Ładowanie strony
Logotyp magazynu Mały Format

Tom „Sny uckermärkerów” to trzecia książka poetycka Małgorzaty Lebdy wydana przez Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. Dwie wcześniejsze, czyli: „Granica Lasu” (2013) oraz „Matecznik” (2016), nagradzane i zauważane przez krytykę, zdążyły już zapewnić autorce niejaką rozpoznawalność. Ba, konieczne okazały się dodruki – rzecz raczej rzadka w poetyckim subpolu literackim – i chociaż same te „zewnętrzne” wobec pisarstwa Lebdy czynniki nakazują nam uważniejsze przyjrzenie się jej najnowszej książce.

Poetka urodzona w beskidzkiej wsi Żeleźnikowa Wielka – przestrzeń ta powraca w tekstach poetyckich niczym anty-Arkadia, o której należy pamiętać/opowiadać – kontynuuje w najnowszej książce poetyckiej przyglądanie się relacjom między ciałem a przestrzenią. Słowo przyglądanie nie jest przypadkowe. Lebda tworzy cykl słownych zbliżeń, które uwidoczniają somatyczność i „przestrzenność” tego, co staje się przedmiotem jej „oglądu”. Ciało i zmysły pozwalają na dostrzeganie mikro-zjawisk, które zostają ujęte w poetyckich kadrach.

Poetka, będąca także fotografką, ma niezwykłą umiejętność ukazywania słowami obrazów migotliwych,goszczących na marginesach naszej uwagi, a przez to skrajnie rzadko dostrzeganych. Ta perspektywa widzenia oraz motywy (choroba, las, zwierzęta, śmierć, woda) znane są czytelnikom Lebdy od jej najwcześniejszych tekstów, jednak nowy tom poetki różni się od dwóch pozostałych. Przede wszystkim wiersze są wyraźnie krótsze, dostrzec można w tym osobliwą chęć przemilczenia, poetycki gest wprowadzania ciszy tam, gdzie głos powinien zabrać czytelnik. Autorka „Tropów” tworzy tym samym przestrzeń refleksji i, co ważne, nie daje wskazówek ani nie puentuje swoich tekstów, co daje owym tekstom szerszy oddech i stanowi inkluzywny gest zaproszenia, ośmielenia do lektury.

Rozpoznaję w tej symbolicznej spacji charakterystyczne dla poezji Lebdy przeczucie grozy, które jak się okazuje, zbudowane jest nie tylko na przemilczeniach, ale także przejawia się jako immanentna, „widoczna” składowa tych wierszy. Ich pierwsza lektura powoduje zwątpienie, częste nazwy własne wprowadzają czytelnika w pewne zaciekawienie, choć jeszcze podszyte niezrozumieniem. Dopiero przy kolejnych lekturach ukazuje nam się podstawowy dla tego świata podział na przestrzeń sacrum i profanum, które to sfery wielokrotnie i na różnych poziomach się przenikają. W pierwszym odruchu do sfery sacrum przypisujemy postaci kobiece – siostry, których codzienność staje się niekończącym rytuałem, zaś do profanum braci – bliskich ziemi,  tego, co trudne, brutalne, rzeczywiste. Omawiane rozróżnienie, nie jest jednak stałe, wielokrotnie ulega rekonfiguracjom, na skutek których tobohaterki okazują się postaciami silnymi, zmieniającymi bieg wydarzeń wiersza.

„Kobiece” i „męskie” jest jednocześnie konfrontowane z tym, co „ludzkie” i „zwierzęce”, i to ten ostatni podział wydaje się ostatecznie najbardziej konstytutywny dla tego tomu. Rozróżnienie to przedstawia klasyczną, antropocentryczną wizję natury, która w najnowszych wierszach Lebdy poddawana zostaje poetyckiemu „sprawdzeniu”, na skutek czego w licznych miejscach zaczyna pękać, aby finalnie ukazać przestrzeń przenikania.  Już sam tytuł, który brzmi tajemniczo, zawiera w sobie klucz koncepcyjny całego tomu. Dopiero po sprawdzeniu znaczenia słowa uckermärker dowiadujemy się, że jest to rodzaj bydła. Ale dlaczego sny? Mię-sny? Sny zwierzęcia? Intuicje językowe prowadzą nas w rozmaitych kierunkach. Pewną odpowiedź odnajdujemy w ostatnim wierszu, który wraz z pierwszym tworzy klamrę kompozycyjną całego tomu:

zbliżenie: sny

chłopcy z poręby mają zimne dłonie
(takie musiała mieć tamta dziewczyna
która oddała się w sierpniu popradowi)
chłopcy z poręby powracają do nas
w gorączkowych snach mają zimne
języki
nad ranem siostra dopytuje: a co jeśli
śnią nas przywleczone przez psy łby
uckermärkerów?
w odpowiedzi całuję jej fioletowe usta
by zabrać z niej fragment choroby
i ponieść dalej w świat[1]

»Kobiece« i »męskie« jest konfrontowane z tym, co »ludzkie« i »zwierzęce«, ten ostatni podział wydaje się najbardziej konstytutywny dla tomu

Sen w tomie jest synonimem choroby. Nie zawsze posiada ona jednak pejoratywny wydźwięk. Wysoka temperatura, dreszcze, ciało, które niedomaga, jest jednocześnie bardziej wrażliwe. Bycie chorym pozwala widzieć więcej, „zabrać z niej fragment choroby/ i ponieść dalej w świat” to chęć „zarażenia wrażliwością” innych stworzeń – ludzi. Niedomagające ciało uczy pokory, pozwala zauważyć, w jaki sposób człowiek traktuje inne ciała – zwierzęta.

One, tak samo jak kobieca bohaterka, mają sny, śni się im ona, zmienia się tym samym obraz podmiotowości wiersza. Oniryzm przeplata się z jawą. Sny dziewczyny o chłopcach przerywa myśl o śmierci, której symbolem stają się łby uckermärkerów. Daria Lekowska, która nazwała wspomnianą zależność od-czuwania „ekokrytyczną wrażliwością”, pisała:

Julia Fiedorczuk definiuje ekopoetykę, wychodząc od jej greckiego źródłosłowu („oikos” ‘dom’ i „poesis” ‘tworzenie’) jako praktykę (nie tylko pisarską i czytelniczą) odpowiedzialnego budowania domu, polegającą na świadomym, uważnym współistnieniu w świecie. Małgorzata Lebda w rozmowie z Aleksandrą Byrską oraz Piotrem Jemioło wyznała, że projekt ekopoetyki oraz związane z nim przekonanie o ocalającej roli wyobraźni (mieszczącej uważność i empatię), kształtowanej za pomocą literatury jest jej szczególnie bliski. Wydaje się, że w swojej twórczości poetka prezentuje właśnie ten specyficzny typ wrażliwości, którą można scharakteryzować jako wrażliwość ekologiczną.

Interesujące nawiązanie do etymologii terminu „ekopoetyka”, dokonane przez  Julię Fiedorczuk u Lebdy krystalizuje się jako relacja zachodząca między przestrzeniami natury i domu. W poprzednich tomach związek ten był osią kompozycyjną wierszy, zaś postacią, która stawiała pytania w tej kwestii i próbowała na nie odpowiadać był ojciec. W nowym tomie podmiot liryczny – kobieta, opisuje dychotomię przestrzeni opisaną za pomocą cielesnych doznań własnych oraz tych, które obserwuje. Żywioły zaś stają się elementami wyobraźni, autorka poetycko igra z ich symbolicznymi znaczeniami, nawiązując do religijnych rytuałów:

zbliżenie: grudzień

korony jabłoni uginają się pod ciężarem szadzi
potok wydaje trzaski z dachu werandy
zrywają długie sople kruszą je
i z nabożeństwem wkładają
sobie do ust celebrują:
oto ciało wody
(Su 38)

Codzienne zdarzenia stają się u Lebdy wydarzeniami niezwykłymi. Albo inaczej: zdarzenia niezwykłe, które zwykliśmy nazywać prozaicznymi, poetka odkrywa na nowo. Młodzieńcze zabawy i rozmowy są podstawą do filozoficznych rozmyślań, a specyficznego typu naiwność pozwala je dostrzec, odzyskać.

W wierszach somatycznych mięśnie, skóra, tkanka człowieka zostają porównane z tą zwierzęcą, przynoszoną często w pyskach psów. Bohaterki utworów – siostry, w poetyckich obrazach często zlewają się w jedność z opisywaną zwierzęcą sferą. Lebda wykorzystuje czytelnicze przyzwyczajenia i czasami nie wiemy, czy czytamy jeszcze o siostrach, czy już (dopiero?) o zwierzętach:

zbliżenie: smak

było im bliżej do stajennych zwierząt
jeśli uciekały to do ciemnych chlewów
tam zamieniały się w słuch
mówiły później: wilgotne pyski
zwierząt są gorzkie

(Su 8)

Sensoryzmy ukazują zaburzenie rzeczywistości antropocentrycznej, która jednocześnie nie-antropocentryczną stać się nie może. Przenikające się ciała skazane są na ponowne rozdzielenie. Chwilowe złączenie nie świadczy o równowadze, człowiek w wierszach kontroluje ciała zwierząt. Sny dają nadzieję, ale jednocześnie powodują lęk – uświadamiają uwięzienie w starych, przemocowych strukturach myślenia i przeżywania.

Chwilowe złączenie nie świadczy o równowadze, człowiek w wierszach kontroluje ciała zwierząt

To tylko niektóre z elementów pracujących na osobność nowego tomu Lebdy w stosunku do pozostałych. Poetka zbliża się do spraw, których nie obdarzyła wystarczającą uwagą w poprzednich książkach. Przyglądamy się temu samemu obrazowi, ale wykonanemu inną techniką fotograficzną. Jest on zaskakujący i prowokuje do pytań o granice: między codziennością a rytuałem, między tym, co „ludzkie, a tym co „zwierzęce”, między tym, co „kobiece”, a tym, co „męskie”.

 

[1] M. Lebda, Sny uckermärkerów, Poznań 2018, s. 40. Dalej posługuję się skrótem Su, wraz z numerem strony.

Małgorzata Lebda
„Sny uckermärkerów”, Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2018, s. 44.

Emilia Gałczyńska
ur. w 1993 roku. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Autorka debiutanckiego tomu poezji „Chaos” (2010). Mieszka w Poznaniu. Aktualnie interesuje się relacją zachodzącą między ciałem a przestrzenią w literaturze (somato/spacjo/poetyką).

Małgorzata Lebda
„Sny uckermärkerów”, Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2018, s. 44.

POPRZEDNI

rozmowa  

Parada nienormatywności

— Oliwia Betcher

NASTĘPNY

recenzja  

Krytyka negatywna (9): Pierdolamento z banalnym tryptykiem

— Jakub Skurtys