fbpx
Logotyp magazynu Mały Format

1. Co we­dług Cie­bie za­słu­gu­je na naj­więk­szą uwagę w po­ezji To­ma­sza Pułki?

Agata Ja­błoń­ska: Nie wiem, czy je­stem wła­ści­wą osobą, żeby o tym de­cy­do­wać. Jego pi­sa­nie sku­pia moją uwagę jako ca­łość, ale tro­pię w nim rze­czy bar­dzo po­za­li­te­rac­kie. Pa­mię­tam Tomka z cza­sów, kiedy de­biu­to­wał w aurze ob­ja­wie­nia i kiedy nie­jed­na mądra głowa pró­bo­wa­ła pro­gno­zo­wać, co z tego wy­nik­nie. To wcią­ga­ją­ce, wi­dzieć jak bar­dzo przy­szłość oka­za­ła się nie­prze­wi­dy­wal­na.

Ra­do­sław Jur­czak: Wol­ność. Nie cier­pię po­rów­nań Pułki do Rim­bau­da, ale dzia­łal­ność Pułki to był w pew­nym sen­sie mo­ment rim­bau­dow­ski pol­skiej po­ezji – o tyle, że wła­ści­wie każda jego książ­ka sta­no­wi jasny ko­mu­ni­kat: „zo­bacz­cie, mogę wszyst­ko i w do­dat­ku naraz”. Ze­tknię­cie z tego typu ab­so­lut­ną swo­bo­dą i su­we­ren­no­ścią głosu na­praw­dę dużo daje, naj­wię­cej pew­nie po­cząt­ku­ją­cym po­etom/po­et­kom. Dla­te­go myślę, że w dłu­gim trwa­niu szok, który po­ja­wia się przy pierw­szej lek­tu­rze Pułki, bę­dzie miał głęb­sze kon­se­kwen­cje, niż jego (ską­d­inąd ważne) osią­gnię­cia w skład­ni po­etyc­kiej, roz­wią­za­nia for­mal­ne etc. Każ­dej li­te­ra­tu­rze do­brze robi pe­wien zasób ar­bi­tral­nej swo­bo­dy, po pol­sku tego nigdy nie było dużo (myślę, że nawet Ryba jest znacz­nie bar­dziej skrę­po­wa­ny).

Szy­mon Słom­czyń­ski: To, że „ktoś (?) dał mu lek­kość w kre­śle­niu / wier­szy” i on tego daru (?) nie zmar­no­wał. W cy­to­wa­nym tutaj, nieco uzur­pa­tor­sko, „Wier­szy­ku z ma­te­ra­ca” za­wie­ra się zresz­tą więk­szość tego, co dla mnie u Pułki naj­waż­niej­sze. Mia­no­wi­cie, czy­ta­jąc „Wier­szyk z ma­te­ra­ca”, czuję, że „FAZA PANY”, ale taka faza, którą się osią­ga, przyj­mu­jąc na trzeź­wo ten ka­wa­łek; w chwi­li, w któ­rej go sły­szę, naj­do­słow­niej nic in­ne­go nie jest mi po­trzeb­ne. Przy czym DJ Pułka ma na tyle roz­le­gły re­per­tu­ar, że można go śmia­ło wpu­ścić za kon­so­lę na do­wol­nym eta­pie im­pre­zy, a nad ranem za­pro­sić do sie­bie („samej sie­bie”), mając pew­ność, że łatwo się nie za­śnie.

„Prz­yn­ajmniej »ja« tak mam” z Pułką. Wy­raź­nie go (ści­śle: jego wier­sze; au­to­ra nie zna­łem) sły­szę i chcę słu­chać dalej. Wy­ja­śnie­nia przy­czyn za­słu­cha­nia pod­po­wia­da­ne przez lewą pół­ku­lę są nie­wy­star­cza­ją­ce i ba­ła­mut­ne. Cią­gła skłon­ność tej po­ezji do pod­wa­ża­nia „sie­bie”? Jej brak pre­cy­zji, ro­zu­mia­nej za­rów­no jako zbyt­nia jed­no­znacz­ność, jak i przy­wią­za­nie do stale obec­ne­go ryt­micz­ne­go ogra­ni­cze­nia, po­łą­czo­ny z nie­by­wa­le łatwo, jakby mi­mo­cho­dem, osią­ga­ną me­lo­dyj­no­ścią? Zdol­ność do wy­wo­ły­wa­nia wra­że­nia, że ob­cu­je się z takim spo­so­bem do­bie­ra­nia słów i dźwię­ków, który trak­tu­je je z rze­czy­wi­stą, a nie tylko po­zor­ną, a w isto­cie pod­da­ną gra­ma­tycz­nym ry­go­rom swo­bo­dą? (Uff!) Naj­prę­dzej gotów je­stem uwie­rzyć w ostat­nie, bo co in­ne­go, jeśli nie taka swo­bo­da, może prze­ko­ny­wać, że ktoś język, w któ­rym pisze, i który za­ra­zem współ­two­rzy, na­praw­dę sza­nu­je i do­ce­nia, w całej jego roz­pię­to­ści, od „Tru­tu­tu”, po­przez „tłu­ste/błysz­czą­ce” aż po „ele­ganc­ko pier­do­lę”?

Krzysz­tof Szta­fa: Współ­lo­ka­tor Paweł pod­po­wie­dział mi: FAZA PANY. Naj­cie­kaw­sze w po­ezji Pułki wy­da­je mi się to, że może ona za­in­te­re­so­wać typów i ty­piar­ki spoza li­te­rac­kie­go uni­wer­sum – to nie­sa­mo­wi­ta za­le­ta tej twór­czo­ści. Nie ma w niej po­lo­ni­stycz­ne­go przy­pa­łu, tego roz­mem­ła­ne­go, li­rycz­ne­go sro­lo­lo­lo – jest za to dużo ruchu i ta­kiej fi­lu­ter­nej, bez­czel­nej dy­na­mi­ki.

Rafał Waw­rzyń­czyk: Żądza pi­sa­nia, żądza wy­da­wa­nia ksią­żek, żądza or­ga­ni­zo­wa­nia pola wokół sie­bie. Nie każdy to ma, nie każdy to po­tra­fi. Prze­bły­sku­ją­cy spo­mię­dzy fraz – wła­śnie „spo­mię­dzy”, nie­ko­niecz­nie „z” – bły­sko­tli­wy in­te­lekt. Skocz­na jak wró­bel in­tu­icja. Zmysł za­ba­wy. Swo­iste dla nie­któ­rych au­to­rów, umie­jęt­nie pod­trzy­my­wa­ne, po­czu­cie obiet­ni­cy – że w na­stęp­nym wier­szu, w na­stęp­nej książ­ce na­stą­pi „to”, świę­to praw­dy, li­te­rac­ka pa­ru­zja, go­to­wy styl zsy­ła­ją­cy łaski. Naj­cie­kaw­szy w po­ezji Tomka wy­da­je mi się on sam. I jego wła­śnie nie ma.

 

2. Czy na Twoją wła­sną twór­czość po­etyc­ką/pro­za­tor­ską/kry­tycz­ną (względ­nie: sze­rzej ro­zu­mia­ne wy­bo­ry es­te­tycz­ne) miał wpływ kon­takt z pi­sar­stwem To­ma­sza Pułki? Jeśli tak, to jak byś go scha­rak­te­ry­zo­wał(a)?

Agata Ja­błoń­ska: Pewna część moich wy­bo­rów ar­ty­stycz­nych, aż po de­cy­zję o nie­pi­sa­niu, zo­sta­ła pod­ję­ta w kontrze do tego, co wi­dzia­łam u Tomka. W któ­rymś mo­men­cie uwa­ża­łam go za – być może ge­nial­ne – ale kom­plet­nie nie­świa­do­me me­dium. Mia­łam wra­że­nie, że wier­sze prze­cho­dzą przez niego bez jego udzia­łu, że piszą się w ja­kimś sen­sie poza nim. Ra­czej nie do­wie­my się, jak było na­praw­dę, ale bar­dzo długo bro­ni­łam się przed taką me­to­dą twór­czą, byłam prze­ko­na­na, że łamie to pod­sta­wo­we za­sa­dy. Teraz nie je­stem pewna ani czy to na­praw­dę źle, ani czy Tomek tak dzia­łał.

Ra­do­sław Jur­czak: W moim przy­pad­ku ten wpływ jest dość fun­da­men­tal­ny, tzn. dwa pierw­sze wier­sze na­praw­dę współ­cze­sne, z któ­ry­mi się ze­tkną­łem, to „wiersz (trac­kless)” So­snow­skie­go i zaraz potem „Blen­da” Pułki. To był 2012 rok, w ist­nie­ją­cym jesz­cze „Prze­kro­ju” opu­bli­ko­wa­no ob­szer­ny ne­kro­log Pułki, pisał go w ogóle bodaj Roman Kur­kie­wicz (heh). I w tym ne­kro­lo­gu cy­to­wa­no wiersz, wła­śnie „Blen­dę”, nie pa­mię­tam już, czy w ca­ło­ści, czy ja­kieś ob­szer­ne frag­men­ty, ale do dzi­siaj żaden po­je­dyn­czy tekst mnie tak fun­da­men­tal­nie nie zmie­nił. Co­kol­wiek ozna­cza sfor­mu­ło­wa­nie „nowa po­ezja”, mniej wię­cej w mo­men­cie czy­ta­nia „nasze ło­dzie się miną (gry­mas uśmie­chu), // nasze ło­dzie się mie­nią (bro­kat i ce­ki­ny)” mia­łem prze­ko­na­nie, że wła­śnie tak wy­glą­da nowa po­ezja (co­kol­wiek mia­łem/mam przez to na myśli). To prze­ko­na­nie jest już pew­nie nie do zmia­ny, tj. wzor­ce na tym po­zio­mie ogól­no­ści, wzor­ce my­śle­nia o wier­szu, utrwa­la­ją się ra­czej jed­no­ra­zo­wo i nie­od­wra­cal­nie.

Szy­mon Słom­czyń­ski: Ro­zu­miem, że py­ta­cie za­rów­no o „kon­takt”, jak i o „wy­ko­na­nie”. Jeśli idzie o pierw­sze, to nie­wy­klu­czo­ne, że bez tego kon­tak­tu moje wła­sne pi­sa­nie nie na­bra­ło­by do dziś roz­mia­rów książ­ko­wych, a zatem pod przy­szłym „my wszy­scy z niego” pod­pi­sał­bym się nie­śmia­ło, acz wy­raź­nie, gdy­bym nie­ocze­ki­wa­nie na­brał zwy­cza­ju pod­pi­sy­wa­nia się pod czymś, czego sam nie na­pi­sa­łem. Z „wy­ko­na­niem” spra­wy mają się ina­czej – kiedy piszę wier­szem, sta­ram się pa­trzeć przed sie­bie i nie­chęt­nie roz­glą­dam się na boki; na­to­miast je­stem prze­ko­na­ny, że gdy­bym się ro­zej­rzał, to oka­za­ło­by się, że Pułka jest nie­da­le­ko. Mam przy tym na myśli i jego (po­etyc­ką) ma­te­rię, i (po­etyc­kie­go, rzecz jasna) ducha.

Krzysz­tof Szta­fa: Jasne. Cha­rak­te­ry­sty­ka: ucie­kać od „po­lo­ni­stycz­nej” nudy. Pułka był w swo­ich są­dach do­ty­czą­cych li­te­ra­tu­ry bez­po­śred­ni i ży­wio­ło­wy, ge­ne­ral­nie nie zmu­lał jak kla­sycz­ny „li­te­rat”, nie za­my­kał się w po­etyc­kim get­cie, nie ase­ku­ro­wał się, nie był wy­ra­cho­wa­ny. Bar­dzo to sza­nu­ję. Pro­blem ze świa­tem li­te­rac­kim jest na­stę­pu­ją­cy: TO NUDA. Przy­cho­dzisz na au­tor­skie spo­tka­nie i po paru mi­nu­tach masz dość – typy i ty­piar­ki (kla­sy­cy) sie­dzą, za­zwy­czaj coś tam du­ka­ją pod nosem, czy­ta­ją te swoje smut­ne wier­sze i nic z tego nie wy­ni­ka. Współ­lo­ka­tor Paweł ład­nie to pod­su­mo­wał: „no za­czą­łem pisać wier­sze, bo sku­ma­łem, że nie muszę być jak Ró­życ­ki”.

Rafał Waw­rzyń­czyk: Nie sądzę. Było ra­czej tak, że mie­li­śmy tych sa­mych idoli i za­czy­na­li­śmy bawić się w li­te­ra­tu­rę w tym samym mo­men­cie. Nasze wy­bo­ry es­te­tycz­ne były dosyć po­dob­ne dzię­ki wspól­no­cie wa­run­ków, jakie nas ufor­mo­wa­ły.

 

3. Czy wra­casz do tego pi­sa­nia? Do ja­kich tek­stów/tomów/cykli je­steś przy­wią­za­ny/przy­wią­za­na naj­moc­niej i dla­cze­go?

Agata Ja­błoń­ska: Jest taki wiersz o za­my­ka­ją­cym oczy Half­ce – byłam przy jego na­ro­dzi­nach, które zbie­gły się z sy­tu­acją, w któ­rej pierw­szy raz mia­łam do czy­nie­nia z Tom­kiem-czło­wie­kiem, a nie roz­wy­drzo­nym, ską­pa­nym w ota­cza­ją­cym go kul­cie, py­ska­tym ma­ło­la­tem (to bar­dzo długa hi­sto­ria). Potem, po „Pa­ra­lak­sie”, za­czę­ło się w pi­sa­niu Pułki robić dużo cie­ka­wiej, ale mi­łość nie wy­bie­ra.

Ra­do­sław Jur­czak: Kilka lat temu wra­ca­łem bar­dzo czę­sto. Teraz, co za­baw­ne, z Pułką mam wła­ści­wie tak samo, jak z Mi­ło­szem. Ash­be­ry pisał, że każdy poeta ma po­je­dyn­cze książ­ki, do któ­rych wraca wtedy, kiedy po­trze­bu­je z ja­kichś po­wo­dów przy­po­mnieć sobie, jak wy­glą­da – jak po­win­na wy­glą­dać – po­ezja, wró­cić do po­cząt­ku, do cze­goś, co nigdy nie oka­zu­je się mar­twe. Miał chyba rację, w każ­dym razie mniej wię­cej tak dzia­ła dla mnie teraz Pułka.

Naj­czę­ściej wra­cam do „Mi­xta­pe’u”, czę­sto do „Pa­ra­lak­sy w week­end”. „Mi­xta­pe” uwa­żam zresz­tą za naj­lep­szą książ­kę Pułki, bo naj­bar­dziej prze­my­śla­ną, świa­do­mą, kon­se­kwent­ną, on na tym eta­pie pisze już jak ktoś bar­dzo pewny tego, jaką po­ezję chce robić i że po­tra­fi ją robić wła­śnie tak, jak chce. Z kolei „Pa­ra­lak­sa w week­end” jest zwy­czaj­nie naj­pięk­niej­sza. Ulu­bio­ny (co nie zna­czy: naj­lep­szy) po­je­dyn­czy tekst to „Ele­gia dla Te­re­sy Ra­dzie­wicz”, tam Pułka jest naj­bar­dziej kla­row­ny, wy­de­sty­lo­wa­ny, pra­wie ke­at­sow­ski.

Szy­mon Słom­czyń­ski: Żeby wra­cać, trze­ba by­ło­by naj­pierw odejść, a tym­cza­sem to pi­sa­nie mi cią­gle, w jakiś spo­sób to­wa­rzy­szy, odkąd się z nim ze­tkną­łem po raz pierw­szy – prze­szło dzie­sięć lat temu – nawet wtedy, kiedy do niego bez­po­śred­nio nie się­gam. Tylko o kil­kor­gu au­tor­kach i au­to­rach mogę po­wie­dzieć coś po­dob­ne­go, mając na uwa­dze nie po­je­dyn­czy tom, wiersz czy wers, który do dziś za mną tań­czy, a lwią część ich wier­szo­pi­sa­nia.

„Mi­xta­pe”, a zwłasz­cza „Ze­spół szkół” wy­da­ją mi się znacz­nie moc­niej­szy­mi pro­po­zy­cja­mi (prze­wro­tu) od „Re­wer­su” i „Pa­ra­lak­sy w week­end”, ale z kolei zbio­ry wy­da­ne po­śmiert­nie (które zna­łem do ubie­głe­go roku tylko z do­stęp­nych sie­cio­wo wy­jąt­ków) jawią mi się jako jesz­cze cie­kaw­sze od tych wy­da­nych za życia, choć z pew­ny­mi za­strze­że­nia­mi. Ot, na przy­kład, wśród bli­skich mi wier­szy Pułki są, wzmian­ko­wa­ny już wyżej, otwie­ra­ją­cy „HWDP jako miej­sce na ziemi” „Wier­szyk z ma­te­ra­ca” i wień­czą­ca je „Nie­dzie­la”. Lubię też „Wier­sze po­le­ce­nia”, ale co­ve­ry widzę jako wdzięcz­ne, a jed­nak gra­ją­ce, zna­czo­ny­mi kar­ta­mi, o zbyt ni­skie staw­ki. „Au­tar­kia” ma wiele ar­cy­dziel­nych mo­men­tów, ale ma i takie, od któ­rych bolą zęby. „Cen­nik” uznał­bym może za naj­zna­ko­mit­szy, naj­bar­dziej do­pra­co­wa­ny, gdyby nie to, że po­prze­dza­ją­cy go „Ze­spół szkół” zwia­sto­wał bar­dziej pię­tro­we kom­pli­ka­cje od tych, które na­stą­pi­ły; może dla­te­go, że, o ile mi wia­do­mo, nie wszyst­kie frag­men­ty „Cen­ni­ka” były w isto­cie no­wy­mi, na­pi­sa­ny­mi po „Ze­spo­le szkół”.

Dla mnie naj­waż­niej­szą książ­ką Pułki jest zatem owa po­ma­rań­czo­wa, któ­rej sam nie nadał ty­tu­łu, a która zbie­ra nie­mal wszyst­kie jego prze­zna­czo­ne do pu­bli­ka­cji wier­sze, próby do ujaw­nie­nia, jak po­dej­rze­wam, nie­prze­wi­dzia­ne (czę­sto ską­d­inąd in­try­gu­ją­ce), a nawet kilka cu­dzych tek­stów. Nic tylko otwo­rzyć i zna­leźć coś, co w danej chwi­li nie tyle za­trzy­ma, co po­ru­szy.

Krzysz­tof Szta­fa: Każdy dzio­nek za­czy­nam od jed­ne­go wier­sza Pułki – czy­tam, no­tu­ję, od­chy­lam się me­lan­cho­lij­nie na krze­seł­ku i po­zwa­lam sobie na chwi­lę spo­koj­nej re­flek­sji…

Oczy­wi­ście żar­tu­ję. Wra­cam do tej po­ezji czę­sto; mam wra­że­nie, że Pułka nie na­pi­sał żad­nej sła­bej książ­ki. Wszyst­kie – no, może wy­jąw­szy de­biut – mają w sobie coś cie­ka­we­go.

Rafał Waw­rzyń­czyk: Wra­cam ra­czej rzad­ko, i to nie z ja­kiejś oso­bi­stej po­trze­by, tylko przy oka­zji, kiedy tra­fię na jego wier­sze w in­ter­ne­cie lub w ja­kimś pi­śmie. Myślę o nich wów­czas naj­czę­ściej coś in­ne­go, niż my­śla­łem ostat­nim razem, i to jest może jakiś dowód na ich po­jem­ność in­for­ma­cyj­ną. Pa­mię­tam za to, że cze­ka­łem na za­pi­ski z Rud­ni­ka, które uka­zy­wa­ły się bo­daj­że na stro­nie Ha!artu. Czy­ta­ło się je bar­dzo do­brze, jak zapis z sa­na­to­rium, gdzie czas pły­nie ina­czej: wol­niej­sze tempo, mniej na­pię­cia, szkło po­więk­sza­ją­ce przy­ło­żo­ne do mi­kroz­da­rzeń… Pisał, że po­je­chał gdzieś ro­we­rem, i to wy­star­cza­ło, miało swój cię­żar, dla mnie więk­szy niż wier­sze. Albo wtrą­cał, że „słu­cha Lu­to­sław­skie­go”, i to było jak znak, że ktoś wszedł na tę samą ścież­kę, co ty i paru in­nych przed tobą, myślę tu np. o Ada­mie Wie­de­man­nie i jego opo­wia­da­niu „Św. Wi­tol­dzie, módl się za nami”. Bo była wśród po­etów pol­skich mała tra­dy­cja „za­czy­na­nia od Lu­to­sław­skie­go” swo­ich afi­lia­cji z mu­zy­ką współ­cze­sną, po­ka­zy­wa­nia, że „pa­trzy się sze­rzej”… Ta­ki­mi dro­bia­zga­mi Tomek dawał do zro­zu­mie­nia, że wpi­su­je się w to po­st­bru­lio­no­we kon­ti­nu­um, że chce nieść dalej po­chod­nię. Na wszyst­ko u niego pa­da­ły pro­mie­nie z przy­szło­ści, z pro­jek­tu przy­szło­ści, który za­pa­mię­ta­le kre­ślił, pi­sząc za dużo i czę­sto byle jak, chcąc jak naj­prę­dzej zna­leźć się w punk­cie, w któ­rym byli jego star­si ko­le­dzy, i w któ­rym to wszyst­ko by­ło­by na miej­scu: te za­baw­ne ty­tu­ły z pod­pa­trzo­ną klasą („Uczo­ny oszust”), te fi­lo­zo­ficz­ne wrzut­ki, ta spe­cy­ficz­na „ła­ska­wość”, kor­dial­ność, którą po­brzmie­wał cza­sem jego język („Jo­wial­nie mó­wiąc […]”). Był jak most, który za­czę­to bu­do­wać od obu koń­ców naraz, ale któ­re­mu za­bra­kło środ­ka. Prz­yn­ajmniej ja tak go czy­tam. Co cie­ka­we, nie zmie­ni­ła tego nawet jego śmierć. Pułka cią­gle jest dla mnie nie­do­mknię­ty i cią­gle mam wra­że­nie, że coś jesz­cze nas z jego stro­ny czeka.

 

4. Czy można w ogóle mówić o czymś takim jak „idiom Pułki”? Czy jest ra­czej tak, jak sądzą nie­któ­rzy i nie­któ­re, że język po­etyc­ki au­to­ra „Cen­ni­ka” nie zdą­żył się w pełni wy­kla­ro­wać?

Agata Ja­błoń­ska: Chyba nie po­tra­fię od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie.

Ra­do­sław Jur­czak: To jest dość skom­pli­ko­wa­na spra­wa. Nie wiem, co mia­ła­by do­kład­nie zna­czyć teza, że jego idiom nie zdą­żył się wy­kla­ro­wać – to jest jedna z naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­nych dyk­cji w pol­sz­czyź­nie. Z dru­giej stro­ny jest jasne, jaka in­tu­icja stoi za ta­ki­mi roz­po­zna­nia­mi: wła­ści­wie każdą książ­kę Pułki czyta się tro­chę jak de­biut, ze wszyst­ki­mi cha­rak­te­ry­stycz­ny­mi za­le­ta­mi i wa­da­mi de­biu­tów; pod tym wzglę­dem jest nie­ty­po­wy (dla­te­go naj­bar­dziej lubię „Mi­xta­pe”, to naj­mniej de­biu­tanc­ki tom Pułki). Sądzę, że mamy po pro­stu za mało da­nych, żeby od­po­wie­dzieć na tak po­sta­wio­ne py­ta­nie.

Cho­ciaż to oczy­wi­ście kusi. Wy­obra­żać sobie „ukształ­to­wa­ny idiom Pułki”. Wy­obra­żać sobie Pułkę pięć­dzie­się­cio­let­nie­go, osiem­dzie­się­cio­let­nie­go, Pułkę sta­re­go mi­strza, Pułkę jako Wi­sła­wę Szym­bor­ską, może bar­dziej jako Sta­ni­sła­wa Ba­rań­cza­ka, Pułkę jako pod­krę­co­ne­go Sta­ni­sła­wa Ba­rań­cza­ka na do­brej fazie, i tak dalej. Kto nigdy nie miał ta­kich myśli, niech pierw­szy rzuci dzie­ła­mi ze­bra­ny­mi. Ale zde­cy­do­wa­nie nie tędy droga.

Szy­mon Słom­czyń­ski: Samo przy­ję­cie ist­nie­nia ta­kiej al­ter­na­ty­wy zdaje się być ufun­do­wa­ne na zgub­nym prze­świad­cze­niu, że ko­niecz­no­ścią (za­da­niem, wy­ro­kiem, na­ka­zem?) jest wy­pra­co­wa­nie ta­kie­go ję­zy­ka, który by pi­szą­ce­go czy też pi­szą­cą wier­sze jed­no­znacz­nie miał wy­róż­niać, nie­chyb­nie i na­tych­miast się z nim czy z nią ko­ja­rzył. Szczę­śli­wie nic w po­ezji Pułki nie świad­czy o tego ro­dza­ju, ar­ty­stycz­nie sa­mo­bój­czych za­pę­dach.

Zresz­tą, czy język ko­go­kol­wiek, kto z pi­sa­niem pró­bo­wał się serio mie­rzyć, „zdą­żył się w pełni wy­kla­ro­wać”? Czy cza­sem nie jest to je­dy­nie kry­tycz­no­li­te­rac­ki fan­ta­zmat, bar­dziej pa­su­ją­cy do nie­któ­rych, pod­le­głych mu, tuzów znacz­nie star­szych od Pułki po­ko­leń, mie­rzą­cych się z pi­sa­niem wpraw­dzie „z po­wo­dze­niem”, ale już nie „serio”, które to wo­sko­we tuzy (tu­dzież ich na­śla­dow­cy) wła­śnie za sta­tycz­ną kla­row­ność ję­zy­ka zbie­ra­ły od Pułki za­słu­żo­ne cięgi? Być może przy­wo­ła­ni przez was „nie­któ­rzy i nie­któ­re” pa­trzą na po­ezję jako na za­sta­ne ję­zy­ko­wo pole do wy­ra­ża­nia ob­łych ba­na­łów, prze­kła­da­nych na obce ję­zy­ki ze zna­cze­nio­wym zy­skiem, lub/i (druga moż­li­wość sta­no­wi­ła­by lo­gicz­ne na­stęp­stwo ta­kiej po­sta­wy) wy­jąt­ko­wo nisko cenią au­to­ra „Cen­ni­ka”, skoro po­zwa­la­ją sobie na su­ge­ro­wa­nie, że „gdyby żył dłu­żej, to jego język po­etyc­ki by się wy­kla­ro­wał”?

Krzysz­tof Szta­fa: Pułka ma roz­po­zna­wal­ny styl, ale nie „idiom”. Naj­pew­niej da­ło­by się wy­róż­nić ja­kieś tam cechy kon­sty­tu­tyw­ne dla „puł­kow­skie­go wier­sza” (ka­ska­dy pytań re­to­rycz­nych, na­wia­so­we wtrą­ce­nia, beł­kot, szum, afo­ry­zmy), ale taka pro­jek­cja wul­ga­ry­zo­wa­ła­by dy­na­micz­ny „fluks for­muł”, który dzie­je się w tej twór­czo­ści. Idiom to bar­dzo mocne po­ję­cie – czy Mi­łosz miał „idiom”? Mi­ło­będz­ka? Ró­że­wicz?

Rafał Waw­rzyń­czyk: Po­wie­dział­bym, że oso­bi­sty i nie­pod­ra­bial­ny głos Pułki jest w jego wier­szach sły­szal­ny, ale sam jego styl jest kon­glo­me­ra­tem wpły­wów: od Tomaža Šala­mu­na, który był na nie­bie Tomka bo­giem na­czel­nym, przez So­snow­skie­go i Wie­de­man­na aż po Za­du­rę. Pa­trzę na jego wier­sze jak na pro­ce­sję ge­stów, cu­dzych ge­stów, po­skle­ja­nych jed­nak siłą du­że­go ta­len­tu w ca­łość, która utrzy­mu­je się i ma pe­wien nad­rzęd­ny sens; je­stem jed­nak prze­ko­na­ny, że ma­rzył o „stylu czy­stym” i nie­spe­cjal­ną miał­by przy­jem­ność z po­strze­ga­nia go, po­wiedz­my, jako post­mo­der­ni­stycz­ne­go trick­ste­ra. W pierw­szej od­sło­nie nie­szu­fla­dzia­nej za­ba­wy, w ra­mach któ­rej na­le­ża­ło dzie­lić się swo­imi ulu­bio­ny­mi wier­sza­mi, wkle­ił krót­ki tekst Šala­mu­na, o ty­tu­le chyba „Sind­bad Że­glarz”, czy coś w tym ro­dza­ju (na­wia­sem mó­wiąc, był to też jeden z moich fa­wo­ry­tów z „Ja­bło­ni”). Gau­gu­inow­ska, ar­ka­dyj­ska wizja, nie­znacz­nie jed­nak za­krzy­wio­na („pod­ta­pia­ny słony jeleń”), z nie­po­ko­ją­cą, pra­su­ją­cą mózg koń­ców­ką („zie­mia jest chci­wa”). Do tego dążył Pułka, moim zda­niem, do trud­nej rów­no­wa­gi „urody” i „dra­pież­no­ści”, może tylko nieco bar­dziej ce­re­bral­nym torem niż au­to­rzy, któ­rych tu wy­mie­ni­łem. Wy­da­je mi się, że nie zdą­żył. Mówię tu tylko o po­ezji, o idio­mie po­etyc­kim. W pro­zie i kry­ty­ce Tomek wy­da­wał mi się za­wsze bar­dziej na­tu­ral­ny; jakiś czas temu tra­fi­łem na opo­wia­da­nie „Białe ser­dusz­ka” i to jest rzecz w pełni pro­fe­sjo­nal­na, bar­dzo prze­ko­nu­ją­ca. Po­nie­waż trak­tu­je o di­ler­ce i in­nych przy­go­dach z nar­ko­ty­ka­mi, mogę tylko dodać: nie­ste­ty.

 

5. Jaką funk­cję Twoim zda­niem peł­nią w tym pi­sa­niu szumy, za­kłó­ce­nia, skraj­nie zglit­cho­wa­ne frazy? Jaką rolę od­gry­wa­ją te ele­men­ty w Two­jej lek­tu­rze Pułki?

Agata Ja­błoń­ska: Wy­da­je mi się, że w ob­ser­wo­wa­nym przez nas świe­cie są zja­wi­ska, któ­rych ca­ło­ścio­wy opis jest nie­moż­li­wy przy po­mo­cy kla­sycz­nych na­rzę­dzi, po pro­stu się im wy­my­ka. Je­że­li się chce coś z nimi zro­bić – trze­ba pró­bo­wać ina­czej.

Ra­do­sław Jur­czak:

Ćććććććććććććććććććććććććććććć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ć­ćć – – – – aAAASsssssSSssSSSsssSsssssssSS­s­s­ss &re­pe­at:

ჩემი თვალები უარესდება.>>stdo­ut

Szy­mon Słom­czyń­ski: Myślę, że to frazy w ro­dza­ju: „każdy sprze­ciw jest na pokaz” czy też „przyj­mo­wać i od­rzu­cać idee / być psem i ko­ścią po­ezji – oto czego trze­ba”, czę­sto cy­to­wa­ne, kiedy aku­rat pa­su­ją komuś do stan­dar­du czy na sztan­dar, za­kłó­ca­ją to, co daje (prz­yn­ajmniej mnie) znacz­nie wię­cej czy­tel­ni­czej fraj­dy, czyli „dwój­ki i brawo dla parku Ci­ta­ro”, „wałki pia­no­lo­we grun­tu­ją wy­bi­cie” czy też „rondo za­wra­ca oli­go­ce­nem żabki”, a nawet (a zwłasz­cza?) „nie­mo­gość ŁO­WA­DA”. Nawet jeśli nie­ko­niecz­nie „wszyst­ko to ce­lo­wość”, to nic nie szko­dzi.

Wolę, kiedy po­ezja mówi mi o tym, jak nie może być, niż kiedy mówi, jak jest; wolę, czy­ta­jąc wier­sze, do­świad­czać prze­sta­wia­nia czy wręcz wy­ła­my­wa­nia wska­zó­wek, niż ich udzie­la­nia. Jeśli cze­go­kol­wiek od po­ezji ocze­ku­ję, to prę­dzej od­wra­ca­nia ogona kotem niż de­kla­ra­cji praw kota albo au­to­por­tre­tu z ogo­nem. Tek­sty Pułki, jak mało czyje, za­zwy­czaj bro­nią się sku­tecz­nie przed wpad­nię­ciem czy to w jedną („na­iw­ną”), czy to w drugą („sen­ty­men­tal­ną”) pu­łap­kę, także dla­te­go, że to, co można od­czy­ty­wać jako „skraj­nie zglich­to­wa­ne frazy”, innym (w tym mnie) wy­da­je się znacz­nie bar­dziej na­tu­ral­nym i przy­ja­znym (sic!) sta­dium (roz­wo­ju?) ję­zy­ka niż to po­zwa­la­ją­ce for­mu­ło­wać po­zor­nie bar­dziej zro­zu­mia­łe (dla kogo?) prze­ka­zy, które można bez trudu do cze­goś „użyć” – choć­by tym czymś miało być chwi­lo­we utoż­sa­mie­nie się z nimi. „Wła­sne/wy­god­ne »bę­dzie« nie wcho­dzi w ra­chu­bę”.

Krzysz­tof Szta­fa: Lubię trak­to­wać te szumy jako jedną z wielu for­muł, któ­ry­mi po­słu­gi­wał się Pułka. Za­kłó­ce­nia były mu po­trzeb­ne – tak mi się wy­da­je – jako punkt wyj­ścia do opo­wie­ści o wła­snym do­świad­cze­niu eg­zy­sten­cjal­nym i w tej wer­sji ko­mu­ni­ku­ją o wiele wię­cej, niż się na pierw­szy rzut oka może wy­da­wać.

Rafał Waw­rzyń­czyk: Peł­nią w tej po­ezji rolę – nie­ste­ty – za­sad­ni­czą. „Nie­ste­ty”, bo uwa­żam, że są wy­ni­kiem nie­uda­nych prób na polu „roz­luź­nia­nia zna­cze­nia”. Każda trak­tu­ją­ca się po­waż­nie po­ezja no­wo­cze­sna pra­cu­je nad wła­snym pa­ten­tem na od­da­le­nie się od zna­czo­ne­go i Tomek rów­nież nad tym pra­co­wał. Ale po­su­nął się za da­le­ko, chciał tam dojść za szyb­ko, i nici łą­czą­ce przed­sta­wie­nie z war­stwą, po­wiedz­my, sensu, są u niego naj­czę­ściej cał­ko­wi­cie po­zry­wa­ne. A jest tak, że – moim zda­niem – to wła­śnie te nici są w po­ezji ośrod­kiem przy­jem­no­ści, co­kol­wiek byśmy nie my­śle­li o buń­czucz­nych hi­sto­ryj­kach z ga­tun­ku „kiedy chcę coś prze­ka­zać, to idę na pocz­tę”. W re­zul­ta­cie, czy­ta­jąc wier­sze Tomka, nie czuję przy­jem­no­ści. Można oczy­wi­ście całą rzecz prze­nieść na po­ziom, hm, hi­sto­rii sztu­ki i po­wie­dzieć, że jest ta po­ezja po pro­stu ko­lej­nym eta­pem w roz­wo­ju ga­tun­ku i jej od­biór po­wi­nien od­by­wać się in­ny­mi ka­na­ła­mi, które być może nawet sama sobie za­pro­jek­to­wa­ła. Że po­win­ni­śmy pa­trzeć na fak­tu­rę, na punk­ty ze­rwań, na za­szu­mie­nie. I w ogóle to dla­cze­go cze­piasz się Pol­loc­ka, smut­ny czło­wie­ku. Ale ten dys­kurs mnie aku­rat w tym przy­pad­ku nie in­te­re­su­je. Może dla­te­go, że je­ste­śmy jesz­cze zbyt bli­sko, może dla­te­go, że Tomka zna­łem i trud­no mi na niego spoj­rzeć obiek­tyw­nie. Bar­dziej cie­ka­wi mnie po­ko­le­nie, które uczy­ni­ło sobie z niego mit cen­tral­ny i to, dla­cze­go tak zro­bi­ło. I co to o nim mówi. Myślę tu też o MF, rzecz jasna.

Pułka 2.0

To cykl tematyczny, w którym na łamach „Małego Formatu” po raz drugi krytycznie przyglądamy pisarstwu Tomasza Pułki. Kliknij, by zobaczyć pozostałe teksty z cyklu.

Ilustr. Artur Denys

Agata Jabłońska
ur. 1985, poetka, laureatka Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius” w 2018 roku w kategorii „debiut roku” oraz Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny za najlepszy debiut poetycki roku 2017 za tom „Raport wojenny”.

Radosław Jurczak
ur. w 1995 r., poeta, laureat XXI Konkursu im. J. Bierezina. Debiutował tomem „Pamięć zewnętrzna” (Dom Literatury w Łodzi/Tłocznia Wydawnicza Ach Jo 2016), za który otrzymał Nagrodę Poetycką „Silesius”. Studiuje filozofię i informatykę (MISH UW). Łomianczanin.

Szymon Słomczyński
urodził się w 1988 roku. Pisze wierszem i prozą. Finalista Nagrody Literackiej Nike oraz laureat Złotego Środka Poezji za debiutancki tom „Nadjeżdża” (2013). Wydał jeszcze dwa tomy poetyckie: „Dwupłat” (2015) i „Latakia” (2017).

Krzysztof Sztafa
krytyk literacki, prozaik, stały współpracownik "Małego Formatu", na jego łamach prowadzi cykl postfelietonów "Ćwiczenia z rezygnacji".

Rafał Wawrzyńczyk
ur. w 1980 w Tomaszowie Mazowieckim. Poeta, krytyk literacki i muzyczny, animator życia literackiego. Współredagował „Cyc Gada”, ostatnio publikował na łamach „Małego Formatu” i „Ruchu Muzycznego”. Ma grzędę na Facebooku. Stale współpracuje z dwutygodnik.com.

An­drzej Frą­czy­sty
ab­sol­went fi­lo­zo­fii w Ko­le­gium MISH UW. Re­dak­tor „Ma­łe­go For­ma­tu”.

Pułka 2.0

To cykl tematyczny, w którym na łamach „Małego Formatu” po raz drugi krytycznie przyglądamy pisarstwu Tomasza Pułki. Kliknij, by zobaczyć pozostałe teksty z cyklu.

Ilustr. Artur Denys

Agata Jabłońska
ur. 1985, poetka, laureatka Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius” w 2018 roku w kategorii „debiut roku” oraz Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny za najlepszy debiut poetycki roku 2017 za tom „Raport wojenny”.

Radosław Jurczak
ur. w 1995 r., poeta, laureat XXI Konkursu im. J. Bierezina. Debiutował tomem „Pamięć zewnętrzna” (Dom Literatury w Łodzi/Tłocznia Wydawnicza Ach Jo 2016), za który otrzymał Nagrodę Poetycką „Silesius”. Studiuje filozofię i informatykę (MISH UW). Łomianczanin.

Szymon Słomczyński
urodził się w 1988 roku. Pisze wierszem i prozą. Finalista Nagrody Literackiej Nike oraz laureat Złotego Środka Poezji za debiutancki tom „Nadjeżdża” (2013). Wydał jeszcze dwa tomy poetyckie: „Dwupłat” (2015) i „Latakia” (2017).

Krzysztof Sztafa
krytyk literacki, prozaik, stały współpracownik "Małego Formatu", na jego łamach prowadzi cykl postfelietonów "Ćwiczenia z rezygnacji".

Rafał Wawrzyńczyk
ur. w 1980 w Tomaszowie Mazowieckim. Poeta, krytyk literacki i muzyczny, animator życia literackiego. Współredagował „Cyc Gada”, ostatnio publikował na łamach „Małego Formatu” i „Ruchu Muzycznego”. Ma grzędę na Facebooku. Stale współpracuje z dwutygodnik.com.

POPRZEDNI

varia  

Zaburzenia mowy szumu - od redakcji

— Redakcja

NASTĘPNY

szkic  

Fluks formuł

— Krzysztof Sztafa