Władza zyskała dzięki temu zakres specjalnych uprawnień do walki z pandemią. Na razie nie znam jeszcze ich szczegółów, ale się dowiem.

Leżąc w łóżku zaczynam analizować, czy moje gorsze samopoczucie w lutym podczas zjazdu w Mieście Tatrzańskim, nie było przypadkiem związane
z COVID – 19. Dokładnie sprawdzam najczęstsze objawy choroby: wysoka gorączka (powyżej 38 stopni), kaszel, duszności, problemy z oddychaniem, bóle mięśni i zmęczenie, dodatkowo może temu towarzyszyć utrata węchu i smaku. Na szczęście nic takiego u siebie nie dostrzegłem, a od października nie opuszczałem kraju. To musiało być zwykłe przeziębienie.

 

 

3 marca – wtorek.

Jadąc rankiem do pracy zastanawiam się, czy remont wiaduktu na drodze krajowej w Miasteczku nie wymusi na mnie zmiany trasy. Powstają korki i przejazd opóźnia się o wiele minut. Może lepiej przejechać kilkanaście kilometrów więcej, ale bez zastojów? Słyszę, że z przeprowadzonych w Polsce stu dwudziestu siedmiu testów na obecność COVID – 19, u wszystkich badanych osób wyniki są negatywne. Jest dobrze.

Sprawdzam raporty. I oddział: stan 54 osoby, cztery w szpitalu. Wieczorem i w nocy zabrano tam dwie osoby. Pierwszym zabranym był pan Brzoza, który stracił przytomność. U pana Kaktusa zauważono krew w worku na mocz. Wezwano pogotowie, które odmówiło przyjazdu. Przywołano więc lekarza POZ, który zbadał mieszkańca, podał mu leki domięśniowe i kazał obserwować. Po kilku godzinach ponownie zaalarmowano pogotowie, gdyż sytuacja nie uległa zmianie, a mężczyzna zaczął zgłaszać ból. Tym razem zabrano go do szpitala; II oddział: stan 54 osoby, jedna w szpitalu Pan Tuja skarży się na dolegliwości brzucha. Pan Gruszka jest wulgarny i lży na personel. Jego stan się na przemian polepsza i pogarsza. U dwóch nowych osób zauważono zmiany skórne, które opatrzono. Pan Śliwa posiada zmiany skóry na kikucie, musi je obejrzeć lekarz; III oddział: stan 54 mieszkańców, dwie w szpitalu. Panowie: Platan i Chmiel są pobudzeni psychoruchowo, nie spali w nocy. Pani Tulipan jest osłabiony.

Na polecenie Dyrektora spotykamy się w pokoju gościnnym, nie posiadamy do odpraw innego pomieszczenia. W zasadzie wracamy do praktyk stosowanych od roku, gdy każdego dzień omawialiśmy stan wydarzeń w DPS. A działo się sporo, począwszy od remontu budynków gospodarczych, modernizacji atrium i kotłowni, przez odświeżenie pokoi mieszkalnych, po zmiany w regulaminie organizacyjnym, procedurach i przepisach wewnętrznych, kończąc na uruchomieniu nowych zajęć. Aktualne plany są równie ambitne. Należy do nich remont łazienek w przyziemiu (nazywanym oficyną), dalsza renowacja pomieszczeń mieszkalnych, części biurowej i świetlicy, modernizacja wewnętrznej sieci radiowej, udostępnienie mieszkańcom wi-fi oraz zakup samochodu. Rozmawiamy o objawach wirusa. Jednym z nich jest podwyższona temperatura. Zastanawiamy się nad wprowadzeniem dodatkowo procedury mierzenia ciepłoty ciała naszym mieszkańcom Sprawdzamy, ile posiadamy przyrządów bezdotykowych. Okazuje się, że każdy oddział ma do dyspozycji dwie sztuki. Kontrolujemy zaopatrzenie w środki ochrony indywidualnej (rękawiczki, maseczki i fartuchy) oraz w środki do dezynfekcji. Posiadamy zapas na miesiąc, bo przecież ustawa o finansach publicznych nakazuje racjonalne gospodarowanie środkami budżetowymi, nie powinniśmy więc magazynować rzeczy, które można kupić od ręki. Pada dyspozycja zgromadzenia rezerw na cały kwartał, choć na razie niczego nam nie brakuje. Zastanawiam się, czy nie naruszymy przypadkiem prawa dotyczącego zamówień publicznych, bo przecież jesteśmy zobowiązania do wydatkowania 1/12 w ciągu jednego miesiąca z zaplanowanych zakupów w danym asortymencie.

Organizuję spotkania grup samopomocowych, które toczą się jak zwykle. Rozmawiamy o samopoczuciu, o formie spędzenia weekendu, o powstałych w międzyczasie problemach i sposobach ich rozwiązania. Gawędzimy przy kawie, herbacie i ciasteczkach. Kiedyś mieszkańcy proponowali zrzutkę na słodkości, ale dałem spokój temu pomysłowi. Akurat uczestnicy grup nie posiadają zbyt wielkiej ilości pieniędzy, a to co zostaje im po opłatach za pobyt i wykupieniu leków, z ledwością starcza na papierosy. Gdy zaczynałem pracę z nimi, ich sytuację określano jako beznadziejną na skutek przepicia wszystkiego co w życiu wartościowe i ważne. Postanowiłem im pomóc, nie z przekory, ale z doświadczenia. Już wcześniej spotykałem na swojej drodze zawodowej takich ludzi i podpatrzyłem, jak sobie z nimi radzą inni. Praktycznie w każdym DPS, w którym byłem zatrudniony, istniał problem spożywania trunków wysokoprocentowych i palenia nikotyny w ilościach zagrażających życiu i zdrowiu. Przez lata obserwując instruktorów, terapeutów w kilku miejscach, wypracowałem pewne metody, które zdają się skuteczne. W tym DPS zacząłem od rozmów dyscyplinujących w pojedynkę. Przynosiły one dobry efekt, ale do weekendu. W sobotę i niedzielę panowie pozwalali sobie na picie alkoholu bez żadnych ograniczeń. Dlatego też wprowadziłem spotkania grupowe. Myślałem, że będą one przypominać formą mityngi, ale przybrało to formę „Zespołu”. Każdy DPS zobowiązany jest do prowadzenia Zespołów Terapeutycznych, które zbierają się co jakiś czas, by podjąć wobec mieszkańca działania terapeutyczne. „Zespół” w największym DPS w Polsce, któremu szefowałem w Górze Kalwarii wobec alkoholików stosował zupełnie inne metody. Tamtejsze grono „Zespołu” siało prawdziwy postrach wśród mieszkańców. Ci, którzy pozwolili sobie na nadużycie alkoholu trafiali przed oblicze kilku pracowników, przedstawiciela samorządu mieszkańców DPS oraz osoby z Klubu AA. Podczas spotkania nigdy nie było miło i sympatycznie, ale za to skutecznie. Postanowiłem wdrożyć i tu sprawdzoną metodę. Niestety, wszystko potoczyło się inaczej. Pani psycholog, pracownicy socjalni, kierowniczka działu terapeutycznego, a nawet same oddziałowe szybko się poddały. W efekcie grupę stanowili jedynie pijący w niebezpieczny sposób mężczyźni oraz ja sam. Wyczułem, że ludzi ci potrzebuje w rzeczywistości zainteresowania. Tak naprawdę chcieli, aby ktoś się nimi zajął, ale nie tylko na zasadzie nakarmienia, podania leków czy uprania odzieży. Oni chcieli rozmawiać. Poczuć się ważni. Po pewnym czasie okazało się, że obrałem dobry kierunek. Sam byłem zdumiony ochotą, z jaką przychodzili każdego dnia na spotkania ze mną. Oczywiście, początkowo przekupiłem ich darmową kawą, herbatą i słodyczami (co wcale nie było takie łatwe, bo poczęstunek konsultowałem z lekarzem, gdyż część grupy nie mogła używać cukru) oraz możliwością wypożyczenia ciekawych książek.

Dziś, pod koniec każdego ze spotkań informuję uczestników, że z powodu domniemanej epidemii musimy na jakiś czas przerwać zajęcia. Uspokajam, że zaczniemy na nowo, gdy się ociepli, może nawet już za trzy tygodnie. Nie są zadowoleni, ale termin, który zaproponowałem wydaje się przez nich zaakceptowany.

Dzień w placówce mija jak zwykle. W salach terapeutycznych i w świetlicy przygotowywane są gadżety na Dzień Kobiet i Mężczyzny. Panie otrzymają kwiaty, zaś panowie laurki. Zaplanowano występy i poczęstunek. Praca wre. Spotkań w grafiku mam zanotowanych tyle, że ledwo zdążam na wszystkie. Pokrzepiam mieszkańców, którzy pytają mnie o Covid – 19, który szaleje           na całym świecie i dotyka swym zasięgiem coraz więcej państw. Tłumaczę,  że jednym z podstawowych objawów choroby jest wysoka gorączka, występująca równocześnie z kaszlem i dusznościami. Dlatego tak ważne jest cykliczne mierzenie temperatury ciała przy pomocy urządzenia bezdotykowego, nieprzenoszącego wirusa. Uprzedzam, że mogą być poddani dodatkowo takiej procedurze.

Przed samym zakończeniem pracy sprawdzam stan oddziałów. I oddział: stan jak rano, nadal cztery osoby w szpitalu. Dwie mieszkanki były u stomatologa; II oddział: stan jak rano. Osoby skarżące się na dolegliwości zostały zdiagnozowane przez lekarza POZ. W przypadku pana Gruszki pobrano materiał do badań. U pana Śliwy należy smarować kikuta, gdyż sam tego nie robi. Pielęgniarki środowiskowe pobrały krew do badań; III oddział: stan bez zmian. Lekarze spotkali się z mieszkańcami, którzy wymagali ich konsultacji.

Po południu jadę na zajęcia rehabilitacyjne, podczas których praktycznie trzy razy w tygodniu męczy mnie jakiś silny mężczyzna. Przyznam jednak, że po przebytej operacji prawego barku, bez nich nie dałbym rady. Pamiętam swoje przerażenie sprzed roku, gdy usiłując grać na instrumencie słyszałem opóźnienie prawej ręki. Ćwiczę więc wytrwale od prawie dwunastu miesięcy i słyszę, czuję oraz widzę postępy. Później mam zaplanowaną jeszcze wizytę u stomatologa, która zostaje przez niego odwołana z powodów osobistych. Jestem zły, składka w Medicover wynosi sporo, a dentyści już od roku nie potrafią zrobić porządku z moim uzębieniem. Zupełne przeciwieństwo fizjoterapeutów, którzy przykładają się do wykonywanej pracy.

Słuchając wieczorem telewizji z pewnym zdziwieniem rejestruję dyskusję na temat, tego, czy Sejm miał prawo przyjąć w ciągu jednego dnia rządowy projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z COVID – 19. Muszę przyznać, że organ działa wyjątkowo sprawnie w kwestiach zgodnych z linią partii rządzącej. Zwracam też uwagę na pozytywną informację. W Chinach zgłoszono najmniejszą ilość nowych zakażeń SARS-CoV-2 od dnia dwudziestego stycznia. W wielu regionach życie zaczyna wracać do normalnej aktywności, co przekłada się na ponowny wzrost zanieczyszczenia powietrza nad Państwem Środka, jak donosi agencja Bloomberg. Iran uwalnia pięćdziesiąt cztery tysiące więźniów z powodu strachu przed epidemią.

Tak sobie myślę, że kiedyś zaraza przemierzała glob zdecydowanie wolniej.  Potrafiła przetaczać się przez naszą planetę nawet przez cały rok, a teraz?        W ciągu kwartału potrafiła z Chin dowlec się do Europy.

 

4 marca – środa.

Jadę do pracy okrężną drogą, ale wiem, że będę szybciej, bo na krótszej trasie są korki. Słucham jak co dzień wiadomości radiowych. Nie mogę odnaleźć ulubionej stacji z Tymonem i Kędzierskim. Jadąc z Jaworzna do Bytomia czy też Raciborza, dobrze się bawiłem słuchając ich audycji „Poranne kakao”. Zawsze potrafili poprawić mi humor opowiadając niedorzeczne głupoty. W moim aktualnym miejscu zamieszkania dostępne są tylko największe stacje radiowe i toruńskie Radio Maryja. Ale nie narzekam, bo jeszcze parę lat temu jeżdżąc z Płocka do Zgierza, mogłem cieszyć się tylko tym ostatnim i zdarzało się, że po kilkudziesięciu minutach jazdy zaczynałem razem z lektorami odmawiać dziesiątki różańca. Dowiaduję się, że Bank Światowy przeznaczy dwanaście miliardów dolarów na pomoc w walce z Koronawirusem dla krajów rozwijających się. Specjalny pakiet obejmie dotacje i tanie pożyczki. Ze smutkiem słyszę, że premiera nowego „Bonda” zostanie przesunięta o siedem miesięcy. Oficjalnie tłumaczą się Covidem – 19, ale pewnie ktoś zawalił produkcję.

Po przybyciu do pracy analizuję raporty. I oddział: stan 54 osoby, nadal dwie w szpitalu. Dwie osoby zawiezione wczoraj zostały przywiezione z powrotem. Bóle zgłasza pan Choinka. Pani Rdest podano również leki przeciwbólowe. Pan Berberys sygnalizuje złe samopoczucie; II oddział: stan jak wczoraj. W nocy czuwano nad osobami, które zgłaszały obniżony nastrój; III oddział: stan jak wczoraj. Pani Tulipan i Krokus są osłabione. Pan Platan oraz pani Koniczynka nie śpią w nocy, chodzą po korytarzu, na co skarżą się współlokatorzy. Po śniadaniu część mieszkańców szykuje się na wycieczkę do Gliwic. Cieszy się zwłaszcza jeden  z młodszych mężczyzn, cierpiący na schizofrenie, gdyż to jego rodzinne miasto.

Na codziennej odprawie ustalamy zakres działań. Okazuje się, że ceny środków dezynfekcyjnych gwałtownie wzrosły. Przykładowo za płyn, który kosztował 37,00 zł, obecnie dystrybutor żąda 90,00 zł. Domyślamy się, że korzysta z sytuacji deficytowej na rynku. Nie obchodzi go, że takie postępowanie może skutkować nałożeniem kary umownej i wykluczeniem z grona dostawców korzystających ze zleceń publicznych. Twierdzi, że taniej nie dostarczy. Szef jedzie wezwany do Starostwa, gdzie w Wydziale Zdrowia zderza się z pytaniem, czy nie przesadzamy z proponowanymi ograniczeniami (zakazu odwiedzin, wyjść poza placówkę i wejść osób postronnych). Naczelnik Zdrowia powołuje się na słowa Ministra Zdrowia, który apeluje o rozsądek. Publicznie mówi, że jeśli ktoś posiada objawy nie będąc za granicą, na 99 procent jest chory na grypę. Przekonuję Dyrektora, aby trzymać się naszych ustaleń, bo to my odpowiadamy za życie i zdrowie podległych ludzi, a nie starosta czy naczelnik, a tym bardziej minister. Sugeruję, że gdy coś się wydarzy, rozliczą nas ze sposobu sprawowania opieki. Zwierzchnik i pozostała część kadry podziela moje zdanie. Przez cały dzień trwają normalne działania. Mieszkańcy mają mnóstwo pytań i wątpliwości. Trzeba na bieżąco rozwiązywać również narastające konflikty. Dowiaduję się, że po kilku godzinach negocjacji dostawca płynów zgadza się zrealizować zaopatrzenie na cały kwartał po starych cenach. Gdybyśmy zapłacili mu tyle, ile żąda, poważnie naruszylibyśmy dyscyplinę finansów publicznych, a kwota wydatków nie byłaby mała.

Sprawdzam pod koniec dnia, co się dziś działo. I oddział: stan 54 osoby, dwie w szpitalu. U pana Kaktusa znowu zauważono krew w moczu, co zgłoszono lekarzowi. Pani Goździk cały dzień przebywała poza placówką; II oddział: stan jak wczoraj. Odwiedziny znajomych u trzech panów. Pan Gruszka spadł z łóżka, został dokładnie obejrzany, ale nie stwierdzono żadnych urazów, a on sam nie zgłaszał dolegliwości. Córka interweniowała, dlaczego znowu coś się dzieje z jej ojcem. Osobiście muszę przyznać, że na stu sześćdziesięciu trzech mieszkańców, mężczyzna jest niezwykle kłopotliwy. Niby miły, ale głośny, nieporadny i wykazujący zupełny brak podatności na jakiekolwiek sugestie, a tym bardziej polecenia. Nie jest w stanie samodzielnie się poruszać, a jednocześnie nie chce używać chodzika. Od jakiegoś czasu jest pacjentem leżącym, jednak po incydencie dostarczenia mu przez córkę papierosów, domaga się wychodzenia do palarni. Przerwa od nałogu trwała pół roku; III oddział: stan 55 osób, dwie w szpitalu. Problemy stwarza pan Dracena, karmiony przez PEG pięć razy dziennie o ustalonych godzinach. Podczas przyjęcia nikt nie zgłaszał, że wymaga specjalistycznego karmienia dojelitowego. Po przywiezieniu okazało się, że jest on podopiecznym jedynej na Śląsku Poradni Żywienia Pozajelitowego w Bytomiu i musi być karmiony sprowadzanymi z tej wyspecjalizowanej placówki produktami (Nutrison Energy). Mężczyzna wymaga wyjątkowo wzmożonej opieki, jest chudy i zaniedbany. Pani Róża samowolnie opuściła DPS nie informując, o której wróci. Pan Olcha zgłasza złe samopoczucie, ból głowy. Jednak najważniejszym wydarzeniem dnia jest zorganizowana mieszkańcom wycieczka do Kolejkowa w Gliwicach. Wrócili pełni wrażeń, bardzo im się podoba. Opowiadają z zaangażowaniem o modelach pociągów i makietach całego miasta. Cała konstrukcja jest ruchoma, istnieje symulacja dnia i nocy, a nawet opadów deszczu, świetna sprawa. Staramy się przynajmniej raz w tygodniu aranżować podopiecznym jakiś wyjazd, wyjście do biblioteki lub innej instytucji kultury (obecny prezydent Miasteczka w ciągu roku swojej działalności kilka ich zlikwidował, więc mamy z tym problem) czy restauracji. Staramy się robić wiele, aby podopieczni nie siedzieli wyłącznie w czterech ścianach, ale byli poddawani dodatkowym bodźcom ze świata zewnętrznego.

Wracając z pracy dzwonię do mamy i dzieci. Rozmawiamy o codziennych sprawach. W domu czekają na mnie dwie niespodzianki. Przyjechała córka z chłopakiem i z psem oraz słyszę o pierwszym przypadku zdiagnozowanego Koronawirusa w Polsce. Dzieci szybko się rozlokowują i zajmują całe piętro. Słucham z zaciekawieniem informacji na temat „pacjenta zero”. Mężczyzna pochodzi z województwa lubuskiego, powiatu słubickiego, miejscowości Cybianki. Nie dziwię się zbytnio, bo to blisko granicy Niemiec. Zarażony tłumaczył spokojnie, że uczestniczył w imprezie karnawałowej u córki i nie ma pojęcia,    w jaki sposób mógł zostać zainfekowany. W Internecie od razy pojawia się fala hejtu w jego sprawie. W skrócie, gdyby nie pojechał się bawić, nic by się nie wydarzyło. Takie podejście zgadzałoby się z tym, co słyszę w Polsat News.       W programie „Gość Wydarzeń” abp Wojciech Polak komentuje słowa księdza    z parafii św. Michała Archanioła we Wrocławiu, który miał stwierdzić, że zaraza stanowi formę kary za homoseksualizm i aborcję (między innymi). Przypomina mi się kazanie sprzed kilkunastu lat, które słyszałem na Mazowszu, że tsunami w Azji jest konsekwencją wyuzdanego sposobu odpoczynku w ciepłych krajach. Słyszę, że Facebook zacieśnieni współpracę ze Światową Organizacją Zdrowia. Każdy użytkownik pochodzący z kraju, w którym potwierdzono obecność COVID – 19, zostanie o tym niezwłocznie poinformowany na swojej tablicy. Patrzę na ekran swojego smartfona, ale nic jeszcze nie widzę, to chyba dobrze…

 

5 marca – czwartek.

Przed wyjazdem do pracy udaję się do piekarni i kupuję dzieciom specjalne kanapki oraz ulubione przez chłopaka córki pączki. Chcę im sprawić przyjemność i przekazać, jak pozytywnie o nich myślę.

Jadąc samochodem słyszę, że szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów informuje o braku limitowania środków na walkę z Covid – 19. Myślę sobie, że podobnie mogłoby się stać w zakresie nowotworów, cukrzycy i innych przewlekłych chorób. Po włączeniu komputera dowiaduję się, że w Polsce przebadano sześćset siedemdziesiąt sześć próbek na obecność Koronawirusa i tylko jedna okazała się pozytywna. Jestem przekonany, że chodzi o człowieka z Cybianki.

Raporty nie zawierają żadnych nietypowych zdarzeń. Można stwierdzić, że noc minęła spokojnie.

Chodząc między piętrami placówki, można wyczuć nerwową atmosferę, choć wszyscy z personelu starają się zachować spokój. Na odprawie rozmawialiśmy o osobach odwiedzających mieszkańców. Portierzy informowali je, że nie mogą zatrzymać gości, bo ci zawsze znajdą powód, dla którego ich odwiedziny są konieczne i szczególne. Podobnie jest z wyjściami na zewnątrz, gdyż mieszkańcy potrafi znaleźć dobre wytłumaczenie dla swoich potrzeb. Na razie tylko poprzez zwykłe wścibstwo i natrętne pytania mamy zniechęcać mieszkańców do wycieczek poza placówkę. Trzeba też nakłonić tych, którzy nie posiadają kont depozytowych w DPS, aby je założyli. Bardzo trudny temat, dlatego nauczony doświadczeniem z innych ośrodków zaproponowałem zastosować w procedurze przyjęcia stosowne oświadczenia. Osoby nieposiadające takich rachunków i niepozwalające na potrącanie z nich odpłatności, uchylają się od zapłaty pełnej należności i dzięki temu zyskują. Uiszczają również opłaty za leki z dużym opóźnieniem. Co więcej, nakłaniają innych współmieszkańców do założenia kont w bankach. Ci, którzy nie mają konta depozytowego w DPS zyskują dodatkowo kilkaset złotych, bo nie płacą. Jest to niemoralne i niezgodne z zasadami współżycia społecznego, ale mogę z nimi tylko rozmawiać, tłumaczyć oraz próbować przekonać, aby tego nie robili. Dodatkowo powinniśmy mobilizować podległą społeczność do częstego mycia rąk, trzymania dystansu, zakrywania ust podczas kichania i regularnego picia ciepłych napojów. Ponoć wirus ginie od spożywania gorących płynów, np. herbaty lub kawy. Prezentujemy podopiecznym internetowe i medialne apele: Zapomnijcie o uściskach ręki, przybijaniu piątek, a nawet żółwikach, o całowaniu kobiecych dłoni nie wspominając. Przedstawiamy nagrania i kompilacje ze świata tłumacząc, że tradycyjne metody powitania stały się passe!

Pod koniec dnia pracy sprawdzam raporty. I oddział: stan osobowy bez zmian; II oddział: również. W pracy dominuje standardowa pielęgnacja
i opieka. Zgłoszono, że pan Leszczyna, emerytowany milicjant pojawił się pod wpływem alkoholu, ale zachowuje się spokojnie. Narzeka jedynie na ból, dlatego posmarowano mu prawy bok maścią. Znowu są odwiedziny u dwóch pań; III oddział: stan jak wczoraj. Pani Mak ugościła znajomych. Dwanaście osób wymaga wzmożonej opieki pielęgnacyjnej. Pani Róża nie uczestniczy w posiłkach, a gdy wraca z miasta, awanturuje się krzycząc, że jest wolnym człowiekiem i może robić, co chce. Ubliża również personelowi. Pan Chmiel jest pobudzony, natrętny i agresywny, zaczepia pracowników. Został skonsultowany przez psychiatrę, który zmienił mu leki. Generalnie przez cały czas mieszkańcy są pod opieką lekarzy POZ (konkretnie dwóch), psychiatry i wielu innych specjalistów, ale trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z ludźmi szczególnie chorymi, wymagającymi wzmożonej opieki i pielęgnacji.

Przed wyjazdem na rehabilitację wybrałem się na spacer z psami. Muszę przyznać, że mój starszy czworonóg nabrał przy młodszym wigoru. Mam prawdziwą trudność z opanowaniem tych dwóch wulkanów energii.

Wczesnym wieczorem córka pokazuje mi na Facebook coś, co jej zdaniem powinienem koniecznie obejrzeć. Jest to show niejakiej Jadwigi Caban-Karbiej, rocznik 1951. Opowiada ona o pierwszym zarażonym człowieku w ich powiecie, no i w Polsce. Nagranie opublikowane przez koscierzyna24.info na Facebooku jest prawdziwą perełką. Pani Jadwiga jako dyrektor tamtejszego Sanepidu, na posiedzeniu sztabu zarządzania kryzysowego transmitowanego przez Internet, z niezwykłą dociekliwością i prawdziwą pasją referuje między innymi kwestię relacji rodzinnych chorego. Widać, że kobieta posiada zacięcie artystyczne. Okulary jak u Eltona John, a elokwencja i żarty na poziomie stand-upu, słownictwo normalne, jak to w powiecie i gminie z dala od większych aglomeracji, za to całkowity brak sformułowań fachowych, nadrobiony mnóstwem przymiotników i epitetów. Tak w marcu 2020 roku prezentuje się urzędnik administracji dbający o poziom sanitarny regionu. Kobieta z niekłamanym strachem opisuje, że przy próbie uzyskania danych dotyczących pacjenta, ten poczuł się na tyle lepiej, „że już się odgrażał”. Cybinkę zamieszkiwaną przez chorego określa następująco: „podobno wygląda, jakby ją korniki zżarły”. Dalej poleca, by „nie całować się z nikim, kto wykazuje objawy infekcyjne i nie jest mężem”. Odradza plucie na ulicy, gdyż wirus w „galaretowatej plwocinie może kilka godzin przetrwać”. Z jednej strony jest ubaw, ale z drugiej przerażenie, kto odpowiada za nasze zdrowie publiczne. Później najstarsza córka i syn dzwonią do mnie z pytaniem, czy wszyscy odpowiedzialni za ochronę zdrowotną i bezpieczeństwo sanitarne funkcjonują w ten sposób. Nie mam dla nich dobrych wieści, tak właśnie wygląda Polska powiatowa i gminna. Dzieciaki mieszkające w Warszawie pytają, czy widziałem tego cudaka z Internetu. Nie tylko widziałem, ale i z wieloma podobnymi pracowałem. Od 1999 roku stanowiska dyrektorów, naczelników, prezesów, członków rad nadzorczych są obsadzone kimś z rodziny lub znajomych starosty, albo członka zarządu powiaty. Przyzwoitości w tym nie ma żadnej, bo w powiatach decyduje partia rządząca lub właściwiej układ. W gminach rozstrzygnięcia personalne podejmuje wybrany przez wyborców wójt, burmistrz czy też prezydent. Z tego powodu na ważniejszych stanowiskach rzadko zdarzają się specjaliści danej dziedziny, najczęściej są to beneficjenci demokratycznych wyborów. Obecna demokracja w Polsce moim zdaniem bardziej przypomina bowiem średniowieczny system feudalny, w którym jaśnie panujący, wybrany wolą ludu, oddaje zaufanym jednostkom określone włości, a współcześnie – stanowiska w podległych podmiotach.

 

6 marca – piątek.

Dzień rozpoczynam od spaceru z psami i zakupów w piekarni. Ledwie udaje mi się wszystko ogarnąć. Muszę wstawać o piątej rano, aby psy zdołały się wybiegać, bo razem mają dużo więcej energii i trudno je przywołać do siebie. Po dokonaniu sprawunków, jadę do pracy. Podczas drogi słyszę, że przebadano ilość osiemset pięćdziesięciu czterech próbek na obecność Covid – 19 i tylko jedna okazała się pozytywna. Pewnie nadal chodzi o tego mężczyznę z lubuskiego.

W nocnych raportach nadal zbyt wiele się nie dzieje. I oddział: stan jak wczoraj z zastrzeżeniem, że pani Kalina pojechała o wpół do szóstej na pielgrzymkę; pozostałej oddziały: stan jak wczoraj.

Na odprawie w dalszym ciągu jesteśmy instruowani, by uczulać mieszkańców oraz personel na kwestię mycia rąk i trzymania dystansu. Postanawiamy przed każdym wejściem zamontować pojemniki z płynami do dezynfekcji rąk. Dodatkowo portierzy otrzymują termometr i mają nim mierzyć, osłonięci maseczką ochronną, ciepłotę ciała każdej osoby wchodzącej do budynku i dbać, by wszyscy wchodzący odkażali one ręce.

Podczas spotkań z mieszkańcami informuję ich, że podstawowym sposobem na uchronienie się przed wirusami przenoszonymi drogą kropelkową, jest mycie rąk. Mówię, że wszyscy powinniśmy to robić przez 15-30 sekund w dużej ilości ciepłej wody z użyciem mydła. Dodatkowym środkiem ostrożności jest unikanie zatłoczonych miejsc. Od razu pojawia się pytanie o windę. Deklaruję, że będzie ona dezynfekowana tak często jak się da, ale rekomenduję, by jeździli nią jak najrzadziej. Przypominam o stosowaniu środków odkażających (żeli i płynów) na bazie alkoholu o stężenie przynajmniej 60 proc. Mieszkańcy żartują, że co niektórzy będą pić te płyny. Jak znam życie, to pewnie byli by tacy, co by się skusili. Głupio, ale nie wiadomo jak zrobić w Dzień Kobiet. Zawsze była huczna impreza, a teraz? Czy pomysł, żeby mieszkańcy wzajemnie dali sobie gadżety jest dobry? Tym bardziej, że lepiej się nie dotykać. Postanawiamy, że zrobimy spokojną imprezę z występami i ciastem, ale bez dotykania.

Słyszę, że około godziny 11:25 został zatrzymany na Dworcu Centralnym w Warszawie pociąg relacji Kołobrzeg-Kraków. Ktoś poinformował, że człowiek o azjatyckich rysach twarzy kaszlał. Odnaleziono go w W-wie, sprawdzono – nie był chory. Media informują, że na peronie zaroiło się od policjantów, pracowników Służby Ochrony Kolei, Sanepidu. Ale interwencja została przeprowadzona spokojnie, bez paniki. Pociąg przez ponad dwie godziny stał na peronie. Na podstawie tego zdarzenia wnioskuję, że już, co niektórych ludzi zaczyna ogarniać paranoja.

Po konsultacji z szefem, który jest w Katowicach organizuję szybkie spotkanie z personelem – uspokajam, przekazuję to, co wiem o Covid. Opowiadam jak się ustrzec. Mówię o środkach ochrony indywidualnej, płynach do dezynfekcji, nakazie nienoszenia pierścionków, obrączek, rekomenduję zachowanie dystansu. Informuję, że spotkań szkoleniowych o tym jak dbać o własne bezpieczeństwo i mieszkańców będzie więcej.

Na koniec dnia sprawdzam raport: I oddział: stan bez zmian. Pani Kalina wraca z pielgrzymki. Kolejne dwie panie nie chce przyjmować leków. Pan Klon był na konsultacji urologicznej – następna 17 kwietnia. Trzy osoby – mają odwiedziny znajomych – już z zastosowaniem nowych zasad. Pan Sumak ma specjalne leki i należy zwrócić na niego szczególną uwagę. Pani Goździk wyszła nie mówiąc, dokąd idzie i kiedy wróci. II oddział: stan osobowy bez zmian. III oddział: stan osobowy bez zmian. Praca przebiegała normalnie zgodnie z harmonogramami. I tu niestety koniec dobrych informacji Pan Chmiel jest pobudzony psychoruchowo, wręcz niebezpieczny – potrzebna pilna konsultacja psychiatryczna, gdyż nie reaguje na polecenia, nie chce przyjmować leków. Z leczenia psychiatrycznego z Dąbrowy Górniczej wraca pan Topola – osoba bez kontaktu, niezwykle agresywna – niestety nie widać u niego zmiany na lepsze. Podczas dyżuru nie ma pani Róży, która jak zwykle gdzieś wyszła nie informując, kiedy wróci.

Po pracy robię szybki spacer z psami, bo śpieszę się na zajęcia. One tego nie rozumieją – tak jakby miały zamontowany zegar wewnętrzny i potrafiły odmierzyć 90 minut. A ja zaraz po leśnym bieganiu mam ćwiczenia i gimnastykę. Podczas niej, męczę się strasznie, wzbudzając śmiech trenera, ale niestety tak wygląda choroba wieńcowa.

Kończę około 20:00 i słyszę, że minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformował o czterech nowych przypadkach zakażenia koronawirusem. Pacjenci są leczeni w Szczecinie, Wrocławiu, Ostródzie i Zielonej Górze. Łącznie przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce jest pięć. Wszystkie przypadki są namierzone i poddane kwarantannie powiedział minister zdrowia na konferencji. Oceniam, że daleko i to na ścianie zachodniej i północy kraju. Do Miasteczka – pewnie w ogóle nie dotrze. Czytam też w Internecie, że Covid można bagatelizować, gdyż blisko 800 tysięcy osób zachorowało na grypę i aż 23 przypadki były śmiertelne tylko w lutym, a przecież grypa jest zdecydowanie bardziej rozpowszechniona.

 

7 marca – sobota.

Śpię nieco dłużej niż zwykle, ale młody wyżeł nie daje mi poleżeć. O ile Georg tylko cichutko pojękuje, gdy musi wyjść na zewnątrz, Luno po prostu zaczyna głośno szczekać. Naprawdę donośnie. Kiedy usłyszał, że się poruszyłem, zainicjował hałaśliwy koncert, a po chwili zawtórował mu owczarek niemiecki sąsiadów. Nie ma rady, byłem zmuszony pójść z nimi na spacer o szóstej.

Przedpołudnie mija na sprawunkach i robieniu porządków. W tajemnicy kupuję różyczki z okazji jutrzejszego święta, dla obu moich pań obecnych w domu. Mam chwilę, by pomuzykować. Uczestniczymy z dziećmi we wspólnych posiłkach, rozmawiając o koniecznych remontach. Wieczorem rozgrywamy nawet jakąś planszówkę.

Po włączeniu komputera czytam, że na świecie jest już blisko sto cztery tysięcy zarażonych w dziewięćdziesięciu ośmiu krajach. Wielkość stanowi podobną do liczby mieszkańców Jaworzna, rodzinnego miasta mojej żony. Zmarło trzy tysiące pięćset dwadzieścia sześć osób, a całkowicie wyleczono pięćdziesiąt osiem tysięcy pięćset pięćdziesiąt dziewięć. BBC informuje, że papież Franciszek nie pojawi się w najbliższym czasie podczas publicznych wystąpień na Placu Świętego Piotra, aby nie powodować gromadzenia się ludzi w czasie epidemii Koronawirusa. Niedzielna modlitwa Anioł Pański i środowa audiencja generalna mają być transmitowane z biblioteki papieskiej. Publiczne przemówienia będą nadawane bez udziału wiernych do dnia piętnastego marca. Ojciec Święty jest przeziębiony, ale wykluczono u niego zakażenie Covidem – 19.

Widzę, że lekarz Tomasz Grodzki, teraz Marszałek Senatu, zamieścił na swoim profilu na Twitterze dane statystyczne, w których porównał obecną epidemię do liczby zarażeń grypą oraz chorób onkologicznych. „1. Jeśli zachorujemy na Koronawirusa, 98 – 99 % z nas wyzdrowieje (stan na dziś: 5 zachorowań, 0 zgonów); 2. Na grypę podobnie (luty 2020 > 500 tys. zachorowań i 20 zgonów); 3. Na raka zachoruje w tym roku 160 tys. Polaków, a umrze ok. 100 tys.; Zagadka – które z tych trzech jest najgroźniejsze?”. Skoro szczeciński medyk napisał w ten sposób, to chyba wie co robi? Wokół panuje okropna dezinformacja, Papież unika ludzi, a Marszałek Senatu nie widzi problemu w światowej epidemii. Kto ma rację? Komu zaufać? Jak postąpić? Nie wiem, ale dochodzę do wniosku, że najlepiej polegać na własnym rozsądku i intuicji.

Po południu dzwonię do DPS, gdzie panuje względny spokój: 163 osoby, pięć w szpitalu. I oddział: Z placówki oddalają się wciąż te same osoby, nie stosując się do próśb, aby ograniczyły wyjścia; II oddział: Problem z panem Gruszką który w nocy udał się bez wózka do palarni i przewrócił się. Na szczęście nie odniósł żadnych obrażeń, ale poinformowana o fakcie córka ma do nas mnóstwo pretensji. Pan Sekwoja został odwiedzony przez dwie siostry. Obie panie przebywają u brata praktycznie podczas każdego wolnego dnia. Zdarzyło mi się spotkać całe rodzeństwo na szlaku jurajskim lub w miejscowej restauracji; III oddział: bez większych problemów.

W Internecie czytam, że w oświadczeniu przesłanym do „Wprost” nuncjatura potwierdza, iż do watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów wpłynęła formalna skarga na abp. Leszka Sławoja Głodzia. Wcześniej zapewniano, że żadne postępowanie przeciwko gdańskiemu metropolicie się nie toczy. Dzień mija szybko, tym bardziej, że psy domagają się wielu długich spacerów i aportowania,             a w domu przybyło bałaganu. Żona słucha obcojęzycznych stacji informacyjnych. Tłumaczy mi, że włoski rząd przyjął dekret, na mocy którego region Lombardii oraz czternastu prowincji na północy kraju zostaje odizolowany       od reszty kraju. Wierzyć mi się nie chce… I to akurat w moim ulubionym regionie.

 

8 marca – niedziela, Dzień Kobiet.

Dzień zapowiada się miło, oprócz głośnego budzenia przez hałaśliwego Luno, wszystko toczy się pomyślnie. Psom należy od rana zapewnić długi spacer, ale na szczęście pogoda sprzyja. Później składam życzenia żonie i córce. Są kwiaty, prezenty, wspólne śniadanie i kawa. Chociaż przyznam, że dziwi mnie, jak młodzież potrafi długo spać. Obdzwaniam również pozostałe kobiety z mojej rodziny z okazji ich święta. Więcej czasu poświęcam siostrze, gdyż ona właśnie dziś obchodzi też urodziny. Dzień mija na porządkowaniu i przygotowywaniu spraw na kolejny tydzień. W Polsce hospitalizowano już sto czterdzieści sześć osób i pojawiło się jedenaście nowych przypadków. Słyszę, że Główny Inspektor Sanitarny rekomenduje odwołanie wszystkich imprez masowych powyżej tysiąca osób, organizowanych w pomieszczeniach zamkniętych. Ustalenia zapadły po posiedzeniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. Zastanawiam się, co będzie z rozgrywkami piłki siatkowej. Z zaciekawieniem czytam, że fałszywy ksiądz brał półtora tysiąca euro od obcokrajowców za legalizację ich pobytu w Polsce. Powoływał się przy tym na znajomości w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim. Z Białorusinów i Ukrainek robił braci i siostry w zakonie, który nie istnieje.

Pod koniec dnia dzwonię do DPS, gdzie sytuacja jest w miarę spokojna, stan osobowy jak wczoraj. I oddział: Siedem osób wymaga wzmożonej opieki. Pani Różą przebywała przez cały dzień na spacerze w mieście, wróciła tuż przed ciszą nocną. Nie brała udziału w posiłkach. Pan Figowiec sam udał się do pobliskiego kościoła. Odwiedziny odbyły się u trzech osób. Pani Barszcz zanieczyściła się dwukrotnie, a później stała się agresywna i rzucała talerzami oraz butelkami, zdradza niezwykłe pobudzenie; II oddział: Pani Mak przyjęła wizytę córki. U dwóch osób pojawiły się zmiany skórne w okolicach pępka; III oddział: Uaktywniła się pani Poziomka. Jest pobudzona i wulgarna, wchodząc w konflikty z wieloma osobami. Panowie Dracena i Wierzba WO są bardzo osłabieni, musi skonsultować ich lekarz.

Wieczorem oglądamy wspólnie z rodziną jakiś film. Każdy chce obejrzeć coś innego, a wynik kompromisu nikogo nie satysfakcjonuje.

 

9 marca – poniedziałek.

Po przyjeździe do pracy, nie sprawdzam raportów. Wiem mniej więcej, co działo się podczas weekendu i okazuje się, że miałem rację, gdyż Dyrektor   od razu zwołuje odprawę. Rozmawiamy o wydarzeniach w kraju i na świecie. Uznajemy powagę sytuacji i konieczność podjęcia bardziej radykalnych i zdecydowanych kroków. Jesteśmy nieco zdziwieni, bo po nałożonych ograniczeniach spodziewaliśmy się mniejszej liczby odwiedzin, te jednak nadal systematycznie się odbywają, a goście różnie reagują na próbę zmierzenia im temperatury. Zaś niektórzy mieszkańcy zupełnie nie stosują się do naszych sugestii, by nie opuszczać murów placówki i unikać kontaktów ze środowiskiem zewnętrznym.

W ciągu dnia trwa normalna terapia i rehabilitacja, a mieszkańcy poruszają się swobodnie po wszystkich piętrach. Na wszystkich oddziałach trwają przygotowywania do uroczystości z okazji Dnia Kobiet i Mężczyzny. Około jedenastej organizujemy imprezę. Poinstruowane terapeutki starają się rozsadzić mieszkańców jak najdalej od siebie. Prosimy, by podczas wzajemnego składania sobie powinszowań, nie podawać rąk i nie całować się. Trzeba tego pilnować, gdyż kilkoro mieszkańców chce jednak całować panie po rękach. Ceremonia przebiega w uroczy sposób. Pan Dąb w imieniu Rady Mieszkańców i ogółu mężczyzn przekazuje wszystkim paniom życzenia, czyta swój wiersz, a panowie w chórze wykonują piosenkę i wręczają własnoręcznie sporządzone kwiatki. Do życzeń przyłącza się Dyrektor. Kobiety czynią podobnie, pojawiają się życzenia, piosenka i wręczanie laurek. Później jest wspólne jedzenia ciasta, kawa i herbata. Uroczystość kończy się przed obiadem i wydaje się, że wszyscy uczestnicy są zadowoleni.

W swoim gabinecie czytam w necie zalecenia Głównego Inspektora Sanitarnego, który podkreśla, że duże skupiska ludzi stanowią środowisko sprzyjające rozprzestrzenianiu się Covid – 19 i innych wirusów przenoszonych drogą kropelkową. Jeżeli to możliwe, osoby starsze powinny ograniczyć przebywanie w miejscach publicznych i poprosić bliskich o pomoc w codziennych czynnościach, jak: zakupy, zaopatrzenie w leki oraz załatwianie wszelkich spraw urzędowych i pocztowych. Wojewoda dolnośląski stwierdza, że potrzebuje środków ochrony personalnej w każdej ilości. Chodzi o maseczki, fartuchy jednorazowe, gogle i inny asortyment. Zaczynamy się zastanawiać, czego nie wiemy i co możemy jeszcze zrobić. Dystrybutor płynów dezynfekcyjnych i zabezpieczeń osobistych zapewnia, że dostarczy towar na cały kwartał (według planu do lipca) po starych cenach i to jeszcze w tym tygodniu.

Przed końcem dnia sprawdzam, co się dzieje w DPS. Stan osobowy bez zmian. I oddział: Pani Róża cały dzień spędziła na spacerach po mieście, wracając tuż przez ciszą nocną. Nie uczestniczyła w posiłkach. Co mogę o niej napisać? Jest kobietą niezamężną, byłym pracownikiem Sanepidu, a dorosły syn nie interesuje się matką. Niezwykle aktywna społecznie w mieście, ale nie w placówce. Pan Figowiec udał się sam do pobliskiego kościoła. Miały miejsce odwiedziny u trzech osób. Pani Barszcz znowu zanieczyściła się dwukrotnie. Pytanie, czy z powodu nieżytu żołądka czy przyczyna jest poważniejsza?; II oddział: Pan Leszczyna znowu wykazywał oznaki spożycia alkoholu, nie podano mu leków; III oddział: Pani Poziomka odmówiła zjedzenia kolacji. Poprawił się stan pana Draceny karmionego dojelitowo, ale pan Wierzba jest osłabiony. Pani Róża nadal wszczyna awantury. Podczas każdego posiłku kłóciła się z panem Sekwoją. Po śniadaniu wyszła poza teren placówki, ale przyjęła leki, jak również zabrała kolejną porcję na później.

Wracając do domu, kupuję obiad dla całej czwórki. Ze zdziwieniem słucham informacji, że w kraju islamskim, w Iranie leczy się Koronawirusa alkoholem. Jak należy się spodziewać, nieprzyzwyczajeni do tego trunku ludzie umierają. Władze Uniwersytetu Medycznego w Warszawie podjęły stanowcze kroki mające na celu zabezpieczenie swojej kadry i studentów i do piętnastego maja odwołano wszystkie wykłady. Zdecydowanie ograniczono też bezpośrednie kontakty uczelni z partnerami zagranicznymi. Skoro uczeni podejmują takie kroki, nasze działania w DPS są jak najbardziej racjonalne.

W domu jestem nieco później niż zwykle, gdyż w poniedziałki pracujemy do szesnastej. Tym samym narażam się psiakom, które z niecierpliwością czekają na mój powrót. Wieczorem oglądam z żoną jakieś wiadomości. Wśród wielu z nich wyróżnia się informacja na temat Adama Bielana, który na konferencji prasowej dopytywał, czy Marszałek Senatu w ostatnim czasie odwiedził Włochy. Kraj zajmuje trzecie miejsce, zaraz po Chinach i Korei Południowej, pod względem liczby zakażonych. Pytanie wydaje mi się bez sensu. Dalej słyszę, że Donald Trump, przywódca USA, poinformował ludzi za pośrednictwem Twittera: „W poprzednim roku trzydzieści siedem tysięcy Amerykanów zmarło z powodu zwykłej grypy. Rocznie umiera średnio pomiędzy dwudziestoma siedmioma tysiącami a siedemdziesięcioma tysiącami (osób). Nic nie jest zamykane, życie i ekonomia muszą trwać. W tym momencie potwierdzono pięćset czterdzieści sześć przypadków Koronawirusa i dwadzieścia dwa zgony. Pomyślcie o tym”. Krótko i na temat. Rozumiem, że myśli podobnie jak Marszałek polskiego Senatu, czyli nie należy się  niczego obawiać.

 

10 marca – wtorek.

Poranek rozpoczynam od spaceru z psiakami. Spacer trwa dłuższą chwilę, bo piekarnię otwierają dopiero o szóstej. Później robię zakupy dla rodziny, ulubione pieczywo i ciasteczka. Z mojej strony stanowi to czysty egoizm. Lubię sprawiać im przyjemność, mój ojciec czynił podobnie.

W drodze do pracy słucham radia i dowiaduję się, że poprzedniego dnia uciekł jeden z pacjentów poddanych obserwacji w szpitalu zakaźnym w Warszawie. Po krótkich poszukiwaniach został zatrzymany przez policję i zawieziony karetką z powrotem do lecznicy. Oceniam sytuację jako skrajną nieodpowiedzialność człowieka, ale i brak profesjonalizmu personelu. Słyszę też, że Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej przekazało informację o zamknięciu Placu Świętego Piotra i bazyliki watykańskiej w ramach walki z epidemią. Trochę mnie to dziwi, Bóg jest przecież łaskawy dla swoich wyznawców. Od wielu księży słyszałem też, że kościoły są wolne od zarażeń, bo woda święcona zapewnia znakomitą ochronę. Co niektórzy nawet to udowadniali.

Z powodu panującej sytuacji Dyrektor prosi na odprawę zaraz po siódmej. Zabrakło więc czasu na analizę nocnych raportów. Podczas spotkania proponuję wprowadzenie kilku rozwiązań. Chodzi o stworzenie stałych zespołów na każdym piętrze placówki, aby zminimalizować rotację kadry, w celu uniknięcia spotkań personelu z poszczególnych oddziałów. Wejścia mają zaczynać się na piętnaście minut przed rozpoczęciem dyżuru po kwadrans od pełnej godziny. Kuchnia, pralnia, pracownicy gospodarczy i terapii posiadają oddzielne pokoje socjalne. Chcemy ruch pracowników tak zorganizować, by pracownicy różnych sekcji w ogóle nie mieli ze sobą styczności. Proponujmy w księgowości prowadzić pracę zdalną, podsuwam pomysł, by w pomieszczeniu biurowym mógł  przebywać tylko jeden pracownik. Mamy trzy pokoje, gdzie pracuje kilka osób. Winda ma być używana jedynie do transportu posiłków. Sugeruję ograniczenie swobody poruszania się po świecie zewnętrznym mieszkańców (co dzień jest kilka wyjazdów do lekarzy, stomatologów, rehabilitantów, sądów, urzędów i po zakupy).

Dyrektor nakazuje natychmiastowe zabezpieczenie wszystkich osób w środki ochrony indywidualnej oraz zintensyfikowanie działań pracowników gospodarczych, aby urządzenie do dezynfekcji dostępne były przy każdym wejściu. Ciągi komunikacyjne mają pozostać bezpieczne. Część potrzebnego wyposażenia posiadamy na magazynie, ale sporo rzeczy trzeba dokupić. Okazuje się, że ceny wszystkiego, co wiążę się z dezynfekcją i ochroną drastycznie skoczyły w górę    i dodatkowo pojawiła się trudność ich nabycia. Postanawiamy przeprowadzić szkolenie wśród personelu w zakresie higieny, odkażania i choćby mycia rąk. Inspektor BHP opracuje instrukcję dotyczącą czyszczenia i sterylizacji dłoni, zdejmowania rękawiczek, maseczek i fartuchów jednorazowych oraz inne procedury mówiące o zasadach zachowania się w sytuacji epidemii. Sugeruję, aby wszystkie decyzje sporządzać w formie pisemnej i notować wszelkie inne nasze działania. Koncepcja wynika z mojego doświadczenia zawodowego. Człowiek zapomina, gdy skwapliwie rozlicza go jakaś kontrola. Obligujemy wszystkich kierowników do bieżącego monitorowania w podległych oddziałach norm i obostrzeń otrzymywanych od Ministerstwa Zdrowia, Wydziału Zdrowia ze Starostwa czy też z Sanepidu. Kadra zarządzająca musi sprawdzać, czy personel stosuje się do wytycznych. Przypominamy o zakazie noszenia pierścionków i obrączki oraz wszelką biżuterię na terenie placówki. Podejmujemy również decyzję o wstrzymaniu odwiedzin mieszkańców przez osoby zewnętrzne. Wprowadzamy też zakaz wychodzenia poza teren DPS. Dyrektor informuje nas, że wprowadzi restrykcje zarządzeniem nr 8 z datą wczorajszą, czyli dziewiątego marca 2020 roku. Zarządzenie mówi o całkowitym zawieszeniu odwiedzin u mieszkańców i możności wyjścia przez nich z placówki. Po odprawie spotykamy się z Radą Mieszkańców i informujemy o nałożonych obostrzeniach. Wydaje mi się, że nikt nie wniesie uwag, bo z każdym z mieszkańców omawiałem te sprawy w ubiegłym tygodniu. Okazuje się, że się myliłem. Dwójka mieszkańców protestuje, mimo że wcześniej podjęli podobną uchwałę. Dyrektor nie traci, na szczęście, czasu na dyskusję i wprowadza zmiany w życie. Wdrażamy również zasadę realizacji wypłat tylko z kasy DPS i nieprzyjmowania żadnych wpłat. Do wypłat należą: końcówki emerytur, rent, zasiłków, a do wpłat: uzupełnienia należności za pobyt i regulowanie kosztów leków. Decyzja wynika z faktu, że na środkach pieniężnych mogą znajdować się zarazki. Poza tym, skoro mieszkańcy nie będą wychodzić, pieniądze są im niepotrzebne. To postanowienie zostaje mocno oprotestowana przez Radę Mieszkańców, dlatego jeszcze w tym tygodniu wypłaty zostaną zrealizowane.

Dzwoni sekretariat i ustala spotkanie z Wicemarszałkiem Województwa na 18 marca.

Dzień trwa na informowaniu mieszkańców o nowych obostrzeniach. Personel dodatkowo pokazuje jak myć ręce – oczywiście mieszkańców to śmieszy, ale okazuje się, że bywają i tacy, którzy nie myją rąk cały dzień. Na koniec dnia sprawdzam raporty: I oddział: stan 54 – 2 osoby w szpitalu. Dwie panie mają niestrawności, wymioty – pewnie to reperkusje Dnia Kobiet, zostały odpowiednio zaopatrzone w leki. II oddział: stan 54 –  1 osoba w szpitalu, wzmożonej pielęgnacji wymagają wciąż te same osoby. U pana Gruszki była córka podała zakupy ale już przez personel. III oddział: stan 55 – 3 osoby w szpitalu. Pani Róża kwadrans przed szóstą wyszła do poradni chirurgicznej. Kobieta sama chodzi nie tylko po mieście, ale również sama wybiera lekarzy i pilnuje terminów wizyt. Przez cały dzień awanturuje się o wielkość porcji posiłków, kradnie posiłki innym mieszkańcom, jest wulgarna, głośna. Pani Pierwiosnek spała całe do południe, nie wychodziła z łóżka. Nie przyjęła leków porannych. Mamy jedną osobę ponad stan, ale takie były prośby ośrodka pomocy – mężczyzna ze szpitala nie miała się gdzie podziać i po prawdzie przywieziono go bez naszego uzgodnienia. Po prostu przyjechała karetka i zostawiła mężczyznę w DPS. To było 20 lutego. Pan Buk z Myszkowa, skierowany do nas z powodów   W trakcie dnia ukazuje się komunikach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, na temat zasad zapobiegania rozprzestrzenianiu się Koronawirusa. Stanowi on dziesięć porad, które udostępniam na swoim Facebooku i stronie Stanpress. Starostwo także publikuje tę informację.

Dowiadujemy się, że Starosta, w związku z decyzją Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego o odwołaniu imprez masowych w Polsce, przesuwa termin Targów Edukacyjnych, z planowanych na dwudziestego czwartego marca na termin późniejszy. Władze powiatu monitorują również zalecenia dotyczące placówek oświatowych, ocenianych pod kątem zapewnienia warunków do utrzymania higieny osobistej dla uczniów i personelu oraz zaopatrzenia w niezbędne środki czystości. Wstrzymane zostały wyjazdy młodzieży na praktyki zagraniczne, a w szkołach prowadzone są działania informacyjne dotyczące podstawowych zasad przestrzegania higieny. W związku z odbywającą się
w powiecie kwalifikacją wojskową, do Powiatowej Komisji Lekarskiej także trafiło dodatkowe zaopatrzenie. Natomiast w sprawie DPS i sąsiadującego szpitala… cisza, jakby nas nie było.

Dyrektor Państwowego Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego w Z. informuje, że na terenie regionu istnieje pięć osób, pozostających pod nadzorem telefonicznym Sanepidu. Powiadamia również o podjętych działaniach w związku
z rosnącym zagrożeniem epidemicznym:

  1. Właściciele/kierownicy sklepów samoobsługowych zostali zobowiązani do dodatkowego, poza harmonogramem, mycia i dezynfekcji koszy i wózków dla kupujących;
  2. Zaplanowano przeprowadzenie dodatkowych kontroli w sklepach spożywczych sprzedających żywność nieopakowaną, pod kątem zabezpieczenia jej przed zanieczyszczeniem (ekspozycje, warunki sprzedaży);
  3. Przekazano zalecenia dotyczące przeprowadzania mycia i dezynfekcji autobusów miejskich, ze szczególnym uwzględnieniem dezynfekcji poręczy i innych elementów;
  4. Przekazywane są ulotki i materiały informacyjne podczas bieżących kontroli obiektów, wizytacji jak również drogą elektroniczną;
  5. Na stronie internetowej PSSE w Z. na bieżąco zamieszcza się aktualne informacje dotyczące Koronawirusa SARS-CoV-2 oraz podano numery telefonów całodobowej infolinii MZ, NFZ, WSSE w Katowicach oraz PSSE w Z.;

Jestem zdumiony, jak szybko zaczyna się coś dziać tu, u nas, w małym mieście, z dala od dużych aglomeracji i tras komunikacyjnych.

Oświadczenie wydaje też Dyrektor Szpitala Powiatowego. Poinformował, że do chwili obecnej na obserwację do szpitala trafiło pięcioro pacjentów. U każdej z tych osób wynik badania na obecność Koronawirusa był ujemny. Mężczyzna twierdzi, że lecznica stanowi miejsce w pełni wyposażone w środki ochrony osobistej oraz higieniczne. Powiadamia także, iż w związku z nałożonym przez Wojewodę Śląskiego obowiązkiem pozostawania w stanie podwyższonej gotowości, w lokalizacji niedawno otwartej części oddziału opieki paliatywnej, utworzono odcinek interwencyjny dla pacjentów z podejrzeniem zakażenia Covid – 19. Za decyzją przemawiał fakt świeżo odremontowanego oddziału, dysponowanie kompleksowo wyposażoną izolatką oraz ulokowanie poza głównym gmachem szpitala, z osobnych wejściem z zewnątrz. Obecnie znajduje się tam osiem przygotowanych miejsc dla pacjentów. Podjęto również ustalenia o przeniesieniu części administracyjnej z budynku D w inne położenie, na wypadek konieczności przysposobienia kolejnych pomieszczeń. Pacjenci z podejrzeniem Koronawirusa powinni się zgłaszać bezpośrednio do poradni chorób zakaźnych, co oznacza, że będziemy ich mieli za płotem w odległości kilkudziesięciu metrów. Biorąc pod uwagę wcześniejszą informację o uciekinierze ze szpitala zakaźnego, nie są to dobre wieści, bowiem z omawianej placówki medycznej najlepiej czmycha się przez teren DPS, bo w innych kierunkach można napotykać na przeszkody w postaci płotów i ochrony.

Wieczorem z niedowierzaniem słucham dalszych wiadomości. Jak podaje „Washington Post” u proboszcza jednej z lokalnych parafii wykryto obecność Covid – 19. Zanim jednak przeprowadzono odpowiednie testy, duchowny odprawiał msze święte i zdołał udzielił sakramentu komunii nawet kilkuset osobom. W osłupieniu dowiaduję się, że ze względu na ograniczona liczbę środków medycznych, w szpitalach na północy Włoch lekarze muszą wybierać, których pacjentów uzdrawiać. Ponoć w przypadku ich wieku pomiędzy osiemdziesiątym, a dziewięćdziesiątym rokiem życia i posiadania ciężkiej niewydolności oddechowej, nie zastosuje się u nich dalszego leczenia z użyciem respiratora.     Tak przekazał dr Christian Salroli w wywiadzie dla dziennika „Corriere della Sera”. Muszę przyznać, że epidemia rozwija się tam w błyskawicznym tempie. Jestem zszokowany słysząc słowa lekarza, zwłaszcza pochodzącego z kraju Europy Południowej, gdzie osoby starsze są wyjątkowo hołubione.

Do wieczora w Polsce potwierdzono dwadzieścia dwa przypadki zakażenia Koronawirusem. Wiadomość uzmysławia mi powagę sytuacji. Najbardziej szokuje mnie jednak wieść, że po powrocie z Niemiec, u Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, Generała Jarosława Miki, potwierdzono obecność Covid – 19. Co zrobimy w razie konfliktu zbrojnego? Kto będzie nami dowodził?

Prezydent Andrzej Duda wygłosił orędzie dotyczące sytuacji związanej z epidemią.

Przed snem czytam na stronie internetowej, że Krystyna Loska narzeka na swoją emeryturę, która stanowi niecałe 1500,00 zł! Pytanie tylko, brutto czy netto? Nasi mieszkańcy najmniej otrzymują do ręki około 500,00 zł, po potrąceniu odpłatności wynoszącej siedemdziesiąt procent ich dochodu. Co niektórzy potrafią odebrać nawet 1400,00 zł. Oczywiście, muszą sobie z tego zapłacić częściowo za leki, ale i tak posiadają o wiele więcej niż topowa prezenterka telewizyjna z czasów PRL. Dostrzegam, że są i tacy, którzy w ogóle nie przejmują się Koronawirusem. Zespół Ich troje nie odwołuje koncertów i wraca do nich wokalistka…, ale która?

Najbardziej smuci mnie informacja o odwołaniu rozgrywek siatkówki Jurajskich Rycerzy, a tak się wciągnąłem… Jeździłem na mecze, kupowałem gadżety, kibicowałem. Tyle emocji!

 

11 marca – środa

W świetle raportów z nocy w DPS praca przebiegała bez zakłóceń: mycie, pielęgnacja, zmiana ubrań, pościeli, obowiązki higieniczne, porządkowanie pokoi, łazienek. Stan mieszkańców bez zmian: 163 osób w tym 6 w szpitalu. I oddział: Osłabiona pani Dziewanna. II oddział: bez uwag. III oddział: W nocy pan Morwa zgłosił ból w okolicach mostka- ciśnienie i inne parametry były w normie, ale pogotowie ratunkowe go zabrało. Sześciu mieszkańców nie śpi w nocy przeszkadzają innym. Pani Róża przed szóstą wyszła do poradni chirurgicznej. Nie przyjęła leków porannych.

Rano robimy szybką odprawę, po której decydujemy się na spotkanie ze wszystkimi pracownikami. Proponuję, by pracownicy podpisywali oświadczenie, że nie pracują u innego pracodawcy pod groźbą odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych oświadczeń, ale nie spotyka to akceptacji Dyrektora. Zauważamy, że nadal nie mamy podpisanej umowy z firmą, która zabierałaby materiały skażone (tego niestety jest sporo – paski po badaniu poziomu cukru itp.), nie wyznaczyliśmy i nie oznaczyliśmy punktu zbiórki, jeśli będzie ewakuacja. Kierownik działu gospodarczego ma to natychmiast zrobić. Wprowadzamy zasady mierzenia temperatury ciała wszystkich pracowników wchodzących na teren DPS. Mierzyć będzie dyżurujący portier bezdotykowym termometrem, który musi mieć maseczkę i rękawiczki jednorazowe, każdorazowo zmieniane. Postanawiamy, że prócz codziennych pomiarów wśród mieszkańców insuliny, ciśnienia wprowadzamy mierzenie temperatury ciała.

Podczas spotkania z całym personelem prosimy o to, by pracownicy pracowali tylko w jednej placówce. Większość dorabia sobie, jako opiekunki
w komercyjnych ośrodkach, lub u prywatnych ludzi. Pielęgniarki pracują też w szpitalu, kucharki w pobliskich hotelach, zajazdach. Prosimy, by unikali osób, które wracały z zagranicy. Najważniejsze, choć wydaje się to niemożliwe, by się wydarzyło, prosimy, by informowali nas, jeśli ktoś miał kontakt z koronawirusem. Informujemy o mierzeniu temperatury na wejściu i nowych obowiązkach. Później szkolenie prowadzi pracownika BHP ze szpitala. Szkoli z zasad higieny, uczy „chirurgicznego” mycia rąk, zdejmowania rękawiczek, maseczek. Pracownicy trochę się oburzają, że przecież większość z nich kończyła szkoły medyczne i potrafią to robić, ale nie komentujemy, nie przerywamy osobie prowadzącej. Szkolenie muszą odbyć wszyscy, co jest ewidencjonowane.

Pod koniec dnia sprawdzam raporty. Stan osobowy bez zmian, dwóch mieszkańców było na konsultacji onkologicznej w Dąbrowie Górniczej, trzech u stomatologa. Kilku badał lekarza POZ. Pani Konwalia w ataku furii powyrzucała rzeczy swoich współlokatorów, trzeba było uporządkować rzeczy w szafkach. Pani Róża jest wulgarna, hałaśliwa. Najgłośniejsza awantura była przy obiedzie.  Zmuszała innych mieszkańców do oddania jej swoich posiłków. W końcu zabrała całą wazę zupy zalewajki, bo jak stwierdziła – lubi i nie będzie chodzić po dolewki. Pani Pierwiosnek spała do południa, nie wychodziła z łóżka, nie przyjęła porannych leków. Czytam, że pielęgnacja rany przy worku stomijnym pana Czereśni zaczyna przynosić efekty. Zamieniono pokoje u dwóch mieszkańców, którzy – nie potrafili się porozumieć. O 14:00 wrócił ze szpitala w Dąbrowie Górniczej pan Bukszpan. Napięty, wielomówny, roszczeniowy, wykazuje tendencje do agresji słownej. Nie wygląda na człowieka, który byłby podleczony. Komisyjnie sprawdzono szafkę – znaleziono pięć sztuk ostrych nożyczek i dziesięć kremów nivea. Żąda leków doustnych, mimo że przyjmuje i dalej zlecone ma zastrzyki. Nie współpracuje z personelem. Jest to niebezpieczny człowiek, który ciągle mówi, że będzie zapładniał swoich dwanaście żon. Kobiety boją się, bo jest postawnym mężczyzną. Co ciekawe trzy lata temu – pani Róża chciała poderżnąć mu gardło tępym nożem, za co dostała wyrok w zawieszeniu. On nigdy nikomu nic nie zrobił. Spędza u mnie godzinę opowiadając, jakie sprzęty do zapładniania magazynowane są w suterenie. Ja należę do grona wtajemniczonych i dlatego gdy jest w placówce, co dzień do mnie przychodzi i opowiada, co planuje. Póki opowiada – nic nie zrobi. Tuż przed 15:00 wraca ze szpitala pan Morwa, nie dostał żadnych zaleceń.

Wracając do domu słucham radia i słyszę, że władze europejskiej piłki we wtorek spotkały się, by dyskutować o przyszłości najważniejszych rozgrywek piłkarskich na naszym kontynencie. Główny wniosek po spotkaniu jest jeden – Euro 2020 odbędzie się 12 czerwca, tak jak pierwotnie zakładano. Liga Muzułmańska poinformowała o decyzji Rady Imamów, podjętej w reakcji na szerzącą się także w Polsce epidemii koronawirusa. Na mocy wydanej właśnie fatły zamknięte zostaną wszystkie Centra Muzułmańskie w naszym kraju.

W domu pojawiły się nowe rzeczy. Córka przy wejściu na komodzie postawiła płyn do dezynfekcji i ręczniki papierowe. Boi się, bo choruje na boreliozę – jest osłabiona i szybciej łapie wszystkie infekcje. Dzień mija jak zwykle.

Wieczorem premier rządu informuje, że w związku zagrożeniem epidemiologicznym podjęto decyzję o zamknięciu placówek oświatowych i szkół wyższych na dwa tygodnie od najbliższego poniedziałku. Rząd zadecydował o zawieszeniu funkcjonowania instytucji kultury: teatrów, muzeów, kin, sieci kinowych, szkół artystycznych wszystkich szczebli. Od jutra wszystkie te instytucje zaprzestaną działalności w obszarze, który zakłada gromadzenie się dużej liczby osób – mówi Piotr Gliński na konferencji prasowej. Rozporządzenie ma obowiązywać przez dwa tygodnie, do 25 marca włącznie. Wojewodom ministerstwo rekomenduje, żeby instytucje kultury były zamknięte w  takim samym okresie, czyli od 12 do 25 marca 2020. W efekcie odwołanych zostało mnóstwo koncertów. My mieliśmy za niedługo iść z żoną na koncerty Anny Marii Jopek. Trzeba poprosić o zwrot pieniędzy.

Żona wprowadza nowy zwyczaj: o 23:00 śledzi jakiś kanał informacyjny. Słyszę, że WHO przez swego szefa informuje: „Jesteśmy głęboko zaniepokojeni zarówno alarmującym poziomem rozprzestrzeniania się, intensywnością, jak i alarmującym poziomem bezczynności. Dlatego sformułowaliśmy ocenę, że COVID-19 można scharakteryzować jako pandemię”.

Naprawdę nie wiem, co myśleć, bo na Twiterze Jarosław KUŹNIAR pisze: „Od polityków i mediów oczekiwałbym opanowania, dojrzałości, braku manipulacji i sensacji. Wiem, za dużo”. Co to ma znaczyć? Co właściwie się dzieje? Co ja zwykły szaraczek mam o tym wszystkim myśleć? Co robić?

 

12 marca – czwartek

Raporty nocne bez żadnych niepokojących faktów, prócz tego, że gorączkuje pani Róża, ma 37,1 stopni. Kaszle. Mamy nadzieję, że to nie koronawirus. Tej kobiety nie można upilnować – sama chodzi gdzie i kiedy chce, jest niezdyscyplinowana. Ostatnio była u kilku lekarzy. Nic nie wiemy jak jest leczona, bo po prostu nikogo o tym nie informuje i nie upoważnia.

Na odprawie zastanawiamy się, co dalej, bo nie mam znikąd żadnych informacji, jak postępować. Terapia i rehabilitacja działa normalne, ale z zastosowaniem wzmożonego rygoru sanitarnego. Wpadamy na pomysł, że stworzymy audycję radiową w DPS – mamy radiowęzeł i sprzęt, żeby to robić. Mieszkańcy częściej przychodzą do świetlicy i pomieszczeń terapeutycznych, bo mają zakaz wyjść na miasto. Pewnym problemem są konsultacje zewnętrzne, bo jednak wtedy mieszkańcy wychodząc na zewnątrz – na razie każemy je ograniczyć do niezbędnych. Zaczynamy zastanawiać się, co z Wielkanocą, ale do niej jest jeszcze miesiąc, do tego czasu epidemia na pewno przeminie.

Dzień mija normalne, stan osobowy bez zmian. Pani Pierwiosnek nadal zalega w łóżku. Pan Bukszpan pobudzony, natrętny, niedorzeczny. Pani Różą poczuła się lepiej, spadła jej temperatura i jest pobudzona. Roszczeniowa wobec personelu. Zabiera innym mieszkańcom posiłki, nie stosując się do zaleceń diety cukrzycowej. Opuszcza oddział nie informując gdzie idzie. Choć wychodzi z budynku nie może wyjść po za teren DPS, bo portier nie otwiera bramy. Obraża dyrekcję, personel.

Po drodze kupuję obiad dla naszej rodziny i słucham wiadomości. Słyszę, że prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump na konferencji prasowej poinformował o wprowadzeniu w USA „stanu nadzwyczajnego”, pozwoli to na „otwarcie dostępu do 50 mld dolarów”, co określił, jako „dużą kwotę dla stanów, terytoriów i miejscowości w walce z tą chorobą”. Trump zapewnił, że USA „znacznie zwiększy możliwości” przeprowadzania testów na Koronawirusa. Wezwał również poszczególne stany do natychmiastowego utworzenia centrów awaryjnych. Myślę, że prezydent USA niezwykle szybko zmienił swoje postępowanie wobec epidemii – jeszcze kilka dni temu bagatelizował problem.

W domu normalne zajęcia – najwięcej czasu zajmują oczywiście psy. Miło patrzeć jak oba biegają po łąkach i piachu. Są niezwykle zdyscyplinowane
i posłuszne. Nauczyłem Luno, że na komendę zaraz pojawia się przy mojej nodze. Nie gwiżdżę, nie wołam, ale zastosowałem sygnał, który bezwzględnie przywołuje go do mnie. Mimo że córka ciągle narzeka na psy, przy mnie nie ma żadnych dziwnych incydentów. Zastanawiam się, jak zareagują na ptaki, bo zwierzynę zaganiać w moją stronę potrafią bezwładnie, tylko że ja do niej nie strzelam. To spowodowało kilka niezbyt miłych sytuacji, zwłaszcza, gdy w moją stronę kierowały się dziki.

Wieczorem słucham, że abp Gądecki przypomniał też o dyspensie wydawanej przez biskupów diecezjalnych od obowiązku uczestnictwa w niedzielnych
i świątecznych mszach. „Osoby, które z niej korzystają, proszę o duchową łączność ze wspólnotą Kościoła za pośrednictwem transmisji w środkach społecznego przekazu. Zachęcam również, aby księża biskupi wydawali diecezjalne zarządzenia dotyczące opieki duszpasterskiej nad wiernymi w czasie epidemii, w nawiązaniu do moich poprzednich komunikatów i Zarządzenia Rady Stałej KEP z 12 marca obecnego roku”. Powiedział też, że w związku z wprowadzeniem stanu zagrożenia epidemicznego w Polsce oraz stosując się do rozporządzeń organów państwowych z 13 marca br., które ograniczyły liczbę uczestników zgromadzeń do 50 osób”

Dlatego dziwię się, że posłowie Lewicy napisali list do papieża Franciszka, prosząc o interwencję „w sprawie niewystarczających, a nawet czasem, lekkomyślnych działań podejmowanych przez hierarchów Kościoła Katolickiego w Polsce w obliczu epidemii Koronawirusa”.

Wieczorem w telewizji słyszę, że zmarła druga osoba zakażona Covid 19 w Polsce. To 73-latek, który przebywał w szpitalu we Wrocławiu. Pierwszą śmiertelną ofiarą zakażoną Koronawirusem była 56-letnia kobieta, która przebywała na oddziale zakaźnym poznańskiego szpitala. O jej śmierci minister zdrowia poinformował na konferencji prasowej. Ponoć od początku jej stan był ciężki. Pacjentkę podłączono do respiratora i utrzymywano w stanie śpiączki farmakologicznej. Informację o śmierci mężczyzny przekazało na Twitterze Ministerstwo Zdrowia. Resort podał, że stan pacjenta był ciężki. Mężczyzna miał też choroby współistniejące, było to już po konferencji. Minister mówi, że przyszły tydzień może być przełomowy w walce z Koronawirusem, a ja się zastanawiam, dlaczego, przecież przynajmniej u nas w DPS jeszcze niczego nie zaczęliśmy. We Wrocławiu przed szpitalem ma stanąć specjalny namiot służący do opieki nad osobami, które zgłoszą się z podejrzeniem Covid 19.

 

13 marca – piątek

Raporty nocne spokojne, wygląda na to, że pani Róży przeszła gorączka i było to zwykłe przeziębienie lub gorączkowała z powodu zdenerwowania, bo przecież ograniczyliśmy jej wyjścia na zewnątrz. Na odprawie rozmawiamy, że ten wirus zabija głównie osoby starsze i schorowane, a tacy są nasi mieszkańcy. No i warunki, jakie mamy sprzyjają rozwojowi epidemii, na piętrze mieszka przeszło pięćdziesiąt osób, które na siebie kaszlą, plują… Na pokojach mieszkają po dwie trzy osoby, z łazienek korzystać może sześć osób. Spotykają się w dość małej jadalni (z powodu jej rozmiarów są dwie tury jedzenia posiłków), no i palarnia, w której co niektórzy przebywają ciągle… Miejsc gdzie może dojść do zarażenia jest wiele.

Dzień mija na zajęciach zgodnie z planem. Osoby, które przychodzą na msze świętą, trzymają dystans. Ksiądz udziela komunii i chodzi z najświętszym sakramentem po oddziałach. Pracownik socjalny pokazuje mi w Internecie pismo Rzecznika Praw Pacjenta, który pyta, na jakiej podstawie zakazane zostały odwiedziny są bezprawne. Podobne pytania zadaje Rzecznik Praw Obywatelskich.  Rozmawiamy z dyrektorem, co w tej sytuacji, przecież Rzecznik ma takie same uprawnienia jak Prokurator – może nas ścigać z kodeksu karnego za bezprawne ograniczenie wolności naszym mieszkańcom. Przeżyłem raz taką kontrolę w jednym z domów. Przysłani młodzi ludzie nie zadali sobie trudny rozmowy z personelem i tym bardziej dyrekcją, poszli od razu do mieszkańca, który z jakiegoś powodu napisał skargę i tylko jego wysłuchali. Oczywiście później był ogromny elaborat o łamaniu praw człowieka, tłumaczenie się przed prezydentem miasta… A mężczyzna był schizofrenikiem i pisał skargi wszędzie. Kontrola urzędu wojewódzkiego wykazała, że wszystkie jego donosy były fikcyjne, a on jest osobą ubezwłasnowolnioną. Ale kilka miesięcy tłumaczeń, strachu musieliśmy jakoś przeżyć. Miałem podobnego podopiecznego w Płocku, który nie tyle pisał skargi, co się odwoływał od każdej decyzji przyznającej mu zasiłki. Jak trafiała sprawa do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, też się odwoływał, nawet od decyzji Naczelnego Sądu Administracyjnego się odwołał. Tak po prostu miał. Nie pomagały żadne tłumaczenia, wyjaśnienia, miał prawo się odwołać to się odwoływał.

Realizujemy ostatnie wypłaty z kont depozytowych za miesiąc marzec. Informujemy, że są to ostatnie wypłaty z kasy DPS. Nie chcemy by kilkanaście osób przebywało na korytarzu przy kasie, po za tym na pieniądzach mogą być zarazki. Mówię mieszkańcom, że utrudniania mogą potrwać dwa, trzy tygodnie. Koniec dnia wygląda normalnie, stan osobowy bez zmian. U pań Róży i Goździk trzeba uporządkować szafki. Obie magazynowały żywność, która po prostu się psuła. Po wielu namowach, negocjacjach w końcu się udało, aż dziw, że takie postępowanie u emerytowanego pracownika Sanepidu i kontroli skarbowej. Pani Róża nie zgłasza żądnych dolegliwości bólowych, nie gorączkuje, chyba już wyzdrowiała. Krzyczy, że się jej wszystko należy i za nic nie będzie płaciła. Jest zła, że nie dostaje takiego jedzenia jak sobie życzy i większych porcji. Kobieta ma sporą nadwagę i co ciekawe, jako jedyna nie reguluje odpłatności w całości zalegając prawie dwa tysiące za opłatę za pobyt. Po rozmowie kilka dni wcześniej rzeczywiście zamknęła konto, przeniosła środki na koto depozytowe w DPS, ale następnego dnia otworzyła konto w innym banku. Pracownikowi socjalnemu cofnęła wszystkie pełnomocnictwa. Ma prawo. Pan Bukszpan nadal pobudzony, niedorzeczny, dziwny, agresywny. Znowu przesiedział u mnie prawie godzinę opowiadając jak to będzie z tymi dwunastoma zapładnianymi żonami.

Po pracy mam ćwiczenia i rehabilitację, kończę około godziny 20:00. Słucham premiera Mateusza Morawieckiego, który ogłosił wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego. W związku z tym podjęte zostają następujące kroki. Od jutra ograniczona zostanie działalność galerii handlowych, poza znajdującymi się na ich terenie sklepami spożywczymi, aptekami, drogeriami i pralniami; zawieszona będzie działalności wszystkich restauracji, pubów, klubów, barów i kasyn na 14 dni z możliwością przedłużenia; ale na szczęście wciąż możliwe będzie zamawianie jedzenia na wynos z restauracji i barów; wszystkie sklepy, banki i punkty usługowe pozostają otwarte. Ograniczone zostaje możliwość zgromadzeń. Nie mogą się one odbywać powyżej 50 osób. Ograniczenie dotyczy także zgromadzeń państwowych i religijnych. Powstaje pytanie, co z kampanią prezydencką. Od niedzieli przywrócona zostanie kontrola na wszystkich granicach wstępnie na 10 dni; granice Polski będą zamknięte dla cudzoziemców z nielicznymi wyjątkami. Wszystkie osoby wjeżdżające do kraju, w tym obywateli Polski będzie obowiązywać 14-dniowa kwarantanna. Wstrzymane zostają międzynarodowe połączenia osobowych linii lotniczych i kolejowych. Wewnątrzkrajowy ruch samolotowy, kolejowy i samochodowy pozostaje bez zmian. Wtóruje mu minister Kamiński, który nawołuje: to nie czas na odwiedziny! Zostań w domu.

Ale są też optymistycznie wieści- Polska firma Celon Pharma ma zamiar wprowadzić testy na Koronawirusa. Przewiduje, że będą one dostępne na rynku przed sezonem jesiennym. Słyszę, że zanotowano cztery nowe przypadki zakażenia potwierdzone pozytywnymi wynikami testów laboratoryjnych. Wyniki dotyczą czterech osób z Warszawy. Tego należało się spodziewać – tam jest największe skupisko ludzi w Polsce i to tam jest najwięcej przyjezdnych z całego świata.

 

14 marca – sobota

Liczba zarażonych w Polsce: 104, najnowszy przypadek w Opolu, 13 osób wyzdrowiało, 3 zmarły.

Jest więcej czasu, by wykonać czynności porządkowe w domu. Robię jakieś zakupy i śledzę informacje: odnotowano pierwszy przypadek zakażenia u polskiego piłkarza. Bartosz Bereszyński poinformował za pośrednictwem Instagrama, że test na COVID-19 dał u niego pozytywny wynik. Nasza duma narodowa Adam Małysz jest na kwarantannie, Donald Trump musi zrobić test na Koronowirusa. Poczta Polska wstrzymuje przyjęcia przesyłek do innych krajów. Wprowadzone też zostają zmiany w organizacji pracy placówek pocztowych: godziny pracy placówek w dni robocze ulegają skróceniu do 6 godzin, przy czym w wybrane dni placówka będzie czynna w godz. 14-20 lub zamiennie przez trzy godziny w sobotę, także pozostałe placówki czynne dotychczas w soboty będą obsługiwać klientów przez trzy godziny – szczegółowe informacje o czasie pracy poszczególnych placówek można sprawdzić na www.Poczta-polska.pl, praca placówek całodobowych zostaje skrócona, placówki te będą czynne przez 7 dni w tygodniu od godz. 8.00 do 20.00, punkty obsługi klienta w Galeriach Handlowych będą nieczynne.

Psy się cieszą, bo poświęcam im więcej czasu i spacery trwają kilka godzin – deszcz nie pada, nie ma, więc ograniczeń. Dzwonię do pracy, spytać jak sobie radzą w świetle ograniczeń osobowy bez zmian. Problemy są oczywiście z panią Różą, która nie stosuje się do diety cukrzycowej i bierze porcje od innych mieszkańców. Portier informuje, że matka pana Kasztana przyszła i chciała wejść do syna. Syn ma cztero kończynne porażenie, jest niepełnosprawny intelektualnie. Kobieta przyniosła paczkę i chciała ją dać synowi. Portier powiedział, że paczka musi zostać u niego i musi być poddana kwarantannie. Sprawdził i spisał, co jest w paczce, obiecał, że syn dostanie paczkę następnego dnia. Wszystko to produkty spożywcze – jak stwierdził zdecydowanie gorszej, jakości niż żywność, którą otrzymują nasi mieszkańcy. Przypominam, sobie, że rozmawialiśmy z personelem o niej kilka dni wcześniej. Pani Kasztanowa porzuciła syna zaraz po urodzeniu. Chłopak był w różnych ośrodkach, do nas trafił, bo miał być bliżej miejsca zamieszkania. Matka zainteresowała się nim całkiem niedawno, podejrzewamy, że głównie z powodów finansowych. Została jego opiekunem prawnym i sprawuje pieczę nad jego finansami. By podjąć decyzję, co z paczką, interesuje się, jak jest z żywnością i koronawirusem. Główny Inspektorat Sanitarny podaje, że Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) opublikował 9 marca stanowisko, iż zgodnie z aktualną wiedzą nie ma dowodów na to, że żywność może być źródłem lub pośrednim ogniwem transmisji wirusa SARS COV-2.  EFSA podkreśla, że na podstawie doświadczeń z wirusami SARS i MERS można sądzić, że nie dochodzi do infekcji człowieka poprzez żywność wirusem SARS COV-2. Tak, więc jest mało prawdopodobne, aby wirus przenosił się przez żywność, i nie ma dotychczas dowodów, aby miało to miejsce. Czytam też, że Covid 19 potrzebują do namnażania gospodarza, którym jest człowiek. Dokładna obróbka termiczna niszczy wirusa, ponieważ Koronawirus ulega zniszczeniu, gdy zastosuje się odpowiednią kombinację czasu i temperatury np. 60 st. C przez 30 min. Tak, więc w przypadku mięsa, produktów surowych, typowa obróbka cieplna eliminuje zanieczyszczenie mikrobiologiczne, w tym również SARS COV-2.

Ludzie boją się o gotówkę, ponoć w niektórych bankomatach już jej nie ma. Żona też karze mi wypłacić więcej gotówki. Czuję się z tym dziwnie, bo zawsze, wszystkie pieniądze trzymałem w banku. Nie lubię mieć gotówki nawet w portfelu, a tu taka zmiana. Jadąc po mieście dostrzegam, że ruch jest o wiele mniejszy niż zwykle.

Po godzinie 18:00 rozpoczęła się konferencja prezesa Rady Ministrów po posiedzeniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego w sprawie pandemii Koronawirusa. Premier Mateusz Morawiecki przekazał, że zorganizowany zostanie powrót do domu m.in. dla Polaków, którzy utknęli na wakacjach w najdalszych zakątkach świata. Akcja nazywa się: #LotDoDomu. Zastanawiam się, czy przypadkiem w ten sposób nie ściągniemy większej ilości zarażonych. Czytam w Internecie, że od dziś, w związku z ogłoszeniem na obszarze Polski stanu zagrożenia epidemicznego, swoją działalność zawieszają do odwołania uzdrowiska. Narodowy Fundusz Zdrowia w komunikacie podkreśla:, „Jeżeli posiadasz potwierdzone przez oddział wojewódzki NFZ, skierowanie na leczenie uzdrowiskowe, które ma rozpocząć się po 14 marca 2020 roku – NIE JEDŹ, ZOSTAŃ W DOMU”. Podejrzewam, że będą tam tworzone izolatoria.

Jak podaje premier tego kraju, Rosja od jutra zamknie czasowo lądowe granice z Polską i Norwegią dla obcokrajowców, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa.

O godzinie 20: 00 specjalne orędzie do Polaków w związku z zagrożeniem epidemicznym wygłasza Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup Stanisław Gądecki. „Niech kochający Bóg chroni nasz naród i naszą ojczyznę” – mówi przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Telewizja Polsat podjęła decyzję o zawieszeniu show „Taniec z Gwiazdami”. Poinformowano o tym podczas drugiego wiosennego odcinka 11 edycji programu.

Dziennikarze oraz internauci w swoich relacjach zwracają uwagę na osoby starsze, które nie chcą wziąć sobie do serca ostrzeżeń i apeli o pozostanie w domach. Zamiast ograniczać niepotrzebne interakcje do minimum, często nadal robią codzienne, drobne zakupy. Wielu twierdzi też, że nie wyobraża sobie, by w niedzielę nie pojawić się w kościele na mszy świętej.

Oglądam jak we Włoszech śpiewają na balkonach – ponoć muszę siedzieć w domu i tak sprawiają sobie przyjemność.

 

15 marca – niedziela

Zarażonych jest sto dwadzieścia trzy osoby, zmarły trzy osoby.

Mam więcej czasu, więc szukam więcej informacji na temat zapytań Rzecznika Praw Obywatelskich. Nie mogę znaleźć pisma w sprawie nielegalnego ograniczania wyjść mieszkańców DPS, jest za to pismo ze szczegółowymi pytaniami w sprawie koronawirusa, które trafiła do: ministrów – Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej, Edukacji Narodowej, Zdrowia oraz Sprawiedliwości, a także do komendantów głównych – Straży Granicznej, Policji i Żandarmerii Wojskowej oraz do Dyrektora Generalnego Służby Więziennej.

Rzecznik pyta:

– czy wśród przebywających w danym miejscu są osoby z podejrzeniem koronawirusa lub osoby, które zdiagnozowano, jako jego nosicieli;

– jakie procedury wprowadzono, jeśli chodzi o profilaktykę zarażeń i jakie są zabezpieczenia dezynfekcyjne;

– w jaki sposób osoby pełniące służbę lub pracujące w tych miejscach zostały przygotowane na rozpoznawanie symptomów koronawirus;

– czy w związku z zagrożeniem wprowadzono ograniczenia w korzystaniu
z praw przysługujących osobom przebywających w tych miejscach – jeśli tak, to, jakie i gdzie;

– czy osoby zdradzające objawy chorobowe są poddawane testom na obecność wirusa;

– czy osoby zgłaszające objawy mogące świadczyć o zakażeniu są izolowane – jeśli tak, to czy w danym miejscu, czy też w placówkach cywilnej służby zdrowia;

– czy personel tych miejsc jest poddawany kwarantannie w przypadku kontaktu z osobą mogącą być nosicielem;

– czy wprowadzono ograniczenia wizyt dla osób odwiedzających – jeśli tak, to, jakie i gdzie;

– czy wprowadzono – i ewentualnie, jakie – dodatkowe środki ostrożności wobec osób wchodzących do tych miejsc;

– czy wprowadzono specjalne procedury związane z konwojowaniem osób pozbawionych wolności, a podejrzewanych o nosicielstwo.

Czytam też, co to jest SARS-CoV-2. Dowiaduję się, że ten wirus mocno zakaźny. Przeciętnie jeden chory powoduje zakażenie ponad dwóch osób (dokładnie 2,5), co oznacza, że nie każdy, kto będzie miał styczność z nosicielem, zostanie zakażony. Duży wpływ mają na to nasze zachowania i odporność organizmu, dlatego warto o nie zadbać. Ważne jest nie tylko, by nie zarazić siebie, lecz także innych, a jeśli już zachorujemy, żeby jak najłagodniej przejść infekcję. Dobra wiadomość: 80-90 proc. osób znosi ją w miarę lekko, część nawet bezobjawowo. Zła jest taka, że zdaniem epidemiologów prawdopodobnie SARS-CoV-2 nie zniknie tak jak inne groźne koronawirusy – SARS czy MERS. Zarazi się nim, co najmniej 60-70 proc. społeczeństwa i dlatego trzeba maksymalnie spowolnić przyrost nowych zakażeń. Jak każdy wirus, również ten mutuje, a każda jego kopia różni się od poprzedniej. Nie sposób, więc przewidzieć, czy przyjmie postać zjadliwą, czy – na co wszyscy mają nadzieję – stanie się jednym z koronawirusów „przeziębieniowych”, który co kilka lat będzie powodował większe epidemie (podobnie jak grypa). Dziś jest niebezpieczny, dlatego że jest mocno zakaźny i nowy, nikt nie nabył jeszcze przeciwko niemu odporności. Osoby, które miały już z nim kontakt, prawdopodobnie w przypadku kolejnego zakażenia łatwiej przejdą infekcję. Wiedza o tym, jak się przenosi wirus i jak go zwalczać, wciąż się zmienia. Ale najprostszym sposobem, by być zdrowym to uniknąć zakażenia.

Dzwonię do DPS pytając, co się dzieje. Stan osobowy bez zmian. Kilka osób trzeba pilnować przy posiłkach, bo nie chcą jeść. Pan Jawor samowolnie opuścił oddział przez okno na parterze. Przyprowadzono go ze sklepu spożywczego. Wulgarny, agresywny, bezkrytyczny, śmieje się z całej sytuacji. Uaktywnił się po tym jak lekarz psychiatra zmienił mu leki. Wcześniej handlował i wymuszał pieniądze od prawie wszystkich mieszkańców. Latem ubiegłego roku zapytał, czy kierowniczka oddziału nie przechowałaby mu trochę pieniędzy. Okazało się, że było tego dwadzieścia pięć tysięcy złotych. Przyszedł do DPS bez grosza, trzeba było go odziać, bo nie miał nic, a po dwóch latach – proszę. Urządził sobie pokój, ubiera się w rzeczy, które sam sobie kupuje i kilkanaście tysięcy zdołał zgromadzić. Ma zdiagnozowaną schizofrenię i przejawia zachowania psychotyczne, handlowanie stało się jego obsesją, Kupował na promocji po kilka złoty ptasie mleczka i sprzedawał nieświadomym ludziom po dwadzieścia złotych. Żebrał o papierosy, a później je sprzedawał po dwa złote za sztukę. Niezwykle zaradny, mnie proponował sprzedaż mikrofali – oczywiście własność placówki. Pan Bukszpan nadal pobudzony, natrętny, ciągle nachodzi personel i opowiada o swoich 12 żonach, nie reaguje na żadne polecenia. Pan Topola oraz  Chmiel zaprowadzani na pokój ciągle wracają na korytarz, nie śpią, chodzą po oddziale, świecą światła. Chodzą od palarni. Nie reagują na żadne polecenia. Pani Róża nie stosuje się do diety, pobudzona, krzykliwa, nadal kradnie posiłki innym.

Bernadeta Krynicka była posłanka obozu rządzącego, która obecnie pełni funkcję kierownika Działu Kontraktowania i Nadzoru Świadczeń Medycznych w Szpitalu Wojewódzkim w Łomży zamieściła na Facebooku swój komentarz dotyczący planu przekształcenia jej placówki w szpital zakaźny. Na filmie mówi, że personel jest nieprzeszkolony, nie ma śluz, nie ma izolatek, nie ma wentylacji z podciśnieniem. Mówi, że brakuje środków ochrony indywidualne, pomp, respiratorów, nawet ciśnieniomierzy. „Ten szpital się nie podźwignie” – twierdzi. „To tak, jakbyśmy wysłali żołnierzy z pięściami na czołgi” Zakłada, że ta sytuacja będzie trwać kilka miesięcy. „Część personelu odejdzie na emerytury, my potem nie zbierzemy ekipy, żeby ten szpital pociągnąć. Mieszkańcy Łomży i okolicy zostaną bez opieki medycznej, już zostali tak naprawdę. Szpital to była główna baza lecznicza i diagnostyczna” mówi Krynicka. „Pogotowie, które już dziś jest niewydolne, będzie musiało wozić pacjentów do okolicznych miejscowości za pomocą tej samej floty, którą dysponuje obecnie, a jednocześnie będzie miało pod swoją opieką zakażonych koronawirusem”.

Gdy wsłuchuję się w to, co mówi ta kobieta, to muszę przyznać, że w sumie to my w DPS też nie jesteśmy przygotowani.

Wieczorem jadę zobaczyć, co dzieje się na terenie placówki. Przy obchodzie ogrodu widzę uciekających kilka postaci. To, co zostawili nie zostawia wątpliwości, że bywali tu często. Urządzili sobie przy naszych ławeczkach i stoliku biesiadę alkoholową. To by wyjaśniało, co jedna z mieszkanek słyszała za głosy. Nie było to w jej głowie – były na zewnątrz.

 

16 marca – poniedziałek. Pierwsza osoba zarażona w Miasteczku.

Liczba zarażonych w Polsce: 177

Nie będę robił już rano zakupów. Uznałem, że najlepiej będzie, jeśli będę minimalizował kontakty z innymi ludźmi. Tym bardziej, że ekspedientka z piekarni opowiadał, że kilka starszych osób przychodzi do niej kilka razy dziennie mimo obostrzeń.

Ruch na ulicy jest zdecydowanie mniejszy, widać, że dzieci i młodzież nie chodzą do szkoły. Tydzień temu, by wjechać na główną drogę w Z musiałem czekać kilka minut. Dziś jadę prawie bez przerwy. W radiu słyszę, że zmieniono przepisy dotyczące powoływania dyrektora Sanepidu, od dziś będzie mógł zwolnić go wojewoda. Pewnie głównie chodzi o panią Jadzię ze Słubic. Starosta odmówił jej zwolnienia, to rząd zmienił prawo i zwolnił wojewoda. Pamiętam czasy, gdy starosta powoływał Komendanta Policji i Straży pożarnej. To się wtedy działo… Czas kształtowania się nowego ustroju powiatowego zaczynałem, co prawda w Sieradzu, ale najjaskrawiej zmiany doświadczyłem to w powiacie piaseczyńskim. Tam to się działo…

Słyszę, że we Włoszech rośnie liczba zakażonych i zmarłych. W Bergamo lokalna gazeta zawiera dziesięć stron nekrologów.

Raporty nocne bez znaczących zdarzeń. Zgłaszam sytuację z wczoraj, podejmujemy decyzję o naprawieniu natychmiastowym płotu i zamontowaniu tam lamp z czujnikami ruchu. Na odprawie postanawiamy, że pracownicy: osoby starsze, po przeszczepach i chorobach nowotworowych nie będą przychodzić do pracy i świadczyć prace będą zdalnie. O ile sprawa z administracją i księgowością jest prosta, to kłopot jest z oddziałami i kuchnią. Pracownicy tych dwóch ostatnich działów raczej nie mogą pracować zdalnie. Wprowadzamy zasadę, że w jednym pomieszczeniu biurowym może być jeden pracownik. Okazuje się, iż jeden z pracowników socjalnych ma dziecko chore na serce. Podejmujemy decyzję, o jego zdalnej pracy.

Żona dzwoni w sprawie darowizny od największego pracodawcy w Miasteczku dla szpitala powiatowego. Pyta, z kim rozmawiać, bo chcą pomóc. Dzwonię do rzecznika, którego znam osobiście, ten podaje numer telefonu bezpośrednio do Dyrektora. Udaje mi się i Dyrektorem i Prezesem porozmawiać. Dyrektor mówi, że potrzebuje karetki, ale prezes oferuje sfinansowanie wydatku za sto tysięcy złotych. Tyle ma kosztować respirator. Panowie dalej dogadują się już sami.

Ukazują się zalecenia dla osób starszych, które również publikuję na swojej tablicy na Facebook i Stan Press. Najważniejsze kwestie:

  1. Unikaj ludzi, którzy kaszlą i kichają. SARS-CoV-2 przenosi się drogą kropelkową. Może być również przenoszony przy mówieniu oraz śpiewaniu. Jest najgroźniejszy dla starszych i obciążonych chorobami przewlekłymi: takie jak kardiologiczne, nowotworowe, a także dla kobiet w ciąży.
  2. Omijaj skupiska ludzi. Szczególnie osoby starsze i obciążone czynnikami ryzyka ciężkiego przebiegu choroby, powinny unikać wizyt w miejscach publicznych: przychodnie, galerie handlowe, supermarkety, apteki, punkty usługowe, nie wspominając o jeździe środkami komunikacji miejskiej.
  3. Nie wychodź podczas kwarantanny. Każdy, kto miał kontakt z osobami,
    u których stwierdzono koronawirusa, musi poddać się kwarantannie domowej. Nie może wychodzić z domu. Musi obserwować, czy nie pojawiają się niepokojące objawy (gorączka, suchy kaszel, duszność). Teraz obowiązują zalecenia izolacji dwutygodniowej. Może się to zmienić.
  4. Myj ręce. Wirus nie przenika przez skórę. Można się jednak nim zarazić, jeśli dotykamy rękoma, na których się znajdzie, oczu, nosa lub ust. Tego odruchu trzeba się oduczyć. Jak najczęściej myć ręce. Koniecznie po przyjściu do pracy, po powrocie do domu, po korzystaniu z toalety, po kaszlu, kichaniu, a także przed, w trakcie i po przygotowaniu posiłku. Do mycia można użyć zwykłego mydła w kostce, mydła w dozowniku, płynu do mycia naczyń. Jeśli nie ma możliwości umycia rąk, trzeba je przemyć żelem lub płynem dezynfekcyjnym na bazie alkoholu.
  5. Nie podawaj ręki na przywitanie. Ściskanie się i całowanie na dzień dobry tego nie można robić.
  6. Czyść smartfon, telefon i komputer. Warto jak najczęściej przecierać klawiaturę, wyświetlacz chusteczką nasączoną alkoholem lub środkiem dezynfekcyjnym. Ryzyko zakażenia mogą stanowić pieniądze, bo dotyka ich wiele osób. Lepiej używać karty płatniczej lub Blika.
  7. Nie dotykaj dłonią klamek, Ale nie tylko klamek, bo także wszelkiego rodzaju przycisków, takich jak „stop” w autobusach, guziki w windzie czy włączniki światła. Zamiast uruchomić je palcem, zrób to łokciem, ramieniem, kostką zgiętego palca lub przez jednorazowe rękawiczki. Podobnie jest z dotykaniem wózków w supermarkecie.
  8. Nie podróżuj do miejsc z dużą liczbą zachorowań. Należy uważnie śledzić doniesienia na temat liczby chorych i komunikaty GIS, ponieważ sytuacja zmienia się szybko.
  9. Jeśli trzeba, noś maseczkę Powinni je nosić chorzy, którzy kaszlą lub kichają (niezależnie od przyczyny infekcji). Zdrowi – gdy mają kontakt osobami, u których podejrzewa się lub stwierdzono infekcję wirusem. Maseczki nie chronią przed zakażeniem, jednak zmniejszają jego ryzyko. Trzeba tylko unikać ich dotykania (a jeśli to się zdarzy, umyć ręce) i zmieniać, gdy zwilgotnieją. Po zdjęciu maseczki wyrzucamy ją do zamkniętego pojemnika, a po tej czynności dokładnie umyć ręce.
  10. Wspomagaj odporność. Najlepsza jest zdrowa dieta (z dużą ilością warzyw i owoców), odpowiednia ilość snu, regularna aktywność fizyczna, najlepiej na świeżym powietrzu. Zawsze warto wspomagać organizm naturalnymi środkami, takimi jak czosnek, cebula, imbir, czarny bez, malina, preparaty z cynkiem lub na bazie miodu (propolis, mleczko pszczele).
  11. Nie pal papierosów. Składniki dymu tytoniowego uszkadzają drogi oddechowe, przez co łatwiej wnikają do organizmu cząsteczki zakaźne, w tym także koronawirusy. Przebieg choroby u palaczy może być cięższy. Pozytywne efekty – lepsze funkcjonowanie, poprawa odporności płuc – można zauważyć dosłownie w ciągu godzin i dni od porzucenia nałogu.
  12. Optymizm pomaga w zapobieganiu i zwalczaniu każdej infekcji.

Opowiadam o tym swoim mieszkańcom. Słuchają i starają się stosować i ich największy opór budzi palenie. Śmieją się, gdy proponuję, by starali się rzucić.

W trakcie pracy słyszę, że resort zdrowia przekazał informację o czterech nowych przypadkach koronawirusa. Przypadki dotyczą dwu osób z śląskiego (Bytom, Zawiercie), jednej osoby z łódzkiego (Łódź) i jednej osoby z lubelskiego (Biłgoraj). Ministerstwo podkreśla, że cała czwórka jest w dobrym stanie.

Myślę, no to pięknie – kilkadziesiąt osób zarażonych w Polsce i akurat jeden w Z. Sprawdzam stan osobowy: I oddział: bez zmian, II oddział: bez zmian, III oddział: bez zmian. Mieszkańcy spokojni, nikt nie gorączkuje.

Śledząc media zwracam na program Newsroom w Wirtualnej Polsce. Minister zdrowia Łukasz Szumowski przekazał informację, co do spodziewanych skutków działań podejmowanych w naszym kraju. Jego zdaniem już za około dziesięciu dni „powinny pojawiać się pozytywne efekty restrykcji”. Wcześniej jednak kazał spodziewać się wzrostu zachorowań. Minister podziękował też sportowcom i aktorom, którzy poparli akcję #ZostańWDomu, zachęcającą do radykalnego ograniczenia wyjść i tzw. społecznego dystansowania się. Postawa Polaków jest budująca, jesteśmy zdyscyplinowani – podkreślał. W badaniach okazuje się, obecny minister zdrowia cieszy się największym zaufaniem. Wcale mnie to nie dziwi, bo na konferencjach prasowych widać jego zmęczone, podkrążone oczy – cieszę się, że to on jest ministrem zdrowia. Poczytałem o nim, zaimponował mi, zwłaszcza jego podróż do Indii.

Wracam do domu i słucham wiadomości: Prezydent Andrzej Duda zwołał na wtorek posiedzenie Rady Gabinetowej poświęcone gospodarczym konsekwencjom epidemii koronawirusa. Tak sobie myślę, że jeszcze nie wiadomo jak będzie ona u nas wyglądała, a już ogłasza się kryzys. Słyszę, że Wielka Brytania stoi w obliczu ryzyka gwałtownego wzrostu liczby chorych na COVID-19. Rząd, więc apeluje do obywateli, by ci podjęli pewne środki ostrożności, związane z kontaktami z innymi osobami. Boris Johnson zachęca do tego by unikać kontaktów, które są niekonieczne oraz nie planować „niepotrzebnych podróży”. Rząd zaleca również pracę zdalną wówczas, gdy jest to tylko możliwe oraz unikanie pubów, klubów, teatrów oraz innych miejsc, gdzie organizowane są spotkania towarzyskie. Mieszkańcy Wysp, którzy obserwują u siebie objawy takie jak kaszel czy wysoka temperatura, są z kolei zachęcani do pozostania w domach przez najbliższe 14 dni – podaje BBC. Emmanuel Marcon w swoim orędziu wielokrotnie powtarza: „Jesteśmy na wojnie zdrowotnej” On również wprowadza szereg obostrzeń, wzywa mieszkańców do pozostania w domach i zapowiadając zamkniecie granic. Słyszę, że linie lotnicze mogą do maja zbankrutować. W Polsce odwoływane są śluby – ciekawe ile osób się zupełnie rozmyśli. Orlen obniża ceny paliw, nie kręci się filmów. Rzeczywiście idzie regres.

W domu zdziwienie – dzieci są w domu. Od swoich szefów otrzymali polecenie, by pracować zdalnie. Zjadamy jakiś obiad z zamrażarki, ale psy mi nie odpuszczają – muszę iść z nimi na długi spacer. Widzę, że sytuacja jest dynamiczna i staram się śledzić media. Jakiś aktor opowiada, że poczuł się źle na lotnisku w Warszawie w środę 11 marca. Stamtąd miał polecieć do Szczecina. Chciał zbadać temperaturę, ale nigdzie nie mógł znaleźć punktu pomiaru, a ambulatorium było zamknięte. Z drugiej strony w rozmowie z Gazetą, Wadim Szumowski chwali obecnego ministra zdrowia, twierdząc, że jest najjaśniejszym punktem w całym rządzie i różni się od polityków tej partii z I linii. A minister zdrowia nadal straszy mówiąc: „Mamy modele, które pokazują, że za kilka dni będziemy mieli 1000, 1500, potem kilka tysięcy zakażeń” na antenie TVN24. Jednocześnie zapewniał, że nawet takie liczby pacjentów nie są żadnym zagrożeniem dla polskiego systemu ochrony zdrowia. Szef resortu środowiska potwierdził w mediach społecznościowych, że został zakażony koronawirusem. Michał WOŚ. Akurat stan zdrowia tego ministra mnie interesuje, bo Stowarzyszenie właśnie do niego najczęściej pisze pisma w sprawie kopalni na Jurze. Przerażony jestem protestami mieszkańców Łomży, którzy nie chcą szpitala jednoimiennego u siebie. U nas za płotem jest taki szpital i nikt nawet nie pomyślał, żeby protestować? Nie będę brać odpowiedzialności za narażenie moich pracowników na zarażenia, w sytuacji braku zabezpieczeń dla nich oraz nieprzygotowania szpitala na przekształcenie – tak mówi była już p.o. Dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Łomży Joanna Chilińska, której złożyła dziś przyjętą dymisję. To dalsza część związana z byłą poseł Bernadettę Krynicką, która została zawieszony
w prawach członka partii PiS. Później dowiaduję się, że pierwsza zarażona osoba była w Z. już 12 marca., a wczoraj była druga. 14 osób na Śląsku, z czego dwie są z Z. Stan w DPS bez zmian: I oddział: stan 54 – 2 osoby w szpitalu, II oddział: stan 54 – 1 osoba w szpitalu.  III oddział: stan 55 osób w tym jedna w szpitalu. Mieszkańcy nadzwyczaj spokojni.

 

17 marca – wtorek

Liczba zarażonych w Polsce: 238, hospitalizowanych: 833 osoby, zmarło 5 osób.

Gdy wychodzę z domu, córka proponuje, bym przebierał się w garażu i rzeczy, w których chodzę po mieście i DPS, nie wnosił do domu. W sumie zdążyłem uporządkować garaż, jest tam natrysk (wody tylko nie zdążyłem odkręcić), wieszak, stołek – możliwe do zrobienia. Wprowadzamy taką procedurę. Po wjeździe do pracy sprawdzam stan osobowy w DPS – 163 osoby, 4 osoby
w szpitalu.

Na codziennej odprawie poruszamy kwestię zakupów. Co niektórzy, potrafili kilka jak nie kilkanaście razy dziennie wychodzić do sklepu. Kupują wszystko, nagle tą możliwość im zabraliśmy. Podejmujemy decyzję, że kierownicy oddziałów będą sporządzać listę zakupów i jeśli mieszkaniec posiada na depozycie, będzie towar z hurtowni dostarczany. Pracy oczywiście przybywa, ale nie ma innego wyjścia. Już dziś wiemy, że największym problemem są papierosy. Mieszkańcy wypalają ich niezwykłe ilość. Przypominamy raz jeszcze personelowi o zakazie noszenia jakiejkolwiek biżuterii, ciągłym myciu, rąk, piciu ciepłych napoi, trzymaniu dystansu. Mówimy też o możliwie jak najczęstszym kontakcie telefonicznym z rodzinami i znajomymi naszych podopiecznych. Dyrektor raz jeszcze prosi, by kontaktować się jak najmniej z innymi ludźmi w środowisku, ograniczyć krąg osób, z którymi się spotykamy, jak najmniej przebywać w miejscach publicznych i ograniczyć kontakty z mieszkańcami do niezbędnych. Raz jeszcze weryfikujemy, czy ktoś z pracowników pracuje w innym zakładzie, czy ktoś z rodziny, znajomych wrócił z zagranicy. Kierownicy twierdzą, że co dzień to weryfikują i nasz personel jest „czysty”. W ramach ograniczenia kontaktów z zewnątrz wprowadzamy zakaz wchodzenia osób postronnych na teren placówki: dotyczy to zaopatrzeniowców, dostarczycieli z fast foodów, kurierów, jak i również aptek. Po realizację recept będzie jeździł nasz kierowca, a recepty będą realizowane na podstawie rozmów telefonicznych – system na to pozwala. Od razu mamy protesty, że dostawcy burgerów, chińszczyzny muszą mieć możliwość wejścia na teren DPS.

Mamy przygotowaną pierwszą audycję, musimy tylko sprawdzić czy działa nagłośnienie. Audycja ma składać się z kilku stałych elementów: życzeń urodzinowych i imieninowych, kartki z kalendarza (również i z DPS), omówieniu pogody, przeczytaniu twórczości naszych mieszkańców (są i wiersze oraz opowiadania), ogłoszeń wszelkiej maści, żartów, bloku popularnonaukowego (geografia, botanika, biologia). To wszystko ma być przeplatane muzyką. Niestety o ile w świetlicy, parterze wszystko działa, na oddziałach nic nie słychać. Pomysł upada.

Słyszę, że potwierdzony został pierwszy przypadek koronawirusa na Podlasiu. Oznacza to, że zachorowania na COVID-19 odnotowano we wszystkich województwach. Z „Rzeczpospolitej”, dowiaduję się, że za nieprzestrzeganie kwarantanny grozi do 5 tysięcy złotych grzywny oraz do roku więzienia. Kara może być jednak dotkliwsza, jeżeli prokurator oceni, że ktoś swoim zachowaniem naraził zdrowie lub życie innych. Za to grozi nawet do 8 lat pozbawienia wolności. Z ustaleń dziennikarzy „Rzeczpospolitej” wynika, że Prokuratura wszczęła śledztwa z artykułu 165 Kodeksu karnego. Sprawy dotyczą: mężczyzny, który miał uciec ze szpitala zakaźnego w Warszawie, gdzie trafił w związku z podejrzeniem zakażenia Koronawirusem; drugi przypadek to mężczyzna, który pojawił się na SOR-ze, a gdy oczekiwanie się wydłużało, pojechał do domu. W obu sprawach policja odnalazła mężczyzn i odwiozła do placówek medycznych. Na szczęście obaj mężczyźni nie byli zakażeni.

Panie z szwalni zaczęły szyć na potęgę maseczki. Materiał mają bardzo różny, ale akceptowany przez nasz personel pielęgniarski. Uczymy się robić maseczki samodzielnie, z ręczników jednorazowych i gumek, z kilku warstw gazy. W efekcie mamy kilka modeli maseczek, wiązanych, na gumkach w kilku kolorach. Słyszymy, że skuteczne jest też prana w gorącej wodzie z detergentem i wtedy może ona służyć nawet do kilka razy.

Wracam do domu i zaczynam nową procedurę – zmiana odzieży w pomieszczeniu gospodarczym garażu. Zimno. Dezynfekuję ręce, córka sprawdza, czy wszystko wykonałem prawidłowo. Widzę, że pojawiło się sporo środków do dezynfekcji, rękawiczek jednorazowych, ręczników. Córka odkopała nawet maseczkę, którą nosiła w Krakowie.

Wieczorem oglądam materiał z tvn24.pl i dowiaduję się, że noclegownia przy ulicy Małachowskiego we Wrocławiu została zamknięta w niedzielę po tym, jak pojawiła się informacja o podejrzeniu zakażenia Koronawirusem u jednego z bezdomnych. Mężczyzna trafił do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego, gdzie przeprowadzone testy potwierdziły obecność Covid 19. Słucham uważnie, bo jakby nie patrzeć placówka zbliżona specyfiką do naszej i prawdopodobnie procedury będą wyglądać podobnie. Okazuje się, że służby podjęły decyzję o poddaniu 150 osób kwarantannie. Połowa z nich została przeniesiona w inne miejsce, a pozostałych odizolowano w noclegowni. Zastanawiam się, czy wiadomo, kto jest chory, a kto zdrowy i czy trzymanie takiej liczby ludzi w jednym miejscu nie stanowi zbyt dużego zagrożenia, czy nie lepiej ludzi na kwarantannie trzymać w pokojach jednoosobowych.

Jest też dobra informacja, rodzima firma spożywcza Maspex poinformowała o przekazaniu ponad miliona swoich produktów: soki, musy owocowe, gotowe dania, makarony i wody do specjalnych szpitali zakaźnych jednoimiennych w całej Polsce.

Słucham wypowiedzi wiceministra zdrowia, który zapewnia, że Polska jest dobrze przygotowana na gwałtowny wzrost przypadków Koronawirusa, który prognozowany jest w najbliższych dniach. Podkreśla, że Polacy bardzo poważnie podeszli do naszych apeli, żeby pozostać w domu. To jest jedyna racjonalna rzecz, którą możemy zrobić, jako społeczeństwo – mówił Waldemar Kraska na antenie TVN24. Dodaje: „Ten tydzień i następny będzie bardzo ważny, bo zobaczymy, jaka jest dynamika przyrostu nowych zachorowań. Przygotowaliśmy się na następne tygodnie na – niestety – dość duży wzrost nowych przypadków. Pod koniec tygodnia tych zachorowań może być powyżej tysiąca”. Przypomniał, że wczoraj ruszyły szpitale przeznaczone wyłącznie dla pacjentów zakażonych Koronawirusem. Trochę jestem zaskoczony, bo o tym, że szpital w Miasteczku, będzie jednoimienny wiedzieliśmy już tydzień temu, co mnie zastanawia, nikt tu nie protestował, że chorzy na Koronawirusa będą tu na miejscu. Dowiaduję się, że miejsc ma być blisko dziesięć tysięcy. Podkreśla, że ważna jest kwarantanna i unikanie kontaktów międzyludzkich. My to już zaczęliśmy stosować. Mówi, że najgorszy będzie ten i przyszły tydzień, w sumie niezbyt długa perspektywa czasowa.  Wiceminister tłumaczy, jak ważne jest podłączenie ciężko chorych pacjentów do respiratorów, które wspomagają w najgorszym czasie oddychanie. Podkreślał, że podłączenie do respiratora nie oznacza, ze stan pacjenta jest tak poważny, że nie da się go uratować. Gdy myślę o mieszkańcach naszego DPS jestem przerażony – ci ludzi w większości są bardzo słabi, schorowani, mogą nie przeżyć samego podłączania…

 

18 marca – środa

Liczba zarażonych w Polsce: 287, 923 osoby są hospitalizowane, 21.993 osoby objęte zostały kwarantanną, 35.192 osoby znajdują się w kwarantannie po powrocie do Polski oraz 40.110 osób objętych zostało nadzorem epidemiologicznym (dane z godziny 9:30).

Zaraz po siódmej dzwoni sekretariat z Urzędu Marszałkowskiego, że spotkanie z Wicemarszałkiem nie będzie możliwe, bo jest on w kwarantannie. Myślę, że jak pech, to pech.

Sprawdzam raportu nocne, ale nic szczególnego się nie dzieje. Podczas codziennej narady omawiamy przypadek morderstwa z Domu Pomocy Społecznej przy ul. Kontkiewicza na częstochowskich Wyczerpach. 57-letnia mieszkanka Beata J. zaatakowała, i udusiła rękoma 72 letnią współlokatorkę. Do tragedii doszło dzień wcześniej około godz. 9: 00. W pokoju mieszkały trzy panie, gdy jedna z nich wróciła po kilkunastominutowej nieobecności, ofiara ataku już nie dawała oznak życia. Personel placówki podjął bezskuteczną próbę reanimacji. Policjanci zatrzymali sprawczynię i przewieziono ją do szpitala neuropsychiatrycznego w Lublińcu. Prokuratura uzyskała zgodę na jej przesłuchanie, ale w obecności lekarza. Jeśli uda się przesłuchać Beatę J. i postawić jej zarzuty, prokurator zdecyduje o dalszych czynnościach najprawdopodobniej wniesie wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztu. Biegli będą musieli określić stan poczytalności kobiety. Beata J. nie była osobą ubezwłasnowolnioną. Rozmawiamy o tej placówce, bo w porównaniu do naszej jest na miarę XXI wieku. Podlega miastu na prawach powiatu, my podlegamy powiatowi. Wybudowano ją w latach 1997-2000 z myślą o osobach z problemami psychicznymi. Czyli placówka ma taki sam profil jak my. Inwestycja, finansowana kolejno przez wojewodów częstochowskiego i śląskiego oraz ministerstwo pracy i częstochowski urząd miasta, pochłonęła kilkanaście milionów złotych. W budynku są dwu- i trzyosobowe pokoje z łazienkami, gabinety rehabilitacyjne, kaplica, biblioteka, kawiarenka. Łącznie może tam mieszkać około dwieście osób. Placówka piękna, przemyślana, świetnie urządzona z ogromnym w porównaniu do naszego zapleczem terapeutycznym, świadczy nawet usługi na zewnątrz. Gadamy o placówce, ale tak naprawdę każdy myśli o naszych mieszkańcach. Przecież u nas mieszkają ludzie chorzy psychicznie! Przecież pani Różą została skazana za nieudaną próbę morderstwa jednego mieszkańca, kilka osób próbowało popełnić samobójstwo, zdarza się przemoc. Nikt tego nie chce wypowiedzieć, ale chyba kierownicy i dyrekcja zadaje sobie pytanie: jak długo nasi mieszkańcy wytrzymają w izolacji? Bez wyjść?

Okazuje się, że mimo zakazu, kilka osób zamawiało dodatkowe jedzenie. Cały czas się zastanawiam, jak to jest możliwe, moim zdaniem porcje są duże, trzy regularne posiłki, desery, owoce, podwieczorki. Na terapii pieczenie ciast, zamawianie ciągle jakiś przekąsek i dowozy posiłków, które ponoć ciągną się kolumnami, po godzinie 15:00. Pada odpowiedź, że niektóre osoby po prostu przesypiają posiłki i budzą się dopiero po wyjściu administracji. Zostaje zobligowany do poinformowania wszystkich lokali gastronomicznych w mieście, że ich dowozy nie będą wpuszczane na teren DPS>

Dzień spędzam na rozmowach z mieszkańcami, tłumaczeniu sytuacji, jaką obecnie mamy. Jest trudno, bo nie ma psychologa, i niestety wszystkie panie terapeutki mają bardzo krótkie doświadczenie w pracy z osobami chorymi psychicznie. W trakcie dnia pojawia się kolejna zła informacja: w szpitalu zmarł pan Wierzba. Można było się tego spodziewać, to był schorowany człowiek, który od kwartału nie opuszczał łóżka. Sprawdzam stan osobowy: 162 osoby, po 54 na oddziale. Czytam, że lekarz POZ konsultował zgłoszonych mieszkańców, wskazanym pobrano krew do badania.

W domu okazuje się, że nie działa Internet. Córka i jej chłopak są wściekli, że u nas utknęli. Muszę tu być, bo remont na pewno nie skończy się w terminie. Tłumaczą, że oboje potrzebują dwa megabajty, by tylko się zalogować do firmowych systemów. Nie rozumie, tego, bo przecież w pakiecie mam około tysiąca megabajtów, oferty z większą ilością na rynku nie ma. Oni w mieszkaniu mają ponoć zdecydowanie lepsze połączenie.

W wiadomościach króluje Koronawirus i kryzys. Słyszę, że rząd przeznaczy 212 miliardów na walkę z kryzysem. Stanęła z powodu kryzysu fabryka volkswagena pod Poznaniem. Coraz bardziej rozpowszechniana jest akcja #zostanwdomu. Wielu opisuje, co można robić w domu i jakie to pożyteczne. Nie mam zdania, bo ja jeżdżę do pracy i widzę, że rodzina w domu nie odchodzi od laptopów i telefonów.

Wieczorem słucham, że rząd zaprezentował program działań, które mają rekompensować przedsiębiorcom oraz pracownikom straty ponoszone ze względu na rozprzestrzeniającą się epidemię. Plan naprawczy nazywany też tarczą antykryzysową, która ma zapobiec najgorszym scenariuszom, chronić miejsca pracy. Premier odniósł się także do akcji „Zostań w domu” stwierdzając, że jest to „najlepsza metoda zapobiegania rozprzestrzenianiu się Koronawirusa. „Do wszystkich państwa kieruję ten apel o pozostanie w domach. Szczególnie osoby starsze powinny zostać w domu, bo dla nich Koronawirus to największe ryzyko”. Przy okazji  podziękował lekarzom, pielęgniarkom, służbie sanitarnej oraz służbie zdrowia. „Jesteście bohaterami codzienności. Wierzę, że jesteśmy w dobrych rękach”. Dalej opowiadał: „ Robimy wszystko, by służba zdrowia była jak najlepiej przygotowana do dużej liczby przypadków. Testów mamy absolutnie wystarczająco. Do dziś przeprowadziliśmy ok. dziesięć tysięcy testów”.

Słyszę też, że w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach w wieku 54 lat zmarł prof. Wojciech Rokita, świętokrzyski konsultant ds. ginekologii i położnictwa. Lekarz był zakażony koronawirusem, jednak władze szpitala podały, że nie było to przyczyną jego śmierci. Prawdopodobnie człowiek nie wytrzymał fali hejtu, jaka na niego spadła. Gdy to czytam jestem bezsilny i porażony, ale przypuszczam, że wiem, co ten lekarz przeżył i czuł. Sam coś podobnego przeżywałem i w Górze Kalwarii i Płocku, gdy po wyborach nowa władza nie widziała szans na współpracę z moją osobą. Nauczony doświadczeniem po wyborach w Miasteczku, po prostu przeszedłem do innego podmiotu. Mimo, że sporo na tym straciłem na prestiżu i finansowo, wiem ile udało się zyskać. Zaoszczędziłem przede wszystkim nerwy. Nie chciałem tak jak w Płocku słuchać o sobie niestworzonych rzeczy, ciągle tłumaczyć, że nie jest wielbłądem. Z doświadczenia wiem, że najgorsze są anonimowe obelgi udostępniane na różnych lokalnych forach. Tam nie rządzą żadne zasady, w wylewaniu ścieku nikczemności nie ma żadnych barier. Smutne jest fakt, że umożliwiają to media ogólnokrajowe i ja nadal czytam, co o mnie myśleli niespełnieni frustraci kilkanaście lat temu. Oczywiście napisałem prośbę, by dali możliwość zapomnienia o tej sytuacji sprzed prawie dziesięciu lat. Jednak redaktor naczelny stwierdził, że musi dać czytelnikom rzetelną informację i nikogo nie zamierzają krępować w wyrażaniu opinii. A później, co wrażliwszy człowiek taki, jak profesor nauk medycznych nie wytrzymuje presji ludzi, którzy wstydzą się swojego nazwiska i bezkarnie anonimowo obrażają, obrażają, obrażają…

 

20 marca – piątek

Liczba zarażonych w Polsce – 367, zmarłych: 6 osób.

Od kilku dni mam nowy rytuał: prócz porannego spaceru z psami, doszło przebieranie w pomieszczeniu gospodarczym. Dlatego potrzebuje więcej czasu, jest zimno, ale niezwykle orzeźwiająco. W radiu słyszę o dwunastu nowych zakażonych w Polsce, na świecie zachorowało 245 tysięcy ludzi, zmarło 10 tysięcy, a wyleczono 88 tysięcy. Nie chcę być złym prorokiem, ale zastanawiam się, kiedy zaraza dojdzie do skupisk, gdzie jest wiele osób starszych. Słyszę, że rodzina z Sosnowca złamała zasady i poszła na zakupy. Ojciec Tadeusz Rydzyk w związku z rozprzestrzeniającą się pandemią Koronawirusa, zwraca się do Polaków z prośbą o finansowe wspieranie Radia Maryja, Telewizji Trwam oraz „Naszego Dziennika”. Zaapelował także o modlitwę. Z tego, co uczyłem się na historii, to dawnej duchowni w ciężkich czasach próby sami pomagali wiernym, a nie wyciągali rękę, po jałmużnę… Tak sobie myślę, że epidemia, to czas próby, który oddzieli ziarno od plew.

Poranne raporty z DPS nie zawierają opisów żadnych niepokojących zdarzeń. Mimo obostrzeń, zmian organizacji pracy mieszkańcy stosują się do zaleceń.

Na porannej odprawie omawiamy pismo, z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które otrzymaliśmy od służb wojewody. Pismo datowane jest na 12 marca, ale dotarło dziś drogą elektroniczną. Minister przekazał wojewodom rekomendacje dotyczące informowania mieszkańców domów pomocy społecznej o konieczności ograniczenia aktywności poza terenem placówki i ryzyku, jakie niesie ze sobą nieprzestrzeganie zasad higieny i zaleceń Głównego Inspektora Sanitarnego. Same ogólniki – przyznam, że wprowadzone u nas zasady są bardziej szczegółowe i jednoznaczne i działają już od jakiegoś czasu. W piśmie brakuje mi najbardziej tego, jak należy postępować w sytuacji podejrzenia zakażenia Koronawirusem u osoby przebywającej w placówce.

Od początku tygodnia personel został zobowiązany by w kontaktach z mieszkańcami używać maseczek i rękawiczek. Pracownicy stosują się do tego, gorzej jest z mieszkańcami. Co niektórzy mówią, że traktujemy ich jak trędowatych i się ich brzydzimy. Pozostaje tłumaczenie jak jest naprawdę, więc rozmawiamy, wyjaśniamy sytuację epidemiologiczną. W miarę tego, jak szwalnia podoła zadaniu – maseczki wielorazowego użytku będą przekazywane mieszkańcom. Oni są bezpieczni, bo odizolowani i spotykają się z ograniczoną liczbą ludzi. To my pracownicy stanowimy dla nich zagrożenie, bo poruszamy się po świecie zewnętrznym i narażeni jesteśmy na kontakty z wieloma ludźmi. Dyrektor informuje nas, że obaj lekarze POZ, prosili by ograniczyć ich wizyty do niezbędnego minimum. Z jednej strony trochę się oburzamy – obaj panowie są w zaawansowanym wieku i pewnie myślą głównie o sobie, ale z drugiej przyznajemy rację, bo przecież pracują w przychodniach i dostęp do nich ma wielu chorujących na różne choroby pacjentów.

Problemem okazuje się też dezynfekcja ciągów komunikacyjnych. Pracownicy gospodarczy raz dziennie specjalnym preparatem odkażają korytarze, klatki schodowe, poręcze, wejścia. Niestety smród jest okrutny, dodatkowo czuć alkohol. Zwracam uwagę, że to niebezpieczne, bo część osób to alkoholicy i odory zawierające alkohol mogą być dla nich pobudzaczami, dodatkowo zamknęliśmy ich bez dostępu do sklepów – prawdziwa tortura. Ale co ciekawe żaden nie ma objawów odstawienia. Myślę, że mogą być dwa powody: ktoś im donosi w tajemnicy alkohol, albo ich choroba przeszła na inny etap. Kierownicy ręczą, że nikt z personelu nie przyniósłby piwa i wódki na teren placówki. Pojawia się pomysł, by mieszkańców odizolować również na piętrach i nie pozwalać im chodzić po całym budynku.

Odbywa się msza święta. Plan jest taki, że transmisja będzie realizowana przez radiowęzeł. Decydujemy się na to, mimo faktu, że jakość przesyłanego sygnału jest kiepska, ale będzie bezpieczniej. Niestety kilka osób schodzi na świetlicę, gdzie jest zaimprowizowany ołtarz, nie chcemy ich wypraszać, tym bardziej, że ksiądz, który uważa Miasteczko, jako miejsce swojego zesłania, bo został tu przeniesiony z Częstochowy, mówi: „Nie brońcie dostępu do Boga maluczkim”. W ogóle ksiądz to postać na odrębną opowieść. Ostatni kapłan na etacie, którego pamiętam był w Biskupicach w latach 90 ubiegłego wieku. W Górze Kalwarii opieką duszpasterską DPS sprawowało Zgromadzenie Księży Marianów (tych od Bazyliki w Licheniu). Jako kierujący tą największą w Polsce placówką postawy tamtejszego proboszcza mogłem tyko sobie życzyć. Szybko naprostował wiekowego zakonnika, który sam zrezygnował ze swojej pensji, ale posługę nadal świadczył. Msze święte były odprawiane co dzień o 6:00 i 18:00, w niedziele i święta kilka razy dziennie. Na tamtejszego proboszcza można było zawsze liczyć – pogodny, serdeczny człowiek. W Zgierzu moja poprzedniczka przestała płacić kapelanowi za etat, co skończyło się ogromną awanturą z udziałem biskupa, który skierował zakonnika do sprawowania opieki i wszystko biegło swoim normalnym torem. W Jaworznie ksiądz również nie brał pieniędzy, organizował msze, na które przychodziło wielu wiernych z miasta i dbał, by biskup diecezji sosnowieckiej odwiedzał mieszkańców. W Szczutowie proboszcz to był człowiek instytucja: zorganizował tam orkiestrę parafialną, zajęcia dla młodzieży. Był częstym i miłym gościem, sprawującym posługę w DPS, zaś kontakty jednym z biskupów płockich były serdeczne, gdyż pochodził z tej małej, ale niezwykle uroczej miejscowości. Tu jest inaczej, dyrektor, równocześnie radny wojewódzki z SLD każe płacić za etat kapelanowi. Co możemy zrobić, jeśli ksiądz chce odprawić mszę z mieszkańcami? Na szczęście jest to tylko kilka osób. Wyposażamy ich w maseczki, dopilnowujemy, by zdezynfekowali dłonie i zachowali dystans. Na szczęście nikt nie chce przystąpić do komunii, a wcześniej ksiądz przystaje na naszą propozycję, by dziś nie chodzić po oddziałach. Martwi mnie tylko fakt, że na koniec informuje, iż rekolekcje będzie prowadził misjonarz, który przyjechać ma prosto z Azji lub Afryki. Z którego kontynentu, a tym bardziej kraju, tego ksiądz nie pamięta. Tą kwestie natychmiast omawiamy z dyrektorem i postanawiamy do tego nie dopuścić.

Na koniec dnia stan osobowy przestawia się następująco: I oddział: 54 w tym 2 mieszkańców w szpitalu. II oddział: 54 – jeden mieszkaniec w szpitalu. III oddział: 54 – jeden mieszkaniec w szpitalu.

Po pracy śpieszę się do domu, gdyż po raz pierwszy mam zajęcia na uczelni on Line z wykorzystaniem Skype. Gdy widzą mnie psy, nie odpuszczają spaceru. Są duże, mają przewagę liczebną, szczekaniem, skakaniem i fizycznym kontaktem powodują, że rezygnuję z obiadu na rzecz ich spaceru. Komputer i telefon włączam w ostatniej chwili. Oczywiście napotykam na trudności techniczne, mój laptop, który przeżył ze mną wiele, należy raczej do starszej generacji. Dodatkowo są trudności z Internetem, bo młodzież pracuje do godziny 17:00 i przesyłanie danych jest niezmiernie wolny. Koszmar. Wszyscy się uczą, jak korzystać z tego nowego narzędzia. Jest niekiedy śmiesznie, bo na jednym wykładów, ktoś zapomniał wyłączyć mikrofonu i głos wykładowcy przerywany był całkiem głośnym chrapaniem. Wszyscy się denerwują, a grupowy Messenger, aż kipi ze zdenerwowania uczestników.

Po zajęciach słyszę, że w Polsce został wprowadzony stan epidemii, który daje nowe prerogatywy, ale też nakłada nowe obowiązki. Premier mówi, że e najbliższe tygodnie do świąt muszą być czasem zbiorowej dyscypliny. Apeluje, by osoby starsze nie zostały pozostawione same sobie, bez zakupów, bez wyprowadzenia psów. Piszę do naszej pani burmistrz, że jakby była potrzebna jakaś pomoc – chętnie pomogę, przez blisko 20 lat na terenie Wielkopolski, Łódzkiego, Mazowsza uczestniczyłem w posiedzeniach Sztabów Kryzysowych. Praktycznie uczestniczyłem w różnych działaniach – choćby pomagając przy trzech powodziach. Otrzymuję odpowiedź, że moje dane zostały skierowane do ośrodka pomocy i jeśli będzie potrzeba, bo mogę jakiejś osobie starszej zrobić zakupy.

 

24 marca – wtorek

Rano na spacerach z psami zauważyłem, że na łąkach pojawiły się kleszcze. Cztery lata temu, gdy tu się wprowadzaliśmy, nie było żadnego. Wtedy byłem zaskoczony, gdyż w Jaworznie, gdzie mieszkaliśmy było ich zatrzęsienie. Tu do tej pory była oaza spokoju i nagle taka zmiana! Z obu psiaków po 2 zdjąłem.

Jadąc do pracy słucham z przerażeniem tego, co dzieje się w Hiszpanii, która po Włoszech zaczęła przodować w liczbie zakażonych i zmarłych. W ciągu doby zmarły 462 osoby, a łączna liczba przypadków śmiertelnych wzrosła do 2.182. Urzędnicy w Madrycie przeznaczyli lodowisko na tymczasową kostnicę, gdyż nie było miejsc w zakładach pogrzebowych. Do walki z epidemią angażowano wojsko. Żołnierze uczestniczą też w dezynfekcji domów opieki i innych tego typu placówek. Minister obrony narodowej na antenie telewizji Telecino relacjonował, że wojskowi natknęli się na rażące nieprawidłowości. „Wojsko, podczas niektórych wizyt, znajdowało starszych ludzi całkowicie opuszczonych, czasem nawet martwych w swoich łóżkach”. Dodał, że personel w wielu placówkach po prostu uciekł po wykryciu w nich koronawirusa. Myślę, co będzie u nas. Póki, co nikt nie poszedł na zwolnienie, nie prosił o nieplanowany urlop. Nieobecne są tylko osoby starsze, po nowotworach i te osoby, które mają w rodzinach osoby z podobnymi schorzeniami. Było to z dyrekcją uzgadnianie i tak naprawdę trzeba było lekkiego nacisku, by te osoby nie przychodziły do pracy. U nas jest to raptem cztery osoby, na blisko 130 pracowników. Kilka osób z księgowości wykonuje pracę zdalną – jedna może być w biurze, dwóch pracowników socjalnych pracuje rotacyjnie – bo ciągle jest coś do załatwienia. Personel działów gospodarczych wykonują drobne remonty korzystając z tego, że mieszkańcy są na oddziałach i nie chodzą po całej placówce. Wiele osób zrezygnowało z dodatkowego zatrudnienia, mimo, że stracili na tym po kilkaset złotych. Media żyją głównie terminem wyborów prezydenckich i kolejnymi personalnymi przepychankami. Kandydatka na urząd prezydenta mówi o „inspiratorach”, a ja przypominam sobie rozmowę z kuzynem – lekarzem, że tak naprawdę w pewnym momencie ważne będzie ile tych „respiratorów” w szpitalach będzie i ile osób zostanie do nich podłączonych. Wiem, że tego darowanego respiratora od pracodawcy żony dla szpitala nie uda się kupić. Dostawcy twierdzą, że rząd położył rękę na wszelkich tego typu zakupach i to on decyduje, co, gdzie i ile. To samo jest ze środkami ochrony indywidualnej, środkami dezynfekcyjnymi, a ceny tego asortymentu wzrosły niesamowicie. Mogą respirator sprzedać w sierpniu.

Sprawdzam raporty. I oddział: stan 54 osoby w tym dwie w szpitalu. II oddział: stan 54 osoby w tym jedna w szpitalu. Dyżur spokojny. III oddział: stan 53 mieszkańców, z czego jeden jest w szpitalu. 14 osób wymaga wzmożonej opieki. Wczoraj wieczorem przed zmianą nocną u pani Bławatek zanikły czynności życiowe, personel podjął próbę reanimacji, niestety bezskuteczną. Pogotowie odmówiło przyjazdu słysząc, jaka jest sytuacja, nakazało wezwać lekarza POZ. Lekarz, który trochę narzekając, że musi wejść na oddział – stwierdził zgon. Po ciało przyjechała firma zajmująca się pochówkiem, która o dziwno zachowała szczególne środki ostrożności.

Na odprawie rozmawiamy o tym, co się dzieje w DPS. Jeden z pracowników socjalnych twierdzi, że w tym ośrodku zawsze umierają trzy osoby równocześnie. Nie wierzę i komentuję w jakiś optymistyczny sposób. Jesteśmy zdziwieni, że prócz osób, które zawsze sprawiały kłopoty, pozostali mieszkańcy stosują się do nowych zwyczajów. Pojawiła się za to nowy problem – mieszkańcy na potęgę proszą pracowników o drobne zakupy: batony, papierosy, wody, soki. Mamy sprawę zakupów usankcjonowaną, można zgłaszać listę potrzeb do kierownika dwa razy w tygodniu i trzy hurtownie starają się zaspokoić potrzeby mieszkańców. Pracownicy socjalni i kierownicy narzekają, że przybyło im więcej pracy, ale nie można inaczej. Jednak życie pokazało, że zawsze czegoś brakuje: chipsy miały być serowe, a są paprykowe, soki nie z tej firmy, co powinny, gramatura czekolady nie taka jak powinna, woda za bardzo zgazowana i tak dalej. Trochę zły proponuję, żeby ograniczyć asortyment i nie przyjmować kartek od mieszkańców, ale dokonywać zapisów na to, co jest dostępne. Pracownicy, szybko wycofują się z narzekania i ma być tak jak jest. Pojawia się także kwestia dowozu tytoniu przez bliżej nam nieznanego człowieka. Mieszkańcy ponoć jakoś znaleźli adres do hurtownika i to on przywozi potrzebny asortyment na miejsc. Przyznam, że ja sam dokonuję drobnych zakupów dla dwójki mieszkańców. Dyrekcja poleca, by jedna z pokojowych przez cały dyżur odkażała te miejsca, które mogą być dotykane przez wiele osób: poręcze, klamki, krany, włączniki świateł, piloty do tv.

W trakcie dnia dowiadujemy się, że w szpitalu zmarł pan Brzoza. Chorował, tak naprawdę męczył się z powodu niewydolności oddechowej (nałogowy palacz). Pochówku dokonuje daleka rodzina, która rzadko odwiedzała pana BRZOZĘ, ale my wychodzimy z założenia, że rodzina choćby daleka to jednak rodzina. Panią Bławatek my mamy się zająć. Nie ma nikogo bliskiego, nie wypracowała emerytury. Wszystkim tak naprawdę zajmuje się firma pogrzebowa. W obecnej sytuacji raczej nie zorganizujemy wyjazdu mieszkańców na cmentarz – nie sprzyja temu też pogoda, jest zimno, pada. Później zadaje pytanie do rady mieszkańców, czy sobie życzą być, chociaż w kaplicy, ale nikt nie chce jechać. Boją się. Myślę, że na pogrzebie pani Bławatek będą tylko ci, którym za to płacą…. Kwestie pochówku były prawie we wszystkich domach pomocy organizowane tak samo. Dokonywała je firma wyłoniona w ramach jakiegoś konkursu, czy też przetargu. Tu pracownicy z pewnym zażenowaniem pokazali mi miejsce spoczynku dla mieszkańców DPS. Ja po doświadczeniach w Górze Kalwarii odniosłem zupełnie inne wrażenie. Miejsce jest, co prawda oddalone od grobów innych mieszkańców miasta, ale usytuowano je w malowniczym lasku. Mogiły w miarę możliwości są zadbane, wszystko też jest zewidencjonowane. W kilku poprzednich domach pomocy, mieszkańcy gromadzili sobie środki i za życia budowali jakieś skromne grobowce, w jednej z miejscowości grobowce były prawie takie same – usprawniło to później ich obsługę – pracownicy i mieszkańcy wiedzieli, do których grobów zanieść kwiaty, czy też znicze. W jeszcze innych wykonywane były najprostsze obudowy z drewna. Ważne było, że ludzie nie tracili tożsamości i później koleżeństwo wiedziało, gdzie ich znajomy znalazł miejsce wiecznego odpoczynku.

Ucząc się nowej rzeczywistości, przez świetlicę i radiowęzeł udostępniamy transmisję mszy świętej z Jasnej Góry, ale mieszkańcy twierdzą, że mogą oglądać msze w swoich telewizorach i nie jest im potrzebny skrzeczący radiowęzeł.

W trakcie dnia dzwoni do mnie przewodniczący Rady pan DĄB. Poeta, mówi, że dziękuje, że tu jesteśmy. Przekazuje jakieś pisma. Kierownik działu przynosi dwie koperty, okazuje się, że są podziękowania od tych członków Rady Mieszkańców, którzy są u niego na oddziale dla wszystkich pracowników. Druga koperta to wiersz oddający nam atencję za pracę pracowników DPS, a wiersze pana Dąb pisze niezłe. Kilka razy nawet był wyróżniony w międzynarodowym konkursie poetyckim. Niestety nigdy nie chciał jechać po nagrodę – bał się. Gest miły, ale w głosie pana Dęba wyczułem strach. W końcu wydukał, że boi się wielu mieszkańców, że ich zostawimy, a oni nie są w stanie samodzielnieć przetrwać. Pyta, czy w Polsce, nie będzie tak samo jak w Hiszpanii. Z racji tego, że nie uczestniczą w terapii i rehabilitacji, życie społeczne między piętrami zamarło, ciągle oglądają telewizje i widzą, co się dzieje. Zapewniam, że nie, ale nie wiem. Naprawdę nie wiem. Umieszczamy jego pismo i wiersz na tablicy ogłoszeń. Widzę, że pracownicy z zadowoleniem przyjmują te swoiste podziękowania. Koniec dnia podsumowuje w sposób następujący: stan ogólny mieszkańców 161 osób, z czego 4 osoby są w szpitalu.

Wracam do domu i okazuje się, że pracę zdalnie będzie wykonywać również żona. I ona włącza swojego laptopa i telefon wykonując pracę, ale Internet odmawia posłuszeństwa.  Rzeczywiście Internet, który dawał radę, obecnie po prostu „klęka” Odświeżenie strony na poczcie potrafi trwać blisko 30 sekund. Trzy osoby, atakują mnie, bym coś zrobił z operatorem sieci, bo oni nie mogą pracować. Długo jestem przesłuchiwany na okoliczność, dlaczego nie założyłem tu światłowodu. Cierpliwie (akurat taką cechą obdarowała mnie opatrzność) tłumaczę, że to nie blok w mieście, tylko dom na wsi i mimo wielu prób u kilku dostawców, nikt nie zdecydował się podciągnąć światłowodu, choć deklarowałem poniesienie kosztów – ponoć nie do pokonania są przeszkody prawne. Nie techniczne, nie ekonomiczne, ale prawne. Muszę pokazać im umowę, która skwapliwie czytają, w końcu dzwonię do dostawcy, bo okazuje się, że rzeczywiście mam 1000 megabajtów do wykorzystania, z podziałem na mobilne urządzenia, ale podałem inny adres siedziby – na Mazowszu, a po za siedzibą szybkość jest zmniejszana o 60%. Tu mamy Śląsk, oczywiście to zmieniam i jest trochę lepiej. Psy przeszczęśliwe, bo unikając napiętej atmosfery w domu, bo dłużej jestem z nimi na dworze.

Słucham wiadomości i słyszę, że liczba osób zakażonych Koronawirusem w Polsce wynosi 884. Łączna liczba osób hospitalizowanych 1.479. Ale inne cyfry porażają: 62.511 – to liczba osób objętych kwarantanną i ponad 104 tys. osób zostało zgłoszonych do kwarantanny po powrocie do kraju. Objętych nadzorem epidemiologicznym jest 53.426 osób. Do tej pory zmarło dziesięć osób.

 

27 marca – piątek

Liczba zarażonych w Polsce – 1.389

Na odprawie rozmawiamy o dyżurze nocny, który przebiegł spokojnie. Definitywnie odwołujemy uroczystości wielkanocne. Po raz pierwszy w historii tego DPS, uroczystość miała być w sobotę rano, wcześniej ksiądz miał poświecić święconkę, a później miało być śniadanie. Poprzednia dyrekcja organizowała jedynie coś na kształt przyjęcia wielkanocnego. Przyznam, że w mojej dotychczasowej karierze zawodowej śniadanie wielkanocne w DPS, zawsze było w niedzielę. Podobnie było z Wigilią, która była … w Wigilię. Wracałem wówczas najpóźniej z pracy. Najdłużej pracowałem w Boże Narodzenie w Płocku, gdyż po pracy chodziłem na wieczerzę w tamtejszym Caritas z bezdomnymi i biskupem. Rodzina przyzwyczaiła się i nie miała pretensji. Koordynator działu terapeutycznego informuje, że jedna z pań terapeutek od dziś jest na nieplanowanym, ale koniecznym urlopie. Na początku myślę, że jest pierwszą, która w obawie o swe zdrowie ucieka do domu. W trakcie rozmowy okazuje się, że kobieta chce skorzystać z dofinansowania tzw. „wczasów pod gruszą” i przez najbliższy czas nie wróci do pracy, bo jest w ciąży. Kierownicy oddziałów pytają czy są jakieś zalecenia z Sanepidu i Wydziału Zdrowia Starostwa Powiatowego, ale dyrektor stwierdza, że nie ma. W mijającym tygodniu miałem też być na posiedzeniu zespołu pracującego nad Powiatowym programem ochrony zdrowia psychicznego, ale z powodu epidemii go odwołano. Materiał wysłałem do Starostwa i przyznam, że miałem wiele planów związanych z tym programem. Przede wszystkim chciałem na grunt tego powiatu przenieść ideę mieszkań chronionych, które udało się realizować w Płocku. Kierownicy oddziałów stwierdzają, że mieszkańcy są już bardzo namolni, wymyślają różne rzeczy, angażując do swoich spraw pracowników (teraz na topie jest prośba o wypłacenie gotówki z bankomatu). Proszę o to osoby, które jakiś czas temu były informowane o tym, że lepiej na czas kwarantanny mieć konto depozytowe w DPS, dzięki czemu wszystkie operacje można wykonywać na miejscu. Po za tym, skoro mieszkańcy nie wychodzą na zewnątrz, to po co im pieniądze? Pani Róża wpadła na pomysł, że skoro zabrakło jej papierosów (wypala dwie paczki dziennie), to ja lub dyrektor pójdziemy jej po papierosy do najbliższego sklepu, bo do jutrzejszej dostawy z hurtowni nie jest w stanie wytrzymać. Z racji, że jest w ciągłym konflikcie z innymi mieszkańcami – nikt jej nie chce pożyczyć. Kierownik oddziału, znanym sobie sposobem jakoś spór zażegnuje.

Żeby ich napięcie nieco rozładować, a aktywność skierować w innym kierunku wymyślamy spacery po ogrodzie. Ta placówka ma całkiem spory teren i ładny ogród z fontanną, to nie to, co kiedyś widziałem w Zduńskiej Woli w latach 90 ubiegłego wieku: placówka dla osób starszych z widokiem na… cmentarz. Zero własnego placu, a wejście z ulicy. Dzień jest ładny, w miarę ciepły i słoneczny. Planujemy, że każde piętro będzie miało swój spacer o innej godzinie, by nie doszło do kontaktu, między mieszkańcami różnych oddziałów (taka samą zasadę stosujemy z pracownikami już od jakiegoś czasu). Wyznaczamy dla każdego piętra inną drogę wyjścia na zewnątrz, rozdajemy maseczki i zaczynamy. Jak mieszkańcy zakładają maseczki – to już oddzielna historia, rzadko, który pozwoli założyć sobie maseczkę na nos i usta, najczęściej zasłaniany jest tylko nos, lub usta, ale zdarza się, że oczy. Po wyjściu mieszkańcy zaraz dochodzą do pracowników, z którymi nie mieli od jakiegoś czasu kontaktu i zaczyna się maratony pytań i odpowiedzi. Najczęściej poruszaną kwestią jest to, czy dostaną o czasie świadczenia i trzynastkę. A dziś kilku pracowników żaliło się, że ich dzieci mają pozmniejszane etaty i pensje, a mają na wychowaniu potomstwo i spłatę kredytów za mieszkania. Im prócz rodziny raczej nikt nie pomoże. Zresztą to dotknęło jedną z córek, mąż otrzymał propozycje ¾ etatu. Cieszył się, bo utrzymał zatrudnieni, a z jego firmy zwolniono 60 osób. Spacer dobrze wszystkim robi. Podczas niego i dyrektor, i ja ukazujemy się w pełnym rynsztunku antykoronawirusowym: maseczka, okulary, rękawiczki. Obaj nosimy okulary i niestety często one parują, gdy równocześnie nosi się maseczkę, ale chcemy pokazać, że można trzymać dyscyplinę.

W południe otrzymujemy pismo z naszego ministerstwa za pośrednictwem urzędu wojewódzkiego. Są to instrukcje dotyczące między innymi wsparcia osób przebywających w domach pomocy społecznej Wśród zaleceń wskazano na:

  • uniemożliwienie wstępu na teren DPS osobom, których obecność nie jest konieczna do zapewnienia działalności placówki;
  • bezwzględne przestrzeganie zasad higieny osobistej mieszkańców domów oraz personelu z wykorzystaniem środków dezynfekujących i środków ochrony osobistej;
  • monitorowanie stanu zdrowia personelu oraz bezwzględne niedopuszczanie do przychodzenia do pracy pracowników wykazujących objawy przeziębienia lub grypy;
  • organizowanie życia zbiorowego osób przebywających w placówkach poprzez ograniczenie wzajemnego kontaktu oraz unikanie spotkań grupowych;
  • w przypadku problemów z zapewnieniem ciągłości w świadczeniu opieki, spowodowanych brakiem personelu, oddelegowanie pracowników dziennych ośrodków wsparcia.

W instrukcji tej wskazano również jak należy postępować w sytuacji podejrzenia zakażenia koronawirusem u osoby przebywającej w placówce.

W zasadzie wszystko już stosujemy. Dodatkowo wprowadziliśmy kilka innych rozwiązań. Później zastanawiamy się, kto może jeszcze nie wchodzić na oddziały. Obaj lekarze POZ tego już nie robią, nawet konserwatorzy do minimum ograniczyli wejścia (wchodzą tylko do pękniętych rur, urwanych drzwi, gdy droga do tego miejsca jest bez mieszkańców). Po dłuższej rozmowie okazuje się, że wchodzą jeszcze pielęgniarki środowiskowe, które pobierają materiał do badań i dokonują iniekcji. Kierownik Działu Opiekuńczego otrzymuje polecenie, by sprawdzić, czy pozwolą wykonywać te procedury naszym pielęgniarkom, które mają czynne prawo wykonywania zawodu. Pozostała jeszcze kwestia psychiatry, który po rozmowie telefonicznej zgadza się ograniczyć swoje wejście do pokoju gościnnego, gdzie będzie spotykał się z przyprowadzonymi mieszkańcami i uzupełniał dokumentację. Nie udaje się dojść do porozumienia z pielęgniarkami środowiskowymi, które stwierdzają, że to co robią jest zbyt poważne i nie mogą pozwolić, żeby ktoś inny za nie wykonywał określone działania, bo przecież to one ponoszę za to odpowiedzialność. Po za tym poświadczyłyby nieprawdę w dokumentacji funduszu zdrowia pisząc, ile zrobiły zastrzyków i pobrań krwi. Postanawiamy do sprawy podochodzić indywidualnie i ugadywać się z tymi pielęgniarkami, które przyjdą do DPS w danym dniu. Sprawdzam stan osobowy na koniec dnia: I oddział: 54 osoby w tym dwie w szpitalu, II oddział: 54 osoby w jedna osoba w szpitalu. III oddział: 53 osoby, jedna w szpitalu.

Wracam do domu, i czuję, że jest źle z powodu nie działającego internetu. Atmosfera jeszcze bardziej tężeje, gdy okazuje się, że każdy chce wieczorem obejrzeć inny program w telewizji, ale się nie da, bo Internet…

Jutro miałem jechać do mamy i pozostałych dzieci. Nie pojadę z powodu zakazu przemieszczania się. Utwierdza mnie w tym rozmowa z synem, który opowiada jak to jednego dnia był dwa razy kontrolowany przez policjantów z pytaniem w jakim celu przemieszcza się po Warszawie. Samochód ma zarejestrowany w Płocku, a firmę prowadzi w stolicy. Udaje mu się jakoś wyjść z tych sytuacji. Oczywiście Rzecznik Praw Obywatelskich kwestionuje prawość ograniczeń, ale ja nie zamierzam sprawdzać, kto ma rację, jeśli policja ma prawo wlepić mandat, to lepiej nie ryzykować. W mediach słyszę, że zgłoszono 19 kandydatów na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, W Hiszpanii rekordowy wzrost zgonów z powodu Covid 19 – prawie 800, podobnie jest w Wielkiej Brytanii. Zarażony jest też Boris Johnson jeden z jego ministrów – ci, którzy wiedzieli lepiej jak walczyć z epidemią. W tym roku na placu Świętego Piotra, a nie w Koloseum odbędzie się nabożeństwo Drogi Krzyżowej z papieżem Franciszkiem. Nie będzie w Wielki Czwartek mszy Krzyżma Świętego, a msza Wieczerzy Pańskiej, inaugurująca Triduum Paschalne, odprawiona będzie w Watykanie. Wszystkie uroczystości Wielkiego Tygodnia odbędą się w Watykanie bez udziału wiernych i będą transmitowane.

Córki przez telefon żalą mi się, że ich dzieci na spacer wychodzą na balkon – smutnie to wygląda, ale co robić? Pytanie otwarte, co z naszymi mamami? Czy damy radę po nie jechać? Czy święta spędzą same? Jedna mieszka w Turku, druga w Jaworzni. Póki co, obie dzielnie się trzymają i radzą sobie nader dobrze.

 

Część II

5 kwietnia – niedziela – Niedziela palmowa

Liczba zarażonych w Polsce: 749       Osoby zmarłe: 8 osób

Dzień zaczynam od spaceru z psami. Miło patrzeć jaką radość czerpią z samego biegania. Georg starszy biega wolniej. Luno to istny demon szybkości, ale jeszcze kilka lat temu rudy miał podobnie – nie nadążałem by na niego patrzeć. Po powrocie czytam informacje z Interentu. Widzę, też że od jakiegoś czasu działa na moim facebooku aplikacja informująca co z Covid 19. Czytam, że według danych agencji Reuters, liczba zmarłych na świecie z powodu tej infekcji Koronawirusem przekroczyła 60 tysiecy. Liczba potwierdzonych zakażeń to już ponad 1,1 miliona. Dużo.

Niedziele palmowa zawsze kojarzyła się z czymś radosnym, a ta dziś? W wielu DPS, w których pracowałem w ramach terapii wykonywano palmy i uroczyście uczestniczono z nimi we mszach świętych. Niekiedy palmy brały udział
w regionalnych konkursach. Tu w Miasteczku terapeutki też kilka zrobiły. Jednak nie ma jaki ich ponieść do kościoła. Zostały przekazane na oddziały, by chociaż w ten symboliczny sposób pokazać jakie jest dziś święto.

Mam dziś dyżur, więc po obiedzie jadę do DPS. Z portierni dzwonię na poszczególne oddziały sprawdzając stan osobowy. I oddział: 53 osoby, jedna
w szpitalu, jedna w izolacji. II oddział: Stan 53 –  1 osoba w szpitalu. III oddział: Stan 54 –  1 osoba w szpitalu. Najbardziej interesuje mnie pani Dziewanna, która dość niespodziewanie wróciła w piątek ze szpitala. Nikt nas nie poinformował, nie zadzwonił, a pani była w szpitalu kilka tygodni. Już wiemy, że największym miejscem zarażeń są placówki służby zdrowia. Dopóki można było, personel zanosił jej czystą bieliznę, rzeczy i artykuły spożywcze. Później kontakt się urwał, bo unikaliśmy wszelkich placówek służby zdrowia. Nie otrzymywaliśmy informacji o stanie zdrowia, bo pani Dziewanna, nikogo nie upoważniła. Teraz jest wypis. Oceniamy, że jej stan jest ciężki. Najgorsze, że utrudniony jest z nią kontaktu. Decydujemy się o wprowadzeniu dla niej kwarantanny – izolacji. Normalnie w takim stanie trafiłaby na oddział paliatywny, ale ten w Miasteczku został przekształcony na oddział zakaźny… i wróciła do nas. Nie mamy warunków, ale w kilkanaście minut stworzona zostaje dla niej izolatka. Kiedyś w każdym DPS była izolatka, ale od 1996 roku likwidowano je, bo trzeba było stworzyć standardy: pokoje wieloosobowe po 6m na osobę i
9 metrowe jednoosobowe. Żeby zachować liczbę mieszkańców wszystko, co możliwe zmieniano na pokoje mieszkalne. Likwidowano izolatki, świetlice, pokoje socjalne… Kobieta źle to znosi odosobnienie, ciągle się pyta: za co mnie zamykacie? Co ja zrobiłam? Ona jest chora psychicznie, nie potrafi ocenić sytuacji w jakiej się znalazła. Jest źle, w końcu kierowniczka wpada na pomysł i daje jej papierosy, ciastka, soki. To uspokaja kobietę. Ma telewizor, radio, tylko dla siebie łazienkę. Personel wchodzi do niej w kombinezonach, przyłbicach, rękawiczkach. Początkowo pytała się, co to za maskarada, ale obecnie pani Dziewanna tak jak by się przyzwyczaiła do sytuacji, nie stwarza problemów. Co prawda mieszkańcy z jej piętra pytają, czy została przywieziona z Koronawirusem, ale udaje się ich ugadać, że nie ma objawów, ale musi być izolowana przez 14 dni – takie zalecenia Sanepidu. Oczywiście co bardziej dociekliwi pytają, dlaczego, bo nie rozumieją jak izolować kogoś, kto nie jest chory? Wiem, że gdyby się ktoś czepiał, mógłby powiedzieć, że robimy to bezpodstawnie, bo nie ma żadnej decyzji administracyjnej, żadnego zalecenia od Sanepidu. O testy nawet nie pytamy – nie ma ich dla mieszkańców DPS.

Po powrocie córka pilnuje, bym się przebrał, zdezynfekował i zachował wszelkie środki ostrożności. Przepytuje, gdzie byłem, z kim rozmawiałem i co dotykałem. Zakazuje mi nawet dotykać swojego psa, bo mogę go zarazić, choć tłumaczę, że ponoć zwierzęta się na zarażają ludzkim Convid 19. A nie dotykać wyżła, który cieszy się i skacze na witaną osobę… Niezwykle trudne. Tak funkcjonujemy już kolejny tydzień. Jestem jedyną osobą, która wychodzi z domu
i dokonuje zakupów, robi zaopatrzenie, przynosi korespondencję. Moje rzeczy są magazynowane w pomieszczeniu gospodarczym, w worku wnoszę je do pralni i od razu piorę. Może być gorzej, od pracowników słyszę, że wiele pielęgniarek, ratowników medycznych w ogóle wyprowadziło się z domu i nie spotyka się z bliskimi, by ich nie narażać. Ja oceniam, że nie stanowią zagrożenia dla nikogo, bo stosuję dość rygorystyczne zasady: używam maseczek jednorazowych i rękawiczek. W samochodzie mam płyn do dezynfekcji, który wciąż używam. Zakupy robię w kwadrans, oczywiście nie zawsze zdołam w tym czasie kupić, co powinienem, ale trudno – musi starczać. W pracy postępuję podobnie – tak jak wszyscy, trzymam dystans, noszę maseczkę i ciągle myje ręce, przez co mam już je lekko zaczerwienione.

Słucham wiadomości i słyszę, że ponad 55 tysięcy Polaków w ramach 388 lotów z 71 lotnisk na całym świecie wróciło do Polski. Oczywiście ktoś krytykuje, jak to musiał wracać do domu autobusem, ale mnie poraża liczna osób. Ci wszyscy ludzie musze być w kwarantannie. W Internecie akcja #zostańwdomu przybiera na sile i staje się modą, a ja się zastanawiam, co z tymi wszystkim pracownikami służby zdrowia, placówek opiekuńczych, hutnikami, górnikami, kierowcami, placówkami usługowymi, fabrykami, strażakami? Ci ludzie co dzień jakoś muszą dotrzeć do pracy, spotykać się z dziesiątkami innych osób. Co z nimi? Oni nie zostają w domu i pewni ich te wszystkie głupkowate filmiki jak sobie radzić w kwarantannie po prostu drażnią.

Wieczorem w lokalnym serwisie czytam o DPS w którym wykryto Covid 19. W domu pomocy społecznej w Tomczycach jest ponad 80 pensjonariuszy i 30 pracowników. Decyzję o objęciu placówki kwarantanna podjęto po tym, jak zarażeniu uległa jedna z pielęgniarek. Czytam, że jeszcze w czwartek nikt nie miał objawów, wszyscy czuli się dobrze. W ciągu doby wszystko się zmieniło. Starostwo zleciło we własnym zakresie badania u 111 osób: pracowników i pensjonariuszy. W piątek wyniki testów wykazały, że 61 podopiecznych i 9 członków personelu, w tym dwie, jedyne w placówce pielęgniarki oraz dyrektor ośrodka, są zakażeni. Z powodu masowych zarażeń brakuje personelu do opieki nad pensjonariuszami. Nie ma kto ich karmić, zajmować się nimi, i co istotne – nie ma kto podawać leków, bo zdrowi pracownicy nie posiadają takich uprawnień. „Jesteśmy u kresu sił. Coraz więcej pensjonariuszy ma podwyższone temperatury. Boję się, że ci starsi ludzie zaczną umierać. Nie wytrzymamy dłużej niż parę godzin. Jest potrzebne wojsko i ewakuacja mieszkańców – mówi dyrektor Marek Beresiński. Myślę sobie – pięknie, jest niedziela, dzieje się coś od czwartku,
a my nic o tym nie wiemy. Szukam kontaktu z kim mogę z tamtego rejonu. Powiat Grójecki – polskie zagłębie jabłek – jest niedaleko Góry Kalwarii w której kiedyś pracowałem. Udaje mi się znaleźć kontakt, od którego otrzymuję informację, że zarażenie najprawdopodobniej pochodzi od pielęgniarki, która pracowała jeszcze w innych placówkach. Staram się zebrać myśli i podsumować –
u nas nikt prócz DPS nikt nigdzie nie pracuje, ale rano postanawiam to jeszcze sprawdzić i z zespołem podjąć kroki, które zabezpieczą nas przed taką sytuacją.

 

 

 

 

 

7 kwietnia – wtorek

 

 

 

Jadąc do pracy nie mam dobrego nastroju, jest Wielki Tydzień, powinny trwać przygotowania do radosnego świętowania, a tu wszystko zapowiada się zupełnie inaczej. Tak zły był ten czas przedświąteczny w roku 2003, gdy zaczynałem pracę w Górze Kalwarii.

Na codziennej odprawie analizujemy stan osobowy. Wszystko bez zmian. I oddział: 53 osoby, jedna w szpitalu, jedna w izolacji. II oddział: Stan 53 – jedna osoba w szpitalu. III oddział: Stan 54 – jedna osoba w szpitalu. Mamy dwa wolne miejsca, ale nikogo nie przyjmiemy. W pierwszym odruchu jest pomysł, żeby przyjąć kogoś ze szpitala – ci pacjenci powinni być najpewniejsi, ale jakoś porzucamy tą myśl. Za duże ryzyko. Widzimy, że na portalu dps.pl powstał specjalny odnośnik o Covid 19 dla takich placówek jak nasza. Omawiamy też materiał, który opublikowało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej: Placówki senioralne kilka porad dla osób pracujących i prowadzących. Oni także stworzyli specjalny odnośnik dla domów pomocy społecznej. Poradnik przekazaliśmy, omówiliśmy. Raczej jest w nim mniej rozwiązań, które wprowadziliśmy. Dyrektor nalega, by pracownicy jeździli sami do pracy, a jeśli muszą korzystać z komunikacji publicznej, to niech zgłoszą i będzie jeździć po nich nasz samochód. Kierownicy mówią, że wszyscy poruszają się samodzielnie, samochodami, rowerami, pieszo i nie ma takiej potrzeby. Podejmujemy decyzję, że na wszelki wypadek lepiej wozić lub mieć na terenie placówki w szafce torbę
z przygotowaną odzież, lekami i tym, co niezbędne na dwa tygodnie. Dyrektor informuje o wydatkach na środki ochrony indywidualnej i płyny dezynfekcyjne. W marcu wydaliśmy tyle ile przez cały ubiegły rok. Jednak zapasy jeszcze mamy i nie zamierzamy na tym oszczędzać.

Z niepokojem śledzimy, co z epidemią. Z danych wynika, że obecnie hospitalizowanych jest 2.476 pacjentów ze stwierdzonym zakażeniem Covid 19 lub jego podejrzeniem. Kwarantanną objęto 148.130 osób, a decyzję o objęciu nadzorem epidemiologicznym wydano w przypadku 36.391 osób. Jak dotąd wyzdrowiało 191 pacjentów, u których wcześniej zdiagnozowano Koronawirsa.

U nas mieszkańcy się boją, rozmawiamy, z kim się da, uspokajamy. Kilka osób mówi, że ich zostawimy. Czas na rozmowy mamy tylko podczas codziennych spacerów. Nikt z zewnątrz nie wchodzi na oddziały. Co ciekawe nasi mieszkańcy przestali narzekać na stan zdrowia. Mniej się skarżą na samopoczucie, nie chcą wizyt lekarskich. Ale to nie jest zjawisko specyficzne dla nas, ponoć w marcu zmarło mniej ludzi w Polsce niż rok wcześniej.

Z nowego odnośnika na portalu Ministerstwa dowiadujemy się, że 2 kwietnia w DPS w Jakubowicach (powiat Kędzierzyn – Koźle) Koronawirusa zdiagnozowano u 18 mieszkańców, u 12 mieszkańców stwierdzono wynik niejednoznaczny, który będzie powtórzony. W przypadku personelu Covid 19 zdiagnozowano u 13 pracowników, 3 osoby czekają na wynik. 5 pracowników nie jest zarażonych. 50 mieszkańców i 21 pracowników objęto kwarantanną. Tamtejszy starosta wskazała, że osoby, u których potwierdzono zakażenie, zostały odizolowane od tych z podejrzeniem zakażenia. W placówce powstało, więc miejsce pod kwarantannę (dla osób potencjalnie zdrowych) oraz izolatorium (dla osób zarażonych).  W tym samym dniu stwierdzono Covid 19 u 3 mieszkańców i jednego pracownika. Kwarantanną objęto 54 mieszkańców. 27 pracowników jest objętych kwarantanną na terenie placówki, natomiast 8 członków personelu odbywa ją w warunkach domowych. Testy na obecność wirusa przeprowadzono wszystkim mieszkańcom i pracownikom objętym kwarantanną. Łącznie wykonano 93 testy, w tym 57 mieszkańcom i 36 pracownikom jednostki. Nadal czekamy na wyniki 7 osób – członków personelu, których wyniki były niejednoznaczne i badania powtórzono – wskazał Artus Berus – Starosta.

Przykre, że nikt z naszego Starostwa nami się nie interesuje, nie informuje, co się dzieje. W świetle tych faktów chcemy wprowadzić następujące działania:

– namówić Starostwo, by stworzyło w pobliskiej, nieużywanej szkole izolatorium dla naszego personelu. Jest tam kuchnia, stołówka, sale, w których można spać. Dzięki temu można uniknąć sytuacji zawleczenia, przywleczenia czegoś do DPS. Oba budynki dzieli odległość kilkudziesięciu metrów.

– przygotować cały DPS do izolacji. Stworzyć miejsca do spania i życia dla pracowników. Wszystko dokładnie szacujemy – koszt posiłków, media, zakup dodatkowych łóżek. Jednak, jeśli mamy zostać na terenie placówki niezbędne jest wykonanie testów. Bez nich wydaje się bez sensu wprowadzenie kwarantanny. Bo jeśli się zamkniemy, a ktoś ma Covid 19?

Dyrektor jedzie omówić nasze propozycje z Zarządem powiatu. Niestety nie zostają podjęte żadne decyzje. Jako izolatorium wskazana jest świetlica na podzamczu. Jakieś 30 metrów kwadratowych, z łazienką, ale wyjściem tylko na ulicę i ogromną szybą wystawową na ten ciąg komunikacyjny. Załamanie. Uspokajam szefa, że nie ma, co się denerwować i liczyć głownie na siebie. Jednak należy być przygotowanym, że po wszystkim zostaniemy skwapliwie skontrolowani i lepiej wszystko dokładnie spisywać. Dlatego zostaje wprowadzona kolejna procedura, tym razem dla pracowników portierni. Dodatkowo przy każdym wejściu zostaje położona mata podłogowa nasączona środkiem dezynfekcyjnym.

Muszę przyznać, że w całym DPS unosi się zapach alkoholu, a ja zachodzę
w głowę, jak sobie radzą nasi domniemani alkoholicy, bo nie piją. Świadczy o tym chociażby fakt, że nic nie ma o tym w raportach, a kubeł na szkło w śmietniku nie zawiera żadnych opakowań po napojach wyskokowych. Ponoć panie ze sklepów pytają, kiedy wypuścimy mieszkańców, bo im drastycznie spadły obroty.

W trakcie dnia czytamy dramatyczne opisy tego, co się dzieje w DPS Tomczycach. Ponoć opiekę pełnią tylko dwie panie pokojowe. Posiłek udało się im roznieść, ale ludzie leżą w odchodach od wczorajszego dnia. Leki są niepodane, insulina jest niepodana, antybiotyki są niepodane. Tak opowiada dyrektor. Dowiadujemy się, że już w trzech placówkach tego typu na południowym Mazowszu jest prawie 160 zakażonych korona wirusem.

Swoimi kanałami próbuję ustalić, co mogło spowodować taką sytuację, bo placówki są w małych miejscowościach z dala od dużych aglomeracji. Kontakt, który już raz się przydał powiedział, że do zakażeń doszło w tych placówkach, gdzie były te same pielęgniarki środowiskowe. To one pozarażały podczas dawania zastrzyków i pobierania krwi mieszkańców i personel. W różnych gminach i nawet powiatach. Bingo! Mieliśmy rację, by nikogo z zewnątrz nie wpuszczać do naszych mieszkańców, choć protestowały i pielęgniarki środowiskowe z POZ i co niektórzy mieszkańcy. Póki, co damy radę, pielęgniarki potrafią robić wszystko, co trzeba zgodnie z obowiązującymi przepisami, bo nauczyliśmy się załatwiać wszystko przez telefony i Internetu, bez kontaktów osobistych. Problem zacznie się, gdy trzeba będzie cewnikować, co niektóre osoby, a zrobić może to tylko lekarz.   Dzień kończymy w składzie mieszkańców niezmienionym od rana, nic szczególnego się nie dzieje.

Jadąc do domu dzwonię, jak co dzień do mamy. Muszę przyznać, że dzielnie znosi całą sytuację. Ma, co prawda stałe osoby do pomocy (w tym jedną wychowankę Domu Dziecka – schizofreniczkę, z którą jakoś tak szczególnie związał nas los), ale jest bardzo dzielna. Pogodziła się z myślą, że nie przyjedzie, ani do mnie, ani do siostry na święta. Odwiedzić ma ją najmłodsza wnuczka przywożąc wiktuały na święta w wielką sobotę. Nie podejmuję tego tematu, bo wydaje się niemożliwe, jak ona przejedzie przeszło sto kilometrów przekraczając granice województw? Nie wiem. W domu rozmawiam z żoną, że musimy pogodzić się z faktem, że nie odwiedzą nas pozostałe dzieci i my nie pojedziemy do nich. Za duże ryzyko. Po za tym wszystko, jak co dzień.

Wieczorem dowiaduję się, że powodu wykrycia Koronawirusa u jednej z pracownic Domu Pomocy Społecznej w wielkopolskich Psarach, podjęto decyzję o odizolowaniu 200 osób znajdujących się w ośrodku. To 166 pacjentów i 34 osoby z personelu. Gdy wczytuje się w Internet okazuje się, że Domów Pomocy Społecznej z Covid 19. Nie mogę zasnąć.

Pamiętniki Pandemii

W tym cyklu przedstawiamy redakcyjny wybór tekstów nadesłanych na konkurs Pamiętniki Pandemii, sytuując je w kontekstach socjologicznym i literackim. Kliknij, by zobaczyć pozostałe teksty z cyklu.

Logo: Tomasz Stelmaski


POPRZEDNI

rozmowa  

Zajrzeć przez dziurkę od klucza do zupełnie innego świata

— Andrzej Frączysty

NASTĘPNY

varia pamiętnik  

Polska musiałaby się spalić, by 112 przestało działać

— Megera