fbpx
Logotyp magazynu Mały Format

Co po Berezie?
Cykl tekstów poświęconych życiu i twórczości Henryka Berezy (1926-2012), przy okazji wydania przez Państwowy Instytut Wydawniczy „Alfabetyczności". Kliknij, by zobaczyć pozostałe teksty z cyklu.

Przedruk
Tekst jest przedrukiem z książki „Alfabetyczność. Teksty o literaturze i życiu” (PIW 2018). Oryginalnie tekst ukazał się w pierwszym numerze czasopisma„Regiony" z 1975 roku.

Moż­li­wo­ści po­wsta­nia ta­kie­go do­ku­men­tu pi­śmien­nic­twa pol­skie­go, jakim są „Listy emi­gran­tów z Bra­zy­lii i Sta­nów Zjednoczo­nych 1890-1891” (1973), nie spo­sób było po­dej­rze­wać i nikt – zdaje się – tego nie robił, cho­ciaż nad nie­ist­nie­niem cze­goś ta­kie­go wła­śnie wielu ubo­le­wa­ło, dając temu wyraz nie­kie­dy tak przej­mu­ją­cy, jak w wy­po­wie­dziach Sta­ni­sła­wa Czer­ni­ka, który nie­pi­śmien­ność pol­skiej kul­tu­ry chłop­skiej od­czu­wał jako wie­lo­wie­ko­wą tra­ge­dię. Że zja­wi­sko chłop­skiej epi­sto­lo­gra­fii mogło i nawet mu­sia­ło ist­nieć, tego wolno było się do­my­ślać, któż jed­nak mógł przy­pusz­czać, że za­cho­wał się ja­ki­kol­wiek zna­czą­cy ilo­ścio­wo ślad tego zja­wi­ska, skoro wia­domo, że chłop­skie skrzy­nie nie kryją w sobie pra­wie żad­nych nie­spo­dzia­nek z tej dzie­dzi­ny. Szcze­gól­na ko­niecz­ność spo­łecz­na do­pro­wa­dzi­ła do po­wstawania chłop­skiej i ple­bej­skiej epi­sto­lo­gra­fii, oso­bli­wy – iście pol­ski – zbieg oko­licz­no­ści spra­wił, że jej skrom­na część za­cho­wa­ła się i dzię­ki za­słu­dze edy­to­rów (Wi­told Kula, Nina As­so­ro­do­braj-Ku­la, Mar­cin Kula) – chcia­ło­by się po­wiedzieć, że jest to za­słu­ga wie­ko­pom­na — staje się naszą wła­sno­ścią kul­tu­ral­ną.

Szczególna konieczność społeczna doprowadziła do po­wstawania chłopskiej i plebejskiej epistolografii

Przed­mo­wa Wi­tol­da Kuli za­wie­ra hi­sto­rię oca­le­nia kil­kuset li­stów z kilku ty­się­cy za­cho­wa­nych do czasu wojny, wstęp wszyst­kich troj­ga edy­to­rów cha­rak­te­ry­zu­je wyczer­pująco do­ku­men­tal­ne war­to­ści hi­sto­rycz­no-spo­łecz­ne tych li­stów. Zwa­żyw­szy na znane za­in­te­re­so­wa­nia na­uko­we edy­torów, łatwo zro­zu­mieć, dla­cze­go do­ku­men­tal­ne war­to­ści hi­sto­rycz­no-spo­łecz­ne li­stów są dla nich naj­waż­niej­sze, dla­czego ostroż­nie i je­dy­nie na mar­gi­ne­sie na­po­my­ka­ją oni o ich in­nych moż­li­wych war­to­ściach.

Punkt wi­dze­nia edy­to­rów wy­star­cza, żeby do­ce­nić wyjąt­kowość oca­lo­ne­go do­ku­men­tu:

Tra­dy­cyj­na cy­wi­li­za­cja wiej­ska, po­dob­nie jak i ple­bej­sko- -miej­ska, nie zna listu. Chło­pak, który wy­szedł ze wsi szu­kać szczę­ścia, gdzie oczy po­nio­są, umie­rał jakby dla swej ro­dzi­ny i dla spo­łecz­no­ści wiej­skiej.

Jest to przede wszyst­kim ko­deks li­stów chłop­skich, przez fakt emi­gra­cji tylko po­wo­ła­nych do życia. Do­wia­du­je­my się z niego wię­cej i bar­dziej wia­ry­god­nie nie o spra­wach emi­gracyjnych, lecz o psy­cho­lo­gii pol­skie­go chło­pa w końcu XIX wieku, o jego kry­te­riach war­to­ści, hie­rar­chii mo­ral­nej, życiu spo­łecz­nym. Zbiór ten jest w tym sen­sie uni­kal­ny, tak jak uni­kalny jest chyba z punk­tu wi­dze­nia hi­sto­rii ję­zy­ka pol­skie­go.

Poza tymi dwoma wy­mie­nio­ny­mi przez edy­to­rów wyznacz­nikami uni­kal­no­ści „ko­dek­su li­stów chłop­skich” jest jesz­cze trze­ci, li­te­rac­ki, i to już nie tylko hi­sto­rycz­ny. Odpowied­niejszej sy­tu­acji li­te­rac­ko-ar­ty­stycz­nej dla pu­bli­ka­cji ta­kie­go „ko­dek­su li­stów chłop­skich”, ja­ki­mi są „Listy emi­gran­tów z Bra­zylii i Sta­nów Zjed­no­czo­nych 1890-1891”, nie można sobie wy­obrazić. Aku­rat wtedy, gdy po raz pierw­szy w skali spo­łecz­nej zwy­cię­ża świa­do­mość spo­łecz­nych i ar­ty­stycz­nych ograni­czeń kon­wen­cjo­nal­nej kul­tu­ry li­te­rac­kiej, gdy przewarto­ściowuje się jej ka­no­ny i sięga do nie­ek­splo­ato­wa­nych przez wieki ży­wych źró­deł li­te­rac­kie­go ję­zy­ka, udo­stęp­nio­ny zosta­je do­ku­ment kul­tu­ry pi­śmien­ni­czej sprzed kil­ku­dzie­się­ciu lat o wszel­kich zna­mio­nach ab­so­lut­nej nie­za­leż­no­ści od obowią­zujących kon­wen­cji pi­śmien­ni­czych.

Do wszyst­kich nie­zwy­kłych ko­in­cy­den­cji, o któ­rych opo­wiada Wi­told Kula w przed­mo­wie, trze­ba do­rzu­cić jesz­cze dwie o do­nio­słym dla li­te­rac­kie­go war­to­ścio­wa­nia „kodek­su li­stów chłop­skich” zna­cze­niu: szcze­gól­ną sy­tu­ację kultu­ralną epi­sto­lo­gra­fów z ko­niecz­no­ści, gdy listy po­wsta­wa­ły, i szcze­gól­ną sy­tu­ację kul­tu­ral­ną ich ko­lej­nych nieprzewi­dzianych ad­re­sa­tów, gdy po raz pierw­szy stały się one wła­snością pu­blicz­ną. Nie­za­leż­ność epi­sto­lo­gra­fii chłop­skiej od kon­wen­cji pi­śmien­ni­czych nie mo­gła­by za­ma­ni­fe­sto­wać się rów­nie ja­skra­wo ani wiele wcze­śniej, ani wiele póź­niej, czas na uświa­do­mie­nie sobie re­we­la­cyj­no­ści kul­tu­ral­nej tego zja­wiska zbiegł się nie­mal ide­al­nie z cza­sem re­ali­za­cji edytor­skiej ini­cja­ty­wy. Ta pierw­sza ko­in­cy­den­cja ma dla cha­rak­te­ru i war­to­ści kul­tu­ral­nej epi­sto­lo­gra­fii chłop­skiej zna­cze­nie fun­da­men­tal­ne.

Chłop­skie ko­niecz­no­ści epi­sto­lo­gra­ficz­ne wy­nik­nę­ły na sku­tek zja­wi­ska chłop­skiej emi­gra­cji, było to — jak wie­my — zja­wi­sko dłu­go­trwa­łe, do lat tak zwa­nej go­rącz­ki bra­zylijskiej nie da się go ogra­ni­czyć, mimo tego jed­nak wolno przy­pusz­czać, że cha­rak­ter oca­la­łej ko­re­spon­den­cji chłop­skiej jest w skali spo­łecz­nej nie­po­wta­rzal­ny, po­nie­waż cha­rakter ten za­le­ży od nie­po­wta­rzal­nej spo­łecz­nie sy­tu­acji oświa­to­wo-kul­tu­ral­nej, gdy ko­niecz­ność epi­sto­lo­gra­ficz­ną musi się re­ali­zo­wać przy mi­ni­mum wta­jem­ni­cze­nia w kul­turę pi­śmien­ną. W ta­kiej wła­śnie sy­tu­acji po­wsta­ły nie­mal wszyst­kie pol­sko­ję­zycz­ne listy zbio­ru, i to nie­za­leż­nie, czy by­ły pi­sa­ne przez sa­me­go nadaw­cę, czy też za­pi­sy­wa­ne przez kogoś z bli­skie­go oto­cze­nia, kto peł­nił funk­cje „pi­sen­ni­ka”. Trwa­łość ta­kiej sy­tu­acji jest mało praw­do­po­dob­na, po­nie­waż jest to sy­tu­acja gra­nicz­na. Brak nawet mi­ni­mal­nych umiejęt­ności pi­sa­nia i czy­ta­nia we wła­snym śro­do­wi­sku uniemożli­wia ak­tyw­ność epi­sto­lo­gra­ficz­ną lub ska­zu­je na ko­rzy­sta­nie z usług śro­do­wi­sko­wo i kul­tu­ral­nie ze­wnętrz­nych. Przekro­czenie ta­kie­go mi­ni­mum cho­ciaż­by tylko przez jedną osobę w bli­skim (naj­czę­ściej ro­dzin­nym) oto­cze­niu uza­leż­nia tę ak­tywność od obo­wią­zu­ją­cych kon­wen­cji kul­tu­ry pi­śmien­ni­czej i li­kwi­du­je tym samym to, co w „ko­dek­sie li­stów chłop­skich” sta­no­wi naj­więk­szą war­tość kul­tu­ral­ną.

Od­na­le­zio­na epi­sto­lo­gra­fia chłop­ska po­wsta­ła, jeśli uj­mować rzecz pod­mio­to­wo od stro­ny war­stwy chłop­skiej, na pierw­szym w skali spo­łecz­nej udo­ku­men­to­wa­nym styku kul­tury przed­pi­śmien­nej z kul­tu­rą pi­śmien­ną. W dzie­le Kol­ber­ga pi­śmien­na do­ku­men­ta­cja chłop­skiej kul­tu­ry przedpiśmien­nej jest efek­tem kul­tu­ral­ne­go po­śred­nic­twa. Drugi pod­miotowy styk kul­tu­ry przed­pi­śmien­nej z kul­tu­rą pi­śmien­ną na­stą­pił do­pie­ro w pa­mięt­ni­kar­stwie chłop­skim z lat trzy­dziestych na­sze­go wieku. Au­to­rzy pa­mięt­ni­ków nie byli już ska­za­ni na mi­ni­mum wta­jem­ni­cze­nia w kul­tu­rę pi­śmien­ną, po­słu­gi­wa­li się nią nie z ko­niecz­no­ści, lecz z wol­ne­go wybo­ru, z jej za­sa­da­mi byli obe­zna­ni w stop­niu nie­po­rów­ny­wal­nie wyż­szym niż ich po­przed­ni­cy przed pół­wie­czem, u któ­rych cał­ko­wi­ta nie­za­leż­ność od kon­wen­cji pi­śmien­ni­czych mani­festowała się nie­świa­do­mie i spon­ta­nicz­nie. W epistologra­fii z końca ubie­głe­go wieku chłop­ska kul­tu­ra przed­pi­śmien­na wy­ra­zi­ła się w spo­sób mak­sy­mal­nie nie­za­leż­ny od piśmien­nych znie­kształ­ceń.

Nie by­ło­by się da­le­kim od praw­dy, gdyby się powiedzia­ło, że epi­sto­lo­gra­fo­wie chłop­scy zo­sta­li przy­mu­sze­ni do zro­bienia użyt­ku z nie­zbęd­nych środ­ków tech­nicz­nych kul­tu­ry pi­śmien­nej i do tego je­dy­nie ogra­ni­cza się ich za­leż­ność od tej kul­tu­ry. Wszyst­ko inne (kul­tu­ral­ną treść i formę li­stów, ich funk­cję, ich kształt ję­zy­ko­wo-sty­li­stycz­ny, ich kompozy­cję, ich wszel­kie zna­czą­ce wła­ści­wo­ści) za­wdzię­cza­ją oni tylko i wy­łącz­nie chłop­skiej kul­tu­rze przed­pi­śmien­nej, która tym samym uzy­sku­je nie­mal naj­lep­sze z moż­li­wych świa­dec­two, sta­no­wiąc je­dy­ne kul­tu­ral­ne źró­dło epi­sto­lo­gra­ficz­nych za­pisów. Edy­to­rzy w dużej mie­rze zdają sobie spra­wę z ta­kie­go stanu rze­czy, nie zdają sobie jed­nak spra­wy w pełni, po­nie­waż wska­zu­ją na to za­rów­no prze­ja­wy in­ge­ren­cji edy­tor­skich (na przy­kład in­ter­punk­cja), jak i różne par­tie roz­wa­żań opi­so­wo- -in­ter­pre­ta­cyj­nych, zwłasz­cza tych, w któ­rych wy­kra­cza się poza ana­li­zę hi­sto­rycz­no-spo­łecz­ną za­war­to­ści li­stów. Kwe­stie po­znaw­cze, jakie na­su­wa ko­men­ta­to­rom tak zwana „for­mulatura” (for­mu­ły po­wi­tal­ne, po­zdro­wie­nio­we, po­że­gnal­ne), nie są chyba aż tak skom­pli­ko­wa­ne, jak się to im wy­da­je:

Gdzie szu­kać źró­dła tych for­muł? Kiedy i jak roz­po­wszech­ni­ły się one wśród chło­pów, któ­rzy prze­cież do wy­bu­chu gorącz­ki bra­zy­lij­skiej nie­czę­sto, a nie­raz nigdy nie mu­sie­li ucie­kać się do tego środ­ka ko­mu­ni­ka­cji? Kto tych chło­pów tych for­muł na­uczył? Dla­cze­go ci, któ­rzy ich uczy­li, uczy­li tych sa­mych for­muł? Skąd owa, jak w dy­plo­mach średniowiecz­nych, hie­ra­tycz­ność tych for­muł? Skąd waga przy­wią­zy­wa­na do nich przez obie ko­re­spon­du­ją­ce stro­ny, mimo że pisa­nie było czyn­no­ścią trud­ną, a były one dłu­gie. Je­śli­by przy­jąć, że więk­sza część li­stów pi­sa­na była przez „pi­sen­ni­ków”, od­po­wiedź na te py­ta­nia rów­nież nie bę­dzie pro­sta. A cóż do­pie­ro, jeśli przyj­mie­my, że duża ilość li­stów pi­sa­na była wła­sno­ręcz­nie przez ich au­to­rów? Nie od­po­wie­my tu na te py­ta­nia. Trze­ba by zba­dać, czego i na pod­sta­wie cze­go uczy­li na­uczy­cie­le wiej­skiej szkół­ki, ko­ściel­ny, or­ga­ni­sta.

Py­ta­nia te – prz­yn­ajmniej w czę­ści – dadzą się bądź zlikwi­dować, bądź zmo­dy­fi­ko­wać, jeśli przy­jąć, że dla cha­rak­te­ru epi­sto­lo­gra­fii chłop­skiej jej związ­ki z kul­tu­rą przedpiśmien­ną są de­cy­du­ją­ce, zaś związ­ki z kul­tu­rą pi­śmien­ną zu­peł­nie mi­ni­mal­ne.

„For­mu­la­tu­ra” nie sta­no­wi w chłop­skich li­stach najwięk­szej za­gad­ki, bar­dziej za­gad­ko­wa jest ich ca­ło­ścio­wa struktu­ra li­te­rac­ka, na przy­kład to, co można pro­wi­zo­rycz­nie na­zwać po­dwój­ną, nadaw­czo-od­bior­czą wie­lo­gło­so­wo­ścią listowe­go ko­mu­ni­ka­tu. Nie cho­dzi tu o wszel­kie­go typu do­pi­ski do li­stów. Bar­dzo czę­sto wie­lo­gło­so­wo (przez różne „ja” autor­skie) są pi­sa­ne głów­nie tek­sty li­stów, a już z za­sa­dy (wię­cej niż w po­ło­wie li­stów) wie­lo­oso­bo­wy jest ad­re­sat, przy czym rzad­kością jest zwra­ca­nie się w licz­bie mno­giej do wieloosobowe­go ad­re­sa­ta, a re­gu­łą od­dziel­ne (w ko­lej­no­ści lub prze­pla­tan­ce) „prze­ma­wia­nie” do każ­de­go z osob­na. Taka struk­tu­ra li­te­rac­ka za­pi­su jest czymś zu­peł­nie nie­by­wa­łym i do czasu prozy eks­perymentatorskiej z lat sześć­dzie­sią­tych na­sze­go wieku nigdy w pi­śmien­nic­twie pol­skim nie­wy­stę­pu­ją­cym. Jeśli na grun­cie kul­tu­ry pi­śmien­ni­czej chcia­ło­by się wy­ja­śnić to zja­wi­sko, na­le­ża­ło­by za­ło­żyć, że chłop­scy epi­sto­lo­gra­fo­wie z lat 1890- -1891 uczy­li się pisać listy u Le­opol­da Bucz­kow­skie­go, Mi­ro­na Bia­ło­szew­skie­go, Wie­sła­wa My­śliw­skie­go lub Ur­szu­li Ko­zioł.

Eks­pe­ry­men­ta­to­rzy współ­cze­śni świa­do­mie – z arty­stycznej pre­me­dy­ta­cji – uzna­ją pry­mat ję­zy­ka mówione­go nad ję­zy­kiem pi­sa­nym. Epi­sto­lo­gra­fo­wie chłop­scy nie do­ko­nu­ją wy­bo­rów, lecz z ko­niecz­no­ści, nie­świa­do­mie i po omac­ku szu­ka­ją pi­śmien­nych od­po­wied­ni­ków je­dy­nie zna­nych sobie form ust­nej ko­mu­ni­ka­cji ję­zy­ko­wej, prze­no­sząc je żyw­cem na obcy grunt. Listy chłop­skie są formą za­stęp­czą od­wiedzin fa­mi­lij­nych lub są­siedz­kich dla prze­ka­za­nia waż­nych wia­do­mo­ści, są od­po­wied­ni­kiem na­ra­dy ro­dzin­nej przed pod­jęciem waż­nych de­cy­zji w ob­li­czu waż­nych wy­da­rzeń.

Źró­dła „for­mu­la­tu­ry” li­stów na przy­kład nie tkwią w kul­turze pi­śmien­nej, lecz w oby­cza­ju chłop­skim, są z niego wprost prze­nie­sio­ne. Do­ty­czy to wszyst­kich for­muł po­wi­tal­nych, po­zdrowieniowych i po­że­gnal­nych, któ­rych różne li­sto­we mo­dyfikacje mają także na wzglę­dzie pra­wi­dło­wość oby­cza­jo­wą prze­bie­gu od­wie­dzin lub na­ra­dy. Brak od­po­wie­dzi na powita­nie „Niech bę­dzie po­chwa­lo­ny Jezus Chry­stus” ozna­cza prze­cież w sy­tu­acji re­al­nej od­mo­wę na­wią­za­nia roz­mo­wy, trze­ba więc w li­ście sa­me­mu sobie od­po­wie­dzieć „Na wieki wie­ków”, opa­tru­jąc tę od­po­wiedź — jeśli ist­nie­je po­dej­rze­nie, że mogło­by się jej nie usły­szeć — wstę­pem: „Mam na­dzie­ję, że mi odpo­wiesz”. „For­mu­la­tu­ra” li­stów nie sta­no­wi na ogół po­znaw­czej za­gad­ki, bar­dziej za­gad­ko­wy jest jej brak, on bo­wiem wska­zuje do­pie­ro na edu­ka­cję pi­śmien­ną więk­szą niż mi­ni­mal­na. Re­zy­gna­cja z „for­mu­la­tu­ry” jest naj­czę­ściej ozna­ką uświa­domienia sobie przez au­to­ra, że ko­mu­ni­ka­cja w ję­zy­ku pisa­nym nie jest toż­sa­ma z ko­mu­ni­ka­cją w ję­zy­ku mó­wio­nym.

Na nie­świa­do­mość w tym wzglę­dzie listy dostarcza­ją nie­zli­czo­nych do­wo­dów. Pi­szą­cy bar­dzo czę­sto nie zdają sobie spra­wy z tego, że goły zapis słowa mó­wio­ne­go nie za­wsze umoż­li­wia iden­ty­fi­ka­cję tego, kto mówi i do kogo mówi. Przy po­dwój­nej nadaw­czo-od­bior­czej wie­lo­gło­so­wo­ści li­stów (struk­tu­ra wie­lo­oso­bo­wej roz­mo­wy prze­nie­sio­na żyw­cem do za­pi­su) stwa­rza to nie­zli­czo­ne moż­li­wo­ści nie­po­ro­zu­mień, któ­rych pi­szą­cy nie po­dej­rze­wa­ją, po­nie­waż w roz­mo­wie re­al­nej za­wsze wia­do­mo, kto mówi i do kogo mówi, jeśli ad­resata swo­jej wy­po­wie­dzi wy­od­ręb­nia.

Zapis słowa mó­wio­ne­go prze­no­si je z prze­strze­ni na płasz­czyznę, odzie­ra je z in­dy­wi­du­al­no­ści, pi­szą­cy nie wie­dzą o tym, że prze­ka­zu­ją mar­twe ciało słowa w trum­nie listu, że to, co prze­ka­zu­ją, funk­cjo­nu­je ina­czej, niż funk­cjo­nu­ją żywe słowa w re­al­nych oko­licz­no­ściach miej­sca i czasu.

Zapis słowa mówionego przenosi je z przestrzeni na płasz­czyznę, odziera je z indywidualności, piszący przekazują martwe ciało słowa w trumnie listu

Nie jest więc rzad­ko­ścią, że w dwóch ko­lej­nych zda­niach listu ad­re­sat pierw­sze­go zda­nia staje się obiek­tem uwag w zda­niu na­stęp­nym, skie­ro­wa­nym do kogo in­ne­go. W jed­nym żąda od żony od­po­wie­dzi, dla­cze­go nie od­pi­su­je na listy, w dru­gim prosi się szwa­gra, żeby się do­wie­dział, jak to jest z żoną na­praw­dę. W jed­nym in­for­mu­je się matkę, że prze­sła­ło się jej pie­nią­dze, w dru­gim zleca się bratu przy­pil­no­wa­nie, że­by matka wy­ko­rzy­sta­ła je zgod­nie z ży­cze­nia­mi ofia­ro­daw­cy.

Ro­zu­mie­nie od­ręb­nej na­tu­ry ko­mu­ni­ka­cji pi­śmien­nej wy­maga kul­tu­ral­ne­go oby­cia. Jego świa­dec­twem są listy bar­dziej kon­wen­cjo­nal­ne pod wzglę­dem li­te­rac­kim. W jed­nym z ta­kich li­stów autor (kle­ryk) daje do­wo­dy na to, że z na­tu­ry środ­ka ko­mu­ni­ka­cji, któ­re­go używa, zdaje sobie spra­wę:

z Se­mi­no­ry­um pisał, to mo­że­cie sobie razem na głos prze­czytać. Ja tam nic ta­kie­go nie pi­sa­łem coby się wam miało sprze­ci­wiać, z resz­tą one tak były pi­sa­ne, że się was wszyst­kich tyczą z wy­jąt­kiem Jan­ków i Go­ślic­kie­go, co może by się jesz­cze na­śmie­li.

Nie­świa­do­mość, że słowo pi­sa­ne ma byt szcze­gól­ny, że ist­nieje ono w ode­rwa­niu od re­al­nej cza­so­prze­strze­ni, w któ­rej wy­stę­pu­je słowo mó­wio­ne, tylko z per­spek­ty­wy tra­dy­cyj­nej kul­tu­ry słowa pi­sa­ne­go może być wi­dzia­na jako jed­no­znacz­ny prze­jaw pry­mi­ty­wi­zmu. Skoro re­zul­ta­tem tej nie­świa­do­mo­ści jest pi­śmien­ny do­ku­ment ję­zy­ko­wej kul­tu­ry przed­pi­śmien­nej o uni­kal­nej war­to­ści, nie­świa­do­mość ta za­czy­na korespon­dować ze świa­do­mo­ścią wyż­sze­go rzędu, ze świa­do­mo­ścią ogra­ni­czeń i nie­do­stat­ków tego, co po­przez tra­dy­cyj­ną kul­turę słowa pi­sa­ne­go osią­gal­ne.

Naj­pry­mi­tyw­niej­sza pod wzglę­dem kon­wen­cjo­nal­nej kul­tury ję­zy­ka pi­sa­ne­go epi­sto­lo­gra­fia jest jed­no­cze­śnie epistolo­grafią mi­strzow­ską, jeśli wi­dzieć w niej wyraz kul­tu­ry ję­zy­ka mó­wio­ne­go.

Miarą kul­tu­ry ję­zy­ka mó­wio­ne­go po­win­na być jego pełno­wartościowość zna­cze­nio­wa. Pod tym wzglę­dem epistolografo­wie chłop­scy osią­ga­ją szczy­ty kul­tu­ry ję­zy­ko­wej. Jeśli po­mi­nąć obo­wią­zu­ją­cą „for­mu­la­tu­rę”, epi­sto­lo­gra­fo­wie chłop­scy potra­fią w naj­zwięź­lej­szy i naj­prost­szy spo­sób wy­ra­zić wszyst­kie tre­ści, które chcą wy­ra­zić. W prze­ci­wień­stwie do klasycz­nej epi­sto­lo­gra­fii li­te­rac­kiej, która ma cha­rak­ter bądź epic­ki, bądź li­rycz­ny, użyt­ko­wa epi­sto­lo­gra­fia chłop­ska jest drama­tyczna w kla­sycz­nym sen­sie tego słowa: ozna­cza dzia­ła­nie, ma do okre­ślo­nych dzia­łań po­bu­dzić lub znie­chę­cić, mają to być dzia­ła­nia de­cy­du­ją­ce o spo­łecz­no-eg­zy­sten­cjal­nym losie ludz­kim, gra z losem toczy się o naj­waż­niej­sze w życiu spra­wy. Fakt, że żaden z tych li­stów nie do­tarł do ni­ko­go z tych, dla któ­rych był prze­zna­czo­ny, mu­siał ozna­czać w więk­szo­ści wy­pad­ków (car­ski cen­zor za­dzia­łał jak deus ex ma­chi­na) za­mianę dra­ma­tu na tra­ge­dię. Tego faktu przez sza­cu­nek dla rze­czy­wi­stych ludz­kich cier­pień nie godzi się wykorzysty­wać w war­to­ścio­wa­niu li­te­rac­kim. Jest to zresz­tą cał­ko­wi­cie zbęd­ne. Gdyby „ko­deks li­stów chłop­skich” oca­lał dzię­ki ja­kimś mniej tra­gicz­nym ko­in­cy­den­cjom, jego war­tość kultu­ralna nie sta­ła­by się przez to mniej­sza.

Język chłop­skich epi­sto­lo­gra­fów, któ­re­go zapis szoku­je naj­fan­ta­stycz­niej­szą w świe­cie or­to­gra­fią (edy­to­rzy tro­chę ma­ło­dusz­nie nie za­ufa­li jej w pełni), za­dzi­wia spraw­no­ścią, która by­ła­by nie do po­my­śle­nia, gdyby nie uwzględ­nić tego, że jest ona re­zul­ta­tem wie­lo­wie­ko­we­go szli­fun­ku. Już nie w ja­kiej wiej­skiej szkół­ce, ale u ja­kie­go pi­sar­skie­go po­ten­ta­ta pióra moż­li­wa by­ła­by nauka ta­kie­go ję­zy­ka, jakim pi­sa­ne są te listy:

Teros wam do­no­szę, w Ame­ry­ce to bym nie był, chiba bym kogo za­biuł w kraju, to bym mu­siał być w Ame­ry­ce. Praw­da, że jest do­brze w Ame­ry­ce, ale na tam­tem świe­cie to bę­dzie bida, bo my jeden dru­gie­go nie możem zba­wić.

Jak my Pan Bug da zdro­wie, jak pszy­ja­dę, to wszyst­ko po­oddaję, co się komu na­le­ży, a ti mi w ni­czy­ich li­stach nic nie pisz, bo ja myślę, że na listy mosz pi­nia­dzie. Teras cię po­zdra­wiom ko­cha­na żuno, po­zdra­wiu swigo sina, pi­nia­dze ci pszi­śle, ale nie na twoje za­zu­da­nie, jeno jak będę chciał.

Ko­cha­ny bra­cie, toć ja bym rat jedni go­dzi­ny z wamy być, ale jak mnie się zbaci ta pol­ska bida, to me chęć od­le­ci.

Formy, jaką przy­bie­ra wia­do­mość o śmier­ci w jed­nym z li­stów, mógł­by po­zaz­dro­ścić sam Jan z Czar­no­la­su:

Ma­ry­ian­na, zona moja naj­ko­chań­sza a czor­ka wasza wzię­ła ze mno i z wamy roz­ło­cze­nie na tem swe­cie.

Jeśli czy­tać te listy bez uprze­dzeń, które rodzi przyzwyczaje­nie do kon­wen­cjo­nal­nych spo­so­bów za­pi­su, jeśli zdo­być się na sły­sze­nie tego, co w li­stach zo­sta­ło za­pi­sa­ne, po­są­dza­nie ich au­to­rów o ja­ką­kol­wiek nie­po­rad­ność ję­zy­ko­wą staje się abso­lutnie bez­pod­staw­ne. Pa­nu­ją oni nad swo­imi po­trze­ba­mi ję­zykowymi le­piej, niż kto­kol­wiek mógł­by to sobie wy­obra­zić.

Mówią to, co chcą po­wie­dzieć, mówią tak, jak trze­ba, żeby ich słowo mogło być w po­żą­da­ny spo­sób sku­tecz­ne (głów­nie cho­dzi o de­cy­zję wy­jaz­du z kraju lub po­zo­sta­nia w nim, au­to­rzy chcą jed­ne­go lub dru­gie­go, sto­su­jąc od­po­wied­nią argumenta­cję, w któ­rej uwzględ­nia się spo­sób my­śle­nia ad­re­sa­ta listu), wię­cej jesz­cze, w li­stach, które mają cel prak­tycz­ny, wyraża­ją swoje cha­rak­te­ry i oso­bo­wo­ści w spo­sób nie­jed­no­krot­nie bar­dziej zło­żo­ny niż ten, któ­rym po­słu­gu­ją się współ­cze­śni im pi­sa­rze ar­ty­ści. Cha­rak­te­ry i oso­bo­wo­ści au­to­rów li­stów (a nie­kie­dy także ich ad­re­sa­tów) są wy­ra­zi­ste jak na dłoni. Nie szko­dzi tej wy­ra­zi­sto­ści nawet „for­mu­la­tu­ra”, w któ­rej także daje się wy­kryć pra­wie za­wsze coś in­dy­wi­du­al­ne­go.

Za wcze­śnie chyba, żeby do­po­wie­dzieć spra­wę do koń­ca, le­piej po­prze­stać na samym stwier­dze­niu faktu: oca­lo­na epi­sto­lo­gra­fia chłop­ska sta­no­wi groź­ną kon­ku­ren­cję literac­ką dla pol­skiej po­wie­ści spo­łecz­nej dru­giej po­ło­wy dzie­więt­na­ste­go wieku. W ogóle epi­sto­lo­gra­fia Zyg­mun­ta Krasiń­skiego i epi­sto­lo­gra­fia chłop­ska (są to zja­wi­ska ge­ne­tycz­nie bie­gu­no­wo różne, ale pod wzglę­dem czy­sto li­te­rac­kim o po­dobnej do­nio­sło­ści) są w sta­nie do­pro­wa­dzić do zbu­rze­nia tra­dy­cyj­nej hie­rar­chii osią­gnięć prozy pol­skiej w wieku dzie­więtnastym, jeśli komuś przy­szło­by na myśl, żeby weryfika­cji tej hie­rar­chii do­ko­nać rze­czy­wi­ście na nowo.

Kul­tu­ral­ne zna­cze­nie „ko­dek­su li­stów chłop­skich” może być tak ogrom­ne, że sza­leń­stwem by­ło­by sta­wia­nie ja­kich­kol­wiek na ten temat ho­ro­sko­pów. Epi­sto­lo­gra­fia chłop­ska do­pie­ro za­czy­na swoje pu­blicz­ne życie kul­tu­ral­ne. Ileż trze­ba nie­raz lat, żeby zna­cze­nie wiel­kich fak­tów kul­tu­ral­nych do­tar­ło do świa­do­mo­ści spo­łecz­nej? Ileż fak­tów bła­hych prze­sła­nia na długo fakty epo­ko­we? Cała na­dzie­ja w tym, że za­wsze mogą się zda­rzyć szczę­śli­we ko­in­cy­den­cje.

Co po Berezie?
Cykl tekstów poświęconych życiu i twórczości Henryka Berezy (1926-2012), przy okazji wydania przez Państwowy Instytut Wydawniczy „Alfabetyczności". Kliknij, by zobaczyć pozostałe teksty z cyklu.

Przedruk
Tekst jest przedrukiem z książki „Alfabetyczność. Teksty o literaturze i życiu” (PIW 2018). Oryginalnie tekst ukazał się w pierwszym numerze czasopisma„Regiony" z 1975 roku.

Hen­ryk Be­re­za
ur. 1926, zm. 2012. Kry­tyk li­te­rac­ki, wie­lo­let­ni re­dak­tor dzia­łu prozy w mie­sięcz­ni­ku „Twór­czość”, autor licz­nych ksią­żek kry­tycz­no­li­te­rac­kich, m.​in. „Sztu­ki czy­ta­nia” (1966), „Związ­ków na­tu­ral­nych” (1972 – Na­gro­da im. Sta­ni­sła­wa Pię­ta­ka), „Prozy z im­por­tu” (1979), „Pryn­cy­piów. O łasce li­te­ra­tu­ry”. Od 1977 do 2005 roku pro­wa­dził w „Twór­czo­ści” au­tor­ską ru­bry­kę „Czy­ta­ne w ma­szy­no­pi­sie”. Autor cyklu za­pi­sów sen­nych „Oni­ria­da”. Wydał czte­ry tomy po­etyc­kie: „Miary” (2003), „Wzglę­dy” (2010), „Zgło­ski” (2011), „Zgrzy­ty” (2014).
POPRZEDNI

varia  

Co po Berezie? - ankieta literacka

— Jakub Nowacki

NASTĘPNY

szkic  

Henryk Bereza jako terapeuta

— Andrzej Śnioszek